Media-5733.jpg

Co 2 lata, w sierpniu, Wielki Plac pokrywa różnobarwny dywan z kwiatów

© VISITBRUSSELS.BE

 


ALEKSANDRA PAKIEŁA


Leżąca nad rzeką Senne (Zenne) stolica Belgii i Unii Europejskiej, często kapryśna i deszczowa, przyciąga niepowtarzalnym urokiem i niezmierną różnorodnością. Kosmopolityczna metropolia, nazywana często „miastem czekolady”, kojarzy się z wykwintnymi pralinkami, charakterystycznym smakiem wyśmienitych lokalnych piw, podawanymi w rożkach frytkami oraz goframi i małżami. Odwiedzający ją goście bardzo chętnie zostają w niej na dłużej.

 

Bruksela, założona oficjalnie ok. 979 r., już od średniowiecza była liczącym się ośrodkiem politycznym, gospodarczym, handlowym i kulturalnym. Ważne wydarzenia historyczne, od bombardowania miasta przez francuskie wojska w 1695 r. poprzez jego oblężenie przez Francuzów w 1746 r. czy rewolucję belgijską z lat 1830–1831 aż po wielkie wojny XX stulecia, często rozgrywały się właśnie w tym rejonie, jednak stolica Belgów zawsze szybko odzyskiwała siły. W 2015 r., dzięki przyciągającym rzesze turystów inscenizacjom towarzyszącym obchodom 200. rocznicy bitwy pod Waterloo, duch przeszłości na nowo zagościł wśród brukselskich murów.

Dziś belgijska metropolia, łącząca w sobie tradycję z nowoczesnością, starą architekturę z innowacyjnymi rozwiązaniami, to prawdziwa perła na mapie świata, stanowiąca gospodarcze i polityczne, a także kulturalne centrum Europy. Podczas zwiedzania tego magicznego miejsca nie można z pewnością zapomnieć o jego najważniejszych zabytkach i symbolach, lecz warto też odwiedzić kilka nowych punktów, które uchodzą za równie atrakcyjne turystycznie.

Mury dawnych kamienic

Większość gości rozpoczyna zwiedzanie od spaceru po centrum historycznym Brukseli. To właśnie tutaj założono osadę, z której wyrosło miasto. Îlot Sacré, czyli Święta Wyspa, jest kolebką stolicy Belgii. W obrębie tej dzielnicy od dekad zabronione są jakiekolwiek zmiany budowlane. Większość ulic wokół położonego nieopodal słynnego Wielkiego Placu (La Grand-Place, Grote Markt) wytyczono w okresie średniowiecza. Samo oglądanie miejscowych wspaniałych gmachów stanowi prawdziwą gratkę dla koneserów sztuki. Dostrzeżemy w nich mieszankę gotyku brabanckiego, flamandzkiego renesansu oraz baroku. Nieopodal placu de Brouckère’a (Place de Brouckère) i bulwaru Anspacha (Boulevard Anspach) znajdziemy również przykłady najnowszej architektury. 

W centrum Brukseli obowiązkowo trzeba wybrać się na wspomniany Wielki Plac będący geograficznym, historycznym i handlowym sercem miasta. W tym miejscu już od końca XI w. odbywały się targi. W latach 1401–1455 wzniesiono w stylu gotyku brabanckiego Ratusz (Hôtel de Ville de Bruxelles), a rzemieślnicy zaczęli rozbudowywać swoje pracownie. Wśród pięknej i spójnej architektonicznie zabudowy tego rejonu zawsze tętniło życie. 

Przy Wielkim Placu mieści się barokowy dom o nazwie Le Pigeon („Gołąb”), w którym podczas emigracji w 1852 r. mieszkał francuski pisarz Victor Hugo (1802–1885). Opisywał on później Brukselę z zachwytem i z rozrzewnieniem wspominał widoki roztaczające się z okien swojej kamienicy. W belgijskiej stolicy warto zobaczyć także słynną historyczną ulicę czerwonych latarni – rue d’Aerschot, odchodzącą od placu Charles’a Rogiera (Place Charles Rogier).

 Oczywiście, nie sposób nie wspomnieć tu również o znanym symbolu tego miasta, czyli wykonanej z brązu rzeźbie sikającego chłopca, zdobiącej pocztówki, pamiątkowe magnesy i płócienne torby często kupowane przez turystów. Wokół Manneken-Piskrąży wiele legend. Jedna z nich przedstawia go jako dzielnego młodzieńca (nazywanego „Petit Julien”), który uratował Brukselę przed XIV-wiecznymi najeźdźcami, gdy nasikał na zapalony lont pod ładunkami wybuchowymi rozłożonymi przy murach. Od 1619 r. figurka została już przebrana w niemal 950 strojów. Uwielbieniem darzą ją zarówno turyści, jak i sami brukselczycy.

Wśród pałaców

Z kolei pobliska Dzielnica Królewska (Le Quartier Royal) wygląda jak z zupełnie innej bajki. To bogaty region, pełen pałaców, wystawnych rezydencji, ogrodów, parków, 5-gwiazdkowych hoteli i interesujących muzeów. Ta część miasta, oddzielona skarpą biegnącą od krańca ulicy Królewskiej (rue Royale) do gmachu sądu, czyli XIX-wiecznego Pałacu Sprawiedliwości (Palais de Justice), zachwyca wspaniałymi przykładami architektury eklektycznej i secesyjnej. 

Miłośnikom sztuki z pewnością spodobają się działające od 1803 r. Królewskie Muzea Sztuk Pięknych Belgii (Musées royaux des Beaux-Arts de Belgique), w których zebrano powyżej 20 tys. dzieł z okresu od początku XV w. aż do współczesności. Co ciekawe, ta ważna instytucja kultury została założona za czasów Napoleona Bonapartego (1769–1821) w celu odciążenia przeładowanego paryskiego Luwru. Dzisiaj tworzy ją sześć niezmiernie ciekawych placówek. W Muzeum Starych Mistrzów (Musée Oldmasters Museum)wśród ponad 2,5 tys. eksponatów z XV–XVIII stulecia znajdują się takie obrazy jak Koronacja Najświętszej Marii Panny Petera Paula Rubensa (1577–1640), Spis ludności w Betlejem pędzla Pietera Bruegla Starszego (ok. 1525–1569) czy też Alegoria płodności ziemi Jakoba Jordaensa (1593–1678). Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Musée Modern Museum), otwarte w nowym miejscu w 1984 r., szczyci się niezwykłą siedzibą. Jego osiem poziomów mieści się pod ziemią, jednak prace artystów pochodzące z okresu od końca XVIII w. do czasów współczesnych możemy podziwiać w naturalnym oświetleniu dzięki studni świetlnej. Z kolei słynne dzieło Jacques’a-Louisa Davida (1748–1825) Śmierć Marata prezentuje się publiczności w starej części placówki – pokoju 55. Natomiast w usytuowanym w samym sercu Brukseli, przy placu Królewskim (Place Royale), Muzeum Magritte’a (Musée Magritte Museum) zobaczymy największą na świecie kolekcję poświęconą twórczości belgijskiego artysty, przedstawiciela surrealizmu – René Magritte’a (1898–1967). Zgromadzono tutaj ponad 200 jego prac.

Warto obejrzeć również neoklasycystyczny Pałac Królewski (Palais Royal de Bruxelles), największy w metropolii, w którym monarcha Belgii (obecnie, od 21 lipca 2013 r., Filip I) pełni oficjalne obowiązki głowy państwa (rezydencją rodziny królewskiej jest Zamek Królewski Laeken – Château de Laeken, leżący w północno-zachodniej dzielnicy stolicy). Jego budowę rozpoczęto w 1815 r. na miejscu średniowiecznego pałacu Coudenberg. W XX stuleciu zmodernizowano wnętrza, a także odnowiono starsze części kompleksu. Obiekt jest otwarty dla zwiedzających tylko latem – od 21 lipca (Święta Narodowego Belgii) do początku września.

W świecie komiksów

Na pewno wiele osób kojarzy sympatycznego młodego reportera i podróżnika Tintina lub małe niebieskie ludziki – smerfy. Belgijskie komiksy są równie znane jak tutejsze czekoladki, piwo, gofry i koronki. Historyjki obrazkowe przywędrowały do Belgii z Ameryki wraz z wydanym w 1905 r. Małym Nemo w Krainie Snów Winsora McCaya (1869–1934), który od razu zdobył ogromną popularność. Po II wojnie światowej ten właśnie kraj uznano za miejsce, gdzie wychodzą najlepsze opowieści komiksowe w Europie. Na szybki rozwój tej sztuki największy wpływ miał wspomniany Tintin, stworzony przez rysownika Georges’a Remi, podpisującego swoje dzieła pseudonimem Hergé (1907–1983). To najsłynniejsza belgijska postać rysunkowa, rozsławiona nie mniej niż Kaczor Donald albo Myszka Miki.

Belgijskie Centrum Komiksu (Centre Belge de la Bande Dessinée), funkcjonujące w majestatycznym budynku w stylu secesyjnym zrealizowanym przez znanego architekta Victora Hortę (1861–1947) w 1906 r., prezentuje komiksy stworzone przez ponad 700 autorów z Belgii. Można się w nim również zapoznać z procesem powstawania rysunków i odwiedzić tutejszą bibliotekę, będącą źródłem informacji zarówno dla studentów akademii sztuk pięknych, jak i pasjonatów tych ciekawych historyjek. Ci ostatni przybywają do tego miejsca z całego świata (każdego roku powyżej 200 tys. zwiedzających), aby podziwiać tysiące starych zeszytów, przybory należące do twórców i ich fotografie. 

Olbrzymie atomy

Media-1262.jpg

Park miniatur Mini-Europe z górującą nad nim sylwetką słynnego Atomium

©VISITBRUSSELS.BE/MINI EUROPE



Za linią obwodnicy otaczającej ścisłe centrum stolicy (tzw. Ville de Bruxelles) leży pozostałych 18 gmin, które tworzą Region Stołeczny Brukseli (Région de Bruxelles-Capitale). Miłośnikom architektury początku XX w. z pewnością spodoba się wyprawa do Saint-Gilles. Znajdą tutaj wspaniałe budynki w stylu secesyjnym, w tym Muzeum Horty (Musée Horta). Natomiast w położonej na północnym zachodzie dzielnicy Laeken, wchodzącej w skład gminy Ville de Bruxelles, z zabytkowym rejonem miasta z Zamkiem Królewskim Laeken na czele kontrastują nowoczesne atrakcje. Nad słynnym brukselskim kompleksem rozrywkowo-wypoczynkowym Bruparck góruje zbudowane w 1958 r., a niedawno odnowione 102-metrowe Atomium, odgrywające rolę symbolu Belgii podobnie jak paryska wieża Eiffla – Francji, a rzymskie Koloseum – Włoch.

Ten monumentalny model powiększonego 165 mld razy kryształu żelaza powstał z okazji Wystawy Światowej w Brukseli (Expo 58). Upamiętniał on naukowe i techniczne osiągnięcia XX stulecia, często określanego mianem wieku atomu. Konstrukcja składa się z 9 kul i waży 2400 t. Dla zwiedzających najciekawszą atrakcją jest wjazd do najwyższej z nich (podróż windą trwa 23 s!), z której z wysokości 92 m roztacza się przepiękna panorama. Gdy nieba nie przesłaniają chmury, można stąd zobaczyć nawet Antwerpię! W pozostałych otwartych dla turystów kulach znajdują się ciekawe wystawy (m.in. Atomium. Od symbolu do ikony opowiadająca historię obiektu), a także punkt informacyjny, sklep z pamiątkami, panoramiczna restauracja i specjalna strefa dla dzieci. 

Rozrywka i nauka

Mimo iż Bruparck nie należy do największych kompleksów rozrywkowo-wypoczynkowych na świecie, przyciąga rodziny z dziećmi z przeróżnych zakątków ziemi. Najpopularniejszy cel wycieczek stanowi interesujący park miniatur Mini-Europe, w którym przedstawiono 350 modeli najbardziej znanych europejskich budowli i miejsc odtworzonych w najdrobniejszych szczegółach w skali 1:25. Można zwiedzić tutaj za jednym razem ciekawe obiekty z całego kontynentu, takie jak berlińska Brama Brandenburska, ateński Partenon, londyński Pałac Westminsterski czy też gdański Dwór Artusa. 

Dużo więcej rozrywki niż standardowe kino zapewni swoim gościom Kinepolis. W 24 ogromnych salach widzowie mają szansę oglądać filmy w najwyższej jakości obrazu i dźwięku w niezmiernie komfortowych warunkach. Repertuar jest sukcesywnie rozszerzany o produkcje dotyczące sportu, historii, a także opery, teatru czy sztuki. Wszystko w Kinepolis zostało dopracowane tak, aby usatysfakcjonować nawet najbardziej wybrednego kinomana i zachęcić go do powrotu po kolejną dawkę wrażeń.

Relaks i dobrą zabawę gwarantuje również Océade. To rozległy tropikalny park wodny z podgrzewanymi basenami, tureckimi łaźniami, saunami, jacuzzi, sztucznymi falami i piaszczystymi plażami, które do złudzenia przypominają prawdziwe. Zjeżdżalnie przywodzą na myśl zwierzęta, baseny wyglądają niczym pirackie kryjówki, restauracje mają karaibski wystrój. Spodoba się tu osobom w każdym wieku. Przez cały rok kompleks odwiedza mnóstwo turystów, a zjeżdżalnie Océade uważane są za najlepsze na świecie.

Kolej na muzeum

BCV_-_Parcours_3.jpg

Koncepcję Belgian Chocolate Village stworzyła znana firma Tempora

©BELGIAN CHOCOLATE VILLAGE



Podczas wizyty w Brukseli nie sposób nie zwiedzić niespotykanego i niezmiernie oryginalnego 
muzeum kolejnictwa Train World. Dzięki swoim nowoczesnym rozwiązaniom architektonicznym i ciekawym eksponatom z pewnością zainteresuje ono nie tylko miłośników pociągów. W placówce poznamy historię kolei, jej współczesny rozwój i przyszłość. Pomysłodawcy Train World doskonale odzwierciedlili kontrasty charakteryzujące całe miasto. Do kompleksu włączyli odrestaurowaną secesyjną stację Schaerbeek, nie tylko uchodzącą za jedną z najstarszych w Belgii (otwarto ją w 1887 r.), ale i stanowiącą prawdziwy klejnot architektury.

Na zwiedzanie muzeum (czynnego codziennie oprócz poniedziałku od godz. 10.00 do 17.00), w które do tej pory zainwestowano ok. 21 mln euro, należy poświęcić przynajmniej półtorej godziny. Od oficjalnego otwarcia, które odbyło się 25 września 2015 r. w obecności króla Filipa I, popularność obiektu ciągle wzrasta, a organizatorzy przewidują, że już po dwóch latach będą przyjmować ponad 100 tys. gości rocznie. W Train World każdy znajdzie coś dla siebie. Niektóre zdobycze techniki przypominają futurystyczne dzieła sztuki. Najprostsze przedmioty potrafią prezentować mnóstwo walorów artystycznych. Trudno nie zachwycić się tutaj postępem i ewolucją inżynierii, jaka dokonała się na przestrzeni setek lat.

Czekoladowe miasto

Belgia może się pochwalić ponad 2,5 tys. sklepów oferujących wyroby czekoladowe. Produkcję tych smakołyków rozpoczęto w tym kraju już w XVII w. Zwiększono ją znacznie od początku XX stulecia, co zbiegło się z zajęciem przez Belgów Konga (Kongo Belgijskie istniejące między 1908 a 1960 r.). Posiadanie kolonii w Afryce Środkowej oznaczało łatwy dostęp do lokalnych plantacji kakaowca.

Bruksela to najbardziej czekoladowa stolica na świecie. Kusi pięknymi, ręcznie wykonanymi pralinkami o przeróżnych kształtach, aromatycznymi kakaowymi ciastami i wielkimi tabliczkami czekolady, dosłownie rozpływającej się w ustach. Prawdziwych łasuchów i nie tylko ich zaprasza otwarte we wrześniu 2014 r. muzeum Belgian Chocolate Village(Belgijska Czekoladowa Wioska) w gminie Koekelberg w Regionie Stołecznym Brukseli. To jedna z największych tego rodzaju placówek w Europie (o powierzchni 900 m²). Poznamy w niej cały proces powstawania czekolady – od zbioru i przygotowywania ziaren kakaowca poprzez wybór formy, kształtów i ozdabianie aż po pakowanie tabliczek czy pralinek z przeznaczeniem do sprzedaży w sklepie. Dowiemy się też, w jaki sposób przetwarzali kakao Aztekowie, a także do jakich celów służyło, zanim zostało wprowadzone do produkcji masowej.

W samym sercu tego interaktywnego muzeum znajduje się szklarnia przedstawiająca warunki, w jakich rosną zarówno kakaowce, jak i rośliny używane jako dodatki do czekolady – bananowce, papryka chili, kurkuma i wiele innych. Oczywiście, najprzyjemniejszą część zwiedzania stanowi dla każdego amatora słodkości wizyta w sali, w której można uczestniczyć w wykonaniu swojej własnej, niepowtarzalnej pralinki pod okiem doświadczonego mistrza. Zapakowana w ozdobne pudełko świetnie sprawdzi się jako pamiątka. Po odwiedzinach w tak smakowitym miejscu ciężko jednak zachować czekoladki na później. 

Wehikuł czasu

Sandrine_Ferauge.jpg

Zorganizowana z wielkim rozmachem rekonstrukcja bitwy pod Waterloo

©SANDRINE FERAUGE


Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że Bruksela była również historyczną stolicą odważnych Galów z odłamu Belgae, ludu niezmiernie wojowniczego i budzącego postrach w całej Europie. W żyłach Belgów płynie krew mężnych przodków, nic więc dziwnego, że do uroczystości obchodów 200. rocznicy bitwy pod Waterloo przygotowywano się z niezwykłą dokładnością. Starano się jak najlepiej zrekonstruować dawne wydarzenia i przenieść w czasie ok. 120 tys. przybyłych z całego świata widzów aż do 18 czerwca 1815 r.

Armię I Cesarstwa Francuskiego dowodzoną przez Napoleona Bonapartego pokonali wówczas Arthur Wellesley, 1. książę Wellington (1769–1852) i feldmarszałek Gebhard Leberecht von Blücher (1742–1819), którzy stali na czele wojsk brytyjskich, pruskich, niderlandzkich, hanowerskich, księstw Nassau i Brunszwiku. Cesarz Francji poniósł klęskę już po 9 godzinach walki. Bitwa pod Waterloo jest jedną z najważniejszych w historii świata. Zapoczątkowała utworzenie nowego porządku, który na podstawie ustaleń kongresu wiedeńskiego miał panować w całej Europie przez następne stulecie.

Okrągłą rocznicę zwycięstwa nad Napoleonem świętowano także w Londynie, w Katedrze św. Pawła. Gospodarzami uroczystości byli królowa brytyjska Elżbieta II wraz z małżonkiem Filipem, księciem Edynburga, a wśród najważniejszych gości znaleźli się synowie królewskiej pary książę Walii Karol i książę Edward (hrabia Wessex) oraz premier Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej David Cameron. Podczas obchodów odczytano fragmenty opisów bitwy w języku angielskim, francuskim i niemieckim, a porucznik Achilles Barron w swoim przemówieniu ostrzegał przed zapominaniem o ludziach, którzy tworzyli dzieje Europy.

Jednak zdecydowanie największym wydarzeniem upamiętniającym tę ważną dla całego świata bitwę były zorganizowane z ogromnym rozmachem widowiskowe inscenizacje w Waterloo pod Brukselą. W dniach od 18 do 21 czerwca 2015 r. uczestniczyło w nich aż ponad 5 tys. rekonstruktorów z przeszło 50 krajów. Największą grupę stanowili Niemcy (18,34 proc.), potem Brytyjczycy (17,80 proc.) i Francuzi (9 proc.). Nie zabrakło też Polaków (3,42 proc.). Dzięki temu tysiące widzów mogło podziwiać największą rekonstrukcję historyczną, jaką kiedykolwiek przygotowano w Europie. Uroczystościom patronował belgijski król Filip I, a udział wzięli w nich król Niderlandów Wilhelm Aleksander, wielki książę Luksemburga Henryk i książę Kentu Edward oraz potomkowie uczestników walk. Widok żołnierzy w pełnym rynsztunku ze zrekonstruowaną XIX-wieczną bronią i działami oraz rozpędzonych koni robił niesamowite wrażenie. Organizatorzy odtworzyli również warunki, w jakich odbywała się bitwa. Zbudowali biwaki i paleniska, a nawet przygotowali potrawy przypominające posiłki spożywane 200 lat temu.

Podczas trwającej 4 dni imprezy widzowie byli także świadkami ostatniego w życiu zwycięstwa Napoleona Bonapartego. Rekonstrukcja historyczna bitwy pod Ligny (16 czerwca 1815 r.) przypominała też niezmiernie realistyczną lekcję historii. W klimat epoki wprowadziły wszystkich wspaniałe stroje, muzyka, odgłosy walki i unoszący się wśród przybyłych duch tamtych czasów.

Artykuły wybrane losowo

Sztuka radości życia w tajskim wydaniu

MAGDALENA BARTCZAK

<< Podczas pierwszego spotkania Tajlandia olśniewa przyjezdnych egzotyką i różnorodnością. Dawny Syjam do dziś nie stracił nic ze swojego orientalnego wdzięku i nadal pozostaje jednym z tych azjatyckich krajów, po których podróżuje się zdecydowanie najłatwiej i najwygodniej. Zobaczmy, jak wizyta w tych stronach zmienia zmęczonych, zapracowanych i zestresowanych Europejczyków w optymistycznych, zrelaksowanych i uśmiechniętych ludzi. >>

Więcej…

Sardynia – miłość od pierwszego wejrzenia

 

ALEKSANDRA GĄSOWSKA

 

 Prawdopodobnie nie da się pojechać na Sardynię i nie wrócić zakochanym w jej klimacie, różnorodności, krajobrazach, atmosferze, kulturze, tradycjach, winie, jedzeniu i ludziach. Są tacy, którzy tu przybyli i już zostali. Aż trudno uwierzyć, że ten raj znajduje się tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, bo już niespełna trzy godziny lotu od Polski.

 

Obecnie Polacy plasują się na dziewiątym miejscu na liście turystów ze świata najliczniej odwiedzających tę piękną wyspę. Ze względu zarówno na coraz bardziej efektywną promocję regionu, jak i uruchomione nowe połączenia lotnicze do Alghero (Wizz Air z Warszawy i Katowic) i Cagliari (Ryanair z Krakowa i Modlina), liczba naszych rodaków wybierających ten kierunek na spędzenie urlopu ciągle rośnie.

 

Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ Sardynii nie da się opisać, trzeba jej doświadczyć każdym zmysłem. Ta wyspa, która była wielokrotnie podbijana, dziś sama podbija serca turystów. Można poczuć się na niej jak dziecko w fabryce czekolady Willy’ego Wonki. Sardynia spełnia marzenia plażowiczów, miłośników sportów ekstremalnych, ludzi lubiących aktywnie spędzać czas w górach i na wodzie, rodzin z dziećmi i seniorów, poszukiwaczy zaginionych cywilizacji, kolekcjonerów wyjątkowego rękodzieła, osób uwielbiających uczestniczyć w barwnych lokalnych świętach i zabawach oraz prawdziwych smakoszy.

 

PRZEZ ŻOŁĄDEK DO SERCA

 

Sardyńska kuchnia wiele mówi o mieszkańcach wyspy, jej historii i miejscowych tradycjach i jest tak różnorodna jak sami Sardyńczycy. Królują w niej proste, lecz oryginalne i wyraziste smaki, lokalne zwyczaje kulinarne mieszają się z wpływami katalońskimi, arabskimi, liguryjskimi, rzymskimi, genueńskimi, pizańskimi i sabaudzkimi. Z powodu licznych najazdów wyspiarze często chronili się w głębi lądu i osiedlali w centralnej, górzystej jego części. Dlatego też Sardyńczycy zajmują się pasterstwem i rolnictwem, a bardziej niż dania ze stworzeń morskich cenią sobie potrawy z warzyw, baraniny czy koźliny. Ziemię darzą zresztą niebywałym szacunkiem. Być może z tego względu Sardynia wiedzie prym wśród włoskich regionów specjalizujących się w uprawach biologicznych.

 

Bez wątpienia warto tu spróbować przepysznych kiełbas i salami, a w szczególności porceddu – młodego prosięcia (8–10 kg) pieczonego przez wiele godzin na ruszcie, przyprawionego jedynie solą morską i przygotowywanego tradycyjnie przez pasterzy ze wzgórz Barbagii. W tym rejonie hoduje się sardyńską rasę owiec (sarda), których mleko służy do produkcji znakomitych serów. Króluje wśród nich pecorino, w tym pecorino sardo. Co ciekawe, Sardynia jest największym wytwórcą pecorino romano i największym w Europie producentem serów owczych. Powstają tutaj również sery z koziego i krowiego mleka, np. pachnąca świeżością ricotta, która wyśmienicie smakuje z lokalnym miodem i cienkim, chrupiącym sardyńskim chlebem carasau (pane carasau). Ten ostatni przyrządza się według starej receptury. Piecze się go dwukrotnie – przed drugim razem płaski pszeniczny placek rozdziela się jeszcze na pół. Przepis na ten chleb został stworzony z myślą o pasterzach, którzy przebywali z dala od domu przez długie miesiące i potrzebowali zapasów jedzenia. Carasau sprawdzał się znakomicie jako prowiant, ponieważ nadaje się do spożycia nawet do roku od wypieczenia. Na Sardynii niemal w każdej miejscowości znajdziemy nieco inną odmianę tego pieczywa. Różne są także sposoby jego przyrządzania, a w procesie produkcji często uczestniczy kilka domostw.

 

Ze słodkich wypieków warto skosztować pokrytych cytrynowym lukrem ciasteczek mostaccioli czy rujoli z ricotty, kostek z pigwowej marmolady cotognata, orzechowych kulek bucconettos i babeczek zwanych cardinali (cardinales). Poza tym wyśmienicie smakują teżculurgiòni (culurgiònes) – swoim kształtem przypominają pierogi, a konsystencją polskie kopytka, tradycyjnie wypełnia się je nadzieniem z ziemniaków, sera i mięty.

 

Nadmorskie kurorty są rajem dla smakoszy ryb i owoców morza. Na pewno zachwycą ich podawane na rozmaite sposoby małże, langustynki (homarce), krewetki i kraby. Specjałem, którego nie można nie spróbować, jest bottarga, solona i suszona ikra cefala.

 

W sardyńskim winie da się wyczuć ślady czasów, kiedy wyspę zdobywali przedstawiciele różnych kultur, a w szczególności wpływy hiszpańskie. Na Sardynii występuje wiele odmian winorośli, zarówno tych uprawianych w innych regionach Morza Śródziemnego, jak i lokalnych, niespotykanych nigdzie indziej, takich jak Cannonau, Semidano, Nuragus, Girò, Monica, Torbato czy Vernaccia di Oristano. Do owoców morza doskonale pasuje schłodzone wyważone białe Vermentino. Do mięs natomiast Sardyńczycy rekomendują wina czerwone: wytwarzane już przez starożytne ludy Cannonau i cieszące się coraz większą popularnością Carignano del Sulcis.

 

 BOGATA HISTORIA

 

Sardynia to prawdziwa mozaika kultur. Można ją odkrywać całe życie i nigdy nie poznać w pełni. Niektórzy nawet twierdzą, że jest ona zaginioną Atlantydą, a tajemnicza starożytna cywilizacja nuragijska, która rozwijała się na wyspie od XIX do II w. p.n.e., osiągnęła świetność równą wspaniałości mitycznych Atlantów. Jej przedstawiciele nie pozostawili jednak po sobie żadnych tekstów, dlatego przez wiele lat ich kultura uznawana była za bardzo prymitywną i niezasługującą na uwagę. Dopiero od niedawna badacze interesują się nią coraz częściej. Najnowsze odkrycia dowodzą, że cywilizacja ta przeżywała swój największy rozkwit w okresie X–VIII w. p.n.e. Do dziś zachowały się m.in. groby gigantów, statuetki z brązu, rzeźby z piaskowca w Mont’e Prama i zagadkowe kamienne wieże, czyli nuragi. Tych ostatnich obiektów, wciąż w dobrym stanie, na całej Sardynii jest ok. 7 tys. Najwięcej znajduje się w Dolinie Nuragów (Valle dei Nuraghi) w centralnej części lądu. Co ciekawe, niektóre nuragijskie budowle przypominają bardzo architektoniczne konstrukcje z odległych krajów, np. święta studnia Funtana Coberta wBallao wygląda podobnie jak ta zachowana koło wioski Garlo w Bułgarii.

 

Do 238 r. p.n.e. na wyspie panowali Kartagińczycy, których wyparli Rzymianie. Ci pierwsi zostawili po sobie wiele śladów. Do czasów obecnych przetrwały m.in. fragmenty domów, cmentarzy czy sanktuarium (tofet) poświęcone bogini Tanit w starożytnym mieście Nora. Kilka stuleci wcześniej, ok. IX w. p.n.e. u wybrzeży Sardynii zbudowali swoje pierwsze porty handlowe feniccy żeglarze. W 540 r. p.n.e. Fenicjanie weszli w konflikt z miejscową ludnością i zwrócili się o pomoc do Kartaginy, która stopniowo podbiła większość wyspy. Po każdym najeździe rdzenni mieszkańcy przenosili się dalej w głąb lądu, na górzyste tereny Barbagii. Wśród Sardyńczyków nadal żywe jest przekonanie, że do ich małej ojczyzny niebezpieczeństwo zawsze przychodzi od morza. Na Sardynię zawitali również Grecy. W miejscu fenickiej osady założyli w VII w p.n.e. kolonię Olbia, później rozbudowaną przez Kartagińczyków. Obecnie to czwarte największe sardyńskie miasto (z 60 tys. mieszkańców). Znajdują się w nim port morski i lotnisko będące bramą do Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda).

 

Po Rzymianach pojawili się tu Wandalowie (od 456 do 534 r.), Bizantyjczycy i Arabowie. Wyspa należała także do Genui i Pizy, a następnie papież Bonifacy VIII (ok. 1230–1303) podarował ją w 1295 r. władcom Aragonii (na mocy traktatu w Anagni). Kilkaset lat później była nawet krótko (przez kilka lat) w rękach Austrii, która wymieniła ją z Sabaudią na Sycylię. Od 1720 r. Sardynią rozporządzała dynastia sabaudzka i w wyniku tego w 1861 r. stała się ona częścią Włoch. Jednak do dziś wyspiarze mówią, że są przede wszystkim Sardyńczykami, a dopiero potem Włochami.

 

 SARDYŃSKA BARCELONA

 

 Do Alghero możemy dolecieć bezpośrednio z Warszawy i Katowic liniami Wizz Air (w sezonie letnim). Miasto zadziwia już od pierwszych chwil, ponieważ przyjezdni czują się w nim jak na hiszpańskim wybrzeżu. Takie skojarzenia przywodzi na myśl miejscowa architektura, układ uliczek, lokalna kuchnia, przypominający kataloński język (dialekt algherese, alguerés), którym posługują się mieszkańcy, czy też flaga miasta składająca się z żółto-czerwonych pasów. Nawet nazwiska wielu osób brzmią jak w Hiszpanii. Skąd na północnym wschodzie Sardynii wzięła się mała Barcelona (Barceloneta)? Otóż w 1354 r. Alghero zdobył król Piotr IV Aragoński (1319–1387). Sprowadził do niego nowych osadników, m.in. z Katalonii. W 1372 r. Aragończycy wysiedlili ostatnich miejscowych buntowników. Miała to być kara za spisek tutejszej wpływowej genueńskiej rodziny Doria.

 

Obecnie w mieście mieszka na stałe 44 tys. ludzi. Znajdują się w nim małe, klimatyczne restauracje, piękny nadmorski deptak sąsiadujący z aragońskimi basztami, marina i niewielki port, z którego można wyruszyć w rejs wzdłuż wybrzeża i do pobliskich Grot Neptuna (Grotte di Nettuno). Nocny spacer uliczkami urokliwej starej części Alghero, po tętniącym życiem i romantycznym nabrzeżu jest dobrym sposobem na dostrojenie zmysłów do nieśpiesznego rytmu tego niezwykłego miejsca, gdzie wystawy sklepów cieszą oczy wyrobami z wydobywanego nieopodal koralu oraz jedynej w swoim rodzaju ceramiki.

 

W dzień warto wybrać się na wycieczkę łodzią po wcześniejszym zaopatrzeniu się w prowiant – focaccię del Milese, przysmak polecany przez okolicznych mieszkańców. Jeśli nie wieje zbyt mocno, bez problemu dostaniemy się do wspomnianych Grot Neptuna, do których rejsy organizowane są praktycznie co godzinę. Dwa razy w ciągu dnia można także popłynąć na spotkanie z delfinami. Do jaskini dotrzemy również drogą lądową – schodami z 656 stopniami (Escala del Cabirol). Powstały w latach 50. XX w. i prowadzą w dół z malowniczego szczytu klifu Capo Caccia. Niezależnie od wyboru trasy, Groty Neptuna robią na odwiedzających ogromne wrażenie. To jedna z głównych atrakcji na Sardynii. W ich wnętrzu możemy poczuć się jak tytułowy bohater powieści J.R.R. Tolkiena Hobbit, czyli tam i z powrotem w jaskini Golluma. W środku znajduje się słone jezioro Lamarmora o długości 120 m i szerokości 25 m, zasilane przez wodę morską. Choć ścieżka turystyczna ma 580 m, szacuje się, że system grot ciągnie się przez ok. 4 km. Oprócz jeziora, zachwyt budzą ogromne stalaktyty i stalagmity oraz nacieki jaskiniowe. Samo zwiedzanie trwa mniej więcej 40 minut, a wyprawa łodzią z portu w Alghero – 30–40 minut.

 

Pobyt w mieście dostarczy nam rozrywki na nawet kilka dni. Możemy leniwie wylegiwać się na jednej z okolicznych przepięknych plaż, wieczorami wyruszyć na zwiedzanie, wybrać się na zakupy w małych sklepikach, podziwiać zachody słońca przy orzeźwiającym aperitifie. W Alghero warto odwiedzić barokowy kościół jego patrona św. Michała Archanioła (Chiesa di San Michele Arcangelo). Kolorowa kopuła świątyni przepięknie mieni się w słońcu. Poza tym na zainteresowanie zasługuje pochodząca z XVI stulecia Katedra Matki Boskiej Niepokalanej (Cattedrale di Santa Maria Immacolata), skromna z zewnątrz, ale zachwycająca w środku, i XV-wieczny Kościół św. Franciszka (Chiesa di San Francesco, przebudowany w XVI w.) w stylu katalońskiego gotyku. Otaczające zabudowania miejskie baszty i mury chronią je od czasów panowania Aragończyków. Alghero jest jednym z niewielu włoskich miast warownych, w których zachowało się w dobrym stanie ponad 70 proc. murów obronnych. Ciągną się od Forte della Maddalena do Torre di Sulis (Torre dell’Esperò Rejal). Na północny zachód od placu Sulisa (Piazza Sulis) wybrzeża bronią bastiony poświęcone sławnym żeglarzom i podróżnikom: Bastioni Cristoforo Colombo, Bastioni Antonio Pigafetta, Bastioni Ferdinando Magellano i Bastioni Marco Polo.

 

W okolicy Alghero znajduje się nekropolia Anghelu Ruju ze słynnymi grobowcami zwanymi domami wróżek (domus de janas). Wiek tego odkrytego na początku XX stulecia cmentarza szacuje się nawet na 5 tys. lat. Nieopodal miasta jest też kompleks nuragów wraz z otaczającą je wsią i największym obiektem – Palmavera. Budowle powstawały w epoce brązu i żelaza. Oprócz tego warto również wyruszyć na Capo Caccia, zanurzony w szmaragdowym morzu wapienny cypel z licznymi jaskiniami. W jego pobliżu znajduje się wiele miejsc nurkowych, to także odpowiedni teren na trekking lub wspinaczkę.

 

Poza tym w rejonie Alghero można żeglować, pływać motorówką, uprawiać snorkeling, surfować czy wybrać się na degustację wina do winnicy albo odpoczywać na jednej z tutejszych plaż. Niedaleko miasta leży malownicza Spiaggia Lido di San Giovanni. Najbardziej urokliwe plaże są oddalone stąd o zaledwie kilka minut jazdy autobusem lub samochodem. Należą do nich Maria Pia (ok. 4 km), Punta Negra (7 km), La Speranza (9 km), Le Bombarde (10 km), Lazzaretto (11 km) i Mugoni (16 km).

 

Na wspomnienie zasługuje też wreszcie La Pelosa w miejscowości Stintino (mniej więcej 55 km na północ od Alghero). Jej zdjęcia stanowią popularny motyw pocztówek. To jedna z najpiękniejszych plaż nie tylko na Sardynii, ale prawdopodobnie również na świecie. Turkusowe morze oblewa wybrzeże pokryte delikatnym, białym piaskiem. Nieopodal na małej wysepce wznosi się aragońska wieża (Torre della Pelosa). Woda jest przejrzysta i ciepła, można w niej brodzić wiele metrów od brzegu. Niestety, w sezonie La Pelosę wypełniają tłumy turystów. Warto ją jednak odwiedzić nawet tylko dla samego spektakularnego widoku.

 

 REJS PO ARCHIPELAGU

 

 W poszukiwaniu małych, urokliwych plaż koniecznie trzeba pojechać na północny wschód wyspy, czyli na Szmaragdowe Wybrzeże (Costa Smeralda). Swoją nazwę zawdzięcza kolorowi wody, jaki morze przybiera w tej okolicy. Na całodniowy rejs po tutejszym malowniczym archipelagu La Maddalena (Arcipelago di La Maddalena) można wypłynąć z portu w Palau. Tylko wyspy La Maddalena, Caprera i Santo Stefano są zamieszkane, reszta (Spargi, Santa Maria, Budelli i Razzoli) pozostaje dzika i nietknięta ludzką ręką. W styczniu 1994 r. utworzono w tym rejonie Park Narodowy Archipelagu La Maddalena (Parco Nazionale dell’Arcipelago di La Maddalena).

 

Niektórych miejsc w tym niezmiernie ciekawym regionie nie będzie nam dane zobaczyć z bliska. Różową Plażę (Spiaggia Rosa) na Budelli wolno podziwiać jedynie z łodzi. Nazwano ją w ten sposób ze względu na barwę piasku. Charakterystyczne różowe drobiny to w rzeczywistości pokruszone pancerzyki otwornic Miniacina miniacea. Turyści nie mają już tutaj wstępu, ponieważ zabierali ze sobą na pamiątkę nietypowy piasek i w ten sposób niszczyli ten wyjątkowy zakątek. Na pozostałych wyspach również znajdziemy piaszczyste i otoczone skałami zatoczki. Promieniami słońca, przyjemnie ciepłą wodą i piękną przyrodą dookoła nas możemy cieszyć się na plażach na Santa Marii (Cala Santa Maria), Caprerze (Spiaggia di Cala Coticcio) i Spargi (Cala Corsara).

 

Na La Maddalenie pospacerujemy po wąskich uliczkach i zaułkach niewielkiego, uroczego miasteczka o tej samej nazwie. Na Caprerze z kolei odwiedzimy grób Giuseppe Garibaldiego (1807–1882). Ten włoski bohater narodowy umarł właśnie na tej wyspie. Przed śmiercią poprosił podobno o przestawienie swojego łóżka tak, aby mógł z niego widzieć morze.

 

Widok na zabytkowe Alghero od strony morza

Alghero panorama

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

 

 LUKSUS I NATURA

 

Costa Smeralda nosi jeszcze jeden przydomek, a mianowicie Wybrzeże VIP-ów. To tutaj największe gwiazdy odpoczywają z dala od błysków fleszy i przybywają miliarderzy, tu odbywają się wykwintne przyjęcia na wartych miliony dolarów jachtach. Do lat 60. XX w. ten rejon Sardynii był miejscem zupełnie dzikim i nieznanym. Mało żyzne ziemie, dziedziczone przez kobiety, nie mały dla Sardyńczyków wartości. Jednak gdy nad tą częścią wyspy przelatywał książę Aga Chan IV, przywódca ismailickich nizarytów, od razu się w niej zakochał. Odkupił więc za grosze od lokalnych właścicieli ich działki i w ciągu dwóch dekad przemienił region w ekskluzywną enklawę dla znanych ludzi, którzy chcieli uciec przed zgiełkiem i rozgłosem.

 

W ten sposób powstała cała infrastruktura umożliwiająca turystom pobyt na Szmaragdowym Wybrzeżu. Osuszono nadbrzeżne mokradła, zbudowano międzynarodowe lotnisko w Olbii i hotele. Od podstaw wzniesiono miejscowość, która stała się synonimem luksusu. Porto Cervo zaprojektował znany włoski architekt Luigi Vietti (przy projektach na Costa Smeralda pracowali jeszcze Francuz Jacques Couëlle i jego syn Savin oraz Włoch Michele Busiri Vici), któremu Aga Chan IV wyznaczył wiele rygorystycznych wytycznych. Przede wszystkim książę zadbał o to, żeby ograniczyć do minimum ingerencję w środowisko naturalne. Architekt otrzymał zadanie wykorzystania zastanych walorów tego miejsca w taki sposób, aby jednocześnie stworzyć miasteczko funkcjonalne, komfortowe i wkomponowane w piękny krajobraz. Wszystkie materiały służące do budowy musiały być dostępne na wyspie. Domy w Porto Cervo nie przewyższają drzew, możemy spotkać tu budynki, w które skały czy roślinność zostały niejako wtopione. To wyjątkowy przykład symbiozy architektury z naturą. Kolory ścian odpowiadają barwie okolicznych skał, kostki brukowe są granitowe, bramy wjazdowe i tarasy wykonano z drewna cedrowego. Wszelkie instalacje ukryto pod ziemią, nie dostrzeżemy też żadnych reklam, ponieważ wieszanie plakatów jest surowo zabronione. Dodatkowo książę roboty budowlane zlecał miejscowej ludności. Dziś sardyńska branża turystyczna szczyci się tym, że za cel stawia sobie dbanie o środowisko naturalne. Gdy Aga Chan IV zaczynał realizować swoje pomysły na Szmaragdowym Wybrzeżu, to podejście wydawało się rewolucyjne.

 

W Porto Cervo znajdują się prywatne rezydencje, mały Kościół Gwiazdy Morza (Chiesa di Stella Maris), luksusowe butiki, restauracje i port, w którym ogromne wrażenie robią zacumowane w nim jachty. Dzięki wyjątkowo harmonijnie zaprojektowanemu otoczeniu podkreślającemu piękno krajobrazu tutejsza marina zachwyca bardziej niż ta w Monako. Porto Cervo jest miejscowością, jakiej nie zobaczymy nigdzie indziej na świecie – ekskluzywną, lecz pełną klasy i nie narzucającą się swoim blichtrem naturze.

 

 OZDOBA WŁOCH

 

 Na północy wyspy nie sposób przeoczyć Castelsardo, prawdziwej perły wśród malowniczych sardyńskich miasteczek. Nad spienionymi morskimi falami i aragońską wieżą góruje w nim zamek. Historia miasta jest długa i pełna intrygujących zwrotów akcji. Za datę powstania Castelsardo przyjmuje się 1102 r., to jednak data umowna. Nowe osady zaczęto wznosić na Sardynii po 1016 r., czyli po pokonaniu muzułmańskiej flotyMudżahida (Mujāhida), władcy Denii, przez połączone siły Sardyńczyków, Pizańczyków i Genueńczyków. W geście wdzięczności za okazaną pomoc czterej królowie sardyńscy podarowali sojusznikom nieurodzajne ziemie nadmorskie, na których ci zbudowali twierdze i skąd rozpoczęli swoją ekspansję na wyspie. Tereny, gdzie dziś znajduje się Castelsardo, otrzymała wpływowa rodzina Doria z Genui, a zamek pozostawał w jej posiadaniu od 1102 do 1448 r. Usytuowana na wzniesieniu budowla była niezmiernie trudna do zdobycia, w środku zebrano zasoby wody pitnej i zapasy jedzenia na kilka lat oblężenia. Panowało przekonanie, że nikt nie podbije tak naprawdę Sardynii, jeśli nie zdobędzie tej fortecy. Początkowo nazywano ją Zamkiem Genueńskim (Castel Genovese), a po zagarnięciu jej przez Aragończyków – Zamkiem Aragońskim (Castel Aragonese). W 1527 r. flota rodziny Doria próbowała odzyskać twierdzę, ale – niestety – po kilku dniach oblężenia musiała przerwać atak. Przez kolejne wieki miasto i cała wyspa zmagały się z głodem i epidemiami. W 1720 r. Castel Aragonese przeszedł w ręce dynastii sabaudzkiej – Wiktor Amadeusz II (1666–1732) dostał Sardynię od Austrii w zamian za Sycylię. Kolejny król, Karol Emanuel III (1701–1773), zmienił w 1769 r. nazwę fortecy na Zamek Sardyński, czyli Castelsardo.

 

Obecnie w twierdzy znajdują się sale ślubne, a także Muzeum Plecionkarstwa Śródziemnomorskiego. Przedmioty z trawy morskiej wyplatano w różnych formach. Pełniły wiele funkcji – służyły za naczynia do użytku domowego, były stosowane do połowu ryb i skorupiaków, wykorzystywano je jako łodzie. W Castelsardo można kupić przepiękne tradycyjne kosze. Nawet jeśli nie należą do najtańszych, są praktyczną i oryginalną pamiątką, bardzo charakterystyczną dla Sardynii, podobnie jak wyroby z korka. Obok zamku wnosi się Konkatedra św. Antoniego Opata (Concattedrale di Sant’Antonio Abate), konsekrowana w 1622 r. Jej ołtarz zdobi XV-wieczny obraz Madonny z Dzieciątkiem na tronie. Warto zwiedzić też katakumby, w których powstała interesująca ekspozycja rzeźb i obrazów. Natomiast Kościół Matki Boskiej Łaskawej (Chiesa di Santa Maria delle Grazie) zachwyca prostotą i skromnym wystrojem. W środku znajdziemy drewnianą rzeźbę Jezusa. W świątyni ma swoją siedzibę Bractwo Krzyża Świętego. Jeżeli dopisze nam szczęście, trafimy na próbę pieśni wielkanocnych, które mężczyźni ze wspólnoty zawsze wykonują w kwartetach. To magiczny, nieporównywalny do niczego rodzaj muzyki. W Wielki Poniedziałek (Lunissanti) w miasteczku odbywa się procesja z krzyżem, podczas której członkowie bractwa, odziani w białe szaty i szpiczaste kaptury, modlą się poprzez swój śpiew.

 

Castelsardo to niezwykłe miejsce. Podczas pobytu na północy Sardynii trzeba koniecznie je odwiedzić i spędzić tu choćby jeden dzień na spacerze i zwiedzaniu. Jeśli poczujemy się zmęczeni, możemy usiąść, aby napić się prosecco i posilić się sardyńskimi przysmakami, najlepiej w którejś z klimatycznych knajpek z przepięknym widokiem na wyjątkowy zamek będący jednym z symboli wyspy.

 

DZIKOŚĆ DUSZY

 

Widok na Nuoro, główny ośrodek miejski we wciąż dzikiej Barbagii

Barbagia2

© JAROSŁAW DĄBROWSKI/AGENCJA-INFINITY.PL

 

W Sardynii łatwo się zakochać i to nie tylko w jej wspaniałych plażach, lecz także malowniczym górzystym wnętrzu lądu. Prawdziwym sercem tej wyspy, które bije nieustannie od dawien dawna, jest Barbagia. Przez zdobywców była nazywana krainą barbarzyńców i bandytów, ale tak naprawdę stanowi ona centrum ojczyzny Sardyńczyków. Tu rodziły się zwyczaje i tradycje. W tej surowej krainie hołdowano również kiedyś prawu wendety. Nad wioskami górują w niej skalne masywy Supramonte i Gennargentu z najwyższym szczytem Punta La Marmora (1834 m n.p.m.). Barbagia to raj dla osób kochających dziką naturę, wyprawy trekkingowe i wspinaczkę oraz… prostą, tradycyjną kuchnię. Charakterystyczne dla tego regionu są też murale – forma społecznej i politycznej ekspresji, których najwięcej znaleźć można w miasteczku Orgosolo. Mieszkańcy tej części wyspy wydają się niejako przyrośnięci do ziemi, a ta odwzajemnia to przywiązanie, choć każda ze stron w tym związku pozostaje tak samo wierna, jak i surowa.

 

JASKINIE I GOŚCINA U PASTERZY

 

Fragment świętej studni w osadzie nuragijskiej Sa Sedda ’e Sos Carros

 

Wykopaliska

© JAROSŁAW DĄBROWSKI/AGENCJA-INFINITY.PL

 

Z Alghero warto wybrać się doBarbagii na wycieczkę jeepami. Wyrusza się na nią z samego rana, żeby o godz. 9.00 przesiąść się w miejscowości Oliena do samochodów i spędzić cały dzień na wyprawie po górach i jaskiniach urozmaiconej oglądaniem stanowiska archeologicznego. Widoki po drodze są przepiękne – gdy po opuszczeniu nadmorskich kurortów przeniesiemy się w głąb Sardynii, możemy poczuć się jak w zupełnie innym świecie. Dobrze zabrać ze sobą przewodników, zwłaszcza osoby pochodzące z tego regionu, które z pasją opowiadają o każdym odwiedzanym miejscu i dzielą się historiami mrożącymi niekiedy krew w żyłach.

 

Jaskinia Sa Oche wita nas sylwetką spoglądającej z półki skalnej czarnej pantery. Otwór w skale przypomina dzikiego kota strzegącego przejścia. Temperatura powietrza znacznie się obniża już kilka metrów od wejścia do groty, co w letnim upale przynosi niezwykłą ulgę. Jaskinia jest tak naprawdę korytem górskiej rzeki wydrążonym przez jej nurt i przez część roku bywa całkowicie zalana. Zanim woda piętrząca się w podziemnych korytarzach wypłynie na zewnątrz, wydaje bardzo donośne odgłosy, czym ostrzega zamieszkujących dolinę ludzi przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Stąd pochodzi nazwa groty. Sa Oche oznacza w języku sardyńskim „głos”.

 

Kolejny punkt wyprawy to stanowisko archeologiczne Sa Sedda ’e Sos Carros – nuragijska wioska zbudowana ok. 1300 r. p.n.e. Kompleks składa się z mniej więcej 150 okrągłych i owalnych chat, centralnej budowli i świątyni. Jednak ze względu na brak funduszy większa część osady nie została odkopana. Do zwiedzania udostępniono zespół świątynny. Powstał on ku czci bóstw wody. Jego centrum wyznacza święta studnia z widocznymi do tej pory głowami muflonów. Kiedyś równomiernie tryskała z nich woda.

 

W okolicy miasteczka Oliena znajduje się Su Gologone, krótki strumień zasilający rzekę Cedrino. W rzeczywistości tworzy on prawdopodobnie podziemną rzekę, której odkryty został jedynie mały fragment. Speleologom podczas kilku niebezpiecznych ekspedycji udało się zejść do tej pory maksymalnie na głębokość 135 m (w 2010 r.). Nad wodą wypływającą ze źródła wznosi się niewielki kościół. Na jego ścianach dostrzeżemy ślady po powodziach nawiedzających tę okolicę. Znaczą mury aż pod sam sufit.

 

Zaledwie kilka kilometrów od Olieny leży jedna z najdzikszych i najbardziej fascynujących części Sardynii – zatoka Orosei (Golfo di Orosei). Za jej wyjątkową ozdobę uchodzą wspaniałe plaże takie jak Cala Goloritzè, Cala Luna i Cala Mariolu oraz przepiękna jaskinia zwana Grotta del Bue Marino.

 

Po całodziennym zwiedzaniu doskonałym odpoczynkiem jest prawdziwa uczta u pasterzy, którzy już od rana przygotowują ricottę i przez wiele godzin pieką porceddu oraz inne mięsiwa. W cieniu drzew można wypocząć, napić się i najeść do syta, a nawet poznać nieco pasterskie zwyczaje. Na przystawkę pasterze podają zimne wędliny i oliwki, pane carasau z miodem i świeżą ricottą, a do tego czerwone wino Cannonau. Danie główne stanowią pieczone kiełbasy i rozpływające się w ustach prosię z rusztu. Na deser są owoce, sery owcze i kozie, liście sałaty rzymskiej polane miodem i… kieliszek grappy. Ten prosty posiłek dostarcza doznań kulinarnych godnych najlepszej restauracji.

 

To tylko krótki opis niewielkiego skrawka Sardynii, na której znajdziemy wszystko, czego turyści mogą zapragnąć. Na zboczach szczytu Bruncu Spina (1829 m n.p.m.) w masywie Gennargentu pojeździmy nawet na nartach. Dlatego po pierwszej wizycie i każdej kolejnej chce się tu znowu wrócić. Nie sposób też poznać do końca całej wyspy, zawsze odkrywa się na niej coś zupełnie nowego. Sardynia jest jednocześnie przystępna i tajemnicza, otwarta i zagadkowa, po prostu niezmiernie fascynująca.

 

Cala Goloritzè, niezmiernie fotogeniczna nieduża plaża w zatoce Orosei

Cala GoloritzÉ

© RENATA TRAVEL

 

 

Estonia na lato

KAZIMIERZ POPŁAWSKI
www.eesti.pl

<< Chociaż małą Estonię można przemierzyć z zachodu na wschód i z północy na południe w ciągu kilku godzin, nie warto się spieszyć. Lato również długo zbiera się do wizyty w tym kraju. Kiedy już tutaj zajrzy, oferuje podróżnikom to, co najlepsze – słoneczną pogodę, ciepłe morze i białe noce. >>

Więcej…