ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

 

<< Cannes to miasto, które kojarzy się z przepychem, gwiazdami i odbywającym się zwykle w maju prestiżowym festiwalem filmowym. Tylko 15 min. jazdy samochodem dzieli je od Monte Carlo, gdzie niemal w tym samym czasie rozgrywa się wyścig Formuły 1 Grand Prix de Monaco. Turyści planujący odwiedzić Riwierę Francuską stają czasem przed nie lada dylematem, gdy muszą dokonać wyboru między jej pięknymi kurortami. Zwłaszcza że ekskluzywne Cannes i Monako stanowią jedynie część bogatego wachlarza atrakcji południowo-wschodniego wybrzeża Francji. >>

W latach 30. XX w. na plażach Lazurowego Wybrzeża (Côte d'Azur) wypoczywali głównie arystokraci i koronowane głowy, którzy przybywali tu przede wszystkim zimą z Wielkiej Brytanii, a nawet z Rosji. Liczbę ówczesnych turystów szacuje się na 300 tys. rocznie. Wcześniej miejsce to odkryli artyści. Ściągali w te strony pod koniec XIX w. ze względu na doskonałe światło, krajobrazy i klimat. Claude Monet, Auguste Renoir, Pablo Picasso, Marc Chagall, Henri Matisse, Jean Cocteau, Fernand Léger, Alberto Giacometti zarówno czerpali z bogactwa regionu, jak i jednocześnie wywierali wpływ na jego kulturę.

Dziś na Lazurowe Wybrzeże każdego roku przyjeżdża ponad 10 mln turystów, w tym prawie milion to uczestnicy rejsów, a 400 tys. – osoby biorące udział w kongresach. Prawdziwe tłumy pojawiają się latem. Wtedy też tutejsze kurorty okupują głównie Brytyjczycy, Niemcy i Duńczycy. Jednak ta część Francji to nie tylko słynne Nicea i Cannes, lecz także maleńkie miasteczka z zabytkami i muzeami oraz fascynująca górzysta Korsyka.

 

Piesze wycieczki i urok średniowiecza

W centrum Saint-Paul-de-Vence obowiązuje jedynie ruch pieszy. Miejscowy plac okupują wielbiciele gry w bule, czyli pétanque (gra towarzyska polegająca na rzucaniu metalowymi kulami). Warto stąd rozpocząć spacer wąskimi uliczkami tego średniowiecznego miasteczka otoczonego blankami, wznoszącego się malowniczo na stromej skale. Na uwagę zasługuje w nim Kolegiata Nawrócenia św. Pawła (La Collégiale de la Conversion-de-Saint-Paul) – kościół z XIII w. Niedaleko znajduje się muzeum sztuki współczesnej Fundacji Maeght (Fondation Maeght). Jego zwiedzanie rozpoczyna się zazwyczaj w ogrodzie. Zobaczymy w nim labirynt Joana Miró i Ferrà, rzeźby Alberta Giacomettiego czy mozaikę Georges’a Braque’a.

Zaledwie 5 km dalej leży kolejna miejscowość związana z wielkimi artystami – Vence. Pod koniec swojego życia malarz Henri Matisse zaprojektował i wykonał dekoracje tutejszej Kaplicy Różańca (Chapelle du Rosaire), a wśród nich witraże, drogę krzyżową i ołtarz. Wędrówkę najlepiej zacząć od Bramy Peyra (Porte du Peyra), która prowadzi do starej części miasta. Tu znajduje się zamkowa wieża z XII w. Na głównym placu w letnie dni mieszkańcy i turyści szukają ochłody przy fontannie. Ulicami de l'Évêché i Cahours dojdziemy do Katedry, która skrywa pewien skarb. Baptysterium zdobi mozaika autorstwa Marca Chagalla. Vence słusznie uważa się też za średniowieczną perłę Lazurowego Wybrzeża. Jego władze dbają o historyczne zabudowania z tamtych czasów, dlatego dziś możemy podziwiać w nim wiele odnowionych zabytków

 

Picasso i morze

Do Antibes przyciąga większość turystów Fort Carré, imponująca budowla z XVI w. Wielbiciele sztuki nie powinni ominąć Zamku Grimaldich (Château Grimaldi), w którym funkcjonuje Muzeum Picassa (Musée Picasso). Powstało ono tu nieprzypadkowo. Sławny kubista przebywał w mieście dłuższy czas (przez kilka tygodni) wprawdzie tylko raz, ale była to niezmiernie owocna wizyta. Początkowo w budynku działała placówka dokumentująca życie greckiego Antipolis (tak w starożytności nazywało się Antibes), założona przez pewnego nauczyciela greki i łaciny, który w ten sposób ocalił zamek od popadnięcia w ruinę. Pewnego razu polski fotografik i rzeźbiarz Michał Smajewski (Michel Sima) poprosił Picassa o przekazanie muzeum jednej ze swoich prac. Malarz wyjawił mu, że zawsze marzył o posiadaniu dużej przestrzeni do malowania. Artysta urządził więc w komnatach zamkowych w październiku 1946 r. swoje atelier, a Smajewski uwieczniał na fotografiach postępy prac. Z Château Grimaldi roztacza się niezwykły widok na pływające w oddali jachty, kierujące się na przylądek Antibes (cap d’Antibes). Naprawdę trudno oderwać od nich wzrok.

 

Cytrynowy raj

Bilet z Nicei do Mentony (Menton), miejscowości słynącej z cytryn, kosztuje tylko 1 euro. W centrum kurortu, nazywanego la perle de la France („perłą Francji”), znajduje się barokowa Bazylika św. Michała Archanioła (Basilique Saint-Michel-Archange), do której prowadzi urocza wąska ulica Długa – Rue Longue. Pełniła ona rolę głównej arterii do XVII w. Stamtąd najlepiej zejść do bastionu, w którym w listopadzie 2011 r. otwarto Muzeum Jeana Cocteau (Musée Jean-Cocteau). Prezentuje ono kolekcję będącą własnością amerykańskiego biznesmena Séverina Wundermana.

FOT. ATOUT FRANCE/CEDRIC HELSLY

Mentona – dekoracje na Święto Cytryny

 

Mentona od połowy XV w. stała się bardzo ważnym producentem cytryn w Europie. Od 1934 r. (w lutym lub marcu) obchodzi się w niej oficjalnie święto tych owoców, nazywane Fête du Citron. Wcześniej, bowiem od 1929 r., w tym czasie urządzano jedynie wystawę drzewek cytrynowych w ogrodach Hotelu Riviera. Obecnie jest to wielka karnawałowa feta, w trakcie której organizuje się m.in. defilady wozów z okazami tych roślin i różnymi wspaniałymi konstrukcjami wznoszonymi z cytryn. Towarzyszą im również prezentacje regionalnych strojów i muzyki, koncerty, targi rękodzieła ludowego oraz inne ekspozycje związane z tradycjami Mentony. Niezmiernie widowiskowe Święto Cytryny przyciąga pod koniec zimy tłumy turystów z całego świata.

 

Piękno samo w sobie

Z Lazurowego Wybrzeża można wybrać się dalej na południe, czyli na Korsykę. Najprościej dotrzeć do jej brzegów promem. Statki wyruszają z Marsylii, Tulonu i Nicei i dopływają zazwyczaj do portów w Ajaccio, Bastii, Calvi, L’Île-Rousse, Porto-Vecchio oraz Propriano. Podróż trwa od kilku do kilkunastu godzin.

Korsyka, zwana też Wyspą Piękna (île de Beauté), jest zarazem zachwycająca i nieprzystępna. Otaczają ją piaszczyste i żwirowe plaże oraz przylądki zapierające dech w piersiach, a pokrywają gęste lasy kasztanowca i wypełniają malownicze wioski i miasteczka. Aby odkryć jej prawdziwy charakter, trzeba zagubić się gdzieś na wiejskich drogach, wijących się wśród formacji roślinnej zwanej makia, która porasta ponad 20 proc. powierzchni tego niewielkiego lądu na Morzu Śródziemnym. Napoleon pisał na Elbie, że od czasu do czasu wyczuwa na niej zapach tych korsykańskich wonnych i wiecznie zielonych zarośli. Podczas podróżowania po wyspie uważajmy jednak na krowy, owce, świnie czy kozy leżące niekiedy pośrodku traktów.

FOT. ATOUT FRANCE/FABRICE MILOCHAU

Plaża Tamaricciu niedaleko Porto-Vecchio na południu Korsyki

 

Najlepszy miesiąc na wyprawę na Korsykę stanowi – moim zdaniem – wrzesień. Po pierwsze, temperatury są wtedy niższe, znośniejsze, a pogoda nie zawodzi. Po drugie, przyjeżdża na nią wówczas mniej turystów, co oznacza spadek cen. Wyspę najwygodniej zwiedzać wypożyczonym samochodem.

 

Na podbój północy

W północnej części Korsyki głęboko w morze wcina się półwysep i przylądek Cap Corse (nazywany przez Korsykańczyków Capicorsu) z miastem Bastia i pięknym portem w wiosce Erbalunga koło Brando. Tutejsze urokliwe wybrzeże znaczą wieże wybudowane przez Genueńczyków w XVI w. Spośród 85 z nich wiele nie zostało odrestaurowanych. Jedną z najbardziej malowniczych stanowi ta w wiosce Nonza, położona na wzgórzu, na wysokości 150 m nad plażą pokrytą czarnymi kamieniami. We wrześniu warto odwiedzić też winnice w Patrimonio, słynące z najlepszych win na wyspie (zwłaszcza słodkich muskatów), bowiem wtedy zaczyna się tutaj winobranie i mamy szansę z bliska przyjrzeć się procesowi produkcji tego szlachetnego trunku.

Niedaleko znajduje się także port Saint-Florent, wyglądający niczym kadr wyjęty z pocztówek z Lazurowego Wybrzeża. Na uroczą panoramę składają się w nim liczne zacumowane łodzie i charakterystyczne domki z fasadami naruszonymi przez sól morską i wiatr. Stąd na piechotę dostaniemy się do Katedry Nebbio (Cathédrale de Nebbio), wzniesionej z wapienia w pierwszej połowie XII w. Obecnie nie odprawia się w niej już mszy. Została gruntownie odrestaurowana pod koniec XIX stulecia. Niestety, lokalne władze nie starają się o dofinansowanie na odnowienie świątyni. Ścieżkę, którą dochodzi się do kościoła, otaczają grobowce i mauzolea. To widok typowy dla Korsyki, gdyż bogate rodziny nie chcą chować swoich bliskich na cmentarzach komunalnych. Często, zwłaszcza w północnej części wyspy, groby umieszczone są jeden obok drugiego, wzdłuż głównej drogi.

Z portu w Saint-Florant dopłyniemy na piaszczystą plażę Saleccia, która sąsiaduje z pustynnym regionem Les Agriates (Désert des Agriates). Wody ją oblewające są krystalicznie czyste. Przeszkadzać mogą nam czasem tylko licznie występujące w tym rejonie mewy. Na zachód od regionu leży malownicza wioska Sant'Antonino, gdzie budynki sprawiają wrażenie przyklejonych jeden do drugiego. Popołudniami jej wąskie uliczki wyludniają się ze względu na sjestę. Wczesnym wieczorem mieszkańcy miejscowości spotykają się na placu na partyjkę pétanque. Stąd blisko już do wioski rzemieślników Pigna, słynącej z domków z niebieskimi okiennicami.

 

Duch Krzysztofa Kolumba

Calvi to rzymskie miasto pełne historii. Można je podziwiać z potężnej cytadeli wznoszącej się na wzgórzu. To tu późniejszy słynny angielski admirał Horatio Nelson stracił oko podczas oblężenia miejscowości przez brytyjską flotę w lipcu 1794 r. Mieszkańcy twierdzą, że to w Calvi, a nie w Genui urodził się między 25 sierpnia a 31 października 1451 r. Krzysztof Kolumb. W tym czasie Korsyką władali właśnie Genueńczycy. Trudno jednak dowieść prawdziwości tej tezy. Mimo to na jednym z domów znajdziemy stosowną tablicę pamiątkową.

FOT. ATOUT FRANCE/R-CAST

Cytadela i port w zabytkowym korsykańskim mieście Calvi

 

Z Calvi warto wyruszyć na całodzienną wycieczkę do Rezerwatu Naturalnego Scandola (Réserve Naturelle de Scandola). Z pokładu stateczku będziemy mieć świetny widok na znane z Prowansji calanques, czyli granitowe i bazaltowe dolinki skąpane w nieprawdopodobnie niebieskiej wodzie. W trakcie podziwiania wspaniałej korsykańskiej przyrody udajmy się na obiad do wioski Girolata, która liczy zaledwie 50 mieszkańców. Stoi w niej jedna z genueńskich wież. Niestety, wciąż nie została odrestaurowana, dlatego obejrzymy ją wyłącznie z zewnątrz. Tym, którzy chcieliby jednak zajrzeć do środka takiej budowli, polecam wyprawę do pobliskiej miejscowości Porto. Miłośnicy mocnych wrażeń powinni z niej udać się do wioski Galéria. Droga wiedzie serpentynami niemal nad samymi przepaściami. To z pewnością jedna z najbardziej imponujących tras na Korsyce, a może i w całej Francji. Na pewno na długo pozostanie w naszej pamięci.

FOT. ATOUT FRANCE/R-CAST

Rezerwat Naturalny Scandola – od 1983 r. objęty ochroną UNESCo

 

Na południe

Południe Korsyki zachwyca nie mniej niż północ. Jednym z najpiękniejszych miejsc jest w tym regionie Bonifacio – miasto częściowo zbudowane na klifie wapiennym, zwrócone w stronę pobliskiej Sardynii. Na jego spokojne zwiedzanie powinniśmy przeznaczyć minimum dwa dni. Pierwszego z nich wybierzmy się na spacer po uliczkach i parkach, cmentarzu morskim oraz do niepowtarzalnych Schodów Króla Aragonii (L’Escalier du Roi d'Aragon) na południowo-zachodnim krańcu Cytadeli (Citadelle). Mają one 187 stopni i – jak głosi legenda – zostały zbudowane przez Aragończyków w czasie oblężenia w 1420 r. Od czerwca do września, przy sprzyjającej pogodzie, gdy nie ma silnych wiatrów i sztormu, udostępnia się je turystom. Drugiego dnia przejdźmy się w okolicę portu, gdzie będziemy mogli podziwiać malarzy przy pracy. Niezwykłych wrażeń dostarczy też wyprawa stateczkiem na Wyspy Lavezzi (Îles Lavezzi) i Cavallo (Île de Cavallo), które położone są między Bonifacio i Sardynią. Podczas powrotu do miasta nie sposób nie zauważyć wspaniałych willi nad brzegiem morza. Należą one m.in. do Zinedine Zidane’a, Gérarda Depardieu, Bernarda Kouchnera, księżnej Karoliny Hanowerskiej z Monako czy Alaina Prosta.

 

Zdobywcy Korsyki

Na koniec wspomnę jeszcze o mitycznym wręcz i trudnym szlaku pieszym GR 20 (180 km długości). Mówi się, że ponad połowa śmiałków, którzy nim ruszają, rezygnuje przed końcem wędrówki. Najwytrwalsi, przemierzając korsykańskie przełęcze i płaskowyże, mają okazję poznać bardziej niedostępne rejony wyspy. Nawet jeśli na końcu nogi odmawiają już im posłuszeństwa, z satysfakcją przyznają, że była to dla nich wyprawa życia.

Oficjalne przewodniki dzielą trasę na 15 etapów, co przekłada się na 15 dni wędrówki. Jednak rekordzista pokonał GR 20 w zaledwie 33 godz.! To dość znaczny wyczyn, ponieważ trzeba tu zabrać ze sobą cały niezbędny ekwipunek, w tym namiot, gdyż schroniska nie zapewniają zbyt wielu miejsc noclegowych. Po drodze można ewentualnie natknąć się na pasterzy i kupić od nich kozi ser. Szlak przemierza się z północy na południe (z Calenzany do Conki) lub z południa na północ. Wielu piechurów decyduje się na zakończenie swojej niemal 200-kilometrowej wyprawy na pięknych plażach Porto-Vecchio, gdzie odpoczywają po jej trudach. Ze względu na ruch turystyczny i temperatury najlepszymi miesiącami na tę niezapomnianą wędrówkę po korsykańskich górskich szlakach będą maj i sierpień albo wrzesień i październik. Należy się nastawić na 5 do 11 godz. marszu dziennie. Jednym z powodów, dla których turyści rezygnują z ukończenia trasy, bywa dość często zbyt duża waga plecaka. Dlatego polecam spakować się rozsądnie. Szczególnie że przejście całego szlaku GR 20 daje niesamowite zadowolenie z siebie.

Zatem słoneczne Lazurowe Wybrzeże czy dzika Korsyka? Wybór należy tylko do nas. Żaden z tych dwóch przepięknych zakątków Francji na pewno jednak nie rozczaruje nawet najbardziej wybrednych turystów.


 

Artykuły wybrane losowo

Z wizytą na rajskim Zanzibarze

EWA WORSOWICZ

                                                                                    

Afryka od lat fascynuje podróżników z całego świata. To kontynent pełen kontrastów – jego wybrzeże oblewają szmaragdowy Ocean Indyjski i błękitny Atlantyk, rajskie plaże pokrywa biały jak mąka piasek, wśród krytych strzechą z palmowych liści domków dla gości unosi się atmosfera błogiego relaksu, a jednocześnie wielu Afrykańczyków żyje w biedzie i nie ma szans na polepszenie swojej sytuacji. Właśnie za te skrajności Czarny Ląd można kochać lub go nienawidzić.

Więcej…

Za każdym razem inne Zjednoczone Emiraty Arabskie

Dubai.jpg

Najwyższy obecnie budynek na świecie – 830-metrowy Burdż Chali

©MATERIAŁY PRASOWE EMIRATES

 

Katarzyna Kałuża

Marcin Lewandowski

www.Travel-Bidder.com

 

O mieście, które wyłoniło się z piasków pustyni, słyszeliśmy bardzo wiele. Niewątpliwie nie ma w tym przypadku znaczenia, czy Dubaj kogoś fascynuje, czy raczej jest mu obojętny – wszystkich bez wyjątku wprawia w osłupienie fakt, że jego monumentalna zabudowa powstała w tak zaskakującym tempie. Sam słynny wieżowiec Burdż Chalifa (Burj Khalifa, niemal 830 m wysokości) urósł jak na drożdżach, otwarto go już w 6 lat po rozpoczęciu prac w 2004 r. W końcu nadszedł ten niesamowity moment i wyruszyliśmy z wizytą do niezmiernie interesujących Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA). 

Więcej…

Seszele – kokosowa kraina szczęścia

379 IMG1 Grande Soeur 10630x7102

Otoczona granitowymi skałami rajska plaża na wysepce Grande Soeur na Seszelach

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

MAGGIE ANKOWSKA

www.seszelerajnaziemi.com

 

Pewnego dnia dziwnym zbiegiem okoliczności miejsce, które do niedawna było dla mnie tylko kropką na mapie świata, tropikiem odległym i nieosiągalnym, stało się moim domem. Wylądowałam w zakazanym raju – wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że nie mam prawa tu być. Na Seszelach, archipelagu będącym częścią Grzbietu Maskareńskiego, do dziś żyje największa populacja żółwi olbrzymich na naszym globie. Większość wysp jest niezamieszkała, a ciszę mąci na nich tylko szum Oceanu Indyjskiego i wiatr szeleszczący wśród liści palm kokosowych…

 

W tym wyspiarskim państwie mieszka ponad 93 tys. ludzi. Dla porównania w samej Warszawie żyje ich niemal 19 razy tyle. Największa w archipelagu jest wyspa Mahé (157,3 km2) ze stolicą Victorią. Seszele, znajdujące się przez wiele lat w rękach Francuzów, a potem Brytyjczyków, uzyskały niepodległość w czerwcu 1976 r. Mimo iż ich mieszkańcy silnie utożsamiają się ze swoją kreolską kulturą i najchętniej posługują się seszelskim kreolskim, wpływy wcześniejszych kolonizatorów są bardzo wyraźne – do języków urzędowych należy również francuski i brytyjski, na ulicach obowiązuje ruch lewostronny, a w budynkach montuje się gniazdka z trzema otworami.

 

Choć dochody z turystyki stanowią niezmiernie istotną część budżetu państwa i miejscowi chętnie goszczą turystów, najważniejsze pozostaje dla nich zachowanie archipelagu w niezmienionym naturalnym stanie. Życie lokalnej ludności płynie spokojnym rytmem, a ruch turystyczny odbywa się jakby obok. Mieszkałam tutaj kilka lat, pracowałam z wyspiarzami i spędzałam z nimi czas wolny, ale pomimo moich największych starań i dużej otwartości na odmienną kulturę zawsze czułam się obca, choć zostałam zaakceptowana. Ta aura niedostępności otaczająca Seszelczyków sprawia, że człowiek z zewnątrz odnosi wrażenie, iż znalazł miejsce wyjątkowe, tylko dla wybranych – trafił do raju. Okolica zdaje się zresztą potwierdzać to przypuszczenie. Nawet na Mahé, najpopularniejszej z wysp, o każdej porze dnia możemy wybierać z minimum tuzina rajskich plaż, na których będziemy po prostu sami.

 

WYSPA ATRAKCJI

 

W ostatnich latach ruch turystyczny na Seszelach zwiększył się i dziś archipelag postrzegany jest jako idealne miejsce na romantyczny wyjazd dla zakochanych, ślub, podróż poślubną czy świętowanie okrągłych rocznic dla osób w związku. Trudno się temu dziwić. Już w momencie opuszczania samolotu można poczuć, że trafiło się w tropiki. Słodkie, lepkie, gorące powietrze o niepowtarzalnym zapachu otula twarz i zapowiada dalsze przyjemności. Droga z lotniska prowadzi krętym wybrzeżem pokrytym białym piaskiem i granitowymi skałami. Gdy wreszcie dotrze się do jednego z miejscowych wspaniałych hoteli, trudno oprzeć się urokowi pięknych prywatnych plaż i znakomicie zagospodarowanych ogrodów. Niejednemu turyście wydaje się, że cudowniej być już nie może. Dlatego też wielu z nich decyduje się nie opuszczać swojego hotelowego raju, ale zupełnie niesłusznie. Zapewniam, że warto poznać bliżej całe Seszele.

 

Ze wszystkich wysp archipelagu właściwie tylko trzy są zamieszkałe przez lokalną ludność – Mahé, Praslin i La Digue. Na kilku pozostałych znajdują się luksusowe ośrodki wczasowe i przebywają tu tylko bardzo majętni turyści i obsługa hotelowa.

 

Dla większości osób odwiedzających Seszele pierwszym przystankiem jest Mahé. Ponieważ to największa i najbardziej rozwinięta wyspa z całego regionu, czeka na niej najwięcej atrakcji. Możemy wykupić lot helikopterem, popłynąć na połów, pojeździć po wybrzeżu konno, wynająć skutery wodne, wybrać się na rejs łodzią i zatrzymywać po drodze na najdzikszych plażach. Dla amatorów pieszych wycieczek nie zabraknie szlaków trekkingowych. W środku tropikalnego lasu poszalejemy na tyrolce. Podwodne królestwo wokół Mahé przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającym i doświadczonym nurkom. Chyba jedynym typowo turystycznym rejonem jest plaża Beau Vallon położona na północno-zachodnim brzegu wyspy. W jej okolicy znajdują się hotele, restauracje, promenada i uliczny bazar Labrin, na którym sprzedaje się typowo kreolskie jedzenie. Warto odwiedzić to miejsce w środę wieczorem, kiedy odbywa się festyn z kulinarnymi przysmakami. Seszelski rum Takamaka leje się wtedy strumieniami, a wokół rozbrzmiewa kreolska muzyka. Okoliczni mieszkańcy wylegają na ulice i można poczuć się wśród nich częścią tej lokalnej społeczności, która chętnie przyjmuje do swojego grona ludzi chcących poznać tutejszą kulturę.

 

Jeśli jednak wolimy zejść z utartych ścieżek i odkryć prawdziwe oblicze wyspy, proponuję wynająć samochód i objechać ją dookoła. Podczas takiej wycieczki trzeba zatrzymać się na plaży Anse Royale i po spacerze po ogrodzie przypraw spróbować dań seszelskiej kuchni. Na liście obowiązkowych przystanków nie powinno zabraknąć także Anse Takamaka. Ta jedna z najsłynniejszych plaż na Mahé ciągnie się przez 2 km. Warto zahaczyć też o plaże Anse Intendance i Port Launay.

 

Do stolicy Seszeli – Victorii – dobrze wybrać się rano, aby zdążyć na najświeższe przysmaki z tutejszego targu rybnego, kupić przyprawy, owoce i warzywa. Jeśli jednak ryby aż tak nas nie interesują albo wolimy rozpocząć dzień od plażowania, możemy spokojnie odwiedzić to miejsce później, gdyż otwarte jest do popołudnia i rzadko kiedy brakuje tu towaru.

 

Miłośnicy lokalnej sztuki znajdą w mieście mnóstwo straganów i galerii oferujących wyroby seszelskich artystów. W położonej na piętrze restauracji „Marie-Antoinette” spróbujemy miejscowej kuchni i zasymilujemy się z tutejszą społecznością.

 

Prawie w samym centrum Victorii, w dzielnicy Mont Fleuri leży piękny ogród botaniczny, w którym można zobaczyć, a nawet nakarmić słynne żółwie olbrzymie. Te osobliwe zwierzęta są jedną z większych atrakcji w tym zakątku świata.

 

W SESZELSKICH GŁĘBINACH

 

Podwodny świat Seszeli to przede wszystkim mieniące się tysiącami kolorów i tętniące życiem rafy koralowe, ale nie tylko one. Do najpopularniejszych punktów nurkowych w okolicy należą także cztery wraki (Ennerdale, Twin Barges, Dredger i Aldebaran), które koniecznie trzeba zobaczyć. W ich pobliżu zawsze, bez względu na sezon czy pogodę, można spotkać licznych mieszkańców oceanicznego królestwa. Pod wodą z pewnością natkniemy się na skorpeny, szkaradnice, skrzydlice, olbrzymich rozmiarów homary czy rozdymki tygrysie, a oglądaniu tych niezwykłych stworzeń będzie towarzyszył lekki dreszczyk emocji związany ze zwiedzaniem wnętrz zatopionych statków.

 

Sprzyjające warunki pogodowe i stabilna temperatura utrzymująca się przez cały rok sprawiają, że na nurkowanie na Seszelach warto wybrać się właściwie zawsze, jednak są miesiące, w których eksploracja głębin bywa znacznie przyjemniejsza. Polecam szczególnie okres od stycznia do kwietnia. Wówczas woda jest najcieplejsza, a widoczność – najlepsza. Życie w oceanie rozkwita i zachwyca swoją różnorodnością. Deszcze nie padają prawie w ogóle, w związku z czym między kolejnymi zanurzeniami można przyjemnie odpocząć na łódce i wspaniale się opalić.

 

211 STB 14 Vallee De Mai 4961x3311

Rezerwat Naturalny Doliny Mai porastają endemiczne lodoicje seszelskie

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

Nie oznacza to jednak wcale, że nie powinno się nurkować w pozostałe miesiące, wręcz przeciwnie, nawet trzeba! Zwłaszcza jeśli chcielibyśmy popływać w towarzystwie rekinów wielorybich. Przybywają one w rejon archipelagu w okolicy września i października wraz z południowo-wschodnim monsunem, aby żywić się planktonem. Woda w tym czasie jest trochę chłodniejsza – ma ok. 24–26°C, ale 45-minutowa kąpiel w takiej temperaturze w odpowiednim stroju miło orzeźwia, a podziwianie tej największej ryby na ziemi dostarcza niezapomnianych wrażeń.

 

Nie trzeba być jednak doświadczonym nurkiem, aby odkrywać piękno oceanicznego świata Seszeli. Osoby początkujące znajdą tu wiele fantastycznych miejsc na płytkich wodach, gdzie pośród wspaniałej morskiej fauny i flory będą mogły podszlifować swoje nurkowe umiejętności.

 

Tym, którzy wolą zostać na powierzchni, a ryby chętniej widzą na swoim talerzu, również spodoba się na archipelagu. W regionie, gdzie taniej jest mieć małą łódkę niż samochód, ludzie często trudnią się połowami, a wiedza lokalnych rybaków bywaimponująca. Chętnie dzielą się nią ze wszystkimi zainteresowanymi w trakcie powszechnie organizowanych wypraw na pełne morze, podczas których trafiają się takie zdobycze jak barakudy, żaglice, tuńczyki, pelamidy, marliny błękitne czy samogłowy.

 

Wróćmy jednak na chwilę na ląd, bo i tutaj na Mahé na miłośników przygód czeka niejedno. Jeśli ktoś lubi bliski kontakt z naturą i górskie wędrówki, to na pewno się nie rozczaruje. Co prawda tutejsze góry nie są wysokie, więc wspinaczka w ich rejonie ma charakter bardziej turystyczny niż wyczynowy, ale istnieje kilka szlaków, których pokonanie w tym tropikalnym klimacie wymaga nieco wysiłku. Nagrodę dla wytrwałych stanowią satysfakcja i niepowtarzalne widoki. Najwyższym szczytem na wyspie jest Morne Seychellois (905 m n.p.m.) i choć wydaje się niewysoki, wyprawa na niego bywa niełatwa. Trzeba się dobrze napocić, aby dotrzeć do wierzchołka, ale naprawdę warto! Przy odpowiedniej pogodzie można stąd podziwiać zapierający dech w piersiach rozległy widok na Ocean Indyjski upstrzony gdzieniegdzie kawałkami zielonego, często nietkniętego ludzką ręką lądu.

 

Mahé, mimo iż jest wspaniała i różnorodna, stanowi jednak tylko część tropikalnego archipelagu. Jeśli ograniczymy się więc jedynie do pobytu na niej, nie będziemy w stanie poznać całego regionu. Choć nie sposób odwiedzić wszystkich wysp, są miejsca, których przegapić nie wolno…

 

W CIENIU PALM

 

Zwiedzanie powinniśmy zacząć od Praslin, mimo iż La Digue leży w podobnej odległości od Mahé. Na wyspę najlepiej dostać się porannym samolotem – lot dwupłatowcem prawie w kokpicie pilota dostarcza niesamowitych wrażeń, a przepiękny widok wschodzącego słońca i budzącego się do życia świata zostaje na długo w pamięci.

 

Praslin zachwyca swoimi restauracjami, barami i chyba jeszcze piękniejszymi plażami i ośrodkami wypoczynkowymi, z których nie chce się wychodzić. Jeżeli planujemy spędzić na Seszelach więcej czasu i mamy kilka wolnych dni do zagospodarowania, wizyta tu z pewnością nas nie rozczaruje. Wyspa ta charakteryzuje się stabilniejszą od Mahé pogodą, niewielkim ruchem samochodowym i licznymi połaciami pełnych życia tropikalnych lasów.

 

Odwiedziny na tutejszej przepięknej plaży Anse Lazio będą wspaniałym wstępem do późniejszego poznawania cudów La Digue. Oprócz tego na Praslin zobaczyć trzeba na pewno Rezerwat Naturalny Doliny Mai (Vallée de Mai Nature Reserve) z ekosystemem stanowiącym pozostałość po pradawnych lasach palmowych, gdzie wykształciła się słynna endemiczna dla Seszeli palma kokosowa (lodoicja seszelska), lokalnie zwana coco de mer. W jej owocach o bardzo specyficznym kształcie kryje się największe nasienie świata roślinnego. Wyjątkowa lodoicja seszelska stała się symbolem tego wyspiarskiego kraju.

 

W tych niemalże niezmienionych od wieków lasach spotkać można wiele endemicznych gatunków ptaków i roślin. Podczas spaceru da się usłyszeć czarną papugę seszelską, koralczyka czerwonogłowego czy pustułkę seszelską. Niesamowite bogactwo fauny i flory, zachowane do dziś dzięki staraniom Seszelczyków, sprawia, że to miejsce przypomina świat sprzed rozwinięcia się cywilizacji człowieka, prehistoryczną krainę, w której rządzi tylko natura.

 

Jeśli z Praslin będziemy chcieli wybrać się na La Digue, zabierze nas na nią prom. Na 15 min. staniemy się małym poruszającym się punkcikiem na bezkresnym Oceanie Indyjskim. Gdy ze wszystkich stron otacza nas lazurowa woda, a na horyzoncie widać jedynie oddalającą się linię brzegową usianą palmami kokosowymi, trudno nie pomyśleć, jak mali jesteśmy w porównaniu z ogromem świata. I może niektórych myśl ta przeraża i skłania do rozważań prowadzących do kryzysu egzystencjalnego, ale ja w takim właśnie momencie czuję się wolna…

 

225 STB 7 Creole Buffet 4961x3311

Kuchnia seszelska charakteryzuje się niezmiernie bogatą mieszanką smaków

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

SMAK RAJU

 

La Digue to miejsce idealne. Na tej trzeciej co do wielkości zamieszkałej wyspie Seszeli główny środek transportu stanowi rower. Zaraz po wpłynięciu do portu przedsiębiorczy miejscowi próbują każdego z turystów wyposażyć w jednoślad. Nie należy, oczywiście, oczekiwać najnowocześniejszych modeli rowerów górsko-wyścigowych – większość z oferowanych pojazdów to raczej wysłużone i lekko zniszczone wehikuły, ale przecież nikt nie przyjeżdża się tu ścigać…

 

Na La Digue koniecznie trzeba odwiedzić dwie plaże: Anse Source d’Argent i L’Union Estate. Do obydwu prowadzą bardzo przyjemne, niewymagające specjalnej sprawności fizycznej trasy rowerowe. W Parku Union Estate możemy spotkać żółwie olbrzymie, zwiedzić plantacje wanilii, kokosów i ananasów. Po przemierzeniu tej okolicy w końcu dociera się do jednej z najczęściej fotografowanych plaż na świecie – Anse Source d’Argent. Biały, drobny piasek, nieskazitelnie czysta, turkusowa woda, kokosowe palmy i tak charakterystyczne dla Seszeli granitowe skały tworzą scenerię niczym z prawdziwego raju. Do tego wokół panuje niesamowita cisza nie zakłócana nawet szumem fal, bo ich tu prawie nie ma. Koniecznie należy zabrać ze sobą maskę do snorkelingu, chociaż nawet bez niej najprawdopodobniej będziemy mogli oglądać żółwie morskie podpływające do brzegu w towarzystwie najbardziej egzotycznych gatunków ryb na ziemi. Podczas spaceru wzdłuż plaży na południe podziwia się zapierające dech w piersiach widoki, które na zawsze pozostawiają w pamięci pewność, że byliśmy częścią czegoś wyjątkowego.

 

Choć dzięki otaczającemu nas pięknu na chwilę zapomnimy o głodzie, oprócz nasycenia ducha ważny jest też pokarm dla ciała. Usytuowana tuż przy plaży restauracja, której nie sposób ominąć w drodze powrotnej, serwuje przysmaki kuchni kreolskiej, opartej głównie na rybach i owocach morza.

 

Potrawy z Seszeli są świeże i naturalne. W tutejszej aromatycznej, dość pikantnej kuchni wykorzystuje się głównie produkty lokalne. Miłośnicy owoców morza będą zachwyceni – na początek powinni spróbować tradycyjnej sałatki z ośmiornicy, a po niej ryby po kreolsku. Rybołówstwo jest jednym z głównych zajęć na archipelagu, więc różnorakich świeżych ryb, wyławianych praktycznie co godzinę, nie brakuje nigdy, a miejscowi osiągnęli prawdziwe mistrzostwo w ich przygotowywaniu. Niemal do każdego posiłku podaje się sałatkę z mango i papai. Wyśmienicie komponuje się ona z dość pikantnymi przyprawami, w szczególności ze słynnym kreolskim sosem curry, z którym serwuje się praktycznie wszystko: kurczaka, ryby, wieprzowinę, a dla odważniejszych – lokalny przysmak, czyli nietoperza!

 

Na Seszelach warto też spróbować charakterystycznego dla wysp pacyficznych owocu chlebowca właściwego – rośnie na drzewie i wygląda jak owoc, ale ma konsystencję świeżego chleba i smakuje podobnie do pieczonych ziemniaków. Ci, którzy nie lubią kulinarnych eksperymentów, mogą zamówić po prostu hamburgera i frytki.

 

Najedzeni, opaleni i wypoczęci wyruszymy w drogę powrotną do portu, aby zdążyć przed zachodem słońca. Należy pamiętać, że Seszele leżą na równiku, więc dzień i noc mają porównywalną długość przez cały rok (mniej więcej 12 godz.). Słońce zachodzi ok. godz. 18.30. Zachód oglądany z pokładu statku płynącego przez ocean wygląda po prostu bajecznie…

 

324 IMG24 Anse Source dArgent 4288x2848

Zjawiskowa plaża Anse Source d’Argent na La Digue

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

OSOBLIWY CUD NATURY

 

Rozpieszczeni i może nawet chwilowo nasyceni ostatnimi wrażeniami nie dajmy się zwieść, że widzieliśmy już wszystko. Najdalej na północ w archipelagu leży niewielka koralowa wyspa o powierzchni ok. 1 km2, przez wielu uważana za najpiękniejszą na świecie. To prawdziwy raj dla ornitologów, miejsce, w którym w niezmąconym spokoju żółwie morskie (zielone i szylkretowe) składają jaja.

 

Od maja do października miliony ptaków przylatują na Bird Island zakładać gniazda. Przez cały rok wyspę zasiedla przynajmniej 20 ich gatunków. Nieustannie rozbrzmiewające ptasie odgłosy nie dają zapomnieć o tym, kto rządzi na tym skrawku lądu.

 

Na Bird Island znajduje się jeden ośrodek (z 24 bungalowami), zbudowany i prowadzony w jak największej zgodzie z naturą. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc wycieczkę na wyspę trzeba zaplanować odpowiednio wcześniej. Choć koszt pobytu może nie należy do najniższych, jest warty każdej złotówki, a większość pieniędzy zostawianych przez turystów przeznacza się na ochronę tego niezaprzeczalnego cudu przyrody.

 

Nie da się na paru stronach przedstawić całego bogactwa Seszeli, jak również nie sposób w kilka czy kilkanaście dni zwiedzić ich całych. Po każdej wyprawie na archipelag pozostaje niedosyt. Nawet po kilku latach spędzonych na wyspach wciąż będzie nam mało. Stawałam na najwyższych szczytach kontynentów, przemierzałam przerażające ciszą pustynie, skakałam z samolotów, nurkowałam w niedosięgłych głębinach oceanów – robiłam to wszystko, bo szukałam ekstremalnych doznań.

 

Seszele też są ekstremalne, w swoim pięknie, ciszy i osamotnieniu. Leżą pośrodku niczego. To miejsce tak cudowne, że niemal nierealne, odcięte od problemów, z którymi boryka się reszta świata. Tu królową jest natura, a największą wartością – czas spędzany na jej łonie w towarzystwie najbliższych, w cieniu kokosowych palm i przy szklaneczce Takamaki… Na Seszelach człowiek zaczyna rozumieć, że to właśnie ten poszukiwany przez wszystkich raj, beztroska kraina szczęścia.