TOMASZ ŁUKASZEWICZ

<< Na tegorocznych XXII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi słoweńscy sportowcy prezentowali się w strojach z elementami koloru zielonego. Podobnie było 2 lata wcześniej podczas letniej olimpiady w Londynie. I mimo iż nie ma tej zieleni na fladze Słowenii, każdy, kto choć raz zawitał w jej gościnne progi, wie, co zainspirowało projektantów… >>

 

I feel sLOVEnia to oficjalne hasło promocyjne tego malutkiego kraju wciśniętego między Włochy, Austrię, Węgry i Chorwację. Niemal 66 proc. jego powierzchni zajmują lasy, a 37 proc. jego obszaru (354 jednostki, w tym jeden park narodowy) znajduje się pod ochroną w ramach programu Natura 2000. Słoweńcy cenią sobie bardzo aktywny styl życia, do którego zachęcają odwiedzających ich turystów. Warunki w Słowenii zdecydowanie sprzyjają tego rodzaju odpoczynkowi, a to ze względu na ok. 10 tys. km szlaków turystycznych, ponad 80 stoków narciarskich, rzeki dostarczające wspaniałych wrażeń, źródła termalne i morze. Wszystko to w państwie, którego terytorium (ok. 20 tys. km²) można porównać do średniej wielkości polskiego województwa. Przejazd samochodem od podnóży Alp nad wybrzeże adriatyckie nie zajmie więcej niż 2–3 godz. Po drodze spotkamy wiele pięknych i zabytkowych miast i miasteczek, z niepowtarzalną Lublaną na czele. Polacy niesłusznie postrzegają ten kraj jako tranzytowy w trakcie podróży na południe, na plaże Dalmacji. Warto zatrzymać się w nim na dłużej, bo ma mnóstwo do zaoferowania. – Słowenia jest dla mnie kwintesencją Europy Środkowej. Jest w niej wszystko, co w Europie Środkowej kocham, czyli krajobrazy całkowicie madziarskie, płaska puszta, pusta – mówiąc poprawnie po węgiersku, wspaniałe góry, krajobrazy alpejskie, Śródziemnomorze. To jest właśnie wszystko to, co kocha Claudio Magris, a za nim ja – powiedział przed kilku laty Robert Makłowicz podczas promocji słoweńskiej kuchni w Gdańsku. Nic dodać, nic ująć.
Od wieków krzyżowały się w tym miejscu szlaki wiodące z zachodu na wschód oraz z północy na południe. Mieszankę wpływów włoskich, niemieckich (Habsburgowie), węgierskich i południowosłowiańskich zaobserwujemy dziś w lokalnej architekturze i kulturze oraz kulinariach i obyczajowości Słoweńców. Chociaż funkcję języka urzędowego pełni w państwie słoweński, wyróżnia się w nim też obszary dwujęzyczne: Primorska (z drugim językiem urzędowym – włoskim) oraz Prekmurje (z drugim językiem urzędowym – węgierskim). W Styrii i Karyntii można poczuć się niemal jak w Austrii, na południu zaś usłyszymy dialekty przypominające chorwacki. W samym centrum Słowenii leży jej stolica – Lublana (z populacją ponad 280 tys. mieszkańców), świętująca w tym roku 2000 urodziny rzymskiej osady Emony, na której powstała. Oprócz niej na zainteresowanie zasługują również m.in. Maribor – Europejska Stolica Kultury 2012 (wraz z portugalskim Guimarães), Koper – największy słoweński port, Piran – adriatycka perła kraju, Postojna – szczycąca się pobliskim słynnym średniowiecznym zamkiem wmurowanym w skały (Predjamski grad) oraz potężną jaskinią (Postojnska jama), Bled (Blejsko jezero) i Bohinj (Bohinjsko jezero) – niezmiernie malownicze górskie miejscowości z uroczymi jeziorami, Planica – goszcząca co roku finał Pucharu Świata w skokach narciarskich, a także zabytkowe Kranj i Celje. Warto zaznaczyć, że drugie co do wielkości miasto Słowenii, Maribor, zamieszkuje jedynie 95 tys. ludzi. Jednak to właśnie specyficzna tutejsza skala stanowi o uroku tej pięknej krainy.

 

LUBLANA – „MAŁY WIEDEŃ”
Słoweńska stolica ze względu na swoją architekturę, parki i atmosferę w niej panującą nazywana bywa „małym Wiedniem”. Ten niepowtarzalny klimat odczujemy zwłaszcza na nabrzeżach rzeki Lublanicy, które spinają urokliwe mosty: główny tzw. Potrójny Most – Tromostovje, łączący plac France Prešerena – Prešernov trg (upamiętniający słoweńskiego poetę romantycznego, autora hymnu państwowego Zdravljica) z rynkiem, Smoczy – Zmajski, strzeżony przez rzeźby zielonych smoków – symbol Lublany, czy też najmłodszy Rzeźników – Mesarski, na którym stoją brązowe statuy postaci z mitologii greckiej i judeochrześcijańskiej.

FOT. SLOVENIA.INFO/TOMO JESENIČNIK

Stolica Słowenii leży u stóp średniowiecznego Zamku Lublańskiego

 

Tutejsze kawiarenki, bary i restauracje tętnią życiem do późnej nocy. Nad wszystkim góruje Ljubljanski grad (Zamek Lublański). Na jego dziedzińcu odbywają się koncerty muzyki kameralnej, plenerowe pokazy filmowe, wystawy i kongresy. To jeden z najlepszych punktów widokowych do podziwiania wspaniałej panoramy miasta. Drugim jest niegdyś najwyższy lublański budynek, 70-metrowy Nebotičnik („Drapacz Chmur”). Z kawiarni na jego tarasie dostrzeżemy nawet szczyty Alp. W samym centrum stolicy znajduje się ogromna przestrzeń rekreacyjna – Park Tivoli z alejkami, fontannami i zamkiem (Grad Tivoli). Wielbiciele architektury z przyjemnością wybiorą się natomiast na spacer śladami dzieł architekta Jože Plečnika (1872–1957), który zaprojektował wiele tutejszych budowli wzniesionych na początku XX w. w stylu wiedeńskiej secesji. Do obiektów jego autorstwa należą wspomniany już Potrójny Most, a także m.in. gmach Biblioteki Narodowej i Uniwersyteckiej, Scena Letnia Križanke, Centralny Cmentarz Žale czy zabudowania rynku. Warto wspomnieć, że Plečnik tworzył też w Wiedniu, Belgradzie oraz Pradze (Hradczany).
Odwiedzający miasto mogą wziąć udział w licznych cyklicznych wydarzeniach organizowanych w plenerze, takich jak Junij v Ljubljani („Czerwiec w Lublanie”), Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych Ana Desetnica, Międzynarodowy Letni Festiwal Trnfest, Emonska promenada („Promenada Emony”), Srednjeveški dnevi („Dni Średniowiecza”), Lublański Międzynarodowy Festiwal Filmowy LIFFe lub Noči v Stari Ljubljani („Noce na Lublańskim Starym Mieście”). W grudniu odbywa się tutaj coroczny jarmark świąteczny oraz seria imprez pod nazwą „Grudzień w Lublanie”. Scena Letnia Križanke każdego roku gości Lublański Festiwal Jazzowy. Wielbicielom muzyki alternatywnej z pewnością spodoba się Avtonomni kulturni center Metelkova mesto, czyli Autonomiczne centrum kultury Metelkova (założone w poaustriackich koszarach), z pubami i klubami otwartymi do późnej nocy. Także w tym rejonie w dawnym budynku wojskowego więzienia działa Hostel Celica z kratami zamiast drzwi. Nocleg w celi to nie lada przeżycie! Ogromną zaletę stolicy stanowi również jej położenie w samym sercu Słowenii, dzięki któremu doskonale nadaje się na bazę wypadową do wycieczek do pozostałych zakątków kraju.

 

MARIBOR – STOLICA KULTURY
Największy ośrodek słoweńskiej Styrii (Štajerska) upodobali sobie szczególnie studenci. Maribor konkuruje z Lublaną w różnych dziedzinach, także na polu kultury. To właśnie on miał zaszczyt nosić tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2012 r. Co roku na przełomie czerwca i lipca organizuje się tu największą muzyczną imprezę pod gołym niebem w Słowenii – Festival Lent. Amatorzy sportów zimowych i aktywnego wypoczynku chętnie wybiorą się na pewno w okolice pobliskiego łańcucha górskiego Pohorje, gdzie rozgrywają się zawody Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim kobiet w slalomie i slalomie gigancie zwane Zlata lisica (Złoty lis). Za ciekawostkę turystyczną uchodzi też najstarsza winorośl na świecie, licząca ok. 440 lat Stara trta rosnąca przy domu na ulicy Vojašniškiej. Wśród mariborskich zabytków wzrok przyciągają zwłaszcza franciszkańska Bazylika Matki Boskiej Miłosiernej, Katedra św. Jana Chrzciciela czy budynek Uniwersytetu, a także Lent – historyczna dzielnica położona nad rzeką Drawą wraz ze zbudowanym na początku XX w. Starym Mostem. Podczas pobytu w mieście warto wspiąć się na wzgórze Kalvarija (375 m n.p.m.), skąd rozpościera się rozległy widok ze Stadionem Ljudski vrt na pierwszym planie.
30 km od Mariboru znajduje się urokliwy Ptuj. Co roku odbywa się w nim ludowy pochód karnawałowy Kurentovanje, w trakcie którego Kurent – stwór o owczym futrze, przepasany dzwonkami i ozdobiony kolorowymi wstążkami, odpędza zimę. Kto trafi tu poza karnawałem, też z pewnością będzie zadowolony. Zabytkowe centrum historyczne wręcz zaprasza do tego, aby odpocząć w jego leniwej atmosferze starego miasteczka, a ptujski zamek (Grad Ptuj) to świetne miejsce do podziwiania przepięknej okolicy z góry.

 

NAD ADRIATYKIEM
Słoweńskie wybrzeże liczy nieco ponad 46 km długości. Choć wydaje się to niewiele w porównaniu z adriatyckimi brzegami Chorwacji, ta część półwyspu Istria posiada wszelkie cechy regionu idealnego do wakacyjnego wypoczynku. Na tym dwujęzycznym obszarze znaczącą mniejszością są Włosi. Rolę stolicy odgrywa portowy ośrodek Koper (wł. Capodistria) z zabytkowym Starym Miastem i wieżą widokową. Jednak za prawdziwą perłę tej części Słowenii uważa się miasteczko Piran. Swoją zabudową przypomina nieco Wenecję. Na centralnym pirańskim placu Giuseppe Tartiniego (Tartinijev trg), wyłożonym wypolerowanymi marmurowymi płytami, stoi pomnik tego XVIII-wiecznego włoskiego kompozytora i skrzypka. Podczas długich letnich wieczorów miejscowa młodzież ugania się tutaj za piłką, a turyści wypoczywają na ławeczkach po trudach upalnego dnia. Nad miejscowością góruje Kościół św. Jerzego z charakterystyczną wieżą. Najdalej wysunięty na zachód punkt Piranu stanowi latarnia morska, zbudowana na cyplu, gdzie starożytni palili ogniska, aby wskazać drogę statkom płynącym w kierunku Triestu. Do najciekawszych obiektów należy XV-wieczny dom Benečanka – Wenecjanka, doskonały przykład architektury wenecko-gotyckiej. Na parterze mieści się mały sklepik Piranske Soline, w którym kupimy m.in. czekoladę nadziewaną… solą morską. Z portu wyruszają statki na wycieczki po Zatoce Pirańskiej (można dopłynąć do pobliskiej osady Sečovlje i zwiedzić muzeum saliny). Poza tym w Piranie działają też centra nurkowe. Usatysfakcjonowani powinni poczuć się w tym miasteczku także miłośnicy kuchni śródziemnomorskiej. Grillowane kalmary z oliwą i czosnkiem, podane ze świeżym pieczywem i popite szprycerem (białe wino z wodą gazowaną), smakują nad Adriatykiem niepowtarzalnie. Na deser koniecznie trzeba skusić się na lody, polecam te u Albańczyków na Prešernovym nabrežju. Kilka kilometrów na południe od Piranu leży Portorož, „słoweński Sopot”, pełen luksusowych hoteli, kasyn, dyskotek, wyśmienitych kawiarni i restauracji oraz centrów spa & wellness, w połowie drogi do Kopru zaś – Izola, której uliczki bywają tak wąskie, że przeciwległe domy dzieli odległość rozpiętości ludzkich ramion.

Portowe miasto Koper na półwyspie Istria nad Adriatykiem


Jadąc na wybrzeże z Lublany, obowiązkowo musimy zajrzeć na dłużej do kilku miejscowości. Pierwszą z nich jest Postojna. Jedna z jej niepowtarzalnych atrakcji to Predjamski grad (Zamek Predjamski) w pobliskiej wsi Predjama, częściowo wykuty w skale. Jego historia sięga czasów średniowiecza. W XV w. mieszkał w nim legendarny rycerz rozbójnik Erazm Lueger (Luegger), słoweński Janosik lub Robin Hood, który poparł króla Węgier Macieja Korwina w jego konflikcie z cesarzem Fryderykiem III Habsburgiem, czym ściągnął sobie na głowę wojska cesarskie. Zamek długo opierał się oblężeniu, ponieważ wydrążonymi wewnątrz góry przejściami dostarczano załodze żywność i wodę. Dzielny obrońca został – niestety – zdradzony przez sługę i zginął od kuli armatniej w chwili, gdy przebywał w wychodku. 10 km od skalnej twierdzy znajduje się słynna Postojnska jama (Jaskinia Postojna) z siecią podziemnych korytarzy i sal liczącą ponad 20 km. Otwarto ją dla zwiedzających na początku XIX w. Znaczną część udostępnionej ok. 5,5-kilometrowej trasy pokonuje się kolejką elektryczną. W grocie żyje endemiczny gatunek ślepego płaza ogoniastego – odmieniec jaskiniowy (Proteus anguinus), zwany „ludzką rybką”.
Niedaleko stąd można też odwiedzić Škocjanske jame (Jaskinie Szkocjańskie) – kompleks pieczar krasowych wpisany w 1986 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Przepływa przez nie rzeka Reka, a pod wpływem erozji uformowały się w nich naturalne mosty, stopnie wodospadów i jedna z największych w Europie podziemnych hal. Na terenie Słowenii na płaskowyżu Kras odkryto dotychczas ponad 8 tys. jaskiń.

FOT. SLOVENIA.INFO/B. KLADNIK

Niezwykłe Jaskinie Szkocjańskie na terenie słoweńskiego Krasu


Organizacja UNESCO swoją ochroną objęła jeszcze 2 słoweńskie skarby. Pierwszym z nich są pozostałości prehistorycznych domów na palach na terenie regionu Ljubljansko barje (Lublańskie Bagno) – część ze 111 małych osad rozrzuconych po 6 krajach alpejskich. Archeologowie odnaleźli w tym rejonie najstarsze koło z osią. Jego wiek szacuje się na mniej więcej 5150 lat. Drugi obiekt z prestiżowej listy stanowi dawna kopalnia rud rtęci w Idriji. Żywe srebro wydobywano w niej od końca XV w. do lat 90. ubiegłego stulecia.
W pobliżu Jaskiń Szkocjańskich w Lipicy od 1580 r. hoduje się niewielkie, masywne białe konie lipicańskie. W tutejszej stadninie skorzystamy z lekcji jazdy konnej, odbędziemy przejażdżkę zaprzęgiem  i zwiedzimy przylegające do niej muzeum. We wsi powstało również pole golfowe. Lipicański koń – jeden z symboli państwa – widnieje na słoweńskiej monecie 20-centowej.

 

JEZIORA I ALPY
U wrót Triglavskiego Parku Narodowego, 50 km od Lublany, znajdziemy popularny ośrodek turystyczny Słowenii Bled, położony nad polodowcowym jeziorem (Blejsko jezero), usytuowanym na wysokości 475 m n.p.m. Od czasów międzywojnia, kiedy to powstało w nim wiele ekskluzywnych hoteli, malownicze miasteczko przyciągało znamienitych gości, m.in. jugosłowiańską rodzinę królewską czy przywódcę Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii Josipa Broza Tito. W lustrzaną taflę akwenu z monumentalnej skały spogląda Blejski grad (Zamek Bledski). W błękitnej toni odbija się także sylwetka samotnego barokowego kościółka z małej wysepki (Blejski otok), na którą dostaniemy się łódką. Z Bledu wyruszymy na wspinaczki górskie oraz spływy kajakowe i rafting na szmaragdowej rzece Soczy.
Nieco wyżej, bo 526 m n.p.m., u podnóży najwyższego szczytu Słowenii Triglavu (2864 m n.p.m.) w Alpach Julijskich, leży największe naturalne jezioro w kraju (3,3 km²) – Bohinjsko jezero z wodospadem Savica. Latem można zażywać w nim kąpieli i łowić ryby, pływać kajakiem, żeglować lub surfować, zimą zaś – pojeździć na łyżwach na jego zamarzniętych wodach. Warto wybrać się stąd na wycieczkę do malowniczej Doliny Triglavskich Jezior i… na wyprawę na sam Triglav. Wśród Słoweńców panuje przekonanie, że każdy z nich choć raz w życiu powinien zdobyć tę górę. Dlaczego więc nie miałby tego dokonać odwiedzający ich ojczyznę turysta?

FOT. SLOVENIA.INFO/FRANCI FERJAN

Jezioro Bled i wysepka z barokowym Kościołem Wniebowzięcia NMP


W tej okolicy działają takie centra narciarskie jak Senožeta, Športni Center Triglav Pokljuka czy TC Soriška planina. W całych słoweńskich Alpach w zimowych miesiącach królują zresztą narty. Trudno się jednak temu dziwić, ponieważ panują tu warunki bardzo podobne do tych w pobliskich Włoszech czy Austrii. Zdaniem ekspertów 7 najlepszych ośrodków w Słowenii dla miłośników białego szaleństwa to: RTC Žičnice Kranjska Gora, Bovec Kanin, Vogel Ski Center, Smučarski Center Cerkno, RTC Krvavec, Rogla i Smučišče Mariborsko Pohorje. Wszystkie oferują doskonale przygotowane trasy zjazdowe zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych narciarzy.
Tuż pod granicą z Austrią, niedaleko Kranjskiej Gory, w uroczej dolinie górskiej Planica, wznosi się Letalnica (Velikanka), jedna z największych skoczni narciarskich na świecie. Obecnie jest ona w przebudowie. Od przyszłego sezonu jej wymiary zwiększą się z 215 do 225 m, co pozwoli na oddawanie skoków w granicach 260 m. To na niej co roku zawodnicy kończą zmagania w Pucharze Świata.


SŁOWEŃSKIE ZAMKI
Niemal każde miasto i miasteczko w Słowenii posiada zabytkowy zamek. Obok tych w Lublanie, Predjamie koło Postojny i Bledzie, warto wymienić jeszcze choćby Grad Otočec nieopodal miejscowości Novo Mesto znajdującej się na południowy wschód od stolicy. To jedyny tego typu obiekt na wodzie w całym kraju – zbudowano go na wyspie na rzece Krka. Uchodzi za zabytek kulturalny i został udostępniony zwiedzającym. Możemy tu również przenocować w 5-gwiazdkowym hotelu, odrestaurowanym w stylu gotycko-renesansowym. W Otočcu co roku odbywa się festiwal muzyczny Rock Otočec, którego początki sięgają 1976 r.
Inną godną polecenia historyczną budowlę, a w zasadzie jej ruiny, stanowi siedziba hrabiów cylejskich. Zamek w Celje, zwany Zamkiem Wysokim lub Starym Zamkiem, był w średniowieczu największą twierdzą na terenie Słowenii. Mieszkała w nim niegdyś córka polskiego króla Kazimierza III Wielkiego, Anna Kazimierzówna, zaślubiona z hrabią Wilhelmem von Cilli.

 

WINO I INNE SPECJAŁY    
Na koniec wypada jeszcze dodać parę słów o słoweńskich winach. Według zawartości cukru dzielimy je na słodkie, półsłodkie, półwytrawne, wytrawne oraz bardzo wytrawne (odpowiednio: sladko, polsladko, polsuho, suho oraz zelo suho). Pod względem jakości wyróżniamy: stołowe (namizno), wysokiej jakości (kakovostno) oraz najwyższej jakości (vrhunsko). Prawie 70 proc. krajowych szlachetnych trunków spełnia kryteria pozwalające je zaliczyć do dwóch ostatnich kategorii. Kosztują one zazwyczaj mniej niż jakościowo słabsze wyroby sprzedawane w Polsce. Oprócz win czerwonych, białych i różowych spotkamy tu mieszankę gron białych i czerwonych, której nazwa i metoda produkcji podlegają ochronie prawnej. Cviček, bo o nim mowa, ma dość niską zawartość alkoholu (od 8,5 do 10 proc.), lekko kwaskowy smak i podobno szczególne właściwości zdrowotne. Podczas wizyty w tych stronach warto spróbować takich gatunków jak Kraški teran, malvazija bądź refošk. Osobną grupę tworzą wina domowe (domača vina) – chyba najpopularniejsze wśród Słoweńców, dlatego jeśli tylko nadarzy się okazja, musimy koniecznie ich skosztować. Winorośl uprawia się w tym kraju w 3 regionach: Podravje, Posavje i Primorska.
Tradycja winiarstwa na terenach Słowenii sięga czasów antycznych. Dziś okazję do degustacji tego trunku i radosnej zabawy stanowią np. sierpniowe Dnevi poezije in vina (Dni Poezji i Wina), 11 listopada, czyli dzień św. Marcina – patrona właścicieli winnic, lub też każde winobranie, nazywane trgatev. Do tego tak ważnego dla Słoweńców elementu ich kultury nawiązuje w końcu sam tytuł słoweńskiego hymnu Zdravljica („Toast”).
Położenie kraju na granicy ścierania się wpływów wielu narodów odbiło się również w lokalnej kuchni – mieszance śródziemnomorskiej, alpejskiej, panońskiej i bałkańskiej sztuki kulinarnej. Do najcharakterystyczniejszych specjałów tej części Europy zalicza się prekmurską gibanicę (rodzaj wielowarstwowego ciasta), kiełbasę kranjską, kraški pršut (suszoną słoną szynkę), kremne rezine (bledzkie kremówki) i bučno olje (olej z pestek dyni, wytwarzany na naszym kontynencie jedynie w słoweńskiej i austriackiej Styrii). Wielbiciele bałkańskich smaków znajdą też tutaj to, z czego słyną sąsiednie kraje z półwyspu: čevapčići, burek oraz pljeskavicę.
Jeśli ktoś wciąż waha się, czy powinien odwiedzić czarującą zieloną Słowenię, niech przekona go opis z książki Andrzeja Stasiuka Jadąc do Babadag: „The green piece of Europe” musiał się podobać już na pierwszy rzut oka. Nie było w nim nic zbędnego. Spokojne wsie leżały na dnie dolin. Białe kościoły na wzgórzach czuwały nad ich pomyślnością. W miasteczkach habsburski barok kreślił na tle ciemnego nieba wyrafinowane kształty.

Artykuły wybrane losowo

Korsyka – szalony wybryk natury

20148949

Snorkeling przy plaży Acciaju w Porto-Vecchio

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

MICHAŁ MOC

www.composer.pl

 

Miejsca i rzeczy najprościej opisuje się poprzez podobieństwa do innych, powszechnie znanych. Fakt, że Korsykę tak scharakteryzować wyjątkowo trudno, jest bodaj największą zachętą, aby poznać ją bliżej. Najwyższa pora odkryć ten wciąż niezadeptany kawałek lądu piętrzący się między Europą a Afryką, tuż obok włoskiej Sardynii.

 

Wśród kuszących turystycznym rajem wysp Morza Śródziemnego ta francuska nadal pozostaje ewenementem. Korsyka nie jest typową krainą piaszczystych plaż ze zdjęć z katalogów biur podróży – tutaj krajobrazy zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Zamiast setek obwarowujących wybrzeże komfortowych resortów wypoczynkowych znajdziemy na niej porozrzucane między morzem a górami niewielkie hotele, domy do wynajęcia i rodzinne pensjonaty oraz inne zdecydowanie bardziej kameralne obiekty noclegowe.

 

Warto przygotować się na tę odmienność, aby w pełni z niej skorzystać. Można tu leniwie wylegiwać się nad krystalicznie czystym morzem, spacerować po ocienionych wąwozach, wybrać się na górski trekking lub rejs po okolicy czy delektować się wykwintnym jedzeniem. Do wyboru jest mnóstwo rozmaitych tras, z których rozpościerają się urzekające widoki. Korsyką łatwo się zauroczyć właśnie ze względu na jej dziewicze oblicze, możliwość ucieczki od zgiełku codzienności i idealne warunki do aktywnego spędzania czasu. A wszystko to na wyciągniecie ręki, niecałe 2 godz. lotu z wybranych europejskich lotnisk (np. Frankfurtu nad Menem, Düsseldorfu, Paryża czy Wiednia-Schwechatu).


LENIUCHOWANIE NA PIASKU

 

Po wylądowaniu w Bastii (położonej na północno-wschodnim brzegu wyspy) niełatwo zdecydować, od której z plaż rozpocząć urlop. Wschodnie wybrzeże to niemalże nieprzerwany pas piasku, oblewany przejrzyście czystą, słoną wodą. Gdziekolwiek zboczy się z wygodnej, wyjątkowo prostej głównej drogi, oczom ukazuje się nadmorski raj, tu i ówdzie urozmaicony małymi hotelami stojącymi przy miniaturowej promenadzie (jak choćby nieopodal Moriani). Częściej jednak trafia się po prostu na pusty brzeg zapraszający do plażowania. W opinii większości osób stale odwiedzających Korsykę odcinek ten jest jedynie przedsmakiem pocztówkowych zatok południa. Jeśli ktoś przybył na wyspę własnym autem (z któregoś z portów w kontynentalnej części Włoch), to wybrzeże rozciągające się od Bastii stanowi dla niego również pierwszy przystanek po zjechaniu z promu.

 

Kiedy podąża się drogą RT10 na południe, plaże kuszą nieprzerwanie. Szczególnie trudno sobie odmówić postoju, gdy trasa za miejscowością Sari-Solenzara zaczyna się robić kręta i mija się kolejne najbardziej popularne i wysoko oceniane zatoki. Wśród nich znajdują się plaże Saint-Cyprien i Cala Rossa, a nieco dalej te najsłynniejsze: Palombaggia czy Rondinara. Woda jest tu zazwyczaj spokojna, do tego czysta i ciepła. W pasie płycizny, niemal wszędzie wydłużonym, mogą kąpać się nawet młodsze dzieci. Upstrzone wysepkami i zakolami półwyspów południowo-wschodnie wybrzeże to raj dla rodzin. Takie warunki, w połączeniu z gęstą siecią kempingów, sprawiają, że na leniwy wypoczynek najlepiej wybrać się właśnie tutaj. W zatokach porośniętych od strony lądu m.in. palmami da się czasem odnieść wrażenie, że uciekliśmy znacznie dalej od kontynentalnej Europy. Na niemal wszystkich plażach można także spędzić popołudnie przy drinku, a wieczorem spróbować potraw korsykańskiej kuchni w restauracjach położonych kilkanaście metrów od wody. Delektowanie się lokalnymi serami (na czele ze słynnym brocciu z owczego lub koziego mleka), winem, rybami, daniami z figami lub kasztanami nad brzegiem morza przy stoliku z bajecznym widokiem relaksuje w stopniu niemożliwym do oddania słowami. A jeśli obok przejedzie konna wycieczka lub przypomni nam się poranne nurkowanie z maską i rurką, to szybko uświadomimy sobie, że znaleźliśmy się na wyspie idealnej na udany urlop, który na długo pozostanie w pamięci.

 

Po paru dniach spędzonych na plażowaniu wokół Porto-Vecchio na pewno będziemy chcieli wrócić na Korsykę. Jest tu w końcu jeszcze mnóstwo miejsc do zobaczenia. Wśród nich znajduje się perła południowego wybrzeża, usytuowane na wysokich klifach Bonifacio. Widoki z wycieczkowego rejsu, jak i ze ścieżek ciągnących się na południowy wschód od miasta zapierają dech w piersiach. Ale dużo przyjemności daje też samo przekraczanie miejskich bram, szwendanie się po uliczkach starej twierdzy, poznawanie miejscowej kulturalnej oferty, pokonywanie Schodów Króla Aragonii (L’Escalier du Roi d’Aragon), wreszcie szukanie otwartej restauracji na obiad (po południu w większości z nich podaje się najwyżej drinki, bo pełne menu wraca na stoły dopiero wieczorem, ok. godz. 19.00). Można również próbować znaleźć tu ślady pobytu Napoleona Bonapartego. W Bonifacio, jak i w Ajaccio (gdzie urodził się cesarz), stoi dom, w którym mieszkał francuski wódz. Oczywiście, trudno nie dostrzec wokół nastawienia na turystę, ale ponieważ miasto jest niewielkie (wraz z urokliwym cmentarzem da się je zwiedzić w jedno popołudnie lub wieczór), przyjezdni wciąż jeszcze mogą poczuć się w nim choć trochę jak odkrywcy, a nie jedynie klienci. Atrakcje południa dopełniają rzecz jasna kolejne piaszczyste plaże, ciągnące się aż po słusznie wychwalaną Roccapinę i bliźniaczą piękną Erbaju. Co prawda do tych ostatnich prowadzi kilkukilometrowa gruntowa droga, jednak warto podjąć wysiłek dotarcia do nich (chyba że kierowca czuje się niepewnie na zadrzewionych, wąskich trasach lub prześwit auta jest wyjątkowo mały).

 

Tutaj także kończy się opisywana dotąd część wybrzeża – region głównie wypoczynkowy, łatwy w eksploracji i przygotowany na potrzeby turystów. Na ten jego turystyczny charakter składają się parkingi (położone również przy plażach), które bywają płatne, nieco łatwiejszy dostęp do nadmorskiej infrastruktury i toalet czy więcej miejsc zakwaterowania (w sezonie trzeba się liczyć z wyższymi cenami). Stosunkowo szybko można też przemieszczać się wzdłuż brzegu, gdyż trasę z Bastii do Bonifacio lub Roccapiny da się pokonać samochodem w 4 godz. Natomiast przejechanie niewiele dłuższego odcinka na północno-zachodnim wybrzeżu albo w górzystym wnętrzu wyspy zajmie nam zdecydowanie więcej czasu.

 

PLAŻUJĄCE KROWY

 

20159090

Klimatyczny historyczny plac w Porto-Vecchio

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

Na północ od stolicy Korsyki – Ajaccio – przeważają plaże bardziej kamieniste, po krótkim pasie gruboziarnistego piasku lub żwiru pojawiają się tu gwałtowne uskoki. Brzeg wypiętrza się w trudne do opisania kamienne nacieki, postrzępione hałdy i strzeliste wieże. Za uroczą miejscowością Piana jedna z najpiękniejszych widokowych dróg Europy wije się wąską nitką między takimi formacjami. Wzdłuż jej kilkukilometrowego odcinka rozpoczyna się wiele tras spacerowych. Kierowcy trudno skupić się w tym rejonie na prowadzeniu również z powodu aut stojących na krawędziach skalnych półek lub w pojedynczych wnękach wydrążonych w zboczach. Takie parkowanie nie jest przejawem braku umiejętności (wręcz przeciwnie!), po prostu ukształtowanie terenu wymusza wciskanie się w każdą szczelinę. W tej oszałamiającej kształtami krainie można zatrzymać się na odległym parkingu leżącym zaraz za wspomnianą Pianą, aby wyruszyć na długi trekking. Jeżeli po Calanques de Piana będzie komuś wciąż mało wrażeń, powinien zjechać górską, asfaltową dróżką do samego morza i wybrać się na krótki, kilkunastominutowy spacer do pięknej ukrytej zatoki z plażą Ficajola.

 

Gdy podążamy dalej na północ, siłą rzeczy budzi się w nas zmysł odkrywcy, a to ze względu na brak ludzi nie tylko na drogach, ale i na plażach. O piasek tu już trudno i aby swobodnie wejść do wody, a w szczególności później z niej wyjść, przydaje się obuwie do pływania. Nagrodą za trudy są urocze zakątki. Na północnym zachodzie Korsyki na początku lub pod koniec sezonu nadal można odnieść wrażenie, że ta zielona wyspa czeka właśnie na nas, a nie peleton wczasowiczów. To rzadkie uczucie w popularnych wśród turystów miejscach dzisiejszej Europy. Jeśli więc kogoś nie odstraszają niezliczone zakręty i konieczność poczekania z kąpielą na dzień z mniejszymi falami, powinien zdecydować się na odpoczynek w tym rejonie.

 

W tej części Korsyki mamy też szansę na poznanie jej najbardziej autentycznego oblicza, nieco rustykalnego, prostego, niekiedy odbiegającego od standardów, do jakich jest przyzwyczajony europejski turysta. Spotkanie z rodowitym Korsykaninem, nie podejmującym rozmowy w innym języku niż jedyny mu znany, a w dodatku jakby nieprzyjemnie zaskoczonym, że będzie nas gościć (choć dokonaliśmy internetowej rezerwacji), trzeba uznać za doświadczenie wpisujące się w odkrywanie lokalnej kultury. Jednak dzięki rosnącym przed tarasem kwiatom, odmianom cytrynowych drzew niemal wpychających gałęzie do kuchni, domowym konfiturom z fig i towarzyszącemu nam poczuciu, że oto oddychamy pełną piersią, a nie tylko odbywamy zasłużony urlop, odpoczniemy tu znacznie lepiej niż na oddzielonym serpentynami południu wyspy. Jeżeli komuś nie wystarczy siły lub przekonania, by samodzielnie poznawać ten region, powinien przynajmniej wybrać się na rejs do Rezerwatu Naturalnego Scandola (Réserve Naturelle de Scandola; z Ajaccio lub Porto) – oszałamiająco pięknej, dziewiczej okolicy wybrzeża z zachwycającymi formami skalnymi, grotami i zatokami z plażami.

 

Pętlę wokół Korsyki domyka nadmorska trasa z Calvi na Cap Corse – półwysep wyrastający za Bastią. Samo Calvi, północny odpowiednik Bonifacio, nie jest w stanie przyćmić swoim urokiem malowniczej miejscowości z południa, ale konkuruje z nią nie bez powodu, gdyż dużo łatwiej się do niego dostać i także okalają je plaże (m.in. z pięknym widokiem na miasto i odpowiednią infrastrukturą). W dodatku można tu też dotrzeć pociągiem, który jedzie trasą wiodącą zachwycającymi wąwozami i wijącą się wśród wzgórz opanowanych przez stada kóz i krów. Jeżeli ma się dość czasu i zapału oraz samochód terenowy, warto wyruszyć na północ na trudno dostępną, ale interesującą ze względu na swój pustynny charakter i odizolowanie, plażę Saleccia. To wspaniała wyprawa na cały dzień. Koniecznie należy zaopatrzyć się we własny prowiant, ponieważ po pokonaniu kilkunastu kilometrów pustkowia na końcu oprócz pola kempingowego na turystę czeka już tylko piasek. Inną ciekawą propozycję stanowi objechanie Cap Corse. W trakcie takiej wycieczki odwiedza się uroczą artystyczną Erbalungę i zabytkowe kościoły (np. Kościół św. Julii w miejscowości Nonza). Odważniejsi przy bezwietrznej pogodzie wjeżdżają pozbawioną barierek drogą na szczyt Serra di Pigno i podziwiają niezapomniane widoki podczas spaceru ścieżką rozpoczynającą się kilkaset metrów przed końcem asfaltowej nawierzchni. Jeśli wyprawa po górach nie zakręci komuś w głowie zbyt mocno, zrobią to z pewnością lokalne wina, bo winnic (które zresztą można odwiedzać także w celu degustacji) w okolicy nie brakuje. Również każdy sklep, czy to prywatny, czy sieciowy, oferuje imponujący wybór korsykańskich trunków. I choć nie wszystko na wyspie spełnia standardy kontynentalnej Francji, selekcja win, ich oznaczenie i dbałość o istotne informacje w opisach poświadczają, że przynależność regionu do kraju z bogatymi tradycjami winiarskimi nie stanowi przypadku.

 

Jednak postrzeganie Korsyki jedynie przez pryzmat samego tylko wybrzeża jest błędne. Na prawdziwie aktywny wypoczynek pośród cudownych pejzaży zaprasza górzysty środek lądu. Wybór szlaków pieszych mamy ogromny: od prostych i krótkich, jak popularny, a niewymagający szczególnej kondycji odcinek z malowniczej miejscowości Ota do równie urokliwej Évisy prowadzący przez spektakularny wąwóz (Gorges de Spelunca), po trudne trasy z panoramicznymi widokami, położone powyżej 1500 m n.p.m. Górskie jeziora, a zwłaszcza wpadające do nich rzeki w wielu miejscach zachęcają do orzeźwiającej kąpieli w krystalicznie czystej wodzie i to mimo licznych spadków, wyżłobień i rynien. Wyspecjalizowane firmy umożliwiają korzystanie z tych naturalnych basenów i zjeżdżalni z wynajętym przewodnikiem i w ochronnych kombinezonach.

 

Należy zdawać sobie sprawę, że jeśli Korsykanin, przywykły do panujących na wyspie warunków, nazywa ścieżkę łatwą, może nas czekać porządna wspinaczka, a szlaki według niego trudne to już zwykle wyzwania dla osób z doświadczeniem. Jednak nawet niespieszna przedpołudniowa wycieczka do polodowcowego jeziora Melo (1710 m n.p.m.) na końcu wąwozu Restonica albo wyprawa łagodnym podejściem na przełęcz Bavella (Col de Bavella – 1218 m n.p.m.) są zdecydowanie warte rozważenia i pozwalają poczuć dzikość korsykańskiego interioru. Z górskich dróg, takich jak choćby Scala di Santa Regina czy kilkunastokilometrowa trasa wąwozem Asco (zakończona węzłem pięknych pieszych szlaków), rozpościerają się wspaniałe widoki, ale trzeba przyznać, że wymagają one od kierowcy pewnego doświadczenia. Jeżeli już przetrwa on irytującą swawolę gnających na złamanie karku miejscowych, może zawahać się, gdy zobaczy stado krów czekających za zakrętem, kozy wskakujące przed samochód albo kilkanaście… świń. Szczególnie te ostatnie budzą wśród przyjezdnych tyle samo ciekawości, ile niechęci z powodu trudnego do opisania zapachu. Tutejsze krowy i świnie lubią przebywać na ciepłym asfalcie i na plażach, przy czym z turystami łączy je to, że preferują miejsca wolne od tłoku. W każdym razie na górskich drogach w środku wyspy czy też którejkolwiek z mniej uczęszczanych tras należy być przygotowanym na spotkanie ze zwierzętami hodowlanymi i nie wolno zakładać, że na widok auta rozpierzchną się w popłochu. To my będziemy musieli się do nich dostosować, wszak są u siebie i swoim zachowaniem zdają się ten fakt demonstrować.

 

20159096

Wyprawa rowerowa szlakiem wiodącym przez tereny rezerwatu Punta di Spanu

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

GOTOWI DO DROGI

 

Na takie okrążenie Korsyki zgodnie z ruchem wskazówek zegara, urozmaicone wizytami we wnętrzu lądu albo pobytem w jednym z opisanych regionów, trzeba przeznaczyć tygodniowy (wówczas będzie to bardzo intensywny wyjazd) lub lepiej dwutygodniowy urlop. Przed podróżą należy uwzględnić jeszcze kilka istotnych faktów. Najlepszym czasem na wypoczynek na wyspie połączony z plażowaniem i kąpielami w krystalicznej wodzie jest zdecydowanie lato, ale ponieważ w tym okresie bywa nieznośnie gorąco (i tłoczno), warto zdecydować się na przyjazd w czerwcu bądź wrześniu. Temperatura powietrza za dnia nierzadko wynosi wtedy powyżej 25°C, koszty pobytu będą niższe i można cieszyć się większą prywatnością.

 

Ceny podstawowych artykułów są wyższe niż w Polsce, lecz nie osiągają poziomu tych ze Skandynawii czy najsłynniejszych europejskich kurortów. Osoby oszczędniejsze nie muszą zamartwiać się o stan budżetu wyjazdowego, jeśli postawią na zakupy w marketach. Wizyta dla dwojga w wysoko ocenianej restauracji to przy posiłku składającym się z dań głównych i miejscowego wina wydatek 40–50 euro. Za pełną wykwintną kolację zapłacimy już 100 euro, nawet jeżeli zamówimy specjały szefa kuchni i wyśmienite desery. Korsykanie są zazwyczaj gościnni, ale poza droższymi lokalami często można odnieść wrażenie, że jest się… intruzem, którego należy zlekceważyć lub zignorować. Błędem byłoby jednak dać się zirytować zbyt szybko! Pod maską surowości i nieprzystępności kryje się często prawdziwa serdeczność. Inna sprawa, że wyspiarze bywają rozdarci między uzależnieniem od dobrodziejstw turystyki a pragnieniem spokoju i wolności od trosk reszty świata. Nic więc dziwnego, że wspomniany brak sympatii w pierwszych kontaktach, o ile nie sfrustruje przybysza, zmienia się po pewnym czasie w życzliwość.

 

Po Korsyce najwygodniej poruszać się wypożyczonym samochodem. Ceny wynajmu auta są nieco wyższe niż na kontynencie, a niedoświadczeni kierowcy będą skupiać się na mozolnym pokonywaniu zakrętów, ale korzystanie z własnego środka transportu pozwala na pełną niezależność. Dzięki tego rodzaju wolności można naprawdę poznać wyspę. Zresztą zdecydowaniu się na takie rozwiązanie sprzyja fakt, że brak tu typowych hotelowych kurortów, w których wykupuje się pobyty w formie all inclusive. Czy chcemy, aby okolica była płaska czy górzysta, wolimy zatokę otoczoną skałami czy lasem palmowym, widok na otwarte morze i cumujące łódki czy sąsiedztwo portu i restauracji, towarzystwo zagranicznych turystów czy raczej miejscowych – wybór zakwaterowania na Korsyce przypomina bardziej szukanie wakacyjnego domu niż obiektu o odpowiedniej liczbie gwiazdek. Ta wyspa stawia na indywidualizm i aktywność.

 

To oczywiste, że dopiero na miejscu ma się szansę sprawdzić, które z rozmaitych wyspiarskich atrakcji będą idealne dla nas. Jednak choć nie sposób oddać w krótkim artykule całego uroku Korsyki – opisać przyjemności, jaką sprawia muśnięcie delikatnej morskiej bryzy, i pieszczot turkusowej wody, można być pewnym, że podczas pobytu tutaj przeżyje się wiele zaskakujących doświadczeń. Widok górskiej kozy stojącej w ekwilibrystycznej pozie na ledwo przylegającym do ściany urwiska kamieniu, smak dzikich jeżyn na kolejnym 180-stopniowym zakręcie, imponujący wodospad droczący się z podmuchami wiatru – wszystko to działa na wyobraźnię i zdaje się udowadniać, że wciąż istnieją nieznane doznania, na których poszukiwanie umysł wyrusza dopiero w takich miejscach. Słynny korsykański śpiew (w sezonie koncerty odbywają się w wielu miejscowościach) z podziałem na kilka głosów doskonale obrazuje charakter tego zjawiska. Jak twierdzą sami Korsykanie, dopiero gdy podstawowe głosy zespolą się, zabrzmią wspólnie, pojawia się nowy, dodatkowy głos. Umysł mamiony harmonią tego, co już go otacza, odkrywa jeszcze więcej. To dopiero sztuka! Dla takich cudownych przeżyć, kontemplowania niezwykłości i odkrywania świata warto wybrać się na fascynującą Korsykę.

 

20118221

Restauracja przed XVI-wiecznym zamkiem w Algajoli

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

Radosne życie w rytmie reggae – Jamajka

WIOLETTA KRAWIEC

 

Gdy przekroczyłam bramę szkoły w miejscowości Martha Brae, nie przypuszczałam jeszcze, że przeżyje tu jedne z najwspanialszych chwil podczas mojej podróży na Jamajkę. Kolorowe ściany, słoneczne wnętrza i uśmiechnięte buzie dzieci przypominały bardziej wesołą kolonię letnią niż placówkę oświatową. Z jednej z sal dochodził do nas piękny śpiew. Zajrzałam do niej przez otwarte drzwi. Grupa dzieci ćwiczyła Down by the River, wielki przebój muzyki reggae zespołu Morgan Heritage. Roześmiane dziewczynki w turkusowych mundurkach kołysały się rytmicznie, w pełni oddając się radości śpiewania. Ich buzie promieniały tajemniczym szczęściem. Słuchałam tej lekcji muzyki z zachwytem i przez kilka minut nie tylko widziałam, ale i czułam Jamajkę. Od tej pory Down by the River jest jedną z moich ulubionych piosenek. Zawsze włączam ją sobie w domu, gdy potrzebuję zastrzyku pozytywnej energii. Działa na mnie szybciej niż na wielu słynna jamajska ganja...

Więcej…

Sztuka radości życia w tajskim wydaniu

MAGDALENA BARTCZAK

<< Podczas pierwszego spotkania Tajlandia olśniewa przyjezdnych egzotyką i różnorodnością. Dawny Syjam do dziś nie stracił nic ze swojego orientalnego wdzięku i nadal pozostaje jednym z tych azjatyckich krajów, po których podróżuje się zdecydowanie najłatwiej i najwygodniej. Zobaczmy, jak wizyta w tych stronach zmienia zmęczonych, zapracowanych i zestresowanych Europejczyków w optymistycznych, zrelaksowanych i uśmiechniętych ludzi. >>

Więcej…