ELŻBIETA I ROBERT PAWEŁEK

 

Jeśli lubicie ciepłe morze, sjestę, owoce morza, wyśmienite wina i atmosferę pueblos blancos, czyli białych miasteczek, na letni urlop powinniście wybrać Hiszpanię . Znajdziecie tu wszystko: wspaniałe zabytki, parki wodne, akweny do nurkowania, kolorowe deptaki, nocne kluby i ciche zatoki. A czasem spotkacie też światowe gwiazdy z pierwszych stron gazet.  

Półwysep Iberyjski jako kierunek turystyczny cieszy się popularnością przez cały rok. Miejscowości nadmorskie przeżywają jednak prawdziwe oblężenie w miesiącach letnich. Szczególnie atrakcyjne są dla tych mieszkańców Europy, którzy po mroźnej zimie marzą o zmianie klimatu i krajobrazu, aby później w pełni sił wrócić do szarej codzienności.

Obfite deszcze w tych stronach to rzadkość. Letnie upały sięgają 40°C. Jeśli jednak nie boimy się wysokich temperatur, pokochamy hiszpańskie wybrzeże, bary z przekąskami zwanymi tapas i kluby, w których można posłuchać flamenco. Dla Hiszpanów synonimem najlepszego wypoczynku jest wyrażenie sol y playa, czyli słońce i plaża. Nic dziwnego, że ponad 3 tys. kilometrów hiszpańskiej linii brzegowej (nie licząc wysp) stało się niekończącą riwierą, wypełnioną amatorami pięknej opalenizny. Dzisiaj sąsiadują tu ze sobą prawdziwe centra turystyczne: tętniąca życiem Costa Blanca, słynna Costa Brava, Costa Dorada i Costa del Azahar, na południu zaś zalane słońcem Costa del Sol, Costa de la Luz, Costa de Almería i Costa Cálida w niewielkim regionie autonomicznym Murcja. 

 

 

Costa del Sol – nie tylko dla bogaczy

Wybrzeże Słońca ciągnie się od Malagi aż po Gibraltar. Przy dobrej pogodzie z okolicznych gór widać brzegi Afryki. Można je zresztą oglądać bardzo często – słońce świeci tu przez 325 dni w roku! W nadmorskim pasie uprawia się rośliny tropikalne, przy drogach rosną gaje oliwne. Hiszpanie żartują więc, że gdyby wyschło morze, spokojnie zapewnią turystom kąpiele w oliwie najwyższej jakości.

Costa del Sol wiele lat temu urzekło Anglików. Wkrótce jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać nadmorskie hotele, przypominające amerykańskie drapacze chmur. Znajdziemy je m.in. w gwarnym Torremolinos, pierwszym hiszpańskim kurorcie nad Morzem Śródziemnym z lat 50. XX w. W sąsiedztwie leżą też trochę spokojniejsze ośrodki: otoczona górami Fuengirola, Cabopino z piaszczystą plażą dla nudystów czy przyciągająca rodziny z dziećmi, cicha wieczorami Estepona. Dla amatorów luksusu idealna będzie Marbella. Jej ulicami jeździ więcej rolls-royce’ów niż w każdym innym mieście Europy, może z wyjątkiem Londynu. Na przedmieściach letnie domy mają Mick Jagger, Sean Connery, Julio Iglesias. Swoją rezydencję, będącą wierną repliką amerykańskiego Białego Domu, wybudował tu także poprzedni król Arabii Saudyjskiej Fahd.

Kolejną niezmiernie modną miejscowością stała się piękna Benalmádena ze wspaniałymi plażami, kameralnymi zatokami oraz jedną z największych marin w Hiszpanii i akwarium Sea Life, w którym zobaczymy m.in. groźne rekiny. Przy nabrzeżu wybudowano hotele o fantazyjnych kształtach – styl andaluzyjski miesza się tu z arabskim i orientalnym. Wśród tych obrazów niczym z Baśni tysiąca i jednej nocy tylko muzyka dochodząca z dyskoteki Kaleido, należącej do Antonia Banderasa, przypomina, że mamy XXI w. Gdy zapuścimy się w głąb dzielnicy Benalmádena Pueblo, odkryjemy zupełnie inny świat: białe domy w wąskich uliczkach, balkony tonące w kwiatach pelargonii i tawerny z flamenco. Spódnice kruczowłosych tancerek wirują, gdy śpiewają one o miłości i zdradzie i posyłają turystom płomienne spojrzenia… Będąc na Costa del Sol, warto odwiedzić także uroczą i zabytkową, położoną malowniczo na skałach Rondę.  

 

Costa de la Luz – raj windsurferów

W tym miejscu można niemal poczuć zapach Sahary. Nękany wiatrem obszar pomiędzy Kadyksem a Tarifą skąpany jest w mocnym świetle promieni słonecznych, od którego pochodzi jego nazwa – Costa de la Luz, czyli Wybrzeże Światła. Na wyciągnięcie ręki znajdują się Tanger i wypalone słońcem marokańskie wybrzeże z dominującymi nad nim purpurowymi górami Rif. Hiszpanię od Maroka dzieli tu wąska Cieśnina Gibraltarska, po której często kursują turystyczne promy. Nadmorska bryza zasila liczne elektrownie wiatrowe, ustawione na wzgórzach Sierra del Cabrito.

Do Tarify ściągają tłumnie miłośnicy windsurfingu z całej Europy. Nazwa miasta pochodzi od wyspy Tarif leżącej naprzeciwko jego wybrzeża. Jeśli skręcimy w bok od szosy E5, pod koniec wąskiej drogi wijącej się wśród kaktusów i słoneczników znajdziemy nieduże letnisko Zahara de los Atunes, a nieco dalej gwarną miejscowość Conil de la Frontera. Stąd już blisko do przylądka Trafalgar, gdzie brytyjski admirał Horatio Nelson w 1805 r. pokonał flotę Francuzów i Hiszpanów, sam ginąc w bitwie. Costa de la Luz jest wymarzonym punktem wypadowym do okolicznych pueblos blancos, czyli białych miasteczek. Nie można nie odwiedzić również Arcos de la Frontera z odbudowanym w XV w. zamkiem czy niezmiernie zabytkowej miejscowości Medina-Sidonia.    

 

Costa Tropical – kraina europejskiego rumu

Ponad 100-kilometrowe wybrzeże położone na wschód od Malagi jest trochę omijane przez turystów. Niesłusznie, bo tutejszy klimat subtropikalny zapewnia świetne warunki do plażowania, a nawet kąpieli przez okrągły rok. Widoczne w dali ośnieżone szczyty Sierra Nevada chronią ten rejon przed napływem chłodnego powietrza podczas europejskiej zimy, więc temperatura nie spada tu prawie nigdy poniżej 16°C. Latem zaś morska bryza łagodzi panujący na tym terenie upał. Plaże są niewielkie, położone przy brzegach malowniczych zatok. Nie uświadczymy też tutaj betonowych hoteli i męczącej atmosfery wielkich kurortów. Miejscowe warunki klimatyczne sprawiają, że znakomicie udaje się uprawa drzew awokado i mango, których owoce są tu niezwykle tanie.

Costa Tropical stanowi raj dla miłośników sportów wodnych. Nurkowie chętnie odwiedzają Morze Alborańskie z bogatą florą i fauną. Niektórzy zapuszczają się w wody zatoki La Herradura, na której dnie spoczęła hiszpańska flota z 25 galeonami, zatopiona podczas sztormu w 1562 r. Naturyści mogą skorzystać ze specjalnie wydzielonej dla nich plaży.

W mieście Motril warto wstąpić do lokalnego baru, żeby skosztować wytwarzanego w okolicy rumu. To jedyne miejsce produkcji tego trunku w Europie. Tym, których fascynują ślady historii, na pewno spodoba się Almuñécar, gdzie 3 tys. lat temu przybyli Fenicjanie (do dziś pozostały po nich grobowce), oraz urocza Salobreña ze śnieżnobiałymi domami i cytadelą, skąd arabska dynastia Nasrydów sprawowała władzę przez ponad 200 lat.  

 

Costa de Almería – jak na Dzikim Zachodzie

Lato w tym zakątku Hiszpanii trwa od Wielkanocy aż do listopada, więc można w te strony wybrać się również poza sezonem. Gorący klimat w połączeniu z księżycowym krajobrazem, na który składają się kopce z kamienia i piasku oraz wyschnięte koryta rzek, sprawiły, że Almería jak magnes przyciąga filmowców. Kręcono tutaj m.in. Lawrence’a z Arabii, a także wiele włoskich westernów.

Największym miejscowym kurortem jest dziś Mojácar, który wcześniej był małą wioską rybacką. Kiedy w latach 60. ubiegłego wieku miejscowość opustoszała, bo większość mieszkańców wyemigrowała, burmistrz zaoferował ziemię każdemu, kto w ciągu roku wzniesie na niej jakieś zabudowania. W  ten sposób do Mojácar ściągnęli artyści, a wraz z nimi firmy turystyczne. Miejsce okazało się idealne. Tutejszą 4-kilometrową plażę pokrywa złoty piasek, a woda jest ciepła i czysta jak kryształ. W sąsiedztwie powstały hotele, bary i restauracje, a także całoroczny kemping. Nieco inny charakter mają pobliska, tętniąca życiem Garrucha czy maleńka Agua Amarga, położona nad uroczą plażą rybacką. Warto też odwiedzić popularne letnisko San José i niemal dziewicze Cabo de Gata.

 

Costa Blanca – jedne z najpiękniejszych plaż świata

Środkowy odcinek hiszpańskiego wybrzeża z szerokimi plażami znany jest pod nazwą Costa Blanca (Białe Wybrzeże). Jego wizytówką stał się malowniczy Peñón de Ifach (Penyal d’Ifac) w uroczym mieście Calpe (Calp), wapienny skalny ostaniec, sterczący pionowo nad wodą, którego obejście zajmuje mniej więcej dwie godziny! Możecie dotrzeć tu przez Alicante (gdzie znajduje się lotnisko), a stąd ruszyć na północ w kierunku popularnego kurortu Gandía, mijając po drodze San Juan de Alicante (Sant Joan d’Alacant), El Campello i słynny Benidorm, wypełniony wieżowcami. Podobno żadne inne śródziemnomorskie miasto turystyczne nie może poszczycić się ani większą bazą noclegową, ani tak wspaniałymi widokami na morze z hotelowych okien. Najbardziej okazały 5-gwiazdkowy Gran Hotel Villaitana oferuje gościom zabiegi SPA & Wellness i dwa pola golfowe. Jeszcze ponad 60 lat temu Rose Macaulay (1881–1958), pisarka angielska, w swojej książce Fabled Shore: From the Pyrenees to Portugal By Road opisała Benidorm jako małą wioskę rybacką z kościołem pośrodku, leżącą na pięknym skalistym wybrzeżu. Dziś przy głównej promenadzie na spragnionych rozrywki czeka ponad 200 klubów, pubów i dyskotek. Po nocnej zabawie czas na odpoczynek nad brzegiem morza. Do wyboru mamy trzy plaże: nieco tłoczną Levante, uchodząca za jedną z dziesięciu najpiękniejszych na świecie, bardziej kameralną Poniente lub malutką Mal Pas. Pomiędzy tymi dwiema pierwszymi na miejscu dawnej starożytnej twierdzy powstał punkt widokowy z fontanną – Balcón del Mediterráneo – idealny na upał.

Położone nad plażami wieżowce Benidorm na Costa Blanca

 

Jeśli wybierzemy się w głąb lądu, koniecznie musimy odwiedzić górską wioskę Guadalest (El Castell de Guadalest). Prowadzi do niej tunel wykuty w skale. Po jego pokonaniu naszym oczom ukazuje się urocza miejscowość z licznymi sklepikami i ruinami arabskiego zamku z XI w., malowniczo położona wśród gór.

Niektórzy wolą jednak południową część Białego Wybrzeża z wyspą Tabarcą, urzekającą piękną naturą, miejscowością Guardamar del Segura, otoczoną wydmami porośniętymi sosnami, czy Torrevieją. To ostatnie miasto stało się popularnym kierunkiem turystycznym w latach 80. XX w., kiedy tysiące Europejczyków zapragnęło mieć tu własne domy. Trudno im się dziwić – na wyciągnięcie ręki znajduje się tu wiele plaż, m.in. Cura, Los Locos, Los Náufragos, Acequión czy Torrelamata. Podobnie jak w całej Hiszpanii, wstęp na nie jest bezpłatny. Można również wypożyczyć leżaki  i parasole, na każdym kroku natkniemy się zaś na chiringuitoskioski z napojami, lodami, przekąskami i muzyką. Dużą atrakcją tego 100-tysięcznego kurortu są aquaparki. W ogromnym Aquópolis Torrevieja na chętnych czekają zjeżdżalnie, wirówki, sztuczne wodospady, rwące rzeki i czarne dziury. W miejscowych restauracjach podają wyborne paelle, w lodziarniach i kawiarniach serwują najlepsze pod słońcem espresso. Zacieniona palmami, nadmorska promenada wieczorem zapełnia się kolorowym tłumem turystów z różnych zakątków świata.

 

Costa Cálida – samo zdrowie

Białe Wybrzeże zamyka od południa leżące w regionie Murcji Costa Cálida, czyli Gorące Wybrzeże. Najbardziej oblegane kurorty znajdują się wokół laguny Mar Menor (Morza Mniejszego), gdzie woda latem jest zawsze cieplejsza o kilka stopni niż w Morzu Śródziemnym. Wysokie stężenie soli mineralnych przyciągało tutaj kuracjuszy już na początku XX w. Zatrzymywali się w Santiago de la Ribera i Los Alcázares – z tamtych czasów zachowały się do dziś ładne, drewniane mola. Nowe letniska powstały już na wysokiej, ponad 20-kilometrowej mierzei La Manga, oddzielającej lagunę od morza.

Costa Cálida przyciąga miłośników sportów wodnych, dając wspaniałe możliwości do żeglarstwa, nurkowania i windsurfingu. W porównaniu z innymi nadmorskimi rejonami Hiszpanii jest tu dość spokojnie. Kilka pięknych plaż znaleźć można w pobliżu Puerto de Mazarrón. Warto też wybrać się na wycieczkę na jedną z wysp Morza Mniejszego lub do starych warzelni soli w Lo Pagán. Poza tym powinniśmy zwiedzić przepiękną Kartagenę, założoną w 227 r. p.n.e. przez Kartagińczyków, Lorcę, gdzie wciąż stoją rzymskie słupy milowe, czy Caravacę de la Cruz, z relikwią krzyża świętego przechowywaną w kościele Basílica de la Vera Cruz, dokąd wciąż przybywają tysiące pielgrzymów. Według legendy miasto to cudownie ocalało podczas arabskiego oblężenia. Kiedy Maurowie zatruli lokalne źródła wody, templariusze na koniach przywieźli mieszkańcom wino. Na pamiątkę tego wydarzenia co roku w maju odbywa się święto Caballos del Vino.

 

Costa del Azahar – kwiaty i templariusze

Costa del Azahar, czyli Wybrzeże Kwiatu Pomarańczy, położone na północ od Walencji, swą nazwę zawdzięcza ogromnym plantacjom cytrusów. Na wiosnę, w porze kwitnienia, powiew morskiej bryzy miesza się z zapachem kwiatów. Możemy tu wybrać urlop w dwóch znanych kurortach: Peñíscoli lub Benicasim (Benicàssim), gdzie zadbane stare wille sąsiadują z nowoczesnymi hotelami. Historyczna część tego pierwszego miasta kryje dodatkowe atrakcje. Największą z nich jest zbudowany na skalistym cyplu zamek templariuszy Castillo del Papa Luna. Nad jego drzwiami widnieje wyrzeźbiony w murze krzyż zakonu. Niegdyś była tu arabska forteca, potem siedziba templariuszy, a później rezydencja przyszłego antypapieża Benedykta XIII (1328–1423), którym został Pedro de Luna, kardynał Aragonii (Papa Luna). Stąd sprawował swój pontyfikat od 1411 r. aż do śmierci. Nowa Peñíscola rozrosła się poza stare mury kryjące labirynt krętych, wąskich uliczek i stała się kwitnącym letniskiem. Ale najpiękniejsze zachody słońca obejrzeć można właśnie z zamku. Wieczorem zaś warto odwiedzić malownicze plaże w Alcocéber (Alcossebre) i Oropesie del Mar, gdzie lokalne knajpki oferują świeże ryby, krewetki i małże.

 

Costa Dorada – wspomnienie starożytnego cesarstwa

O Costa Dorada (Złotym Wybrzeżu) mówi się niekiedy, że jest ukrytym skarbem Hiszpanii. Rozciąga się pomiędzy Tarragoną a Barceloną i ma ponad 200 km plaż o dość monotonnej linii brzegowej. Od wiatru chronią je góry. Dawne wioski rybackie zamieniły się w spokojne osiedla willowe. Są jednak wyjątki. W tętniącym życiem Sitges znajdziemy nie tylko świetne kąpielisko z promenadą wzdłuż Playa de Oro, ale też neogotycki Palacio de Maricel (Pałac Morza i Nieba),z kolekcją malarstwa i dzieł sztuki z całego świata. Z okien muzeum można rozkoszować się cudownym widokiem na morze. Z kolei w uroczym Salou działa wspaniały park rozrywki – PortAventura. Stąd niedaleko już do Cambrils, dawnego portu rybackiego, dziś jednego z najważniejszych kurortów Złotego Wybrzeża. Po zachodzie słońca na morzu rozbłyskują liczne światełkamałych łódek, które wypłynęły na nocne połowy. Będąc na Costa Dorada, nie wolno zapomnieć o zwiedzeniu Tarragony, dawnej stolicy jednej z trzech rzymskich prowincji na Półwyspie Iberyjskim – Hispanii Tarraconensis. Zachowały się tutaj m.in. amfiteatr, akwedukt, fragmenty forum, cyrku oraz ruiny innych budowli z czasów Imperium Rzymskiego. Patrząc na dumnie wznoszące się na skalistym, nadmorskim wzgórzu miasto, łatwo zrozumieć, co przyciągało tu rzymskich cesarzy.

 

Costa Brava – z wizytą u prawdziwego surrealisty

Tego miejsca nie trzeba zachwalać. Stało się powszechnie znane dzięki artystom i malarzom, których przeszło pół wieku temu przyciągnęły tu wioski rybackie i surowy krajobraz. Na Costa Brava (Dzikie Wybrzeże) do Cadaqués przyjeżdżał też Salvador Dalí. Czasem, ku przerażeniu gapiów, wdrapywał się na wysokie skały, wyobrażając sobie, że leci w przepaść... Do sąsiedniej wioski Port Lligat (Portlligat), gdzie osiadł z Galą, swoją żoną i muzą, prowadzi kręta droga wijąca się między wzgórzami. Warto odwiedzić tę malowniczą miejscowość. Przy wąskich uliczkach wznoszą się rzędy białych domów, dalej znajdują się już tylko skaliste zatoki. Plaże są maleńkie i kamieniste, panuje tutaj cicha, kameralna atmosfera. Z kilku chatek rybackich Dalí z Galą stworzyli luksusowy dom-labirynt z sekretnymi przejściami, w którym bywali sławni goście, tacy jak Albert Einstein i Tomasz Mann. Dzisiaj powstało w nim muzeum. I choć prawdziwi miłośnicy sztuki nie odkryją w nim nic szczególnego, przed wejściem stoi długa kolejka osób, które pragną zobaczyć królestwo mistrza surrealizmu. Dzięki niemu pobliskie Cadaqués stało się modnym miejscem, przyciągającym hiszpańską śmietankę towarzyską.  

W tej części Costa Brava, pod francuską granicą, pełno jest klifów, piaszczystych zatoczek skrytych w cieniu sosen. W L’Escala (La Escala), niewielkim letnisku na skraju Bahía de Roses (Zatoki Róż), w porcie suszą się rybackie sieci. Inaczej rzecz wygląda na południu – więcej tutaj zatłoczonych plaż i kurortów. Najbardziej oblężone są Lloret de Mar, Tossa de Mar i Castell-Platja d’Aro. Aż trudno sobie wyobrazić, że przed wzmożonym napływem turystów ta spokojna okolica żyła z produkcji wina, uprawy oliwek i rybołówstwa.

Wybrzeże kontynentalnej Hiszpanii gwarantuje znakomitą pogodę, złocisty piasek i ciepłe morze. Jeśli więc przez całą zimę marzył nam się błogi wypoczynek w promieniach gorącego słońca, nie musimy daleko szukać i lecieć aż w tropiki. Nasz wakacyjny raj leży tuż obok, na Półwyspie Iberyjskim.

 

Artykuły wybrane losowo

Pod słońcem południowej Hiszpanii

pano2net.jpg

Widok na marinę w Alicante z Zamku św. Barbary na wzgórzu Benacantil

©AYUNTAMIENTO DE ALICANTE

MAGDALENA BARTCZAK


Choć wśród polskich turystów odwiedzających Hiszpanię wciąż największą popularnością cieszą się przede wszystkim Barcelona i region Costa Brava czy Wyspy Kanaryjskie – na czele z Fuerteventurą i Teneryfą – oraz Madryt, to warto pamiętać o tym, jak niezmiernie fascynującym miejscem jest południe tego kraju. Ten rozpalony słońcem fragment Półwyspu Iberyjskiego wypełniają piękne miasta i pokrywają liczne, wciąż jeszcze nieodkryte plaże. Koniecznie trzeba się o tym przekonać. 

Więcej…

Rwanda – oko w oko z gorylami górskimi

ROBERT GONDEK „GERBER”
www.stronagerbera.pl


<< Rwanda leży w Afryce Środkowo-Wschodniej. Graniczy z Demokratyczną Republiką Konga, Tanzanią, Ugandą oraz Burundi. To jedno z najmniejszych afrykańskich państw. Jego powierzchnia wynosi 26 338 km2, czyli ok. 8,4 proc. obszaru Polski, co odpowiada mniej więcej wielkości województwa lubelskiego. >>

Więcej…

Rajskie wyspy Indonezji

 Prambanan temple

Hinduistyczny kompleks Prambanan na Jawie

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

MAJA KAŹMIERCZAK-BARTHEL

www.TRAVELINGROCKHOPPER.COM

 

Według mnie Indonezja słynie z licznych wulkanów, tradycyjnego dania „nasi goreng”, orangutanów z Sumatry i Borneo oraz waranów z Komodo. Choć każdy z moich przykładów da się uzasadnić, większość osób kojarzy ją jednak z rajską Bali. Czy właśnie ta wyspa najlepiej reprezentuje cały kraj? Zdecydowanie nie i… trochę tak.

 

Indonezja leży w Azji Południowo-Wschodniej i częściowo Oceanii. To największe wyspiarskie państwo na świecie (o powierzchni ponad 1,9 mln km²). Swoimi granicami obejmuje 17 508 wysp, z czego mniej więcej 6 tys. pozostaje zamieszkanych. Ten rozległy kraj oddziela Pacyfik od Oceanu Indyjskiego.

 

Przy tak dużym wyborze naprawdę trudno zdecydować, gdzie zawitać podczas podróży po Indonezji. Mnóstwo jej wysp kusi turystów obietnicą rajskich wakacji. W tym ogromie znajduje się wiele prawdziwych perełek.

 

KRAINA BOGÓW

 

Bali z jednej strony jawi się jako turystyczny eden, egzotyczna kraina o wyjątkowej kulturze, z cudowną przyrodą, piaszczystymi plażami i idealną pogodą. Z drugiej strony wiele osób mówi, że wyspa jest przereklamowana, zatłoczona czy wręcz niewarta odwiedzenia, ponieważ w Indonezji znajduje się mnóstwo ciekawszych miejsc. Obie te opinie są słuszne. Na Bali funkcjonują rewelacyjne resorty, ale także kiepskiej jakości hotele. Rozwinęła się tu interesująca kultura i balijska odmiana hinduizmu, przetrwał odrębny język (balijski, basa bali), jednak inne rejony kraju też są wyjątkowe. Na wyspie leży dużo pięknych plaż, lecz wiele z nich jest zatłoczonych. W tym regionie panuje klimat równikowy z dwoma porami w roku: suchą i deszczową. W trakcie trwania tej drugiej (zazwyczaj od października do kwietnia) nie należy raczej spodziewać się idealnej pogody. Mnóstwo miejsc na Bali ma charakter typowo turystyczny, komercyjny, ale nie wszystkie, uchowało się tutaj również wiele urokliwych zakątków. Choć to nieduża wyspa (ma ponad 5,5 tys. km² powierzchni), jednak jest na tyle rozległa, że dzięki sporemu zróżnicowaniu prawie każdy znajdzie na niej coś dla siebie. Zdecydowanie warto ją odwiedzić i poznać rozmaite jej oblicza. W końcu nie bez przyczyny nazywana bywa krainą bogów.

 

Jednym z powodów, dla których turyści udają się na Bali, są jej przepiękne plaże. Wybrzeże wyspy w wielu miejscach pokrywa biały piasek. Natkniemy się też na czarne, wulkaniczne brzegi (plaża Lovina na północy), także bardzo malownicze. Amatorzy wszelkich sportów wodnych poczują się tu jak w raju. Ogromną popularnością cieszą się surfing i nurkowanie. Ciekawą atrakcję stanowi poza tym obserwowanie delfinów.

 

Indonezja jest w większości muzułmańska (powyżej 87 proc. ludności), jednak Balijczycy wyznają przede wszystkim lokalną odmianę hinduizmu (ok. 83,5 proc. mieszkańców wyspy), co w dużej mierze sprawiło, że kultura balijska tak bardzo różni się od tej z innych rejonów kraju. Na Bali znajduje się ponad 6 tys. świątyń hinduistycznych! Nie sposób ich wszystkich odwiedzić, ale do kilku koniecznie należy się wybrać, gdyż są dość specyficzne. Jedne z piękniejszych to np. Besakih na zboczu góry Agung (3031 m n.p.m.), Tirta Empul i Gunung Kawi w mieście Tampaksiring, sanktuarium Goa Gajah (Jaskinia Słonia) koło Ubud, zbudowana na klifie XI-wieczna świątynia Uluwatu (zwana również Luhur Uluwatu) oraz dwie najchętniej fotografowane budowle: Ulun Danu Bratan nad brzegiem jeziora Bratan i usytuowana na skale Tanah Lot niedaleko Denpasar.

 

Zwiedzanie obiektów sakralnych na wyspie można połączyć z oglądaniem przedstawienia muzyczno-tanecznego. Mimo iż takie spektakle bywają zwykle przeznaczone głównie dla turystów, warto je zobaczyć, gdyż prezentują interesujące elementy balijskiej kultury. Do typowych widowisk należy pokaz tańca lwa (barong), ilustrującego wieczną walkę dobra ze złem.

 

Podczas pobytu na Bali albo w innej części Indonezji polecam zainteresować się także batikiem. To technika malowania tkanin polegająca na nakładaniu wielu warstw wosku na materiał, a następnie zanurzaniu go w barwniku, który farbuje jedynie nie pokryte niczym miejsca. Aby uzyskać rozmaite efekty, proces woskowania i farbowania powtarza się wielokrotnie. Ta metoda zdobienia znana jest w różnych krajach, np. w Indonezji, Malezji, Singapurze, Indiach, Bangladeszu, Nigerii, Senegalu, Mali, Chinach, Japonii, Iranie, na Sri Lance i Filipinach. Historia batiku sięga starożytności, już w IV w. p.n.e. w Egipcie używano podobnie dekorowanych tkanin do owijania zwłok. Co ciekawe, ten indonezyjski uchodzi za zdecydowanie najsłynniejszy. W 2009 r. batik z Indonezji wpisano na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od tego czasu tutejszy rząd zachęca obywateli, aby w piątki nosili ubrania wykonane z tak zdobionych tkanin, a 2 października obchodzi się w kraju Dzień Batiku.

 

Ciekawą atrakcją Bali jest również Małpi Las Ubud (Ubud Monkey Forest). To park o powierzchni ok. 12,5 ha. Żyje w nim mniej więcej 700 małp (makaków krabożernych), występują tutaj rozmaite gatunki roślin i znajdują się trzy świątynie. Wizyta w tym miejscu powinna być doznaniem duchowym, przynieść nam spokój i równowagę.

 

Jeden z moich ulubionych rejonów na wyspie stanowią tarasy ryżowe (Tegallalang lub Jatiluwih). Ryż jest podstawowym produktem spożywczym na Bali (jak i w całym kraju), częścią tutejszej kultury. Co więcej, jego uprawa to ważny element indonezyjskiej gospodarki. Indonezja znajduje się na trzecim miejscu wśród największych światowych producentów ryżu (po Chinach i Indiach). Niestety, uprawianie tej rośliny stanowi skomplikowane i trudne zajęcie. W Azji rolnicy coraz częściej rezygnują z pracy na polu, gdy widzą, że łatwiej czerpać dochody z branży turystycznej. Trudno im się dziwić, ale żal patrzeć na niszczejące tarasy ryżowe.

 

Bali szczyci się też typowo indonezyjską atrakcją, jaką są wulkany. Dwa najsłynniejsze to Batur (1717 m n.p.m.) i Agung (3031 m n.p.m.). Ze szczytu pierwszego z nich turyści często podziwiają zachwycający wschód słońca. Góra Agung jest wyższa i wspinaczka na nią wymaga dużo więcej wysiłku. Na dodatek od sierpnia 2017 r. aktywność tego wulkanu bardzo wzrosła i w listopadzie doszło do kilku znacznych wybuchów. Z tego powodu odwołano wszystkie loty z i na Bali, a wiele osób ewakuowano. Większa erupcja może całkowicie odmienić oblicze wyspy...

 

RAJ BEZ TURYSTÓW

 

Jeżeli wakacje na Bali ciągle nie brzmią do końca przekonująco, polecam wybrać się na Lombok. Obie wyspy są do siebie podobne pod względem przyrodniczym (niektóre miejsca nawet mają takie same nazwy, np. plaża Kuta). Lombok bywa jednak słusznie nazywana Bali bez tłumów. Warto się spieszyć, żeby ją odwiedzić, bo każdego roku przybywa na nią coraz więcej turystów.

 

Na wyspie znajdują się wspaniałe plaże (w tym wyjątkowa różowa Tangsi), piękne wodospady (Benang Kelambu i Senaru), góry i wulkany. Jej okolica świetnie nadaje się do surfowania i nurkowania. Lombok to również znakomite miejsce na romantyczną podróż dla nowożeńców. Tutejsze tradycje i kulturę można poznać bliżej w wiosce grupy etnicznej Sasak.

 

Na północy wyspy wznosi się jeden z najwyższych i najbardziej aktywnych indonezyjskich wulkanów – Rinjani (3726 m n.p.m.). Wyprawa na jego szczyt zajmuje ok. dwa–trzy dni, mimo to przyciąga on wielu chętnych. Z góry rozpościera się wspaniała panorama na całą Lombok, widać nawet pobliską Bali.

 

U północno-zachodnich wybrzeży leżą tu trzy małe wysepki Gili. Dość długo ten archipelag był uznawany za rajski, idealny na idylliczne wakacje dla mniej zamożnych turystów. Obecnie wszystko się zmienia, jednak wysepki Gili ciągle wydają się być ciekawą propozycją turystyczną.

 

SEN NA JAWIE

 

bromo

Rozległa kaldera Tengger z dymiącym kraterem czynnego wulkanu Bromo

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

Najbardziej zaludnioną wyspę na świecie stanowi indonezyjska Jawa. Zamieszkuje ją aż ok. 145 mln osób. Zdecydowanie nie brzmi to jak zachęta do jej odwiedzenia, ale jest tutaj kilka wspaniałych miejsc, bez zobaczenia których wizyta w Indonezji byłaby niepełna. To właśnie na Jawie znajdują się mistyczne świątynie Borobudur i Prambanan, zachwycające okolice z wulkanami Bromo (2329 m n.p.m.) i Ijen (2443 m n.p.m.) oraz Madakaripura – wodospad pozostający na długo w pamięci. Tutejsze cuda wbrew nazwie wyspy wydają się jak ze snu.

 

Zwiedzanie najlepiej zacząć od ponad 400-tysięcznej Yogyakarty (Jogyakarty). Uchodzi ona za centrum kultury i sztuki jawajskiej. Miasto jest warte zobaczenia, a do tego tutejsze restauracje kuszą smaczną kuchnią. Z Yogyakarty obowiązkowo trzeba wybrać się do wspomnianych wyjątkowych zabytków sakralnych.

 

Borobudur należy do największych buddyjskich świątyń na świecie. Pochodzi według szacunków z VIII–IX w. W 1991 r. obiekt ten został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Moim zdaniem to najpiękniejsza i najciekawsza świątynia w Indonezji, nie tylko ze względu na detale architektoniczne, liczne rzeźby (m.in. 504 posągi Buddy) i płaskorzeźby (2672 reliefy). Zachwyca także jej okolica. Jedynie ogromna popularność tego miejsca, a co za tym idzie, ściągające tu codziennie tłumy turystów, mogą odstręczać od wizyty. Co ciekawe, kompleks Borobudur przez kilka stuleci był ukryty pod pyłem wulkanicznym i porośnięty bujną roślinnością. Został opuszczony prawdopodobnie na przełomie X i XI w., ale dopiero w 1814 r. natrafiono na pierwsze ślady budowli. Przez kolejne lata odkrywano ją po kawałku, a obecnie jest jedną z głównych atrakcji kraju.

 

Prambanan to hinduistyczny zespół świątynny z połowy IX w. Ten największy tego typu obiekt w Indonezji umieszczono zresztą w 1991 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Niestety, w wyniku trzęsień ziemi, zwłaszcza ostatniego z maja 2006 r., wiele miejscowych świątyń zostało zniszczonych. Niektóre z nich odbudowano, ale część nadal czeka na renowację. Prambanan również uchodzi za jedną z ważniejszych atrakcji kraju. Każdego dnia odwiedzają go rzesze turystów. Jednak i tu można znaleźć spokój i miejsce tylko dla siebie.

 

W Indonezji jest prawie 130 czynnych wulkanów. Na Jawie, o ile pozwalają na to względy bezpieczeństwa, polecam odwiedzić okolice Bromo i Ijen. Czasem z powodu dużej aktywności nie zaleca się wycieczek w ich rejony. Należy więc wcześniej sprawdzić aktualną sytuację.

 

Najpopularniejszy w Indonezji Bromo wchodzi w skład masywu Tengger. Najaktywniejszym i najwyższym wulkanem na Jawie jest jednak Semeru (zwany też Mahameru, 3676 m n.p.m.). Od 1967 r. regularnie (co ok. 20 min.) wydobywa się z niego dym, a czasem wydostają się również chmury pyłu lub kamienie. Bromo i Semeru położone są wewnątrz kaldery o średnicy mniej więcej 10 km i otoczone przez tzw. morze piasków (z drobnego piasku wulkanicznego). Okolica wulkanów stanowi popularne miejsce na podziwianie wschodu słońca. Jakkolwiek banalnie to brzmi, zapewniam, że jest cudownym doświadczeniem. Wyłaniający się spod pierzyny chmur krajobraz wygląda niesamowicie. Po przeżyciach natury estetycznej można pokrążyć w pobliżu i nawet zajrzeć do krateru. W drodze powrotnej trzeba koniecznie zobaczyć Madakaripurę – według mnie jeden z najwspanialszych wodospadów w Azji.

 

Równie wyjątkowo prezentuje się zespół czynnych wulkanów Ijen (Kawah Ijen, Gunung Iljen). W jednym z kraterów znajduje się największe na świecie kwaśne jezioro charakteryzujące się pięknym turkusowym kolorem. Ijen często bywa celem nocnych wycieczek, których uczestnicy chcą zobaczyć tzw. niebieski płomień. Zjawisko to zachodzi na skutek wysokiego stężenia związków siarki. Nie jest to jedyne miejsce na naszym globie, gdzie można je obserwować, jednak w Indonezji widuje się największe niebieskie ognie. Niestety, okolica słynie także z niezmiernie ciężkich warunków pracy. Mężczyźni wydobywający siarkę wspinają się po zboczu, aby dostać się do złóż. Nie mają żadnego specjalistycznego sprzętu, strojów ochronnych czy chociażby masek przeciwgazowych. Rozłupują ogromne bloki, a potem układają żółte bryły w dwóch sporych koszach i niosą je na plecach stromą i długą ścieżką. Mimo włożonego wielkiego wysiłku nie zarabiają zbyt dużo. Na ten temat nakręcono kilka filmów dokumentalnych, m.in. Śmierć człowieka pracy (Workingman’s Death) z 2005 r. w reżyserii Austriaka Michaela Glawoggera.

 

Na Jawie znajduje się również stolica, a zarazem największe miasto Indonezji – ponad 10-milionowa Dżakarta. Nie jest ona jednak zbyt ciekawa. Właściwie warto polecić w niej jedynie piękny park Taman Mini Indonesia Indah, który prezentuje w miniaturze rozmaite atrakcje kraju. Wizyta w nim może być swojego rodzaju inspiracją do odwiedzenia poszczególnych wysp. Dżakarta sprawia też wrażenie najbardziej holenderskiego miejsca w Indonezji. Przez kilka wieków nazywana była Batawią (od 1619 do 1949 r.) i stanowiła stolicę Holenderskich Indii Wschodnich (od 1800 do 1949 r.). Dziś w Holandii działa wiele restauracji indonezyjskich. W Indonezji można za to spotkać Holendrów i znaleźć wiatraki.

 

 Sunrise at Kawah Ijen

Turkusowe kwaśne jezioro wulkaniczne w aktywnym kraterze Kawah Iljen

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

U ORANGUTANÓW

 

Sumatra to szósta pod względem wielkości wyspa na świecie (ma powierzchnię ponad 443 tys. km²) i największa należąca w całości do Indonezji. Słynie ona przede wszystkim z przepięknej przyrody. Znajdziemy tutaj tropikalne lasy, wulkany i jeziora. Poza tym wyspę zamieszkuje także endemiczny gatunek orangutana (orangutan sumatrzański). Polecam szczególnie dwa akweny na Sumatrze – Toba i rzekę Bahorok.

 

Pierwszy z nich to największe jezioro wulkaniczne na świecie, które powstało po wybuchu ogromnego wulkanu, prawdopodobnie ok. 75–80 tys. lat temu. Toba ma powierzchnię 1130 km². Znajduje się na nim wyspa o nazwie Samosir. Okolica cieszy się dużą popularnością wśród Indonezyjczyków, ale niewielu obcokrajowców słyszało o tym miejscu. Muszę przyznać, że otoczenie jeziora wygląda całkiem przyjemnie, wokół wznoszą się majestatyczne góry, jest tu spokojnie (prawie nie ma turystów) i można wypocząć. Jednak bardzo rozczarowała mnie jakość wody. Niestety, obecnie Toba nie nadaje się nawet do pływania. Widok ludzi myjących w nim kanistry na benzynę zdecydowanie nie polepsza sytuacji. Może kiedyś się to zmieni.

 

Lasy deszczowe na Borneo i Sumatrze zamieszkują orangutany. Te wyjątkowe zwierzęta są dziś zagrożone wyginięciem. Ich populacja zmniejsza się ze względu na wycinanie drzew i wypalanie skupisk leśnych (często nielegalne). Uważam, że podczas podróżowania po świecie trzeba zachowywać się odpowiedzialnie i starać się jak najmniej wpływać na miejsca, do których się trafia. Dotyczy to szczególnie środowiska naturalnego. Polecam więc odwiedzać rezerwaty (a nie ogrody zoologiczne), gdzie można nauczyć się czegoś o ich mieszkańcach i dowiedzieć się, jak pomóc przetrwać zagrożonym gatunkom. Jednym z takich obszarów specjalnej ochrony jest sanktuarium w miejscowości Bukit Lawang na Sumatrze. Ośrodek nad rzeką Bahorok został założony w 1973 r. właśnie z myślą o osieroconych, rannych lub urodzonych w niewoli orangutanach. To wspaniałe centrum rehabilitacji leży na wschodnim skraju Parku Narodowego Gunung Leuser.

 

NA GRANICY

 

Trzecią co do wielkości wyspę na świecie stanowi Borneo (ma blisko 750 tys. km² powierzchni). Jej terytorium jest podzielone między trzy kraje: Malezję, Brunei i Indonezję. Do tego ostatniego należy największy obszar (ok. 73 proc. powierzchni wyspy). Borneo po indonezyjsku nazywa się Kalimantan. Co ciekawe, nie ma na niej wulkanów (z wyjątkiem Bombalai w malezyjskiej części), nie występuje również zagrożenie tsunami. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyspę pokrywały głównie lasy deszczowe. Niestety, ten stan bardzo drastycznie się zmienił. Niemniej dla turystów Borneo wciąż jest wielkim tropikalnym lasem z rozmaitymi gatunkami roślin i zwierząt. W indonezyjskiej części wyspy obowiązkowo trzeba odwiedzić Park Narodowy Tanjung Puting słynący z ochrony orangutanów i nosaczy sundajskich.

 

WSPANIAŁY OGRÓD

 

Sulawesi (Celebes) leży między Borneo i Molukami (Wyspami Korzennymi). Jest jedną z głównych wysp Indonezji (ma ponad 180 tys. km² powierzchni), ale ciągle pozostaje niemal nieodkrytą perełką. Znajdują się na niej piękne plaże, góry, tarasy ryżowe czy lasy deszczowe. Rozwinęła się tutaj także bogata kultura i tradycje. Na Sulawesi można spotkać wiele endemicznych gatunków zwierząt, np. anoa nizinnego, babirussę sulaweską, łaskuniaka (łaskuna) brązowego, wyraka karłowatego, nogala hełmiastego, makaka czarnego czy makaka czubatego (który przeniósł się też na sąsiednie mniejsze wyspy). Okoliczne wody budzą duże zainteresowanie wśród miłośników nurkowania, ponieważ rozciąga się w nich przepiękna kolorowa rafa koralowa (m.in. w rejonie wysepki Bunaken, archipelagu Wakatobi lub Togian).

 

Sulawesi ma bardzo specyficzny kształt – składa się z czterech półwyspów. Na poszczególnych jej obszarach występuje charakterystyczna dla nich fauna i flora. Mieszkańcy każdego półwyspu wymieniają tysiące powodów, dla których turyści powinni odwiedzić właśnie ich region. Ja jednak ograniczyłabym się do kilku najpiękniejszych miejsc (np. jeziora Tondano, obszaru Tana Toraja), chyba że czas pozwala komuś na dłuższy pobyt.

 

Wyspę zamieszkują różne grupy etniczne, w tym m.in. Toradżowie (Toraja), którzy zajmują się od lat uprawą ryżu, rybołówstwem i myślistwem. Warto rozważyć wizytę w rejonie Tana Toraja, aby poznać zwyczaje jego mieszkańców, ich styl życia czy specyficzne podejście do śmierci i oryginalne tradycje pogrzebowe. Poza tym to wyjątkowo malownicza okolica z zielonymi dolinami i górami.

 

Na Sulawesi nie bez powodu przyciągają wielu turystów dwa obszary chronione. W końcu przyroda jest najpiękniejszym skarbem tej wyspy. W Parku Narodowym Bogani Nani Wartabone żyje mnóstwo endemicznych gatunków zwierząt, w tym anoa nizinny, niezmiernie rzadko widywana sowica cynobrowa, babirussa sulaweska, świnia celebeska czy jego symbol – nogal hełmiasty. Podobnym bogactwem fauny szczyci się pięknie usytuowany Rezerwat Naturalny Tangkoko Batuangus, gdzie ujrzymy choćby makaka czubatego i wyraka upiornego.

 

NIEZNANY SKARB

 

Flores przez wielu uważana jest za najpiękniejszą i najbardziej fascynującą wyspę Indonezji. Długo pozostawała w cieniu np. dużo popularniejszej Bali i dzięki temu nie została jeszcze zalana przez tłumy turystów. Dlatego tym bardziej polecam rozważyć zatrzymanie się na niej podczas planowania wakacji w tym fascynującym kraju. Flores reklamuje się jako wyspa dla osób aktywnych, ze wspaniałymi miejscami do nurkowania i snorkelingu oraz spektakularnymi wulkanami idealnymi na trekkingi. Poza tym kładzie się tu też nacisk na ekoturystykę, promowanie lokalnych tradycji i kultury.

 

Największą atrakcją wyspy jest zdecydowanie góra Kelimutu (1639 m n.p.m.). Zdjęcia prezentujące trzy tutejsze niesamowite wulkaniczne jeziora zdecydowanie zachęcają do odwiedzenia Flores. Widoki w tej okolicy rzeczywiście zapierają dech w piersiach. W przeszłości trzy jeziora w kraterze często zmieniały swój kolor. Obecnie jedno jest czarnobrązowe, drugie – turkusowoniebieskie, a trzecie ma barwę przechodzącą z zielonej w czerwoną. Ich woda wybarwia się prawdopodobnie za sprawą minerałów, które nasycają ją w różnej ilości w zależności od aktywności wulkanu. Ze względu na występowanie tego zjawiska lokalna ludność uważa to miejsce za święte. Okolica wulkanu Kelimutu zachwyca o każdej porze dnia, jednak najwięcej ludzi przyciąga o wschodzie słońca lub wcześnie rano.

 

Aby poznać kulturę Flores i jej mieszkańców, najlepiej wybrać się do wioski Wae Rebo. Żyją w niej przedstawiciele grupy etnicznej Manggarai. Osada jest ukryta wśród malowniczych gór i żeby się do niej dostać, trzeba maszerować przez ok. 3–4 godz. Nagrodę za ten wysiłek stanowi wyjątkowe doświadczenie obcowania z rdzenną ludnością Indonezji. Co więcej, w Wae Rebo można także spędzić noc w charakterystycznym domu w kształcie stożka.

 

Całkowicie inną wioską, niemniej fascynującą, jest Bena. To najbardziej znana i najczęściej odwiedzana tradycyjna osada na Flores. Podobnie jak Wae Rebo ona również leży w pięknej scenerii. Wizyta w niej będzie więc nie tylko poznawaniem kultury grupy etnicznej Ngada (Ngadha), ale też doznaniem estetycznym.

 

Inne ciekawe miejsce na wyspie stanowi jaskinia Liang Bua. Sama w sobie jest warta odwiedzenia, ale cieszy się obecnie zainteresowaniem głównie ze względu na cenne znalezisko. W 2003 r. odkryto tutaj szczątki Homo floresiensis, czyli człowieka z Flores. Naukowcy wciąż spierają się, czy był to osobny gatunek, czy odnaleziony osobnik cierpiał na jakąś chorobę, np. genetycznie uwarunkowany zespół Downa bądź zespół Larona. Niezależnie od tego, jakie okaże się wyjaśnienie tej zagadki, Flores jest dumna ze swojego hobbita, jak potocznie nazywa się hominida, którego szczątki zachowały się w Liang Bua. W okolicy warto również odwiedzić dwie pobliskie jaskinie – Gua Galang i Gua Tanah.

 

 Wae Rebo

Wioska Wae Rebo na wyspie Flores z domami mbaru niang w kształcie stożka

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

INDONEZYJSKIE SMOKI

 

Na zakończenie należy dodać chociaż kilka słów o jednym z symboli Indonezji – waranie (smoku) z Komodo. To największa współcześnie żyjąca jaszczurka. Dorosły osobnik może ważyć ponad 70 kg i osiągnąć 3 m długości. Co ciekawe, warany z Komodo nie mają naturalnych wrogów, przynajmniej wśród innych zwierząt, ale zdarza się, że zjadają młode swojego gatunku. Potrafią być też dość agresywne i choć zdarza się to wyjątkowo rzadko, mogą zaatakować człowieka. Muszę przyznać, że gdy kiedyś spotkałam jednego z nich na plaży (akurat wyszedł zza krzaków, wydając charakterystyczne odgłosy), bardzo szybko przeniosłam się w inne, bezpieczniej wyglądające miejsce. W celu ochrony warana w 1980 r. założono Park Narodowy Komodo (od 1991 r. znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Zajmuje on powierzchnię 1817 km² i obejmuje wiele wysp i wysepek, m.in. Komodo, Padar i Rincę (Rindję).