MARCIN „HUMBAK” JĘDRZEJCZAK

 

Rejsy luksusowymi statkami wycieczkowymi są jednymi z najbardziej niezapomnianych wspomnień. Dla wielu osób stanowią wycieczkę życia. Dlatego tak ważne jest to, żeby dokonać dobrego wyboru armatora, danej jednostki z jego floty oraz trasy, w jaką zamierzamy się wybrać. Bez względu na to, czy zastanawiamy się nad organizacją romantycznej wycieczki we dwoje, urlopu z rodziną, wyjazdu integracyjno-motywacyjnego, podróży poślubnej, czy wakacji w gronie przyjaciół – wypoczynek spędzony na pokładzie luksusowego statku spełni wszelkie oczekiwania, zagwarantuje nam moc atrakcji i wspaniałą zabawę.

Rejs wycieczkowy pozwala na zwiedzenie w wygodny sposób wielu interesujących zakątków świata za jednym zamachem, bez konieczności znoszenia trudów dalekich podróży i ciągłego pakowania walizek. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób odkrywa zalety i uroki wakacji w formule all inclusive na luksusowych statkach. Od kilku lat wypoczynek w „hotelach na wodzie” cieszy się stale wzrastającą popularnością wśród polskich turystów.

W Europie Zachodniej (głównie w Niemczech, Włoszech, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii) rejsy wycieczkowe są już modne od dawna. Najwięcej pasażerów przyciągają jednak w Stanach Zjednoczonych – rocznie aż 13–14 mln osób (przy ok. 19 mln na całym świecie)! Według prognoz firmy konsultingowej Ocean Shipping Consultants, w 2020 r. z wakacji na luksusowych statkach ma skorzystać już 27 mln klientów, z czego 64 proc. będą stanowić Amerykanie, a 26 proc. – Europejczycy.

 

Pływające hotele przez cały rok

Choć sezon rejsów wycieczkowych rozpocznie się w Europie Północnej dopiero wiosną, to w południowej części kontynentu trwa przez cały rok. Po Morzu Śródziemnym statki pasażerskie pływają bez przerwy. Niemniej jednak najwięcej z nich spotkamy podczas wysokiego sezonu, który przypada tu na okres od końca maja do początku września. Natomiast nasza zima jest doskonałym momentem na wyprawę na Karaiby. Podczas jednego rejsu możemy zwiedzić w krótkim czasie kilka rajskich wysp oraz odwiedzić wiele interesujących miast. Wysoki sezon trwa tutaj od końca grudnia do kwietnia. Pasażerowie statków mogą skorzystać z wycieczek fakultatywnych, które organizowane są w odwiedzanych portach, albo wykupić jedynie transfer do pobliskiego miasta i zwiedzać wybrane atrakcje na własną rękę. W tym ostatnim wypadku trzeba jednak powrócić na pokład przynajmniej na 30 minut przed planowaną godziną wypłynięcia.

            Biura podróży przez cały rok kuszą najróżniejszymi ofertami luksusowych rejsów. Na wycieczkę statkiem, będącym pływającym hotelem, można się wybrać zarówno po europejskich trasach – po Morzu Śródziemnym, Bałtyckim albo Północnym, jak również po bardziej egzotycznych, np. po Karaibach czy Oceanie Indyjskim.   

Queen Mary 2, największy dotychczas zbudowany liniowiec transatlantycki (powstał w 2004 r.), należy do słynnej linii oceanicznej Cunard Line. Posiada aż 14 pokładów i ponad 1300 kabin. Może pomieścić 2620 pasażerów i 1253 członków załogi. Jest to jedyny liniowiec pokonujący regularnie legendarną trasę ze Starego do Nowego Świata. Wypływa z angielskiego portu Southampton i po 7 dniach przypływa do Nowego Jorku w Ameryce. Za ten transatlantycki rejs zapłacimy, w zależności od rodzaju kabiny oraz terminu, od ok. 900 do 7 tys. dolarów za osobę.

Na zamówienie norwesko-amerykańskiego armatora Royal Caribbean International (często stosującego skrót RCCL) powstały w ostatnich latach prawdziwe pływające giganty. Na statku Oasis of the Seas (zbudowanym w 2009 r.) znajdziemy aż 16 pokładów i 2700 kabin. Może on zabrać w rejs nawet 5400 pasażerów (maksymalnie do 6296 osób!) i 2165 członków załogi (z ponad 65 krajów!). Bliźniaczy Allure of the Seas (powstały w 2010 r.) jest największym statkiem wycieczkowym świata – dłuższym jedynie o 50 mm od Oasis of the Seas (ma 361 metrów długości)! Posiada także 16 pokładów i 2700 kabin. Może on pomieścić 5400 pasażerów (maksymalnie 6400!) i 2384 członków załogi. Oba te statki Royal Caribbean International zdetronizowały Freedom of the Seas (zbudowany w 2006 r.). Ma on 339 metrów długości, a na 15 pokładach znajduje się 1817 kabin. Może pomieścić 3634 osoby i 1360 członków załogi.

 

Cuda inżynierii morskiej

Na Freedom of the Seas znalazły się m.in. aleja sklepowa Royale Promenade, teatr, lodowisko, kasyno, 22 bary i kluby, 4 baseny, 6 jacuzzi, centrum SPA, symulator do nauki surfingu, ściana wspinaczkowa, boisko do koszykówki, mini golf czy ring bokserski. Z kolei pasażerowie Queen Mary 2 mają do dyspozycji np. ekskluzywne centrum SPA – Canyon Ranch SpaClub, tzw. Royal Court Theatre – pierwszy „teatr na wodzie”, który oferuje eleganckie prywatne loże ze stolikiem, Planetarium (jedyne na świecie mieszczące się na statku!), luksusowe restauracje serwujące wyśmienite potrawy z grilla, ogromną salę balową – Queens Room oraz bibliotekę z ponad 8 tys. książek. Goście Allure of the Seas, najnowszego statku Royal Caribbean, mogą skorzystać z kawiarni, oglądać musicale w teatrze, zadbać o swoje zdrowie i urodę w centrum SPA, zrelaksować się w 4 basenach i 10 jacuzzi, pograć w koszykówkę na pełnowymiarowym boisku, pojeździć na łyżwach, pobawić się w parku wodnym – H2O Zone, pooglądać filmy w kinie 3D, podziwiać spektakle w amfiteatrze na rufie – tzw. AquaTheater itd. Na wszystkich statkach wycieczkowych znajdują się liczne sklepy wolnocłowe, luksusowe butiki, restauracje, winiarnie i drink bary. Wieczorami na pasażerów czekają teatry, rewie na lodzie, dyskoteki czy kasyna. Wcześniej można zadbać o swój wygląd i udać się do salonów fryzjerskich i kosmetycznych. Na statkach działają nie tylko specjalne kluby dziecięce i młodzieżowe, place zabaw, ale nawet całe przedszkola dla najmłodszych!

Komfortowe kabiny zaprojektowane są w taki sposób, żeby zagwarantować doskonały relaks i wypoczynek podróżnym. Wszystkie posiadają łazienkę, telewizor, klimatyzację, sejf i wygodne łóżka. W zależności od naszego budżetu możemy wybrać kabiny wewnętrzne, te z oknem czy z balkonem (jeśli mamy większe fundusze). Na każdym statku mieszczą się również przestronne, luksusowe apartamenty. Przykładowo w ofercie Norwegian Cruise Line (NCL) dla najbogatszych osób znajdują się na górnym pokładzie ekskluzywne, luksusowo wyposażone i obszerne prywatne wille o powierzchni aż 400 m2 – tzw. The Haven Villas & Penthouses.

Należący do linii NCL statek wycieczkowy Norwegian Epic, skonstruowany w 2010 r., charakteryzuje się niespotykaną dotąd stylistyką i wzornictwem w aranżacji kabin i apartamentów, wykorzystując nowatorskie rozwiązania w oparciu o tzw. wave concept. Kabiny posiadają faliste ściany i dużo otwartej przestrzeni, a te zewnętrzne mają dodatkowo własne balkony. Statek oferuje także specjalne studia dla singli z prywatnym dostępem do tzw. Studio Lounge – miejsca spotkań towarzyskich. Na Norwegian Epic znajdziemy także olbrzymi Aqua Park, ekskluzywne Mandara Spa, liczne restauracje serwujące dania z całego świata oraz bary i kawiarnie z doskonałą muzyką, w tym pierwszy prawdziwy bar lodowy na morzu – SVEDKA Eisbar.

Programy rejsów są zaplanowane w ten sposób, żeby móc pokonać trasę pomiędzy jednym a drugim portem przede wszystkim nocą. Dzięki temu w ciągu dnia można zwiedzać interesujące miejsca i zabytki poszczególnych miast, do których zawijają statki. Czasami jednak zdarza się, ze względu na duże odległości pomiędzy danymi portami, że pasażerowie całe dnie spędzają na morzu. Uczestnicy rejsu otrzymują specjalną, wydawaną codziennie gazetkę przypominającą im o wszystkich atrakcjach, jakie czekają na nich na statku. Dzięki niej mogą sobie zaplanować każdy kolejny dzień podróży.

 

Potężny rynek rejsów wycieczkowych

Największym armatorem statków wycieczkowych na świecie jest obecnie brytyjsko-amerykański Carnival Cruise Lines – CCL (założony w 1972 r.), mający 49,2 proc. rynku wartego ponad 34 biliony dolarów. Należy do niego w sumie 10 linii – Carnival, Princess, Costa Cruises, Holland America Line, AIDA, P&O Cruises, P&O Cruises Australia, Cunard, Ibero Cruceros i Seabourn. Dysponuje on łącznie aż 103 pływającymi hotelami (przy 256 na całym świecie!), które mogą ugościć ok. 210 tys. osób. Jego flagowa linia – Carnival – zaprasza na rejsy m.in. na Alaskę, Bahamy, Bermudy, Hawaje, Tahiti, Fidżi, do Kanady, Nowej Anglii, Meksyku itd.

Drugą pozycję zajmuje Royal Caribbean International, znany często jako RCCL (istniejący od 1968 r.), do którego należy 23,8 proc. rynku. Ma on w sumie 5 znanych marek – Royal Caribbean, Celebrity Cruises, Pullmantur, CDF i Azamara. Do jego floty należy 40 statków wycieczkowych mogących pomieścić ponad 96 tys. pasażerów (dane Cruise Market Watch). Odwiedzają one łącznie 233 miejsca w 72 krajach na 6 kontynentach, m.in. Alaskę, Kanadę, Europę, Meksyk, Hawaje, Karaiby czy Kanał Panamski.    

Od 1966 r. działa firma Norwegian Cruise Line (NCL), założona na Florydzie jako Norwegian Caribbean Line. Ten trzeci armator statków wycieczkowych na świecie, mający 7,1 proc. rynku, dysponuje 11 pływającymi hotelami, na których przygotowano miejsca dla ponad 26 tys. gości (według Cruise Market Watch). W ofercie tej linii znajdują się m.in. rejsy po Morzu Śródziemnym i Bałtyckim, Karaibach, Hawajach, Kanale Panamskim, a także trasy transatlantyckie (np. z Miami na Florydzie do Barcelony w Hiszpanii czy z duńskiej Kopenhagi do Miami). Jej statki docierają również na Alaskę, do Kanady i Nowej Anglii. W 2000 r. firma NCL wprowadziła swój słynny produkt – tzw. Freestyle Cruising, nowatorską formę wakacji na morzu, oferującą pasażerowi maksimum swobody na pokładzie, bez sztywnych godzin posiłków, obowiązku stroju wieczorowego oraz innych zasad mogących zakłócać beztroski wypoczynek.

Czwartą siłę stanowi włoska linia MSC Cruises (MSC Crociere), do której należy 5,8 proc. rynku. Została założona oficjalnie w 1987 r., a jej główna siedziba mieści się w szwajcarskiej Genewie. Posiada obecnie najmłodszą flotę na świecie złożoną z 12 statków wycieczkowych mogących zabrać na pokład niemal 28 tys. pasażerów. W maju 2012 r. do użytku ma wejść luksusowa jednostka MSC Divina – ta nowa „Bogini Mórz” ma 13 pokładów przeznaczonych dla gości, 1751 kabin i może zabrać w rejs ok. 4 tys. osób. MSC Cruises oferuje m.in. wycieczki na Karaiby, do Ameryki Północnej i Południowej, Południowej Afryki, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Europy Północnej oraz ciekawe trasy po Morzu Śródziemnym.       

W 1989 r. powstała linia Celebrity Cruises, należąca obecnie do Royal Caribbean International. Dysponuje ona 11 statkami, na których może pomieścić się w sumie ponad 24 tys. gości. W 2009 r. została nagrodzona przez czytelników Condé Nast Traveller (słynnego amerykańskiego magazynu o podróżach luksusowych) tytułem najlepszej linii wycieczkowej świata – Top Mega-Ship Cruise Lines. – Celebrity Cruises wyróżniają przede wszystkim statki, w szczególności te należące do klasy Celebrity Solstice, zaprojektowane niezwykle elegancko i stylowo. Panuje na nich niezmiernie ciepła i przyjazna atmosfera – tłumaczy Małgorzata Budnik, kierownik ds. obsługi klienta portalu Kruzy.pl. – Celebrity to również słynna, wielokrotnie nagradzana kuchnia, niesamowity sposób delektowania się nią, wielkie bogactwo programów pokładowych, m.in. dla smakoszy, miłośników wina, osób poszukujących rozrywek intelektualnych lub regeneracji sił, a także szeroka oferta niezwykłych miejsc do odwiedzenia – dodaje. Podróż tą linią na pewno zadowoli najbardziej wytrawnych podróżników, tym bardziej, że trasy, które przemierzają statki Celebrity Cruises, odbiegają od tych standardowych. Jeden z najwspanialszych rejsów odbywa się w regionie archipelagu Galapagos na ekspedycyjnym statku Celebrity Xpedition, który zabiera na pokład tylko 92 pasażerów. – Kameralna atmosfera, luksusowy „hotel na wodzie” i ten cudowny ekwadorski archipelag, z niespotykanym nigdzie indziej na świecie bogactwem natury, to wszystko sprawia, że ta wycieczka jest spełnieniem marzeń niejednego podróżnika – zachwala Małgorzata Budnik z Kruzy.pl.

 

Polacy coraz śmielej wyruszają w rejsy

Rodzime biura turystyczne coraz częściej oferują rejsy z polskim pilotem, który towarzyszy klientom z Polski w podróży, służy pomocą przy meldowaniu się na statku, tłumaczy lokalnych przewodników podczas wycieczek fakultatywnych oraz udziela niezbędnych informacji. Wszystko to dzięki temu, że z roku na rok coraz więcej naszych rodaków wybiera wakacje w „hotelu na wodzie”. – Polecam szczególnie 8-dniowy rejs z polskim pilotem statkiem „Costa Favolosa”, najmłodszym dzieckiem linii Costa Cruises (pływającym od 2011 r.), po Półwyspie Arabskim. W tym sezonie zimowym można wziąć w nim udział na początku lutego 2012 r. Wypływa się z Dubaju i odwiedza m.in. Maskat, stolicę Omanu, oraz Abu Zabi (Abu Dhabi) – główne miasto Zjednoczonych Emiratów Arabskich. „Costa Favolosa” to luksusowy pływający hotel, który posiada 13 pokładów dostępnych dla gości i może zabrać 3780 pasażerów. Na statku znajdują się liczne restauracje i bary, 4 baseny, 5 jacuzzi, boiska sportowe, „Samsara SPA”, teatr, kasyno, dyskoteka, kluby dziecięce, centrum medyczne, galeria sklepów wolnocłowych oraz centrum konferencyjne. Taka wspaniała wycieczka po Półwyspie Arabskim kosztuje od 770 euro (za miejsce w 2-osobowej kabinie wewnętrznej) do 1270 euro (przy zakwaterowaniu w 2-osobowej kabinie zewnętrznej z balkonem) – mówi Jarosław Kruszka, wiceprezes zarządu oraz dyrektor sprzedaży i marketingu Marco Polo Travel.

            Rejsy statkami wycieczkowymi są obecnie jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się segmentów turystyki oraz niezmiernie modnym sposobem podróżowania i zwiedzania świata. Jest to także doskonały pomysł na spędzenie niezapomnianych chwil we dwoje lub w towarzystwie przyjaciół. Błękitne niebo i lazur morza, stale zmieniające się krajobrazy, malownicze porty, rajskie plaże, egzotyczne wyspy, fascynujące wschody i zachody słońca, moc atrakcji oferowanych przez luksusowe „hotele na wodzie” – to wszystko zapewnia romantyczne chwile, wspaniałe wspomnienia i udaną zabawę w komfortowych warunkach. Nic więc dziwnego, że coraz więcej Polaków nie wyobraża sobie udanych wakacji bez udziału w rejsie wycieczkowym…       


 

Artykuły wybrane losowo

Nieznany niesamowity Honduras

 

Copan Stairs Day

Imponujące Schody Hieroglifów w Copán mają 62 stopnie o szerokości 10 m

© INSTITUTO HONDUREÑO DE TURISMO (IHT)

 

IZABELA RUTKOWSKA

 

Honduras jako jeden z niewielu krajów na świecie oparł się masowej turystyce i komercjalizacji. Długo okryty był złą sławą, a to ze względu na niestabilną sytuację polityczną i panującą w nim biedę. Według rozpowszechnionych stereotypów wciąż uchodzi za miejsce niebezpieczne. Jednak podczas wizyty w Hondurasie łatwo odczarujemy ten jego wizerunek. Znajdziemy w nim wszystko, co sprawia, że wyjazd staje się podróżą marzeń. Zanurzymy się tu w krystalicznie czystych, turkusowych wodach Morza Karaibskiego, zakochamy się w pięknych złotych plażach, odkryjemy niezliczone gatunki egzotycznej fauny w tropikalnych lasach i pełne tajemnic ruiny miast niezwykłej cywilizacji Majów.

 

Ten niewielki kraj (jego powierzchnia wynosi prawie 112,5 tys. km2) leży w Ameryce Środkowej, w sąsiedztwie Gwatemali, Salwadoru i Nikaragui. Zamieszkuje go ponad 9,1 mln ludzi. Mniej więcej połowa z nich to katolicy, drugą co do wielkości grupą wyznaniową są protestanci (ok. 40 proc.). Hondurasu nie zalała jeszcze masowa turystyka, co stanowi jego ogromny atut. Jest to świetne miejsce na wyjazdy kulturowe i przyrodnicze oraz wyprawy dla osób aktywnych. Tutejsze wybrzeże Morza Karaibskiego uchodzi za prawdziwy raj dla nurków. Na południowym zachodzie kraju znajduje się zatoka Fonseca (Golfo de Fonseca) wychodząca na Ocean Spokojny. Uważa się ją za jeden z najlepszych naturalnych portów na świecie. Prawie 80 proc. terytorium Hondurasu zajmują wyżyny i góry. Karaibski brzeg o długości mniej więcej 670 km porastają gęste lasy.

 

Honduran cechuje skromność i serdeczność, a także wielka miłość do ojczyzny. Ich ulubionym sportem jest piłka nożna. W lipcu 1969 r. rozegrał się konflikt zbrojny między Hondurasem a Salwadorem. Wojna stu godzin, nazwana przez polskiego reportażystę Ryszarda Kapuścińskiego wojną futbolową, pochłonęła ok. 2 tys. ofiar. Walki przerwała interwencja Organizacji Państw Amerykańskich, lecz napięcie w kontaktach obu krajów utrzymywało się jeszcze latami. Zarzewiem konfliktu miała być rzekomo przegrana honduraskiej drużyny w meczu kwalifikacyjnym do Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 1970 odbywającym się 15 czerwca 1969 r. w San Salvadorze (salwadorskiej stolicy). W rzeczywistości jednak stosunki między tymi państwami nie należały do najłatwiejszych już dużo wcześniej. Główny powód wybuchu wojny stu godzin stanowił fakt, że na przygranicznych obszarach Hondurasu masowo osiedlali się salwadorscy rolnicy poszukujący pracy. Honduraskie władze chciały zmusić Salwadorczyków do powrotu do ojczyzny, ale rząd Salwadoru obawiał się, że będą oni żądać reformy rolnej i przydziału ziemi.

 

DZIEDZICTWO MAJÓW

 

Sport, a właściwie sportowe emocje towarzyszyły człowiekowi od zawsze. W Imperium Rzymskim wrażeń dostarczały walki gladiatorów, starożytni Grecy żyli igrzyskami olimpijskimi, natomiast większość ludów prekolumbijskich miała swoją grę w piłkę, czyli juego de pelota.W ruinach majańskich miast w Ameryce Środkowej do dziś zachowały się boiska do grania. Jedno z największych i najbardziej imponujących powstało w Copán, znajdującym się obecnie na zachodzie Hondurasu. Ta mezoamerykańska gra była bardzo trudna i wymagała nie lada umiejętności. Do zawieszonej na wysokości kilku metrów kamiennej obręczy należało trafić podłużną kauczukową piłką (niekiedy nawet 4-kilogramową), którą odbijało się wyłącznie łokciem, kolanem lub biodrem. Gracze używali specjalnych ochraniaczy, często zrobionych z drewna. Z tego, że sport to nie do końca zdrowie, a jego uprawianie może powodować kontuzje i ciężkie obrażenia, Majowie doskonale zdawali sobie sprawę. Oprócz źródła sportowych emocji gra stanowiła też swojego rodzaju rytuał. Często jedna z drużyn składała się z jeńców wojennych i to właśnie ten zespół skazany był na porażkę. Wedle reguł krwawego wariantu rozgrywek kapitan drużyny przegranej tracił głowę. Podczas spaceru po wielkim boisku w Copán łatwo wyobrazić sobie, jak kilkunastu młodzieńców toczy tu walkę na śmierć i życie.

 

Majowie swoje miasta budowali na trudno dostępnym obszarze, w zakątkach głęboko ukrytych wśród gęstych tropikalnych lasów. Dotarcie do nich wymagało znakomitej wiedzy o przyrodzie, tężyzny fizycznej, odwagi i orientacji w terenie. Stanowisko archeologiczne Copán to największe i najlepiej zachowane pozostałości po majańskiej cywilizacji w całym kraju. Koniecznie trzeba je odwiedzić podczas wizyty w Hondurasie. Ruiny zostały odkryte na początku XIX w., ale dopiero w 1841 r. dzięki publikacji amerykańskiego podróżnika Johna Lloyda Stephensa i angielskiego rysownika Fredericka Catherwooda świat dowiedział się więcej o tym niezwykłym miejscu.

 

Tajemniczy Majowie zamieszkiwali półwysep Jukatan i rejony na południe od niego. Do najważniejszych ich ośrodków należały m.in. Chichén Itzá i Palenque (w Meksyku), Tikal (w granicach Gwatemali) czy właśnie Copán. To ostatnie miasto słynie przede wszystkim z najdłuższego znanego majańskiego tekstu utrwalonego pismem hieroglificznym, który opisuje historię jego władców. Znajdziemy go na kamiennych Schodach Hieroglifów prowadzących do centrum ceremonialnego. Składały się na nie świątynie budowane na piramidach schodkowych, zespoły pałacowe, dziedzińce i wspomniane boisko. Na głównym placu mieszkańcy spotykali się w ważnych dla społeczności momentach i z okazji uroczystości religijnych. Znajdowały się tu również stanowiska do prowadzenia niezwykle ważnych dla prekolumbijskich cywilizacji obserwacji astronomicznych. Okres świetności Copán przypada na stulecia od V do VIII. W tym czasie miasto mogło zamieszkiwać nawet 20 tys. osób. Nie bez powodu ośrodek nazywa się Atenami Nowego Świata. Centrum otoczone było dzielnicami mieszkalnymi. W Copán można spędzić cały dzień. Warto przy okazji zajrzeć do tutejszego bardzo ciekawego muzeum archeologicznego.

 

Ten skarb kraju znajduje się jedynie ok. 10 km od gwatemalskiej granicy. Dlatego z Gwatemali często organizuje się fakultatywne wycieczki do Copán. W Hondurasie warto jednak zostać na dużo dłużej.

 

OWOCOWY PORT

 

Na nizinnym obszarze kraju rozciągającym się wzdłuż wybrzeża karaibskiego można spotkać ceibę, w kulturze Majów uważaną za święte drzewo. Jej polska nazwa rodzajowa to puchowiec. Roślina ta występuje licznie w basenie Morza Karaibskiego. Drzewo ma charakterystyczną gładką korę, a z upływem lat pokrywają je gęsto kilkucentymetrowe kolce. Od wieków wykorzystywane jest jako środek leczniczy przy problemach związanych z układem moczowym, jak również przy schorzeniach skóry. Z oleju z nasion ceiby produkuje się mydło. Najcenniejszą jej częścią są jednak włókna nasienne (w formie puchu) o znacznych właściwościach wypornościowych nazywane kapokiem. Wykorzystuje się je w tapicerstwie i jako materiał izolacyjny oraz wypełnia się nimi poduszki i materace (kiedyś używano ich w kamizelkach ratunkowych). Obecnie coraz częściej kapok bywa zastępowany sztucznymi odpowiednikami.

 

Od puchowca pochodzi nazwa trzeciego co do wielkości ośrodka miejskiego Hondurasu. La Ceiba to ponad 200-tysięczne miasto portowe, stolica departamentu Atlántida. Właśnie stąd eksportuje się do Stanów Zjednoczonych owoce z Ameryki Środkowej, m.in. grejpfruty, pomarańcze, cytryny, a przede wszystkim ananasy i banany. Plantacje bananowca są bardzo charakterystycznym elementem krajobrazu północnej i północno-wschodniej części kraju. W 1899 r. powstała spółka United Fruit Company operująca na terenie Ameryki Środkowej i Południowej. Firma była właścicielem największych plantacji i uzależniła Honduras od uprawy bananów, na eksporcie których zarobiła ogromne pieniądze. Miała poza tym znaczący wpływ na politykę w tym kraju i wielu innych, nazywanych z tego względu republikami bananowymi.

 

La Ceiba uchodzi za honduraską stolicę rozrywki. Turyści przyjeżdżają tutaj zwłaszcza w maju na festiwal karnawałowy organizowany ku czci patrona miasta – św. Izydora Oracza.

 

MIESZKAŃCY KARAIBÓW

 

Niedaleko La Ceiby znajduje się Park Narodowy Pico Bonito (Parque Nacional Pico Bonito), drugi co do wielkości w kraju (ok. 1070 km² powierzchni). Majestatyczna góra (Pico Bonito) o charakterystycznym trójkątnym wierzchołku to wizytówka tego portowego miasta. Szczyt położony w paśmie górskim o nazwie Nombre de Dios wznosi się na wysokość 2435 m n.p.m. O wyjątkowości tego obszaru stanowi bogactwo flory i fauny oraz piękno krajobrazu. Na stosunkowo niewielkiej powierzchni rozwinęły się tu różne systemy roślinne, w tym gęste lasy równikowe na wybrzeżu i leśne kompleksy wysokich partii gór. Warto spędzić w tej malowniczej okolicy więcej czasu. Można go poświęcić na wspinaczkę górską, kąpiele w naturalnych akwenach czy obserwowanie ptaków. W tym rejonie występuje ok. 700 ich gatunków! Spotyka się tutaj piękne bławatniki, kolorowe tukany, wielkie czerwone ary i mnóstwo innych fascynujących stworzeń. Rzeka Cangrejal przepływająca przez park idealnie nadaje się na rafting. Jest jednym z najbardziej znanych w Hondurasie miejsc do uprawiania tej aktywności. Obszar parkowy stanowi część mezoamerykańskiego korytarza migracyjnego zwierząt, obejmującego Amerykę Środkową. W krajach leżących w tym regionie występuje mniej więcej 8 proc. znanych na świecie gatunków fauny, w tym wiele endemicznych.

 

Przy opisywaniu tego rejonu naszego globu nie sposób nie wspomnieć o Garifuna, czyli o tzw. Czarnych Karaibach. Ich bardzo liczna społeczność zamieszkuje właśnie tereny nad rzeką Cangrejal w pobliżu Parku Narodowego Pico Bonito. W całym Hondurasie żyje ok. 100 tys. przedstawicieli tej grupy etnicznej, najwięcej spośród wszystkich krajów w basenie Morza Karaibskiego. Garifuna są potomkami rdzennej ludności Karaibów i Afrykańczyków przywiezionych do pracy na plantacjach. Przekazy mówią o dwóch statkach transportujących afrykańskich niewolników, które w 1635 lub 1675 r. rozbiły się w pobliżu wyspy Saint Vincent w archipelagu Małych Antyli. Prawie wszyscy ocaleli i zasymilowali się z miejscowymi Karaibami. Od połowy XVIII w. władzę w rejonie archipelagu zaczęli przejmować Brytyjczycy. Mieszkańcy wysp długo stawiali opór nowym porządkom. Ostatecznie na obszarze brytyjskiej kolonii pozwolono pozostać rdzennej ludności, tzw. Czerwonym Karaibom, resztę zesłano w 1797 r. na wyspę Roatán u wybrzeży Hondurasu. Była ona zbyt mała, aby pomieścić nowych mieszkańców, którzy szybko przenieśli się na kontynent. Kultura dumnych Garifuna rozwija się do dziś i wraz z ich językiem, tańcem i muzyką została wpisana na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Warto spędzić w zamieszkanym przez nich rejonie choć jeden cały dzień i dać się porwać rytmom energetycznych punty i hunguhungu (fedu) czy zagrać w domino przy szklaneczce wyśmienitego honduraskiego rumu. Produkcji tego trunku sprzyjają idealne warunki do uprawiania trzciny cukrowej.

 

AROMATYCZNE PAMIĄTKI

 

Z Hondurasu pochodzi jedna z najlepszych kaw na świecie. Paczka aromatycznych ziaren będzie znakomitą pamiątką lub prezentem z tego kraju. Aby dowiedzieć się czegoś więcej o uprawie kawowców, najlepiej udać się na jedną z licznych plantacji i do palarni kawy. W takich miejscach można spróbować świeżo przyrządzonego napoju i przekonać się, że zazwyczaj różni się on zdecydowanie jakością od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Zmielona kawa w sklepach w Europie często magazynowana bywa nawet ponad rok. O niepowtarzalnym smaku i doznaniach związanych z piciem tego napoju stanowi aromat, a on szybko się ulatnia. Dlatego też zawsze należy kupować kawę w ziarnach. Kawowce uprawiane są w Hondurasie na stokach o odpowiednim nachyleniu i nasłonecznieniu (głównie na terenie departamentu El Paraíso, czyli Raj). Przed palącym słońcem chronią je wysokie drzewa. Od października do stycznia pielęgnowane ręcznie krzewy pokrywają się czerwonymi dojrzewającymi owocami. Po zebraniu przy pomocy prasy pozbawia się je skórki, a następnie płucze i oddziela miąższ w procesie fermentacji. Kolejnym etapem jest suszenie, które niejednokrotnie odbywa się na słońcu. Rozsypane na plandekach ziarna to częsty widok w Hondurasie. Ostatni etap stanowi palenie – końcowe nierzadko odbywa się już w kraju importera. Najwartościowszą honduraską kawę oznacza się symbolem SHG (Strictly High Grown). Pochodzi ona z najlepszych upraw położonych na średniej wysokości ok. 1350 m n.p.m. Za jej kilogram trzeba zapłacić nawet kilkaset złotych.

 

Z Hondurasu warto przywieźć również cygara. W niewielu miejscach na świecie panują sprzyjające warunki do uprawy dobrego tytoniu. Liści z honduraskich plantacji, skoncentrowanych przede wszystkim na żyznym obszarze malowniczej doliny Jamastrán w departamencie El Paraíso, używają najwięksi światowi producenci. Od klimatu, rodzaju gleby, stopnia nasłonecznienia i poziomu wilgotności zależy smak, aromat, rozmiar i kolor cygar. Te z Hondurasu są wyraziste i aromatyczne.

 

KARAIBSKA IDYLLA

 

004PicoBonito
Pico Bonito, motyl Caligo memnon nazywany sową
© INSTITUTO HONDUREÑO DE TURISMO (IHT)

 

Ten środkowoamerykański kraj to mekka miłośników nurkowania i wędkarstwa. Jego nazwa pochodzi od wyjątkowej głębokości wody w okolicy karaibskiego wybrzeża. W języku hiszpańskim hondo znaczy „głęboki”. Honduras leży wzdłuż drugiej co do wielkości na świecie (mającej długość ok. 1 tys. km) rafy koralowej zwanej Wielką Rafą Koralową Majów (Mezoamerykańskim Systemem Rafy Barierowej). Zwykle kojarzy się z nią Belize i głęboka studnia Great Blue Hole, ale prawdziwe bogactwo podwodnego świata kryje się także nieopodal honduraskiego archipelagu Islas de la Bahía. W jego skład wchodzą główne wyspy Roatán, Guanaja i Útila. Są one łatwo dostępne, a pobyt na nich nie kosztuje na ogół zbyt dużo. Z wyjątkiem rajskiego skrawka lądu, za jaki uważa się słusznie Roatán, nie ma tu rozbudowanych luksusowych hoteli i resortów, za to w wielu miejscach możemy spędzić niezapomniane chwile w hamaku na tarasie drewnianego domku na palach lub na dziewiczej plaży. W okolicach Útili znajdziemy jedne z najzdrowszych i najmniej zniszczonych koralowców w Morzu Karaibskim. Poza tym spotyka się w tym rejonie liczne rekiny wielorybie, płaszczki, homary, krewetki czy mureny. Jeśli dopisze nam szczęście, natkniemy się na stado delfinów. Nie bez powodu wyspa ta (jak zresztą cały archipelag Islas de la Bahía!) uchodzi za jedno z najlepszych miejsc do nurkowania na świecie.

 

 MG 7855

Roatán – tzw. Dolphin Encounter zaprasza na spotkanie i pływanie z delfinami 
© INSTITUTO HONDUREÑO DE TURISMO (IHT)

Miłośnicy żeglarstwa, kajakarstwa, wędkarstwa, trekkingu, obserwacji ptaków i ekoturystyki koniecznie muszą odwiedzić jezioro Yojoa usytuowane na zachodzie kraju, na wysokości ok. 630–700 m n.p.m. Leży ono między szczytami wygasłych wulkanów. To największe naturalne jezioro Hondurasu. Znajdują się tu parki narodowe Montaña Santa Bárbara (Parque Nacional Montaña Santa Bárbara) i Cerro Azul Meámbar (Parque Nacional Cerro Azul Meámbar). Na tym obszarze występują np. legwany, węże, małpy, oceloty i pumy.

 

MIASTO W GÓRACH

 

 F3G1132

Kobiety Garifuna tańczące hunguhungu (fedu)
© INSTITUTO HONDUREÑO DE TURISMO (IHT)

 

Tegucigalpę, stolicę kraju, zamieszkuje ok. 1,2 mln osób – to ponad jedna ósma ludności całego Hondurasu. Położona u podnóży wzgórza El Picacho, przed wiekami stanowiła ośrodek wydobycia srebra i złota. Miasto sprawia wrażenie nieuporządkowanego. Warto odwiedzić w nim Muzeum Tożsamości Narodowej (Museo para la Identidad Nacional – MIN). W rejonie historycznego centrum wznosi się XVIII-wieczna barokowa Katedra św. Michała Archanioła i budynek Kongresu Narodowego. Miasto często służy turystom za bazę wypadową, ponieważ właśnie stąd bez problemu dostaniemy się do wszystkich najatrakcyjniejszych miejsc w Hondurasie. Niemal z każdego punktu w Tegucigalpie można dostrzec 30-metrową figurę Chrystusa El Picacho ustawioną na szczycie wzgórza El Picacho. Ma ona przynosić nadzieję na lepszą przyszłość krajowi, który w 1821 r. wyrwał się spod hiszpańskiego jarzma i 17 lat później ogłosił pełną niepodległość (26 października 1838 r.), lecz dopiero od niedawna powoli staje na nogi. Ogromną szansą dla tego państwa jest m.in. rozwój turystyki, a temu sprzyja walka ze stereotypami na temat Hondurasu.

 

Aby wczuć się w atmosferę stolicy, warto przystanąć na chwilę i zjeść sprzedawane na każdym rogu arepas, czyli placki z kukurydzy, smażonych platanów czy fasoli. Honduraska kuchnia niewiele różni się od tej spotykanej w innych krajach Ameryki Środkowej. Jej podstawę stanowi ryż, a także fasola przygotowywana na różne sposoby i tortilla. Na śniadanie jada się zwykle tzw. baleadas, czyli właśnie tortille podawane z fasolą, żółtym serem i kwaśną śmietaną. Dodatki zależą – oczywiście – od upodobania. Kilkadziesiąt lempirów (HNL) kosztuje doskonała wersja z awokado, mięsem i wieloma innymi składnikami. Całość doprawia się zazwyczaj bardzo ostrym sosem na bazie papryki jalapeño. Słynny szkocki szef kuchni Gordon Ramsay, który odwiedził Honduras w marcu 2017 r., tak zachwycił się miejscowymi baleadas, że uznał je nawet za zdecydowanie najlepsze latynoamerykańskie danie.    

 

INDIANIE I KOLONIŚCI

 

Ciudad Blanca, legendarne Białe Miasto, można nazwać Atlantydą Ameryki Środkowej. Według wierzeń to właśnie w nim narodził się Pierzasty Wąż (Quetzalcóatl). Uważany był za boga wiatru, nieba, ziemi, wody i płodności. Ok. 300 km od Tegucigalpy archeolodzy odkryli w 2012 r. interesujący zespół ruin. Wiele artefaktów dowodzi, że mogą być to pozostałości legendarnego ośrodka Ciudad Blanca. Stanowisko archeologiczne, którego powierzchnię szacuje się na mniej więcej 50 km², znajduje się w gęstym tropikalnym lesie w historycznym rejonie La Mosquitia (na Wybrzeżu Moskitów – Costa de Mosquitos), na terenie dziewiczego Rezerwatu Biosfery Río Plátano, wpisanego w 1982 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To pełne tajemnic miejsce do dziś chroni wojsko, aby zapobiec kradzieżom. Odnaleziono tu fragmenty starożytnych struktur, w tym ziemnych piramid i placów, oraz liczne przedmioty codziennego użytku.

 

W wielu honduraskich miejscowościach natkniemy się na ślady kolonialnych czasów. Perełką architektury i niezmiernie ciekawym miejscem jest Gracias, dawna stolica Hondurasu (dzisiaj departamentu Lempira), założona w 1536 r. Do najstarszych tutejszych budynków należy świetnie zachowany Kościół La Merced, który powstał na początku XVII w. Obowiązkowo trzeba wybrać się też na spacer do hiszpańskiego Fortu św. Krzysztofa (Fuerte San Cristóbal), z którego rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki na całą dolinę. Wiele nazw własnych w Gracias nawiązuje do imienia pochodzącego z tego terenu legendarnego Lempiry (ok. 1499–1537), bohaterskiego władcy Indian Lenca (zamieszkujących terytorium dzisiejszego Hondurasu i Salwadoru), walczącego z hiszpańskimi konkwistadorami w latach 30. XVI stulecia. W pobliżu miasta znajdują się najsłynniejsze naturalne gorące źródła w kraju (Aguas Termales „Presidente”).

 

W tej części Ameryki Środkowej jest jeszcze bezsprzecznie mnóstwo do odkrycia. Nie warto się więc zbyt długo zastanawiać nad decyzją o podróży do wciąż raczej nieznanego turystom, lecz niezmiernie fascynującego Hondurasu. Najlepiej po prostu wyruszyć na spotkanie z wielką przygodą.

Moc przygód w słonecznej Słowenii

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Słowenia nazywana jest Europą w miniaturze, ponieważ można tu spotkać praktycznie każdy rodzaj krajobrazu – wysokie, ośnieżone zimą szczyty Alp Julijskich, rozległe równiny, bujne lasy, rwące górskie rzeki, malownicze winnice, lecznicze wody termalne, sympatyczne kurorty nad Adriatykiem czy zabytkowe miasta i urocze zamki (na czele ze słynnym średniowiecznym Predjamskim gradem). W tym małym państwie znajdziemy również rozbudowaną bazę hotelową, nowoczesną infrastrukturę narciarską i pyszną kuchnię. Magnesem przyciągającym do niego zagranicznych turystów (w tym coraz więcej Polaków) są unikalne cuda przyrody – wspaniałe zjawiska krasowe, bajkowy podziemny świat (jaskinia Postojna i Jaskinie Szkocjańskie) czy zniewalające jeziora (Bled i Bohinj). Słowenia to także wymarzony kierunek (przez okrągły rok!) dla miłośników aktywnego wypoczynku: narciarstwa (zarówno biegowego, jak i zjazdowego), snowboardingu, wspinaczki sportowej (Osp), jazdy konnej (Lipica), raftingu i kanioningu (śliczna szmaragdowo-zielona Socza), wędkarstwa (tutejsze alpejskie rzeki obfitują w pstrągi), żeglarstwa, golfa, kolarstwa górskiego, pływania (w ciepłym Morzu Adriatyckim lub olbrzymich aquaparkach z licznymi basenami) czy podwodnych przygód (doskonałe miejsca nurkowe na wybrzeżu między Piranem a Strunjanem albo niezmiernie głębokie Divje Jezero, czyli „Dzikie Jezioro”, koło Idriji). Nic więc dziwnego, że o tym maleńkim kraju, zapewniającym dużą dawkę adrenaliny, mówi się, że leży po słonecznej stronie Alp.  

Więcej…

Fuerteventura – podmuch słońca

BARTEK JANKOWSKI

www.TropiKey.com

 

Do szerokiej, jasnej plaży zbliża się fala. Jej czoło przecina energicznie deska surfera. Lazurowy ocean zmienia się przy brzegu w przypominającą spienione mleko kipiel, w której beztrosko baraszkują dzieci. Trochę dalej przechadzają się niczym nieskrępowani nadzy ludzie w różnym wieku. Na horyzoncie majaczą barwne latawce kitesurferów niesionych wiatrem po gładkiej tafli płytkiej laguny... Tak oto wygląda pełna magii Fuerteventura w archipelagu Wysp Kanaryjskich. 

Więcej…