WOJCIECH DROZDOWSKI

 

Podróże incentive, czyli wyjazdy integracyjno-motywacyjne dla firm, stają się coraz bardziej popularne w Polsce. Są one z założenia wyjątkowe i niepowtarzalne. Nic więc dziwnego, że wiele z nich organizuje się na przysłowiowym końcu świata, np. w modnym ostatnio Singapurze. To nowoczesne miasto-państwo leży dla nas, Polaków, na drugim krańcu globu, na egzotycznie brzmiącym Półwyspie Malajskim.

Kto w dzieciństwie nie marzył o wyprawach do dalekich, nieznanych krajów? Okazja do wizyty na drugim końcu świata – w Singapurze – nadarzyła się dla mnie niedawno temu. Mimo iż byłem już wcześniej w kilku egzotycznych miejscach, zawsze chciałem poznać bliżej Azję Południowo-Wschodnią. Od dziecka coś niesamowitego ciągnęło mnie w te strony… A ponieważ od paru lat jestem również fanem Formuły 1, z radością dowiedziałem się o możliwości odwiedzenia jednego z najnowocześniejszych torów wyścigowych, który znajduje się właśnie w Singapurze!

Pierwsza znana osada na tych terenach nosiła nazwę Temasek, co oznacza w języku jawajskim „Nadmorskie miasto”. Tutejsi mieszkańcy od zawsze trudnili się rybołówstwem, a nowoczesny port w Singapurze przeładowuje obecnie drugą największą liczbę kontenerów na świecie (po chińskim Szanghaju).

 

„MIASTO LWA”

Na początku XIV w. w pobliżu ujścia dzisiejszej rzeki Singapur wylądował książę Sang Nila Utama z Palembangu (Sumatra Południowa). Pierwszą żywą istotą, którą tutaj zobaczył, było piękne, szybkie i zwinne zwierzę mające pomarańczowe ciało, czarną głowę i białą pierś.  Wzięto je za lwa. Książę postanowił założyć w tym miejscu miasto Singapura. Jego nazwa pochodzi od dwóch sanskryckich słów – singha (lew) i pura (miasto) – i oznacza „Miasto Lwa”. Obecnie podczas komfortowego rejsu promem po rzece Singapur można podziwiać podświetlaną statuę Merliona. Jest to słynny symbol tego azjatyckiego miasta-państwa. Merlion przedstawia mityczną postać z głową lwa (nawiązanie do historycznej nazwy Singapuru – Singapura) oraz ciałem ryby, co stanowi nawiązanie do dawnej rybackiej wioski Temasek.

 

GIBRALTAR WSCHODU

Republika Singapuru leży na południowym krańcu Półwyspu Malajskiego, na 63 wyspach, z których główną jest Pulau Ujong, nazywana także Singapurem. Zajmuje powierzchnię ok. 700 km2 i ma mniej więcej 5 mln mieszkańców. Państwo to cechuje się bardzo wysoką gęstością zaludnienia (drugą na świecie po Monako) – 7315 osób/km2. Pomysłowi i przedsiębiorczy Singapurczycy wydzierają więc oceanowi po kawałku wymarzoną ziemię, co stanowi częste źródło konfliktów z sąsiednią Malezją.

Historia Singapuru związana jest od 1819 r. z Wielką Brytanią, czemu ta azjatycka republika zawdzięcza swoją dzisiejszą świetność i dobrobyt, a także jedną z najnowocześniejszych armii w Azji. Początkowo Brytyjczycy zadowalali się wyłącznie dzierżawą niedużych terenów, żeby stopniowo zwiększać tutaj wpływy, posiadłości oraz rozbudowywać również bazę wojskową. Ta ostatnia stała się w końcu najważniejszą w całej Azji Południowo-Wschodniej, a Singapur zyskał przydomek „Gibraltaru Wschodu”. Od 1867 r. stał się oficjalnie kolonią brytyjską. Powoli urósł do roli najważniejszego portu handlowego na południe od Szanghaju. W 1963 r. uzyskał niepodległość od Wielkiej Brytanii i połączył się z Federacją Malajską, Sabahem (Borneo Północnym) i Sarawakiem, tworząc Malezję. Dwa lata później Singapur wystąpił z federacji i stał się samodzielną republiką.   

 

AZJATYCKI TYGRYS

Kiedy pierwszy raz wjeżdżałem tu do centrum klimatyzowanym autobusem, moje wcześniejsze wyobrażenia o nowoczesnych metropoliach legły w gruzach. Znalazłem się w najczystszym, najbardziej uporządkowanym i najlepiej zorganizowanym mieście, w jakim kiedykolwiek byłem! W Singapurze rzadko widziałem znane nam z Europy skrzyżowania z przejściami dla pieszych. Podziwiałem tutaj przebiegające nad ulicami nowoczesne kładki z ruchomymi schodami, zadaszeniem, a nawet klimatyzacją, która jest zamontowana praktycznie wszędzie. Nic więc dziwnego, że nam, Europejczykom, Singapur kojarzy się przede wszystkim z niezmiernie nowoczesnym i dynamicznie rozwijającym się państwem, gdzie rodzą się nowe technologie, a po dobrych drogach jeżdżą drogie samochody. Ten jeden z tzw. azjatyckich tygrysów – według władz City of London – jest czwartym centrum finansowym świata (po Londynie, Nowym Jorku i Hongkongu), siedzibą ważnych międzynarodowych korporacji i banków. Mieszkańcy Starego Kontynentu z zazdrością patrzą na to szalenie czyste miasto-państwo. Obowiązuje w nim m.in. całkowity zakaz śmiecenia na ulicach, plucia na chodnik, palenia papierosów czy żucia gumy w miejscach publicznych. Poza tym w wielu miejscach tej azjatyckiej metropolii, np. w metrze, nie można pić ani jeść. Jej mieszkańcy, mając świadomość dotkliwych kar pieniężnych za najmniejsze wykroczenia, grzecznie stosują się do obowiązującego prawa. Singapur postrzegany jest również jako niezmiernie luksusowe miejsce, gdzie ludzie, nawet ci uznawani za mniej zamożnych, żyją na stosunkowo wysokim poziomie.

 

AZJA W PIGUŁCE

Współczesne „Miasto Lwa” to jednak nie tylko nowoczesna metropolia drapaczy chmur oraz centrum międzynarodowego biznesu i finansjery. To także niezwykle zróżnicowane etnicznie i kulturowo miejsce, gdzie obok siebie żyją w zgodzie Chińczycy, Malajowie i Hindusi. O czymś takim marzyłem – o zobaczeniu Azji w pigułce…

            Singapur jest miastem bogatym w atrakcje, każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Dominuje tu oczywiście atmosfera nowoczesności, globalizacji i komercjalizacji. W cieniu wspaniałych drapaczy chmur znaleźć można jednak urocze świątynie hinduskie i buddyjskie. Oferują one zainteresowanym turystom kilkugodzinne kursy medytacji. Jeśli ktoś nie ma ochoty zagłębiać się w spokoju w swoich myślach, ten może np. wybrać się metrem do dzielnicy hinduskiej na tanią przekąskę – garść ugotowanego ryżu na liściu palmowym. Obok spektakularnych konstrukcji ze szkła i stali widać orientalny obraz Azji – wystarczy tylko przespacerować się po dzielnicach Chinatown czy Little India…  

Serce tego miasta-państwa stanowi rzeka Singapur. Ulokowała się nad nią m.in. stara dzielnica kolonialna (Historic District), w której znajdują się gmachy rządowe, luksusowe hotele, największe muzea i kościoły. Wznosi się tu np. anglikańska Katedra św. Andrzeja z XIX w. oraz budynek Ratusza (City Hall). Interesujące zbiory sztuki azjatyckiej (i nie tylko!) można podziwiać w Muzeum Azjatyckich Cywilizacji (Asian Civilisations Musem), Narodowym Muzeum Singapuru (National Museum of Singapore), Muzeum Peranakanów (Peranakan Museum), Singapurskim Muzeum Sztuki (Singapore Art Museum) czy Singapurskim Muzeum Filatelistycznym (Singapore Philatelic Museum). Do zabytków z czasów kolonialnych należy pomnik sir Stamforda Rafflesa (1781–1826) – brytyjskiego męża stanu, założyciela współczesnego miasta (w 1819 r.), nazywanego często „Ojcem Singapuru”. To on przyciągnął tutaj kupców z Chin, Indii i Archipelagu Malajskiego, ogłaszając masowe zwolnienia z podatków. Dzięki niemu Singapur rozwinął się bardzo szybko, stając się prawdziwą potęgą gospodarczą w regionie.

Koniecznie trzeba też odwiedzić miejscowe Chinatown, które kipi życiem 24 godziny na dobę. Można tu poczuć namiastkę prawdziwych Chin. Dzielnica ta zachwyca starymi drewnianymi chińskimi świątyniami. Najbardziej znaną z nich jest Thian Hock Keng z 1842 r. W ciągu dnia Chinatown to jeden wielki tętniący życiem bazar. Na ulicach sprzedaje się niemal wszystko – od chińskich chodaków poczynając, aż na najnowszych zdobyczach techniki kończąc. Można tu nie tylko kupić ciekawe produkty, ale i skorzystać czasami z usług wróżbitów. Życie w Chinatown toczy się na ulicy, gdzie nie tylko prowadzi się interesy, ale również spożywa posiłki (oczywiście, w miejscach do tego przeznaczonych), spotyka z przyjaciółmi czy wymienia wiadomościami. Zapuszczając się w głąb tej dzielnicy, uciekając od zgiełku i gwaru, odkrywamy pogrążone w modlitwie świątynie. Zachwycają one swoją architekturą oraz orientalnymi zapachami. Zobaczymy w nich ważny element życia codziennego mieszkańców Singapuru – składanie ofiar bogom (w postaci kadzidełek, kwiatów i owoców). Można też zauważyć tutaj ludzi przynoszących tzw. pałeczki bogactwa, które zapewniają pomyślną przyszłość.


 

Artykuły wybrane losowo

Chiny – z przeszłości w przyszłość

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

<< Chiny są jednym z najciekawszych rejonów w Azji. W Pekinie, Hongkongu czy Szanghaju wspomnienie dawnej świetności cesarstwa ustępuje miejsca współczesnemu rozwojowi gospodarczemu. W ten sposób historia zatacza koło i Państwo Środka jak przed laty znów jawi się jako licząca się w świecie potęga handlowa. >

 FOT. WIKIPEDIA.COM/CHENSYUAN

Chińska Republika Ludowa, rządzona od 1949 r. przez Komunistyczną Partię Chin, stanowi trzeci pod względem powierzchni (ok. 9,6 mln km²) i pierwszy pod względem liczby ludności (prawie 1,4 mld) kraj na ziemi. To jednak tylko suche fakty, które nie wystarczą nam, aby zrozumieć Chiny i ich mieszkańców. Pomoże nam w tym natomiast odrobina historii.

Pióropusze sztucznych ogni rozświetliły niebo nad Portem Wiktorii w Hongkongu, gdzie Brytyjczycy panowali przez ostatnie 150 lat. W centrum konferencyjnym zasiedli przedstawiciele Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej: następca tronu książę Karol, premier Tony Blair i gubernator Hongkongu Chris Patten. Delegacja Chin na czele z przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej Jiang Zeminem i premierem Li Pengiem z trudem ukrywała radość. Wkrótce 509 żołnierzy chińskiej armii przekroczyło granicę lądową między Państwem Środka i Hongkongiem. 1 lipca 1997 r. to jedno z najbogatszych miast na ziemi wróciło w ręce Chińczyków. Tego dnia Chiny ostatecznie zamknęły wstydliwy rozdział podległości wobec Zachodu i rozpoczęły marsz ku świetlanej przyszłości.

Więcej…

Kalejdoskop dominikański

 

MARCIN WESOŁY

www.caribeya.pl 

 

Republika Dominikańska jest radosnym, roztańczonym, zwariowanym, nieprawdopodobnie osobliwym krajem, który ponoć oferuje przyjezdnym wszystko. Przynajmniej tak przekonują kampanie promocyjne tutejszego Ministerstwa Turystyki. Nie ma w tym zbytniej przesady. Na próżno takiej różnorodności, jaką charakteryzuje się Dominikana, szukać w innych zakątkach Karaibów. Do tego oddalonego od Polski o kilka tysięcy kilometrów miejsca, do którego pod koniec XV w. uczestnicy wyprawy Krzysztofa Kolumba popłynęli statkami „Santa María”, „Niña” („Santa Clara”) i „Pinta”, docieramy dziś samolotem. Niesamowita ziemia zauroczyła wówczas słynnego odkrywcę i żeglarza, co odnotował w swoim dzienniku. Nas również z pewnością zachwyci ta wyjątkowa kraina.

Więcej…

„Sisi tuna enda Uganda”, czyli jedziemy do Ugandy!

ROBERT GONDEK „GERBER“

www.stronagerbera.pl

<< Tajemnicza i dla wielu egzotyczna Uganda nie należy jak na razie do najpopularniejszych kierunków turystycznych na Czarnym Lądzie. Swoim gościom ma jednak niezmiernie wiele do zaoferowania i pod względem atrakcji nie ustępuje słynniejszym sąsiadom – Kenii czy Tanzanii. Niestabilna sytuacja w tym wschodnioafrykańskim kraju przez wiele lat skutecznie odstraszała turystów. Dziś prowadzone przez ugandyjskie władze statystyki pokazują, że od 2006 do 2010 r. liczba odwiedzających 10 tutejszych parków narodowych (m.in. Park Narodowy Królowej Elżbiety – Queen Elizabeth National Park, Nieprzenikniony Park Narodowy Bwindi – Bwindi Impenetrable National Park, Park Narodowy Doliny Kidepo – Kidepo Valley National Park, czy Park Narodowy Kibale – Kibale National Park) zwiększyła się wyraźnie – ze 109 tys. do 190 tys. osób. Miejscowa przyroda przyciąga przede wszystkim bogactwem dzikiej fauny – zobaczymy tu np. szympansy i bardzo rzadkie goryle górskie. Oprócz tego warto polecić także wędrówkę po masywie Rwenzori (Rwenzori Mountains), rafting po burzliwych wodach Nilu Wiktorii w Parku Narodowym Wodospadów Murchisona (Murchison Falls National Park) oraz wyprawę nad największe w Afryce Jezioro Wiktorii. >>

Więcej…