WOJCIECH KUDER

 

<< Gdy kolorowo ubrani roześmiani tancerze poddają się rytmom radosnej muzyki przy aplauzie ulicznego tłumu, to znak, że rozpoczyna się karnawał. To święto hucznej zabawy i niczym nie skrępowanej radości stanowi okazję do udziału w wielobarwnych paradach i tajemniczych maskaradach, balach i głośnych fetach pełnych mocniejszych trunków, szampana, wina i śpiewu. Pora więc oddać się szaleństwu i ruszyć szlakiem najbardziej interesujących karnawałów na naszym globie! Już w lutym 2013 r. niemal cały świat będzie się bawić na słynnych, dorocznych imprezach. My polecamy szczególnie 10 z nich – od brazylijskiego Rio de Janeiro przez włoską Wenecję czy walońskie Binche aż do amerykańskiego Nowego Orleanu. >>

Karnawał (od łac. caro – mięso i vale – bądź zdrów, żegnaj, lub carnis privium, czyli uwolnienie się do mięsa) w tradycji chrześcijańskiej to czas poprzedzający nadejście Wielkiego Postu. Trwa zazwyczaj od święta Trzech Króli do środy popielcowej. Wiele ze znanych nam obecnie karnawałowych zwyczajów wywodzi się jednak z wcześniejszych kultów związanych z płodnością i uprawą ziemi, a sam ich początek wiąże się ze starożytnymi Dionizjami – greckimi uroczystościami na cześć boga wina Dionizosa. W języku polskim okres ten nazywano zapustami, a jego ostatnie trzy dni – ostatkami (tego słowa używa się zresztą do dziś). Co ciekawe, staropolszczyzna przyswoiła sobie nawet kalkę łacińskiego pierwowzoru i ochrzciła karnawał mianem mięsopustu.

 

Chyba nikogo nie dziwi fakt, że karnawałowe szaleństwo cieszy się od wieków olbrzymią popularnością niemal na całym świecie. W niektórych miejscach na ziemi to wręcz okazja do organizowania wielkich imprez dla setek tysięcy, a nawet milionów osób. Warto przyjrzeć się bliżej temu, jak bawią się w tym czasie mieszkańcy różnych krajów. Być może zachęci Was to, Drodzy Czytelnicy, aby do nich dołączyć i balować w lutym 2013 r. razem z Brazylijczykami, Kolumbijczykami, Boliwijczykami, Włochami, Walonami czy Kanaryjczykami...

 

Rio de Janeiro

O słynnym karnawale w 6,5-milionowym Rio de Janeiro (Cidade Maravilhosa, czyli „Cudownym Mieście”) mówi się, że jest największym festynem świata. Nie ma w tym nic dziwnego, wszak co roku na 4 dni przed środą popielcową do tej drugiej pod względem wielkości brazylijskiej metropolii (po São Paulo) ściągają setki tysięcy (ponad 1,1 mln w 2012 r.) turystów z całego globu, aby bawić się wspólnie z cariocas (mieszkańcami Rio)i podziwiać niezmiernie barwne parady. A jest tu na co popatrzeć! Kolorowe pióra, błyszczące cekiny oraz piękne kobiety tańczące zalotnie w rytm głośnej muzyki to nieodłączny element tej porywającej zabawy. Czas świętowania rozpoczyna wręczenie kluczy do miasta Królowi Karnawału (Rei Momo). Jak nakazuje tradycja, na miejscowym Sambodromie (Sambódromo da Marquês de Sapucaí) prezentuje się 12 najlepszych szkół samby. Można tu zobaczyć m.in. potężne dekoracje w kształcie smoków i wszelkich innych stworzeń oraz niezwykłe, ogromne pojazdy (carros alegóricos). Jednak, jak łatwo się domyślić, główną rolę odgrywają w tym spektaklu tancerze, którzy przygotowują specjalną sambę karnawałową(enredo). Karnawał w Rio de Janeiro to najważniejsze wydarzenie w życiu jego mieszkańców, szczególnie tych pochodzących z najbiedniejszych dzielnic (faveli). Raz do roku mogą się oni poczuć niczym prawdziwi królowie, na których patrzy z podziwem niemal cały świat.

 

Barranquilla

Kolumbia słynie z doskonałej kawy, wyśmienitego rumu, wspaniałych szmaragdów i pięknych kobiet. Pochodzą stąd m.in. laureat Literackiej Nagrody Nobla z 1982 r. Gabriel García Márquez i znana ze światowych list przebojów piosenkarka Shakira. W 1,5-milionowym kolumbijskim mieście Barranquilla, położonym na wybrzeżu Morza Karaibskiego, odbywa się trzeci co do wielkości karnawał na świecie (zaraz po Rio de Janeiro i Salvador da Bahia), który każdego roku na 4 doby zamienia nadbrzeża miejscowej rzeki Magdaleny w królestwo gorących rytmów (na czele z cumbią) i scenę spektakularnych widowisk. Carnaval de Barranquilla został ogłoszony w 2002 r. przez Senat Republiki Kolumbii Dziedzictwem Kulturalnym Narodu (Patrimonio Cultural de la Nación), a 6 lat później UNESCO wpisało go na prestiżową Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości. Jak przystało na typowe miasto portowe i latynoamerykańskie, obecne są tu wpływy różnych kultur, które widać najlepiej podczas tych kilku dni poprzedzających Wielki Post. Ubrani w kolorowe stroje uczestnicy fiesty wykonują tańce z wielu zakątków świata – pochodzący z Hiszpanii paloteo, afrykański congo czy popularny w gronie potomków rdzennych mieszkańców tych ziem micos y micas. Wśród barwnych kostiumów i masek uwagę turystów przyciąga ubrany w czapkę z dzwonkami i wyposażony w laskę klauna farsowy król Momo (Rey Momo), który kieruje całą zabawą. Ta tradycja przywędrowała do brzegów Ameryki Południowej z Europy. Uwielbiana przez wszystkich postać, której pierwowzorem był bożek żartów i kpin, wywodzi się z mitologii greckiej (Momos) i rzymskiej (Momus). Do Kolumbii przybyła wraz z hiszpańskimi kolonizatorami. Niepowtarzalny karnawał w Barranquilli, rodzinnym mieście słynnej Shakiry, łączy we wspaniały sposób trzy kultury – europejską, afrykańską i indiańską. Według danych jego organizatorów (Fundación Carnaval de Barranquilla) w 2012 r. wzięło w nim udział łącznie ponad 1,5 mln osób.

FOT. PROEXPORT COLOMBIA

Karnawał w Barranquilli to ok. 500 grup folklorystycznych

 

Oruro

Położone wysoko w Andach (ok. 3700 m n.p.m.) 250-tysięczne Oruro, nazywane „stolicą folklorystyczną Boliwii”, słynie z widowiska nie z tej ziemi, którego początki sięgają XVIII w. Ku czci Matki Bożej Gromnicznej (Virgen de la Candelaria del Socavón), patronki tutejszych górników i samego miasta, każdego roku w ostatnią sobotę karnawałowych zabaw dziesiątki tysięcy tancerzy przebranych w długie płaszcze i demoniczne maski tańczą tu słynną diabladę, czyli taniec uosabiający według chrześcijańskiej interpretacji odwieczną walkę dobra ze złem. Jednak przebrani w diaboliczne stroje uczestnicy parady zgodnie z dawnymi wierzeniami symbolizują boga Supaya – czczonego przez Inków władcę podziemia. Nasycony religijną symboliką karnawał w Oruro fascynuje przybyszów z Europy. Poświęcenie, zaangażowanie i pasja, z jakimi oddają się tej tradycji lokalni mieszkańcy, a także wyjątkowa wartość kulturowa tego zjawiska spowodowały, że zostało ono wpisane w 2008 r. na elitarną Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. 

 

Rijeka

Chorwaci słyną z gorącego temperamentu i zamiłowania do dobrej zabawy. Najlepszą okazją, aby przekonać się o tym na własne oczy, jest karnawał w 130-tysięcznej Rijece w północno-zachodniej części kraju, gdzie nad lazurowymi wodami Adriatyku co roku odbywa się prawdziwa bałkańska feta. W tych dniach na miejskich placach, wąskich, kamiennych uliczkach i nadmorskiej promenadzie króluje taniec i rakija, a wszyscy zapominają o troskach i problemach dnia codziennego. Można tu spotkać w tym czasie m.in. Węgrów i Rosjan, Polaków, Czechów i Amerykanów w każdym wieku, którzy wraz z mieszkańcami Chorwacji radośnie wznoszą kolejne toasty w ulicznym zgiełku. Nie istnieją żadne zasady dotyczące obowiązujących kostiumów, dlatego nikogo nie dziwi widok bawiących się razem starożytnych Rzymian, diabłów i diablic, Szkotów w kraciastych kiltach, Indian w pióropuszach, groźnych Tatarów, Stalina, Hitlera czy Margaret Thatcher, a nawet bohaterki popularnej bajki dla dzieci Pszczółki Mai. Kulminacyjnym punktem karnawału jest głośny pochód otwierany uroczyście przez ciężarówkę z ogromnym kotłem, pod którym bucha ogień. Jak na Bałkany przystało, zabawa z czasem zmienia się w pełną radości z życia biesiadę. Obcy ludzie częstują się nawzajem alkoholem, dochodzi do przyjacielskiej wymiany strojów, a w lokalnych klubach i dyskotekach muzyka gra do białego rana.

FOT. RIJECKI-KARNEVAL.HR 

Karnawał w Rijece uchodzi za jeden z największych w Europie

 

Wenecja

Karnawał w Wenecji uchodzi za największą uliczną zabawę w całej Europie. Początkowo jego celem było zamazywanie różnic pomiędzy biednymi i bogatymi mieszkańcami Republiki Weneckiej. W trakcie tego unikatowego święta na placu przed Bazyliką św. Marka i dalej w zamglonych zaułkach 270-tysięcznego miasta panuje atmosfera anonimowości i tajemniczości, a wszystko to za sprawą noszonych przez jego uczestników tradycyjnych masek – dzięki nim każdy może pozostać incognito. Wyjątkowy nastrój współtworzą też aktorzy spektakli, mimowie, muzycy i kuglarze. W ramach karnawałowego maratonu teatralnego występują znane miejscowe teatry operowe, np. Gran Teatro La Fenice. Podczas hucznego balu na Placu św. Marka zobaczymy paradę prezentującą wytworne XVII- i XVIII-wieczne stroje. Ważny element karnawału w Wenecji stanowi również rozpoczynający go tzw. Lot Anioła (Volo dell'Angelo), czyli widowisko nawiązujące do zapierających dech w piersiach popisów dawnych weneckich akrobatów, którzy zjeżdżając na linie z dzwonnicy Bazyliki św. Marka, dawali świadectwo swej odwagi. Dziś zwyczaj ten jest nadal żywy i co roku podobnego wyczynu dokonują znani mieszkańcy miasta i światowej sławy gwiazdy. Zaszczytu wystąpienia w tej roli dostępują zarówno kobiety, jak i mężczyźni, a wśród tych, którzy już zainaugurowali wenecki festiwal można wymienić m.in. słynną włoską pływaczkę Federicę Pellegrini i amerykańskiego rapera Coolio.

 

Binche

Mogłoby się wydawać, że karnawałowe szaleństwo to zjawisko charakterystyczne tylko dla krajów południowej Europy lub Ameryki Łacińskiej. Jednak gdy poranny przymrozek przykrywa srebrnym szronem rozległe plantacje chmielu i jęczmienia, a ciepły szalik staje się nieodłącznym elementem ubioru, mieszkańcy średniowiecznego walońskiego Binche (nieopodal zabytkowego Mons, Europejskiej Stolicy Kultury w 2015 r.) w Belgii wychodzą na ulicę, aby udowodnić, że również w ich żyłach płynie gorąca krew. Jak mówi jedna z teorii, karnawał w tym 35-tysięcznym mieście położonym na południe od Brukseli sięga swą historią aż do XVI w., kiedy to ówczesna namiestniczka Niderlandów Maria Habsburżanka (1505–1558) zorganizowała pierwszą barwną procesję z udziałem Inków przywiedzionych z Nowego Świata. Dziś każdego roku świętuje się tutaj przez 3 ostatnie dni przed środą popielcową. Zabawa rozpoczyna się w niedzielę, kiedy to na ulicach miasta można zobaczyć Mam’selles, mężczyzn przebranych w ekstrawaganckie kobiece stroje. Kulminacyjny punkt uroczystości stanowi Mardi Gras (Tłusty Wtorek). Pojawiają się wówczas słynni Gilles, czyli chłopcy i mężczyźni z Binche ubrani w charakterystyczne stroje w barwach belgijskiej flagi, z pokrytymi woskiem maskami z zielonymi okularami oraz w drewnianych chodakach na nogach. Zbierają się oni przed Ratuszem, aby w końcu wyruszyć na Wielki Plac (Grand-Place), odsłonić twarze, włożyć na głowę białe pióropusze i zacząć obrzucać widzów pomarańczami. Warto podkreślić, że widowiskowy karnawał w Binche został wpisany w 2008 r. na prestiżową Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

Również w położonym po sąsiedzku 80-tysięcznym La Louvière obchodzi się od XIX stulecia huczny karnawał, nazywany tutaj Laetare (dosłownie „raduj się”, od łac. laetor – radować się, cieszyć się). Trwa on także 3 dni, od niedzieli do wtorku, ale ma miejsce w połowie Wielkiego Postu. Słynie z niebywałych kostiumów, które na tę okazję przygotowują tutejsi Walonowie.

FOT. OPT/ALEX KOUPRIANOFF

Gilles w Binche podczas Mardi Gras

 

Kolonia

Mieszkańcy ponad 1-milionowej Kolonii w Niemczech tak bardzo pokochali zwyczaj hucznego imprezowania w okresie poprzedzającym Wielki Post, że nazwali swój lokalny karnawał „piątą porą roku” (Fünfte Jahreszeit). Rozpoczyna się ona oficjalnie już 11 listopada o godz. 11.11, kiedy to ogłasza się początek nowego sezonu karnawałowego, i trwa aż do środy popielcowej. Pełna jest niezwykłych, charakterystycznych tylko dla tego miejsca obrzędów. Olbrzymią rolę odgrywają w nich tutejsze kobiety, które zgodnie ze starym zwyczajem, w ostatni wtorek karnawału (Weiberfastnacht) szturmują miejski ratusz, aby odebrać klucze do miasta, a następnie uzbrojone w nożyce obcinają mężczyznom krawaty! Jak na Niemcy przystało, zabawie towarzyszy głośna parada, tańce i lejące się strumieniami piwo. Kolończycy tak poważnie traktują przygotowania do corocznej fety, że zrzeszają się w specjalne towarzystwa karnawałowe i już od 11 listopada zbierają się regularnie na spotkaniach, które czasem same stanowią przedsmak szalonej zabawy… Na początek powszechnego karnawału muszą jednak czekać do 6 stycznia, czyli do święta Trzech Króli.

FOT. NIEMIECKA CENTRALA TURYSTYKI 

W Kolonii odbywa się największy karnawał w Niemczech

 

Teneryfa

Nazywana „wyspą wiecznej wiosny” Teneryfa znana jest z niezmiernie przyjaznego klimatu, wybornej kuchni opartej na świeżych rybach i owocach morza oraz zapierających dech w piersiach widoków. Polscy turyści przybywający do tego rajskiego zakątka świata zimą mają dodatkowo okazję przekonać się o jego cudownie roztańczonej duszy. Dostrzeżemy ją najlepiej podczas tutejszego szalonego karnawału (Carnaval de Santa Cruz de Tenerife). Wielka zabawa, na którą miejscowi szykują się przez cały rok, rozpoczyna się w 220-tysięcznej stolicy wyspy Santa Cruz de Tenerife i powoli, niczym lawa z pobliskiego wulkanu Teide, rozprzestrzenia się po rozsianych wokół nadmorskich miastach i górskich osadach. Karnawał na Teneryfie trwa chyba najdłużej na świecie, bowiem huczne uroczystości zaczynają się już pod koniec stycznia, a kończą tuż przed Wielkim Postem. Słynie on nie tylko z ulicznych tańców, ale i fantazyjnych pojazdów (carrozas), które biorą udział w paradach, oraz szalonych strojów z połyskujących materiałów, strusich piór, sztucznych pereł i wielobarwnych kryształów. W tym czasie w Santa Cruz zamykane są szkoły i urzędy, a zakupy można robić tylko w godzinach popołudniowych. Poza obserwowaniem głośnych korowodów i udziałem w ulicznych tańcach największą atrakcję stanowią wybory królowej karnawału (Reina del Carnaval) i widowiskowy… pogrzeb sardynki (entierro de la sardina), na który, jak nakazuje tradycja, trzeba wybrać się w odpowiednim na tę okazję żałobnym stroju.

 

Salvador da Bahia

Takiej eksplozji radości nie doświadczy się nigdzie indziej na świecie! Salvador da Bahia, zabytkowa pierwsza stolica kolonialnej Brazylii (od 1549 do 1763 r.), ze względu na widoczne wpływy afrykańskie nazywana Roma Negra („Czarnym Rzymem”), przyciągnęła w 2012 r. aż ponad 600 tys. turystów spragnionych szalonej zabawy podczas tutejszego karnawału, którego światła widać nawet z kosmosu. W czasie tego 6-dniowego święta nie brak pięknych tancerek poruszających się w rytm gorącej samby, żonglerów, klaunów oraz przyjacielskiego tłumu turystów krążącego traktami komunikacyjnymi (25 km ulic wzdłuż promenady nadbrzeżnej oraz w centrum miasta zamyka się na potrzeby głównego pochodu). Jedną z największych miejscowych atrakcji jest korowód ciężarówek (trios eléctricos), na których grają dziesiątki zespołów muzycznych reprezentujących najróżniejsze style, techniki i obecne w tej części świata grupy etniczne. Spontaniczna zabawa trwa dzień i noc, bez żadnej przerwy. Uczestnicy karnawału (w 2012 r. było ich ok. 2 mln!), którym na ten czas burmistrz tego trzeciego co do wielkości miasta Brazylii (ponad 2,7 mln mieszkańców), nazywanego słusznie Capital da Alegria, czyli „Stolicą Radości”, wręcza klucze do Salvadoru, mają wtedy specjalne prawa.

 

Nowy Orlean

Amerykanie wiedzą, co znaczy beztroska zabawa, o czym najlepiej można się przekonać, odwiedzając Nowy Orlean w trakcie miejscowego karnawału, którego ostatni dzień zwie się Mardi Gras (z franc. Tłusty Wtorek). Tradycja ta przywędrowała do tego największego miasta w stanie Luizjana (na południu Stanów Zjednoczonych) wprost z Paryża, a wraz z nią zawitała moda na organizowanie hucznych imprez i tajemniczych balów maskowych. Nowoorleański karnawał jest jedyny w swoim rodzaju. Składa się z kilku osobnych parad, które organizują krewes, czyli specjalne towarzystwa reprezentujące poszczególne dzielnice miasta. Unikalną tradycję stanowią tutaj podarunki rzucane z platform w stronę rozentuzjazmowanego tłumu imprezowiczów. Są to najczęściej niewielkie drobiazgi, np. kolorowe koraliki, maskotki czy też monety ozdobione symbolami szkół organizujących pochody. Niektóre parady w Nowym Orleanie wręcz emanują erotyzmem, skupiając tysiące roznegliżowanych osób dających wyraz swej tolerancji i wyznawanej wolności seksualnej. Nie brak też akcentów kulinarnych charakterystycznych dla tego regionu. Głodne tłumy z zachwytem zajadają się potrawami kuchni kreolskiej opartej na owocach morza i mieszance aromatycznych przypraw. Największym przysmakiem karnawałowym jest królewskie ciasto przyozdobione lukrem w kolorach fioletowym (symbol sprawiedliwości), zielonym (symbol wiary) i złotym (symbol władzy). W jego wnętrzu ukrywa się plastikową figurkę, której znalezienie zgodnie z tutejszym zwyczajem zobowiązuje daną osobę do zorganizowania przyjęcia...

 

Artykuły wybrane losowo

Bruksela i Walonia – odpoczynek w sercu Europy

 

Elżbieta Kuźma

 

Wycieczka do Brukseli to niewątpliwie atrakcja dla każdego turysty. Zarówno dorośli, jak i dzieci czy młodzież znajdą tutaj ciekawe i warte zobaczenia miejsca. I to niezależnie od pogody, która akurat w tej stolicy Europy nikogo nie rozpieszcza. Belgia zaprasza zresztą również do innych swoich regionów, w tym malowniczej francuskojęzycznej Walonii. Nie dajmy się więc dłużej prosić.

Więcej…

Peru – w krainie czarów

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Peru jest prawdziwą perełką dla podróżników, magicznym, fascynującym i olbrzymim państwem – trzecim pod względem wielkości w Ameryce Południowej (ma prawie 1,3 mln km2). Ten piękny andyjski kraj przyciąga wytrawnych globtroterów m.in. majestatycznymi i malowniczymi górami, bajkowym jeziorem Titicaca z pływającymi po nim trzcinowymi wyspami Indian Uro, zachwycającymi rysunkami z Nasca (Nazca), pełnymi zagadek ruinami dawnych budowli Inków (na czele ze słynnym Machu Picchu), barwnymi targami, zabytkowymi kolonialnymi miastami, dziewiczą przyrodą i zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Magia Peru tkwi w tym, że tutaj każde miejsce, choć oblegane przez turystów, pokazywane tysiące razy na pocztówkach, zdjęciach czy w filmach, opisywane w licznych książkach i artykułach, wciąż pozostaje tajemnicze i nie do końca odkryte. Mimo rozwoju techniki, nadal nierozwiązaną zagadką pozostają rysunki z Nasca. Wciąż zadajemy sobie także pytanie, jak prymitywni wydawałoby się Inkowie stworzyli prawdziwy cud architektury – cytadelę Machu Picchu… Peru jest bez wątpienia krainą nieodkrytych tajemnic, dlatego też przyciąga niczym magnes podróżników z całego świata. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy osoby, które znają doskonale tę ojczyznę Inków, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej magicznych, zniewalających miejsc w tym górzystym, andyjskim państwie. Z rozmów z nimi wynika, że wyprawa do Peru zmienia życie… To jest właśnie wielka siła tego niepowtarzalnego kraju!   

Więcej…

Wyspy Zielonego Przylądka – na styku Europy i Afryki

szwed-cabo-verde-santo-antao-ribeiry01-1

Ribeira – głęboka, wypełniona roślinnością dolina na Santo Antão

© AGNIESZKA SZWED/WWW.SZWEDACZ.COM

 

 

Agnieszka Szwed

www.szwedacz.com

 

Miejscowa legenda głosi, że Wyspy Zielonego Przylądka (po portugalsku Cabo Verde) powstały, gdy zadowolony ze stworzenia świata Bóg otrzepał ręce, a okruchy z jego palców niezauważenie spadły do wody. Znalazły się więc na oceanie niejako przypadkowo i takie również okazały się ich losy. Kraj ten bardzo długo nie mógł decydować o sobie (aż do 5 lipca 1975 r.), a zależny był od rozgrywek mocarstw z każdej strony Atlantyku. Dziś w pełni samorządna Republika Zielonego Przylądka stoi przed szansą umocnienia swojej pozycji. Przyciąga też coraz więcej osób chcących nie tylko podziwiać różnorodne krajobrazy i piękno przyrody, ale i obcować z bogatą kulturą.

Więcej…