Znana z „Wielkich kłamstewek” kalifornijska Highway One, rumuńska serpentyna obok zamku należącego do pierwowzoru Draculi czy ekscytująca trasa przecinająca gęste lasy z „Watahy”. To tylko kilka z propozycji dróg na niezapomnianą podróż samochodem. Taka wycieczka to nie tylko szansa na podziwianie krajobrazów, ale także sposób na sprawdzenie naszych umiejętności. Oto sześć pomysłów, dokąd warto się wybrać w inspirującą podróż.

Czytaj więcej...

Należący do Polskiego Holdingu Hotelowego, Courtyard by Marriott wspomaga kadrę medyczną Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie, będąc bazą noclegową dla medyków.

Czytaj więcej...

Aronia to superowoc, którego popularność rośnie. W sezonie 2019 piło soki aroniowe lub jadło jej przetwory, przynajmniej raz w tygodniu, 12% Polaków, w samym tylko marcu bieżącego roku aż 11%. Pandemia ustawiła kolejkę po aronię. Koncentrat sprzedajemy na świadome jej walorów rynki Azji - do Korei, Japonii i Chin. U progu wiosny przypominamy walory owoców jagodowych. Zanim w sklepach pojawią się pierwsze świeże polskie superowoce polecamy soki, przetwory i mrożonki.

Czytaj więcej...
  • Przewoźnicy wykorzystują kryzys związany z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, by ograniczyć prawa pasażerów.Ich działania zmierzają do pozbawienia podróżnych do 80% ich obecnych praw.
  • Prawa pasażerów nie powinny być ograniczane, skoro to oni jako podatnicy poniosą koszt pomocy rządowej dla linii lotniczych.
  • Utrzymanie obecnej pozycji podróżnych wobec linii lotniczych powinno być warunkiem brzegowym dla wszelkich form publicznego wsparcia finansowego.
Czytaj więcej...

WYSPA LEMURÓW W KSIĄŻKACH I NA EKRANIE

res ce6e14cda0c035730e33af104daae860 full

Bez wątpienia najbardziej znanym polskim autorem piszącym o Madagaskarze jest Arkady Fiedler (1894–1985), pisarz, przyrodnik, podróżnik i porucznik Wojska Polskiego

Czytaj Więcej >>

KAZACHSTAN JAKO CEL TURYSTYKI BIZNESOWEJ

Expo 2017  Nur Alem  Pavilion

 W 2017 r. w Astanie (dzisiejszym Nursułtanie) odbyła się prestiżowa wystawa EXPO, która przyciągnęła gości z całego świata. Stolicę Kazachstanu wybrano nie bez powodu – to obecnie jedno z ciekawszych miejsc do organizowania wydarzeń branżowych, targów, konferencji, kongresów, spotkań firmowych czy wyjazdów integracyjno-motywacyjnych.

 Czytaj Więcej >>

MADERA – ŚLADAMI RONALDA

CR7 Cristiano Ronaldo Mural Madeira by Richard Wilson - richardwilsonartwork

Portugalska wyspa Madera, mimo swojego małego rozmiaru (741 km² powierzchni i ok. 270 tys. mieszkańców), zapisała się na turystycznej, kulinarnej i sportowej mapie naszego globu. Czytaj więcej >

FESTIWAL KWIATÓW NA MADERZE

IMG 1805

Madera jest wspaniałym celem podróży o każdej porze roku, ale to zazwyczaj ostatnie dni kwietnia i maj stanowią wyjątkowy czas na tej wyspie. To wtedy zwykle odbywa się na niej jedno z najpiękniejszych wydarzeń kulturalnych całego archipelagu – Festiwal Kwiatów (Festa da Flor de Madeira).  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Brazylia o smaku açaí

 

MAJA KAŹMIERCZAK-BARTHEL

www.TRAVELINGROCKHOPPER.COM

 

Brazylia nie jest typowym turystycznym rajem. Z jednej strony kojarzy się z pięknymi piaszczystymi plażami i słoneczną pogodą, a z drugiej – z ogromną biedą i przestępczością. Oczywiście, nie można zapominać, że dla wielu to po prostu królestwo piłki nożnej, a ten sport ma tutaj prawie status religii. Turyści, którzy odwiedzili kraj Brazylijczyków, zakochują się za to w smaku açaí, czyli owoców euterpy warzywnej, jednego z gatunków tropikalnych palm z Ameryki Południowej.

 

FozIguacu0797

Park Narodowy Iguaçu od 1986 r. znajduje się pod ochroną UNESCO

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

Od 1960 r. stolicą Brazylii jest 3-milionowa Brasília. Wcześniej tę funkcję pełniło Rio de Janeiro. Władze zdecydowały jednak, że najważniejszy ośrodek administracyjny państwa powinien znajdować się raczej w głębi kraju. Nowe miasto zbudowano w ciągu 41 miesięcy na niemal niezamieszkanym terenie. Jego wygląd i układ zostały precyzyjnie zaplanowane. Co ciekawe, Brasílię zaprojektowano w taki sposób, żeby widziana z góry przypominała swoim kształtem ptaka albo samolot. Brazylijska stolica to swojego rodzaju ciekawostka turystyczno-architektoniczna. Niestety, leży dość daleko od głównych atrakcji kraju i dlatego turyści często ją omijają. Trafiają tu zwykle raczej miłośnicy architektury i urbanistyki.

 

Brazylia to największe państwo Ameryki Południowej – ma ponad 8,5 mln km² powierzchni i prawie 210 mln mieszkańców. Jest niesamowicie różnorodna, także pod względem przyrodniczym. Z tego powodu trudno opisać ją w krótkim artykule. Postaram się jednak nieco przybliżyć ten kraj.

 

Bondinho e Morro da Urca vistos Foto Alexandre Macieira Riotur

Bondinho do Pão de Açúcar – kolejka linowa kursująca na Głowę Cukru

© ALEXANDRE MACIEIRA/RIOTUR

 

JAGODY Z PALMY

 

Zacznę od wspomnianych już owoców, z którymi często Brazylia kojarzy się osobom ją zwiedzającym. Açaí (czyt. asai) wyglądają jak małe fioletowe winogrona albo duże borówki – pewnie dlatego bywają nazywane jagodami. Są ważnym składnikiem diety mieszkańców lasów tropikalnych w dorzeczu Amazonki.

 

W wielu miejscach w Brazylii można natrafić na pyszne desery z açaí, takie jak açaí na tigela (w dosłownym tłumaczeniu „açaí w misce”). To mrożony mus z tych jagód z dodatkiem cukru i innych owoców. Obowiązkowo należy go spróbować podczas wizyty w tym kraju. Polecam też sprawdzić, jak smakują same açaí. Deser jest dosładzany, z reguły zbyt mocno, więc warto od razu poprosić o mniejszą ilość cukru.

 

Poza Ameryką Południową te osobliwe owoce uważane są za tzw. superżywność. Od kilku lat promuje się je jako produkt pomagający w odchudzaniu, zawierający mnóstwo składników mineralnych i odżywczych. Również w Polsce można kupić rozmaite suplementy diety zawierające açaí. Część rozpowszechnianych informacji na temat jagód euterpy warzywnej nie jest oparta na żadnych badaniach naukowych. Jednak od lat eksportuje się z Brazylii coraz więcej tych owoców, czasem kosztem lokalnej ludności, która traci ważne źródło witamin.

 

Gdy wracałam z mojej brazylijskiej wyprawy, już zakochana w niezwykłych jagodach, zamarzyło mi się, aby zabrać je do domu. Niestety, açaí bardzo szybko się psują. W Rio de Janeiro znalazłam owoce w proszku, które od razu kupiłam i szczęśliwa wróciłam do Polski. Okazało się jednak, że po takim przetworzeniu nie smakują one jak w brazylijskim deserze. Przez jakiś czas byłam bardzo zdeterminowana w swoich poszukiwaniach i gdziekolwiek zobaczyłam produkt spożywczy z açaí (lody, czekoladę, suszone jagody itd.), natychmiast go kupowałam. W końcu przekonałam się, że te owoce powinno się jeść tylko w Brazylii. Może dzięki temu są one takie wyjątkowe… A jeżeli ktoś chce zdrowo się odżywiać, to idealnym składnikiem jego diety będą zwykłe polskie jagody, porzeczki, maliny, żurawiny czy borówki. Nie dajmy się oszukiwać rozmaitym firmom obiecującym, że ich produkty z açaí odmienią nasze życie.

 

TROPIKALNA AMAZONKA

 

Odpowiedź na pytanie, która rzeka na ziemi jest najdłuższa, okazuje się nie taka oczywista. Nauczyciele z Ameryki Południowej mają często na ten temat inne zdanie niż ci z Europy – pierwsi nieraz przyznają pierwszeństwo Amazonce, a drudzy Nilowi. W obu przypadkach można podeprzeć się źródłami i opiniami badaczy potwierdzającymi słuszność danego stwierdzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że obie rzeki są wyjątkowe.

 

W trakcie pobytu w Brazylii, jeżeli tylko jest taka możliwość, warto spędzić trochę czasu w tropikalnym lesie. Nawet w Amazonii udaje się znaleźć różne formy zakwaterowania: od wygodnych hoteli po prymitywne miejsca noclegowe. Jeśli ktoś obawia się nocować w otoczeniu dzikiej przyrody, wystarczy, że wybierze się na kilkugodzinny rejs po Amazonce. W tak krótkim czasie również można dostrzec wyjątkowość tej wspaniałej rzeki, spotkać niesamowite zwierzęta i zobaczyć rozmaite rośliny. Szczególnie polecam nasłuchiwać odgłosów ptaków i rozglądać się za tymi bajecznie kolorowymi!

 

MOTYLE ZNAD IGUAÇU

 

Gdy wspominam brazylijską przyrodę, mam przed oczyma ogromne liście palm, papugi i tukany oraz barwne motyle spotkane przy wodospadach Iguaçu. Te ostanie leżą na granicy Brazylii i Argentyny, na rzece o tej samej nazwie. Niedaleko rozciąga się już terytorium Paragwaju, ale na jego terenie główną atrakcją jest potężna zapora Itaipú na rzece Paranie. Najlepsze punkty widokowe znajdują się po brazylijskiej i argentyńskiej stronie, odpowiednio w miastach Foz do Iguaçu i Puerto Iguazú.

 

Iguaçu są jednymi z największych wodospadów na świecie, a według mnie należą do najbardziej imponujących. Warto przeznaczyć nawet dwa dni na samo ich podziwianie z rozmaitych miejsc w Brazylii i Argentynie. Podczas spaceru ścieżkami w tej okolicy można spotkać różne ptaki i zwierzęta, a przede wszystkim ogromną ilość kolorowych motyli. Osobiście uważam, że argentyńska część wodospadów prezentuje się dużo lepiej niż brazylijska, jest także bardziej zróżnicowana (aż ok. 80 proc. powierzchni Iguaçu leży w Argentynie). Ta druga też ma sporo uroku i w niej nad kaskadami z reguły łatwiej tworzy się tęcza.

 

KRAJ W MINIATURZE

 

Czasem mówię, trochę przekornie, że jeżeli nie odwiedziliśmy jakiegoś miejsca w danym kraju, to tak jakbyśmy wcale w nim nie byli. W przypadku Brazylii chodzi zdecydowanie o Rio de Janeiro. Może takie stwierdzenie wydaje się trochę na wyrost, ale to 6,5-milionowe miasto i jego okolice odzwierciedlają charakter ojczyzny Brazylijczyków z rozmaitymi jej cechami: tymi najlepszymi, najciekawszymi, ale i najgorszymi. W Rio de Janeiro każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie, czy w podróżach najbardziej fascynuje go przyroda, uprawianie sportu, kultura, zabytki, jedzenie, plażowanie czy szalona zabawa.

 

Są tu trzy takie miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć – pomnik Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor), Głowa Cukru (Pão de Açúcar) i plaża Copacabana. Warto także wybrać się do Parku Narodowego Tijuca (Parque Nacional da Tijuca), pospacerować po najstarszej dzielnicy miasta i wypić w niej kawę, zajrzeć na plażę Ipanema, a z daleka przyjrzeć się fawelom. Każdego dnia polecam pić soki z pysznych świeżych owoców dostępnych na każdym rogu ulicy i obowiązkowo rozkoszować się açaí.

 

DWA WZGÓRZA

 

Pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro został zbudowany w dużej mierze dzięki datkom brazylijskich katolików. Zaprojektował go francuski rzeźbiarz polskiego pochodzenia Paul Landowski (1875–1961). Statuę wykonano we Francji i w 1931 r. przewieziono do Brazylii. Pomnik jest ogromny, mierzy 30 m (bez 8-metrowego cokołu), a rozpiętość ramion Chrystusa (od końca palców jednej ręki do drugiej) wynosi 28 m.

 

Figura stoi w niezmiernie urokliwym miejscu, na wzgórzu Corcovado (710 m n.p.m.). Jeżeli kogoś nie interesują zabytki religijne, i tak powinien się tutaj wybrać, bo rozpościera się stąd wspaniały widok na okolicę. Do pomnika można dojść na piechotę lub część trasy pokonać kolejką (Trem do Corcovado). Jeżeli według prognozy pogody na dany dzień przewidziano burze, lepiej przełożyć wycieczkę na Corcovado. W wysoką statuę czasami uderzają pioruny. W styczniu 2014 r. w ten właśnie sposób została ona uszkodzona.

 

Wzgórze Głowa Cukru jest niemal o połowę niższe od Corcovado (osiąga wysokość 396 m n.p.m.). Stanowi ono kolejny świetny punkt widokowy w Rio de Janeiro, który zdecydowanie warto odwiedzić. Co więcej, to bardzo charakterystyczny symbol miasta – ze względu na nietypowy kształt łatwo rozpoznać go na każdym zdjęciu. Na szczyt można wjechać kolejką linową (Bondinho do Pão de Açúcar) albo się wspiąć. Tutejsze trasy wspinaczkowe z pewnością zadowolą miłośników sportów ekstremalnych.

 

CUDOWNE PLAŻE

 

Podobno najpiękniejsze na świecie plaże znajdują się w Brazylii. To stwierdzenie nie wzięło się znikąd! Piaszczyste wybrzeże ciągnie się tu kilometrami (linia brzegowa tego kraju ma aż 7491 km!). Najbardziej znane plaże leżą w stanach: Bahia, Ceará i Pernambuco (jego granice obejmują cudowny archipelag Fernando de Noronha). W Rio de Janeiro na zainteresowanie zasługują przede wszystkim dwie.

 

Copacabana jest położona w dzielnicy o tej samej nazwie. To prawdopodobnie najsłynniejsza plaża na świecie i wręcz kultowe miejsce w mieście. Oczywiście, można na niej się opalać, kąpać, grać w siatkówkę i obowiązkowo piłkę nożną. Poza tym odbywają się tutaj rozmaite imprezy kulturalne i sportowe. Charakterystyczny wzór pokrywający miejscową promenadę umieszcza się na wielu pamiątkach z Brazylii. Copacabana ma długość ponad 4 km. Sąsiaduje z inną piękną plażą, którą także warto zobaczyć – Ipanemą.

 

BRAZYLIJSKA MIŁOŚĆ DO PIŁKI

 

Nie jestem pewna, czy istnieje na świecie drugi taki kraj, którego mieszkańców tak silnie łączy wspólna pasja – miłość do piłki nożnej. Brzmi to wręcz jak stereotyp, jednak nie da się ukryć, że każde brazylijskie miasto ma przynajmniej jeden stadion piłkarski, a podczas spaceru w Brazylii, czy to wzdłuż plaży, czy ulicy, prawie zawsze dostrzeżemy kogoś biegającego za piłką.

 

Narodową fascynację tym sportem widać szczególnie w trakcie międzynarodowych mistrzostw. Cały kraj wygląda wtedy jak sparaliżowany – sklepy są zamykane, dzieciom skraca się zajęcia w szkołach, a w większych firmach pracodawcy zapewniają telewizory, aby pracownicy mieli szansę śledzić przebieg meczów. Choć w wielu innych stronach świata mundial wzbudza podobne emocje, Brazylię opanowuje istne szaleństwo.

 

Wydawać by się mogło, że piłka nożna od zawsze była tutaj częścią kultury. Jednak dopiero pod koniec XIX w. szkoccy i angielscy emigranci rozpowszechnili ten sport (za ojca brazylijskiego futbolu uważa się Charlesa Millera). Bardzo szybko zyskał on ogromną popularność w Brazylii. Każdy mógł grać w piłkę nożną. Potrzebne było jedynie miejsce do gry i coś okrągłego do kopania.

 

GORĄCE RYTMY

 

24389490043 0dd320be9d o

Największą atrakcją karnawału w Rio de Janeiro jest parada szkół samby

© FERNANDO GRILLI/RIOTUR

 

Co jest bardziej brazylijskie: piłka nożna czy samba? Ani jedno, ani drugie nie narodziło się w tym kraju, ale obie rzeczy są zdecydowanie jego symbolami.

 

Samba to taniec towarzyski. Wywodzi się prawdopodobnie ze zwyczajów afrykańskich niewolników z ludów Bantu, choć niektórzy dopatrują się w nim również europejskich wpływów. Co ciekawe, dość długo był uważany za nieprzyzwoity i bogaci Brazylijczycy go nie tańczyli. Obecnie samba ma bardzo wiele stylów: od klasycznego prezentowanego w parach na turniejach do swobodnego, ekspresyjnego, rodem z dyskoteki, a pewne jej elementy przeniesiono nawet do sali sportowej.

 

Z tym widowiskowym tańcem nieodłącznie wiąże się karnawał w Rio de Janeiro, kolejny symbol Brazylii. Impreza trwa od piątku do Środy Popielcowej (w 2018 r. od 9 do 13 lutego) i szacuje się, że codziennie bawi się na niej ok. 2 mln ludzi. W większości są to Brazylijczycy, mniej więcej 20 proc. stanowią obcokrajowcy. Świętuje się nie tylko na słynnym sambodromie (Sambódromo da Marquês de Sapucaí), ulicach miasta, ale także na plażach, w barach i klubach – wszędzie, gdzie tylko się da.

 

Spędzenie karnawału w Rio de Janeiro ma swoje wady i zalety. Na pewno jest to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że w tym czasie znalezienie tu noclegu będzie bardzo trudne, więc należy wszystko zarezerwować z dużym wyprzedzeniem. Poza tym towarzystwo ogromnych tłumów po jednym dniu szaleństwa może stać się uciążliwe, szczególnie dla osób nieprzyzwyczajonych. W takim ścisku łatwiej też paść ofiarą kradzieży czy nawet napaści.

 

ŚRODKI OSTROŻNOŚCI

 

Niestety, opowieści o przestępczości w Brazylii nie są wyssane z palca. Choć wszędzie na świecie może nam się przytrafić coś złego i nie brakuje złych ludzi, w pewnych miejscach w tym kraju trzeba bardziej uważać. Jeśli zachowamy zdrowy rozsądek, nie będziemy chodzić sami nocą po ulicach i plażach itp., najpewniej wrócimy do domu bogatsi tylko o pozytywne doświadczenia.

 

Przed wyjazdem do Brazylii, a przede wszystkim do Rio de Janeiro, mój znajomy Brazylijczyk ostrzegał mnie, że jest tu bardzo niebezpiecznie i dawał rozmaite porady. Opowiadał, że gdy sam odwiedza to miasto, nosi ze sobą zawsze dwa portfele. Jeden, ten z dokumentami i gotówką chowa głębiej, a drugi, przeznaczony dla ewentualnego złodzieja i wypełniony drobnymi pieniędzmi, żeby wyglądał w miarę wiarygodnie, trzyma gdzieś na wierzchu. Jeżeli ktoś w Rio de Janeiro zechce zabrać nam portfel czy cokolwiek innego, lepiej zbytnio nie protestować, aby nie pogorszyć sytuacji.

 

INNE OBLICZE RAJU

 

Przestępczość w Rio de Janeiro związana jest w dużej mierze z miejscami największej biedy – fawelami. Nazywa się tak ubogie dzielnice, położone wokół centrów miast, często na wzgórzach, w których domy zbudowane są dosłownie z czegokolwiek, np. z materiałów znalezionych na śmietniskach – tektury, sklejek, desek, blach itp. Szacuje się, że ok. 6 proc. ludności Brazylii mieszka w fawelach. W samym Rio de Janeiro jest to zdecydowanie większy odsetek (mniej więcej 22 proc.).

 

Fawele prawdopodobnie powstały pod koniec XIX w., gdy wyzwoleni niewolnicy lub żołnierze, którzy nigdy nie otrzymali swojej zapłaty, szukali miejsca do życia. Nie mieli niczego, zaczęli więc budować sobie domy z materiałów, jakie były pod ręką. Z czasem bieda doprowadziła do wzrostu przestępczości, nierzadko związanej z narkotykami. Fawele rządzą się swoimi prawami, więc nawet policja unika wkraczania na ich teren.

 

Jest wiele filmów pokazujących życie w Brazylii. Warto obejrzeć kilka z nich przed wizytą w tym kraju albo po niej. Do bardziej znanych należy Miasto Boga z 2002 r. Produkcję oparto na książce brazylijskiego pisarza Paula Linsa, która opowiada o życiu młodych chłopców z faweli w Rio de Janeiro.

 

W te rejony w Brazylii turysta nie powinien wybierać się sam. Taka przygoda może być niebezpieczna i bardzo źle się skończyć. Od kilku lat lokalne biura podróży oferują zwiedzanie faweli, ale z reguły tych dość rozwiniętych i względnie bezpiecznych, które dostają pomoc finansową od organizatorów wycieczek. Jest także wiele agencji organizujących przejazdy opancerzonym autobusem przez losowo wybrane dzielnice biedy. Z tego typu atrakcji lepiej zrezygnować – fawele to nie zoo, a osiedla, gdzie mieszkają ludzie, którzy nie mieli w życiu tyle szczęścia co my.

 

Salvador0362

Dzielnica Pelourinho w Salvadorze z arcydziełami brazylijskiego baroku

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

MIASTO NAD ZATOKĄ

 

Stan Bahia należy do tych części Brazylii, które słyną ze wspaniałych plaż. Dodatkowo nad Zatoką Wszystkich Świętych (Baía de Todos os Santos) znajduje się tutaj region Recôncavo, uznawany za miejsce narodzin samby de roda, wpisanej na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Stolicą Bahii jest klimatyczny Salvador (Salvador da Bahia), który koniecznie trzeba odwiedzić. Jeśli mamy do wyboru wizytę w tym mieście lub Brasílii, zdecydowanie warto zdecydować się na to pierwsze.

 

W Salvadorze czeka na turystów wiele atrakcji, łącznie z tutejszym niezmiernie barwnym karnawałem. Najciekawsza wydaje się być historyczna dzielnica Pelourinho. Kojarzy mi się ona z La Bocą w Buenos Aires w Argentynie. Oba miejsca są wypełnione kolorowymi budynkami, tańcem i muzyką, dzięki czemu przyciągają licznych przybyszów z zagranicy.

 

SKARBY PRZYRODY

 

Na zakończenie chciałabym wspomnieć o kilku parkach narodowych. Brazylia jest jednym z największych państw na świecie, więc na jej terytorium znajduje się ich wiele. Do może mniej znanych niż bardzo popularne wśród turystów Park Narodowy Iguaçu i Park Narodowy Tijuca, ale z pewnością niezmiernie ciekawych należą: Lençóis Maranhenses (w stanie Maranhão), Aparados da Serra (na granicy Rio Grande do Sul i Santa Catarina), Serra da Bodoquena (na terenie Mato Grosso do Sul), Pantanal Matogrossense (na obszarze Mato Grosso), Chapada dos Veadeiros (w Goiás) i Fernando de Noronha (w Pernambuco). Warto odwiedzić każdy z nich, ale jeśli kogoś w podróży goni czas, polecam szczególnie wizytę w tym pierwszym. Zwykle robi on na przybyszach zaskakujące wrażenie, bo nie wygląda jak typowy brazylijski region – w kraju kojarzonym z rozległymi lasami deszczowymi i dziewiczą Amazonią nie spodziewamy się zazwyczaj pustynnych pejzaży. A jednak olbrzymi obszar Parku Narodowego Lençóis Maranhenses (Parque Nacional dos Lençóis Maranhenses) pokrywają piaszczyste wydmy. W porze deszczowej pomiędzy nimi powstają malownicze jeziora. Widoki są tu wręcz bajeczne!

 

NA ZDROWIE!

 

Brazylia to ogromny, bardzo różnorodny kraj, zachwycający piękną przyrodą i mnóstwem atrakcji. Trzeba jednak pamiętać, że doniesienia o dość wysokiej przestępczości w tym państwie bywają nierzadko prawdziwe. Mimo to ostrożność i zdrowy rozsądek powinny zapewnić nam bezpieczną podróż.

 

A jeżeli moje opowieści o açaí kogoś nie przekonały, dodam coś jeszcze na temat dwóch typowych brazylijskich napoi. Po pierwsze, niektórzy uważają, że najlepsza kawa na naszym globie pochodzi z Brazylii. Można też spotkać się z opinią mówiącą, że w tym przypadku ilość zwycięża nad jakością. Według mnie prawda leży gdzieś pośrodku. Brazylia jest największym światowym eksporterem kawy, więc nastawienie na masową produkcję nie powinno dziwić. Dlatego jakość napoju czasem nie zadowala prawdziwych smakoszy. Jednak i tu znajdują się mniejsze plantacje, które w pierwszej kolejności stawiają na uzyskanie jak najlepszych ziaren.

 

Inny tradycyjny brazylijski napitek to caipirinha, koktajl na bazie miejscowego alkoholu z fermentowanego soku z trzciny cukrowej, zwanego cachaçą, z limonką, cukrem i lodem. Bez większych problemów można przygotować ją samemu w domu, a jeszcze łatwiej zamówić ten drink w barze. Jednak caipirinha pita w pasjonującej Brazylii na pewno będzie smakować inaczej.

 

Aktywny wypoczynek na Wyspach Kanaryjskich

 

Filip Werstler

 

 Parque Rural del Nublo we wnętrzu górzystej wyspy Gran Canaria

3700

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/ALEX BRAMWELL

 

Wyspy Kanaryjskie znane były już starożytnym, którzy określali je mianem Wysp Szczęśliwych. Trudno się zresztą z nimi nie zgodzić. Archipelag położony na Oceanie Atlantyckim należy do najpiękniejszych miejsc na świecie. Panujący tu klimat czyni go jednym z najbardziej przyjaznych dla ludzi regionów na ziemi. Liczba słonecznych dni w ciągu roku zdecydowanie przekracza 300 na większości z wysp. Rzadkie opady deszczu występują głównie późną jesienią, zimą i na początku wiosny. Temperatura powietrza utrzymuje się w granicach 17–25°C przez okrągłe 12 miesięcy. Te wyjątkowo sprzyjające warunki klimatyczne nie tylko wprowadzają przybyszów w dobry nastrój, ale także stwarzają znakomite możliwości do uprawiania rozmaitych sportów. A gdy aktywnie spędzamy czas, czujemy się przecież szczęśliwsi.

 

Na archipelag składa się siedem głównych wysp (Teneryfa, Fuerteventura, Gran Canaria, Lanzarote, La Palma, La Gomera i El Hierro) i okoliczne małe wysepki. Region należy do Hiszpanii, chociaż bliżej stąd do Afryki niż Europy. Największe jego miasta to Santa Cruz de Tenerife (ponad 200 tys. mieszkańców) i Las Palmas de Gran Canaria (ok. 380 tys.).

 

Najważniejszy atut tego archipelagu stanowi jego różnorodność. Każda wyspa jest inna, dlatego warto dowiedzieć się, jakie rodzaje sportu można uprawiać w konkretnych miejscach. Wybór mamy naprawdę duży. Wszelcy amatorzy aktywnego wypoczynku z pewnością znajdą tu coś dla siebie.

 

Ferteventura i silne wiatry

 

Według niektórych teorii malownicza Fuerteventura, leżąca zaledwie ok. 100 km od północno-zachodniego wybrzeża Afryki, wzięła swoją nazwę od hiszpańskich słów fuerte („silny”) i viento („wiatr”). Dziś wyspa jest prawdziwą mekką wind- i kitesurferów z całego świata. Panują na niej wręcz wymarzone warunki dla pasjonatów tych sportów, dotyczy to zwłaszcza wschodnich brzegów. Wiatr wiejący z zachodu osiąga w tej okolicy dość dużą siłę, ale jednocześnie powoduje, że powierzchnia wody staje się dość płaska. Szczególną popularnością cieszy się miejscowość Costa Calma (Spokojne Wybrzeże). Wynika to z faktu, że leży ona w najwęższej części Fuerteventury, gdzie wiatry są najmocniejsze. Ze względu na tak sprzyjające warunki powstały tutaj liczne ośrodki wind- i kitesurfingu. Największe na wyspie jest działające od 1984 r. centrum René Egli by Meliã położone w tym samym niezmiernie urokliwym miejscu, co luksusowy Hotel Meliã Gorriones (4 gwiazdki plus) wyróżniający się pełnymi tropikalnej roślinności ogrodami i dużym wyborem basenów, a mianowicie tuż przy bajkowej plaży Sotavento, którą uważa się nawet za jedną z najpiękniejszych na całym globie. Wzdłuż niej ciągnie się płytka 4-kilometrowa laguna, nadająca się wyśmienicie do nauki pływania na desce z żaglem lub latawcem (także pod czujnym okiem profesjonalnych polskich instruktorów!). W tej części Fuerteventury, dzięki zjawisku tunelu wietrznego, wieje praktycznie przez cały rok oraz panują wysokie temperatury powietrza i wody. Na całym archipelagu naprawdę trudno znaleźć lepsze warunki do uprawiania tych widowiskowych sportów. Dlatego też już od 1986 r. (zwykle na przełomie lipca i sierpnia) odbywają się tutaj Mistrzostwa Świata w Windsurfingu i Kiteboardingu (Fuerteventura Windsurfing & Kiteboarding World Cup). Przybywają na nie najlepsi sportowcy, a również liczni kibice i dziennikarze sportowi z różnych krajów. Oprócz podziwiania na żywo ekscytujących zmagań zawodników można się w tym czasie także rozerwać. Zawodom, które trwają zazwyczaj od ok. 10.00 do 18.00, towarzyszą dodatkowe atrakcje – specjalny namiot z przysmakami lokalnej kuchni, występy muzyków na żywo i bogaty program dla całych rodzin. Wieczorami, od godz. 21.00, zaczynają się klimatyczne szalone imprezy do białego rana i ciekawe koncerty. Te mistrzostwa, świetnie zorganizowane przez René Egli by Meliã (pod kierownictwem niezmiernie profesjonalnej Anniki Ingwersen), warto polecić każdemu.

 

Jednak na Fuerteventurę można wybrać się nie tylko w okresie wspomnianego wydarzenia. Sezon na uprawianie sportów panuje na niej właściwie przez cały rok. Obok przepięknej plaży Sotavento wind- i kitesurferzy odwiedzają również inne miejsca na wyspie. Wielu z nich zatrzymuje się w wysuniętych na południe miasteczkach Jandía i Morro Jable (należących razem ze wspomnianą już miejscowością Costa Calma do gminy Pájara), gdzie z uwagi na położenie geograficzne także wieją silne wiatry. Niektóre osoby udają się natomiast na północ, w okolice Dunas de Corralejo, czyli spektakularnych wydm leżących niedaleko 20-tysięcznego kurortu Corralejo, będącego stolicą turystyczną tej części Fuerteventury. Tutejsze wybrzeże jest wielką atrakcją nie tylko dla amatorów sportów wodnych, ale i dla wszystkich marzących o wypoczynku w malowniczym otoczeniu. Bezkresne piaski przyciągają turystów z całej wyspy. W tym miejscu można uprawiać m.in. surfing, wind- i kitesurfing, stand up paddling (SUP) oraz grać w gry plażowe, biegać czy spacerować. To jedyny w swoim rodzaju zakątek, z pewnością warty odwiedzenia podczas aktywnych wakacji.

 

Zachodnie brzegi Fuerteventury są mniej popularne. Świetnie odnajdą się tu surferzy, choć ta część lądu jest słabiej skomunikowana. Jednak wysokie fale, powstające pod wpływem silnego wiatru wiejącego znad Atlantyku, rekompensują wszelkie trudności związane z dojazdem. Do głównych ośrodków surfingowych na wyspie należą La Pared czy El Cotillo. Mimo iż to niewielkie miejscowości, mają szczęście znajdować się w idealnych miejscach. Dzięki ich małej popularności nie przybywają do nich tłumy turystów, co sprawia, że warunki do szaleństw na wodzie są w tym rejonie doskonałe. Poza tym na wyróżnienie zasługuje też z pewnością Park Naturalny Jandía (Parque Natural de Jandía) z niesamowicie urokliwą plażą Cofete. Kręcono na niej sceny do filmu Ridleya Scotta Exodus: Bogowie i królowie z 2014 r. Nad niemal 14-kilometrowym piaszczystym brzegiem unosi się nigdy nieopadająca mżawka wywołana uderzeniami fal, a w tle widać góry oddzielające wybrzeże od reszty lądu. Prowadzącą tutaj malowniczą trasę pokrywa w dużej części nawierzchnia szutrowa.

 

Na Fuerteventurze popularnością cieszy się też stand up paddling

SUP Pic by John Carter PWA

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/LEX THOONEN

 

Trekking na GRAN CANARII

 

Gran Canaria, obok Fuerteventury i Teneryfy, uchodzi za jedną z najpopularniejszych wysp wśród turystów z Europy. W 2015 r. odwiedziło ją ponad 3,2 mln ludzi z kilkudziesięciu krajów. Na jej atrakcyjność wpływa duże zróżnicowanie pod względem klimatycznym i przyrodniczym. Co roku ściąga tu mnóstwo osób nastawionych na aktywny wypoczynek. Podobnie jak na Fuerteventurze także na Gran Canarii spotkamy licznych miłośników surfingu, wind- i kitesurfingu, choć warunki do uprawiania tych sportów są na niej mniej stabilne.

 

Na wyspie można również z powodzeniem odbywać wyprawy trekkingowe. Pokrywa ją wiele odpowiednich do tego celu tras. Zainteresowaniem cieszą się m.in. wycieczki do Roque Nublo (1813 m n.p.m.) – wznoszącej się pod niebo niemal 80-metrowej wulkanicznej skały (przywodzi ona na myśl Maczugę Herkulesa z Ojcowskiego Parku Narodowego). Przypominająca kolumnę formacja stoi nad głęboką przepaścią. Prezentuje się naprawdę imponująco, dlatego turyści często decydują się przyjrzeć się jej z bliska. W okolicy warto też wejść na znajdujący się nieopodal Pico de las Nieves – najwyższy szczyt Gran Canarii, wznoszący się na wysokość 1956 m. n.p.m. Można do niego dojechać głównie samochodem albo rowerem. Rozpościera się stąd wspaniała panorama, koniecznie trzeba więc zabrać ze sobą aparat fotograficzny.

 

Zupełnie niepopularna jest natomiast wyprawa na dziewiczą plażę Güigüi (Guguy), którą miejscowi uznają za najpiękniejszą na wyspie. Być może zasłużyła sobie na tak pochlebną opinię dlatego, że nie została usypana z białego piasku i nie udaje Karaibów jak pobliskie Playa de los Amadores czy Playa de Anfi del Mar. Prezentuje prawdziwe oblicze archipelagu – ciemny wulkaniczny brzeg otaczają wysokie majestatyczne klify i oblewają spienione fale Oceanu Atlantyckiego. Należy jednak zdawać sobie sprawę, że ta wycieczka wymaga lepszej kondycji. My naszą wyprawę rozpoczęliśmy jeszcze przed świtem. Ok. godz. 5.00–5.30 wsiedliśmy w autobus w miejscowości Puerto de Mogán. Podaliśmy nazwę interesującej nas plaży, a kierowca dowiózł nas na przystanek na rozstaju dróg położony najbliżej naszego celu. Stąd mieliśmy do pokonania pieszo ok. 25-kilometrową trasę wiodącą głównie przez góry.

 

Na początku przemierzyliśmy 8 km po asfalcie do miejscowości Tasártico. Tu warunki się zmieniły. Dalej szliśmy już po szutrze i skałach aż do samego końca. Gdy trasa zaczęła piąć się pod górę, zauważyliśmy drogowskaz informujący o tym, że do celu zostało nam jeszcze 17 km. Ta część wyprawy była najbardziej wymagająca. Najpierw musieliśmy pokonać kilka kilometrów ostrego podejścia po średnio wyrobionej ścieżce. Zajęło nam to mniej więcej 2 godz. z jedną krótką przerwą na nabranie sił. Jednak po dotarciu na szczyt czekała nas wspaniała nagroda – cudowny widok na leżącą w dole zatokę i pobliską Teneryfę z górującym wulkanem Teide. Przez jakąś godzinę odpoczywaliśmy i cieszyliśmy się tym miejscem, po czym ruszyliśmy w dół. Ten ostatni odcinek wyglądał równie pięknie i osobliwie. Wokół nie dało się dostrzec żadnych śladów cywilizacji, zabudowań czy sklepów. Na ścieżce także nie spotkaliśmy nikogo. Nasze telefony nie łapały również zasięgu sieci komórkowych. Po drodze napotykaliśmy natomiast coraz więcej lokalnej roślinności.

 

Po dotarciu na plażę mogliśmy rozkoszować się jej niezwykłą urodą. Kilkusetmetrowe klify odgradzały resztę lądu od oceanu. Na rozległym i czystym piaszczystym brzegu byliśmy sami. W spokoju przyglądaliśmy się Teneryfie oddalonej od nas o niecałe 200 km. Najcudowniejszy moment tego dnia stanowił zachód słońca. Chowa się ono tutaj za szczytami sąsiedniej wyspy. To widok jedyny w swoim rodzaju, wręcz idylliczny.

 

Podczas planowania wycieczki na plażę Güigüi (Guguy) należy pamiętać o zapewnieniu sobie transportu powrotnego. Do wyboru mamy dwa wyjścia: wrócić tą samą drogą, ale będzie to bardzo męczące, albo dzień wcześniej umówić się z miejscowym rybakiem, aby przypłynął po nas o wskazanej porze. Naszą trójkę taka usługa kosztowała ok. 15 euro za osobę.

 

Oprócz uprawiania trekkingu na Gran Canarii można np. grać w golfa (choćby w jedynym na całym archipelagu resorcie z dwoma profesjonalnymi 18-dołkowymi polami golfowymi – Sheraton Gran Canaria Salobre Golf Resort!), nurkować (działa na niej nawet w kurorcie Puerto de Mogán polska szkoła Delphinus, a także nowatorskie centrum Sea TREK Spain w resorcie Anfi del Mar, zapraszające na spacery po dnie oceanu bez sprzętu nurkowego i uczestniczenia w specjalistycznym kursie!) albo jeździć konno. Na wyspie pojawia się zresztą coraz więcej firm oferujących ten ostatni rodzaj aktywności. Zazwyczaj takie wyprawy trwają 1–4 godz. i odbywają się w różnych częściach lądu. Ceny wahają się od 20 do 90 euro w zależności od organizatora i długości trasy. Kilka firm wyróżnia się wysokim standardem, profesjonalizmem i rozbudowaną ofertą. Jedną z nich jest bez wątpienia El Salobre Horse Riding. Należące do niej ranczo z kilkunastoma wierzchowcami leży na południu, nieopodal turystycznej stolicy Gran Canarii – Maspalomas (ok. 10 minut od niej). W okolicy znajdują się przepiękne wydmy, wulkaniczne szlaki i tropikalne plantacje. Poza tym ten rejon charakteryzuje się oryginalną florą i fauną. To wszystko przyciąga wielu miłośników jazdy konnej z różnych krajów (w tym i z Polski!). Zdecydowanie warto rozważyć wybranie się na wycieczkę po wyspie na końskim grzbiecie, tym bardziej że tutejsze zapierające dech w piersiach krajobrazy czynią z niej ekscytujące przeżycie.

 

Na archipelagu wzrasta też zainteresowanie kolarstwem, dotyczy to zwłaszcza Gran Canarii i Teneryfy. Uprawianiu tego sportu sprzyjają m.in. duże różnice wysokości i przyjazny klimat przez okrągły rok. Poza tym znajdują się tu niezmiernie malownicze i kręte drogi. Wielbicieli jazdy na rowerze przyciągają wymagające trasy ze spektakularnymi widokami. Na Gran Canarii prowadzą one zazwyczaj przez jej wnętrze, które jest w mniejszym stopniu zamieszkane i rzadziej odwiedzane przez turystów. Wyspa charakteryzuje się znaczną różnorodnością szlaków. Lokalne firmy oferują usługi na wysokim poziomie – zajmują się nie tylko wypożyczaniem sprzętu, ale także organizują wycieczki czy nawet specjalne obozy kolarskie, które trwają zazwyczaj od 5 do 10 dni. Pakiety obejmują zakwaterowanie w komfortowym hotelu, transport i częściowe wyżywienie (half board, czyli śniadanie i obiadokolację). Jeżeli chcemy jedynie wypożyczyć rower górski lub kolarzówkę, będzie nas to kosztować od ok. 12 euro za dzień (70 euro za tydzień).

 

Surowa Lanzarote

 

Jak na większości wysp w archipelagu, również na Lanzarote bardzo dużą popularnością cieszą się surfing, wind- i kitesurfing oraz stand up paddling (SUP). Amatorzy tych dyscyplin zjeżdżają głównie do miejscowości Famara (Caleta de Famara). Jednak można tutaj robić jeszcze wiele innych ciekawych rzeczy.

 

Lanzarote znana jest choćby z zawodów triatlonowych. W ciągu roku odbywa się na niej kilka takich imprez sportowych, z których największą sławą na całym świecie cieszą się te z serii IRONMAN. Od ich uczestników wymaga się naprawdę bardzo dobrego przygotowania. Muszą oni przepłynąć 3,86 km, pokonać na rowerze dystans 180,25 km i przebiec odcinek 42,20 m (maraton) bez żadnej przerwy. Dlatego też ten wyścig uchodzi za wyjątkowo trudny i budzi niemałe zainteresowanie nie tylko wśród osób chcących sprawdzić swoją wytrzymałość, lecz także i widzów. Club La Santa IRONMAN Lanzarote (jego tegoroczna edycja odbędzie się 20 maja) to jedna z imprez cyklu zawodów organizowanych przez World Triathlon Corporation. Stanowi nie lada gratkę dla amatorów triatlonu i kibiców sportowych.

 

Okolice wyspy odwiedzają również chętnie nurkowie. Nic więc dziwnego, że na jej południowym krańcu, na słynnym wybrzeżu Playa Blanca, znajdziemy nawet polskie centrum Delphinus Lanzarote, dawne Cool Dive. Miłośnicy wielkiego błękitu mogą tu podziwiać faunę typową dla Oceanu Atlantyckiego. Poza tym ostatnio, 11 stycznia 2017 r., w sąsiedztwie Lanzarote (w Bahía de Las Coloradas, na głębokości mniej więcej 12–14 m) otwarto zupełnie nowe, pierwsze w Europie, podwodne muzeum – Museo Atlántico. Składa się na nie imponujący zbiór celowo zatopionych rzeźb brytyjskiego artysty Jasona deCairesa Taylora. Można przyjrzeć im się z bliska podczas ok. 1-godzinnej wyprawy nurkowej wyruszającej z Mariny Rubicón (cena 12 euro od osoby dorosłej) lub z trochę dalszej odległości w trakcie rejsu wolno płynącym statkiem ze szklanym dnem.

 

Kolejną unikatową na skalę europejską propozycją są firmowane przez system Sea TREK niesamowite spacery po dnie Atlantyku bez sprzętu dla nurków i ukończenia specjalistycznego szkolenia. Dzięki kaskowi z doprowadzanym tlenem wizytę w podwodnym królestwie Wysp Kanaryjskich złożymy już po przejściu 10-minutowego instruktażu, nawet jeżeli nie potrafimy pływać. Na tego typu rozrywkę zaprasza wszystkich chętnych szkoła nurkowa Native Diving w modnym kurorcie Costa Teguise na wschodnim wybrzeżu Lanzarote (oraz wspomniane centrum Sea Trek Spain w Anfi del Mar na Gran Canarii). Schodzi się wówczas na maksymalną głębokość 6 m, a cała przyjemność trwa 45 minut i kosztuje 60 euro od osoby dorosłej.

 

Na wyspie znajduje się również mnóstwo tras dla miłośników trekkingu i jazdy na rowerze. Szlaki są wyjątkowo atrakcyjne ze względu na tutejsze malownicze powulkaniczne krajobrazy. Na terenie miejscowego Parku Narodowego Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya) doszło do jednej z najdłuższych erupcji w dziejach nowożytnych (w latach 1730–1736 codziennie z ok. 300 kraterów wypływały olbrzymie ilości lawy). Surowa okolica wywiera na zwiedzających ogromne wrażenie. Wspaniałe piesze wycieczki można organizować nie tylko na obszarze parku (ponad 51 km² powierzchni). Zabronione jest poruszanie się po nim na rowerze górskim, ale dozwolone – na szosowym. Na tym ostatnim pojeździmy po głównej drodze parkowej, która stanowi zresztą część trasy słynnego wyścigu triatlonowego Club La Santa IRONMAN Lanzarote. Na całej wyspie znajdziemy wiele urokliwych i dobrze przygotowanych tras rowerowych, choćby Costa Teguise – Arrieta (42 km, dość trudny do pokonania odcinek, na tę wyprawę należy przeznaczyć ok. 5–6 godzin) czy Costa Teguise – Los Cocoteros (30 km, szlak średnio trudny, ok. 3,5–4-godzinny).

 

Jazda rowerem górskim na Lanzarote dostarcza ekscytujących wrażeń

12822

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/SERAFÍN ARGIBAY CARBALLADA

 

Pełna atrakcji Teneryfa

 

Zdaniem wielu turystów Teneryfa ma ze wszystkich kanaryjskich sióstr najwięcej do zaoferowania. To świetne miejsce do uprawiania rozmaitych sportów wodnych, trekkingu po zróżnicowanym terenie czy jazdy na rowerze wśród zapierających dech w piersiach krajobrazów. Z pewnością jedną z ciekawszych i mniej typowych form aktywności jest golf. W ostatnich latach cieszy się on tutaj coraz większą popularnością. Profesjonalne pola do gry znajdziemy na kilku wyspach. Najwięcej powstało ich na Teneryfie i Gran Canarii (na tej ostatniej na uwagę zasługuje m.in. jedyny na całym archipelagu resort z dwoma 18-dołkowymi polami golfowymi – Sheraton Gran Canaria Salobre Golf Resort, położony niedaleko opisywanego już nieco szerzej rancza z końmi El Salobre Horse Riding). Cenią je sobie zarówno doświadczeni golfiści, jak i osoby początkujące.

 

Ośrodki na Teneryfie leżą w jej południowej części, w pobliżu znanych turystycznych kurortów takich jak Playa de Las Américas, Costa Adeje i Los Cristianos (słynących również z doskonałych warunków do uprawiania surfingu, nurkowania, żeglarstwa czy sportów motorowodnych), oraz w rejonie północnym i zachodnim. Warto tu wymienić choćby Golf Costa Adeje i Golf Las Américas oraz Golf del Sur i Amarilla Golf & Marina na terenie gminy San Miguel de Abona. Charakteryzują się one nie tylko wysoką jakością oferowanych usług czy zróżnicowanym stopniem trudności, lecz także wyjątkowo malowniczym położeniem. W trakcie gry można podziwiać wspaniałe widoki np. na Ocean Atlantycki. Oprócz tego niewątpliwy atut profesjonalnych pól golfowych w tym regionie stanowią panujące tutaj warunki klimatyczne. Jak już wspominałem, przez zdecydowaną większość roku na archipelagu jest słonecznie i wystarczająco ciepło, aby spędzać czas na świeżym powietrzu. Dlatego na golfa na Teneryfę warto przylecieć zawsze, w listopadzie, marcu bądź lipcu. Poza nią równie korzystnymi warunkami szczyci się południe Gran Canarii. Na obu wyspach turystyka golfowa z roku na rok coraz bardziej się rozwija.

 

Piękna i różnorodna Teneryfa, największa i najludniejsza w archipelagu (2034 km² powierzchni i ok. 900 tys. mieszkańców), to również znakomity region na ciekawe wędrówki piesze. Miejscowe agencje turystyczne oferują też wycieczki objazdowe do najbardziej spektakularnych punktów widokowych czy wyprawy na wulkan Teide (3718 m n.p.m.). Wejście na ten najwyższy szczyt Wysp Kanaryjskich i całej Hiszpanii powinno być obowiązkowym zadaniem dla wszystkich spędzających aktywnie urlop w tym rejonie.

 

La Palma pod gwiazdami

 

Na północny zachód od Teneryfy leży La Palma. Turystyka masowa dopiero na nią dociera. Znajdziemy tu wciąż niewiele rozległych kompleksów hotelowych w porównaniu z opisanymi już czterema największymi wyspami. Dla odmiany mocno rozwija się w tym miejscu turystyka alternatywna. Ten zakątek archipelagu budzi więc zainteresowanie osób, które preferują ruch na świeżym powietrzu.

 

La Palma słynie z malowniczych zielonych terenów i dużej aktywności wulkanicznej. Ze względu na bogatą florę i faunę często wybierają się na nią miłośnicy przyrody i amatorzy długich pieszych wycieczek. Zwiedzających przyciąga zwłaszcza położony w centrum wyspy Park Narodowy Kaldery Taburiente (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente), lubiany zarówno przez polskich, jak i zagranicznych turystów. Trasy na jego obszarze mają od kilku do kilkunastu kilometrów, dlatego na wyprawę najlepiej zarezerwować sobie cały dzień. Trzeba także pamiętać o odpowiednim obuwiu i sprzęcie do pieszych wędrówek. Z uwagi na znaczne różnice wysokości sugeruje się wynajęcie przewodnika, gdyż pokonywanie niektórych szlaków bywa czasami dość niebezpieczne.

 

Na tego typu wycieczki można udać się również do Bosque de Los Tilos (Los Tiles) – bujnego lasu wawrzynowego zamieszkanego przez endemiczne gatunki zwierząt, jak np. gołębie kanaryjskie i laurowe czy liczne rzadkie bezkręgowce. Inne popularne miejsce stanowi okolica szczytu Roque de los Muchachos (2426 m n.p.m.), gdzie aktywny wypoczynek urozmaica podziwianie nocnego nieba. W tej części La Palmy znajduje się obserwatorium astronomiczne (Observatorio del Roque de los Muchachos – 2396 m n.p.m.), uchodzące za jedną z największych jej atrakcji. Powszechnie wiadomo, że Wyspy Kanaryjskie znakomicie nadają się do obserwowania gwiazd (mogłem się o tym przekonać m.in. na dziewiczej plaży Güigüi). Jednak właśnie w tym rejonie archipelagu panują najlepsze do tego warunki, dzięki czemu tutejszy kompleks cieszy się sporym zainteresowaniem turystów.

 

Wybrzeże La Palmy chętnie odwiedzają też zapaleni surferzy. Ze względu na niespokojne wody Atlantyku cenią je zwłaszcza osoby bardziej zaawansowane. Choć istnieje tu kilka punktów, w których wynajmiemy deski czy wykupimy kurs dla początkujących, to miejsce rekomendowane jest raczej dla doświadczonych pogromców fal. Do najpopularniejszych należy mniej więcej 500-metrowa Playa de Los Guirres (Playa Nueva), znajdująca się na zachodnim brzegu La Palmy. Wspaniałe warunki panują także w pobliżu dzikiej plaży Nogales, leżącej na północnym wschodzie.

 

Niepozorne El hierro i la gomera

 

Park Narodowy Garajonay, La Gomera

3917

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/CARLOS SPOTTORNO

 

Dwie najmniejsze z siedmiu głównych wysp archipelagu nie zostały jeszcze opanowane przez turystykę masową. Uczestnicy licznych wycieczek fakultatywnych przybywają na nie na ogół promami lub samolotami z Teneryfy, Gran Canarii czy La Palmy (na El Hierro i La Gomerze działają małe lotniska). Dlatego zazwyczaj pojawiają się tutaj ludzie nastawieni na konkretne aktywności. Dużym zainteresowaniem cieszą się rejsy jachtami i wyprawy na obserwowanie waleni biskajskich, płetwali Bryde’a, grindwali, delfinków pręgobokich czy delfinów. Spokojna El Hierro jest najdalej wysunięta w głąb oceanu, dlatego fascynuje eksploratorów podwodnego świata.

 

La Gomera przyciąga uwagę przybyszów przede wszystkim swoimi zapierającymi dech w piersiach krajobrazami – na południu położone są skaliste tereny, centrum i północ natomiast pokrywają rozległe lasy wawrzynowe, w których występują różne rzadkie gatunki roślin i zwierząt. Spodoba się tu również miłośnikom geologii i wulkanologii, a to ze względu na dużą aktywność wulkaniczną w tym regionie. Zróżnicowanie terenu sprzyja odbywaniu wycieczek pieszych i rowerowych, które stanowią popularną aktywność na wyspie. W jej środkowej i północnej, bardziej zielonej części znakomicie jeździ się na rowerach górskich.

 

El Hierro doceniają z kolei wielbiciele podwodnych przygód. Ściągają oni przede wszystkim do miejsca o nazwie Punta de La Restinga (Punta Restinga) – najdalej na południe wysuniętego punktu Hiszpanii. To bodajże najlepszy rejon do nurkowania na całym archipelagu ze względu na wielkie bogactwo flory i fauny oraz znaczną różnorodność form skalnych. W tej okolicy, na terenie Rezerwatu Morskiego La Restinga – Morze Spokoju (Reserva Marina La Restinga – Mar de Las Calmas), można natknąć się na rozmaite gatunki rekinów czy mant, a także wiele innych stworzeń, niespotykanych gdzie indziej w regionie. Pod wodę schodzi się tutaj zazwyczaj na głębokość od kilkunastu do nawet 50 m, co czyni to miejsce jeszcze bardziej atrakcyjnym. Punta de La Restinga i Mar de Las Calmas muszą się znaleźć w planie wyprawy na Wyspy Kanaryjskie każdego zapalonego nurka.

 

Rajskie wyspy Indonezji

 Prambanan temple

Hinduistyczny kompleks Prambanan na Jawie

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

MAJA KAŹMIERCZAK-BARTHEL

www.TRAVELINGROCKHOPPER.COM

 

Według mnie Indonezja słynie z licznych wulkanów, tradycyjnego dania „nasi goreng”, orangutanów z Sumatry i Borneo oraz waranów z Komodo. Choć każdy z moich przykładów da się uzasadnić, większość osób kojarzy ją jednak z rajską Bali. Czy właśnie ta wyspa najlepiej reprezentuje cały kraj? Zdecydowanie nie i… trochę tak.

 

Indonezja leży w Azji Południowo-Wschodniej i częściowo Oceanii. To największe wyspiarskie państwo na świecie (o powierzchni ponad 1,9 mln km²). Swoimi granicami obejmuje 17 508 wysp, z czego mniej więcej 6 tys. pozostaje zamieszkanych. Ten rozległy kraj oddziela Pacyfik od Oceanu Indyjskiego.

 

Przy tak dużym wyborze naprawdę trudno zdecydować, gdzie zawitać podczas podróży po Indonezji. Mnóstwo jej wysp kusi turystów obietnicą rajskich wakacji. W tym ogromie znajduje się wiele prawdziwych perełek.

 

KRAINA BOGÓW

 

Bali z jednej strony jawi się jako turystyczny eden, egzotyczna kraina o wyjątkowej kulturze, z cudowną przyrodą, piaszczystymi plażami i idealną pogodą. Z drugiej strony wiele osób mówi, że wyspa jest przereklamowana, zatłoczona czy wręcz niewarta odwiedzenia, ponieważ w Indonezji znajduje się mnóstwo ciekawszych miejsc. Obie te opinie są słuszne. Na Bali funkcjonują rewelacyjne resorty, ale także kiepskiej jakości hotele. Rozwinęła się tu interesująca kultura i balijska odmiana hinduizmu, przetrwał odrębny język (balijski, basa bali), jednak inne rejony kraju też są wyjątkowe. Na wyspie leży dużo pięknych plaż, lecz wiele z nich jest zatłoczonych. W tym regionie panuje klimat równikowy z dwoma porami w roku: suchą i deszczową. W trakcie trwania tej drugiej (zazwyczaj od października do kwietnia) nie należy raczej spodziewać się idealnej pogody. Mnóstwo miejsc na Bali ma charakter typowo turystyczny, komercyjny, ale nie wszystkie, uchowało się tutaj również wiele urokliwych zakątków. Choć to nieduża wyspa (ma ponad 5,5 tys. km² powierzchni), jednak jest na tyle rozległa, że dzięki sporemu zróżnicowaniu prawie każdy znajdzie na niej coś dla siebie. Zdecydowanie warto ją odwiedzić i poznać rozmaite jej oblicza. W końcu nie bez przyczyny nazywana bywa krainą bogów.

 

Jednym z powodów, dla których turyści udają się na Bali, są jej przepiękne plaże. Wybrzeże wyspy w wielu miejscach pokrywa biały piasek. Natkniemy się też na czarne, wulkaniczne brzegi (plaża Lovina na północy), także bardzo malownicze. Amatorzy wszelkich sportów wodnych poczują się tu jak w raju. Ogromną popularnością cieszą się surfing i nurkowanie. Ciekawą atrakcję stanowi poza tym obserwowanie delfinów.

 

Indonezja jest w większości muzułmańska (powyżej 87 proc. ludności), jednak Balijczycy wyznają przede wszystkim lokalną odmianę hinduizmu (ok. 83,5 proc. mieszkańców wyspy), co w dużej mierze sprawiło, że kultura balijska tak bardzo różni się od tej z innych rejonów kraju. Na Bali znajduje się ponad 6 tys. świątyń hinduistycznych! Nie sposób ich wszystkich odwiedzić, ale do kilku koniecznie należy się wybrać, gdyż są dość specyficzne. Jedne z piękniejszych to np. Besakih na zboczu góry Agung (3031 m n.p.m.), Tirta Empul i Gunung Kawi w mieście Tampaksiring, sanktuarium Goa Gajah (Jaskinia Słonia) koło Ubud, zbudowana na klifie XI-wieczna świątynia Uluwatu (zwana również Luhur Uluwatu) oraz dwie najchętniej fotografowane budowle: Ulun Danu Bratan nad brzegiem jeziora Bratan i usytuowana na skale Tanah Lot niedaleko Denpasar.

 

Zwiedzanie obiektów sakralnych na wyspie można połączyć z oglądaniem przedstawienia muzyczno-tanecznego. Mimo iż takie spektakle bywają zwykle przeznaczone głównie dla turystów, warto je zobaczyć, gdyż prezentują interesujące elementy balijskiej kultury. Do typowych widowisk należy pokaz tańca lwa (barong), ilustrującego wieczną walkę dobra ze złem.

 

Podczas pobytu na Bali albo w innej części Indonezji polecam zainteresować się także batikiem. To technika malowania tkanin polegająca na nakładaniu wielu warstw wosku na materiał, a następnie zanurzaniu go w barwniku, który farbuje jedynie nie pokryte niczym miejsca. Aby uzyskać rozmaite efekty, proces woskowania i farbowania powtarza się wielokrotnie. Ta metoda zdobienia znana jest w różnych krajach, np. w Indonezji, Malezji, Singapurze, Indiach, Bangladeszu, Nigerii, Senegalu, Mali, Chinach, Japonii, Iranie, na Sri Lance i Filipinach. Historia batiku sięga starożytności, już w IV w. p.n.e. w Egipcie używano podobnie dekorowanych tkanin do owijania zwłok. Co ciekawe, ten indonezyjski uchodzi za zdecydowanie najsłynniejszy. W 2009 r. batik z Indonezji wpisano na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od tego czasu tutejszy rząd zachęca obywateli, aby w piątki nosili ubrania wykonane z tak zdobionych tkanin, a 2 października obchodzi się w kraju Dzień Batiku.

 

Ciekawą atrakcją Bali jest również Małpi Las Ubud (Ubud Monkey Forest). To park o powierzchni ok. 12,5 ha. Żyje w nim mniej więcej 700 małp (makaków krabożernych), występują tutaj rozmaite gatunki roślin i znajdują się trzy świątynie. Wizyta w tym miejscu powinna być doznaniem duchowym, przynieść nam spokój i równowagę.

 

Jeden z moich ulubionych rejonów na wyspie stanowią tarasy ryżowe (Tegallalang lub Jatiluwih). Ryż jest podstawowym produktem spożywczym na Bali (jak i w całym kraju), częścią tutejszej kultury. Co więcej, jego uprawa to ważny element indonezyjskiej gospodarki. Indonezja znajduje się na trzecim miejscu wśród największych światowych producentów ryżu (po Chinach i Indiach). Niestety, uprawianie tej rośliny stanowi skomplikowane i trudne zajęcie. W Azji rolnicy coraz częściej rezygnują z pracy na polu, gdy widzą, że łatwiej czerpać dochody z branży turystycznej. Trudno im się dziwić, ale żal patrzeć na niszczejące tarasy ryżowe.

 

Bali szczyci się też typowo indonezyjską atrakcją, jaką są wulkany. Dwa najsłynniejsze to Batur (1717 m n.p.m.) i Agung (3031 m n.p.m.). Ze szczytu pierwszego z nich turyści często podziwiają zachwycający wschód słońca. Góra Agung jest wyższa i wspinaczka na nią wymaga dużo więcej wysiłku. Na dodatek od sierpnia 2017 r. aktywność tego wulkanu bardzo wzrosła i w listopadzie doszło do kilku znacznych wybuchów. Z tego powodu odwołano wszystkie loty z i na Bali, a wiele osób ewakuowano. Większa erupcja może całkowicie odmienić oblicze wyspy...

 

RAJ BEZ TURYSTÓW

 

Jeżeli wakacje na Bali ciągle nie brzmią do końca przekonująco, polecam wybrać się na Lombok. Obie wyspy są do siebie podobne pod względem przyrodniczym (niektóre miejsca nawet mają takie same nazwy, np. plaża Kuta). Lombok bywa jednak słusznie nazywana Bali bez tłumów. Warto się spieszyć, żeby ją odwiedzić, bo każdego roku przybywa na nią coraz więcej turystów.

 

Na wyspie znajdują się wspaniałe plaże (w tym wyjątkowa różowa Tangsi), piękne wodospady (Benang Kelambu i Senaru), góry i wulkany. Jej okolica świetnie nadaje się do surfowania i nurkowania. Lombok to również znakomite miejsce na romantyczną podróż dla nowożeńców. Tutejsze tradycje i kulturę można poznać bliżej w wiosce grupy etnicznej Sasak.

 

Na północy wyspy wznosi się jeden z najwyższych i najbardziej aktywnych indonezyjskich wulkanów – Rinjani (3726 m n.p.m.). Wyprawa na jego szczyt zajmuje ok. dwa–trzy dni, mimo to przyciąga on wielu chętnych. Z góry rozpościera się wspaniała panorama na całą Lombok, widać nawet pobliską Bali.

 

U północno-zachodnich wybrzeży leżą tu trzy małe wysepki Gili. Dość długo ten archipelag był uznawany za rajski, idealny na idylliczne wakacje dla mniej zamożnych turystów. Obecnie wszystko się zmienia, jednak wysepki Gili ciągle wydają się być ciekawą propozycją turystyczną.

 

SEN NA JAWIE

 

bromo

Rozległa kaldera Tengger z dymiącym kraterem czynnego wulkanu Bromo

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

Najbardziej zaludnioną wyspę na świecie stanowi indonezyjska Jawa. Zamieszkuje ją aż ok. 145 mln osób. Zdecydowanie nie brzmi to jak zachęta do jej odwiedzenia, ale jest tutaj kilka wspaniałych miejsc, bez zobaczenia których wizyta w Indonezji byłaby niepełna. To właśnie na Jawie znajdują się mistyczne świątynie Borobudur i Prambanan, zachwycające okolice z wulkanami Bromo (2329 m n.p.m.) i Ijen (2443 m n.p.m.) oraz Madakaripura – wodospad pozostający na długo w pamięci. Tutejsze cuda wbrew nazwie wyspy wydają się jak ze snu.

 

Zwiedzanie najlepiej zacząć od ponad 400-tysięcznej Yogyakarty (Jogyakarty). Uchodzi ona za centrum kultury i sztuki jawajskiej. Miasto jest warte zobaczenia, a do tego tutejsze restauracje kuszą smaczną kuchnią. Z Yogyakarty obowiązkowo trzeba wybrać się do wspomnianych wyjątkowych zabytków sakralnych.

 

Borobudur należy do największych buddyjskich świątyń na świecie. Pochodzi według szacunków z VIII–IX w. W 1991 r. obiekt ten został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Moim zdaniem to najpiękniejsza i najciekawsza świątynia w Indonezji, nie tylko ze względu na detale architektoniczne, liczne rzeźby (m.in. 504 posągi Buddy) i płaskorzeźby (2672 reliefy). Zachwyca także jej okolica. Jedynie ogromna popularność tego miejsca, a co za tym idzie, ściągające tu codziennie tłumy turystów, mogą odstręczać od wizyty. Co ciekawe, kompleks Borobudur przez kilka stuleci był ukryty pod pyłem wulkanicznym i porośnięty bujną roślinnością. Został opuszczony prawdopodobnie na przełomie X i XI w., ale dopiero w 1814 r. natrafiono na pierwsze ślady budowli. Przez kolejne lata odkrywano ją po kawałku, a obecnie jest jedną z głównych atrakcji kraju.

 

Prambanan to hinduistyczny zespół świątynny z połowy IX w. Ten największy tego typu obiekt w Indonezji umieszczono zresztą w 1991 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Niestety, w wyniku trzęsień ziemi, zwłaszcza ostatniego z maja 2006 r., wiele miejscowych świątyń zostało zniszczonych. Niektóre z nich odbudowano, ale część nadal czeka na renowację. Prambanan również uchodzi za jedną z ważniejszych atrakcji kraju. Każdego dnia odwiedzają go rzesze turystów. Jednak i tu można znaleźć spokój i miejsce tylko dla siebie.

 

W Indonezji jest prawie 130 czynnych wulkanów. Na Jawie, o ile pozwalają na to względy bezpieczeństwa, polecam odwiedzić okolice Bromo i Ijen. Czasem z powodu dużej aktywności nie zaleca się wycieczek w ich rejony. Należy więc wcześniej sprawdzić aktualną sytuację.

 

Najpopularniejszy w Indonezji Bromo wchodzi w skład masywu Tengger. Najaktywniejszym i najwyższym wulkanem na Jawie jest jednak Semeru (zwany też Mahameru, 3676 m n.p.m.). Od 1967 r. regularnie (co ok. 20 min.) wydobywa się z niego dym, a czasem wydostają się również chmury pyłu lub kamienie. Bromo i Semeru położone są wewnątrz kaldery o średnicy mniej więcej 10 km i otoczone przez tzw. morze piasków (z drobnego piasku wulkanicznego). Okolica wulkanów stanowi popularne miejsce na podziwianie wschodu słońca. Jakkolwiek banalnie to brzmi, zapewniam, że jest cudownym doświadczeniem. Wyłaniający się spod pierzyny chmur krajobraz wygląda niesamowicie. Po przeżyciach natury estetycznej można pokrążyć w pobliżu i nawet zajrzeć do krateru. W drodze powrotnej trzeba koniecznie zobaczyć Madakaripurę – według mnie jeden z najwspanialszych wodospadów w Azji.

 

Równie wyjątkowo prezentuje się zespół czynnych wulkanów Ijen (Kawah Ijen, Gunung Iljen). W jednym z kraterów znajduje się największe na świecie kwaśne jezioro charakteryzujące się pięknym turkusowym kolorem. Ijen często bywa celem nocnych wycieczek, których uczestnicy chcą zobaczyć tzw. niebieski płomień. Zjawisko to zachodzi na skutek wysokiego stężenia związków siarki. Nie jest to jedyne miejsce na naszym globie, gdzie można je obserwować, jednak w Indonezji widuje się największe niebieskie ognie. Niestety, okolica słynie także z niezmiernie ciężkich warunków pracy. Mężczyźni wydobywający siarkę wspinają się po zboczu, aby dostać się do złóż. Nie mają żadnego specjalistycznego sprzętu, strojów ochronnych czy chociażby masek przeciwgazowych. Rozłupują ogromne bloki, a potem układają żółte bryły w dwóch sporych koszach i niosą je na plecach stromą i długą ścieżką. Mimo włożonego wielkiego wysiłku nie zarabiają zbyt dużo. Na ten temat nakręcono kilka filmów dokumentalnych, m.in. Śmierć człowieka pracy (Workingman’s Death) z 2005 r. w reżyserii Austriaka Michaela Glawoggera.

 

Na Jawie znajduje się również stolica, a zarazem największe miasto Indonezji – ponad 10-milionowa Dżakarta. Nie jest ona jednak zbyt ciekawa. Właściwie warto polecić w niej jedynie piękny park Taman Mini Indonesia Indah, który prezentuje w miniaturze rozmaite atrakcje kraju. Wizyta w nim może być swojego rodzaju inspiracją do odwiedzenia poszczególnych wysp. Dżakarta sprawia też wrażenie najbardziej holenderskiego miejsca w Indonezji. Przez kilka wieków nazywana była Batawią (od 1619 do 1949 r.) i stanowiła stolicę Holenderskich Indii Wschodnich (od 1800 do 1949 r.). Dziś w Holandii działa wiele restauracji indonezyjskich. W Indonezji można za to spotkać Holendrów i znaleźć wiatraki.

 

 Sunrise at Kawah Ijen

Turkusowe kwaśne jezioro wulkaniczne w aktywnym kraterze Kawah Iljen

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

U ORANGUTANÓW

 

Sumatra to szósta pod względem wielkości wyspa na świecie (ma powierzchnię ponad 443 tys. km²) i największa należąca w całości do Indonezji. Słynie ona przede wszystkim z przepięknej przyrody. Znajdziemy tutaj tropikalne lasy, wulkany i jeziora. Poza tym wyspę zamieszkuje także endemiczny gatunek orangutana (orangutan sumatrzański). Polecam szczególnie dwa akweny na Sumatrze – Toba i rzekę Bahorok.

 

Pierwszy z nich to największe jezioro wulkaniczne na świecie, które powstało po wybuchu ogromnego wulkanu, prawdopodobnie ok. 75–80 tys. lat temu. Toba ma powierzchnię 1130 km². Znajduje się na nim wyspa o nazwie Samosir. Okolica cieszy się dużą popularnością wśród Indonezyjczyków, ale niewielu obcokrajowców słyszało o tym miejscu. Muszę przyznać, że otoczenie jeziora wygląda całkiem przyjemnie, wokół wznoszą się majestatyczne góry, jest tu spokojnie (prawie nie ma turystów) i można wypocząć. Jednak bardzo rozczarowała mnie jakość wody. Niestety, obecnie Toba nie nadaje się nawet do pływania. Widok ludzi myjących w nim kanistry na benzynę zdecydowanie nie polepsza sytuacji. Może kiedyś się to zmieni.

 

Lasy deszczowe na Borneo i Sumatrze zamieszkują orangutany. Te wyjątkowe zwierzęta są dziś zagrożone wyginięciem. Ich populacja zmniejsza się ze względu na wycinanie drzew i wypalanie skupisk leśnych (często nielegalne). Uważam, że podczas podróżowania po świecie trzeba zachowywać się odpowiedzialnie i starać się jak najmniej wpływać na miejsca, do których się trafia. Dotyczy to szczególnie środowiska naturalnego. Polecam więc odwiedzać rezerwaty (a nie ogrody zoologiczne), gdzie można nauczyć się czegoś o ich mieszkańcach i dowiedzieć się, jak pomóc przetrwać zagrożonym gatunkom. Jednym z takich obszarów specjalnej ochrony jest sanktuarium w miejscowości Bukit Lawang na Sumatrze. Ośrodek nad rzeką Bahorok został założony w 1973 r. właśnie z myślą o osieroconych, rannych lub urodzonych w niewoli orangutanach. To wspaniałe centrum rehabilitacji leży na wschodnim skraju Parku Narodowego Gunung Leuser.

 

NA GRANICY

 

Trzecią co do wielkości wyspę na świecie stanowi Borneo (ma blisko 750 tys. km² powierzchni). Jej terytorium jest podzielone między trzy kraje: Malezję, Brunei i Indonezję. Do tego ostatniego należy największy obszar (ok. 73 proc. powierzchni wyspy). Borneo po indonezyjsku nazywa się Kalimantan. Co ciekawe, nie ma na niej wulkanów (z wyjątkiem Bombalai w malezyjskiej części), nie występuje również zagrożenie tsunami. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyspę pokrywały głównie lasy deszczowe. Niestety, ten stan bardzo drastycznie się zmienił. Niemniej dla turystów Borneo wciąż jest wielkim tropikalnym lasem z rozmaitymi gatunkami roślin i zwierząt. W indonezyjskiej części wyspy obowiązkowo trzeba odwiedzić Park Narodowy Tanjung Puting słynący z ochrony orangutanów i nosaczy sundajskich.

 

WSPANIAŁY OGRÓD

 

Sulawesi (Celebes) leży między Borneo i Molukami (Wyspami Korzennymi). Jest jedną z głównych wysp Indonezji (ma ponad 180 tys. km² powierzchni), ale ciągle pozostaje niemal nieodkrytą perełką. Znajdują się na niej piękne plaże, góry, tarasy ryżowe czy lasy deszczowe. Rozwinęła się tutaj także bogata kultura i tradycje. Na Sulawesi można spotkać wiele endemicznych gatunków zwierząt, np. anoa nizinnego, babirussę sulaweską, łaskuniaka (łaskuna) brązowego, wyraka karłowatego, nogala hełmiastego, makaka czarnego czy makaka czubatego (który przeniósł się też na sąsiednie mniejsze wyspy). Okoliczne wody budzą duże zainteresowanie wśród miłośników nurkowania, ponieważ rozciąga się w nich przepiękna kolorowa rafa koralowa (m.in. w rejonie wysepki Bunaken, archipelagu Wakatobi lub Togian).

 

Sulawesi ma bardzo specyficzny kształt – składa się z czterech półwyspów. Na poszczególnych jej obszarach występuje charakterystyczna dla nich fauna i flora. Mieszkańcy każdego półwyspu wymieniają tysiące powodów, dla których turyści powinni odwiedzić właśnie ich region. Ja jednak ograniczyłabym się do kilku najpiękniejszych miejsc (np. jeziora Tondano, obszaru Tana Toraja), chyba że czas pozwala komuś na dłuższy pobyt.

 

Wyspę zamieszkują różne grupy etniczne, w tym m.in. Toradżowie (Toraja), którzy zajmują się od lat uprawą ryżu, rybołówstwem i myślistwem. Warto rozważyć wizytę w rejonie Tana Toraja, aby poznać zwyczaje jego mieszkańców, ich styl życia czy specyficzne podejście do śmierci i oryginalne tradycje pogrzebowe. Poza tym to wyjątkowo malownicza okolica z zielonymi dolinami i górami.

 

Na Sulawesi nie bez powodu przyciągają wielu turystów dwa obszary chronione. W końcu przyroda jest najpiękniejszym skarbem tej wyspy. W Parku Narodowym Bogani Nani Wartabone żyje mnóstwo endemicznych gatunków zwierząt, w tym anoa nizinny, niezmiernie rzadko widywana sowica cynobrowa, babirussa sulaweska, świnia celebeska czy jego symbol – nogal hełmiasty. Podobnym bogactwem fauny szczyci się pięknie usytuowany Rezerwat Naturalny Tangkoko Batuangus, gdzie ujrzymy choćby makaka czubatego i wyraka upiornego.

 

NIEZNANY SKARB

 

Flores przez wielu uważana jest za najpiękniejszą i najbardziej fascynującą wyspę Indonezji. Długo pozostawała w cieniu np. dużo popularniejszej Bali i dzięki temu nie została jeszcze zalana przez tłumy turystów. Dlatego tym bardziej polecam rozważyć zatrzymanie się na niej podczas planowania wakacji w tym fascynującym kraju. Flores reklamuje się jako wyspa dla osób aktywnych, ze wspaniałymi miejscami do nurkowania i snorkelingu oraz spektakularnymi wulkanami idealnymi na trekkingi. Poza tym kładzie się tu też nacisk na ekoturystykę, promowanie lokalnych tradycji i kultury.

 

Największą atrakcją wyspy jest zdecydowanie góra Kelimutu (1639 m n.p.m.). Zdjęcia prezentujące trzy tutejsze niesamowite wulkaniczne jeziora zdecydowanie zachęcają do odwiedzenia Flores. Widoki w tej okolicy rzeczywiście zapierają dech w piersiach. W przeszłości trzy jeziora w kraterze często zmieniały swój kolor. Obecnie jedno jest czarnobrązowe, drugie – turkusowoniebieskie, a trzecie ma barwę przechodzącą z zielonej w czerwoną. Ich woda wybarwia się prawdopodobnie za sprawą minerałów, które nasycają ją w różnej ilości w zależności od aktywności wulkanu. Ze względu na występowanie tego zjawiska lokalna ludność uważa to miejsce za święte. Okolica wulkanu Kelimutu zachwyca o każdej porze dnia, jednak najwięcej ludzi przyciąga o wschodzie słońca lub wcześnie rano.

 

Aby poznać kulturę Flores i jej mieszkańców, najlepiej wybrać się do wioski Wae Rebo. Żyją w niej przedstawiciele grupy etnicznej Manggarai. Osada jest ukryta wśród malowniczych gór i żeby się do niej dostać, trzeba maszerować przez ok. 3–4 godz. Nagrodę za ten wysiłek stanowi wyjątkowe doświadczenie obcowania z rdzenną ludnością Indonezji. Co więcej, w Wae Rebo można także spędzić noc w charakterystycznym domu w kształcie stożka.

 

Całkowicie inną wioską, niemniej fascynującą, jest Bena. To najbardziej znana i najczęściej odwiedzana tradycyjna osada na Flores. Podobnie jak Wae Rebo ona również leży w pięknej scenerii. Wizyta w niej będzie więc nie tylko poznawaniem kultury grupy etnicznej Ngada (Ngadha), ale też doznaniem estetycznym.

 

Inne ciekawe miejsce na wyspie stanowi jaskinia Liang Bua. Sama w sobie jest warta odwiedzenia, ale cieszy się obecnie zainteresowaniem głównie ze względu na cenne znalezisko. W 2003 r. odkryto tutaj szczątki Homo floresiensis, czyli człowieka z Flores. Naukowcy wciąż spierają się, czy był to osobny gatunek, czy odnaleziony osobnik cierpiał na jakąś chorobę, np. genetycznie uwarunkowany zespół Downa bądź zespół Larona. Niezależnie od tego, jakie okaże się wyjaśnienie tej zagadki, Flores jest dumna ze swojego hobbita, jak potocznie nazywa się hominida, którego szczątki zachowały się w Liang Bua. W okolicy warto również odwiedzić dwie pobliskie jaskinie – Gua Galang i Gua Tanah.

 

 Wae Rebo

Wioska Wae Rebo na wyspie Flores z domami mbaru niang w kształcie stożka

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

INDONEZYJSKIE SMOKI

 

Na zakończenie należy dodać chociaż kilka słów o jednym z symboli Indonezji – waranie (smoku) z Komodo. To największa współcześnie żyjąca jaszczurka. Dorosły osobnik może ważyć ponad 70 kg i osiągnąć 3 m długości. Co ciekawe, warany z Komodo nie mają naturalnych wrogów, przynajmniej wśród innych zwierząt, ale zdarza się, że zjadają młode swojego gatunku. Potrafią być też dość agresywne i choć zdarza się to wyjątkowo rzadko, mogą zaatakować człowieka. Muszę przyznać, że gdy kiedyś spotkałam jednego z nich na plaży (akurat wyszedł zza krzaków, wydając charakterystyczne odgłosy), bardzo szybko przeniosłam się w inne, bezpieczniej wyglądające miejsce. W celu ochrony warana w 1980 r. założono Park Narodowy Komodo (od 1991 r. znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Zajmuje on powierzchnię 1817 km² i obejmuje wiele wysp i wysepek, m.in. Komodo, Padar i Rincę (Rindję).