Jerez   Feria 04

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

Jest coś niezmiernie pociągającego w widoku jeźdźca, który na swoim koniu zmierza ku linii horyzontu. Wokół niego rozpościera się pusta przestrzeń, może gdzieś w oddali majaczy las lub brzeg morza, ale tak naprawdę w tej chwili istnieje tylko on, jego wierzchowiec i otaczająca ich przyroda. Ten obraz ma chyba w sobie taką siłę, ponieważ w istocie przedstawia wyjątkowy moment, gdy człowiek i zwierzę działają razem. Ci, którzy jeżdżą konno, zapewne uwielbiają to uczucie pełnej jedności. Odnosi się wówczas wrażenie, że koń rozumie nas niemal tak, jakby mówił naszym językiem. Kto jeszcze tego nie doświadczył, musi koniecznie spróbować.

 

Wyprawy na końskim grzbiecie są dzisiaj jednym z coraz popularniejszych sposobów na aktywne spędzanie wolnego czasu. Mają one zresztą wiele zalet – pozwalają nie tylko wypoczywać w ruchu, co przy obecnym często siedzącym trybie pracy jest bardzo ważne, lecz także umożliwiają bliski kontakt z przyrodą. Poza tym nie wolno zapominać, że konie znakomicie sprawdzają się w przypadku zajęć z rehabilitacji psycho-ruchowej. Hipoterapia poprawia kondycję pacjenta, uczy lepszego panowania nad swoim ciałem, utrzymywania równowagi, koordynacji, orientacji w przestrzeni i poczucia rytmu. Na dodatek praca z tymi mądrymi zwierzętami uspokaja, z jednej strony zwiększa u ludzi wrażliwość, a z drugiej wymaga od nich stanowczości. Już sam kontakt z koniem ma dobroczynne działanie na osoby z różnymi zaburzeniami natury psychicznej bądź autyzmem oraz zwykle znakomicie wpływa na psychikę dziecka. Warto więc pomyśleć, czy nie zainteresować jeździectwem również swoich pociech.

 

W Polsce panują bardzo dobre warunki do wycieczek konnych i nauki jazdy. Choć sezon nie trwa przez cały rok, w zimie można korzystać z krytych ujeżdżalni. Kto nie chce czekać na koniec zimy, powinien zdecydować się na wyjazd do kraju o bardziej sprzyjającym klimacie. Wybór jest naprawdę ogromny. W tym wydaniu magazynu All Inclusive przedstawiamy Państwu kilka, naszym zdaniem, wartych rozważenia propozycji.

 

POLSKIE TRADYCJE

 

Za najbardziej znane w Polsce miejsce związane z hodowlą wierzchowców i jeździectwem uchodzi bez wątpienia Stadnina Koni Janów Podlaski, która znajduje się w miejscowości Wygoda (pod Janowem Podlaskim). Słynny ośrodek obchodzi w tym roku swoje 200-lecie, gdyż istnieje od 1817 r. (to najstarsza państwowa polska stadnina). Hoduje się tu przede wszystkim konie czystej krwi arabskiej i półkrwi angloarabskiej. Trafiają one na aukcje przyciągające kupców z kraju i zagranicy (na czele ze słynną Pride of Poland, która odbędzie się w tym roku w dniach 11–14 sierpnia). Stadninę można zwiedzać z przewodnikiem. Uwagę przyciągają szczególnie stajnie Czołowa i Zegarowa zaprojektowane przez architekta Henryka Marconiego (1792–1863). Poza tym ośrodek oferuje przejażdżki bryczką lub wozem oraz możliwość jazdy konnej dla początkujących i zaawansowanych. Przy okazji wizyty w tym malowniczym miejscu warto zajrzeć do samego Janowa Podlaskiego. Na zainteresowanie zasługują w nim: zabytkowy pałac biskupów łuckich (dziś 4-gwiazdkowy luksusowy hotel Zamek Biskupi Janów Podlaski należący do Grupy Arche), barokowy Kościół Świętej Trójcy z nagrobkiem biskupa, historyka i poety Adama Naruszewicza (1733–1796) czy… stacja benzynowa z ręcznymi dystrybutorami paliw z 1928 r.

 

Miłośników koni przyciąga też warszawski Tor Wyścigów Konnych Służewiec. Otwarto go 3 czerwca 1939 r., a obiekt zaprojektował w przeważającej części architekt Zygmunt Plater-Zyberk (1901–1978). Dziś gonitwy odbywają się w weekendy. Wejście na trybuny jest płatne (do strefy B dzieci do lat 18 wchodzą bezpłatnie). Oprócz oglądania wyścigów i kibicowania można także obstawiać wyniki. Wizyta na torze bywa więc często bardzo emocjonującym przeżyciem.

 

WŚRÓD MAZURSKICH ŁĄK

 

Kto chciałby połączyć pasję jeździecką z wakacyjnym wypoczynkiem na łonie przyrody, powinien zajrzeć na Mazury. Wśród tutejszych łąk, zielonych pagórków i urokliwych jezior da się zapomnieć o szarej codzienności. Mniej więcej 10 km od miasta Bartoszyce znajduje się świetne miejsce na dłuższy bądź krótszy pobyt z przyjaciółmi lub rodziną – Pałac i Folwark Galiny. Dawną posiadłość rodziny zu Eulenburgów otacza zadbany park w stylu angielskim. W jej pobliżu położone są stawy nad rzeką Pisą. W sumie do obiektu należy aż 300-hektarowy malowniczy teren z lasami, łąkami i pastwiskami. Serce majątku stanowi XVI-wieczny renesansowy pałac. Jest on połączony z wozownią, oficyną, budynkiem z basztami i oranżerią. Wewnątrz tego zespołu leży reprezentacyjny dziedziniec z gazonem karminowych róż. W pobliżu wznosi się spichlerz z wieżą z zegarem, kuźnia i inne zabudowania folwarczne. Dla gości przeznaczono pokoje w pałacu i XIX-wiecznym folwarku. Poza tym znajduje się tu stadnina (działająca od 1998 r.), w której hoduje się konie sportowe rasy holsztyńskiej i westfalskiej. Do użytku oddano krytą ujeżdżalnię i plac z przeszkodami (parkur). Chętni mogą trenować pod okiem profesjonalnych instruktorów. Dla osób początkujących organizuje się lekcje wprowadzające. Doświadczeni jeźdźcy też nie będą się nudzić – oprócz doskonalenia swoich umiejętności wybiorą się na dłuższą przejażdżkę po przepięknej okolicy albo spróbują swoich sił w skokach przez przeszkody. Dzieciom spodoba się na pewno nauka powożenia lekką bryczką ciągniętą przez kuce szetlandzkie. Z równie sympatycznymi stworzeniami zapoznają się na tutejszej Farmie Zwierząt Miniaturowych. Wizyta na tej ostatniej ma również charakter edukacyjny – najmłodsi dowiedzą się w jej trakcie, jak zajmować się małymi kozami czy owcami.

 

Osoby chcące urozmaicić sobie pobyt w Pałacu i Folwarku Galiny innymi aktywnościami mogą pograć w tenisa na jednym z dwóch profesjonalnych kortów (od kwietnia do października), wybrać się na wycieczkę rowerową lub marsz z kijkami do nordic walkingu. Siły pomoże nam odzyskać smaczny posiłek podawany w dwupoziomowej gospodzie we wspomnianym zabytkowym spichlerzu. Potrawy przyrządza się tu z lokalnych produktów i ekologicznych upraw. Po całym dniu warto natomiast zrelaksować się w tradycyjnej ruskiej bani.

 

NAD MALOWNICZĄ RZEKĄ

 

Konno pojeździmy także w województwie mazowieckim. Mniej więcej 50 km od Warszawy leży malownicza Dolina Pilicy, a w jej sąsiedztwie – Puszcza Stromecka z licznymi rezerwatami. W tej okolicy, w Warce działa 4-gwiazdkowy Hotel Sielanka nad Pilicą. Należący do niego teren ma powierzchnię ponad 100 ha i znajduje się na obszarze ochrony przyrody Natura 2000. Funkcjonuje tu ośrodek jeździecki Farma Sielanka wyróżniony certyfikatem Polskiego Związku Jeździeckiego I kategorii. Wyposażono go w dwie kryte ujeżdżalnie i profesjonalny parkur o wymiarach 120 x 60 m ze sportowym, zdrenowanym podłożem. Do dyspozycji są też komplety przeszkód skokowych i zaprzęgowych oraz czworobok. To odpowiednie miejsce zarówno dla osób początkujących, jak i doświadczonych. W ośrodku skorzystamy z lekcji indywidualnych i grupowych na każdym poziomie zaawansowania. Ci, którzy czują się pewnie w siodle, mogą wyruszyć na wyprawę konną po okolicy i w ten sposób zwiedzić przepiękny rejon Doliny Pilicy. Farma Sielanka zaprasza w swoje gościnne progi także dzieci. Przygodę z jeździectwem mogą one zacząć od kucyków lub koników polskich. W weekendy odbywają się spotkania ABC Miłośnika Koni, podczas których najmłodsi dowiadują się wielu cennych informacji o tych zwierzętach i zwiedzają stajnie. Dla chętnych przygotowano możliwość skorzystania z przejażdżki bryczką lub wozem konnym. Taką wycieczkę kończy piknik bądź ognisko z pieczeniem kiełbasek. Oprócz tego w ośrodku zatrzymamy się również z własnym wierzchowcem. 

 

Na Farmie Sielanka zobaczymy też, jak radzą sobie prawdziwi zawodowcy. Od ponad 10 lat w tym miejscu zmagają się ze sobą profesjonalni jeźdźcy. W 2007 r. odbyły się tu Mistrzostwa Świata w Powożeniu Zaprzęgami Parokonnymi, przez kilka sezonów goszczono Mistrzostwa Polski w Skokach przez Przeszkody. Do 2015 r. od wiosny do jesieni natomiast zawodnicy walczyli o Puchar Sielanki. Przygotowaniem tych imprez zajmowało się Stowarzyszenie Equisport. Obecnie organizuje ono na terenie Farmy Sielanka cykl Mazovia Equi Cup, na który składa się siedem weekendowych zawodów. Finał tych zmagań w 2017 r. zaplanowano na 23–24 września. Będzie mu towarzyszyć mnóstwo atrakcji: rodzinny piknik, promocja regionalnych produktów, w tym niezmiernie popularny ekobazar, gry i konkursy dla najmłodszych oraz widowiskowe pokazy sztuki jeździeckiej. Pojawią się też stoiska z rękodziełem artystycznym.

 

Aktywni goście w Hotelu Sielanka nad Pilicą mogą również wybrać się na spływ kajakowy szlakami o różnym stopniu trudności, wycieczkę na rowerach z tutejszej wypożyczalni i spacer z kijkami do nordic walkingu oraz pograć w siatkówkę plażową i badmintona. Na terenie obiektu funkcjonuje rekomendowany przez UEFA piłkarski kompleks treningowo-pobytowy. Zmęczeni emocjami odpoczniemy w centrum Sielanka Spa. Poddamy się w nim rozmaitym zabiegom kosmetycznym i relaksującym, odprężymy się w jacuzzi, saunie fińskiej czy łaźni parowej lub skorzystamy z krytego basenu z brodzikiem dla dzieci. 

 

SZLACHETNE KONIE HABSBURGÓW

 

Riders Stallions Spanish Riding School Stefan Seelig

Jeźdźcy z Hiszpańskiej Szkoły Jazdy w pałacu Hofburg w Wiedniu

© SPANISH RIDING SCHOOL/STEFAN SEELIG

 

Miłośnicy koni koniecznie powinni wyruszyć za granicę i to nie tylko w poszukiwaniu sprzyjającego klimatu do uprawiania sportu, lecz także żeby poznać jeździeckie tradycje innych krajów. Obowiązkowo trzeba zawitać do Wiednia, stolicy Austrii. W tym mieście działa Hiszpańska Szkoła Jazdy (Spanische Hofreitschule). To najstarsza wciąż istniejąca instytucja na świecie (już od ponad 450 lat!), która kultywuje dawne, klasyczne formy wyższej sztuki jeździeckiej. Jej dorobek doceniła organizacja UNESCO – Hohe Schule (wyższą szkołę jazdy) i klasyczny styl jazdy konnej wpisano w grudniu 2015 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości. Spanische Hofreitschule słynie ze wspaniałych pokazów w barokowych wnętrzach wiedeńskiego pałacu Hofburg. To chyba najpiękniejsza hala jeździecka świata. Początkowo lekcje jazdy konnej pobierali w niej młodzi przedstawiciele arystokracji i członkowie rodziny panującej. Występy wierzchowców i ich jeźdźców oglądał jedynie dwór monarchy. Dziś słynne siwe konie lipicańskie (lipicanery) występują przed dużo większą publicznością. Jeśli nie uda nam się zdobyć biletów na ten zachwycający balet, mamy jeszcze jedną możliwość podziwiania gracji tych wyjątkowych stworzeń. Od godz. 10.00 do 12.00 odbywają się w szkole poranne ćwiczenia przy akompaniamencie muzyki. Można ją w tym czasie odwiedzić i przyjrzeć się treningowi, a poza tym zwiedzić m.in. zabytkowe stajnie. 

 

Skoro o lipicanach już mowa, nie sposób nie przybliżyć nieco tej rasy. Wyhodowano ją w wiosce Lipica, obecnie leżącej w granicach Słowenii. Krzyżowano tu miejscowe karstery z końmi hiszpańskimi i neapolitańskimi. Hodowla powstała w 1580 r. z inicjatywy arcyksięcia austriackiego Karola II Styryjskiego (1540–1590) w pałacowych budynkach należących do rodziny Habsburgów. Rasa, której wykształcenie datuje się mniej więcej na drugą połowę XVIII w., znajduje się pod ochroną Międzynarodowej Federacji Lipicanerów (Lipizzan International Federation). Pochodzące stąd ogiery i klacze sprzedaje się dzisiaj do wielu krajów na świecie. Co ciekawe, młode konie lipicańskie mają ciemne umaszczenie (czarne lub czarnobrązowe) i dopiero z wiekiem ich sierść nabiera białoszarego koloru.

 

Słoweńska Stadnina Lipica (Kobilarna Lipica) zajmuje się obecnie nie tylko hodowlą. Działa w niej także ośrodek jeździecki. Można tu wziąć udział w kursie dla jeźdźców, wybrać się na wyprawę w teren na końskim grzbiecie czy przejażdżkę bryczką ciągniętą przez lipicany. Oprócz tego mamy szansę obejrzeć pokazy lipicańskiej szkoły jazdy. Stadnina udostępniona jest do zwiedzania. W jego trakcie przyjrzymy się też treningowi lipicanerów. W ofercie są również specjalne programy dla rodzin z dziećmi. W tutejszym muzeum (Muzej Lipikum) dzięki interaktywnej wystawie poznamy historię tej słynnej rasy. Warto wspomnieć, że Stadnina Lipica leży w niezmiernie malowniczej okolicy, a na jej terenie odbywają się także rozmaite zawody, np. w powożeniu bryczką.

 

TANIEC HISZPAŃSKICH RUMAKÓW

 

PF TOSCANA 0118

Widowiskowe parady i pokazy zręcznościowe przed wyścigiem Palio di Siena

© FOTOTECA ENIT/GINO CIANCI

 

Osoby interesujące się tradycyjnym jeździectwem muszą odwiedzić też hiszpańską Andaluzję. W mieście Jerez de la Frontera, położonym niedaleko Kadyksu (ok. 35 km), znajduje się Królewska Andaluzyjska Szkoła Sztuki Jeździeckiej (Real Escuela Andaluza del Arte Ecuestre). Działa ona w kompleksie XIX-wiecznego eklektycznego pałacu pod nazwą Recreo de las Cadenas (inaczej Palacio de Abrantes). W XV stuleciu miejscowi kartuzi zajmowali się hodowlą szlachetnej rasy (caballo cartujano), którą dziś zwie się końmi andaluzyjskimi (po hiszpańsku to Pura Raza Española, czyli Czysta Rasa Hiszpańska), a kiedyś określało się mianem dzianetów. Królewską Andaluzyjską Szkołę Sztuki Jeździeckiej można zwiedzać. Program pełnej wizyty obejmuje oglądanie treningu w krytej ujeżdżalni i odwiedziny w obiektach należących do instytucji, w tym stajni, siodlarni, Muzeum Powozów (Museo del Enganche) czy Muzeum Sztuki Jeździeckiej (Museo de Arte Ecuestre). Jednak największą atrakcją placówki są niewątpliwie pokazy pod tytułem Jak tańczą konie andaluzyjskie (Cómo Bailan los Caballos Andaluces). Jeźdźcy występują na nich w tradycyjnych XVIII-wiecznych strojach i przy akompaniamencie hiszpańskiej muzyki wykonują rozmaite układy choreograficzne, podczas których wierzchowce prezentują różne figury i rodzaje chodu. Taki spektakl doceniają nawet osoby nie pasjonujące się jazdą konną. Poza tym Real Escuela Andaluza del Arte Ecuestre oferuje kilka rodzajów kursów, także dla profesjonalistów chcących rozwijać swoje umiejętności.

 

Co roku w maju w Jerez de la Frontera odbywa się Feria del Caballo (w 2017 r. organizowana była od 13 do 20 maja). Ten popularny andaluzyjski festiwal przyciąga wielu turystów. W jego trakcie w Parku Gonzáleza Hontorii (Parque González Hontoria) funkcjonują knajpki zwane casetas serwujące regionalne potrawy i trunki. Obejrzymy tu również pokazy flamenco i – oczywiście – końskie rewie i pochody. Natomiast mniej więcej miesiąc wcześniej w leżącej na północ stąd Sewilli (ok. 95 km) przez tydzień trwa Feria de Abril. To niesamowite święto folkloru i tradycji. Na ulicach miasta spotyka się wtedy powozy z zaprzęgniętymi do nich udekorowanymi końmi. Na arenie walk byków Plaza de toros de la Real Maestranza de Caballería de Sevilla odbywa się z kolei konkurs w powożeniu Exhibición de Enganches. Sama Andaluzja stanowi znakomity region na wyprawy konne. Działa w niej wiele ośrodków jazdy, a podczas wycieczek podziwia się wspaniałe krajobrazy oraz widoki na Ocean Atlantycki czy Morze Alborańskie. Ze względu na sprzyjający klimat na wczasy w siodle można wybrać się tutaj praktycznie przez cały rok, choć w lecie upały mogą dawać się we znaki.

 

PRZEZ WŁOSKIE WZGÓRZA I WYSPY

 

W Europie w poszukiwaniu tradycji jeździeckich warto udać się też do pełnej magii włoskiej Toskanii. Chyba najbardziej znanym miejscem z nimi związanym jest w tym regionie Siena. W tym mieście dwa razy do roku (2 lipca i 16 sierpnia) odbywa się słynny wyścig Palio di Siena na cześć Matki Boskiej. Jego uczestnicy na grzbietach koni w szaleńczym cwale okrążają centralny rynek Piazza del Campo, przy którym wznosi się charakterystyczna XIV-wieczna wieża – Torre del Mangia. Il Palio stanowi kulminację uroczystych obchodów uświetnianych przez parady, pochody i zawody organizowane dla drużyn reprezentujących 17 sieneńskich dzielnic (contrade).

 

Oprócz podziwiania widowiskowych zmagań w Sienie w rejonie Toskanii można po prostu pojeździć konno. Idealnie nadaje się do tego malowniczy region Chianti. Trasy tzw. wypraw trekkingowych wiodą przez zielone wzgórza, lasy i mosty przerzucone przez rzeki. Po drodze mamy szansę podziwiać zabytkową architekturę. Dłuższą wycieczkę warto więc połączyć ze zwiedzaniem ciekawych atrakcji w okolicy. Można także zaplanować wakacyjny pobyt w Toskanii i urozmaicić go jednodniowymi wypadami w teren na koniu. Ta druga wersja bardziej sprzyja delektowaniu się najsłynniejszym produktem regionu, czyli wyśmienitym winem chianti. Po dłuższej degustacji tego szlachetnego trunku nie polecamy kontynuowania konnej przejażdżki.

 

Ciekawą propozycją w tej części kraju jest również wizyta na niezmiernie malowniczej Elbie, należącej do Wysp Toskańskich. Na tym niewielkim lądzie w kształcie ryby, położonym między wybrzeżem kontynentalnych Włoch a francuską Korsyką, działają stadniny oferujące jazdę na koniu w terenie. Wyjazd tutaj najlepiej zaplanować w okresie letnim, gdyż wówczas w pełni skorzystamy ze wszystkich uroków tego rejonu archipelagu. Dużą popularnością w tej okolicy cieszy się nurkowanie. Pod wodą znajduje się wiele ciekawych miejsc, na dnie spoczywają też wraki. Po wycieczce konnej orzeźwimy się kąpielą w morzu i odpoczniemy na plaży. Jeśli znudzimy się przemierzaniem wyspy na końskim grzbiecie, możemy wyruszyć na wyprawę trekkingową o własnych siłach. Na Elbie wytyczono wiele odpowiednich do tego szlaków.

 

Wielbiciele koni powinni zainteresować się także Sardynią. W centrum tej drugiej największej włoskiej wyspy (po Sycylii) leży płaskowyż zwany Giara di Gesturi. Żyją na nim niewielkie dzikie konie sardyńskie (cavallino della Giara). Nie wiadomo dokładnie, kiedy te zwierzęta pojawiły się na Sardynii, ale przypuszczalnie sprowadzili je Fenicjanie lub Grecy w V–IV w. p.n.e. Dziś biegają swobodnie po płaskowyżu i nie są bardzo płochliwe. Przyzwyczaiły się do widoku ludzi, którzy choć nie ingerują w ich życie, starają się utrzymać populacje koni i nie dopuszczać do krzyżowania się z innymi rasami. Górzysta Sardynia idealnie nadaje się poza tym na wakacje w siodle dla osób preferujących jazdę wśród zapierających dech w piersiach skalistych krajobrazów i wzniesień. Można na niej również odbyć przejażdżkę po plaży. W sąsiedztwie ośrodków jeździeckich znajdują się tu komfortowe hotele i apartamenty. Oprócz wypraw w teren oferta obejmuje też doskonalenie umiejętności pod okiem instruktora.

 

NIECO DALSZE PODRÓŻE

 

Kto marzy o słońcu i pięknych plażach, a jednocześnie chciałby nie tylko opalać się i kąpać w ciepłej wodzie, lecz także pojeździć konno, powinien polecieć na Wyspy Kanaryjskie. Na tym należącym do Hiszpanii archipelagu położonym u północno-zachodnich wybrzeży Afryki panuje łagodny klimat – zimy są tutaj dość ciepłe, a lata nieupalne. Takie warunki sprzyjają odbywaniu wycieczek na końskim grzbiecie i to praktycznie przez okrągły rok. Jeśli na jesieni poczujemy ogromny żal z powodu zakończenia się w Polsce sezonu jeździeckiego, rozważmy poważnie wyjazd na Wyspy Kanaryjskie. Na Lanzarote, gdzie organizuje się też przejażdżki na wielbłądach, w siodle będziemy przemierzać pustynne krajobrazy. Łatwo wyobrazić sobie w takiej sytuacji, że podróżuje się w karawanie sunącej przez afrykańską pustynię. Bardziej zróżnicowane otoczenie znajdziemy na Teneryfie, na której wznosi się wulkan Teide (3718 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Hiszpanii. Są na niej trasy o różnym poziomie trudności i prowadzące zarówno wzdłuż górskich zboczy, jak i przez bujną roślinność czy w pobliżu wybrzeża. W stadninach można wykupić lekcje dla początkujących (w tym dla dzieci) i zaawansowanych. Na Teneryfie prowadzi się także zajęcia z hipoterapii. Na Gran Canarii popularnym rejonem na konne przejażdżki są okolice Maspalomas na południu wyspy. Działa tu m.in. ośrodek El Salobre Horse Riding oferujący jedno-, dwu- i trzygodzinne wycieczki. Leżąca najbliżej Afryki Fuerteventura słynie z kolei z przepięknych piaszczystych plaż i to właśnie po nich jeździ się na niej na koniach. Poza tym Wyspy Kanaryjskie stanowią prawdziwy raj dla miłośników sportów wodnych i pokrywają je liczne szlaki trekkingowe i rowerowe. Są więc znakomitym rejonem na aktywny wypoczynek.

 

Jeżeli ktoś jest gotowy na więcej egzotyki, niech wybierze się pod szczyty Wielkiego i Małego Kaukazu, do gościnnej Gruzji. W tym kraju przemierza się konno prawdziwie dzikie tereny. Jeźdźcy na swojej drodze często przez długi czas nie spotykają żadnych innych ludzi, z oddali spoglądają na nich tylko ośnieżone wierzchołki gór. Jeśli trasa wyprawy prowadzi akurat po górskim grzbiecie, wokół rozpościerają się niesamowite widoki. W Gruzji propozycje dla amatorów jeździectwa oferują nierzadko po prostu właściciele koni, którzy jak wielu Gruzinów zajmują się usługami dla turystów. Co ciekawe, Polska również ma swój udział w rozpowszechnianiu takiej formy aktywności w tym kraju. Nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych w 2013 r. współfinansowało projekt Rozwój turystyki konnej i budowa lokalnej sieci partnerstwa w społecznościach wiejskich okolic Bordżomi w Gruzji, w ramach którego powstało Stowarzyszenie „Horse Tours Georgia” działające w rejonie rozległego Bordżomsko-Charagaulskiego Parku Narodowego w regionie Samcche-Dżawachetia. Zrzesza ono członków specjalnie szkolonych do organizacji wypraw na koniach, opieki nad turystami oraz poruszania się w terenie górskim i na obszarach chronionych. Można z nimi jeździć w sąsiedztwie miejscowości Bordżomi, Bakuriani i Atskuri.

 

DLA PRAWDZIWYCH KOWBOJÓW

 

Gauchos

Gauchos na bezkresnej argentyńskiej pampie

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

Tym, którzy dysponują większym budżetem i odpowiednią ilością wolnego czasu, proponujemy jeszcze jedno miejsce na naszym globie, gdzie ludzie od lat korzystali z pomocy koni przy wypasie bydła na olbrzymich terenach. W wyniku tego wytworzyły się nawet konkretne zwyczaje. Mowa tu o Argentynie i południowoamerykańskich pasterzach gauchos przemierzających jej trawiaste równiny (pampy). Typowy dla nich napój, czyli yerba mate z liści ostrokrzewu paragwajskiego, stał się wyjątkowo popularny w kawiarniach na całym świecie. Nawet w Polsce wypijemy go w tradycyjnym naczyniu i z użyciem metalowej rurki zwanej bombillą. Gauchos stosowali ten napar, ponieważ działa on pobudzająco i zmniejsza uczucie głodu. Obecnie w Argentynie wyprawy konne (cabalgatas) inspirowane pracą pasterzy bydła cieszą się sporym zainteresowaniem wśród turystów. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego – marzeniem niejednego miłośnika wycieczek w siodle jest pokonywanie bezkresnych przestrzeni, które ogranicza jedynie położona niezmiernie daleko linia horyzontu. Po dniu spędzonym na jeździe towarzysze siadają wspólnie przy ognisku i raczą się wyśmienitą pieczoną argentyńską wołowiną…

 

W Argentynie korzysta się często z rasy koni criollo, a to ze względu na dużą wytrzymałość tych zwierząt. Oprócz krainy zwanej Pampą warto wybrać się tu do Patagonii, gdzie wciąż znajdują się rozległe niezamieszkałe przez ludzi tereny, a przyroda jest naprawdę dziewicza. Tą pociągającą wizją pora zakończyć nasz subiektywny przegląd miejsc odpowiednich na wyprawy konne. Mamy nadzieję, że zachęci on Państwa, drodzy Czytelnicy, do zaplanowania własnej wspaniałej wycieczki.

Artykuły wybrane losowo

Najpiękniejsze miejsca do nurkowania na Ziemi

opracował:

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

W tym wydaniu magazynu All Inclusive mamy obszerny artykuł Darka Sepioły, ilustrowany jego niezwykłymi zdjęciami, poświęcony magii wielkiego błękitu. Ten podróżnik, dziennikarz, fotograf i filmowiec, a przede wszystkim znany w Polsce nurek, który spędził pod wodą aż 2 tys. godzin, opowiada o najwspanialszych miejscach na świecie, jakie można znaleźć w głębinach mórz i oceanów. Jego tekst, będący cudowną podróżą po 7 kontynentach, zainspirował nas do przygotowania większego materiału na temat prawdziwych rajów dla miłośników podwodnych przygód. Postanowiliśmy zapytać kilku wybranych ekspertów i pasjonatów nurkowania o ich ulubione, najpiękniejsze miejsca pod wodą na Ziemi, jakie do tej pory odwiedzili. Dzięki nim odbywamy wspaniałą podróż po morskich głębinach…   

Więcej…

Madagaskar a sprawa polska

MAREK RACHOŃ

www.e-rachon.pl

Wyobraźcie sobie egzotyczny kraj, oddalony od Warszawy o jakieś 10 godzin lotu, gdzie pół Polski z całymi rodzinami wyrusza co roku na wakacje. Do tego bez przerwy świeci tam słońce i jest przyjemnie ciepło… Wyobraźcie sobie ląd, na którym tubylcy o skórze w kolorze przypieczonego chleba mówią po polsku. Takim miejscem mógł być Madagaskar. Oczywiście, gdyby historia potoczyła się nieco inaczej. Gdyby Francuzi w latach 30. ubiegłego wieku przekazali nam tę wyspę, a naszym rodakom udało się ją skolonizować. Mielibyśmy wówczas w Afryce trochę polskiej kultury i kuchni, na plażach swojsko brzmiące napisy, a w głębi lądu przewodników posługujących się językiem Miłosza i Gombrowicza. Nasze narodowe linie lotnicze obrałyby Madagaskar za jeden ze swoich głównych wakacyjnych kierunków, a dzieci w szkole uczyłyby się historii tego kraju. Szkoda wam trochę? Bo mnie tak.

Madagaskar ma jednak jeden polski akcent. Chodzi tu o Maurycego Beniowskiego (1746–1786). Malgasze obwołali go w 1776 r. królem wyspy. Chociaż urodził się w Verbó (obecnie słowackie miasteczko Vrbové), na terenie ówczesnych Węgier, uważał się za Polaka, co podkreślał w swoim Pamiętniku.  

Więcej…

Malta – kraina cudów

AGNIESZKA KAMIŃSKA

<< Mozaika wielu kultur czyni Maltę jednym z najciekawszych miejsc na urlop dla miłośników historii, architektury i sztuki. Dzięki znakomitym warunkom do uprawiania rozmaitych aktywności odnajdą się tutaj również amatorzy sportów wodnych, plażowicze, zakochane pary i spragnieni wrażeń imprezowicze. To niezmiernie ciekawy kraj. Każdego roku odwiedzają go prawie 2 mln turystów. Ze względu na swoje specyficzne położenie archipelag ten stanowił przez wieki wyjątkowe miejsce, w którym spotykały się i mieszały ze sobą wpływy europejskie, afrykańskie i azjatyckie.>>

 

Gwiaździsty Fort św. Elma na końcu półwyspu Sciberras w Valletcie

© VIEWINGMALTA.COM

 

Wyspy Maltańskie leżą na Morzu Śródziemnym na wysokości Tunezji. Trzy największe – Malta, Gozo i Comino – są zamieszkałe. Archipelag należy do jednego z najmniejszych krajów Europy (316 km² powierzchni i ok. 450 tys. ludności), czyli Republiki Malty. Jej stolicą jest Valletta.

Łagodny klimat wysp sprawia, że warto je odwiedzić nie tylko w sezonie letnim. Słońce świeci tu przez mniej więcej 300 dni w roku. Dlatego to znakomite miejsce na zorganizowanie np. wyjazdu majowego.

 

PODRÓŻ W CZASIE

Według jednej z teorii Malta zawdzięcza swoją nazwę Fenicjanom (wywodzi się ją od fenickiego słowa maleth oznaczającego „przystań” lub „port”), którzy zaczęli przybywać na wyspę ok. 800–700 r. p.n.e. Jednak początki cywilizacji w tej części Europy sięgają 5200 lat p.n.e., a pierwszymi osadnikami na archipelagu byli mieszkańcy pobliskiej Sycylii. Największymi tutejszymi ciekawostkami archeologicznymi są budowle megalityczne. Te prehistoryczne obiekty po prostu trzeba zobaczyć.

Jednym z nich jest kompleks Ġgantija znajdujący się na Gozo. Należy on do najstarszych budowli na świecie – ma ok. 1 tys. lat więcej niż słynne piramidy w egipskiej Gizie (eksperci szacują, że powstał między 3600 a 3200 r. p.n.e.). Z daleka przypomina nieco kamienny krąg Stonehenge, choć z pewnością trafia tu o wiele mniej turystów niż pod Salisbury w południowej Anglii. Ġgantija razem z kompleksami Tarxien, Ħaġar Qim, Mnajdra, Skorba i Ta’ Ħaġrat na Malcie została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Niewątpliwą atrakcją dla osób zainteresowanych prehistorią jest też podziemne Hypogeum Ħal-Saflieni w miejscowości Paola. Wiedzę na temat dziejów archipelagu można pogłębić w Narodowym Muzeum Archeologicznym (National Museum of Archaeology) w Valletcie.

Miłośnicy architektury będą Maltą zachwyceni. Przez kolejne stulecia mieszały się tu wpływy różnych kultur. Fenicjanie, Kartagińczycy, Rzymianie, Arabowie, Normanowie – wszyscy oni pozostawili po sobie ślady w postaci budynków sakralnych i użyteczności publicznej. Wyjątkowo duże znaczenie w dziejach wyspy miał okres panowania zakonu joannitów (1530–1798). Po osiedleniu się na Malcie przyjęli oni nazwę kawalerów maltańskich. Do dziś zachowały się wzniesione przez nich niegdyś masywne fortyfikacje (ze słynnym Fortem św. Elma w Valletcie), charakterystyczne mury miejskie i liczne świątynie.

 

KRAJ KOŚCIOŁÓW

Pierwsze, co zauważa się po przybyciu do tego niewielkiego wyspiarskiego państwa, to fakt, że jest tutaj bardzo jasno i świetliście. Wysokie kamienice ozdobione kolorowymi drewnianymi balkonami, mury miast, forty i kościoły zbudowane są z piaskowca, który doskonale odbija promienie słoneczne i pięknie kontrastuje z błękitem nieba.

Malta to wyspa świątyń. Kościołów katolickich znajduje się na niej podobno tyle, ile dni ma rok. Budowle sakralne górują nad miastami i wioskami. Najsłynniejszą z nich jest XVI-wieczna Konkatedra św. Jana w Valletcie – jej wnętrze uchodzi za jeden z najlepszych przykładów stylu barokowego w Europie. Pielgrzymują do niej tłumnie również miłośnicy sztuki, m.in. ze względu na obraz włoskiego malarza Caravaggia z 1608 r. Ścięcie św. Jana Chrzciciela.

Do ciekawszych obiektów sakralnych na Malcie należy także Rotunda w Moście, czyli neoklasycystyczny Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z lat 1833–1860. Jest on wzorowany na rzymskim Panteonie, a wewnętrzna średnica jego kopuły wynosi ponad 37 m. W zakrystii znajduje się replika niemieckiej bomby, która została zrzucona w czasie II wojny światowej na świątynię i nie wybuchła, co uznano za cud.

Również Gozo znaczą liczne kościoły. Duże wrażenie robi Bazylika Ta’ Pinu – jej wyniosły gmach wyrasta pośrodku niczego w pobliżu miejscowości Għarb. Ze względu na odnotowane w niej cuda świątynia ta jest celem pielgrzymek katolików.

Turyści zainteresowani zwiedzaniem miast najlepiej będą się czuli w stolicy Malty. Vallettę wypełniają zabytki – na jej niewielkim obszarze (zaledwie 0,8 km2) znajduje się ich aż 320. Nic więc dziwnego, że w 1980 r. została ona wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

  

Przepiękne, bogato zdobione wnętrze Konkatedry św. Jana w Valletcie

© VIEWINGMALTA.COM

 

SACRUM I PROFANUM

Maltańczycy uchodzą za jeden z najbardziej religijnych narodów w Europie. Katolicyzm jest w ich kraju religią państwową, a prawie 90 proc. mieszkańców deklaruje praktykowanie wiary. Co ciekawe, w języku maltańskim, spokrewnionym z arabskim, na określenie Boga używa się słowa Alla. Ze względu na dużą liczbę miejsc kultu religijnego wyspy, a szczególnie Gozo, są celem pielgrzymów z całej Europy. Na trasie pielgrzymki nie może zabraknąć m.in. drogi krzyżowej z figurami naturalnej wielkości, znajdującej się na wzgórzu Ta’ Għammar (tuż obok wspomnianej już Bazyliki Ta’ Pinu), czy 12-metrowej kopii posągu Chrystusa Odkupiciela z brazylijskiego Rio de Janeiro, wznoszącej się nad miejscowością Żebbuġ.

Maltańska religijność sprawia wrażenie bardzo radosnej, a kult świętych często manifestuje się tu w postaci fiest, podczas których sacrum przeplata się z profanum. Jedną z okazji do świętowania jest dzień patrona miejscowości lub kościoła. Świątynie ozdabia się wtedy kolorowymi lampkami i girlandami, odbywają się uroczyste procesje, a wieczorem odpalane są sztuczne ognie. Do najhuczniej obchodzonych uroczystości należy wspomnienie rozbicia się okrętu ze św. Pawłem na pokładzie u wybrzeży Malty (10 lutego).

Wydarzeniem, które przyciąga rzesze turystów, jest obchodzony zimą widowiskowy karnawał. Przez kilka dni ulice miast wypełnia wówczas kolorowy tłum w fantazyjnych przebraniach, a festyny trwają do białego rana. Zwieńczenie tego radosnego okresu stanowi Grand Finale na St. Anne’s Street we Florianie z paradą z platformami i pokazem fajerwerków. Karnawał hucznie obchodzi się także w Nadur na Gozo.

Malta jest również wyspą kultury. Przez cały rok organizuje się na niej dziesiątki ważnych wydarzeń kulturalnych. W maju odbywa się Malta World Music Festival, w czerwcu – Valletta Film Festival, a w lipcu – Malta International Arts Festival (w 2018 r. rozpoczyna się 29 czerwca), łączący sztuki wizualne z tańcem, operą, teatrem i filmem i przyciągający artystów z całego świata. Lato to też okres plenerowych imprez muzycznych. Wśród najbardziej znanych należy wymienić Isle of MTV (Wyspę MTV), wielki koncert muzyki pop we Florianie, na którym każdego roku bawi się ok. 50 tys. ludzi.

Na 2018 r. zaplanowano wyjątkowo dużo wydarzeń kulturalnych, ponieważ Valletcie (oraz holenderskiemu Leeuwarden) na ten czas nadano tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Motywami przewodnimi imprez, wystaw, spektakli, pokazów ulicznych i koncertów odbywających się w stolicy Malty są m.in. wyspiarskość, barok i podróże oraz kulturowe partnerstwo z Japonią. Szczegółowy program dostępny jest na stronie internetowej www.valletta2018.org.

 

Radosny, wielobarwny pochód karnawałowy

© VIEWINGMALTA.COM

 

RAJ DLA PLAŻOWICZÓW

Choć archipelag może być idealnym miejscem do odkrywania dziedzictwa europejskiej kultury, to letnie temperatury, dochodzące nawet do 40°C, nie zachęcają do zwiedzania. W tym czasie zjeżdżają tu plażowicze i miłośnicy sportów wodnych. Linia brzegowa Malty ma ok. 197 km długości i jest ukształtowana w urozmaicony sposób. Na wybrzeżu kraju znajdują się wysokie klify i idealne do nurkowania czy snorkelingu spokojne zatoczki, a także kilka zachęcających do odpoczynku piaszczystych plaż i malowniczych półwyspów. Ze względu na panujący w okresie letnim upał, którego nie łagodzi ciepły i często porywisty wiatr, turyści i miejscowi szukają choćby chwilowego ochłodzenia w przejrzystym Morzu Śródziemnym, co nie zawsze się udaje, ponieważ w sierpniu temperatura wody potrafi wynosić nawet 30°C. Mimo to w sezonie trzeba być przygotowanym na tłumy wczasowiczów. Dlatego przy planowaniu podróży na Maltę warto rozważyć wyjazd na wiosnę lub jesień. Na plażach jest w tych okresach nieco luźniej, choć bywa wtedy bardzo ciepło. Znawcy tematu twierdzą, że na plażowanie najlepiej wybrać się na archipelag w październiku (woda wciąż ma wówczas powyżej 20°C).

Najwięcej amatorów kąpieli słonecznych odwiedza północno-zachodnie wybrzeże Malty. Piaszczystych plaż jest na wyspie niewiele, dlatego w sezonie są one okupowane. Jedna z najsłynniejszych to Golden Bay, usytuowana niedaleko popularnego wakacyjnego kurortu Mellieħa. Dużo większy spokój panuje w rejonie położonej na południe stąd zatoki Għajn Tuffieħa (Għajn Tuffieħa Bay). Wieczorem warto wdrapać się na stojącą na klifie starą wieżę obronną z 1637 r., ponieważ można tu podziwiać jedne z najpiękniejszych zachodów słońca na Malcie. Bardziej kameralnie jest w ukrytej między skałami niewielkiej Rajskiej Zatoce (Paradise Bay). Jej nazwa znakomicie do niej pasuje. Piasek pokrywa też brzegi leżącej na północy zatoki Armier (Armier Bay), gdzie udają się głównie młodzi ludzie.

Jeden z cudów natury na archipelagu (i od czasu zawalenia się Lazurowego Okna na Gozo w marcu 2017 r. chyba najchętniej fotografowane przez turystów miejsce) stanowi cieśnina Błękitna Laguna pomiędzy wyspami Comino i Cominotto. Jej krystalicznie czyste wody w niezwykłym odcieniu turkusu podziwia rocznie ok. 20 tys. osób.

Ci, którym nie zależy na piaszczystej plaży, mają na Malcie zdecydowanie większy wybór pięknych zakątków, ponieważ wybrzeże kraju jest w dużej mierze skaliste. Wspaniale prezentuje się m.in. miasto Saint Paul’s Bay z zacumowanymi łódkami, palmami rosnącymi na brzegu i ciągnącą się wzdłuż niego promenadą. Pewnie nie wszyscy opalający się na skałach turyści wiedzą, że leżą na pozostałościach murów obronnych wybudowanych przez kawalerów maltańskich w XVIII w. Na tych, którym znudzi się plażowanie lub chcą chwilę odpocząć od słońca, czekają pobliskie Narodowe Akwarium Malty (Malta National Aquarium) i kasyno (Oracle Casino).

Na Malcie znajduje się również sporo wodnych atrakcji dla dorosłych i dzieci. Na północnym wybrzeżu wyspy w pobliżu miejscowości Naxxar warto odwiedzić Mediterraneo Marine Park, w którym odbywają się pokazy z udziałem delfinów i uchatek patagońskich. Obok działa Splash & Fun Water Park z basenami ze sztuczną falą i zjeżdżalniami.

 

DLA AKTYWNYCH

Podczas gdy jedni wylegują się na plaży, inni wolą spędzać urlop aktywnie. Malta jest wręcz stworzona do tego typu wypoczynku, a zwłaszcza uprawiania sportów wodnych. W okolicznych przejrzystych wodach można pływać i nurkować, na tworzących się na nich falach spróbować swoich sił w surfingu.

Rejon archipelagu to jedno z najpopularniejszych miejsc do nurkowania w Europie. Na wyspach funkcjonuje ok. 60 profesjonalnych baz nurkowych, a wokół na dnie Morza Śródziemnego leży kilkadziesiąt zatopionych statków. Nurkowie eksplorują tu także jaskinie, np. Blue Hole na Gozo czy Blue Grotto na Malcie. Największe maltańskie centra nurkowe znajdują się we wspomnianej już miejscowości Saint Paul’s Bay. Poza tym popularnością cieszy się też zatoka Dwejra (Dwejra Bay) na Gozo. Na archipelagu wielu turystów próbuje również snorkelingu np. w takich miejscach jak Għar Lapsi na południu Malty oraz w zatokach na Gozo: Hondoq, Xwejni i Xatt l-Ahmar.

Okolicę wysp wybierają bardzo często także amatorzy żeglarstwa. Bez problemu można tutaj znaleźć firmę zajmującą się czarterem jachtów i łodzi. Najstarsza marina na Malcie znajduje się w miejscowości Msida (720 miejsc) i jest wymieniana wśród najlepszych w basenie Morza Śródziemnego. Na zainteresowanie zasługują również przystanie w St. Julian’s i Birgu (Vittoriosie). Popularne wśród turystów są rejsy dookoła trzech wysp: Malty, Gozo i Comino, a także wycieczki motorówką czy rekreacja na rowerach wodnych. Odnajdą się tu też miłośnicy wędkowania (wymagane jest pozwolenie na połów).

Ze względu na skaliste wybrzeże Malta idealnie nadaje się do uprawiania wspinaczki skałkowej. Zwolennicy mniej ekstremalnych wrażeń mają do wyboru dyscypliny sportowe z brytyjską tradycją, takie jak golf lub krykiet, których centrum znajduje się w miejscowości Marsa (Royal Malta Golf Club i Marsa Sports Club). Gozo można z kolei zwiedzać w siodle (przejażdżki oferują m.in. stadniny w miejscowości Xagħra) albo rowerem (ze względu na ukształtowanie terenu przyda się dobra kondycja).

 

Popeye Village – wioska złożona z 19 budynków

© VIEWINGMALTA.COM/SEREN OZCAN

 

ŚLUB W WIOSCE POPEYE’A

Piknik na plaży, zwiedzanie winnic, wieczorny rejs dookoła Comino z kolacją na pokładzie jachtu czy spacer po promenadzie w Sliemie – to tylko niektóre z licznych atrakcji dla zakochanych par. Urokliwe uliczki w Valletcie aż się proszą o to, żeby się w nich zgubić i odkrywać miejsca, w których czas się zatrzymał i o których nie piszą w przewodnikach. Malta jest idealnym celem na romantyczny weekend we dwoje, podróż poślubną albo organizację ślubu w niecodziennej scenerii, jak choćby w słynnej wiosce marynarza Popeye’a (Popeye Village) lub XVII-wiecznej wieży obronnej Dwejra na Gozo.

Nie ma też nic bardziej magicznego niż wschód albo zachód słońca oglądany w położonej ok. 10 km na południowy wschód od Valletty niewielkiej rybackiej miejscowości Marsaxlokk. Zacumowane w porcie tradycyjne maltańskie łodzie zwane luzzu są pomalowane na intensywne kolory. Na dziobie zdobią je oczy, które mają chronić rybaków udających się na połów. Te charakterystyczne łodzie same w sobie stanowią atrakcję turystyczną. Ślubna sesja zdjęciowa w tym miejscu to świetna pamiątka z Malty.

Zakochanym spodoba się także w Mdinie. Ta dawna maltańska stolica (do 1530 r.), założona ok. VIII w. p.n.e. przez Fenicjan jako warowna osada (pod nazwą Maleth), nazywana bywa cichym miastem, dlatego że jej otoczoną murami najstarszą część zamieszkuje jedynie 300 osób i jest ona zamknięta dla ruchu pojazdów. Mdina znajduje się w centrum Malty, zbudowano ją na wzgórzu. Podczas przechadzki jej wąskimi uliczkami warto przyjrzeć się architektonicznym detalom na fasadach budynków, wykonanym z kamienia, drewna lub popularnej tu ceramiki. Widok z usytuowanego na murach tarasu kawiarni „Fontanella® Tea Garden” należy do najbardziej spektakularnych na wyspie.

Nowożeńcy mogą korzystać ze zróżnicowanej bazy noclegowej. Do wyboru mają luksusowe apartamenty w miejskich pałacach, kameralne hotele na obrzeżach miejscowości czy rustykalne domy z prywatnym basenem (np. na Gozo).

 

JAK W FILMIE

Malta leży co prawda daleko od Los Angeles, ale szanse na spotkanie hollywoodzkiej gwiazdy są na niej zaskakująco duże. To tutaj Robin Williams prężył muskuły jako Popeye, Brad Pitt walczył pod Troją, a Ridley Scott kręcił sceny do swojego oscarowego Gladiatora. Według wyliczeń pomiędzy 1925 a 2017 r. wyspa była planem dla ok. 120 produkcji.

Miłośnikom kina dużą przyjemność sprawia odnajdywanie miejsc, gdzie powstawały ich ulubione filmy. Najbardziej rozreklamowaną filmową atrakcją na Malcie jest bez wątpienia Wioska Popeye’a (Popeye Village) w zatoce Anchor (Anchor Bay). Przyciąga ona głównie rodziny z dziećmi i choć ma zdecydowanie komercyjny charakter, warto ją odwiedzić.

Wielu twórców uległo czarowi Mdiny, która odgrywała nawet Rzym w filmie Hrabia Monte Christo z 2002 r. Chętnie przyjeżdżają tu również fani popularnego serialu Gra o tron. W pobliżu bramy miasta kręcono sceny przedstawiające wydarzenia dziejące się w Królewskiej Przystani (King’s Landing) w pierwszym sezonie produkcji.

Z kolei w Valletcie, w pobliżu Fortu św. Elma, powstawały zdjęcia do filmów Midnight Express i World War Z (z Bradem Pittem w roli głównej). Stolica Malty grała także m.in. francuską Marsylię we wspomnianym już Hrabi Monte Christo. Upodobał ją sobie poza tym Ridley Scott, któremu posłużyła za plan filmowy do ujęć prezentujących starożytny Rzym w Gladiatorze. Niestety, z pracą nad tą nagradzaną produkcją wiąże się pewna smutna historia. Jeden z aktorów, Anglik Oliver Reed, w przerwie między zdjęciami poszedł do pubu na drinka i… zmarł w nim na atak serca. Aby uczcić pamięć o nim, lokal został nazwany „Ollie’s Last Pub”.

Na dużym ekranie można było też oglądać ulubioną atrakcję turystów, czyli Błękitną Lagunę. Kręcono tu sceny do filmów Helena Trojańska ze Sienną Guillory i Rejs w nieznane z Madonną.

 

NAUKA I ZABAWA

Malta uzyskała niepodległość 21 września 1964 r. (jednak przez kolejne 10 lat jej królową pozostawała Elżbieta II). Wcześniej była kolonią brytyjską (od 1813 r., a od 1800 r. – brytyjskim protektoratem, oficjalnie częścią Królestwa Sycylii). Pozostałościami po tej przeszłości są charakterystyczne czerwone budki telefoniczne na ulicach, ruch lewostronny i język angielski, który obok maltańskiego pełni funkcję języka urzędowego. Wiele osób odwiedza Maltę i Gozo, aby doskonalić swoje umiejętności językowe. Kursy angielskiego ma w swojej ofercie ponad 40 miejscowych szkół, w których pracują wykwalifikowani nauczyciele, pochodzący najczęściej z Wysp Brytyjskich.

Po dniu spędzonym na nauce warto wieczorem nieco się rozerwać. Na Malcie znajduje się wiele odpowiednich do tego klubów. Nie bez powodu organizuje się tu wypady na wieczory kawalerskie i panieńskie, a także wyjazdy motywacyjno-integracyjne dla firm. W ciągu dnia można odpocząć w licznych komfortowych hotelach z centrami spa i wellness, wybrać się na przejażdżkę piętrowym imprezowym autobusem, pojeździć jeepem po Gozo, przyjrzeć się wyspom od strony wody (podczas rejsu łodzią) albo z góry (w trakcie lotu helikopterem).

Wieczorem koniecznie trzeba pojechać do St. Julian’s, nazywanego sin city („miastem grzechu”), gdzie przy Dragonara Junction i ulicy Santa Rita Steps toczy się nocne życie Malty. Popularnym rozrywkowym kurortem jest również Buġibba w Saint Paul’s Bay. Wiele osób kończy imprezę nad ranem na Strait Street w Valletcie, ulicy nazywanej niegdyś The Gut (ang. „jelito”, „flak”). Dla większych grup organizowane są też wieczory z tradycyjnymi daniami kuchni maltańskiej i oprawą zespołu muzycznego, grającego folkowe piosenki i współczesne hity.

 

NIE TYLKO KRÓLIK

Maltańska mieszanka kulturowa ma swoje odzwierciedlenie także w sztuce kulinarnej tego kraju. W miejscowej kuchni odnaleźć można zarówno wpływy sycylijskie (pizza, makarony), jak i brytyjskie (fish and chips). Jednak za największy przysmak uchodzi tu potrawka z królika, najczęściej serwowana w sosie z wina. Jedna ze stołecznych restauracji szczyci się tym, że w swoim menu posiada wersję tego dania, którą słynny brytyjski kucharz Jamie Olivier uznał za najlepszą na Malcie.

Ci, którzy za mięsem nie przepadają, mogą cieszyć się potrawami z różnorodnych ryb i owoców morza. Większość tych ostatnich, jak np. omułki, jest importowana z Włoch. Miejscowy specjał stanowi zupa rybna aljotta z dużą ilością czosnku. Turystom radzi się unikać jedzenia niektórych gatunków ryb, m.in. morszczuka, miecznika (włócznika) czy soli, ponieważ są zagrożone wyginięciem. Świeże ryby można kupić codziennie na targu w Marsaxlokk.

Jeśli mamy ochotę przekąsić coś na szybko, powinniśmy zdecydować się na pastizzi – chrupiące pierożki z ciasta francuskiego nadziewane aromatyczną ricottą lub groszkowym musem, a także arancini – smażone kulki ryżowe z serem i mięsem. Malta słynie z deserów, więc na koniec posiłku warto spróbować np. ciastek kannoli nadziewanych ricottą o różnych smakach albo tradycyjnego ciasta z figami, miodem i rodzynkami. Na głównej ulicy w Valletcie (Republic Street, Triq ir-Repubblika) koniecznie trzeba zjeść lody o fantazyjnym kształcie z lodziarni „Amorino”.

Na archipelagu pije się sporo wina, ale importuje się je głównie z Włoch. Lokalne produkty mają oznaczenie IGT Maltese Islands i DOK Malta lub DOK Gozo. Niestety, rzadko które zachwycają smakiem. Największe i najbardziej znane winnice to Marsovin (założona w 1919 r.) i Meridiana (istniejąca od 1987 r.). Malta nie jest jednak typowym celem wypraw enoturystycznych. Kto chce zapoznać się z miejscowymi tradycjami winiarskimi, może wybrać się na zwiedzanie winnicy połączone z degustacją. Oprócz wina Maltańczycy piją lokalne sznapsy, jak anyżowy likier anisette czy likier cytrynowy z Gozo.

Pragnienie najlepiej gasi piwo Cisk i bezalkoholowy, gazowany napój pomarańczowo-ziołowy Kinnie. Ten ostatni zwykle albo przypada komuś do gustu, albo zupełnie mu nie podchodzi. To zupełnie inaczej niż w przypadku Malty – w niej można się tylko zakochać.

Wydanie Wiosna 2018