MARCIN „HUMBAK” JĘDRZEJCZAK

 

Rejsy luksusowymi statkami wycieczkowymi są jednymi z najbardziej niezapomnianych wspomnień. Dla wielu osób stanowią wycieczkę życia. Dlatego tak ważne jest to, żeby dokonać dobrego wyboru armatora, danej jednostki z jego floty oraz trasy, w jaką zamierzamy się wybrać. Bez względu na to, czy zastanawiamy się nad organizacją romantycznej wycieczki we dwoje, urlopu z rodziną, wyjazdu integracyjno-motywacyjnego, podróży poślubnej, czy wakacji w gronie przyjaciół – wypoczynek spędzony na pokładzie luksusowego statku spełni wszelkie oczekiwania, zagwarantuje nam moc atrakcji i wspaniałą zabawę.

Rejs wycieczkowy pozwala na zwiedzenie w wygodny sposób wielu interesujących zakątków świata za jednym zamachem, bez konieczności znoszenia trudów dalekich podróży i ciągłego pakowania walizek. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób odkrywa zalety i uroki wakacji w formule all inclusive na luksusowych statkach. Od kilku lat wypoczynek w „hotelach na wodzie” cieszy się stale wzrastającą popularnością wśród polskich turystów.

W Europie Zachodniej (głównie w Niemczech, Włoszech, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii) rejsy wycieczkowe są już modne od dawna. Najwięcej pasażerów przyciągają jednak w Stanach Zjednoczonych – rocznie aż 13–14 mln osób (przy ok. 19 mln na całym świecie)! Według prognoz firmy konsultingowej Ocean Shipping Consultants, w 2020 r. z wakacji na luksusowych statkach ma skorzystać już 27 mln klientów, z czego 64 proc. będą stanowić Amerykanie, a 26 proc. – Europejczycy.

 

Pływające hotele przez cały rok

Choć sezon rejsów wycieczkowych rozpocznie się w Europie Północnej dopiero wiosną, to w południowej części kontynentu trwa przez cały rok. Po Morzu Śródziemnym statki pasażerskie pływają bez przerwy. Niemniej jednak najwięcej z nich spotkamy podczas wysokiego sezonu, który przypada tu na okres od końca maja do początku września. Natomiast nasza zima jest doskonałym momentem na wyprawę na Karaiby. Podczas jednego rejsu możemy zwiedzić w krótkim czasie kilka rajskich wysp oraz odwiedzić wiele interesujących miast. Wysoki sezon trwa tutaj od końca grudnia do kwietnia. Pasażerowie statków mogą skorzystać z wycieczek fakultatywnych, które organizowane są w odwiedzanych portach, albo wykupić jedynie transfer do pobliskiego miasta i zwiedzać wybrane atrakcje na własną rękę. W tym ostatnim wypadku trzeba jednak powrócić na pokład przynajmniej na 30 minut przed planowaną godziną wypłynięcia.

            Biura podróży przez cały rok kuszą najróżniejszymi ofertami luksusowych rejsów. Na wycieczkę statkiem, będącym pływającym hotelem, można się wybrać zarówno po europejskich trasach – po Morzu Śródziemnym, Bałtyckim albo Północnym, jak również po bardziej egzotycznych, np. po Karaibach czy Oceanie Indyjskim.   

Queen Mary 2, największy dotychczas zbudowany liniowiec transatlantycki (powstał w 2004 r.), należy do słynnej linii oceanicznej Cunard Line. Posiada aż 14 pokładów i ponad 1300 kabin. Może pomieścić 2620 pasażerów i 1253 członków załogi. Jest to jedyny liniowiec pokonujący regularnie legendarną trasę ze Starego do Nowego Świata. Wypływa z angielskiego portu Southampton i po 7 dniach przypływa do Nowego Jorku w Ameryce. Za ten transatlantycki rejs zapłacimy, w zależności od rodzaju kabiny oraz terminu, od ok. 900 do 7 tys. dolarów za osobę.

Na zamówienie norwesko-amerykańskiego armatora Royal Caribbean International (często stosującego skrót RCCL) powstały w ostatnich latach prawdziwe pływające giganty. Na statku Oasis of the Seas (zbudowanym w 2009 r.) znajdziemy aż 16 pokładów i 2700 kabin. Może on zabrać w rejs nawet 5400 pasażerów (maksymalnie do 6296 osób!) i 2165 członków załogi (z ponad 65 krajów!). Bliźniaczy Allure of the Seas (powstały w 2010 r.) jest największym statkiem wycieczkowym świata – dłuższym jedynie o 50 mm od Oasis of the Seas (ma 361 metrów długości)! Posiada także 16 pokładów i 2700 kabin. Może on pomieścić 5400 pasażerów (maksymalnie 6400!) i 2384 członków załogi. Oba te statki Royal Caribbean International zdetronizowały Freedom of the Seas (zbudowany w 2006 r.). Ma on 339 metrów długości, a na 15 pokładach znajduje się 1817 kabin. Może pomieścić 3634 osoby i 1360 członków załogi.

 

Cuda inżynierii morskiej

Na Freedom of the Seas znalazły się m.in. aleja sklepowa Royale Promenade, teatr, lodowisko, kasyno, 22 bary i kluby, 4 baseny, 6 jacuzzi, centrum SPA, symulator do nauki surfingu, ściana wspinaczkowa, boisko do koszykówki, mini golf czy ring bokserski. Z kolei pasażerowie Queen Mary 2 mają do dyspozycji np. ekskluzywne centrum SPA – Canyon Ranch SpaClub, tzw. Royal Court Theatre – pierwszy „teatr na wodzie”, który oferuje eleganckie prywatne loże ze stolikiem, Planetarium (jedyne na świecie mieszczące się na statku!), luksusowe restauracje serwujące wyśmienite potrawy z grilla, ogromną salę balową – Queens Room oraz bibliotekę z ponad 8 tys. książek. Goście Allure of the Seas, najnowszego statku Royal Caribbean, mogą skorzystać z kawiarni, oglądać musicale w teatrze, zadbać o swoje zdrowie i urodę w centrum SPA, zrelaksować się w 4 basenach i 10 jacuzzi, pograć w koszykówkę na pełnowymiarowym boisku, pojeździć na łyżwach, pobawić się w parku wodnym – H2O Zone, pooglądać filmy w kinie 3D, podziwiać spektakle w amfiteatrze na rufie – tzw. AquaTheater itd. Na wszystkich statkach wycieczkowych znajdują się liczne sklepy wolnocłowe, luksusowe butiki, restauracje, winiarnie i drink bary. Wieczorami na pasażerów czekają teatry, rewie na lodzie, dyskoteki czy kasyna. Wcześniej można zadbać o swój wygląd i udać się do salonów fryzjerskich i kosmetycznych. Na statkach działają nie tylko specjalne kluby dziecięce i młodzieżowe, place zabaw, ale nawet całe przedszkola dla najmłodszych!

Komfortowe kabiny zaprojektowane są w taki sposób, żeby zagwarantować doskonały relaks i wypoczynek podróżnym. Wszystkie posiadają łazienkę, telewizor, klimatyzację, sejf i wygodne łóżka. W zależności od naszego budżetu możemy wybrać kabiny wewnętrzne, te z oknem czy z balkonem (jeśli mamy większe fundusze). Na każdym statku mieszczą się również przestronne, luksusowe apartamenty. Przykładowo w ofercie Norwegian Cruise Line (NCL) dla najbogatszych osób znajdują się na górnym pokładzie ekskluzywne, luksusowo wyposażone i obszerne prywatne wille o powierzchni aż 400 m2 – tzw. The Haven Villas & Penthouses.

Należący do linii NCL statek wycieczkowy Norwegian Epic, skonstruowany w 2010 r., charakteryzuje się niespotykaną dotąd stylistyką i wzornictwem w aranżacji kabin i apartamentów, wykorzystując nowatorskie rozwiązania w oparciu o tzw. wave concept. Kabiny posiadają faliste ściany i dużo otwartej przestrzeni, a te zewnętrzne mają dodatkowo własne balkony. Statek oferuje także specjalne studia dla singli z prywatnym dostępem do tzw. Studio Lounge – miejsca spotkań towarzyskich. Na Norwegian Epic znajdziemy także olbrzymi Aqua Park, ekskluzywne Mandara Spa, liczne restauracje serwujące dania z całego świata oraz bary i kawiarnie z doskonałą muzyką, w tym pierwszy prawdziwy bar lodowy na morzu – SVEDKA Eisbar.

Programy rejsów są zaplanowane w ten sposób, żeby móc pokonać trasę pomiędzy jednym a drugim portem przede wszystkim nocą. Dzięki temu w ciągu dnia można zwiedzać interesujące miejsca i zabytki poszczególnych miast, do których zawijają statki. Czasami jednak zdarza się, ze względu na duże odległości pomiędzy danymi portami, że pasażerowie całe dnie spędzają na morzu. Uczestnicy rejsu otrzymują specjalną, wydawaną codziennie gazetkę przypominającą im o wszystkich atrakcjach, jakie czekają na nich na statku. Dzięki niej mogą sobie zaplanować każdy kolejny dzień podróży.

 

Potężny rynek rejsów wycieczkowych

Największym armatorem statków wycieczkowych na świecie jest obecnie brytyjsko-amerykański Carnival Cruise Lines – CCL (założony w 1972 r.), mający 49,2 proc. rynku wartego ponad 34 biliony dolarów. Należy do niego w sumie 10 linii – Carnival, Princess, Costa Cruises, Holland America Line, AIDA, P&O Cruises, P&O Cruises Australia, Cunard, Ibero Cruceros i Seabourn. Dysponuje on łącznie aż 103 pływającymi hotelami (przy 256 na całym świecie!), które mogą ugościć ok. 210 tys. osób. Jego flagowa linia – Carnival – zaprasza na rejsy m.in. na Alaskę, Bahamy, Bermudy, Hawaje, Tahiti, Fidżi, do Kanady, Nowej Anglii, Meksyku itd.

Drugą pozycję zajmuje Royal Caribbean International, znany często jako RCCL (istniejący od 1968 r.), do którego należy 23,8 proc. rynku. Ma on w sumie 5 znanych marek – Royal Caribbean, Celebrity Cruises, Pullmantur, CDF i Azamara. Do jego floty należy 40 statków wycieczkowych mogących pomieścić ponad 96 tys. pasażerów (dane Cruise Market Watch). Odwiedzają one łącznie 233 miejsca w 72 krajach na 6 kontynentach, m.in. Alaskę, Kanadę, Europę, Meksyk, Hawaje, Karaiby czy Kanał Panamski.    

Od 1966 r. działa firma Norwegian Cruise Line (NCL), założona na Florydzie jako Norwegian Caribbean Line. Ten trzeci armator statków wycieczkowych na świecie, mający 7,1 proc. rynku, dysponuje 11 pływającymi hotelami, na których przygotowano miejsca dla ponad 26 tys. gości (według Cruise Market Watch). W ofercie tej linii znajdują się m.in. rejsy po Morzu Śródziemnym i Bałtyckim, Karaibach, Hawajach, Kanale Panamskim, a także trasy transatlantyckie (np. z Miami na Florydzie do Barcelony w Hiszpanii czy z duńskiej Kopenhagi do Miami). Jej statki docierają również na Alaskę, do Kanady i Nowej Anglii. W 2000 r. firma NCL wprowadziła swój słynny produkt – tzw. Freestyle Cruising, nowatorską formę wakacji na morzu, oferującą pasażerowi maksimum swobody na pokładzie, bez sztywnych godzin posiłków, obowiązku stroju wieczorowego oraz innych zasad mogących zakłócać beztroski wypoczynek.

Czwartą siłę stanowi włoska linia MSC Cruises (MSC Crociere), do której należy 5,8 proc. rynku. Została założona oficjalnie w 1987 r., a jej główna siedziba mieści się w szwajcarskiej Genewie. Posiada obecnie najmłodszą flotę na świecie złożoną z 12 statków wycieczkowych mogących zabrać na pokład niemal 28 tys. pasażerów. W maju 2012 r. do użytku ma wejść luksusowa jednostka MSC Divina – ta nowa „Bogini Mórz” ma 13 pokładów przeznaczonych dla gości, 1751 kabin i może zabrać w rejs ok. 4 tys. osób. MSC Cruises oferuje m.in. wycieczki na Karaiby, do Ameryki Północnej i Południowej, Południowej Afryki, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Europy Północnej oraz ciekawe trasy po Morzu Śródziemnym.       

W 1989 r. powstała linia Celebrity Cruises, należąca obecnie do Royal Caribbean International. Dysponuje ona 11 statkami, na których może pomieścić się w sumie ponad 24 tys. gości. W 2009 r. została nagrodzona przez czytelników Condé Nast Traveller (słynnego amerykańskiego magazynu o podróżach luksusowych) tytułem najlepszej linii wycieczkowej świata – Top Mega-Ship Cruise Lines. – Celebrity Cruises wyróżniają przede wszystkim statki, w szczególności te należące do klasy Celebrity Solstice, zaprojektowane niezwykle elegancko i stylowo. Panuje na nich niezmiernie ciepła i przyjazna atmosfera – tłumaczy Małgorzata Budnik, kierownik ds. obsługi klienta portalu Kruzy.pl. – Celebrity to również słynna, wielokrotnie nagradzana kuchnia, niesamowity sposób delektowania się nią, wielkie bogactwo programów pokładowych, m.in. dla smakoszy, miłośników wina, osób poszukujących rozrywek intelektualnych lub regeneracji sił, a także szeroka oferta niezwykłych miejsc do odwiedzenia – dodaje. Podróż tą linią na pewno zadowoli najbardziej wytrawnych podróżników, tym bardziej, że trasy, które przemierzają statki Celebrity Cruises, odbiegają od tych standardowych. Jeden z najwspanialszych rejsów odbywa się w regionie archipelagu Galapagos na ekspedycyjnym statku Celebrity Xpedition, który zabiera na pokład tylko 92 pasażerów. – Kameralna atmosfera, luksusowy „hotel na wodzie” i ten cudowny ekwadorski archipelag, z niespotykanym nigdzie indziej na świecie bogactwem natury, to wszystko sprawia, że ta wycieczka jest spełnieniem marzeń niejednego podróżnika – zachwala Małgorzata Budnik z Kruzy.pl.

 

Polacy coraz śmielej wyruszają w rejsy

Rodzime biura turystyczne coraz częściej oferują rejsy z polskim pilotem, który towarzyszy klientom z Polski w podróży, służy pomocą przy meldowaniu się na statku, tłumaczy lokalnych przewodników podczas wycieczek fakultatywnych oraz udziela niezbędnych informacji. Wszystko to dzięki temu, że z roku na rok coraz więcej naszych rodaków wybiera wakacje w „hotelu na wodzie”. – Polecam szczególnie 8-dniowy rejs z polskim pilotem statkiem „Costa Favolosa”, najmłodszym dzieckiem linii Costa Cruises (pływającym od 2011 r.), po Półwyspie Arabskim. W tym sezonie zimowym można wziąć w nim udział na początku lutego 2012 r. Wypływa się z Dubaju i odwiedza m.in. Maskat, stolicę Omanu, oraz Abu Zabi (Abu Dhabi) – główne miasto Zjednoczonych Emiratów Arabskich. „Costa Favolosa” to luksusowy pływający hotel, który posiada 13 pokładów dostępnych dla gości i może zabrać 3780 pasażerów. Na statku znajdują się liczne restauracje i bary, 4 baseny, 5 jacuzzi, boiska sportowe, „Samsara SPA”, teatr, kasyno, dyskoteka, kluby dziecięce, centrum medyczne, galeria sklepów wolnocłowych oraz centrum konferencyjne. Taka wspaniała wycieczka po Półwyspie Arabskim kosztuje od 770 euro (za miejsce w 2-osobowej kabinie wewnętrznej) do 1270 euro (przy zakwaterowaniu w 2-osobowej kabinie zewnętrznej z balkonem) – mówi Jarosław Kruszka, wiceprezes zarządu oraz dyrektor sprzedaży i marketingu Marco Polo Travel.

            Rejsy statkami wycieczkowymi są obecnie jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się segmentów turystyki oraz niezmiernie modnym sposobem podróżowania i zwiedzania świata. Jest to także doskonały pomysł na spędzenie niezapomnianych chwil we dwoje lub w towarzystwie przyjaciół. Błękitne niebo i lazur morza, stale zmieniające się krajobrazy, malownicze porty, rajskie plaże, egzotyczne wyspy, fascynujące wschody i zachody słońca, moc atrakcji oferowanych przez luksusowe „hotele na wodzie” – to wszystko zapewnia romantyczne chwile, wspaniałe wspomnienia i udaną zabawę w komfortowych warunkach. Nic więc dziwnego, że coraz więcej Polaków nie wyobraża sobie udanych wakacji bez udziału w rejsie wycieczkowym…       


 

Artykuły wybrane losowo

Poza utartym szlakiem w Tajlandii

 

Kinga Bielejec

www.gadulec.me

 

 Sukhotai z zabytkami związanymi z początkami architektury tajskiej

Sukhothai-000597

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Tajlandia to jeden z najczęściej odwiedzanych krajów świata. Słynie z pięknych piaszczystych plaż, przejrzystych wód i przepysznej kuchni. Znajduje się tutaj mnóstwo buddyjskich świątyń i posągów. Tajlandzka stolica – Bangkok – nigdy nie zasypia. Nie wszyscy jednak wiedzą, że na krajobraz Tajlandii składają się też bujne zielone lasy i małe sielskie miasteczka, w których czas się zatrzymał.

 

Najlepsza pora na odwiedzenie tego azjatyckiego państwa to okres między listopadem a lutym. Trwa wtedy pora sucha, średnia temperatura powietrza waha się od 28 do 32°C, a opady należą do rzadkości. Jedynie na wschodnim wybrzeżu (w okolicy m.in. Koh Samui, Koh Tao, Phangan) może sporadycznie popadać. Te miesiące są również szczytem sezonu turystycznego, więc hotele w najpopularniejszych miejscach (w czasie Bożego Narodzenia i zabaw sylwestrowych do bardzo chętnie odwiedzanych zaliczają się szczególnie obiekty na wyspach) warto zarezerwować wcześniej.

 

Choć w biurach podróży Tajlandia cieszy się dużym zainteresowaniem, zazwyczaj turystom oferuje się program obejmujący mniej więcej te same atrakcje. Dlatego chciałabym zaproponować zejście z utartego szlaku zwiedzania. W tym kraju pozostało jeszcze wiele do odkrycia.

 

ZAGUBIENI W STOLICY

 

Przy wyborze zakwaterowania w stolicy Tajów korzystałam z portalu Couchsurfing. Ludzie z całego świata oferują w nim nocleg w swoim mieszkaniu i często wspólne spędzanie czasu. Zatrzymaliśmy się u Hosta, z pochodzenia Holendra. Które mniej znane miejsca w Bangkoku warto odwiedzić? – zapytałam go tuż po przylocie do tej prawie 10-milionowej metropolii. Najlepsze, co można zrobić, to się zgubić – odpowiedział. I faktycznie była to wskazówka idealna.

 

Okazało się, że największe miasto Tajlandii to nie tylko słynna ulica Khao San, okryty złą sławą Patpong (dzielnica występów ping pong show, ladyboyów, barów i ledwo trzymających się na nogach turystów), Wielki Pałac Królewski i liczne świątynie, lecz także targi oraz bazary pełne smaków, kolorów i zapachów. Koło ruchliwych skrzyżowań sprzedaje się kawałki kurczaka na patyku czy pad thai (smażony makaron z dodatkami), a na ulicznych straganach piętrzą się świeże egzotyczne owoce. Tutaj najlepszymi przewodnikami są nogi i nos. Do nieco mniej znanych, ale bardzo ciekawych atrakcji należą ulica industrialna (koło Kościoła Świętego Różańca) i Park Pałacowy Dusit, w którym znajdują się Pałac Vimanmek (największa budowla ze złotego drewna tekowego na świecie), sale tronowe, posąg króla Czulalongkorna (Chulalongkorna, Ramy V) i ogród zoologiczny.

 

TAJSKI ANGKOR WAT

 

W drodze z Bangkoku do Chiang Mai (na północy kraju) warto wysiąść na stacji Phitsanulok i wsiąść w autobus do Sukhothai. Początki tego miasta sięgają XIII w., a jego złoty okres przypada na panowanie króla Ramkhamhaenga (urodzonego między 1237 a 1247 i zmarłego w 1298 r.). To wtedy je rozbudowano i stało się jednym z największych na świecie ośrodków buddyzmu. Mniej więcej sto lat później, kiedy swoimi wpływami objęło te tereny Królestwo Ajutthaja (Królestwo Ayutthaya), Sukhothai straciło na znaczeniu. Zainteresowanie wzbudziło ponownie dopiero w XIX w. Przyczynił się do tego król Mongkut, Rama IV (1804–1868).

 

Obecnie odrestaurowane pozostałości tej historycznej stolicy Królestwa Sukhotai znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Leżą one w odległości ponad 10 km od współczesnego miasteczka nazywanego Nowym Sukhothai (Sukhothai Thani). Aby dotrzeć do wspaniałych ruin, najlepiej wypożyczyć skuter na dworcu autobusowym lub podjechać tuk-tukiem (trójkołową motorikszą). Należy jednak pamiętać, że kompleks jest duży i dzieli się na kilka stref (wejście płatne osobno), pomiędzy którymi łatwiej (i szybciej) porusza się środkami transportu.

 

W DŻUNGLI ŻYCIA

 

Przepiękny wodospad Thi Lo Su na rzece Maeklong w dystrykcie Umphang

UMPHANGTak-000299

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Z Sukhothai można udać się autobusem do Mae Sot, mało znanego miasta tuż przy granicy z Birmą (Mjanmą). Wyruszają stąd wycieczki do Umphang, miejscowości położonej na skraju dżungli, do której jedzie się ok. 165 km asfaltową drogą z 1219 zakrętami. Już sama podróż to niezapomniane przeżycie – nierzadko siedzi się w pick-upie wraz z miejscowymi żującymi betel oraz ich kurami i kogutami. Przewożenie ludzi (i zwierząt) na dachu samochodu jest tutaj normą. Na dodatek otaczające nas widoki zapierają dech w piersiach. A to dopiero początek przygody!

 

Do najpopularniejszych należą wycieczki czterodniowe. Pierwszego dnia dojeżdża się do Umphang i tu nocuje. Nazajutrz, tuż po śniadaniu, wyrusza się na spływ po niezbyt rwącej rzece Maeklong (Mae Klong). Kilka lat temu zmieniono przepisy i drewniane tratwy zastąpiono dmuchanymi pontonami. Po drodze można spotkać dzikie zwierzęta (węże, gibony, mundżaki, warany, krokodyle różańcowe) i wykąpać się w gorących źródłach. Po lunchu następuje główny punkt programu – kilkugodzinny trekking w dżungli. Oczywiście, cały czas jest się pod opieką doświadczonego lokalnego przewodnika, który zna te rejony od dziecka. Najlepiej nocować w namiocie pośrodku utworzonego w 1989 r. Sanktuarium Dzikiej Przyrody Umphang (Umphang Wildlife Sanctuary), gdzie zasypia się wśród niesamowitych odgłosów. Trzeciego dnia odwiedza się największy wodospad w Tajlandii o wdzięcznej nazwie Thi Lo Su (również Thee Lor Sue lub The Lor Sue). Ma ok. 250 m wysokości i 450 m szerokości. Robi ogromne wrażenie, w dodatku można się w nim kąpać, a niekiedy nawet z niego skakać (wszystko zależy od stanu wody). Popołudniu znów wyrusza się na trekking, a po kilku godzinach dociera się do wioski Karenów. Posługują się oni językami kareńskimi, całkiem innymi niż tajski, i dopiero od kilkunastu lat uczą się w szkołach podstawowych języka urzędowego kraju. W Tajlandii mieszka ok. 400 tys. Karenów. Zajmują się głównie rolnictwem i hodowlą. W wiosce, którą odwiedziliśmy w 2014 r., nie było zasięgu sieci komórkowych czy internetowych. Miejscowi kontaktowali się z resztą świata za pomocą aparatu umieszczonego w jedynej budce telefonicznej. Uczestnicy wycieczki śpią u lokalnej rodziny i razem z nią spożywają kolację i śniadanie. Czwartego dnia wracają do Umphang. Wiele agencji proponuje wyprawy urozmaicone półtoragodzinną przejażdżką na słoniu, po której wszyscy udają się jeepem do miasteczka. Warto dopytać o szczegóły takiej oferty, ponieważ dość często zdarza się, że zwierzęta są źle traktowane, bite i zakute w łańcuchy.

 

Okolice Mae Sot i Umphang rzadko bywają wspominane w przewodnikach czy na blogach podróżniczych. Z jednej strony można nad tym ubolewać, ponieważ to jeden z ciekawszych rejonów w Tajlandii, a z drugiej dzięki temu właśnie miejsce to nie stało się jeszcze tak oblegane przez turystów jak chociażby miasto Chiang Mai. W okolicy znajduje się także jaskinia Takobi i wspierany przez UNICEF 13-tysięczny obóz dla uchodźców z Birmy (głównie Karenów) – Umpiem Mai.

 

ODPOCZYNEK W PAI

 

Omijamy wspomniane turystyczne, chodź bardzo interesujące, Chiang Mai i udajemy się do Pai – jednego z najbardziej niezwykłych miasteczek w tym kraju. Tutaj czas się zatrzymał, życie płynie powoli, podobnie jak pobliska rzeka o tej samej nazwie. To idealne miejsce na odpoczynek od zgiełku i tłumów z całego świata. Mieszkańcy Pai mają tatuaże i dredy i słuchają Boba Marleya. Ciężko stwierdzić, czy właśnie oni przyciągnęli podobnych do siebie turystów, czy sami zaczęli naśladować styl Europejczyków, Amerykanów i Australijczyków. Jedno jest pewne – dziś to leniwe miasteczko uchodzi za mekkę backpackerów ze wszystkich stron świata. Znajdują się tu hostele, nieco bardziej luksusowe bungalowy z hamakami, na których można przeleżeć tydzień, klimatyczne restauracje i kafejki. Młodzi ludzie przyjeżdżają na 2–3 dni i zostają na tydzień (lub znacznie dłużej).

 

W Pai każdy spędzi przyjemnie czas. Jeśli odpoczynek już nam się znudzi, wystarczy wynająć skuter lub zapisać się na zorganizowaną wycieczkę. W okolicy jest mnóstwo atrakcji – kanion (Pai Canyon, Kong Lan), wodospady (w tym szczególnie malowniczy Pam Bok), gorące źródła, Most Pamięci. Po drodze warto wstąpić na pyszną kawę i ciasto do przepięknie położonej kawiarni „Coffee in Love”.

 

SŁONIE I LUDZIE

 

W odległości ok. 10 km od centrum Pai znajduje się Thom’s Elephant Camp, czyli wioska słoni, która oferuje kilkugodzinne przejażdżki na grzbiecie tych inteligentnych i wrażliwych zwierząt bądź kąpiele z nimi w pobliskiej rzece. Aby poznać je jeszcze bliżej, można odbyć tygodniowy lub dwutygodniowy wolontariat. Sens funkcjonowania miejsc, w których główną atrakcją są żywe stworzenia, to niezmiernie trudny i dyskusyjny temat. Nie inaczej jest w tej sytuacji.

 

Słonie od tysięcy lat pomagają tutejszym mieszkańcom w pracy i życiu codziennym. Niegdyś wykorzystywano je w trakcie działań wojennych i przy wycinaniu lasów. Obecnie stały się machiną do zarabiania pieniędzy. Prawie zawsze w wioskach słoni pracują samice, ponieważ samce są nieposłuszne i trudniej je kontrolować. Młode zabiera się od matek i tresuje, aby w przyszłości służyły człowiekowi. Takie szkolenia bywają niezwykle brutalne, gdyż panuje przekonanie, że każdego osobnika trzeba złamać. Trener, tzw. mahout, musi pokazać słoniowi, iż ma nad nim władzę. Nierzadko stosuje się łańcuchy i ostro zakończone kije – zarówno w trakcie szkolenia, jak i później, już podczas wykonywania określonych zadań. Zwierzęta i mahouci pracują od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu, praktycznie przez okrągły rok, jeśli tylko jest na to zapotrzebowanie.

 

W Thom’s Elephant Camp w Pai słonie nie mają założonych łańcuchów, a turyści siedzą bezpośrednio na ich karku, a nie w niewygodnych, ciężkich krzesłach. Mimo wszystko zwierzęta muszą pracować bardzo dużo i spędzają całe życie w niewoli, posłusznie służąc swoim opiekunom. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się przekształcenie wszystkich takich ośrodków w rezerwaty przyrody, jednak wtedy zatrudnienie straciłyby tysiące mahoutów, którzy najczęściej utrzymują wieloosobowe rodziny. Prawdopodobnie Tajlandia nie jest gotowa na tak radykalne zmiany, ale przed przejażdżką na słoniu powinniśmy zastanowić się nad wszystkimi wadami i zaletami tego typu atrakcji. Być może lepiej będzie odwiedzić wioskę, w której te piękne i dostojne zwierzęta dożywają swojej starości po latach pracy, a w Thom’s Elephant Camp jedynie dać słonicom banana i pogłaskać je po trąbie, a potem stąd odjechać.

 

NIEZWYKŁA ŚWIĄTYNIA

 

Na północy Tajlandii, tuż przy granicy z Laosem i Birmą leży miasto Chiang Rai. Można tu przyjechać na jednodniową wycieczkę z Chiang Mai lub zajrzeć w drodze do innego kraju Azji Południowo-Wschodniej. Kilka kilometrów od centrum znajduje się świątynia buddyjska inna niż wszystkie – Wat Rong Khun, zwana również White Temple (Białą Świątynią). Jej nowoczesny gmach zaprojektował tajski artysta Chalermchai Kositpipat. Budowa obiektu rozpoczęła się w 1997 r. i trwa do dzisiaj. Podobno pomysłodawca powiedział kiedyś, że zostanie ukończona ok. 60–90 lat po jego śmierci. Biała Świątynia jest pełna różnego rodzaju symboli. Do głównego budynku (ubosot) prowadzi mostek, który otacza las powykręcanych rąk i dłoni należących do udręczonych dusz próbujących wydostać się z piekła. Wnętrze, z pozoru mało interesujące, zdobią wizerunki bohaterów współczesnej kultury popularnej: Batmana, Spidermana, Supermana, Jacka Sparrowa czy Harry’ego Pottera (a nawet minionków, Angry Birds i Hello Kitty). Postacie te zostały umieszczone wraz z płonącymi wieżami nowojorskiego World Trade Center, co sugeruje, że nie są w stanie uratować naszego świata. W całym obrazie dominującą rolę odgrywa natomiast wielki demon, w oczach którego znajdują się twarze Osamy bin Ladena i George’a W. Busha. Ten osobliwy mural ma uświadomić patrzącemu, że tylko Budda może zbawić ludzkość.

 

Drugą interesującą budowlą w Chiang Rai jest Baan Dam, czyli Czarny Dom. Kompleks ten stworzył Taj Thawan Duchanee. Składa się na niego kilkadziesiąt budynków z drewna, szkła, terakoty i innych tworzyw. W ich wnętrzach można podziwiać m.in. ogromny zbiór trofeów myśliwskich artysty.

 

NA RAJSKICH WYSPACH

 

Wat Rong Khun – główna świątynia i prowadzący do niej mostek

IMG 3507

© KINGA BIELEJEC/GADULEC.ME

 

Południe Tajlandii to przede wszystkim liczne wyspy i piękne plaże. Tutaj trudniej o miejsca poza utartym szlakiem. Przy wschodnim wybrzeżu, w Zatoce Tajlandzkiej leżą jedne z najciekawszych wysp. Koh Tao to mekka nurków, na Koh Phangan odbywa się słynne Full Moon Party, a Koh Samui jest najspokojniejsza z całej trójki. Na każdej z nich warto wynająć skuter, aby zwiedzać okolicę we własnym tempie. Znajdziemy tu zarówno spektakularnie położone punkty widokowe (np. John-Suwan Viewpoint lub Chalok Viewpoint na Koh Tao), jak i rajskie plaże (chociażby Thian Og na Koh Tao czy Chaloklum albo Haad Salad na Koh Phangan).

 

Wody otaczające Koh Tao stanowią idealny rejon na kurs nurkowania. Przystępne ceny, instruktorzy mówiący w wielu językach i niezwykły podwodny świat sprawiają, że to właśnie na tę wyspę przyjeżdżają turyści spragnieni nowych doznań. W jej bezpośrednim sąsiedztwie wyróżnia się 25 atrakcyjnych miejsc nurkowych, wśród których najbardziej znane są Japanese Gardens, Red Rock, Shark Island, White Rock, Southwest Pinnacle, Mango Bay, Chumporn Pinnacle, Green Rock, Hin Wong, Sail Rock czy Twins Peak. Średnia głębokość wynosi mniej więcej 12–18 m, jednak bez problemu znajdziemy punkty dla bardziej zaawansowanych nurków (do 45 m głębokości). Widoczność sięga ok. 15, a nawet 30–40 m w sprzyjających warunkach.

 

Full Moon Party, Half Moon Party, zabawa sylwestrowa czy Boże Narodzenie – na Koh Phangan okazji do świętowania jest bez liku. Na plaży Haad Rin raz w miesiącu gromadzi się od 10 do 30 tys. młodych ludzi z całego świata. Ściągają tutaj, aby słuchać muzyki, tańczyć i popijać drinki z napoju energetycznego, soku i alkoholu (najczęściej lokalnego rumu) podawane z lodem w plastikowych wiaderkach, a zwane buckets. Imprezowicze krążą do białego rana między kilkoma różnymi scenami wystawionymi nad brzegiem Zatoki Tajlandzkiej. Wszyscy mają pomalowane twarze i odblaskowe koszulki, a kolejka do studia tatuażu ciągnie się przez pół ulicy. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się w 1985 r., kiedy po raz pierwszy podczas pełni księżyca bawiła się tu grupa 20–30 turystów. Obecnie to jedna z największych plażowych imprez na świecie. Oprócz tego na Koh Phangan organizuje się także Black Moon Party na plaży Baan Tai (raz w miesiącu, gdy księżyc jest w nowiu) i Half Moon Party w małym lesie leżącym ok. 2 km w głąb lądu (dwa razy w miesiącu, w czasie pierwszej i ostatniej kwadry).

 

Na zachodnim wybrzeżu kraju znajdują się m.in. miasta Krabi i Ao Nang. Same w sobie nie są zbyt ciekawe, jednak będą doskonałymi bazami wypadowymi na maleńkie wysepki lub półwyspy. W Tajlandii obowiązkowo należy odwiedzić plażę Railay (Rai Leh) i archipelag Phi Phi. Na Koh Phi Phi Leh był kręcony słynny film Niebiańska plaża (2000 r.) z Leonardem DiCaprio w roli głównej. Półwysep Railay jest z kolei świetnym miejscem na odpoczynek i znakomitym rejonem dla miłośników wspinaczki skalnej. Niestety, zarówno jego, jak i archipelag Phi Phi oblegają tłumy turystów, szczególnie w okresie ferii świątecznych.

 

Blisko granicy z Malezją znajduje się wyspa idealna dla osób kochających dziką przyrodę, ceniących spokój i ciszę. Infrastruktura turystyczna na Koh Tarutao jest bardzo ograniczona, dlatego jej rejon pozostaje niemal dziewiczy i niezmieniony przez człowieka. Biuro Narodowego Parku Morskiego Tarutao udostępnia bungalowy do wynajęcia, można też rozbić tutaj namiot (swój lub wypożyczony na miejscu).

 

ULICZNE JEDZENIE

 

Tajska kuchnia uchodzi za jedną z najsmaczniejszych na świecie. Co ciekawe, bardzo często jedzenie uliczne, przygotowywane w budkach przez starsze kobiety, jest dużo lepsze niż w restauracjach. Do najpopularniejszych potraw należy pad thai – podsmażony makaron ryżowy z pastą z tamaryndowca, sosem rybnym, sokiem z limonki, jajkiem, chili, czosnkiem, kiełkami fasoli mung i kurczakiem lub krewetkami. Kolejne danie, którego trzeba spróbować w Tajlandii, to tom yum (tom yam). W tej kwaśno-ostrej zupie bazę stanowi wywar z kurczaka bądź wieprzowiny wzbogacony trawą cytrynową, liśćmi papedy, sokiem z limonki, przyprawą galangal, sosem rybnym i chili. Występuje w dwóch wersjach – z mleczkiem kokosowym i bez niego. Miłośnicy ostrych smaków powinni skosztować sałatki z zielonej papai (som tam). Oprócz cienkich pasków tego owocu dodaje się do niej m.in. fasolę, pomidory, czosnek, orzeszki ziemne, sos rybny, sok z limonki, cukier palmowy i chili. Koniecznie należy również spróbować różnych rodzajów curry – zielonego, żółtego i czerwonego. A na koniec warto zjeść jeden z najpyszniejszych deserów świata – mango sticky rice (khao niao mamuang), czyli kleisty ryż z mleczkiem kokosowym i świeżym mango. To prawdziwe niebo w gębie!

 

KRÓL TAJLANDII

 

W artykule o Tajlandii nie można pominąć tak istotnej kwestii, jaką jest rodzina królewska. Bhumibol Adulyadej (Rama IX) zmarł 13 października 2016 r. w Bangkoku w wieku 88 lat. Był najdłużej panującym monarchą na świecie (wstąpił na tron w czerwcu 1946 r.). Rodacy uwielbiali swojego króla, stanowił dla nich ogromny autorytet, zdjęcia z jego podobizną wisiały wszędzie, a o rodzinie królewskiej nie wypadało powiedzieć złego słowa. Tuż po śmierci władcy miliony osób opłakiwały go na ulicach, na tydzień (a nawet miesiąc) zamknięto wiele barów i klubów, w państwie ogłoszono roczną żałobę. Jego jedyny syn i następca, Maha Vajiralongkorn (Rama X), ma niezmiernie trudne zadanie. Król Bhumibol Adulyadej był powszechnie szanowany. Jego potomek natomiast jest równie powszechnie nielubiany.

 

Tajlandia to kraj kontrastów, rozmaitych smaków i kolorów. Mimo iż z roku na rok odwiedza ją coraz więcej turystów, wciąż można tu znaleźć miejsca mniej popularne, leżące z dala od zgiełku i rewirów naganiaczy. Niekiedy dotarcie do takich zakątków zajmuje sporo czasu, ale na pewno warto zejść z utartego szlaku i odwiedzić dżunglę w okolicy Umphang czy kanion i wodospady koło Pai. Promocje na loty do Bangkoku zdarzają się coraz częściej, aż żal z nich nie skorzystać. Na koniec trzeba dodać, że Tajlandia sprawdza się idealnie jako kraj na pierwszą podróż do Azji – jest egzotyczna, ale nie tak bardzo osobliwa i obca dla Europejczyka jak Indie bądź Indonezja.

 

Koh Phi Phi Leh – rajska zatoka Maya

ao-maya-mu-ko-phi-phi - Kopia

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

 

Costa Rica, czyli Bogate Wybrzeże

MAGDALENA ŁADANAJ


Kostaryka jestpołożona między dwoma oceanami (Atlantyckim i Spokojnym), od północy graniczy z Nikaraguą, a od południa – z Panamą. W ciągu jednego dnia można więc podziwiać w niej magiczny wschód słońca nad Morzem Karaibskim i zniewalający zachód słońca na plaży nad Pacyfikiem. Niegdyś w tym regionie Ameryki Środkowej żyła głównie rdzenna ludność, dziś pozostało niewielu jej potomków. Starają się jednak pielęgnować swoje zwyczaje i tradycje, np. mieszkający na południu kraju Indianie Bribri nadal wytwarzają pyszną naturalną czekoladę.

Więcej…

Bruksela i Walonia – odpoczynek w sercu Europy

 

Elżbieta Kuźma

 

Wycieczka do Brukseli to niewątpliwie atrakcja dla każdego turysty. Zarówno dorośli, jak i dzieci czy młodzież znajdą tutaj ciekawe i warte zobaczenia miejsca. I to niezależnie od pogody, która akurat w tej stolicy Europy nikogo nie rozpieszcza. Belgia zaprasza zresztą również do innych swoich regionów, w tym malowniczej francuskojęzycznej Walonii. Nie dajmy się więc dłużej prosić.

Więcej…