PAWEŁ PAKIEŁA

 

  FOT. ENTERPRISE ESTONIA/TOOMAS VOLMER
<< „Mój kraj ojczysty, moje szczęście, radość” –
pierwsze słowa estońskiego hymnu narodowego dobrze odzwierciedlają uczucie, które przez wieki kształtowało świadomość narodową mieszkańców tego nadbałtyckiego rejonu i dodawało im sił w pokonywaniu wielu tragicznych zakrętów historii. Ziemie te narażone były nieustannie na najazdy i podlegały cały czas obcym wpływom. W epokach średniowiecza i renesansu panowali na tych terenach Niemcy, Duńczycy, Rusini i Szwedzi, a nawet chwilowo Polacy, a w ostatnich dekadach – aż do odzyskania niepodległości w 1991 r. – Rosjanie. Dzisiaj, po 22 latach od wyzwolenia, Estończycy żyją w stabilnym, prężnie rozwijającym się państwie. Co więcej, stolica kraju – Tallin, stała się ważnym europejskim ośrodkiem biznesowym i jednym z najpopularniejszych kierunków turystycznych w północnej części Europy. >> 

 

Eesti Vabariik, czyli Republika Estońska, leży nad Bałtykiem, w północno-wschodniej części naszego kontynentu. Choć etnicznie jest dość zróżnicowana, większość obywateli należy do narodu o pochodzeniu ugrofińskim, spokrewnionego z Finami i Węgrami. Z jednej strony Estonię charakteryzuje dynamiczny rozwój, z drugiej kojarzy się ona ze spokojnymi krajobrazami niekończących się lasów, jezior i torfowisk położonych z dala od pędzącego, zapracowanego świata. Duże obszary tego kraju nadal pozostają niezaludnione. Jego władze postrzegają to jednak jako walor i wkładają dużo wysiłku, aby ten stan utrzymać, czym zjednują sobie sympatię miłośników odpoczynku na łonie natury, w ciszy i odosobnieniu.  

Jeśli chcecie poznać różne oblicza tego nadbałtyckiego państwa, powinniście zdecydować się na samodzielną wędrówkę po nim. Osobiste doświadczenia pozwolą Wam odkryć krainę pełną kontrastów, sprzeczności i zaskakujących miejsc, która zmienia się na każdym kroku jak obraz w kalejdoskopie.   

 

 

E-stonia

Rewolucja informatyczna Estonii zaczęła się niedługo po odzyskaniu przez nią niepodległości, czyli na początku lat 90. XX w. Komputeryzację traktowano jako ważny czynnik wspierający rozwój niewielkiego państwa. Dzisiaj ten nowoczesny członek Unii Europejskiej wciąż wprowadza rozwiązania ułatwiające funkcjonowanie w wielu dziedzinach życia. W 2007 r. Estonia jako pierwszy kraj na świecie uruchomiła głosowanie on-line w wyborach parlamentarnych. Postęp wkroczył również do służby zdrowia – każdy obywatel posiada elektroniczną kartę pacjenta, a recepty można odbierać bezpośrednio w aptece. Dzięki rządowemu programowi Tiger Leap Foundation (Tiigrihüppe Sihtasutus) pod koniec lat 90. minionego wieku sieć internetowa objęła wszystkie szkoły. Jednym z najnowszych projektów tej fundacji jest wprowadzenie nauczania programowania już wśród siedmiolatków, które mogłyby m.in. stworzyć własną, prostą grę. W systemie szkolnictwa działa tzw. eKool („eSzkoła”) – stopnie, komentarze nauczycieli itp. są dostępne dla rodziców na specjalnej platformie internetowej. Chociaż popularny komunikator Skype, stworzony w Estonii 10 lat temu, został kupiony przez Microsoft w 2011 r., w kraju wciąż działa firma związana z tym przedsięwzięciem, zatrudniająca aż 450 osób. Jej przedstawiciele współpracują ściśle z uniwersytetami i szkołami średnimi w zakresie edukacji młodzieży.   

 

Tallińska bajka

W przewodnikach o stolicy Estonii adresu Pikk 40 ze sklepem i minimuzeum Martsipanigalerii („Marcepanowa galeria”) raczej nie znajdziemy. W odkryciu tego sympatycznego miejsca pomógł nam… deszcz, przed którym chcieliśmy się gdzieś schronić. Gdy przekroczyliśmy próg galerii, poczuliśmy, jakbyśmy wkraczali w świat baśni. Podobne wrażenie wywołuje Tallin, w którym czasem warto skręcić w boczną uliczkę, aby z dala od miejskiego zgiełku poczuć niepowtarzalną atmosferę tego magicznego zakątka.                     

Otoczone grubym pierścieniem murów obronnych tallińskie Stare Miasto stanowi jeden z najlepiej zachowanych średniowiecznych zespołów architektonicznych w Europie. Fortyfikacje zaczęto tu wznosić w XII w. W czasach największej świetności były długie na 2,5 km i miały 45 baszt. Dzisiaj możemy podziwiać 25 z nich oraz znajdujące się w doskonałym stanie odcinki murów o łącznej długości ok. 1,5 km. W środku architektura przenosi nas do wcale nie tak mrocznych wieków średnich – zobaczymy tutaj kolorowe kamieniczki, często odchylone od pionu, aby łatwiej było wciągać towar do położonych na piętrze magazynów, wąskie brukowane uliczki i szereg obiektów z długą historią, jak choćby najstarszą na naszym kontynencie, niemal 600-letnią aptekę działającą nieprzerwanie od 1422 r. Prężny rozwój dzisiejsza stolica Estonii zawdzięczała głównie swojemu położeniu nad Bałtykiem, przy szlaku kupieckim prowadzącym z Europy Zachodniej do Rosji. Wiele wspaniałych budowli powstało po przystąpieniu Tallina w 1285 r. do Ligi Hanzeatyckiej – organizacji miast handlowych, do której w szczytowym okresie należało 160 ośrodków Europy Północnej. Hanza wyznaczała styl architektoniczny obejmujący m.in. sposób dekoracji elewacji ścian. Dzięki staraniom Estończyków dbających o dobry stan staromiejskich zabytków historyczne centrum zostało wpisane w 1997 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Innym wyróżnieniem było nadanie Tallinowi w 2011 r. prestiżowego tytułu Europejskiej Stolicy Kultury (wraz z fińskim Turku).  

FOT. PAWEŁ PAKIEŁA   

Mury obronne Tallina         

Z tutejszego zabudowanego wzgórza Toompea (na które koniecznie powinniśmy wejść) możemy obejrzeć jedną z najpiękniejszych panoram miejskich w Europie. Z punktów widokowych Patkuli i Kohtuotsa rozpościera się widok na czerwone dachy kamienic i wystrzelające wśród nich w górę smukłe wieże kościołów św. Olafa i św. Mikołaja czy Ratusza z początku XV w. Mierzący obecnie ok. 124 m Kościół św. Olafa był w latach 1549–1625 najwyższą świątynią na naszym kontynencie. Dzisiaj stanowi jedną z największych atrakcji Tallina – z jego tarasu widać całe miasto. Według eposu narodowego Estończyków Kalevipoeg wzgórze Toompea to w rzeczywistości kurhan usypany dla króla Kaleva przez opłakującą go żonę Lindę. Do dziś w języku estońskim człon kalev wiąże się z nadludzką siłą. Wyłomem w linii architektonicznej okolicy jest niewątpliwie symbol rosyjskiego panowania – wzniesiony na wzgórzu w latach 1894–1900 prawosławny sobór, czyli pokaźnych rozmiarów Katedra św. Aleksandra Newskiego (Aleksander Nevski Katedraal), często odwiedzana przez turystów. Na baszcie sąsiadującego z nią Zamku Toompea powiewa niebiesko-czarno-biała flaga Estonii. Tutaj obraduje estoński parlament. Budowlę, wzniesioną w XIII w. przez zakon kawalerów mieczowych (Rycerzy Chrystusowych), często w następnych wiekach przebudowywano. Ostatecznie nadano jej styl barokowo-klasycystyczny. Spacer po wzgórzu Toompea warto zakończyć zwiedzeniem głównej luterańskiej Katedry Episkopalnej (Piiskoplik Toomkirik), dawnej siedziby biskupów Tallina i najwyższych rangą duchownych w kraju.

 

Stary Tomasz i caryca Katarzyna                                   

Krętymi uliczkami schodzimy na dół, często zatrzymując się przy ciekawych kamieniczkach czy punktach widokowych. Po drodze do placu Ratuszowego (Raekoja plats) mijamy ciekawostkę – dom, w którym… straszy. Jedno z jego okien zdecydowanie wyróżnia się na tle ładnej, zadbanej elewacji kamienicy: wygląda na niemalowane przez lata, nie widać w nim żadnego znaku życia… Kiedy już dotrzemy do placu, warto spojrzeć w górę, aby przywitać się ze Starym Tomaszem (Vana Toomas), najbardziej rozpoznawalnym mieszkańcem Tallina, który niewzruszenie stoi na szczycie ratuszowej wieżyczki. Ten strażnik estońskiej stolicy, noszący kapelusz i długie wąsy, piastuje swoje stanowisko od 1530 r. (choć obecny wiatrowskaz to kopia). Niezwykła siedziba władz miasta jest jedynym oryginalnie gotyckim ratuszem w Europie Północnej i najstarszą tego typu budowlą w krajach nadbałtyckich i skandynawskich. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z 1322 r., a obecny kształt został nadany jej w latach 1402–1404. Wspomniana wieża z figurą Starego Tomasza, udostępniona dla turystów, ma 64 m wysokości. Rozpościera się z niej kolejna przepiękna panorama miasta.

FOT. ENTERPRISE ESTONIA/JAAK NILSON

Talliński Ratusz z 64-metrową wieżą ze Starym Tomaszem

 

Ulubione miejsce odpoczynku i spędzania wolnego czasu przez całe rodziny stanowi w stolicy Estonii zadbany kompleks parkowy Pałacu Kardiorg (Kadrioru loss – „Dolina Katarzyny”), który car Piotr Wielki zbudował dla swojej żony Katarzyny I. Obecnie sam pałac pełni funkcję rezydencji prezydenta. Nieopodal, na skraju parku, wkomponowano w wapienny taras nowoczesne bryły największego w tym rejonie Europy Muzeum Sztuki Kumu (oddziału Estońskiego Muzeum Sztuki – Eesti Kunstimuuseum). Możemy w nim zapoznać się z dziełami estońskich twórców (od XVIII w. do lat dzisiejszych) oraz współczesnych autorów zagranicznych.                       

Podczas wizyty w stolicy Estonii warto zajrzeć do Rotermannu, położonej między Starym Miastem i portem nowoczesnej dzielnicy, w której dawne budynki zmieniono zgodnie z dzisiejszymi trendami w architekturze. Tutaj na barwnym rynku możemy zaopatrzyć się w świeże owoce i warzywa z estońskich gospodarstw i ogrodów. Niedaleko stąd znajduje się amfiteatr, gdzie co 5 lat w lipcu odbywa się krajowy festiwal pieśni i tańca Laulupidu. Na olbrzymiej scenie pojawia się wtedy rekordowa liczba 25–30 tys. wykonawców. W tym miejscu występowały także takie gwiazdy muzyki, jak np. Madonna, Michael Jackson, The Rolling Stones, Elton John czy Tina Turner. Wiele bardziej i mniej znanych miejsc czeka na turystów w Tallinie. Aby je odkryć, czasem wystarczy tylko zajrzeć za róg uroczej uliczki lub schronić się gdzieś przed deszczem…

 

Nad Bałtykiem

Mówi się, że letnią stolicą Estonii jest Pärnu (Parnawa), położona w odległości ok. 130 km od Tallina. Ciepłe morze (temperatura wody w sezonie osiąga 26°C) i szerokie, piaszczyste plaże przyciągają co roku tysiące wczasowiczów. Rodziny z dziećmi najczęściej zażywają tu kąpieli morskich w płytkiej części akwenu na wysokości centrum kurortu.                                                               

Parnawa rolę miejscowości wypoczynkowej odgrywa już od ponad 170 lat. Pierwsze łaźnie powstały tutaj w 1838 r. Latem goście korzystali z walorów pięknego wybrzeża, zimą regenerowali siły w rewitalizujących saunach. Od tego czasu miasto rozwijało się, dostosowując infrastrukturę do potrzeb napływających coraz większych rzesz turystów. Dzisiejszy kurort należy do jednych z najlepszych europejskich resortów wypoczynkowych, a jego plaże zostały umieszczone w 2011 r. przez brytyjski dziennik The Independent na liście 50 najlepszych na naszym kontynencie. Parnawa jest przygotowana na goszczenie przyjezdnych o każdej porze roku w wielu komfortowych ośrodkach SPA, które oferują szeroki wachlarz usług, m.in. antystresowe zabiegi oparte na bogactwach naturalnych Estonii. Jezioro Ermistu dostarcza składników dla okładów z błota, w terapiach z użyciem torfu stosuje się natomiast rośliny pochodzące z bagien w okolicach Viljandi. Dużą popularnością cieszy się także krioterapia (leczenie zimnem), która dodaje energii i ujędrnia skórę.       

FOT. ENTERPRISE ESTONIA/TOOMAS OLEV

Jesień w barwie złota w zadbanych parkach w kurorcie Parnawa

Miasto zaprasza również do spacerów po jego malowniczych uliczkach, rozświetlonych wieczorem nadbrzeżnych bulwarach czy będących dumą mieszkańców zielonych, spokojnych parkach – doskonałych miejscach na urządzenie pikniku. Aleja, która od strony centrum Parnawy wiedzie ku wybrzeżu, przechodzi przez największą w Estonii dzielnicę starych, kolorowych, drewnianych willi. W odrestaurowanych budynkach działają często pensjonaty i hotele. Na romantyczną kolację przy świecach można udać się np. do modnej Willi Ammende, wzniesionej w 1905 r. Jej budynek jest jednym z najznakomitszych przykładów stylu secesji w kraju. Odnowiony w 1999 r. pełni dzisiaj funkcję ekskluzywnego hotelu i restauracji. W zaciszu jego stylowych apartamentów goście przenoszą się w czasie do wczesnych lat XX w. 

 

Piąta pora roku

Okolice Parnawy stanowią niezwykłą atrakcję dla osób lubiących spędzać wakacje na łonie natury w bardziej aktywny sposób. Wiosną przyroda budzi się do życia – zakwitają kwiaty, a ptaki znowu wracają na północ. Gdy śnieg zaczyna topnieć, wysoki poziom wód pozwala na bardzo popularne i niezmiernie fascynujące wycieczki kajakiem po terenach trudno dostępnych w innych porach roku. Położony niedaleko Parnawy Park Narodowy Soomaa to największy w Estonii obszar (390 km²) nawiedzany co roku przez powodzie. Jego mieszkańcy przywykli już do tego regularnego zjawiska. Na kilkanaście dni opuszczają wtedy swoje domy i przenoszą się w bezpieczniejsze rejony. Według lokalnego powiedzenia w Soomaa panuje pięć pór roku: wiosna, lato, jesień, zima i… okres powodzi.   

FOT. ENTERPRISE ESTONIA/AIVAR RUUKEL    

Wycieczki łodziami po rzece Raudna w Parku Narodowym Soomaa

 

Okręg Parnawy, jak również cała zachodnia część Estonii, leżą na szlaku migracyjnym milionów ptaków, których wędrówki można podziwiać wiosną i jesienią. W wielu punktach postawiono specjalne wieże obserwacyjne. Obejrzymy z nich sunące po niebie klucze żurawi i kaczek. W rozpoznawaniu gatunków warto skorzystać z pomocy doświadczonego ornitologa. Południowo-zachodni region kraju to prawdziwy raj dla osób szukających piękna pierwotnej przyrody. Czekają tu na nich czyste powietrze, sosnowe lasy i tereny bagienne bogate w różne gatunki flory i fauny. 

 

Sport i kultura

Poza Tallinem i Parnawą Estonia posiada jeszcze inne chętnie odwiedzane przez turystów ośrodki. Niewielka miejscowość Otepää zamienia się zimą w scenę zmagań biegaczy narciarskich podczas zawodów Pucharu Świata. Poza tym ściągają tutaj z całego kraju amatorzy uprawiania wszelkiego rodzaju sportów zimowych. Drugie co do wielkości miasto Estonii – Tartu – zyskało miano stolicy nauki, kultury i sztuki. Znajduje się w nim najstarsza i najbardziej renomowana estońska uczelnia wyższa – założony w 1632 r. Uniwersytet w Tartu (Tartu Ülikool). Do dzisiaj miejscowość ta pozostaje głównym centrum uniwersyteckim w Estonii. Cały rok odbywają się tu festiwale, koncerty, przedstawienia teatralne i konferencje.

FOT. ENTERPRISE ESTONIA/MEELIS LOKK

Plac Ratuszowy w samym sercu Starego Miasta w Tartu

 

Wiele ciekawych ekspozycji można zobaczyć w ponad 20 placówkach muzealnych, np. Estońskim Muzeum Narodowym (Eesti Rahva Muuseum), które przybliża ludową tradycję i sztukę. Z kolei wizyta w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu w Tartu (Tartu Ülikooli Botaanikaaed), gdzie zgromadzono 6500 gatunków roślin, stanowi okazję do przyjemnego spaceru. Liczne wydarzenia kulturalne nie zakłócają jednak spokojnego rytmu Tartu, nazywanego przez mieszkańców „miastem pozytywnych myśli”.                                                                                       

   

Wyspiarska Estonia

Prom, który zabierze nas na Muhu – trzecią co do wielkości wyspę Estonii (198 km²), słynie ze smacznych kanapek ze szprotkami. Jeśli nie jesteśmy specjalnie głodni, możemy napić się dobrego espresso – mamy na to niecałe pół godziny, bo tyle właśnie trwa rejs. Z portu już samochodem dostaniemy się natomiast na największą estońską wyspę – Saremę (est. Saaremaa). Zanim jednak udamy się na nią, zatrzymajmy się na Muhu. Jeden z jej najpiękniejszych obiektów stanowi rezydencja Pädaste. Otwarty w niej zachwycający hotel z centrum SPA słynie ze swojej magicznej atmosfery. Liiva, największa tutejsza miejscowość, słynie z wczesnogotyckiego Kościoła św. Katarzyny z 1267 r. Na zachodnim wybrzeżu, niedaleko wsi Koguva, spotkamy potomków rodu chłopskiego, żyjącego tu nieprzerwanie od 1532 r. Gdy spojrzymy na rozległe, kryte strzechą chaty, odniesiemy wrażenie, że w tym miejscu czas się zatrzymał. Na koniec krótkiego pobytu na Muhu amatorzy muzyki jazzowej powinni zajrzeć do Nautse, gdzie na pięknej farmie co roku na lokalnym festiwalu zbierają się znani wykonawcy tego gatunku. 

Na Saremę wiedzie rodzaj wału łączącego obie wyspy. Mówi się, że jej mieszkańcy są twardzi jak charakterystyczne dla jej krajobrazu duże kamienie. Nic w tym dziwnego – wywodzą się oni ze znanego w czasach antycznych wojowniczego ludu Ozylian, zwanego również estońskimi wikingami. Ich przodkowie niegdyś wyróżniali się pod względem zamożności na tle Europy. Do dzisiaj w potomkach dawnych wojowników przetrwały takie cechy, jak wytrwałość, dobry humor i… zamiłowanie do kultywowania miejscowej tradycji, czyli warzenia piwa. Do tego mieszkańcy wyspy są również bardzo sympatyczni. Jeśli chcemy sobie ich zjednać, musimy nauczyć się jednego słowa kena, co znaczy „miły”. Wyspiarze używają go często jako pozytywnego określenia różnych rzeczy, np. jedzenia lub napoju. 

Sarema to także kraina jałowca – bardzo rozpowszechnionej rośliny w tym rejonie. Większość pamiątek, które się tu sprzedaje, wyrabiana jest właśnie z tego surowca. Gałązek tego krzewu używa się też w saunie. W wiosce Angla w niewielkiej wytwórni wyrobów z jałowca można uczestniczyć w warsztatach, podczas których sami skleimy np. podstawkę pod imbryk. Ciepło wydzielane przez gorący napar w naczyniu wydobywa z drewna jałowcowego przyjemny zapach. Na farmie, słynącej z utrzymanych w znakomitym stanie wiatraków, kupimy również pamiątki z dolomitu, podstawowej skały budującej wyspę.

Na Saremę warto przyjechać o każdej porze roku. W opływających ją wodach dostrzeżemy foki szare. Poszukiwacze rzadkich gatunków flory znajdą tutaj endemiczną odmianę szelężnika (Rhinanthus osiliensis) – niewielką roślinę o żółtych kwiatkach. Również tylko tu można zobaczyć wielką atrakcję Estonii – jezioro Kaali powstałe po uderzeniu meteorytu ponad 4000 lat temu.  Koniecznie trzeba także zwiedzić stolicę wyspy – Kuressaare. Dumą miasta jest jedna z najlepiej zachowanych w regionie Bałtyku cytadel. Wyspiarze nazywają ją zamkiem. Powstał on w XIV w., a jego surowa, gotycka forma, nie poddana znaczącym modyfikacjom, przetrwała do dzisiaj. Kuressaare nazywa się stolicą estońskiego SPA. Tutejsze ośrodki oferują specjalistyczne zabiegi, zapraszają na smaczne potrawy, a także organizują wycieczki po wyspie. Wieczorem w licznych restauracjach i klubach rozbrzmiewa muzyka na żywo. Miasto to, podobnie jak wiele innych miejsc w intrygującej Estonii, nie pozostawia nikogo obojętnym na swój urok. Dlatego też co roku tak wielu turystów ponownie przekracza estońską granicę w poszukiwaniu nowych wrażeń.

 

PODRÓŻ PRZEZ ZATOKĘ FIŃSKĄ – Z TALLINA DO HELSINEK

Połączenie morskie między Tallinem a Helsinkami to jedna z najbardziej obleganych międzynarodowych tras pasażerskich na świecie. Promy przecinają Zatokę Fińską, oddzielającą obie stolice, kilka razy dziennie. Podróż trwa ok. 2–3 godz. Od późnej wiosny do końca jesieni na tej trasie operują też szybkie statki, które pokonują dystans między Tallinem a Helsinkami jedynie w 1,5 godz. Promy ze stolicy Estonii do Sztokholmu (Tallink) odpływają natomiast co wieczór. Podróż zajmuje mniej więcej 15 godz. Terminale pasażerskie położone są niedaleko od tallińskiego Starego Miasta. Do Helsinek dostaniemy się m.in. promami Viking Line, Eckerö Line i Tallink oraz szybkimi statkami LindaLine Express. Ten pierwszy znany fiński operator promowy skierował do obsługi połączenia między Tallinem a stolicą Finlandii nowoczesną jednostkę M/S Viking XPRS. Zbudowano ją w 2008 r., ma 185 m długości i 27,7 m szerokości. Może pomieścić 2500 pasażerów i rozwija prędkość 25 węzłów, czyli ok. 46 km/godz. Dzięki temu pokonuje Zatokę Fińską w 2,5 godz. Konstrukcja Viking XPRS łączy zalety szybkiego katamaranu i luksusowego promu pasażerskiego. Na pokładzie tego statku pasażerowie znajdą 5 punktów gastronomicznych – Bistro Bella (Bistro Buffet), Xpresso Café, Blue Deli Café, Red Rose Bar Café i Viking’s Inn Pub. Oferuje on bilety w jedną stronę między tymi dwoma nadbałtyckimi stolicami z możliwością kilkugodzinnego poznawania atrakcji Helsinek lub Tallina.

 

 


 

Artykuły wybrane losowo

Wyprawy po Republice Południowej Afryki

KRZYSZTOF JAXA KWIATKOWSKI

 

<< Polakom z pokolenia będącego obecnie w średnim wieku Republika Południowej Afryki (RPA) kojarzy się z bajkowym snem o egzotycznym dobrobycie. Młodsi ludzie widzą ją raczej jako rozwijający się kraj pełen przygód i atrakcji, choć leżący na końcu świata. Dziś odwiedzają go miliony turystów, którzy wracają stąd zachwyceni. Przekonajmy się zatem, jak jest w rzeczywistości. >>

 

Spektakularny widok na Przylądek Dobrej Nadziei i plażę Diasa z Cape Point

© LISA BURNELL/CAPE TOWN TOURISM

 

RPA to kraj rozległy (ponad 1,22 mln km² powierzchni), z kilkoma strefami klimatycznymi i wegetacyjnymi, dostępem do dwóch oceanów (Atlantyckiego na zachodzie i Indyjskiego na wschodzie), pustyniami i sawannami, mnóstwem dzikich zwierząt we wspaniale urządzonych parkach narodowych i rezerwatach przyrody oraz wielkimi górami pokrytymi często śniegiem (na czele z Mafadi – 3450 m n.p.m. – w paśmie Gór Smoczych, najwyższym szczytem tego państwa na południowym krańcu Afryki). Duże, nowoczesne miasta, wyśmienita międzynarodowa kuchnia, perfekcyjna infrastruktura hotelowa i drogowa zachęcają do spędzenia tu wakacji. Całości obrazu dopełniają ciekawa, choć mocno zagmatwana, historia oraz grupy etniczne, spośród których kilka wciąż żyje w tradycyjny sposób. Kraj jest obecnie stosunkowo bezpieczny dla turystów, ale – co oczywiste – podczas wizyty w nim trzeba zachować zdrowy rozsądek, podobnie jak w każdym nieznanym miejscu na świecie. W dużych miastach nie należy spacerować samotnie po zmroku, a we wszystkich częściach RPA nie zaleca się zapuszczać do tzw. locations, czyli osiedli zamieszkałych przez czarnoskórych obywateli. Powszechnie używa się tutaj języka angielskiego, ale warto być przygotowanym, że w kilku prowincjach można się dogadać z lokalną społecznością wyłącznie w afrikaans (afrykanerskim). Ze względu na zróżnicowanie etniczne Południowoafrykańczyków nazywa się ich tęczowym społeczeństwem.

Zwiedzanie RPA zazwyczaj zaczyna się w jednym z dwóch największych miast: Johannesburgu lub Kapsztadzie (Cape Town). Rzadziej turyści lecą bezpośrednio do Durbanu albo Nelspruit (Mbombeli). Z czterech największych międzynarodowych lotnisk w kraju w dalszą podróż po nim można udać się samolotem bądź drogą lądową. RPA jest tak rozległa i bogata w różnorodne atrakcje, że nie da się jej zwiedzić w całości nawet w kilka tygodni. Zwykle więc podczas jednej wyprawy odwiedza się kilka wybranych miejsc.

 

MIASTO Z GÓRĄ STOŁOWĄ

Dla wielu osób Kapsztad to najpiękniejsze miasto na świecie. Z pewnością jest on miejscem niezwykłym. Stanowi wyjątkowe połączenie błękitu oceanu, nadbrzeżnych wysokich gór wyrastających tuż przy plaży i nowoczesnej architektury. To tutaj zdecydowana większość turystów rozpoczyna lub kończy przygodę z RPA. W mieście warto zrobić sobie bazę wypadową do wycieczek po okolicy.

Kapsztad (niemal 4 mln mieszkańców w obszarze metropolitalnym) jest rozległym ośrodkiem o niskiej zabudowie. Wyjątek stanowi ścisłe centrum, tzw. City Bowl, w którym wyrastają wysoko nowoczesne biurowce, hotele i apartamentowce. Reprezentacyjne dzielnice mieszkaniowe usytuowane są wzdłuż wybrzeża. Rozciągają się od plaż przy Table View na północy aż po słynne Nabrzeże Wiktorii i Alfreda (Victoria & Alfred Waterfront) – centrum komercyjne z piękną galerią handlową (zbudowaną w miejscu starych magazynów i doków portowych), licznymi hotelami i restauracjami. Tutaj prędzej czy później docierają wszyscy turyści odwiedzający Kapsztad. Stąd w kierunku południowym aż do piaszczystej plaży w Camps Bay biegną obszary z drogimi rezydencjami mieszkalnymi – Green Point, Sea Point i Clifton. Z nowoczesnymi rejonami wyraźnie kontrastują duże dzielnice imigrantów i biedoty, którzy swoje blaszano-kartonowe domy (tzw. shacks) budowali od kilku dekad wzdłuż autostrady, prowadzącej z lotniska do centrum miasta. Obecnie dzięki dużym publicznym nakładom finansowym tereny te są systematycznie przekształcane w gęste osiedla murowanych domków dla najbiedniejszych mieszkańców. Niemniej prawdziwe dzielnice ubogich wciąż istnieją na głębokich przedmieściach i do nich turyści nie powinni się zapuszczać.

W Kapsztadzie każdy znajdzie odpowiednie dla siebie miejsce zakwaterowania. Są tu hotele oferujące usługi na najwyższym światowym poziomie, średniej klasy hotele sieciowe, liczne obiekty typu B&B (bed and breakfast, niezmiernie popularne w RPA) i hostele. Najbardziej okazałe kompleksy znajdują się w centrum, w okolicach City Bowl oraz Nabrzeża Wiktorii i Alfreda. Obiekty B&B o dobrym standardzie rozmieszczone są w zasadzie na terenie całego miasta, ale najlepszą lokalizację mają te z obszarów Green Point i Sea Point oraz sąsiedztwa Gardens. Amatorzy gier hazardowych (i nie tylko!) powinni rozważyć zatrzymanie się w stylowym Grand Hotelu połączonym ze sporym kasynem (GrandWest Casino) i… krytym lodowiskiem, na którym można pojeździć na łyżwach.

Samo centrum Kapsztadu najlepiej zwiedzać pieszo. Tuż obok dzielnicy biurowej, przy placu Grand Parade znajduje się zabytkowy Ratusz Miejski (City Hall), z którego balkonu w 1990 r. Nelson Mandela (1918–2013) wygłosił swoje pierwsze publiczne przemówienie po opuszczeniu więzienia. Tutaj wznosi się również XVII-wieczny Zamek Dobrej Nadziei (Castle of Good Hope), mieszczący obecnie małe muzeum, a będący najstarszym zachowanym budynkiem kolonialnym w Afryce Południowej. W centrum warto też zobaczyć anglikańską Katedrę św. Jerzego (St. George’s Cathedral), sąsiadujący z nią kompleks budynków parlamentu (Houses of Parliament) i park The Company’s Garden. Podczas spacerów po mieście nie wolno ominąć dzielnicy Bo-Kaap, zwanej Dzielnicą Malajską (Malay Quarter). Na jej terenie znajdują się m.in. jeden z pierwszych meczetów powstałych w Kapsztadzie (Nurul Islam Mosque z 1844 r.), charakterystyczne ulice wyłożone brukiem i małe domy pomalowane na jaskrawe kolory. Z kolei szybka przechadzka Long Street, główną arterią City Bowl, pozwala poznać dawną kapsztadzką architekturę. Można tu także znaleźć kilka niezłych knajpek, pubów i klubów nocnych.

Niemal w sercu miasta wyrasta imponująca Góra Stołowa (Table Mountain, 1086 m n.p.m.). Na jej płaski szczyt prowadzi kilka szlaków. Można na niego również wjechać kolejką linową z okrągłymi wagonikami (Table Mountain Aerial Cableway), z których rozpościera się doskonały widok na okolicę – to jedna z największych atrakcji w Kapsztadzie. Na amatorów mocniejszych wrażeń czeka kilka technicznych dróg wspinaczkowych biegnących zboczami Góry Stołowej albo lot moto- lub paralotnią z jej wierzchołka. Na szczycie warto zostać dłużej. Można stąd podziwiać zapierające dech w piersiach widoki na miasto, port i pobliską Robben Island (wyspę w Zatoce Stołowej – Table Bay). Górę pokrywa formacja roślinna fynbos (południowoafrykański odpowiednik śródziemnomorskiej makii). Większości z występujących tu roślin nie spotyka się nigdzie indziej na świecie.

Osoby lubiące wyprawy trekkingowe powinny wybrać się na Głowę Lwa (Lion’s Head, 669 m n.p.m.). Oglądanie zachodu słońca z jej szczytu to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju i na długo pozostanie w pamięci. Położone zaraz obok Wzgórze Sygnałowe (Signal Hill, 350 m n.p.m.) jest znakomitym miejscem na podziwianie panoramy miasta, szczególnie po zmroku, gdy Kapsztad ginie w blasku milionów świateł. Codziennie o 12.00 rozlega się pod Signal Hill wystrzał z historycznej armaty.

Turyści bardziej aktywni w ramach porannego spaceru mogą udać się na przechadzkę wzdłuż wybrzeża – od tzw. Mouille Point aż do wspaniałej piaszczystej plaży w Camps Bay. Nad samym oceanem biegnie tutaj malowniczy deptak. Podczas wędrówki można z bliska przyjrzeć się eleganckim osiedlom mieszkalnym.

Poza tym w Kapsztadzie znajduje się jeden z najpiękniejszych ogrodów botanicznych na ziemi – Kirstenbosch National Botanical Garden. Jest on usytuowany na zboczach Góry Stołowej pomiędzy przedmieściami Constantia i Newlands. Został założony w 1913 r. To pierwszy ogród botaniczny na świecie, stworzony specjalnie w celu ochrony endemicznych gatunków roślin. Malowniczo położony Kirstenbosch zachwyca olbrzymią kolekcją wrzośców (Erica) i srebrników (Protea). Po spacerach wśród kwiatów można odpocząć i zjeść obiad w tutejszej restauracji.

Osoby, które podczas wakacji nie mogą obejść się bez zakupów (a oprócz diamentów jest tu co kupować), powinny udać się do jednej z wielu galerii handlowych w mieście. Do najbardziej popularnych należy ta w rejonie Nabrzeża Wiktorii i Alfreda oraz drugie największe na kontynencie afrykańskim (zaraz po Gateway Theatre of Shopping pod Durbanem) luksusowe centrum handlowe Canal Walk (z ponad 400 sklepami rozlokowanymi na powierzchni 141 tys. m²), znane też pod nazwą Century City Mall.

 

Domy w intensywnych kolorach w kapsztadzkiej dzielnicy Bo-Kaap

© SA TOURISM

 

W OKOLICY PRZYLĄDKA

Jeśli z Kapsztadu udamy się na południe, w kierunku Przylądka Dobrej Nadziei (Cape of Good Hope), napotkamy po drodze szereg wspaniałych atrakcji. Warto przejechać nadbrzeżną drogą biegnącą przez miejscowość Hout Bay i dalej jedną z najbardziej widokowych tras świata, tzw. Chapman’s Peak Drive, prowadzącą do Noordhoek. Podczas wyprawy nią trudno nie zatrzymywać się co kilkaset metrów, aby podziwiać widoki, bo każdy wydaje się piękniejszy od poprzedniego. W Hout Bay można skorzystać z łodzi i popłynąć na niewielką wysepkę Duiker (Duiker Island), na której znajduje się spora kolonia uchatek karłowatych. Dalej na południe warto przejechać rzadko uczęszczaną nadbrzeżną drogą przez miasteczka Kommetjie i Scarborough, gdzie również wytyczono wspaniałe punkty widokowe. Stąd wypatrzymy długie plaże, przy których śmiałkowie, nie bojący się spotkania z żarłaczem białym (rekinem ludojadem), surfują po Oceanie Atlantyckim.

Po drugiej stronie skalistego Półwyspu Przylądkowego (Cape Peninsula), nad Zatoką Mylną (False Bay), w uroczej miejscowości Simon’s Town znajduje się jedna z kilku kolonii pingwina przylądkowego. Przy Plaży Głazów (Boulders Beach), objętej ochroną Parku Narodowego Góry Stołowej (Table Mountain National Park), spacerujący po specjalnie wybudowanych pomostach turyści przyglądają się tym osobliwym ptakom wypoczywającym na piasku lub nurkującym w zimnej wodzie. Przy przejeżdżaniu przez miasteczko zwolnijmy – pingwiny uwielbiają spacery poza parkiem i często wędrują parami w poprzek głównej drogi. W samym Simon’s Town warto zobaczyć centrum z budynkami z XIX stulecia oraz położony obok port z okrętami wojennymi. Ciekawostką jest tutaj pomnik doga niemieckiego o imieniu Just Nuisance (1937–1944), który był jedynym na świecie psem wpisanym oficjalnie na listę marynarzy. W czasie II wojny światowej służył na statku HMS Afrikander i w bazie marynarki wojennej w miasteczku.

Legendarny Przylądek Dobrej Nadziei to symbol okolic Kapsztadu, ale też całej Afryki Południowej. Jego pierwotna nazwa – Przylądek Burz (po portugalsku Cabo das Tormentas) – nadana mu została przez pierwszego europejskiego żeglarza, który do niego dotarł w 1488 r. – Portugalczyka Bartolomeu Diasa (ok. 1450–1500). Później król Portugalii Jan II (1455–1495) przemianował go na Cabo da Boa Esperança, bo opłynięcie przylądka otwierało okrętom możliwość dotarcia do Indii. Cape of Good Hope wchodzi w skład Parku Narodowego Góry Stołowej. Występują tu rozmaite zwierzęta (m.in. pawiany, przylądkowe pingwiny i góralki, kilka gatunków antylop, strusie) i wiele endemicznych roślin. Sam przylądek to nieznacznie wysunięty cypel skalny, na którego szczyt można dotrzeć z parkingu lub z centrum obsługi turystycznej położonego poniżej tzw. Cape Point. Ta druga, dłuższa trasa jest szczególnie atrakcyjna, bo po drodze mamy okazję zejść na wspaniałą, dziką plażę ukrytą pomiędzy wysokimi klifami. Specjalna kolejka linowo-terenowa (Flying Dutchman Funicular) dowozi pasażerów pod latarnię na Cape Point, skąd rozciągają się cudowne widoki na False Bay i otwarty ocean. Wbrew temu, co mówią liczne materiały reklamowe dla turystów, oceany Atlantycki i Indyjski spotykają się nie tutaj, a ok. 160 km dalej na południowy wschód, przy Przylądku Igielnym (Cape Agulhas).

Aby zobaczyć imponujące rytuały godowe waleni południowych, warto udać się w okolice miejscowości Hermanus w okresie od czerwca do grudnia. Wyskakujące wysoko ponad wodę olbrzymy można podziwiać ze skalistego brzegu lub pokładu łodzi specjalnie przeznaczonej do tego celu. Amatorzy przygód z dreszczykiem mogą zdecydować się na nurkowanie z drapieżnym żarłaczem białym. Taką rozrywkę organizuje kilka firm w miejscowości Gansbaai. Nurkowanie odbywa się w specjalnych klatkach, ale spotkanie oko w oko z mniej więcej 6-metrowym (i 2-tonowym) stworzeniem robi ogromne wrażenie.

 

AFRYKAŃSKIE WINO

Wielu turystów nie wyobraża sobie podróży przez RPA bez odwiedzenia choć jednej winnicy w okolicy Kapsztadu. Miasta Stellenbosch, Wellington i Paarl czy kapsztadzkie przedmieścia Constantia to jedynie te najbardziej znane ośrodki winiarskie w kraju. Jest ich tutaj znacznie więcej i przy dłuższym pobycie w Południowej Afryce warto poszukać tych mniej znanych miejsc, oferujących wyborne wino koneserom i osobom pijącym je od czasu do czasu. Niemal wszystkie winnice w okolicach Kapsztadu zapraszają również na noclegi, w bardzo dobrym lub średnim standardzie, w zabytkowych domach utrzymanych w historycznym holenderskim stylu przylądkowym. Na zatrzymanie się w nich na noc dobrze się zdecydować, szczególnie jeśli planuje się degustacje w kilku miejscach. Osoby, którym brakuje czasu, mogą zajrzeć do jednej czy dwóch tradycyjnych winnic, takich jak Vergelegen Estate (powstała w 1700 r.) w mieście Somerset West lub położona bliżej Cape Town Klein Constantia (założona w 1685 r.).

 

WZDŁUŻ WYBRZEŻA

Z Kapsztadu w kierunku Durbanu warto pojechać drogą wiodącą wzdłuż wybrzeża. Na wysokości miasta Mossel Bay wjeżdża się na ok. 300-kilometrową Trasę Ogrodów (Garden Route). Ten szlak poleca się szczególnie osobom lubiącym wyprawy samochodowe połączone z zatrzymywaniem się przy licznych atrakcjach przyrodniczych. Można odwiedzić tutaj miasta Knysna i George, miejscowości Plettenberg Bay czy Nature’s Valley oraz Park Narodowy Trasy Ogrodów (Garden Route National Park) i góry Outeniqua (z najwyższym punktem Cradock Peak, 1578 m n.p.m.), gdzie czekają wspaniałe szlaki spacerowe i trekkingowe. Jednym z największych bogactw tego rejonu jest szata roślinna będąca połączeniem fynbosu charakterystycznego dla okolic Kapsztadu z lasami subtropikalnymi. Zaraz za Nature’s Valley znajduje się popularny wśród amatorów wrażeń podnoszących poziom adrenaliny Bloukrans Bridge, najwyższy most na świecie, z jakiego wykonuje się skoki na bungee (ponad 215 m lotu). Dalej na wschód, tuż za Port Elizabeth (przy miejscowości Addo) trzeba odwiedzić atrakcyjny Park Narodowy Słoni Addo (Addo Elephant National Park), będący najbardziej wysuniętym na południe obszarem na kontynencie afrykańskim, gdzie żyją słonie.

Durban, trzecie najbardziej zaludnione miasto kraju (jego obszar metropolitalny zamieszkuje blisko 3,5 mln osób), kojarzy się z ciepłym Oceanem Indyjskim i licznymi plażami ciągnącymi się niemal nieprzerwanie aż do Ponta do Ouro na południowym krańcu Mozambiku. Jeśli w trakcie wizyty w RPA mamy zamiar się tutaj wybrać, to powinniśmy uwzględnić w swoich planach spędzenie kilku leniwych dni na wybrzeżu w którymś z hotelowych resortów czy kameralnych obiektów B&B. Sam Durban, zwany często Małymi Indiami, zamieszkuje największa diaspora Hindusów na świecie. To oni nadali kształt i charakter miastu swoimi świątyniami, zwyczajami, ubiorem i – oczywiście – pyszną indyjską kuchnią. Warto tu zajrzeć do centrum i zapuścić się w mniejsze uliczki ze sklepikami, straganami i małymi targami. Ciekawą atrakcją jest również piękny park tematyczny uShaka Marine World z największym akwarium w Afryce (uShaka Sea World) oraz kompleksem podwodnych restauracji i sal konferencyjnych, usytuowany malowniczo nad Oceanem Indyjskim.

Jeśli z Durbanu wyruszymy na północny wschód, dotrzemy do jednego z największych skarbów przyrodniczych RPA, czyli Parku Mokradeł iSimangaliso (iSimangaliso Wetland Park, znanego też pod nazwą Greater St. Lucia Wetland Park), wpisanego w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na olbrzymich, podmokłych terenach (ok. 3280 km² powierzchni), obejmujących także Jezioro św. Łucji (Lake St. Lucia) i pas wybrzeża, żyją wielkie grupy hipopotamów, krokodyli nilowych, kilkaset gatunków ptaków i kilkanaście gatunków mniejszych ssaków. Można tu odbyć wodne safari, podczas którego obserwuje się zwierzęta z pokładu specjalnej łodzi, zatrzymać się w jednym z obiektów hotelowych lub uciec od świata na wspaniałą, dziką plażę.

 

WOKÓŁ STOLIC

Johannesburg to tętniące życiem serce RPA, centrum biznesowe, turystyczne i komunikacyjne, a jednocześnie tygiel etniczny. Samo miasto nie jest szczególnie atrakcyjne dla turystów. Na zainteresowanie zasługuje tutaj kilka ciekawych muzeów (np. Apartheid Museum), dawne podmiejskie slumsy Soweto czy leżący 50 km stąd kompleks muzealny Kolebka Ludzkości (Cradle of Humankind) z zespołem wapiennych jaskiń Sterkfontein wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

W odległości mniej więcej 60 km na północny wschód od Johannesburga znajduje się Pretoria, siedziba rządu i administracyjna stolica kraju (obok dwóch innych stolic: Kapsztadu z siedzibą parlamentu i Bloemfontein z siedzibą władzy sądowniczej). Właściwie jedyną atrakcją wartą w niej odwiedzenia jest kompleks budynków rządowych (Union Buildings). Stąd po ok. 2 godz. jazdy samochodem na północny zachód dociera się do słynnego Sun City – wybudowanego pod koniec lat 70. XX w. wielkiego centrum rozrywki z kilkoma luksusowymi hotelami, kasynem, restauracjami, barami, dwoma 18-dołkowymi polami golfowymi klasy mistrzowskiej (The Lost City Golf Course i Gary Player Country Club Golf Course) czy rozległym parkiem wodnym (Valley of Waves) ze zjeżdżalniami i basenami ze sztucznymi falami (aż do niemal 2 m wysokości w tzw. Roaring Lagoon). Tuż obok leży Park Narodowy Pilanesberg (Pilanesberg National Park). Można go zwiedzać w trakcie safari, podczas którego wypatruje się Wielkiej Piątki Afryki (lwa, lamparta, bawoła, słonia i nosorożca czarnego). To miejsce szczególnie atrakcyjne dla osób nie wybierających się do Parku Narodowego Krugera (Kruger National Park) lub do innych rezerwatów w kraju.

 

Johannesburg znany jest z bogatego życia nocnego

© SA TOURISM

 

KRÓLESTWO PRZYRODY

Prawie 70 proc. wszystkich turystów odwiedzających RPA udaje się na safari (zwane tutaj game drive) do wspomnianego Parku Narodowego Krugera. Jest on w zasadzie najważniejszą atrakcją turystyczną kraju i z tego powodu umieszczaną niemal zawsze w programach zwiedzania.

Niewątpliwy atut parku stanowi łatwy dostęp do niego – dostaniemy się tu bezpośrednio z pobliskiego lotniska pod Nelspruit (Mbombelą) lub z Johannesburga po kilku godzinach jazdy. Najczęściej odwiedzany bywa obszar południowy ze względu na bliskość tych dwóch ośrodków, najlepszą infrastrukturę noclegową i komunikacyjną oraz brak gęstego buszu, co pozwala na wypatrywanie zwierząt. Główne drogi na terenie parkowym zostały wyasfaltowane, dzięki czemu jego część można zwiedzać nawet autobusem lub otwartą ciężarówką. Drogi boczne są utwardzone, ale dalej na północ lub głębiej w buszu zamieniają się w szutrowe i ziemne. Podczas planowania safari trzeba wziąć więc pod uwagę również odległości i rodzaj nawierzchni. Infrastruktura noclegowa jest bardzo zróżnicowana, ale przygotowana na każdą kieszeń. Doskonale wyposażone kempingi, hotele i – oczywiście – luksusowe lodże otoczone bezpiecznymi ogrodzeniami zapewniają znakomity odpoczynek i oferują dobrą kuchnię. Część z najlepszych obiektów znajduje się w rękach prywatnych w wydzielonych rezerwatach będących jednak wciąż częścią ekosystemu Parku Narodowego Krugera. Zakwaterowanie w lodży można często połączyć z luksusowym safari z wybitnymi przewodnikami i tropicielami. Jeśli mamy więcej czasu i własny samochód terenowy, to warto zapuścić się dużo dalej na północ, aby zobaczyć trudniej dostępne i bardziej dzikie tereny parku. Taka wyprawa zapewnia większą prywatność, jest też niesamowitą przygodą i stwarza okazję do spotkania innych gatunków zwierząt. Park Narodowy Krugera słynie z dużej różnorodności gatunkowej i liczebności fauny. Warto spędzić tu kilka dni na podziwianiu przyrody, jaka nie występuje nigdzie indziej na świecie.

Po zachodniej stronie obszaru parkowego ciągnie się tzw. Panorama Route, czyli trasa widokowa biegnąca m.in. w okolicy jednego z największych kanionów na świecie, drugiego co do wielkości w Afryce – Kanionu Rzeki Radości (Blyde River Canyon), który ma ok. 26 km długości i średnią głębokość mniej więcej 750 m. Po drodze znajduje się wiele punktów, z których rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki. Jeśli z parku udamy się w kierunku południowym, trafimy do Królestwa Suazi, zwanego dawniej Swazilandem. Jest ono odrębnym państwem z licznymi atrakcjami i tradycyjnie żyjącymi grupami etnicznymi.

 

Kotlina Kalahari – wioska Buszmenów, rdzennych mieszkańców Południowej Afryki

© SA TOURISM

 

NA PÓŁNOCY

W artykule o RPA nie sposób nie wspomnieć o bezkresnych piaskach kotliny Kalahari i mających długą historię ludach Khoisan (m.in. Buszmenach czy Hotentotach). Prowincja Przylądkowa Północna (Northern Cape), rozciągająca się aż po granicę z Namibią i Botswaną, jest najrzadziej odwiedzana przez turystów. Co prawda obcokrajowcy docierają do położonego bliżej Johannesburga miasta Kimberley z Big Hole (jak się powszechnie uważa, największą na świecie dziurą w ziemi wykopaną ręcznie przez człowieka – o szerokości 463 m i głębokości ok. 215 m) i słynnym muzeum kopalni diamentów (The Kimberley Mine Museum), ale niezbyt często zapuszczają się na rozległe obszary Kalahari, leżące w północno-zachodniej części kraju. Ten region RPA to idealne miejsce dla poszukiwaczy przygód uwielbiających podróżowanie przez pustkowia. Powinni oni odwiedzić zwłaszcza wioski należące do grup etnicznych Khoisan znajdujące się przy granicy z Botswaną i piękny Transgraniczny Park Kgalagadi (Kgalagadi Transfrontier Park).

Wydanie Lato 2018

Bruksela i Walonia – odpoczynek w sercu Europy

 

Elżbieta Kuźma

 

Wycieczka do Brukseli to niewątpliwie atrakcja dla każdego turysty. Zarówno dorośli, jak i dzieci czy młodzież znajdą tutaj ciekawe i warte zobaczenia miejsca. I to niezależnie od pogody, która akurat w tej stolicy Europy nikogo nie rozpieszcza. Belgia zaprasza zresztą również do innych swoich regionów, w tym malowniczej francuskojęzycznej Walonii. Nie dajmy się więc dłużej prosić.

Więcej…

Szmaragdowa Irlandia

ROBERT PAWEŁEK

 

Ta zielona wyspa potrafi zauroczyć nawet najbardziej wybrednych obieżyświatów. Wspaniałe ślady celtyckiej kultury sąsiadują na niej z pozostałościami po czasach wczesnochrześcijańskich. Nieodłączną częścią tutejszego krajobrazu rozległych równin i skalistych urwisk są tajemnicze dolmeny i kamienne rzeźbione krzyże. Możemy tu znaleźć fabrykę słynnego piwa Guinness i puby tętniące życiem do białego rana oraz zwiedzić Dublin pod rękę z bohaterem powieści Jamesa Joyce’a Ulisses. To właśnie osobliwe połączenie teraźniejszości z przeszłością oraz sympatyczni i otwarci mieszkańcy stanowią o uroku Irlandii.

FOT. TOURISM IRELAND

Po irlandzku nazwa tego europejskiego państwa brzmi Éire. Dziś zajmuje ono większą część drugiej pod względem wielkości wyspy archipelagu Wysp Brytyjskich, współdzieląc jej terytorium ze Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. W godle państwowym na niebieskim tle znajduje się złota harfa Briana Śmiałego, króla panującego na tych ziemiach na początku XI w. Najpopularniejszym symbolem kraju jest jednak trójlistna koniczyna (ang. shamrock), którą Irlandczycy noszą przypiętą do ubrania w dniu swojego patrona św. Patryka, 17 marca.

Więcej…