DANUTA SZNAJDER
<< Malta, najdalej wysunięte na południe państwo europejskie, leży niespełna 300 km od wybrzeży Afryki. O ten tajemniczy skrawek lądu walczyło wiele narodów. Liczne ślady jego burzliwej historii zachowały się do naszych czasów. To właśnie w tym kraju odnaleziono jedne z najstarszych budowli na świecie – kamienne świątynie, które zachwycają rozmachem i intrygują zarówno turystów, jak i badaczy, wciąż nieznających ich przeznaczenia. >>

Skąpany w słońcu i otulony szmaragdowozielonymi wodami Morza Śródziemnego archipelag Wysp Maltańskich był świadkiem wielu ważnych wydarzeń. W 60 r. n.e. do jego brzegów przybił św. Paweł, który zaszczepił wśród tutejszych mieszkańców chrześcijaństwo. 1505 lat później kawalerowie maltańscy stawili tu czoła osmańskiemu sułtanowi Sulejmanowi Wspaniałemu (1494–1566). Wzniesione przez nich potężne fortyfikacje i zabudowania przetrwały do dziś. Dla tego zakonu rycerskiego pracował przez trzy lata słynny włoski malarz barokowy Michelangelo Merisi da Caravaggio (1571–1610), który schronił się na gościnnej Malcie po ucieczce z Rzymu.
Maltańskie rękodzieło artystyczne, smaczne dania, doskonałe wina i barwne fiesty należą do największych atrakcji wysp. Jeśli dodamy do tego jeszcze inne ich zalety: piękne krajobrazy, wyjątkowy klimat, słoneczne plaże, rozbudowaną bazę noclegową i infrastrukturę turystyczną oraz wygodne połączenia lotnicze z portami w całej Europie, otrzymamy wymarzone miejsce na urlop dla każdego.

 

KLIMAT I PRZYRODA
Malta znajduje się w śródziemnomorskiej strefie klimatycznej, co oznacza łagodne zimy oraz gorące lata z lekkim wiatrem sirocco. Średnia temperatura powietrza waha się od 11,5°C (grudzień–luty) do 27,3°C (maj–październik). W lipcowe i sierpniowe dni przyda nam się tutaj butelka wody, okulary przeciwsłoneczne oraz dobry krem z wysokim filtrem UV i kapelusz, które ochronią nas przed poparzeniami i przegrzaniem. Opady (głównie w porze zimowej) bywają niespodziewane i gwałtowne. Warto nosić więc ze sobą lekką nieprzemakalną kurtkę. Od połowy stycznia do połowy marca zdarzają się silne i chłodne wiatry. Wilgotność powietrza sięga wtedy do 81 proc. Na ten krótki okres trzeba zaopatrzyć się w ciepłą odzież.
Sezon turystyczny na archipelagu trwa przez cały rok. Od maja do września odwiedzają go głównie amatorzy morskich i słonecznych kąpieli. Pora jesienno-zimowa sprzyja pieszym i rowerowym wycieczkom wśród maltańskich klifów i łąk, pokrywających się zielonymi kobiercami. To dobry czas również dla tych, którzy nie lubią wakacyjnego zgiełku.
Na Malcie, Gozo i Comino rośliny nie przechodzą w stan wegetacji. Jedynie w najgorętsze tygodnie lata część z nich wysycha z braku wody. W tym rejonie spotkamy ponad 1000 różnych gatunków flory, także endemicznych, oraz takich przedstawicieli fauny, jak małe ssaki (myszy, jeże, króliki), jaszczurki, kameleony, bardzo rzadko występujące i niegroźne dla człowieka węże, owady oraz ptaki. Podczas snorkelingu lub nurkowania przyjrzymy się bliżej równie interesującemu królestwu morskiemu.

 

HANDEL I WIARA
Niezmiernie gościnni i otwarci Maltańczycy chętnie wskazują drogę zagubionym turystom i wdają się z nimi w rozmowy. Aby się z nimi dogadać wystarczy znajomość kilku słów w języku angielskim bądź włoskim. Jak przystało na południowców, tutejsi wyspiarze są żywiołowi, dużo gestykulują, przekrzykują się wzajemnie i zawzięcie dyskutują o polityce, sporcie i każdym innym temacie. Kochają dobre jedzenie, wino i wieczorne grillowanie nad brzegiem morza, który latem oświetlony pochodniami tętni życiem do późnej nocy. Najwyższą wartość dla mieszkańców Malty stanowią rodzina i wiara katolicka (98 proc. populacji kraju to katolicy). W żadnym wypadku nie wolno też przerywać im świętego czasu popołudniowej sjesty.
Maltańczycy lubią się również targować. Przekonamy się o tym w wiosce rybackiej Marsaxlokk słynącej z niedzielnego targowiska nad zatoką, gdzie sprzedaje się świeże ryby i owoce morza prosto z kutra, warzywa czy wyroby rękodzielnicze, m.in. serwetki z koronki klockowej i wiele innych. W kontaktach z handlarzami warto stosować się do pewnych zasad: najpierw musimy do właściciela stoiska niezobowiązująco zagadać, potem pochwalić jego towar i na koniec uważać, żeby nie dać sobie wcisnąć więcej rzeczy, niż zamierzaliśmy od niego kupić. Samo nabrzeże zdobi mnóstwo kolorowych łodzi rybackich zwanych luzzu, których konstrukcja sięga prawdopodobnie czasów fenickich. Prezentują się one szczególnie pięknie na pamiątkowych zdjęciach.
Kultywowanie tradycji religijnych to dla mieszkańców tego kraju nieodłączny element życia. Od wczesnego lata do jesieni co weekend fajerwerki rozświetlają niebo nad kolejnymi przyozdobionymi girlandami miastami obchodzącymi święto swojego patrona. Uroczystości uświetniają procesje uliczne, muzyka i śpiewy. Wyjątkowo barwny pochód przechodzi w Wielki Piątek ulicami miejscowości Paola. Kroczą w nim starotestamentowi prorocy, żołnierze rzymscy, Poncjusz Piłat, Barabasz i inne postacie biblijne oraz mężczyźni niosący na swoich barkach potężne konstrukcje przedstawiające sceny z historii o ukrzyżowaniu Jezusa Chrystusa.

 

KAWALEROWIE MALTAŃSCY I VALLETTA
Rycerski Zakon Szpitalników św. Jana (znany jako joannici) jest jedną z najstarszych suwerennych instytucji zachodniej cywilizacji. Powstał oficjalnie w Jerozolimie w 1113 r. ze świeckiego bractwa przy Szpitalu św. Jana Chrzciciela. Na Malcie rycerze zakonni znaleźli się za sprawą cesarza rzymskiego Karola V Habsburga w 1530 r. Bronili Maltańczyków przed korsarzami, którzy nieustannie łupili wyspę i uprowadzali ludność. W 1565 r. wsławili się bohaterską walką z wojskami osmańskimi sułtana Sulejmana Wspaniałego.
Joannici uchodzili za doskonałych budowniczych i architektów. W czasie oblężenia tureckiego ich siedziba Birgu została zniszczona, więc wielki mistrz Jean Parisot de La Valette (1494–1568) zdecydował o wzniesieniu nowej w pobliżu Fortu Saint Elmo (Fortu św. Elma). Nazwano ją na jego cześć Vallettą, a zaprojektował ją Francesco Laparelli (1521–1570). To pełniące obecnie funkcję stolicy miasto zachowało do dziś charakter średniowiecznej twierdzy. W wielu zabytkowych budowlach mieszczą się teraz interesujące muzea.
Symbol potęgi zakonu stanowi Pałac Wielkich Mistrzów. Korytarze udekorowano w nim freskami przedstawiającymi sceny z historii zgromadzenia, ze ścian spoglądają podobizny przełożonych, a sale wyłożono marmurowymi posadzkami. Na miłośników sztuki i militariów czekają natomiast arcydzieła snycerzy i ogromna kolekcja broni.
Do najbardziej spektakularnych miejsc w Valletcie zalicza się Konkatedrę św. Jana. Zbudowana w latach 1573–1577 jako główna świątynia joannitów, z zewnątrz nie wyróżnia się niczym specjalnym. Jej surowa bryła nie zapowiada tego, co zobaczymy w środku. Po wejściu do wnętrza przepych barokowego wystroju wręcz przytłacza. W kościele znajduje się jedno z najsłynniejszych dzieł Caravaggia – Ścięcie św. Jana Chrzciciela (1608 r.). Spoczywają w nim także przedstawiciele najznamienitszych rodzin szlacheckich z XVI i XVII w. Inskrypcje na marmurowych płytach opisują ich losy i mężne czyny.

Valletta i zatoka Grand Harbour


W niedzielne przedpołudnia w Forcie św. Elma odbywa się pokaz historyczny z udziałem gwardii. Ubrani w barwne stroje z XVI stulecia mężczyźni z halabardami i muszkietami odgrywają sceny z życia fortu, zbiórki, ćwiczenia i potyczki z najeźdźcami. Z kolei w Górnych Ogrodach Barrakka (Upper Barrakka Gardens) tuż przed godz. 12.00 rozbrzmiewa salwa armatnia. Z tego punktu roztacza się zapierający dech w piersiach widok na całą zatokę Grand Harbour (Wielki Port) i przeciwległy brzeg z malowniczymi Trzema Miastami: Cospicuą (Bormlą), Birgu (Vittoriosą) i Sengleą (Islą).

 

MDINA I OKOLICE
O bogactwie kawalerów maltańskich świadczy też Mdina. W tym maleńkim miasteczku czas się zatrzymał. Jego okazałe mury obronne powstawały przez wieki. Ich budowę rozpoczęli Fenicjanie, po nich Rzymianie, kontynuowali ją Bizantyjczycy, Arabowie i Normanowie, a dokończyli joannici. Już sam spacer po wąskich mdińskich uliczkach przynosi niezwykłe doznania. Po drodze możemy podziwiać kolorowe balkony, dostojne drzwi z mosiężnymi kołatkami, misterne fasady budynków i wieżyczki kościołów. Warto przyjrzeć się tutaj bliżej zwłaszcza Vilhena Palace – Muzeum Historii Naturalnej, a także Palazzo Falson (Pałacowi Falson) – jednemu z najstarszych obiektów w Mdinie, którego dzieje zaczynają się w XIII stuleciu. Z Bastion Square (placu Bastionu) rozpościera się rozległa panorama środkowej Malty.

FOT. VIEWINGMALTA.COM/WILLIAM ATTARD MCCARTHY

Mdina, dawna stolica Malty, leży malowniczo na wzgórzu


Obecnie zakon na mocy umowy z rządem znów korzysta z górnej części położonego w Birgu Fort Saint Angelo (Fortu św. Anioła), który należał do niego od 1530 r. do zajęcia wyspy przez Napoleona w 1798 r. Charakterystyczna flaga z białym krzyżem maltańskim na czerwonym tle powiewa na jego szczycie jak dawniej.
Do przylegającego do Mdiny Rabatu turyści zaglądają, aby obejrzeć Katakumby św. Pawła i św. Agaty – późnorzymski kompleks podziemnych cmentarzy, używanych do IV w. n.e. (to najstarsze dowody obecności chrześcijan w tym rejonie), a także Domvs Romana – rekonstrukcję autentycznej willi rzymskiej, którą odtworzono z użyciem oryginalnych i doskonale zachowanych fragmentów budowli. Zarówno na Malcie, jak i na Gozo odkryjemy również pozostałości starożytnej cywilizacji sprzed ponad 7000 lat. W świetnym stanie dotrwały do współczesnych czasów np. kompleks megalitycznych świątyń Ġgantija czy Hypogeum Ħal Saflieni, gdzie odnaleziono słynną figurkę Śpiącej Wenus (wystawioną w National Museum of Archaeology – Narodowym Muzeum Archeologii w Valletcie).

 

NAUKA I ODPOCZYNEK
Przez 164 lata (do uzyskania niepodległości w 1964 r.) archipelag Wysp Maltańskich stanowił część brytyjskiego mocarstwa. Współcześnie uważa się go za jeden z najbardziej przyjaznych rejonów dla ludzi, którzy chcą się nauczyć angielskiego, będącego językiem urzędowym kraju (obok maltańskiego). Na wyspach Malta, Gozo i Comino mówią nim wszyscy: obsługa hotelowa, kelnerzy w restauracjach, przechodnie na ulicach. Miejscowe szkoły językowe specjalizują się w organizowaniu pobytów dla osób z wielu stron świata, w różnym wieku i na każdym poziomie zaawansowania. Oferują kursy prowadzone przez znakomicie przygotowaną kadrę (w większości native speakerów) z użyciem dobrze opracowanych materiałów i uzupełnione bogatymi zajęciami pozalekcyjnymi. Studenci zostają zakwaterowani w hotelach, apartamentach lub domach prywatnych i mają możliwość spędzania ze sobą wolnego czasu. Jak powszechnie wiadomo, najłatwiej da się nauczyć języka obcego w praktyce, używając go niemal 24 godziny na dobę. Dlatego też mnóstwo osób z całego globu uczestniczy w kursach angielskiego na Malcie.  

 

NURKOWANIE I ŻEGLARSTWO
Morze Śródziemne wokół Malty, Gozo i Comino kryje wiele bardzo atrakcyjnych miejsc dla nurków. Pasjonatów podwodnych przygód kuszą m.in. zatopione statki z II wojny światowej, celowo umieszczone na dnie wraki, jaskinie, bajeczny świat fauny morskiej, rafa koralowa oraz wyjątkowo przejrzysta (do 30 m) i ciepła woda. Liczne centra nurkowe umożliwiają zdobycie kolejnych stopni umiejętności, począwszy od podstawowego PADI Open Water Diver aż do profesjonalnego PADI Divemaster. Bez problemu zbierzemy także w okolicy doświadczonych towarzyszy na wyprawę oraz wynajmiemy łódź.

FOT. VIEWINGMALTA.COM/TED ATTARD

Skalne Lazurowe Okno u brzegów Gozo w zatoce Dwejra


Uznanie wśród miłośników nurkowania zdobyła sobie zwłaszcza zatoka Dwejra na Gozo. Głębokość pobliskiej studni Blue Hole (Błękitna Dziura) sięga 55 m. Tuż obok formacji skalnej Azure Window (Lazurowego Okna) z fantastycznego naturalnego basenu przepłyniemy podwodnym korytarzem w stronę otwartego morza.
U maltańskich brzegów cumują też często amatorzy jachtingu i żeglarstwa. Z doskonale wyposażonych przystani korzysta wielu obcokrajowców, którzy przechowują w nich swoje jachty i katamarany. Wystarczy przejść się do mariny w Portomaso lub Msidzie, aby się o tym przekonać. Dla zainteresowanych prowadzi się kursy z certyfikatem RYA (Royal Yachting Association) na wszystkich poziomach. Na wybrzeżu działa także wiele wypożyczalni jachtów, łodzi motorowych czy skuterów wodnych.

 

TURYSTYKA PIESZA I ROWEROWA
Malownicze widoki, nieduże odległości, łagodne wzniesienia i wiele atrakcyjnych przystanków po drodze zachęcają do tego, aby archipelag zwiedzać pieszo. Należy jednak wziąć pod uwagę tutejsze warunki klimatyczne, zwłaszcza wysokie temperatury w sezonie letnim. W skład niezbędnego ekwipunku piechura wchodzą butelka wody, przekąska, dobre okulary przeciwsłoneczne i czapka chroniąca przed słońcem. Wskazane jest też używanie kosmetyków z wysokim filtrem UV, żeby uniknąć ewentualnych poparzeń. Dla tak przygotowanych osób wycieczki po uroczych Wyspach Maltańskich staną się ogromną przyjemnością. Szlaki zostały bardzo dobrze opisane w przewodnikach dostępnych w punktach informacji turystycznej lub internecie. Mimo to warto zabrać ze sobą mapę. Odległość pomiędzy najdalej wysuniętymi punktami na Malcie z północy na południe wynosi ok. 27 km, zaś ze wschodu na zachód – zaledwie 14 km. Na Gozo to odpowiednio 7 i 14 km. Wszystkie trasy nadają się do zwykłych wędrówek pieszych, marszów nordic walking lub wspaniałych wycieczek rowerowych. Większość pokonamy również małym samochodem.

 

SZTUKA KULINARNA I WINO
Kuchnia maltańska wykształciła się z mieszanki śródziemnomorskich stylów. Tradycyjne dania przygotowuje się w oparciu o świeże produkty dostępne w danej porze roku. Polecam spróbować przede wszystkim pastizzi (półfrancuskie ciastko z nadzieniem twarogowym lub pastą z grochu), ryby koryfena (lampuka) z grilla, fenkaty – potrawy z królika i spaghetti, uważanej za nieoficjalne danie narodowe. Warto skusić się również na aljottę – zupę z kawałkami ryby, na bazie przecieru pomidorowego, z czosnkiem, ziołami i ryżem, czy Ħobż biż-żejt – chleb maczany w oliwie z sałatką z tuńczyka, cebuli, czosnku, pomidorów i kaparów. Dla orzeźwienia najlepiej wypić chłodny napój Kinnie.
Żaden śródziemnomorski posiłek nie jest kompletny bez odpowiedniego wina. Te maltańskie, choć mało znane w Polsce, zdobywają liczne wyróżnienia na międzynarodowych konkursach. Na Malcie i Gozo uprawia się szlachetne szczepy winorośli Cabernet sauvignon, Merlot, Syrah, Grenache, Sauvignon blanc, Chardonnay, Carignan, Chenin blanc i Muscat, a także miejscowe Ġellewża i Ghirghentina, z których produkuje się znakomite trunki o wyrafinowanym smaku. Rodzime winnice, np. Emmanuel Delicata Winemaker, Marnisi Estate, Marsovin Cellars lub Montekristo Estates, zapraszają na degustacje swoich wyśmienitych produktów. We wrześniu na obu wyspach odbywają się festiwale wina.

 

RODZINNE WAKACJE I PLENERY FILMOWE
Na Malcie wypoczną też rodziny z dziećmi. Do gustu przypadną im niewątpliwie piaszczyste lub równe kamieniste wybrzeże. Latem woda osiąga temperaturę nawet do 28°C, a samo morze wydaje się prawie gładkie, co stwarza idealne warunki dla najmłodszych. Na większych plażach można wypożyczyć leżaki i parasole. Za najładniejsze uchodzą Golden Bay, Mellieha Bay, Paradise Bay i Balluta Bay. Nie wolno – oczywiście – zapominać o podstawowych zasadach bezpiecznego opalania: nasze pociechy powinniśmy nasmarować kremem z filtrem UV 50, a ich głowy chronić czapkami. Zaleca się także nie wygrzewać się na słońcu w godz. 11.00–15.00.
Dzieci uwielbiają kompleks basenowy Splash & Fun Water Park w Baħar iċ-Ċagħaq (otwarty w tym roku od 17 maja), przylegający do Mediterraneo Marine Park, w którym odbywają się m.in. pokazy papug i uchatek oraz sesje pływania z delfinami. Atrakcją będzie też dla nich na pewno wycieczka do The Limestone Heritage Park and Gardens w Siġġiewi, gdzie audiowizualne prezentacje przedstawiają historię i kulturę regionu. Wizyta w fabryce klocków Playmobil (Playmobil FunPark) w Ħal Far również zapadnie im na długo w pamięci. Poza tym do wyboru mamy jeszcze rejs statkiem do szmaragdowej cieśniny Blue Lagoon (Błękitna Laguna) między wyspami Comino i Cominotto albo wyprawę dookoła Malty piętrowym autobusem.

FOT. VIEWINGMALTA.COM/YUJI TERAI

Na Błękitną Lagunę koło Comino dostaniemy się tylko łodzią


Piękno archipelagu doceniają nie tylko turyści, lecz także znani reżyserzy. Kręcono na nim m.in. sceny do filmów Aleksander, Asterix i Obelix: Misja Kleopatra, Hrabia Monte Christo, Starcie tytanów, Gladiator czy Troja. Trzeba przyznać, że niezmiernie fotogeniczne maltańskie krajobrazy oczarowują przybyszów z taką mocą, że często pragną oni zostać wśród nich choć chwilę dłużej.

Artykuły wybrane losowo

Jordania – serce Bliskiego Wschodu

 

Ad_Dier3.jpg

Petra – Ad-Dajr, czyli Klasztor, wykuta w skale budowla z I w. n.e.

© JORDAN TOURISM BOARD

Hanna Sobczuk


Siedzę na tarasie hotelu i popijam słodką arabską herbatę. Podziwiam rude od promieni zachodzącego słońca skały skrywające Petrę, słynne miasto Nabatejczyków. To tylko jeden z moich ulubionych obrazów w Jordanii, która wielu osobom wydaje się nudna, bo sądzą, że na pustyni nie można znaleźć żadnych atrakcji. Ja jednak uważam, że jest to jeden z najciekawszych i najbardziej ekscytujących krajów na świecie. Nieraz już urzekł mnie swoją różnorodnością, otwartością i gościnnością.

Więcej…

Japonia dla początkujących

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

U wschodnich wybrzeży Azji, na Wyspach Japońskich i kilku mniejszych archipelagach leży kraj dość osobliwy z punktu widzenia Europejczyków. Z jednej strony jest zupełnie wyjątkowy pod względem kultury, z drugiej chętnie czerpie ze zwyczajów popularnych w Stanach Zjednoczonych, położonych po drugiej stronie Oceanu Spokojnego. W Japonii niesamowicie wyraźnie daje się odczuć, że nasz świat to miejsce różnorodne, mozaika rozmaitych rzeczywistości współistniejących ze sobą i wchodzących w zaskakujące relacje.

 

Przed wyjazdem w te strony warto zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Taka wiedza z pewnością ułatwi pierwszy kontakt z tym krajem. Cztery główne wyspy archipelagu – Hokkaido, Honsiu, Kiusiu i Sikoku – układają się w kształt ćwierćokręgu rozciągniętego południkowo, co sprawia, że klimat jest tu zróżnicowany. Ze względu na położenie na styku płyt tektonicznych w Japonii występują częste trzęsienia ziemi, jednak na ogół nie są zbyt silne i bywają nawet nieodczuwalne. Oprócz tego obserwuje się też dużą aktywność wulkaniczną. To azjatyckie państwo ma prawie 378 tys. km2 powierzchni, czyli nieco więcej niż np. Niemcy, ale jego obszar zamieszkuje aż ponad 127 mln ludzi (dla porównania w Polsce żyje ich niemal 38,5 mln). Tę wyjątkową gęstość zaludnienia (ok. 336 osób/km²) najbardziej odczuwa się w większych miastach. Poza tym dobrze pamiętać, że obowiązuje tutaj ruch lewostronny.

 

Na podróż do Japonii zdecydowaliśmy się, ponieważ nigdy nie byliśmy jeszcze w tej części Azji i tak odległa wyprawa wydała nam się niezmiernie ekscytująca. Na wybór tego właśnie miejsca wpłynął również fakt, że nasz kolega właśnie kończył swój doktorat na tutejszej uczelni i jako osobom nieznającym japońskiego mógł służyć nam pomocą. Na dodatek od 2015 r. Polskie Linie Lotnicze LOT obsługują bezpośrednie połączenie między warszawskim Lotniskiem Chopina a Międzynarodowym Portem Lotniczym Narita koło Tokio. Za bilety trzeba co prawda zazwyczaj zapłacić więcej niż w przypadku lotu z przesiadką w Katarze (liniami Qatar Airways) lub Dubaju (Emirates), jednak ze względu na komfort podróży (nie musimy czekać na następny samolot ani martwić się, czy nasz bagaż dotrze do celu) i jej czas (ok. 11 godzin zamiast nawet ponad 20) warto ponieść ten koszt.

 

Plantacje herbaty położone w pobliżu nadal czynnego wulkanu Fudżi

Tea Plantation and Mt

© JNTO

 

SKOK NA GŁĘBOKĄ WODĘ

 

Na początek chciałabym wspomnieć, czego obawialiśmy się przed wyjazdem. Problemem dla nas była głównie bariera językowa. Jak się później okazało, martwiliśmy się niepotrzebnie. Na lotnisku i większych stacjach kolejowych z obsługą komunikowaliśmy się po angielsku. Zakup biletów nie stanowił więc wielkiego wyzwania. W Tokio korzystaliśmy za to z wszechobecnych automatów biletowych opatrzonych także napisami w języku angielskim. Trochę inaczej sytuacja wyglądała w sklepach. Ekspedienci w Japonii podczas odbierania towaru przy kasie, oprócz używania standardowych zwrotów grzecznościowych, informują klienta o wszystkich wykonywanych czynnościach: o sczytywaniu kolejnych produktów, wartości przyjętej gotówki, nominałach przy wydawanej reszcie. Oczywiście, wszystkie kwestie wypowiadają po japońsku. Tak naprawdę przez cały proces można przejść bezboleśnie bez użycia żadnego słowa, na koniec wystarczy się lekko pokłonić i uśmiechnąć. Czasem jednak dochodzi do interakcji. Przy kupowaniu alkoholu w samoobsługowym sklepie niekiedy trzeba potwierdzić, że ma się przynajmniej 20 lat, np. wciskając odpowiedni przycisk na ekranie. Do gotowych dań do odgrzania w domu pracownik przy kasie proponuje pałeczki. Z naszych doświadczeń wynika, że ostatecznie zawsze udaje się porozumieć. Japończycy wykazują po prostu dużą determinację, żeby sprawę zakończyć pomyślnie. W większych restauracjach i lokalach często goszczących turystów złożymy natomiast zamówienie po angielsku. W mniejszych barach z kolei zwykle przy wejściu umieszczone są automaty do zamawiania jedzenia i wystawy prezentujące przykładowe dania wykonane z… tworzywa sztucznego. Oczywiście, jeśli chcemy porozmawiać z Japończykami, musimy znaleźć wspólny język.

 

Pewnym kłopotem dla Europejczyków bywa orientowanie się w układzie urbanistycznym. Japoński system adresowy jest z naszego punktu widzenia dość trudny do opanowania. Wystarczy wspomnieć, że większość ulic w Japonii nie ma nazw. Tutaj największą pomocą była dla nas po prostu nawigacja w telefonie, która ustalała nasze położenie i pokazywała nam drogę do punktu docelowego. Dlatego polecamy na czas podróży zaopatrzyć się w pakiet internetowy. Odpowiadającą nam kartę do telefonu można kupić na miejscu. Ceny w ofertach roamingowych europejskich operatorów bywają zazwyczaj wysokie. Do atrakcji turystycznych prowadzą zwykle dość czytelne oznaczenia. Z pewną satysfakcją mogę też przyznać, że ani razu się nie zgubiliśmy i zawsze udawało nam się dotrzeć do celu, nawet mimo drobnych trudności.

 

METROPOLIA PO JAPOŃSKU

 

Lubię zwiedzać duże miasta. Jest w nich coś wyjątkowo przyciągającego, ponieważ swoim układem, architekturą, rodzajem sieci komunikacyjnej oddają charakter żyjącej w nich społeczności. Dlatego wielką przyjemność podczas pobytu w Japonii sprawiały mi spacery po Tokio, położonym na wyspie Honsiu, której powierzchnia wynosi niemal 228 tys. km². W stolicy kraju wraz z jej obszarem metropolitalnym mieszka ponad 13,6 mln ludzi (w uproszczeniu można powiedzieć, że na Tokio składają się 23 okręgi administracyjne tworzące Tōkyō-to oraz miasta i miejscowości na zachód od niego). To sprawia, że w jej krajobrazie dominuje głównie gęsta zabudowa poprzecinana ciągami komunikacyjnymi. Mamy tu osiedla z blokami, niskie domki ustawione jeden obok drugiego, wysokie błyszczące wieżowce z biurami i apartamentami, a obok nich małe i większe świątynie, sklepy spożywcze, domy towarowe i punkty czy wręcz całe kompleksy z automatami do gier.

 

Aby uświadomić sobie wielkość tego miasta (ok. 2190 km² powierzchni), należy wybrać się na jeden z punktów widokowych. Za najpopularniejsze uchodzą Tokyo Skytree (najwyższa wieża na świecie – 634 m) i Tokyo Tower (333 m). Wejście na nie jest płatne i w przypadku tego pierwszego obiektu dość kosztowne, bo zwykły bilet dla osoby dorosłej na niższą galerię (350 m) kosztuje 2060 jenów (za wjazd na wyższą galerię na 450 m trzeba zapłacić dodatkowo 1030 jenów). Jeśli ktoś nie uważa się za amatora takich atrakcji i postanowił przeznaczyć swój budżet wyjazdowy na inne cele, może wybrać się na darmowy taras widokowy np. w budynku tokijskich władz w dzielnicy Shinjuku (Tokyo Metropolitan Government Building) lub gmachu Bunkyo Civic Center w Bunkyō. Polecam szczególnie podziwianie panoramy Tokio po zmroku – robi niesamowite wrażenie.

 

Zwiedzanie stolicy Japonii zdecydowanie trzeba sobie zaplanować tak w dzień, jak i w nocy. Po zapadnięciu zmierzchu polecam udać się w okolice sztucznej wyspy Odaiba, aby zobaczyć podświetlony Tęczowy Most (Rainbow Bridge). W pobliżu Parku Shiokaze stoi nawet mała amerykańska Statua Wolności. W tej okolicy warto wsiąść do jednego z pociągów kursujących na trasie Tokyo Monorail, kolei jednoszynowej, której pojazdy poruszają się na pewnej wysokości nad ziemią. Po drodze mija się m.in. szklane ściany wieżowców, a między nimi da się nawet dostrzec oświetloną sylwetkę Tokyo Tower. Gdy patrzy się na rozpościerające się z okna wagonu widoki, trudno nie odnieść wrażenia, że trafiło się do miasta przyszłości.

 

Do największych turystycznych atrakcji Tokio należą niewątpliwie Pałac Cesarski, szintoistyczna świątynia Meiji, buddyjski kompleks Sensō-ji czy rozległy park Shinjuku Gyoen. Obcokrajowcy chętnie wybierają się także na niemal zawsze zatłoczone skrzyżowanie koło stacji Shibuya, aby obserwować tłum pieszych wkraczających na nie jednocześnie ze wszystkich stron, gdy zapala się zielone światło. Na skwerze przy jednym z wejść na wspomnianą wyjątkowo ruchliwą stację postawiono pomnik psa Hachikō (popularnej w Japonii rasy akita), który czekał tu codziennie na swojego właściciela, profesora uniwersyteckiego, wracającego do domu. Pewnego dnia jego pan dostał w pracy udaru mózgu i zmarł. Nie pojawił się jak zwykle na stacji, ale Hachikō przez kolejnych ponad 9 lat wciąż przychodził o tej samej porze i go wypatrywał. Wykonany z brązu pomnik jest dziś popularnym miejscem spotkań Japończyków.

 

Na zainteresowanie zasługują też z pewnością dzielnica Akihabara i luksusowy region Ginza w dzielnicy Chūō. W niedzielę ich główne arterie zostają zamknięte dla ruchu samochodowego i udostępnione pieszym (w Ginzie również w sobotę). Akihabara, obecnie w znacznym stopniu nastawiona na turystów, przyciąga głównie amatorów anime (japońskich filmów animowanych), sprzętu elektronicznego i gier komputerowych. Spotkać w niej można dziewczyny poprzebierane za bohaterki animowanych seriali. Funkcjonują tu także maid cafés, czyli kawiarnie, w których gości obsługują kelnerki w strojach pokojówek. W Ginzie dla odmiany działa wiele butików znanych światowych marek modowych takich jak Chanel, Dior, Carolina Herrera, Gucci, Louis Vuitton czy Furla. W tej okolicy znajdują się też luksusowe domy towarowe Wako i Mitsukoshi. Na zakupy przychodzą tutaj eleganckie Japonki.

 

Swoistą atrakcję turystyczną Tokio stanowi metro. Na peronach oznaczone są punkty, w których otwierają się drzwi do wagonu (pociąg zawsze ustawia się zgodnie z tym układem), a przed nimi często znajdziemy wytyczone linie dla oczekujących osób formujących kolejkę do wejścia. Podczas jazdy Japończycy zwykle drzemią lub wpatrują się w ekran swojego smartfona. Bardzo nietaktownym zachowaniem jest rozmawianie przez telefon w pociągu czy prowadzenie głośnej dyskusji ze znajomymi. Należy jednak pamiętać, że w godzinach porannego i popołudniowego szczytu wagony i stacje bywają wypełnione po brzegi.

 

Wiszący Tęczowy Most nad północną częścią Zatoki Tokijskiej

Rainbow bridge

© YASUFUMI NISHI/JNTO

 

WIDOK NA SZCZYT

 

Za jeden z najważniejszych symboli Japonii za granicą uchodzi góra Fudżi (3776 m n.p.m.). Niestety, jej szczyt często kryje się za chmurami. Najlepszym okresem do podziwiania tego czynnego stratowulkanu np. z Tokio są miesiące zimowe, kiedy powietrze bywa zwykle najbardziej przejrzyste. Zazwyczaj góra Fudżi jest najwyraźniej widoczna w godzinach porannych. Zobaczymy ją m.in. z tarasów widokowych Tokyo Skytree i Bunkyo Civic Center.

 

Słynny japoński szczyt górski udaje się dostrzec również z wypoczynkowej miejscowości Hakone, położonej na południowy zachód od stolicy (ponad 80 km). W tym rejonie specjalnie z myślą o turystach przygotowano Hakone Freepass – karnet uprawniający do przejazdu kolejką górską, kolejką linowo-terenową i gondolową, rejsu statkiem po malowniczym jeziorze Ashi oraz poruszania się niektórymi autobusami kursującymi do stacji kolejowej. Z przystani w Hakone-machi przez zrekonstruowany punkt kontrolny z okresu Edo (1603–1868) można przejść na półwysep z punktem widokowym, a potem dotrzeć do Alei Cedrowej. Stąd najlepiej udać się jeszcze do chramu Hakone (Hakone Jinja), którego jedna z bram (torii) wznosi się w wodach jeziora. W niedalekim 200-tysięcznym mieście Odawara na uwagę zasługuje otoczony parkiem zamek obronny.

 

Z Hakone nie zawsze udaje się jednak dostrzec Fudżi. Jeśli ktoś postawił sobie właśnie taki cel podróży po Japonii, polecam wybrać się nad jedno z pięciu jezior znajdujących się w pobliżu wulkanu, np. Yamanaka, Kawaguchi lub Motosu. Na sam szczyt można wejść kilkoma szlakami, a sezon wspinaczkowy wypada w lipcu i sierpniu. Zarówno Japończycy, jak i obcokrajowcy decydują się często na wędrówkę popołudniową i wieczorną, aby wyprawę zakończyć oglądaniem wschodu słońca. Osoby, które źle znoszą szybkie zmiany wysokości, powinny najpierw zaaklimatyzować się do takich warunków.

 

WYPRAWY PO HONSIU

 

Naszą bazą wypadową podczas pobytu w Japonii było Tokio. Odwiedziliśmy więc nowoczesną Jokohamę, gdzie wybraliśmy się na spacer po porcie i zajrzeliśmy do kolorowej chińskiej dzielnicy (Chinatown). Poza tym pojechaliśmy na niewielką wyspę Enoshima, na której czci się występującą w mitologii japońskiej buddyjską boginię urody, bogactwa i muzyki Benzaiten. W okolicy nad głowami przechodniów latają liczne kanie czarne. W tym rejonie warto zwiedzić także Kamakurę, miasto znane ze swoich świątyń (w tym Kōtoku-in z wielkim brązowym posągiem Buddy Nieograniczonego Światła – Daibutsu), które pełniło funkcję stolicy w okresie Kamakura (szogunatu Kamakura, przypadającego od 1185 do 1333 r.).

 

Nie mogliśmy też odmówić sobie podróży shinkansenem, japońskim superszybkim pociągiem. Jednym z nich pokonaliśmy część drogi do Nikkō, położonego ok. 140 km na północ od Tokio. Ludzie odwiedzają je najczęściej ze względu na trzy cenne kompleksy świątynne, z których najsłynniejszy jest zespół chramów szintoistycznych Tōshō-gū poświęcony Ieyasu Tokugawie (założycielowi dynastii szogunów Tokugawa, żyjącemu w latach 1543–1616). Aż 103 tutejsze obiekty sakralne i ich naturalne otoczenie wpisano w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od stuleci stanowiły dla Japończyków święte miejsce, znane z prawdziwych arcydzieł architektury i sztuki zdobniczej. Na zwiedzanie zabytkowego sanktuarium Tōshō-gū trzeba przeznaczyć kilka godzin. Budowle robią bardzo duże wrażenie na oglądających ze względu na bogate zdobienia. Cały czas można odkrywać tu nowe płaskorzeźby. Przewodniki zwykle wspominają o trzech mądrych małpach umieszczonych nad drzwiami stajni, ale warto z uwagą przyglądać się każdej bramie i ścianie. W najwyższym punkcie Tōshō-gū znajduje się grobowiec Ieyasu Tokugawy. Wspina się do niego po schodach wśród olbrzymich drzew. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi wizyta w Yakushi-dō. Gdy opowiadający o świątyni mnich klaszcze w dłonie, dźwięk rezonuje i zgromadzonym wydaje się, że namalowany na suficie smok ryczy. Od 2007 r. w całym kompleksie prowadzone są prace renowacyjne, które potrwają do 2024 r. Musimy się więc liczyć z tym, że nie wszystkie obiekty bywają udostępnione do zwiedzania, a pewne z nich zasłaniają rusztowania. Niedaleko Nikkō leży poza tym urokliwe jezioro Chūzenji (11,62 km² powierzchni). Wypływająca z niego rzeka Daiya tworzy liczne wodospady, w tym malowniczy 97-metrowy Kegon. W okolicy znajdują się również źródła termalne, dlatego powstały tu onseny – japońskie publiczne kąpieliska z łaźniami i basenami. Cały region słynie z wyjątkowo pięknych krajobrazów. Jesienią Japończycy podziwiają w nim zabarwione na głęboką czerwień liście klonów. To zjawisko cieszy się podobnym zainteresowaniem co wiosenne kwitnienie drzew wiśniowych. W samym Nikkō przez rzekę Daiya przerzucono uroczy czerwony Święty Most (Shinkyō), należący do założonego w 767 r. chramu Futarasan (Futarasan jinja).

 

Także shinkansenem wyruszyliśmy z Tokio do Sendai, a stąd lokalnym pociągiem do miejscowości Matsushima sąsiadującej z archipelagiem o tej samej nazwie. Wznoszą się tutaj zabudowania Zuigan-ji – ważnej japońskiej świątyni zen (nurtu buddyzmu). Należą do niej też liczne jaskinie, w których składano prochy zmarłych. Archipelag Matsushima składa się z ok. 260 małych wysepek porośniętych sosnami. Z pobliskiej przystani odbijają statki zabierające turystów w rejs wokół nich. Na Fukuurę, gdzie znajduje się m.in. mały ogród botaniczny, prowadzi długi czerwony most. Z wybrzeża pieszo dostaniemy się również na niewielką Oshimę. Jeszcze niedawno takich drewnianych mostków było więcej, ale region ten bardzo ucierpiał w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami w marcu 2011 r. Archipelag wygląda niezmiernie malowniczo zwłaszcza o zachodzie słońca.

 

Zabytkowe świątynie i sanktuaria w Nikkō

Nikko Toshogu Shrine1 2

© JNTO

 

HISTORIA DAWNIEJSZA I NOWSZA

 

Na Honsiu warto zatrzymać się także w położonej nad zatoką Osace. Stąd można zaplanować np. wycieczki do Kioto, nad Morze Wewnętrzne czy na wyspę Sikoku, a nawet Kiusiu. Tokio zostało niemal całkowicie zniszczone pod koniec II wojny światowej. Nocny nalot dywanowy z 9 na 10 marca 1945 r. wywołał wielki pożar. Dlatego zabudowa japońskiej metropolii jest dosyć nowa. Tego losu uniknęło Kioto. W tej dawnej stolicy Japonii i siedzibie cesarzy (od 794 do 1868 r.) spotkamy się z ogromnym zagęszczeniem zabytków. Jej zabytkowy zespół urbanistyczno-architektoniczny z wieloma pięknymi świątyniami, z Kinkaku-ji i Ryōan-ji na czele, wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zarówno pierwsza, czyli Świątynia Złotego Pawilonu stojąca nad stawem w parku, jak i druga, z charakterystycznym kamiennym ogrodem do medytacji, przynależą do nurtu buddyzmu zen. Do najbardziej znanych miejsc w Kioto zaliczyć wypada na pewno sanktuarium zwane Fushimi Inari Taisha, do którego prowadzi 4-kilometrowa droga wyznaczona przez tysiące torii. Ponieważ trasa wiedzie w większości pod górę, trzeba założyć wygodne buty i wziąć ze sobą butelkę wody. Kompleks poświęcono japońskiemu bóstwu płodności, ryżu, herbaty, sake, rolnictwa, przemysłu, powodzenia i sukcesu Inari, przedstawianemu w różnych postaciach. Jego posłańcami są dobre białe lisy.

 

W mieście Himeji, leżącym ok. 120 km na południowy zachód od Kioto, warto natomiast zobaczyć piękną budowlę nazywaną Zamkiem Białej Czapli (Shirasagi-jō). To przykład japońskiej architektury obronnej. Jednak zabudowania zamkowe na Europejczykach robią wrażenie finezyjnych i delikatnych. Na zachodnim krańcu Honsiu, na wyspie Itsukushima (Miyajima) znajduje się z kolei Itsukushima Jinja. Imponująca brama tego szintoistycznego chramu stoi w wodach Morza Wewnętrznego. W czasie odpływu można podejść do niej po odkrytym piaszczystym dnie.

 

Osoby, które lubią zwiedzać mniej typowe miejsca, powinny wybrać się do Hiroszimy. To na to miasto 6 sierpnia 1945 r. Stany Zjednoczone zrzuciły bombę atomową. Hiroszimę odbudowano, a o samym wydarzeniu i ofiarach ataku przypomina kompleks parkowy z zachowanymi ruinami dawnego centrum wystawowego, obecnie zwanego Kopułą Bomby Atomowej. W pobliżu działa również Muzeum Pokoju, które utworzono w sierpniu 1955 r. Oprócz tego w mieście funkcjonuje warta uwagi sieć tramwajowa. Po szynach jeżdżą tu m.in. pojazdy produkowane w poprzednim stuleciu w Japonii, a nawet Europie. Tramwaje o numerach 651 i 652 jako jedyne przetrwały wybuch bomby atomowej i wciąż pozostają w użyciu.

 

Tak naprawdę nie ma idealnej instrukcji podróżowania. Każdy musi znaleźć swój sposób na zwiedzanie. Podczas wizyty w tak odmiennym od naszego kraju jak Japonia warto jednak paradoksalnie odstawić na bok wszystkie rzeczy, które o nim przeczytaliśmy bądź usłyszeliśmy. Choć nie da się z pewnością zapomnieć opinii i wrażeń innych ludzi, spróbujmy nie odtwarzać ich doświadczeń, a przeżyć własne. Na każde miejsce spójrzmy ze swojej perspektywy. Prawdopodobnie wtedy dużo łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, że Japonia może być tym wszystkim, czym jest w oczach innych, a nawet czymś jeszcze odmiennym. Każdy punkt widzenia tworzy kolejny jej obraz. Ja tak właśnie zapamiętałam ten kraj i w taki sam sposób chcę go poznawać znowu, gdy zawitam do niego po raz kolejny.

 

Ponad 16-metrowa brama Itsukushima Jinja w portowym mieście Hatsukaichi

l 180895

© HIROSHIMA PREFECTURE/JNTO

 

 

Panama – na skrzyżowaniu Ameryk

GRZEGORZ MAŁYGA

 

Chcąc przebyć ten środkowoamerykański kraj z zachodu na wschód, od granicy z Kostaryką po Kolumbię, trzeba pokonać niemal tysiąc kilometrów. W najwęższym miejscu natomiast wody atlantyckie i pacyficzne, omywające piaszczyste plaże i wiecznie zielone lasy namorzynowe, oddziela od siebie jedynie 50-kilometrowy pas lądu. Z pewnością położenie i ukształtowanie geograficzne są jednymi z wielkich atutów Panamy i sprawiły, że właśnie na jej obszarze stało się możliwe wybudowanie transoceanicznego kanału. Lecz nawet jeśli nie jest się kapitanem wielkiej jednostki pływającej, korzystającym z udogodnień morskiego skrótu, warto odwiedzić ten piękny kraj i podziwiać jego liczne atrakcje turystyczne!

2490 kilometrów urozmaiconego wybrzeża, ponad tysiąc wysp i wysepek dla wielbicieli wodnych atrakcji, spowite w chmurach wulkaniczne szczyty i obszary dzikiego lasu deszczowego dla żądnych przygód wędrowców, a do tego wszystkiego kolonialna architektura (Panama Viejo i historyczna dzielnica stolicy Panamy oraz fortyfikacje nad Morzem Karaibskim – Portobelo i San Lorenzo) wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO oraz – oczywiście – słynny Kanał Panamski, który zafascynuje nie tylko miłośników techniki. Poza tym spotkamy tutaj także niepowtarzalną mieszankę ludzi, którzy właśnie w tym środkowoamerykańskim kraju znaleźli swoje miejsce na ziemi.

Więcej…