ELŻBIETA PAWEŁEK

                                                                                                              FOT. ZILLERTAL TOURISMUS GMBH

<<Największe ośrodki sportów zimowych z niepowtarzalną górską scenerią, snowparki dla snowboardzistów i amatorów freestyl’u oraz setki kilometrów bajecznych nartostrad – to marzenie wszystkich zapalonych narciarzy. Tej zimy każdy powinien poszaleć na nartach w jednym z bajecznych kurortów – z dziećmi, rodziną, przyjaciółmi bądź solo, a czasem nawet w towarzystwie gwiazd z pierwszych stron gazet. >>

Nie od dziś wiadomo, że nic tak nie urozmaica sennego zimowego okresu jak udane podróże. Dlatego też wyjazdy na narty od wielu lat cieszą się dużą popularnością wśród Polaków. Aktywny wypoczynek znakomicie wpływa na organizm człowieka. Urlop na jednej lub dwóch deskach pozwala zachować kondycję, a ciepłe promienie słoneczne, ogrzewające stoki, skutecznie poprawiają wszystkim samopoczucie. Wśród przepięknych górskich widoków, z grupą sprawdzonych przyjaciół czy najbliższych, na pewno uda nam się zapomnieć o codziennej miejskiej szarości.

 

W tym wydaniu All Inclusive wybraliśmy specjalnie dla miłośników białego szaleństwa najlepsze miejscowości i regiony narciarskie w Europie i na obrzeżach Azji. W naszej finałowej dziesiątce królują alpejskie stacje: Sankt Moritz, Zillertal czy Les Trois Vallées, ale nie brak też nowych gwiazd – bułgarskiego Banska i tureckiego Palandöken. Również nasi południowi sąsiedzi, Słowacy i Czesi, mają się czym pochwalić.

 

Zillertal – w królestwie śniegu

Jest tu wszystko, o czym marzą zapaleni narciarze – urozmaicone szlaki i jedyny całoroczny lodowiec w Austrii. Nic więc dziwnego, że dolina rzeki Ziller wielokrotnie zdobywała międzynarodowe nagrody. W jej sześciu ośrodkach – Fügen, Zell am See, Kreuzjoch, Gerlosstein, Finkenberg czy słynnym Mayrhofen – na amatorów białego szaleństwa czeka 671 km tras i prawie 200 wyciągów. O Zillertal mówi się, że to „najbardziej aktywna dolina świata“. Jeden karnet narciarski Zillertal SuperSkipass (215 euro dla osoby dorosłej za 6 dni) uprawnia do korzystania ze wszystkich tutejszych stoków. Do poszczególnych stacji dowiezie nas bezpłatny autobus. Do wyboru są łagodne zbocza osłonięte od wiatru drzewami czy słynna trasa Harakiri, której nachylenie osiąga miejscami 78 proc.! Vans Penken Park w Mayrhofen przyciąga natomiast miłośników freestyle’u.

FOT. VISITFIEMME.IT/ORLERIMAGES.COM

Daiano, Trydent, Włochy

 

Do Hochfügen od 2 do 9 lutego 2013 r. powinni za to zajrzeć miłośnicy freeride’u, ponieważ właśnie wtedy odbędzie się tu Black Diamond Big Mountain, podczas którego mistrzowie tej dyscypliny zawalczą o punkty startowe do Pucharu Świata. Hintertux, najlepszy lodowiec dla wielbicieli białego szaleństwa według portalu Skiresort.info, coraz częściej odwiedzają Polacy i narodowe kadry narciarzy. Mimo doskonałych warunków pierwszy wyciąg krzesełkowy ruszył tutaj dopiero w 1949 r. Wcześniej do wioski Hintertux przyjeżdżali kuracjusze, aby korzystać z gorących źródeł. Lodowiec podchodził wówczas pod samą osadę. Od tamtej pory przesunął się 500 metrów w górę i jest w ciągłym ruchu. Niezapomnianych wrażeń dostarcza wizyta w Naturalnym Pałacu Lodowym (Natur Eispalast), znajdującym się 200 metrów poniżej szczytu Hintertuxa. W wąskiej szczelinie, gdzie schodzi się po ruchomych drabinkach, widać olbrzymie sople lodowe i zamarznięte wodospady. Największą atrakcję stanowią tu jednak niewątpliwie stoki narciarskie. Kolejka Gletscherbus 1 dowozi narciarzy na halę Sommerbergalm. Stamtąd możemy przesiąść się z kolei w Gletscherbus 2, aby dotrzeć do Tuxer Fernerhaus (2600 m n.p.m.) i ruszyć Gletscherbus 3 na wysokość ponad 3200 m n.p.m. lub nową 10-osobową Gefrorene Wand nieco niżej, bo na 3033 m n.p.m. Trasy na lodowcu nie uchodzą za łatwe, ale przyciągają jak magnes ze względu na rozpościerający się wokół las połyskujących w słońcu trzytysięczników.

 

Sankt Moritz – perła Szwajcarii

Wizyta w Sankt Moritz jest jak terapia w najlepszym SPA. Słońce świeci tutaj 322 dni w roku, a lecznicza moc miejscowych wód znana była już 3 tys. lat temu. Jak mówią Szwajcarzy, można tu wyleczyć serce, duszę i ciało. Wizytówką tego miejsca są luksusowe hotele Kulm Hotel St. Moritz, Carlton Hotel St. Moritz, Kempinski Grand Hotel des Bains czy Badrutt’s Palace, wysyłające po swoich gości rolls-royce’a z szoferem.  

Wśród szwajcarskich zimowych kurortów Sankt Moritz stanowi numer 1. Znajdują się w nim trzy ośrodki narciarskie i 350 km perfekcyjnie ubitych nartostrad. 6-dniowy karnet kosztuje 300 euro, ale rezerwując 6 noclegów w hotelu, dostaniemy od 20 października 2012 r. do 20 maja 2013 r. aż 50 proc. zniżki! Największą stacją jest Corviglia z najwyższym szczytem Piz Nair (3057 m n.p.m.), z którego w dół schodzi 30 tras. Dla amatorów spokojnej jazdy przygotowano specjalny szlak Paradiso. Każdy głodny narciarz powinien natomiast zajrzeć do La Marmite – położonej na wysokości 2486 m n.p.m. restauracji Reto Mathisa, który wydał wojnę fast foodom na stokach. Oferuje ona m.in. bliny z gryki z kawiorem czy carpaccio z czarnymi truflami (z własnej hodowli!) i łososiem.

FOT. ENGADIN ST. MORITZ-SWISS-IMAGE.CH/MICHAEL METTLER

Sankt Moritz, Szwajcaria

 

Stoki sąsiedniej Diavolezzy nie są tak atrakcyjne, ale wynagrodzą nam to bajkowe krajobrazy – majestatyczne szczyty ciągną się tu aż po horyzont. Po wjeździe kolejką linową na wysokość 2978 m n.p.m. można posilić się w restauracji, a nawet posiedzieć w jacuzzi pod gołym niebem! Potem pozostaje już tylko zjechać w dół 10-kilometrową trasą off-piste po Morteratsch (najdłuższy zjazd z lodowca w całej Szwajcarii). Według legendy Diavolezza była piękną diablicą, a każdy, kto się w niej zakochał, musiał zginąć.

Podczas pobytu w Sankt Moritz nie wolno również nie wykorzystać okazji do nocnego szusowania pod rozgwieżdżonym niebem po oświetlonym stoku w ośrodku Corvatsch. Co kilka metrów rozmieszczono tutaj bary z muzyką. 

 

Słowackie Tatry – nowe atrakcje u sąsiadów

Chcąc pokazać, że choć Tatry są niewysokimi górami, mogą śmiało konkurować z Alpami, Słowacy przygotowali na ten sezon wiele udogodnień, np. nowe wyciągi, szkółki narciarskie, jeszcze więcej armatek śnieżnych i bezpłatne parkingi przy stacjach kolejek. Najważniejszą tegoroczną inwestycją jest połączenie północnych i południowych stoków Chopoku (2024 m n.p.m.) nowoczesnymi 24- i 15-osobowymi gondolami. Z siedmiu największych słowackich ośrodków narciarskich możemy obecnie korzystać przy zakupie jednego karnetu elektronicznego Slovakia Super Skipass. Czeka w nich na nas 108 km tras, 29 kolejek linowych i 67 wyciągów. Za całosezonowy karnet wraz z wejściami do Aquaparku Tatralandia zapłacimy w tym sezonie 390 euro. Jeśli znudzi nam się Chopok, warto udać się do Szczyrbskiego Jeziora (Štrbské Pleso) lub Tatrzańskiej Łomnicy (Tatranská Lomnica), gdzie kolejka z 6-osobowymi wagonikami z podgrzewaną kanapą zawiezie nas w 7 min. do pośredniej stacji Štart, a potem nad Łomnicki Staw (Skalnaté pleso, 1751 m n.p.m.) i w końcu na samą Łomnicę (Lomnický štít, 2634 m n.p.m.).

FOT. SŁOWACKIE CENTRUM TURYSTYKI

Nowa kolejka gondolowa na Chopoku

 

Z jej szczytu rozpościera się przepiękna panorama Tatr. Chyba najbardziej swojsko Polacy poczują się jednak w Ski Bachledova,gdzie pamiętają jeszcze wyczyny narciarskie Bachledów z Zakopanego. Stolica polskich Tatr leży zresztą niecałe 40 km stąd. Niedawno ruszył tu w pełni automatyczny system sztucznego naśnieżania. Większość tras ma nachylenie na północną stronę, więc sezon trwa długo. Karnet na dzień kosztuje 22 euro. Do dyspozycji jest kilka wyciągów, w tym jeden wyłącznie dla dzieci, oraz dwie kolejki linowe. Aby odpowiednio zakończyć sportowe szaleństwa na stokach, wypada odwiedzić słowackie termy – Aquapark w Dolným Kubínie lub słynną Tatralandię w Liptowskim Mikulaszu (Liptovský Mikuláš). W tej ostatniej otworzono w grudniu 2012 r. Tropikalny Raj w kształcie muszli – doskonałe miejsce do relaksu, przypominające Karaiby. Natomiast w parku wodnym Gino Paradise Bešeňová na gości czeka nowy kryty basen termalny ze sztucznymi falami oraz wieża widokowa o wysokości 35 metrów z sześcioma zjeżdżalniami.  

 

Dolomity Superski – włoska karuzela

To największy region narciarski na świecie, gdzie można szusować, korzystając z jednego skipassu. Leży na terenie Trydentu-Górnej Adygi (Trentino-Alto Adige) w północnych Włoszech. Każdego roku przyjeżdża tu coraz więcej Polaków. Nic w tym dziwnego – w tym rejonie istnieje aż 450 wyciągów, a ponad 1200 km tras wije się u podnóży majestatycznych Dolomitów. Z karnetem Dolomiti Superski możemy zapuścić się do Val di Fassa, miejscowości Moena czy Val di Fiemme (Doliny Płomieni). Pomiędzy nimi kursują bezpłatne busy dla narciarzy. Nieco dalej leży San Martino di Castrozza, do którego dojazd samochodem jest trudniejszy, ale gdzie widoki naprawdę zapierają dech w piersiach. W tej część Włoch każdy miłośnik białego szaleństwa powinien odwiedzić Sella Rondę (Sellarondę). Dla niektórych to już narciarska klasyka, ale dla nowicjuszy ta słynna pętla stanowi spore przeżycie. 40-kilometrową trasę wokół masywu Sella mogą pokonać nawet średnio doświadczeni narciarze. Aby wrócić przed zmierzchem do punku startu, trzeba się jednak spieszyć. Sella Ronda, szalona karuzela narciarska, jest wymysłem włoskich inżynierów. Przeskakując z wyciągu na wyciąg, w ciągu kilku godzin można objechać aż cztery doliny.Pomarańczowe strzałki prowadzą zgodnie ze wskazówkami zegara z ośrodka Alta Badia w kierunku Arabby, Val di Fassa i Val Gardena, a zielone – w stronę przeciwną. Wybór punktu początkowego należy jedynie do nas. Po drodze krajobraz zmienia się niczym w kalejdoskopie – co chwilę oglądamy nową scenerię: surowe turnie, skalne ściany czy wierzchołki gór w kształcie baszt. Jakoś trudno sobie teraz wyobrazić, że przed milionami lat szumiało tutaj morze, a Dolomity powstały z raf koralowych. Dla zaczerpnięcia oddechu wjedźmy kolejką linową na najwyższy punkt widokowy – Rifugio Maria (2950 m n.p.m.). Restauracja na górze czasem serwuje szampana za darmo! Na trasie Sella Rondy narciarze mogą się też pożywić w Rifugio Comici, które słynie ze świeżych ryb. Delektowanie się krabami i ostrygami na wysokości ponad 2 tys. m n.p.m. dostarcza niekiedy równie dużo przeżyć, co zjazd czarną trasą Pucharu Świata z Piz la Villa. Każdego dnia włoską karuzelą przejeżdżają tysiące narciarzy, jednak nigdzie nie tworzą się kolejki.

 

Maso Corto – polska wyspa

Tę małą miejscowość w Górnej Adydze, czyli Tyrolu Południowym, odkryło już wielu wielbicieli białego szaleństwa z Polski. Położona u stóp lodowca Hochjoch (3280 m n.p.m.) na wysokości 2 tys. metrów zapewnia ośnieżone stoki przez okrągły rok. Znajdują się tu m.in. ciekawa rampa dla miłośników half-pipe’u, trasy do telemarku i carvingu, a przy sprzyjającym wietrze można nawet poszybować z nartami na lotni. Maso Corto nie jest jednak ośrodkiem tylko dla wyczynowców. Posiada też trasy wycieczkowe i saneczkowe. Kolejką w 6 minut wjedziemy na ponad 3 tys. metrów. Na lodowcu śnieg nadaje się do szusowania nawet w maju. Sporym wyzwaniem dla naszych nóg z pewnością okaże się 8-kilometrowa trasa, którą kiedyś przemierzali przemytnicy. Dużo krótsza, południowa będzie natomiast w sam raz na rozgrzewkę na początek dnia.

FOT. TOP***RESIDENCE KURZ

Maso Corto - Top Residence Kurz nocą

 

Na stokach działa kilka kameralnych schronisk, gdzie serwują bombardino (ajerkoniak na gorąco ze śmietanką) oraz przysmaki tyrolskiej kuchni. Mówi się, że Maso Corto dla polskich narciarzy odkryli instruktorzy z Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie podczas poszukiwań odpowiednich miejsc do treningów na tyczkach kilkanaście lat temu. Od tamtej pory Polacy na dobre zagościli w tej uroczej wiosce. Dziś często obok języka niemieckiego, powszechnie używanego w Tyrolu Południowym, czy włoskiego słyszy się tutaj także polski. Rodzime nazwy produktów umieszczane są nawet w tutejszych sklepach i barach. Kilkakrotnie organizowano już tzw. Polskie Dni w Maso Corto (ostatnie w czerwcu 2010 r.) z muzyką, zawodami sportowymi, festiwalem kuchni, pokazami mody i występami gwiazd. Ich gości kwaterowano w Top Residence Kurtz z 25-metrowym basenem, centrum Wellness i siłownią. Na koniec warto wspomnieć, że w okolicy znaleziono w 1991 r. szczątki Ötzi, czyli „człowieka lodu” zmarłego ok. 3300 lat p.n.e., który z miejsca stał się wielką atrakcją turystyczną. Postawiono mu nawet pomnik, a jego mumię umieszczono w pobliskim Muzeum Archeologicznym Górnej Adygi w Bolzano.

 

Vallnord i Grandvalira – pirenejski odlot

Zimą Księstwo Andory zamienia się w wielki ośrodek narciarski. Ośnieżone stoki oplecione są siecią nowoczesnych wyciągów. Czasem trochę tu wietrznie, ale najczęściej pogoda dopisuje, a szusowanie wśród malowniczej scenerii Pirenejów stanowi wielką przyjemność. Jeśli znudzą nam się narty, możemy spróbować jazdy psimi zaprzęgami lub na skuterach, pochodzić na rakietach śnieżnych albo zrobić zakupy w strefie wolnocłowej. Każdego roku Andora przyciąga coraz więcej polskich miłośników białego szaleństwa, czemu sprzyjają tanie połączenia lotnicze z Barceloną (Wizz Air czy Ryanair). Na miejscu do wyboru mamy dwie nowoczesne stacje, niczym nie ustępujące tym w Alpach: Vallnord i Grandvalirę. Pierwszą z nich okupują zazwyczaj młodzi pasjonaci snowboardu. W jej okolicy leżą trzy malownicze miejscowości – Arcalís, Arinsal i Pal. Z prawie 100 km tutejszych tras dwie posiadają homologację FIS (Międzynarodowej Federacji Narciarskiej).

Sąsiednia Grandvalira jest bardziej rodzinna i konserwatywna, ale to największy ośrodek narciarski w całych Pirenejach. Znajdziemy tu cztery świetne snowparki (w tym jeden nocny!) i ponad 200 km nartostrad: od zielonych dla początkujących aż po strome, których połowę oznakowano jako czerwone i czarne. Można stąd przeskoczyć na francuskie stoki w Porte des Neiges. Z 67 wyciągów wywożących w górę 100 tys. osób na godzinę większość to wygodne gondole (niektóre z nich mają podgrzewane krzesła). W miejscowości Soldeu, gdzie na czarnej trasie Avet rozgrywa się Puchar Świata w narciarstwie alpejskim kobiet, dla wygody narciarzy zainstalowano windy i schody ruchome! Z sąsiedniego Encamp szybko dostaniemy się na najwyższe szczyty nowoczesną koleją Funicamp. Po całym dniu spędzonym na nartach odpoczniemy natomiast w Caldea Thermoludic Centre z oddanym właśnie do użytku nowym centrum Wellness. To jedno z największych górskich SPA w Europie z basenami z gorącą wodą termalną, łaźniami tureckimi, saunami, fitness i gabinetami odnowy biologicznej. W małym Księstwie Andory mamy wszystko, czego dusza zapragnie.

 

Trzy Doliny – 600 km białego szaleństwa

Les Trois Vallées (Trzy Doliny) to, jak żartują Francuzi, największy cyrk narciarski świata. Mamy tu 600 km tras, które są gładkie i szerokie niczym autostrady, a w dodatku połączone tak misterną siecią wyciągów, że jeździ się po nich bez odpinania nart! Wokół nich wznoszą się zapierające dech w piersiach monumentalne Alpy. Serce Trzech Dolin stanowi Méribel, z którą sąsiadują słynne stacje Courchevel i Val Thorens. Na narciarzy czeka tutaj 40 gondoli (część gruntownie odnowionych), nazywanych przez Francuzów „bąblami”, a przez Anglików – „jajkami”. Duże wrażenie robią zwłaszcza dwie wysokogórskie kolejki – każda z nich zabiera do góry 160 osób! Z najwyższego szczytu Cime de Caron (3195 m n.p.m.) widać Mont Blanc (4810 m n.p.m.). Mówi się, że ten narciarski raj nigdy by nie powstał, gdyby nie miłość pewnego szkockiego pułkownika do Méribel. W 1938 r. stworzył on w tym miejscu alpejską stację (Méribel les Allues), która wkrótce stała się zimowym kurortem Brytyjczyków. Sąsiednia Val Thorens, leżąca na wysokości 2300 m n.p.m. (najwyżej położona stacja narciarska w Europie), przyciąga wielu młodych amatorów białego szaleństwa, pragnących sprawdzić się na jej trudnych stokach. W nieco snobistycznym Courchevel widuje się gwiazdy i polityków z pierwszych stron gazet. Ceny bywają w nim astronomiczne, w sam raz dla szejków z Arabii Saudyjskiej czy milionerów z Rosji, którzy bez mrugnięcia oka płacą po 1000 euro za nocleg. Dzięki częstszym połączeniom lotniczym z Polski do Lyonu i Genewy oraz sieci shuttle busów, które sprawnie przewiozą nas w góry, marzenia o szusowaniu na tutejszych stokach mogą teraz łatwo się ziścić. Aby przyjechać do Trzech Dolin, tak naprawdę wcale nie trzeba być krezusem. Wystarczy pamiętać, że koszty wyjazdu będą dużo mniejsze, jeśli zamieszka się w komfortowym apartamencie z własnym wyżywieniem.   

 

Czechy – teraz jeden skipass

U naszych kolejnych południowych sąsiadów, czyli Czechów, mamy 450 km tras zjazdowych w ponad 200 ośrodkach narciarskich. Najsłynniejszy z nich to Szpindlerowy Młyn (Špindlerův Mlýn) w Karkonoszach, ok. 50 km od polskich Jakuszyc. Na narciarzy czeka w nim 25 km nartostrad, kilkanaście wyciągów orczykowych i cztery krzesełkowe, a na snowboardzistów – duży snowpark. Miejsc, gdzie można poszaleć na desce, jest zresztą w Czechach znacznie więcej. Warto wymienić choćby kompleksy w malutkich Rejdicach na pograniczu Karkonoszy i Gór Izerskich, a także w Rudawach – najlepsza czeska U-rampa. Ofertę wzbogaciły nowe ośrodki Kouty nad Desnou w paśmie Jesioniki (Jeseníky) czy Skipark Červená Voda w Górach Orlickich. W niektórych z nich – Pecu pod Śnieżką i Czarnej Górze (Černá hora) – można już korzystać ze wspólnego skipassu. Najmłodsi miłośnicy białego szaleństwa nauczą się jeździć na nartach pod okiem instruktorów w specjalnie wydzielonych parkach. Największy z nich znajduje się w Lipnie na Szumawie. Z kolei w Harrachovie na dzieci czekać będzie zamek ze śniegu, a w mieście Kašperské Hory – snowtubing w rynnie oraz slalom z postaciami z bajek. Kompleks narciarski Malá Úpa (SKiMU) we wschodnich Karkonoszach (zaledwie 25 km od Karpacza) zaprasza na rodzinny wypoczynek. To jeden z najwyżej położonych ośrodków w Czechach – dolna stacja wyciągu usytuowana jest tutaj na wysokości ponad 1000 m n.p.m. W tegorocznym sezonie w Malej Úpie dzieci do lat 6 jeżdżą na nartach za darmo. Amatorzy białego szaleństwa mogą zakupić Karkonosze Regioncard – pierwszą czesko-polską regionalną kartę gościa, która uprawnia do ponad 250 atrakcyjnych zniżek po obu stronach granicy. Jej zimowy wariant (ważny przez 14 dni od 1 listopada 2012 r. do 30 kwietnia 2013 r.) obejmuje rabaty m.in. na wyciągi, wypożyczalnie i serwisy sprzętu, szkółki narciarskie, ośrodki SPA & Wellness, restauracje, sklepy czy muzea. Cena karty dla osoby dorosłej wynosi 17 zł. W dniach 11–15 stycznia w osadzie Pustevny w Beskidach obejrzymy lodowe rzeźby. Poza tym między 22 a 26 stycznia 2013 r. odbędą się tu wyścigi psich zaprzęgów. A jeśli znudzą się nam te wszystkie atrakcje, warto połączyć wyjazd na narty z kuracją w Mariańskich lub Jańskich Łaźniach czy też Luhačovicach.

 

Bansko – narodziny gwiazdy

Bułgaria od dawna, oprócz wybrzeża Morza Czarnego i jego pięknych plaż, oferuje znakomite stoki narciarskie. Kto lubi wielkomiejski blichtr, wybierze masyw górski Witosza w sąsiedztwie Sofii. Wyciągi krzesełkowe, gondola i snowpark czekają tu zarówno na początkujących narciarzy, jak i mistrzów dwóch desek. Podobnie w Pamporowie, które uchodzi za perłę wśród bułgarskich stacji w paśmie Rodopów – prawie 40 km tras, szkółki narciarskie, a przy stokach sympatyczne tawerny. Ostatnio jednak furorę robi przede wszystkim Bansko – namaszczone przez samego Alberto Tombę, który miał powiedzieć, że to najlepszy ośrodek sportów zimowych w Europie Wschodniej. W przeciwieństwie do Pamporowa, gdzie stoki są dość łagodne, tu każdy znajdzie coś dla siebie. Spośród 70 km nartostrad większość jest sztucznie naśnieżana. Sam ośrodek robi duże wrażenie – hotele, wyciągi, trasy lśnią nowością jak w zachodnich stacjach. Co pół godziny kursują darmowe busy dla narciarzy, a po białym szaleństwie czeka na nas 200 malowniczych tawern w miasteczku. W restauracji Veselo Selo odbywają się pokazy folklorystyczne, podczas których można spróbować bułgarskiej kuchni i mocnej rakii.

 

Turcja – egzotyka na stoku

Narty w Turcji?! Dziś nikogo nie zdziwi taki wybór kierunku wyjazdu zimowego. Do Erzurum, stolicy całego regionu narciarskiego (ponad 380 tys. mieszkańców), można dostać się samolotem, odkąd powstał tu międzynarodowy port lotniczy. Stąd blisko już do nowoczesnych stacji dla amatorów białego szaleństwa w Górach Pontyjskich. W 2011 r. odbyła się tutaj Zimowa Uniwersjada, a rok później Mistrzostwa Świata Juniorów w narciarstwie klasycznym. Najbardziej znanym ośrodkiem narciarskim jest Palandöken, położony zaledwie ok. 5 km od Erzurum. Do dyspozycji mamy w nim 9 wyciągów, w tym dwie gondole, oraz 22 trasy, a wśród nich slalomowe FIS, poprowadzone na wysokości 2200–3200 m n.p.m. Sezon trwa tu od połowy grudnia do maja. Kontynentalny klimat sprawia, że drobny i suchy śnieg wręcz idealnie nadaje się dla narciarzy. Niecałe 20 km od Erzurum znajdziemy inny nowoczesny ośrodek – Konaklı Alp Disiplini Kayak Tesisi. Wybudowano go na potrzeby Zimowej Uniwersjady, dysponuje 6 wyciągami krzesełkowymi i ciekawymi trasami. Wielbiciele dużych prędkości zazwyczaj okupują przejazd przygotowany do slalomu giganta, gdzie mogą poczuć się prawie jak słynny Herminator, Hermann Maier…


 

Artykuły wybrane losowo

Euro 2012 – szczęśliwa trzynastka

MICHAŁ DOMAŃSKI

 


   FOT STADION.LVIV.UA

Milowymi krokami zbliżają się XIV Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2012, oficjalnie UEFA EURO 2012™. Do ich rozpoczęcia pozostało już jedynie kilkadziesiąt dni. Odbędą się one w Polsce i na Ukrainie od 8 czerwca do 1 lipca br. Jest to największa impreza sportowa na Starym Kontynencie i trzecia – pod względem zainteresowania kibiców i widzów – na całym globie (po Letnich Igrzyskach Olimpijskich i Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej). Turniej zacznie się na Stadionie Narodowym w Warszawie i zakończy na Stadionie Olimpijskim w Kijowie. Mistrzostwa zagoszczą jeszcze na 6 innych obiektach piłkarskich: Stadionie Miejskim we Wrocławiu, PGE Arenie w Gdańsku, Stadionie Miejskim w Poznaniu, Donbass Arenie w Doniecku, Stadionie Metalist w Charkowie oraz Arenie Lwów we Lwowie. Większość z 8 miast gospodarzy UEFA EURO 2012™, a także centrów pobytowych, ośrodków treningowych reprezentacji narodowych uczestniczących w turnieju, jak np. Kraków, Kołobrzeg, Jachranka, Sopot czy Wieliczka, to popularne kierunki turystyczne. Podczas mistrzostw rozegranych zostanie 31 meczów, w tym 15 w naszym kraju. W imprezie uczestniczyć będzie 16 drużyn. W Polsce zamieszka w sumie 13 reprezentacji narodowych, a na Ukrainie tylko 3. Z tego powodu to właśnie do nas, a nie do naszych wschodnich sąsiadów, przyjedzie zdecydowanie więcej kibiców piłkarskich i turystów z całej Europy (i nie tylko!).

Więcej…

W wietrznej hiszpańskiej Galicji

 

KATARZYNA KULESZA

www.hiszpanskiejedzenie.pl

 

 

pilgrim-at-the-cathedral

© TURISMO DE SANTIAGO/SANTIAGOTURISMO.COM

 

Jest takie miejsce w Hiszpanii, w którym ocean wdziera się w ląd, aby pozostawić po sobie niezwykłe skarby. Jeszcze do niedawna mówiono o nim, że stanowi koniec świata, gdzie nadal wierzy się w czarownice i zabobony, a ciągle żywa tradycja wywiera ogromny wpływ na kulturę, kuchnię i zachowanie ludzi. Przed wiekami św. Jakub Apostoł wybrał się tutaj, żeby szerzyć chrześcijaństwo. Dzisiaj tysiące pielgrzymów przybywa modlić się przy jego grobie w Santiago de Compostela.

 

Wspólnota autonomiczna Galicja (Galicia, Galiza) leży w północno-zachodniej części Hiszpanii. W jej skład wchodzą cztery prowincje: A Coruña (La Coruña), Lugo, Ourense (Orense) i Pontevedra. Od północy i zachodu region oblewają wody Atlantyku. Południowa granica oddziela go od Portugalii, a jego wschodnie tereny sąsiadują ze wspólnotami Asturia oraz Kastylia i León. Obowiązują tu dwa języki urzędowe: galicyjski i hiszpański. Galicja kojarzy się przede wszystkim ze swoją stolicą Santiago de Compostela, w której wedle tradycji spoczywają szczątki św. Jakuba Większego Apostoła, zmarłego najprawdopodobniej w 44 r. n.e. Jednak ten rejon kraju ma dużo więcej do zaoferowania. Wzdłuż wybrzeża (mającego wraz z okolicznymi wysepkami ponad 1660 km długości) ciągną się piękne plaże, w miastach czekają na nas ciekawe zabytki, w restauracjach i barach napijemy się wyśmienitego wina i zjemy pyszne dania z owoców morza i ryb, a na naszej drodze spotkamy niezmiernie sympatycznych mieszkańców tej krainy.

 

Hiszpanie tak naprawdę nie tworzą całkowicie jednolitego społeczeństwa. Różnią się pod względem tradycji i kultury, temperamentu, cech charakteru czy sposobu życia w zależności od regionu, który zamieszkują. Innych ludzi napotkamy w słonecznej Andaluzji, a innych w wietrznej i pachnącej oceanem Galicji. Tutaj życie od zawsze związane było z morzem i ziemią. Galicjanie utrzymują się głównie z rybołówstwa, rolnictwa, leśnictwa, a także hodowli. Uchodzą za osoby pracowite, oddane rodzinie i przywiązane do swoich tradycji. To właśnie w Arteixo (Arteijo) w obszarze metropolitalnym miasta A Coruña (La Coruña) ma swoją siedzibę koncern Inditex (Industria de Diseño Textil), zarządzający m.in. takimi markami jak Zara, Pull&Bear, Bershka, Oysho, Stradivarius czy Massimo Dutti. Jej współzałożyciel i obecnie większościowy udziałowiec Amancio Ortega jest najbogatszym człowiekiem w Europie (i drugim na świecie), ale mimo tak ogromnego majątku (ok. 72,2 mld euro) wciąż mieszka i pracuje w Galicji.

 

Plaża Katedr koło miejscowości Ribadeo

playa-catedrales

© TURISMO DE GALICIA

 

PÓŁNOCNE KLIFY

 

Podróż po regionie zaczniemy od jego północno-wschodniego wybrzeża. Tę część Hiszpanie nazywają Rías Altas. Głębokie doliny rzeczne przecinające górzyste tereny przekształcają się tu w zatoki, powstające w wyniku podnoszenia się poziomu wód morskich lub obniżenia lądu. Liczne półwyspy rozciągają się zazwyczaj prostopadle do linii brzegowej. Tego typu wybrzeże, zwane riasowym, jest zresztą charakterystyczne dla całej Galicji. Właśnie ze względu na nie tutejsza gospodarka opiera się na połowach i uprawie roli. W rejonie zatok występuje wielkie bogactwo ryb i owoców morza, a woda ze spływających do oceanu rzek użyźnia okoliczne pola. Na północy regionu wznoszą się przepiękne klify, pojedyncze skały wyrastają w niedalekiej odległości od brzegu albo pojawiają się na plażach po odpływie. Rozbijają się o nie wzburzone fale. Często wieją tu też silne wiatry. Krajobrazy wybrzeża Rías Altas są dzikie i dziewicze.

 

Najpierw zaglądamy do Ribadeo, typowego nadmorskiego miasta z urokliwym portem, położonego u ujścia rzeki Eo, przy granicy z Asturią. Mniej więcej 10 km na zachód od niego znajduje się Praia das Catedrais (Playa de Las Catedrales) – jedna z najczęściej fotografowanych plaż w Hiszpanii. Słynie ona z ogromnych skalnych łuków przypominających te we wnętrzach średniowiecznych katedr. Podczas odpływu można podziwiać je z bliska w trakcie spaceru po odkrytym piaszczystym brzegu. Ze względu na duże zainteresowanie wśród turystów, którzy przyczyniają się swoją obecnością do niszczenia tego pięknego zakątka, w 2015 r. wprowadzono dzienny limit odwiedzających (maksymalnie do 4812 osób) oraz konieczność uzyskania zezwolenia na wejście w okresie świąt Wielkanocy i sezonie letnim (od 1 lipca do 30 września). Wcześniejszej darmowej rezerwacji dokonamy na stronie internetowej ascatedrais.xunta.gal (w tym roku wymaganej od piątku 7 kwietnia, kiedy to rozpoczyna się weekend przed Wielkim Tygodniem – Semana Santa). Warto również wybrać się na malowniczą wysepkę Pancha (Illa Pancha), oddaloną od Ribadeo o ok. 3 km.

 

Po drodze do miasta A Coruña należy zatrzymać się na przylądku Ortegal (Cabo Ortegal) oddzielającym Zatokę Biskajską i Morze Kantabryjskie od otwartego Oceanu Atlantyckiego. To drugi po Estaca de Bares najdalej na północ wysunięty punkt Półwyspu Iberyjskiego. Niedaleko niego znajduje się najwyższy klif w Hiszpanii i kontynentalnej części Europy – Vixía Herbeira (613 m). Mniej więcej 9 km od Ferrol, ważnego centrum stoczniowego w Galicji, leży pokryta jasnym piaskiem plaża Doniños, która ze względu na spore fale cieszy się dużą popularnością wśród surferów.

 

Niemal 250-tysięczna A Coruña stanowi bardzo ważny ośrodek przemysłowy i finansowy regionu. Jak wspominałam, w tej okolicy ma swoją siedzibę firma Inditex, stąd wypływają także największe statki przeznaczone do połowów i przetwarzania ryb. Mówi się, że miasto jest otwarte na Atlantyk, zawsze wietrzne i często deszczowe. Można w nim dostrzec ślady po Celtach i Rzymianach. Ci ostatni pozostawili po sobie 57-metrową latanię morską, zwaną Wieżą Herkulesa (Torre de Hércules, z ok. I–II w.). W 2009 r. wpisano ją na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To najstarsza zachowana rzymska budowla tego typu i najstarsza działająca latarnia morska na świecie. Warto pokonać 235 stopni schodów, żeby móc podziwiać z góry wspaniały widok na wybrzeże i okoliczne zabudowania. Przepiękny nadmorski deptak doprowadzi nas do pobliskich plaż: Riazor, Orzán, Matadero, As Lapas i San Amaro.

 

Wielu pielgrzymów kończy wędrówkę dopiero na przylądku Fisterra

Pilgrims on Cape of Fisterra

 

 

NA KOŃCU KONTYNENTU

 

Do najdalej na zachód wysuniętych punktów Europy należy galicyjski przylądek Fisterra (hiszp. Cabo Finisterre, po łacinie wyrażenie finis terrae oznacza „koniec ziemi”, „koniec świata”). Jest on dla wielu punktem końcowym szlaku pielgrzymkowego nazywanego Drogą św. Jakuba (Camiño de Santiago, Camino de Santiago). Obecnie większość chrześcijan kończy swoją wędrówkę w Santiago de Compostela, są jednak i tacy, którzy docierają do tego dawnego końca świata. Pod stojącym tutaj krzyżem leżą buty, muszle i kamienie z liczbą przebytych kilometrów pozostawione przez pielgrzymów. Oprócz tego na przylądku znajduje się latarnia wybudowana w 1868 r. Rozpościera się stąd zapierający dech w piersiach widok na bezkresny ocean. W pobliskim miasteczku Fisterra warto zwiedzić Kościół Matki Boskiej Piaskowej (Igrexa de Santa María das Areas) z XII stulecia. Jego wnętrze zdobi ołtarz z rzeźbą Chrystusa z Fisterry (Santísimo Crísto de Fisterra).

 

Za przylądkiem, który stanowi fragment Wybrzeża Śmierci (Costa da Morte, Costa de la Muerte), aż do granicy z Portugalią rozciąga się region Rías Baixas (Rías Bajas). Podobnie jak w przypadku Rías Altas wypełniają go zatoczki, rozlewiska, wyspy i półwyspy. Jest tu jednak spokojniej, nie ma aż tylu klifów i można łatwiej dostać się do szerokich piaszczystych brzegów. Obok okolic Santiago de Compostela ten rejon uchodzi za najbardziej turystyczną część Galicji. Znajdują się w nim najładniejsze plaże, kurorty z licznymi hotelami i restauracjami. Dużą popularnością cieszy się Praia das Rodas w archipelagu Wysp Cíes (Illas Cíes), należących do Morsko-Lądowego Parku Narodowego Atlantyckich Wysp Galicji (Parque Nacional Marítimo-Terrestre das Illas Atlánticas de Galicia). Ma ona długość niemal 1,2 km, a oblewają ją krystalicznie czyste wody. Często otrzymuje też tytuł najpiękniejszej plaży na świecie według różnych rankingów (np. słynnego brytyjskiego dziennika The Guardian z lutego 2007 r.). Na wyspy Monteagudo i Faro regularnie kursują statki z miasta Vigo. Nie wolno zabierać ze sobą jednak zwierząt czy rowerów. Na archipelagu działają trzy restauracje i kemping. Najdłuższa w Galicji jest z kolei otoczona wydmami Praia de Carnota (ponad 7 km), położona ok. 40 km od przylądka Fisterra. W miejscowości Carnota znajduje się jeden z największych spichlerzy w regionie (hórreo galego). Budowla ma prawie 35 m długości i pochodzi z XVIII w. Tego rodzaju kamienne bądź drewniane magazyny są symbolem tej części Hiszpanii i nieodzownym elementem jej krajobrazu.

 

Do najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc na tym wybrzeżu zalicza się przede wszystkim Ribeira (Riveira). To nadmorskie miasto słynie z pobliskich przepięknych wydm (Dunas de Corrubedo) oraz lagun Carregal i Vixán. Mniej więcej 7 km stąd (w Oleiros) natkniemy się na pozostałości po grobowcu wzniesionym w okresie neolitu, w IV tysiącleciu p.n.e. (Dolmen de Axeitos). Dalej na północny wschód leży Rianxo (Rianjo) z plażami Torre (Praia da Torre) i As Cunchas (Praia das Cunchas). Miejscowość warto odwiedzić w połowie lipca w trakcie uroczystości ku czci Matki Boskiej z góry Karmel, patronki hiszpańskich rybaków i marynarzy. Z tej okazji odbywa się wówczas barwna morska procesja, w której uczestniczą kutry rybackie. Polecam również wybrać się na urozmaiconą degustacją wycieczkę statkiem do brzegów, gdzie zbiera się małże.

 

Do najbardziej turystycznych miasteczek w rejonie Rías Baixas należą O Grove (El Grove) i Sanxenxo (Sangenjo). To pierwsze słynie z październikowego festiwalu owoców morza – Festa do Marisco. Sanxenxo szczyci się klimatycznym nadmorskim deptakiem, wieloma restauracjami i hotelami. Między nimi rozciąga się znana plaża Lanzada (Praia da Lanzada), pokryta jasnym piaskiem i sąsiadująca z wydmami. Szczególnie cenią ją surferzy i windsurferzy.

 

W drodze do granicy z Portugalią mija się dwa duże galicyjskie miasta Pontevedra (prawie 85 tys. mieszkańców) i Vigo (300-tysięczne), ośrodki portowe i przemysłowe. Z pierwszego dostaniemy się statkiem na małą wyspę Ons (4,14 km² powierzchni), zamieszkaną przez ok. 80 osób, które trudnią się głównie zbieraniem jednych z najdroższych owoców morza, czyli skorupiaków nazywanych percebes. Według opinii wielu ekspertów podaje się tu najlepszą ośmiornicę w Galicji. W odległości ponad 25 km od Pontevedry znajduje się Parque Arqueolóxico da Arte Rupestre Campo Lameiro (PAAR) – park archeologiczny prezentujący sztukę naskalną. Podczas wizyty zwiedza się muzeum z bogatą ekspozycją, strefę z petroglifami i replikę wioski z epoki brązu.

 

Na koniec warto jeszcze wymienić dwie nadmorskie miejscowości. W Marín (między Pontevedrą i Vigo) funkcjonuje słynny targ rybny, na którym wiele sklepów i restauracji zaopatruje się w świeże owoce morza i ryby prosto z kutrów. A Guarda (La Guardia) leży przy granicy z Portugalią i ujściu najdłuższej galicyjskiej rzeki Miño (307,5-kilometrowej). Znajdują się koło niej dość dobrze zachowane pozostałości po celtyckiej osadzie – Castro de Santa Trega.

 

CYWILIZACJA I PRZYRODA

 

Po odwiedzeniu wybrzeża pora wyruszyć do wnętrza regionu. Najpierw udamy się z wizytą do 100-tysięcznego Lugo. Miasto założyli ok. 25 r. p.n.e. Rzymianie, choć najprawdopodobniej pierwszą wioskę na tych terenach zbudowali już Celtowie. Zachowały się w nim potężne mury obronne z czasów rzymskich o długości niemal 2,3 km (muralla romana de Lugo). Od 2000 r. widnieją one na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W historycznym centrum miasta warto zajrzeć do Katedry (Catedral de Santa María), której budowę rozpoczęto w XII stuleciu, Muzeum Lugo (Museo Provincial de Lugo) w dawnym Klasztorze św. Franciszka (Convento de San Francisco), pozostałości rzymskiego domu (Casa dos Mosaicos) i term z ok. 15 r. p.n.e. Niecałe 100 km na północny zachód od Lugo znajduje się Fragas do Eume, park naturalny stanowiący idealne miejsce dla miłośników dziewiczej natury. Za jego największy skarb uchodzi świetnie zachowany atlantycki wilgotny las strefy umiarkowanej. Obszar chroniony zajmuje ponad 9,1 tys. ha i rozciąga się wzdłuż rzeki Eume aż do jej ujścia do oceanu.

 

Inną przyrodniczą perełkę Galicji odkryjemy na południe od Lugo. Mowa o regionie Ribeira Sacra ze spektakularnymi kanionami rzek Miño, Sil i Cabe. W pobliżu rozsianych jest aż 18 klasztorów, które udostępniono do zwiedzania. Powstały one w okresie średniowiecza. Warto wybrać się na wycieczkę statkiem po tutejszych rzekach. Z pokładu podziwiać można m.in. rozległe winnice, które zakładane były na tym terenie już w czasach rzymskich. Produkowane tu doskonałe wino oznacza się chronioną nazwą pochodzenia (Denominación de Orixe Ribeira Sacra).

 

Trzecie najludniejsze galicyjskie miasto stanowi położone na południu niemal 110-tysięczne Ourense (Orense). Najważniejszą jego atrakcją są źródła termalne. W wielu miejscach można skorzystać z dobroczynnych kąpieli w leczniczych wodach. Na zainteresowanie zasługują szczególnie romańsko-gotycka Katedra św. Marcina z Tours (Catedral de San Martiño), zabudowania historycznego centrum miasta, odrestaurowane ruiny łaźni z czasów Rzymian, dawny XIV-wieczny Klasztor św. Franciszka (Claustro de San Francisco) i 370-metrowy most na rzece Miño (Ponte Maior lub Ponte Vella), odbudowany w 1230 r. z wykorzystaniem fragmentów rzymskich i używany do dziś jako przeprawa piesza. Leżąca w prowincji Ourense zabytkowa Ribadavia (5 tys. mieszkańców), nosząca krótko tytuł stolicy Królestwa Galicji w drugiej połowie XI stulecia za panowania Garcíi II (1042–1090), uchodzi za kolebkę win oznaczanych regionem pochodzenia Ribeiro (Denominación de Orixe Ribeiro). Organizuje się w niej festiwale tego szlachetnego trunku. W pierwszych miesiącach roku warto zawitać do miejscowości Xinzo de Limia (Ginzo de Limia) i Laza, gdzie odbywają się niezmiernie barwne fiesty karnawałowe.

 

Fragment potężnych rzymskich murów obronnych zachowanych w mieście Lugo

02-Roman Walls of Lugo

© TURISMO DE GALICIA

 

POD OPIEKĄ ŚWIĘTEGO

 

Santiago de Compostela swoją sławę celu licznych pielgrzymek zawdzięcza św. Jakubowi Apostołowi, który przybył na te ziemie, żeby ewangelizować ludność celtycką. Przyjmuje się, że po tym jak został ścięty w Jerozolimie, jego szczątki przewieziono do Galicji, lecz przez wiele lat nie było wiadomo, gdzie je złożono. Zgodnie z tradycją dopiero w 813 r. eremita Pelagius odnalazł grobowiec ucznia Jezusa. Według legendy drogę do miejsca pochówku wskazały mu światła na niebie. Na grobie powstało sanktuarium, a wokół niego dość szybko zaczęło rozwijać się miasto. Budowla nie przetrwała jednak najazdu Arabów. Zburzono ją w 997 r. na polecenie Almanzora (938–1002), wezyra Hiszama II (Al-Hakama II), władcy kalifatu kordobańskiego.

 

Obecną Katedrę zaczęto wznosić w 1075 r. Od tego czasu Santiago de Compostela szybko zyskiwało sobie coraz większą popularność wśród pielgrzymujących chrześcijan. Świątynię konsekrowano w kwietniu 1211 r. W 1495 r. założono przy niej szkołę, przekształconą później w uniwersytet (Universidade de Santiago de Compostela – USC). Katedrę często przebudowywano w XVI–XVIII w. Od XVII stulecia św. Jakub Apostoł jest patronem Hiszpanii. Średniowieczna część miasta (cidade vella) w 1985 r. trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Słynna świątynia powstała jako budowla romańska, a z czasem została uzupełniona o gotyckie i barokowe elementy architektoniczne. Zdobią ją liczne dzieła sztuki, przede wszystkim kompozycje płaskorzeźb, takie jak Fasada Złotników (Fachada das Pratarías) na południowej elewacji czy Portyk Chwały (Pórtico da Gloria). Katedra imponuje swoimi rozmiarami. Ma cztery fasady, a największa z nich – zachodnia (Fachada do Obradoiro) – wychodzi na plac Warsztatu (Praza do Obradoiro). Można na niej podziwiać przedstawienia św. Jakuba Apostoła i jego dwóch uczniów. Poza tym od tej strony wznoszą się dwie wieże (o wysokości od 75 do 80 m), a do środka prowadzą dwa rzędy schodów. Inny skarb świątyni stanowi Botafumeiro – wielka kadzielnica (trybularz) z 1851 r. Wisi ona pod sklepieniem, na skrzyżowaniu naw. Do jej rozkołysania wciąż służy mechanizm pochodzący z 1604 r. Ogromne posrebrzane naczynie o wysokości 1,6 m wykonano ze stopu brązu i mosiądzu. Lina, na której jest podwieszone, ma długość 65 m, grubość 5 cm i wagę 90 kg. W trakcie mszy i nabożeństw kadzielnicę wprawia w ruch ośmiu mężczyzn, tzw. tiraboleiros. W architekturze historycznej części Santiago de Compostela mieszają się ze sobą style romański, gotycki i barokowy. Warto odwiedzić place: Quintana, Pratarías i Abastos, dawny Klasztor św. Marcina z Tours (Mosteiro de San Martiño Pinario, ufundowany w X i rozbudowany w XVI w.), szpital dla pielgrzymów z początku XVI stulecia (Hospital Real de Santiago de Compostela) czy kolegia: św. Hieronima (Colexio de San Xerome), św. Jakuba Mniejszego (Colexio de Santiago Alfeo) i San Clemente (Colexio Maior San Clemente, nazwane tak na cześć biskupa Juana de San Clemente).

 

Sławę miastu przyniosła także wspomniana Droga św. Jakuba, czyli szlak pielgrzymkowy wiodący do grobu ucznia Jezusa. Do Santiago de Compostela prowadzi wiele tras, najbardziej znana jest Droga Francuska – Camiño Francés(umieszczona w 1993 r. wraz z innymi szlakami północnej Hiszpanii na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Na taką wyprawę wybierają się ludzie z całego świata. Często wędrówka stanowi próbę zwyciężenia własnych słabości bądź okazję do głębszej refleksji nad życiem. Niektóre osoby wyruszają do miejsca pochówku apostoła z konkretną intencją, np. pragną prosić Boga o zdrowie czy wybaczenie. Poszczególne trasy oznaczone są znakami (muszlami św. Jakuba, symbolem pielgrzymów). Minimalny odcinek uznawany za przejście Drogi św. Jakuba wynosi 100 km pieszej wędrówki. Jeden ze szlaków, dość popularny wśród Hiszpanów, zaczyna się w zabytkowej miejscowości Sarria, położonej na południowy wschód od Lugo. Na nocleg można zatrzymać się w jednym z wielu schronisk zwanych albergue (za noc zapłacimy 6 euro) i hoteli o różnym standardzie (w okresie letnim lepiej dokonać wcześniejszej rezerwacji). Po przejściu każdego etapu należy podbić paszport pielgrzyma (zrobimy to np. w restauracjach i obiektach hotelowych). Dzięki temu otrzymamy później oficjalny certyfikat ukończenia wędrówki Drogą św. Jakuba. Wystawia go Biuro Przyjęcia Pielgrzyma (Oficina de Acogida al Peregrino) znajdujące się niedaleko Katedry w Santiago de Compostela.

 

UCZTA DLA PODNIEBIENIA

 

Bez wątpienia do największych atrakcji Galicji zalicza się jej kuchnia bazująca na świeżych rybach i owocach morza. Jednymi z najdroższych przysmaków są percebes, czyli kaczenice. Wysoką cenę tłumaczy fakt, że ich zbieranie, które odbywa się ręcznie, jest niezmiernie niebezpiecznym zajęciem. Trudniący się tym percebeiros często ryzykują swoje zdrowie i życie. Skorupiaki te rozwijają się przyczepione do skał. Aby się do nich dostać, zbieracze spuszczają się na linach z wysokich klifów i czekają na moment odpływu fali. Percebes przyrządza się bardzo łatwo – gotuje się je po prostu w osolonej wodzie.

 

Oprócz tego w tutejszych knajpkach podaje się homara europejskiego (lumbrigante lub bogavante azul), poławianego w Atlantyku w okolicach wybrzeży Galicji, Wysp Brytyjskich, Norwegii, Azorów czy Maroka. Serwuje się go po ugotowaniu, upieczeniu na grillu lub w zupie albo z ryżem. Popularnością cieszą się też trzy typy krabów: centola, nécora i boi de mar. Wrzuca się je do garnka z wodą z odrobiną soli. Mięso wyjada się z wnętrza pancerza. Zarówno kraby, jak i homary powinny być żywe przed przyrządzeniem. Dlatego warto ich spróbować właśnie w Galicji nad Oceanem Atlantyckim.

 

Poza najbardziej znanymi małżami w tym rejonie spożywa się jeszcze m.in. sercówki (cárdidos czy berberechos) oraz takie gatunki mięczaków jak ameixa babosa (almeja babosa), ameixa xaponesa (almeja japonica) i ameixa fina (almeja fina). Najwięcej kosztują te ostatnie, które są jednocześnie najbardziej poszukiwane. Podaje się je z winem, w sosie z pomidorami, z solą i cytryną (po ugotowaniu), w paelli albo zupie. W sklepach można również kupić małże w puszce. Na zainteresowanie smakoszy zasługują na pewno także ostrygi (ostras, jedzone po skropieniu jedynie sokiem z cytryny), zamburiñas (serwowane w cieście) i muszle św. Jakuba (vieiras, zapiekane w piekarniku). Na koniec nie wolno zapomnieć o małych delikatnych i smacznych krewetkach (camaróns), homarcach (cigalas, lagostinos), okładniczkach (navallas) i ośmiornicach. Danie polbo á feira (po hiszpańsku pulpo a la gallega, czyli ośmiornica po galicyjsku) to jeden z symboli Galicji.

 

Uzupełnienie posiłku z regionalnych produktów stanowią – oczywiście – wyśmienite lokalne wina, chronione znakiem pochodzenia z obszarów Monterrei, Rías Baixas, Ribeira Sacra, Ribeiro i Valdeorras. Do najbardziej znanych i cenionych szlachetnych trunków należą te wytwarzane z białej odmiany winorośli albariño. Jedno jest pewne – w Galicji czeka nas najprawdziwsza uczta, zarówno dla duszy, jak i ciała.

 

Bali – perła Indonezji

Balijki w bogato zdobionych kostiumach w trakcie tańca legong

Photo Balinese - Kopia

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

MARTINA ZAWADZKA

http://lovelajf.pl/

 

Bali od stuleci przyciąga turystów i podróżników z całego świata. Odwiedzają oni wyspę ze względu na jej wielowiekową kulturę, zapierające dech w piersiach krajobrazy i egzotyczną przyrodę. Pragną osobiście przekonać się, czy wszystko, co słyszeli na jej temat, jest prawdą. Po kilku dniach od przybycia na miejsce wiedzą już, że na Bali czeka ich dużo więcej. W tym niezwykłym zakątku ziemi mieszkają przecież przyjaźni, uśmiechnięci ludzie i od samego początku daje się wyczuć panującą w nim specyficzną atmosferę duchowości. Większość obcokrajowców w chwili wylotu zdaje sobie sprawę, iż nie była tu po raz ostatni i na pewno wróci odkrywać kolejne sekrety tego fascynującego lądu.

 

Tworzące piękne tarasy pola ryżowe nawadniane systemem przelewowym

rice flields Bali Mkhail Tsyganov

 

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE/MKHAIL TSYGANOV

 

Indonezja leży na 17 508 wyspach, z których w przybliżeniu jedna trzecia – ok. 6 tys. – pozostaje stale zamieszkana. Zdecydowanie najpopularniejsza jest Bali, wchodząca w skład archipelagu Małych Wysp Sundajskich, położonego na granicy Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego. Znajduje się ona między znacznie większą od siebie Jawą (dzieli je cieśnina Bali) a nieco mniejszą Lombok (odseparowane są cieśniną Lombok). Stolicę prowincji stanowi 850-tysięczne miasto Denpasar, w linii prostej oddalone od Warszawy o ok. 11 tys. km. Bali ma powierzchnię zaledwie 5780 km2 (razem z sąsiednimi wysepkami Nusa Penida, Nusa Lembongan czy Nusa Ceningan), czyli trochę mniej niż połowa województwa świętokrzyskiego, jednego z najmniejszych w naszym kraju. Maksymalna długość wyspy z północy na południe wynosi mniej więcej 112 km, a szerokość – jakieś 153 km.

 

Aby dostać się z Polski do tej części Indonezji, trzeba przekroczyć linię równika. Ze względu na położenie geograficzne przez cały rok panuje tutaj stabilny klimat. Przewodniki turystyczne ostrzegają przed występującą w tym regionie porą deszczową, która trwa zwykle od października do kwietnia. Jednak z doświadczenia wiem, że sytuacja nie wygląda wówczas tak źle. Deszcz i burze pojawiają się głównie wieczorem bądź w nocy, rzadko w ciągu dnia, ale nawet jeśli pada, wciąż jest ciepło. Średnia roczna temperatura powietrza na wybrzeżu wynosi 28°C, w głębi lądu osiąga wartość 26°C, a wyżej w górach – 23°C. Dlatego można wybrać się tu praktycznie zawsze.

 

INNY ŚWIAT

 

Ta perła Indonezji wyróżnia się na tle reszty kraju. W przeciwieństwie do innych wysp, na których żyją głównie wyznawcy islamu, dominującą religię w tym rejonie stanowi hinduizm w odmianie balijskiej. Nie znaczy to jednak, że nie spotkamy w nim muzułmanów (ponad 13 proc. tutejszej ludności) czy chrześcijan (niemal 2 proc. Balijczyków). Miejscowi traktują się nawzajem z szacunkiem. Dużą przyjemność sprawia obserwowanie, jak bardzo tolerancyjne społeczeństwo tworzą. Podczas mojej podróży dookoła świata miałam szansę przez kilka tygodni mieszkać u tradycyjnej rodziny z Bali. Ketut i jego żona Puspa wyznawali właśnie hinduizm balijski. To najpopularniejsza odmiana tej religii na wyspie. Łączy w sobie również elementy buddyzmu i animistycznych wierzeń lokalnych.

 

Balijczycy uważają, że każdego z nich od urodzenia obciążają trzy długi (Tri Rna), które muszą spłacić w trakcie swojego życia. Pierwszym z nich jest Dewa Rna (dług życia). Należy za niego wynagrodzić bogu Sang Hyang Widhi Wasa, który stworzył człowieka. Drugi dług to Pitra Rna (dług miłości i oddania). Za niego trzeba uczynić zadość swoim przodkom. Trzeci – Rsi Rna (oznaczający nabytą mądrość) – spłaca się kapłanom. Większość obrzędów i ceremonii religijnych na Bali dotyczy realizacji tych zobowiązań. Balijczycy liczą, iż bogowie i zmarli krewni uznają ich starania po śmierci.

 

Poza tym dla mieszkańców wyspy bardzo ważna jest karma. Wierzą, że wszystko, co człowiek daje innym, zarówno dobro, jak i zło, wraca do niego z podwojoną siłą, czyli czyny mają wpływ na nasze życie. Jeśli więc siejemy nienawiść, możemy być pewni, iż prędzej czy później takie działanie wyda plony i to, na co pracowaliśmy, zostanie zniszczone.

 

Oprócz tego Balijczycy wierzą w dobre i złe bóstwa. Znajduje się tu kilkadziesiąt tysięcy różnych miejsc kultu. Mimo iż ta liczba wydaje się ogromna jak na tak niewielką wyspę, mieszkańcy praktykują swoją religię nie tylko w ich pobliżu. Sfera sacrum obejmuje znacznie więcej, co dostrzega się na każdym kroku.

 

W BALIJSKIM DOMU

 

Przygotowywanie ofiarnych koszyków

offiar

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

Podczas gościny u balijskiej rodziny miałam możliwość przyjrzeć się z bliska niektórym obrzędom oraz oddawaniu czci siłom przyrody i bogom. Niezmiernie dużą rolę odgrywają tutaj także kult przodków i wiara w demony. Puspa (podobnie jak większość kobiet na Bali) codziennie przygotowywała ofiarę złożoną z pięknych kwiatów, ryżu, świeżych owoców i pachnących kadzideł umieszczonych w małym koszyczku z liści palmowych. Jest to bardzo ważny rytuał. Czasem dorzuca się też drobne monety i papierosy. Cudownie przyozdobione kolorowe dary składane są w różnych intencjach zarówno dobrym, jak i złym bóstwom. Ofiarne koszyczki można zobaczyć prawie na każdym ulicznym rogu, chodnikach, przy domach i sklepach, a nawet na plażach.

 

Pewnego dnia Puspa i Ketut obudzili mnie z samego rana i poprosili, żebym wyprowadziła swój skuter, ponieważ chcieliby poświęcić pojazdy. Aby to zrobić, najpierw należało przyozdobić je kwiatami i ofiarami. Podeszli do tego niesamowicie poważnie. Powiedzieli, że po poświęceniu nie będą musieli się o mnie martwić, gdy wybiorę się gdzieś samodzielnie skuterem, bo nie zagrozi mi już żadne niebezpieczeństwo. Obrzęd wraz z przygotowaniami trwał mniej więcej godzinę. Na początek wspólnie pokroiliśmy owoce, przycięliśmy kwiaty i wykonaliśmy koszyczki z liści palmy, a następnie udekorowaliśmy nimi zaparkowane na podjeździe pojazdy. Po kilku minutach ich samochód i mój skuter przypominały przystrojone na święta Bożego Narodzenia choinki. Wtedy przyszedł czas na modlitwę. Poprowadziła ją najstarsza osoba z obecnych, czyli ojciec Puspy. Wszyscy, włącznie ze mną, byliśmy ubrani w tradycyjne koronkowe koszule i długie spódnice, a biodra przepasaliśmy sarongiem (chustą zasłaniającą nogi), który miał nas chronić przed demonami wychodzącymi z wnętrza ziemi. Ceremonia odbywała się na werandzie domu moich gospodarzy. Przed nią stały zaparkowane pojazdy, a w powietrzu unosił się zapach kadzideł. Siedzieliśmy ze skrzyżowanymi nogami i rękoma złożonymi na wysokości klatki piersiowej. Ojciec Puspy powtarzał słowa modlitwy, którą co jakiś czas przerywał, aby zadzwonić małym dzwonkiem, gdy my oddawaliśmy pokłon.

 

MUZYKA I TANIEC

 

Mimo iż Bali jest niewielką wyspą, może poszczycić się niezmiernie barwną kulturą. To nieprawda, że tutejsze budowle i wytwory artystyczne mają tylko przyciągać turystów. Przejawy sztuki dostrzeżemy praktycznie wszędzie, a jej cel stanowi zadowolenie bogów. Już po opuszczeniu samolotu na lotnisku w Denpasar orientujemy się, iż znaleźliśmy się w zupełnie innej, magicznej części świata. Atmosferę duchowości wyczujemy również w domach, świątyniach, budynkach rządowych, biurach i hotelach.

 

Gdy po raz pierwszy usłyszałam balijską muzykę, byłam zachwycona! Jednak po kilku dniach słuchania jej w kółko, zaczęłam mieć wrażenie, że towarzyszy mi ciągle ten sam utwór… Na wyspie rozwinął się wyjątkowy styl muzyczny i taneczny, rozpoznawany na całym świecie, a zwany gamelanem. Utwory gra się na tradycyjnych metalofonach, gongach, ksylofonach i bębnach. Zespołów tego typu można posłuchać na Bali przy każdej okazji – podczas pokazów artystycznych, występów tancerzy czy rozmaitych uroczystości, np. weselnych.

 

Według statystyk na tej niewielkiej wyspie funkcjonują setki grup tanecznych wykonujących więcej niż 200 rodzajów tańca tradycyjnego. Oryginalny układ choreograficzny wykorzystuje głównie mowę ciała, mimikę i ruchy palców, nadgarstka, stóp, szyi, a nawet ust i oczu. Jeden z najstarszych gatunków (jego dzieje sięgają XV stulecia) nosi nazwę gambuh, charakteryzuje się wolnym rytmem i swoistym mistycyzmem. Bez wątpienia taniec u Balijczyków należy do sfery sacrum.

 

Ze względu na bardzo duże zainteresowanie tym elementem kultury wśród turystów, pokazy odbywają się niemal wszędzie. Tancerzy coraz częściej można podziwiać w restauracjach, hotelach, a nawet centrach handlowych. Żeby zapobiec profanacji w przypadku religijnych odmian tańca balijskiego, w 1992 r. lokalne władze podjęły decyzję o całkowitym zakazie prezentowania niektórych gatunków w nieodpowiednich dla ich charakteru miejscach.

 

KRAINA SPOKOJU I PIĘKNA

 

Jak większość mieszkańców Azji Balijczycy są ludźmi raczej niskimi, lecz o wielkich sercach i szczerym uśmiechu. W odróżnieniu od Europejczyków żyją zdecydowanie wolniej. Z przyjemnością można przyglądać się, jak celebrują czas spędzany z rodziną i jak ogromnym szacunkiem obdarzają osoby starsze. Zdają sobie sprawę z tego, że wszystko, co mają, zawdzięczają swoim przodkom i tego uczą swoje dzieci. I nie oznacza to wcale majątku, a dar życia. Balijczycy skupiają się na codziennych zajęciach, nie rozmyślają o przyszłości i nie snują długoterminowych planów. Oprócz pracy rytm kolejnych dni wyznaczają im religijne obrzędy i święta. Żyją w zgodzie z tradycją.

 

Podróż na Bali dostarcza mnóstwa wrażeń.Na wyspie działa bardzo dużo ośrodków oferujących zajęcia z jogi i sesje poświęcone nauce medytacji. Najwięcej znajduje się ich w ponad 30-tysięcznym mieście Ubud. Stanowi ono tutejsze centrum kulturalne, a także jest ważnym duchowym ośrodkiem regionu. Powinna do niego zawitać każda osoba szukająca odpowiedniego miejsca, aby móc skupić myśli i odnaleźć wewnętrzną harmonię. Bali to idealny zakątek na skoncentrowanie się na przywróceniu równowagi w swoim życiu.

 

Miłośnicy sportów wodnych też bez wątpienia nie będą się tu nudzić. W pobliżu plaż (np. w sąsiedztwie miasta Kuta) miejscowi oferują wypożyczenie nart wodnych, sprzętu surfingowego, windsurfingowego i łodzi do żeglowania. Balijskie wybrzeże cieszy się wielką popularnością wśród surferów, zarówno tych początkujących, jak i zaawansowanych. Co więcej, wiele osób uważa je za najpiękniejszą okolicę do nurkowania na świecie. Tutejsze rafy koralowe bywają określane mianem cudu natury. Ich niesamowicie bogatą faunę i niespotykane kształty można podziwiać m.in. w południowym rejonie Bali – Nusa Dua, koło wysepki Nusa Penida i plaży Sanur, niedaleko miejscowości Padang Bai (Padangbai) i Candi Dasa (Candidasa), rybackiej wioski Tulamben i zatoki Cemeluk (Jemeluk) oraz wysepki Menjangan i osady Pemuteran.

 

ATRAKCJE WYSPY

 

We wspomnianym mieście Ubud leży Ubud Monkey Forest. To park z hinduistycznymi świątyniami położony w wiosce Padangtegal i zamieszkany przez liczne makaki krabożerne. Przed jego odwiedzeniem warto zaopatrzyć się w banany. Dzięki takiej przynęcie małpy będą bardzo chętnie do nas podchodziły.

 

Miejscem godnym polecenia w pobliżu Ubud jest Satria Coffee Plantation (Satria Agrowisata).Podczas spaceru można tu obejrzeć nie tylko plantację wiecznie zielonych krzewów kawowca, ale również uprawy egotycznych owoców i przypraw. Za jedną z najlepszych i najdroższych kaw na świecie uchodzi kopi luwak. Powstaje ona w specyficzny sposób. Jagody kawowca stanowią pożywienie łaskuna muzanga (nazywanego cywetą, a lokalnie luwakiem). Ten drapieżny ssak z rodziny łaszowatych nie trawi jednak nasion, a jedynie miąższ. Wydalone ziarna, które zostały poddane działaniu enzymów w przewodzie pokarmowym, wybiera się z odchodów zwierzęcia, następnie suszy i pali. W Satria Coffee Plantation przyjrzymy się temu procesowi na własne oczy, a także spróbujemy tej pysznej kawy i innych indonezyjskich przysmaków.

 

Indonezja jest też trzecim największym producentem ryżu na świecie (po Chinach i Indiach). Ze względu na uprawianie różnych jego gatunków zbiory odbywają się co kilka miesięcy, a więc Balijczycy sadzą i zbierają plony przez okrągły rok.W centrum Bali nieodłączną częścią krajobrazu są zielone pola ryżowe. Pokrywają one wzgórza i tworzą piękne wielopoziomowe tarasy.

 

Egzotycznym i jednocześnie mistycznym przeżyciem będzie dla Europejczyków wizyta w Pura Tirta Empul, zwanej również Świątynią Świętej Wody. Pielgrzymi z całej wyspy przybywają do niej w celu oczyszczenia bądź uleczenia ciała i duszy. W odświętnych strojach zanurzają się w kamiennym basenie z fontannami. Po kolei podchodzą do każdej z nich i odmawiają modlitwy, po czym opłukują twarz i ciało tryskającą z otworu wodą. Ceremoniom towarzyszy zapach kadzideł unoszący się w powietrzu.

 

Do najstarszych świątyń na Bali należy XI-wieczna Pura Uluwatu (Pura Luhur Uluwatu). Wznosi się ona na 97-metrowym klifie, znajdującym się na południowym krańcu wyspy. Oprócz podziwiania samej budowli (niestety, turyści nie mogą wejść do środka) atrakcję w tej okolicy stanowi także spacer po przepięknym urwistym wybrzeżu.

 

Pierwszą świątynią, do której zabrali mnie Puspa i Ketut, była Pura Tanah Lot z XVI stulecia. Właśnie od niej polecono mi zacząć odkrywanie Bali i uważam, że to właściwy wybór. Miejsce kultu umieszczono tu na wspaniałej formacji skalnej, której osobliwy kształt wyrzeźbiły fale oceanu. Nazwa Tanah Lot oznacza po balijsku „Ziemię w morzu”. Jeżeli zdecydujemy się na odwiedziny w trakcie przypływu, to zobaczymy właśnie, jak całkowicie oddzielone od lądu skały oblewa z każdej strony woda. W pobliżu znajduje się poza tym słynna jaskinia węży morskich, które podobno chronią świątynię przed intruzami i złymi duchami. Warto też pamiętać, że w przypadku większości obiektów sakralnych przed wizytą na ich terenie trzeba zadbać o odpowiedni ubiór. Należy założyć ubranie zakrywające nogi albo osłonić je sarongiem, który można kupić przed wejściem.

 

W odległości niemal 2 km od świątyni Ulun Danu Bratan (Pura Ulun Danu Bratan) odkryłam miejsce, które skradło moje serce. Prawdopodobnie nie wspomina o nim żaden przewodnik, ale podczas pobytu w urokliwym rejonie miejscowości Bedugul bardzo polecam się tutaj wybrać. Mam na myśli majestatyczną bramę będącą kiedyś wejściem do pobliskiego miasta. Ciężko oddać słowami niecodzienny widok, jaki tworzy ona wraz z wznoszącymi się w tle malowniczymi zielonymi górami. W okolicy stoją wiejskie domy i leżą pola uprawne, a w środku tego sielskiego krajobrazu wyrasta samotny portal przypominający przejście do innego świata.

 

Istnieje mnóstwo powodów, aby odwiedzić Bali. Jednym z nich są bez wątpienia cudowne rajskie plaże. Najpiękniejsze i najbardziej zapadające w pamięć to według mnie Suluban, Padang Padang i Balangan.

 

OSOBLIWY SYSTEM

 

Pura Ulun Danu Bratan w górach nad jeziorem Bratan niedaleko Bedugul

15-photos-that-will-make-you-want-to-travel-to-indonesia

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE

 

W trakcie mojego pobytu gospodarze domu kilkakrotnie próbowali mi wyjaśnić, dlaczego większość koleżanek i kolegów Ketuta nosi takie samo imię i skąd pochodzi jego własne. Muszę przyznać, że miałam duży problem ze zrozumieniem zależności w tutejszym systemie nazywania dzieci stosowanym przez Balijczyków żyjących zgodnie z tradycją. Zasady dotyczą głównie potomków mężczyzn pochodzących z najliczniejszych rodzin i najniższej kasty bądź mężczyzn z wyższej kasty, którzy poślubili kobiety z kasty najniższej. Oprócz przynależności kastowej o imieniu decyduje również kolejność urodzin. Pierwsze dziecko powinno nazywać się Wayan (co pochodzi od słowa wayahan oznaczającego „starszy”), Gede (Duży) lub Putu, czyli Wnuk. Płeć dziecka nie zawsze ma znaczenie. Imię Putu częściej nadaje się dziewczynkom, Wayan i Gede natomiast – chłopcom. Nie jest to jednak regułą. W innych przypadkach te same imiona mogą nosić zarówno synowie, jak i córki. W celu rozróżnienia płci Balijczycy stosują odpowiednie przedrostki. Gdy mówi się o chłopcach, należy użyć „i”, np. I Putu, kiedy wspomina się o dziewczynce, wstawia się „ni”, jak w Ni Putu.

 

Drugi w kolejności potomek to Made (imię zostało prawdopodobnie utworzone od słowa madya, czyli „środek”, „średni”), Nengah (tengah oznacza „w środku”) albo Kade czy Kadek (wyraz adik określa „młodszego brata”). Na trzecie dziecko zazwyczaj woła się Nyoman bądź Komang (co wywodzi się według pewnych hipotez od anom – „młody”, „mały” lub uman – „koniec”, „odpoczynek”). Ostatniego, najmłodszego malca nazywa się Ketut (przypuszczalnie od kitut, czyli „ogon”). Widać więc, że w pewnym uproszczeniu imię danej osoby zależy od kasty, kolejności urodzin, a czasem także od rejonu, z którego pochodzi rodzina. Trzeba przyznać, iż ten system nie jest łatwy i można się w nim pogubić.

 

POZA CZASEM

 

Życie na Bali upływa w swoim tempie i to nie tylko dlatego, że niemal zawsze świeci tu słońce, a w okolicy są same piaszczyste plaże, ciepły ocean i wysokie palmy kokosowe. Gdy mieszkałam u Puspy i Ketuta, codziennie rano obserwowałam, jak przeglądali gazetę i sprawdzali, kiedy będzie pełnia księżyca i jakie święta przypadają w najbliższym czasie według ich rachuby. Balijczycy mają swój własny tradycyjny kalendarz, na który składają się dwa systemy: 210-dniowy Pawukon (6 miesięcy po 35 dni) i księżycowy Saka (12-miesięczny). W każdym roku współistnieje ze sobą 10 osobnych cykli. Na podstawie ich wzajemnych zależności określa się m.in. daty ceremonii religijnych odprawianych w świątyniach.

 

Czas zatrzymuje się na wyspie w Nowy Rok, zwany Nyepi (wypada w marcu, niekiedy w kwietniu – w 2017 r. w dniu 28 marca). Ulice pustoszeją, sklepy, banki, a nawet urzędy są zamknięte. Lotnisko w Denpasar nie funkcjonuje i nie sposób dostać się tutaj w jakikolwiek sposób. Nie wolno jeździć samochodami i nikt nawet nie myśli o tym, aby wsiąść na skuter. Co więcej, w tym dniu Balijczycy rezygnują również z używania elektryczności, rozpalania ognia i wszelkich aktywności. Okna w domach pozostają zasłonięte, nikt nie wychodzi na zewnątrz. Mieszkańcy Bali wierzą, że w tym czasie nad wyspą przelatują demony, dlatego starają się je przekonać, iż cała okolica jest wyludniona, aby nie dać im powodu do zatrzymania się.

              

Ten tzw. Dzień Ciszy przeznacza się na medytację, rozmyślanie i pogrążenie się w zadumie. Stanowi on okazję do oczyszczenia umysłu, osiągnięcia wewnętrznej równowagi i zebrania myśli. Pozwala oderwać się od rzeczywistości, odseparować od świata zewnętrznego po to, aby odnaleźć spokój w sobie. Bali jest zresztą przez cały rok znakomitym miejscem na odkrywanie samego siebie. Panująca na wyspie atmosfera sprzyja błogiemu relaksowi i skupieniu się na swoim wnętrzu. Warto zatrzymać się choć na chwilę w codziennym pędzie, żeby odwiedzić ten wyjątkowy zakątek Indonezji.