ROBERT PAWEŁEK

 

Ta zielona wyspa potrafi zauroczyć nawet najbardziej wybrednych obieżyświatów. Wspaniałe ślady celtyckiej kultury sąsiadują na niej z pozostałościami po czasach wczesnochrześcijańskich. Nieodłączną częścią tutejszego krajobrazu rozległych równin i skalistych urwisk są tajemnicze dolmeny i kamienne rzeźbione krzyże. Możemy tu znaleźć fabrykę słynnego piwa Guinness i puby tętniące życiem do białego rana oraz zwiedzić Dublin pod rękę z bohaterem powieści Jamesa Joyce’a Ulisses. To właśnie osobliwe połączenie teraźniejszości z przeszłością oraz sympatyczni i otwarci mieszkańcy stanowią o uroku Irlandii.

FOT. TOURISM IRELAND

Po irlandzku nazwa tego europejskiego państwa brzmi Éire. Dziś zajmuje ono większą część drugiej pod względem wielkości wyspy archipelagu Wysp Brytyjskich, współdzieląc jej terytorium ze Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. W godle państwowym na niebieskim tle znajduje się złota harfa Briana Śmiałego, króla panującego na tych ziemiach na początku XI w. Najpopularniejszym symbolem kraju jest jednak trójlistna koniczyna (ang. shamrock), którą Irlandczycy noszą przypiętą do ubrania w dniu swojego patrona św. Patryka, 17 marca.

 

Czy zastanawialiście się kiedyś, co sprawia, że przyjeżdżający do Irlandii Polacy postanawiają zostać w niej na dłużej? Czy to zasługa wesołych Irlandczyków, znakomitych kompanów w zabawie do białego rana, a jednocześnie gotowych bronić suwerenności swojego państwa wielbicieli wolności? A może tak działają szmaragdowe bezkresne równiny kończące się skalistymi klifami nad brzegiem morza, które pozwalają każdemu odetchnąć pełną piersią? Jeśli chcecie poznać odpowiedź na to pytanie, najlepiej poszukajcie jej sami i już dziś kupcie bilet do Irlandii.  

 

Dublin Ulissesa

Podróż po szmaragdowej wyspie zaczynam od stołecznego Dublina (jego irlandzka nazwa to Baile Átha Cliath, czyli „miasto brodu z trzcinowymi płotami”). Z samolotu widać zielone pola okolone kamiennymi murkami. Dziwny to widok jak na stolicę europejskiego kraju, którego gospodarka nie tak dawno była liderem Unii Europejskiej. Nie ma tu ani drapaczy chmur, ani metra, są za to dwie linie tramwajowe! Kiedyś młodym ludziom Dublin wydawał się zacofany, dziś mówią, że nie istnieje lepsze miasto na świecie. Większość atrakcji turystycznych znajduje się w centrum stolicy. Warto tu kupić jednodniowy karnet Dublin Pass (35 euro dla osoby dorosłej), dający darmowy wstęp do ponad 30 muzeów, galerii, zamków i innych miejsc. Przyda się nam też bilet na zielone autobusy Hop On – Hop Off (16 euro dla osoby dorosłej). Dzięki nim w jeden dzień zwiedzimy najciekawsze zakątki w mieście.

                                                                                                             FOT. TOURISM IRELAND

Na spacer lepiej zabrać ze sobą parasol – deszcz pada tu średnio przez 270 dni w roku. Zwiedzanie można rozpocząć od O’Connell Street, jednej z najważniejszych ulic stolicy. Wznosi się przy niej wiele pomników, z których na spacerujących spoglądają m.in. Daniel O’Connell (1775–1847) – irlandzki polityk i przywódca narodowy, James Larkin (1876–1947) – socjalista i jeden z założycieli Irlandzkiej Partii Pracy, oraz James Joyce (1882–1941) – autor słynnego Ulissesa. Leopold Bloom, główny bohater tej powieści, znał w Dublinie każdy kąt. Podążając śladem fikcyjnej postaci, przechodzę przez rzekę Liffey zabytkowym Liffey Bridge, nazywanym „Mostem Pół Pensa” (Ha’penny Bridge), ponieważ sto lat temu pobierano tu pół pensa myta za korzystanie z przeprawy. Na drugim brzegu widać Christ Church Cathedral, czyli Katedrę Kościoła Chrystusowego z początku XI w. (powstałą na miejscu pierwszej chrześcijańskiej świątyni w Dublinie, zbudowanej przez chrześcijańskich wikingów). Choć została wzniesiona z litego kamienia, zachwyca lekkością. W jej katakumbach znajdziemy liczne ślady po pierwszych chrześcijanach, którzy w IX w. założyli tutaj osadę. W okolicy kościoła napotykam grzebienie i brzytwy wtopione w chodnik. W ten niecodzienny sposób zaprasza do siebie pobliskie centrum historii miasta – Dublinia, którego budynek połączony jest z katedrą przejściem nad ulicą. Warto do niego zajrzeć, aby poznać interesujące dzieje średniowiecznego Dublina i pamiątki pozostałe tu po wikingach. Natomiast żeby zobaczyć Book of Kells (Księgę z Kells) z ok. 800 r., jeden z najpiękniej ilustrowanych średniowiecznych manuskryptów, trzeba się udać do Trinity College, czyli Kolegium Trójcy Świętej, uczelni założonej pod koniec XVI w. przez królową Elżbietę I Tudor. Irlandzcy mnisi, przepisując kolejne strony dzieła, ozdobili je misternymi ornamentami, inspirowanymi kulturą celtycką. Przed bramą Kolegium Trójcy Świętej zaczyna swój bieg główna ulica stolicy – Grafton. Natrafiam tu na pomnik Molly Malone, ulicznej sprzedawczyni ryb, tytułowej bohaterki popularnej piosenki, która stała się nieoficjalnym hymnem Dublina. 

 

W piwnym raju Guinnessa

Autor Ulissesa twierdził, że nawet jeśli kiedyś stolica Irlandii zostanie zburzona, będzie można ją odtworzyć na podstawie jego powieści. Ja kupuję niedrogą mapę Szlak pubów J. Joyce’a w Dublinie, aby odwiedzić te najpopularniejsze wśród Irlandczyków miejsca spędzania wolnego czasu.

Gdy w 1759 r. Arthur Guinness (1725–1803) podpisał kontrakt życia, uzyskując za 45 funtów rocznie prawo dzierżawy browaru przy Bramie św. Jakuba (St. James’s Gate Brewery)w Dublinie na kolejne 9 tys. lat, nie przypuszczał, że swoim napojem podbije świat. Irlandczycy nie od razu rozsmakowali się w ciężkim i gorzkawym smaku nowego piwa. Powstające jak grzyby po deszczu w pierwszej połowie XIX w. bary piwne szybko jednak stały się ośrodkami życia towarzyskiego. W tych eleganckich lokalach o wiktoriańskich wnętrzach, wykładanych mahoniem i marmurem, spotykała się elita kulturalna i cyganeria. Dawny klimat niektórych barów utrzymał się do dzisiaj. W mniejszych miastach i na wsiach ich rolę przejęły gospody i sklepy spożywcze z wyszynkiem. W dni świąteczne są bardziej zatłoczone niż sąsiadujący z nimi kościół. Ale to dzięki nim przetrwała tradycyjna muzyka irlandzka, która zyskała wielką popularność w latach 60. ubiegłego wieku. 

Smakosze piwa powinni odwiedzić również miasto Kilkenny, położone ok. 120 km na południowy zachód od Dublina, a w nim najsłynniejszy z miejscowych pubów – Marble City Bar. Warto też wstąpić do Tynan's Bridge House Bar o wystroju dawnego sklepu.   

Poszukującym prawdziwych irlandzkich piwiarni polecam te mieszczące się we wnętrzach XVII-wiecznych tawern. W ich wnętrzach rozbrzmiewa muzyka ludowa, blues, jazz, bluegrass czy reggae. Nierzadko też występują komicy, gwiazdy country, a czasem można obejrzeć pokazy irlandzkiego tańca. Nikt nie wie, ile pubów istnieje w Irlandii. Tylko w samej stolicy doliczono się ich ponad 800! Najlepsze znajdują się w dzielnicy Temple Bar. Za najstarszy uchodzi Brazen Head z XII w., gdzie bywał sam James Joyce. Maleńki Doheny & Nesbitt przyciąga dziennikarzy z The Irish Times (najpopularniejszego irlandzkiego dziennika), zaś w Mulligan's wypijemy najlepszej jakości Guinnessa.

 

Tajemnicze kamienie

Irlandczycy przestrzegają jednak, że Dublin to nie prawdziwa Irlandia. Postanowiłem więc sprawdzić tę tezę. Pierwszym miejscem, w którym się zatrzymuję, jest wioska Bullaun. Stąd kieruję się na Turoe Pet Farm, gdzie w rozległym parku stoi celtycki kamień z II w. p.n.e. (Turoe Stone), niegdyś pełniący funkcję rytualną. Pokrywa go spiralny relief. W Irlandii znajduje się wiele takich tajemniczych obiektów, zaznaczonych na mapach i opisanych w folderach. Większość z nich bywa jednak niedostępna dla turystów. Są umieszczone na kamienistych urwiskach albo chroni je ogrodzenie prywatnego terenu. Bez trudu możemy jednak znaleźć wiele ráth, czyli zespołów kilku domów i zagród, otoczonych dla ochrony przed wilkami bądź złodziejami kamiennym murem (zbudowanym bez użycia zaprawy!).  

Kto chce zobaczyć megalityczne grobowce, powinien udać się na płaskowyż Burren w zachodniej Irlandii. Pośród surowego kamiennego krajobrazu stoi tutaj majestatyczny Dolmen Poulnabrone. Wzniesiono go prawdopodobnie między 4200 a 2900 r. p.n.e. Konstrukcja złożona z pionowych kamiennych ścian i wielkiego głazu spoczywającego na nich przypomina bramę lub portal. Stała się popularnym motywem irlandzkich pocztówek.   

 

Krzyże św. Patryka

Dawne wierzenia i chrześcijaństwo, które dotarło na zieloną wyspę pięć wieków wcześniej niż do Polski, przemieszały się i stopiły w jedno. W Galway w Kościele św. Mikołaja (Collegiate Church of St. Nicholas) z okazji święta zbiorów przynosi się w ofierze plony z pól i ogrodów: warzywa, owoce, kwiaty, zboża. Z celtyckiego zwyczaju zdobienia kamieni pochodzi też tradycja dekorowania kamiennych krzyży, zwanych krzyżami św. Patryka, patrona Irlandii. Niektóre są pokryte abstrakcyjnymi ornamentami, inne – scenami biblijnymi. Znajdziemy je m.in. w zespole klasztornym św. Kierana (Ciarána) w Clonmacnoise koło Athlone, uroczego portu rzecznego położonego w samym sercu Irlandii. Kompleks zbudowano w VI w. na wzniesieniu, nad idealnie płaską zieloną równiną. Gdy spojrzeć z góry na otaczające tereny, wydaje się, że statki płynące po rzece Shannon suną wprost po łące.

 

Celtycka kraina magii

Podróżując samochodem po Irlandii, trzeba się oswoić nie tylko z ruchem lewostronnym, lecz także z wąskimi drogami. Szosy z reguły nie mają żadnego pobocza. Z Galway kieruję się na południe. Mijam zapierające dech w piersiach urwiska: Klify Moher opadające pionową, ok. 200-metrową ścianą w stronę Oceanu Atlantyckiego.

Następnie jadę w głąb półwyspu Dingle. Według legendy to stąd św. Brendan wyruszył w VI w. na poszukiwanie wyspy, którą anioł ukazał mu we śnie. Tu znajduje się słynne Oratorium Gallarus, kościół z VI–IX w. zbudowany z kamieni bez użycia zaprawy, posiadający kształt łodzi odwróconej do góry dnem. Droga okalająca półwysep prowadzi do Dingle – najdalej na zachód położonego miasta Irlandii, którego mieszkańcy posługują się jeszcze dialektem celtyckim. Z tutejszego portu wyruszają rejsy wokół wysp Blasket (Blasket Islands) – kilku skalistych wysepek i kilkunastu skał sterczących wprost z oceanu.

Potem udaję się do magicznego Killarney. Można tu zobaczyć dość rzadki widok na wyspie – las. Podobno Anglicy zbudowali swoją flotę z irlandzkich drzew, pozbywając się przy okazji leśnej partyzantki. Killarney leży niedaleko Parku Narodowego Killarney (Killarney National Park) – krainy jezior, która szczyci się jednymi z najbardziej romantycznych krajobrazów w Irlandii.

 

Królestwo zamków i… rowerów

Na południu szmaragdowej wyspy leżą hrabstwa Cork i Kerry. To pierwsze przyciąga m.in. drugim co do wielkości miastem Irlandii, położonym malowniczo przy ujściu rzeki Lee do Morza Celtyckiego, zabytkowym Cork. To drugie zaś zwane jest czasem „królestwem” ze względu na silne poczucie niezależności jego mieszkańców.

  FOT. TOURISM IRELAND

Oba te hrabstwa słyną z pięknych plaż, uroczych portów rybackich oraz klimatycznych knajpek, w których serwowane są owoce morza, w tym jedne z najlepszych na świecie małż i ostryg. Portowe miasto Cork swoją urodę zawdzięcza rzece Lee oraz jej żeglownym kanałom. Na pobliskiej Great Island (Wielkiej Wyspie) znajduje się miejscowość Cóbh, gdzie zawinął w kwietniu 1912 r. Titanic przed spotkaniem z górą lodową.

Ostatnim miastem na mojej trasie jest wspomniane już Kilkenny. Chcę obejrzeć ogromny średniowieczny zamek zawieszony nad wąwozem rzeki Nore. Jego park przypomina wypielęgnowany ogród francuski. Bardziej kameralny okazuje się XVI-wieczny zamek Dunguaire niedaleko wioski rybackiej Kinvara, położony na cyplu ochraniającym portową zatokę Galway.

Doskonałym środkiem transportu w Irlandii jest rower. Zwiedzając wyspę, czasem z zazdrością spoglądałem na rowerzystów śmigających po miasteczkach i bezdrożach. Na każdym kroku spotkamy reklamy wypożyczalni rowerów (ok. 7 euro za dzień) oraz trasy przystosowane dla miłośników dwóch kółek. Jedną z piękniejszych z nich jest Rivers and Cathedrals Tour, która biegnie przez hrabstwo Kilkenny, pośród rzek, wspaniałych zabytków, pól uprawnych i malowniczych wzgórz. Inna, ciągnąca się wzdłuż wybrzeża, zaczyna się w położonym w pobliżu granicy z Irlandią Północną mieście Dundalk, prowadzi m.in. przez nadmorską osadę Annagassan, założoną w IX w. przez wikingów, aż do Droghedy (tzw. Dundalk to Drogheda Cycling Tour). Ta druga jest niezbyt długa (ma tylko 54 km), warto więc zaplanować sobie jednodniową wycieczkę rowerową na łonie przyrody.

Podróżując po Irlandii, zawsze można liczyć na wygodne łóżko z solidnym irlandzkim śniadaniem, czyli bed & breakfast. W zestawie oprócz jaj na bekonie pojawiają się też tradycyjne black pudding i white pudding. Pod tymi nazwami kryją się potrawy przypominające naszą kaszankę w dwóch kolorach – czarnym i białym. Gospodyni czasem przypomina dyskretnie, że do naszej dyspozycji jest także salonik z kominkiem. Zdarza się również, że oferuje nam kufelek Guinnessa. Musicie więc przyznać sami, że trudno nie pokochać gościnnej Irlandii…  


 

Artykuły wybrane losowo

Iran – oaza w niespokojnym świecie

 

Marcin Wesołowski

www.wesolowski.co

 

Fantazyjne formacje skalne w pobliżu niezmiernie gorącego miasta Szahdad

kalout-kerman-iran-001

 © MR HASSANI/GOLDENDAYS TRAVEL GROUP/WWW.KERMAN.IRANGOLDENDAYS.COM

 

Współcześnie trudno ignorować kwestie bezpieczeństwa. Strach coraz częściej wpływa na decyzje o podróżach, a miejsca uchodzące jeszcze nie tak dawno za idealny cel wakacyjnych wyjazdów, takie jak Tunezja, Egipt czy Turcja, przestały się cieszyć dużą popularnością. W niezwykle interesującym świecie islamu na pierwszy plan zaczął wysuwać się jednak w ostatnim czasie kraj, który choć kiedyś został uznany za państwo osi zła przez prezydenta USA George’a W. Busha, dziś jawi się jako oaza spokoju na Bliskim Wschodzie. Co sprawia, że Iran kusi coraz większe rzesze podróżnych? Wpływa na to z pewnością kilka czynników. Oficjalną religią w tej teokratycznej republice jest islam szyicki, nurt, który ma zdecydowanie mniej wyznawców na świecie i w tym jego regionie niż sunnizm. Wiele osób fascynuje niezmiernie długa i ciekawa historia dawnej Persji, a także sami jej mieszkańcy, różniący się znacznie od Arabów. Ten bezpieczny i przyjazny dla zagranicznych gości kraj staje się dzisiaj znakomitą alternatywą dla osób interesujących się wyprawami na Bliski Wschód.

 

Pierwsze miesiące 2015 r. wyznaczały nowy kierunek, w którym podążać miał Iran. Wzdłuż alei Ferdousiego, jednej z głównych ulic jego stolicy Teheranu, codziennie zbierały się tłumy ludzi nerwowo sprawdzających kursy walut. Trwały właśnie intensywne negocjacje władz państwa z przedstawicielami mocarstw nuklearnych w sprawie zamrożenia irańskiego programu atomowego, otwarcia się na świat i anulowania nałożonych przed laty sankcji spowalniających rozwój gospodarki. Zanim podpisano ostateczne porozumienie normalizujące stosunki między zainteresowanymi stronami, w tym przede wszystkim z USA, pojawiły się pojedyncze znaki wskazujące na to, że w Iranie nadchodzą zmiany. Dzięki liberalizacji przepisów wizowych, braku nie tak dawnych długich kontroli na granicy i wciąż zwiększającej się liczbie tanich lotów z Europy do Teheranu o tym kraju mówiło się coraz lepiej i więcej.

 

My w naszą podróż ruszaliśmy z mnóstwem pytań, na które odpowiedzi szukaliśmy z pomocą jednego z tutejszych najbardziej znanych prywatnych przewodników. W młodości, za panowania ostatniego szacha Mohammada Rezy Pahlawiego (1919–1980) latał wojskowymi myśliwcami. Po irańskiej rewolucji islamskiej z 1979 r. postanowił jednak nie wiązać się z władzami i przez całe swoje życie konsekwentnie pracował jako mały przedsiębiorca. Podczas zwiedzania najpopularniejszych miejsc w Iranie poznawaliśmy ten kraj dzięki długim rozmowom z Alim i spotkaniom z Irańczykami, w trakcie których nasz towarzysz służył za tłumacza.

 

Miasto kontrastów

 

Trudno opowiadać o Teheranie jak o klasycznej atrakcji turystycznej. Jest inny od pozostałych tutejszych miast i regionów, podobnie jak Nowy Jork nie przypomina reszty Stanów Zjednoczonych, Taszkent – Uzbekistanu, a Moskwa – Rosji. To miejsce, które przyjezdni często po prostu omijają i od razu wyruszają na poszukiwania Persji z Księgi tysiąca i jednej nocy. Mimo wielu negatywnych opinii o irańskiej metropolii, jej złej jakości powietrzu i ogromnym ruchu samochodowym, zdecydowanie warto zostać w niej choć na chwilę, gdyż taka wizyta pozwoli nam lepiej zrozumieć współczesny Iran.

 

Wszystkie zmiany w kraju zawsze rozpoczynają się w Teheranie i nic nie dzieje się tu bez ostatniego słowa teherańczyków. W mieście współistnieją ze sobą równoległe, a przy tym bardzo odmienne światy. Z jednej strony stanowi ono centrum reżimu ajatollahów, ale z drugiej uchodzi za najbardziej tolerancyjne i otwarte na różnorodność miejsce w Iranie. Stolicę charakteryzują bardzo widoczne granice – północna jej część to oaza bogatych i liberalnych mieszkańców, w rejonie południowym żyją biedni obywatele o najczęściej konserwatywnych poglądach. Niełatwo jest poznać i zrozumieć Teheran, podobnie jak i się po nim poruszać. Jego główne atrakcje są znacznie od siebie oddalone, dlatego warto przemieszczać się pociągami teherańskiego metra i od czasu do czasu skorzystać z usług taksówkarzy.

 

Na początku podróży po tym kraju nic nie będzie bardziej wymowne i symboliczne niż wizyta przed byłą amerykańską ambasadą. Jej zajęcie w trakcie irańskiej rewolucji islamskiej przyczyniło się do zerwania stosunków dyplomatycznych między oboma państwami. Spacer wzdłuż murów, na których wymalowano antyamerykańskie hasła, przypomina o ostatnich trudnych dziesięcioleciach i uświadamia, jak długą drogę Iran przebył od tamtego czasu do dziś.

 

W Teheranie pełno jest muzeów i pałaców, jednak o wiele ciekawsze wydaje się obserwowanie życia jego mieszkańców. Odwiedziny na Wielkim Bazarze są idealną okazją, aby zobaczyć Irańczyków w codziennych sytuacjach, a nic nie prezentuje lepiej kultury i zasad ta’arofu, czyli irańskiej etykiety, niż zachowania i rozmowy teherańczyków na tym targowisku leżącym w sercu miasta. Żeby podejrzeć, jak miejscowi spędzają czas wolny, warto z kolei wybrać się do znajdującego się na wzgórzu Darbandu, jednej z najpopularniejszych oaz w stolicy, która dzięki położeniu na dużej wysokości pozwala schronić się przed smogiem i zgiełkiem.

 

Przed wyruszeniem w dalszą podróż należy zatrzymać się na chwilę przed teherańską Wieżą Azadi. Paradoksalnie w kraju, gdzie nadal niektóre wolności bywają ograniczane, najważniejszym symbolem jest właśnie 45-metrowa Wieża Wolności. Zbudowano ją w 1971 r. z okazji obchodów 2500-lecia imperium perskiego. To miejsce było jedną z głównych aren irańskiej rewolucji, która obaliła rządy ostatniego szacha i ustanowiła Islamską Republikę Iranu. Pod nią też w 2009 r. zbierali się protestujący, gdy w wyniku sfałszowanych wyborów Mahmud Ahmadinedżad (Mahmud Ahmadineżad) wybrany został na drugą kadencję prezydencką.

 

Północny Teheran osłaniany przez imponujące pasmo górskie Elburs

DSCF8854

 

 

Święte miasto

 

W czerwcu 2009 r., podczas kampanii prezydenckiej jeden z najbardziej konserwatywnych szyickich duchownych kraju – ajatollah Mohammad Tagi Mesbah-Jazdi – wydał podobno fatwę (religijne rozporządzenie mające moc prawną) stanowiącą, że ludzie odpowiedzialni za przeprowadzanie wyborów mogą nimi manipulować tak, aby wygrał kandydat najwierniejszy zasadom islamu. Zwyciężył wspomniany bardzo niepopularny MahmudAhmadinedżad, człowiek, który konsekwentnie utwierdzał Zachód w przekonaniu, że Iran jest państwem terrorystycznym, a samych Irańczyków pchał (jak się zdawało, wbrew ich własnej woli) w objęcia fundamentalizmu religijnego nakazującego kontrolować każdy aspekt życia ludzkiego.

 

W trakcie lądowania na Międzynarodowym Lotnisku ImamaChomejniego można zauważyć biegnącą w nieskończoność, dziwną jasną nitkę pośród całkowitej ciemności. Jeśli przyjrzymy się jej dokładnie, zdamy sobie sprawę z tego, że to droga. Ta rzęsiście oświetlona autostrada łączy Teheran z oddalonym od niego o ok. 125 km na południowy zachód miastem Kom (Ghom). Jedzie nią każdy udający się na zwiedzanie Iranu turysta. Ma ona pokazywać, jak ważne miejsce na tutejszej mapie stanowi ten niepozorny ośrodek. Jeden z naszych rozmówców powiedział, że Kom słynie z produkcji dwóch rzeczy – świetnych słodyczy i licznych mułłów, szyickich duchownych, którzy trzymają w ryzach cały kraj.

 

W Iranie popularna była jeszcze niedawno opowieść o tym, jak diabeł spędza swój tydzień. Z reguły cztery dni w tygodniu przebywa w USA, czasem wejdzie do głowy prezydenta Baracka Obamy, czasem namiesza w umysłach republikanów, bo z nimi ma łatwiej. Na pozostałe trzy dni wraca natomiast na szkolenie do Kom. To jedno z najświętszych i najważniejszych miast dla szyitów. Odwiedziny w nim i poznanie jego historii pomagają zrozumieć specyfikę regionu, w jakim znajduje się Iran.

 

Islam szyicki, religia dominująca w państwie od czasów panowania dynastii Safawidów (1501–1736), jest inny niż sunnicki. Oprócz różnic w doktrynie, które pojawiły się już po śmierci proroka Mahometa w 632 r., odmienne zasady dotyczą też życia codziennego. Gdy Persja została podbita przez Arabów, przyjęła nowy system religijny, ale bardzo szybko dostosowała go do swojej starej i bogatej kultury. Nie zaakceptowano m.in. reguły nakazującej niszczenie wizerunków ludzi i zwierząt. Irańczycy nie mogą zapomnieć o tym, że najeźdźcy zdewastowali mnóstwo perskich zabytków w pierwszych dziesięcioleciach swojego panowania. Co ważniejsze jednak, szyizm uznaje, iż tekst Koranu podlega interpretacjom, które opracowują szyiccy duchowni. Sunnici, czyli 87–90 proc. muzułmanów na świecie, uważają szyitów za heretyków. Niechęć i nieufność są szczególnie widoczne między Irańczykami i Arabami, ale wynikają one nie tylko z różnic religijnych, lecz także uwarunkowań historycznych i kulturowych. Persowie (stanowiący większość w Iranie – ok. 65 proc. populacji) to dumny i bardzo stary naród, który ludy arabskie uważa za prostych mieszkańców pustyni żyjących w sztucznych krajach stworzonych przez kolonialne potęgi i utrzymujących się wyłącznie dzięki wydobywaniu ropy. Napięcia między zwolennikami szyizmu i sunnizmu istniały od zawsze. Jednak współcześnie stały się jeszcze bardziej jaskrawe ze względu na działalność Państwa Islamskiego, którego Irańczycy są wielkimi przeciwnikami.

 

Kom jest miastem niezmiernie konserwatywnym. Pielgrzymują do niego ogromne rzesze wiernych nie tylko z Iranu. Mimo to szyicki fundamentalizm wciąż pozostaje bardzo daleki od ideologii terrorystycznego Państwa Islamskiego.

 

W perskiej baśni

 

Po opuszczeniu Teheranu i Komu podróżnicy przemierzają coraz bardziej pustynne krajobrazy kraju i powoli wkraczają w baśniowy świat Persji, o którym marzyli przed wyjazdem. Po wjechaniu do miasta Isfahan trafia się w końcu do tej fantastycznej krainy. Plac Nagsz-e dżahan, inaczej zwany też placem Imama, stanowi pępek irańskiego wszechświata. To przy nim znajdują się najpiękniejsze zabytki perskiej architektury – Meczet Szejka Lotfallaha, pałac Ali Kapu (Ali Ghapu) i Meczet Imama. Ich widok zapiera dech w piersiach. Turystów zachwyca także pełen życia bazar, którego bramy przylegają do rozległego placu Imama. Niesamowitych wrażeń dostarcza również oaza spokoju, jaką jest dziedziniec Hotelu Abbasi. Tutaj mogliśmy wypić najpiękniej podaną herbatę w cudownych wiosennych promieniach słońca. Taką chwilę trudno zapomnieć.

 

Warto jednak zdawać sobie sprawę, że Isfahan nie należy do spokojnych miejsc. Łatwo zaobserwować w nim wzrost ruchu turystycznego, a co za tym idzie, postępującą komercjalizację i napływ tanich pamiątek. Miasto było popularne na długo przed niedawnym otwarciem się Iranu na świat, dlatego jeśli ktoś planuje kupić rękodzieło, nie powinien raczej robić tego na fascynującym isfahańskim bazarze, lecz skorzystać z takiej okazji w Szirazie.

 

Wspomnienie imperium

 

Plac Nagsz-e dżahan w centrum Isfahanu

Isfahan 2

© PARS TOURIST AGENCY/KEY2PERSIA.COM

 

Z Isfahanu większość turystów wybiera się na południe, do ruin antycznego Persepolis położonych obok wspomnianego miasta Sziraz. W tym ostatnim urodził się w pierwszej połowie XIV stulecia jeden z najzdolniejszych i najbardziej podziwianych poetów perskich Hafiz (Hafez). Sziraz fascynuje swoją ciekawą historią. Poza tym produkowano w nim kiedyś najlepsze wino na Bliskim Wschodzie. Dziś jest miastem uczciwych handlarzy, szczyci się pięknym Różowym Meczetem, wspaniałymi świątyniami i majestatyczną Cytadelą Karima Chana, w której obecnie mieszczą się pracownie lokalnych artystów. Choć w porównaniu z wcześniej odwiedzonymi przez nas dużymi ośrodkami to prawdziwa oaza, jako miłośnika historii ciągnęło mnie do pobliskich słynnych ruin starożytnego miasta Persepolis. W końcu słyszałem i uczyłem się o nim, będąc jeszcze dzieckiem.

 

W już niemal letnich promieniach słońca wkraczaliśmy do miejsca, które było świadkiem wielkiej historii. Aby do niego dotrzeć, przemierza się bajkowe krajobrazy rozpościerające się wokół drogi łączącej Isfahan z Szirazem i wspina się na wysokie wzniesienia gór Zagros (z najwyższym punktem Zard Kuh – 4548 m n.p.m.). W ten sposób trafia się do prawdziwego serca Persji. Stąd wywodzi się wszystko, co w tej krainie najważniejsze, łącznie z jej nazwą. Ostan (rodzaj jednostki administracyjnej) Fars, stanowi region symboliczny, z którym związane są pasjonujące dzieje narodzenia i upadku imperium. Nazwa ta pochodzi od staroperskiego słowa „Pârs”, została zmieniona przez Arabów ze względu na brak głoski „p” w języku arabskim.

 

Równie piękne słońce jak podczas naszej wizyty świeciło nad całym tym rejonem, gdy w połowie października 1971 r. ostatni irański szach, Mohammad Reza Pahlawi, postanowił zwrócić oczy świata na swoją ojczyznę i pokazać wszystkim, że Iran jest potężny, ale również szczyci się niezmiernie bogatą kulturą i długą historią. Jak opowiadają Irańczycy, Amerykanie z wielkich firm zatrudnieni w tych stronach powszechnie żądali dodatków za pracę w tym „dzikim kraju”. Ówczesny władca chciał więc przekonać światową opinię publiczną, że jego państwo to spadkobierca wspaniałej cywilizacji. Okazją do tego miały być obchody 2500. rocznicy powstania imperium Persów z pięciodniową uroczystością w Persepolis. Mohammad Reza Pahlawi wiedział, że może sobie pozwolić na każdą formę ekstrawagancji. Petrodolary stale zasilały budżet Iranu, który wciąż się rozwijał. Mimo to nie robiono zbyt wiele, aby poprawić los zwykłych ludzi. W społeczeństwie narastało niezadowolenie, coraz większe wpływy zaczynali zyskiwać szyiccy mułłowie. W październiku 1971 r. świat miał być świadkiem ponownego narodzenia imperium, odrodzenia Persji. Przygotowania do obchodów trwały 10 lat. Wybudowano nowe drogi i lotniska i stworzono całą niezbędną infrastrukturę. Jednak wszystkie te starania tak naprawdę przyczyniły się jedynie do upadku władzy. Najgłośniej grzmiał ajatollah Ruhollah Chomejni (1902–1989) nazywający całe przedsięwzięcie festiwalem diabłów. Inni wypominali szachowi marnotrawienie publicznych pieniędzy, opowiadali o luksusowych namiotach przeznaczonych dla prawie 60 przywódców z całego świata, w których łazienki wykonano z marmuru. Natomiast wykwintne jedzenie i wina dla gości miały być transportowane z paryskiej restauracji „Maxim’s”. Choć Iran rzeczywiście olśnił wszystkich swoim bogactwem, wśród jego obywateli wzrastało oburzenie. Ta fala powoli wzbierała przez kilka lat, aż do chwili, gdy rewolucja islamska zakończyła rządy ostatniego szacha.

 

Kiedy odwiedzamy różne miejsca w kraju, z ich historii układamy sobie współczesny obraz tego regionu i jego mieszkańców. Persepolis nie po raz pierwszy odegrało rolę w spektaklu o upadku władzy. Niegdyś, przed wieloma wiekami marzenia Persów o wiecznym i potężnym imperium zniweczył Aleksander Wielki, który najechał, zdobył i spalił tę starożytną stolicę w 330 r. p.n.e. Płomienie strawiły bajeczny pałac Dariusza I Wielkiego (ok. 550–486 r. p.n.e.), bo choć zbudowany został z kamienia, wszystkie jego stropy były drewniane. Płonące elementy konstrukcyjne uszkadzały kamienne kolumny i ściany, a te przewracały się i burzyły kolejne części budowli. Mimo ogromnych zniszczeń ruiny i pozostałe piękne płaskorzeźby nadal pozwalają wyobrazić sobie, jak niezwykłe musiało być Persepolis niemal 2,5 tys. lat temu.

 

Oślepiające blaskiem wnętrze w mauzoleum Szach Czeragh w Szirazie

DSCF9147

© MARCIN KAWA/CZAJKA TRAVEL (CZAJKAPODROZE.PL)

 

Na środku pustyni

 

Po wizycie w Szirazie i starożytnej stolicy Persów warto skierować się na północny wschód do miasta Jazd, położonego na granicy Wielkiej Pustyni Słonej i Wielkiej Pustyni Lota. To podróż z rejonów pustynnych do krainy jeszcze surowszej i mniej przyjaznej człowiekowi. Samotne ostre szczyty wznoszą się na płaskiej przestrzeni. Podczas jazdy autem mamy wrażenie, że prowadząca przez pustynię szosa ciągnie się w nieskończoność i gdzieś przed nami rozmywa się pod wpływem wysokiej temperatury. Jednak różne miasteczka mijane po drodze pełne są życia, a my z fascynacją podziwiamy architektoniczne perły miejscowej architektury. Wyróżniają się tutaj różnego rodzaju wieże, np. ta w Abarkuh – ogromna konstrukcja, która w upalne miesiące pozwalała na przechowywanie powstałego w zimie lodu, służącego do chłodzenia napojów mieszkańcom tych niezwykle gorących i suchych terenów.

 

Jazd, typowo pustynne miasto, kryje w sobie wiele więcej, niż wydaje się turystom patrzącym na jego kolejne piękne meczety i inne ciekawe budowle. Ponieważ panuje w nim prowincjonalny spokój (mimo ponad 500 tys. mieszkańców), trudno uwierzyć, że ta ziemia wydała dwóch prezydentów wrogich sobie państw, którzy pełnili swoje funkcje w tym samym czasie. Historia ta pokazuje dobitnie, jak bardzo złożonym i niejednoznacznym miejscem jest Iran.

 

Rodzina Mosze Kacawa, prezydenta Izraela w latach 2000–2007, opuściła Jazd w 1951 r. Z każdym rokiem społeczność żydowska tego miasta kurczyła się coraz bardziej. Obecnie wynosi jedynie kilkanaście osób. Mosze Kacaw obejmował swoje stanowisko 3 lata po tym, jak kadencję prezydencką zaczął w Iranie Mohammad Chatami, urodzony w Ardakanie w ostanie Jazd. Przedstawiciele obu zwaśnionych krajów mieli okazję się spotkać, gdy przybyli do Watykanu pożegnać zmarłego papieża Jana Pawła II. Na placu św. Piotra 8 kwietnia 2005 r. zgromadziła się większość przywódców państw świata. Pod koniec uroczystości pogrzebowej Mohammad Chatami, który ze względu na rozmieszczenie gości według alfabetycznej listy nazwisk siedział dość blisko Mosze Kacawa, wyciągnął do niego dłoń i pozdrowił go w języku perskim (farsi). Choć po powrocie do Iranu prezydent temu zaprzeczał, świadkowie zajścia potwierdzali, że ta sytuacja naprawdę się wydarzyła.

 

Jazd wypełniają wspaniałe zabytki architektury: począwszy od Meczetu Zgromadzenia (Masdżid-e Dżame) przez ogromną liczbę wież wiatrowych zwanych badgirami po kompleks Amira Chakmagha (Amira Czakmagha). Także w tym mieście zapoznać się możemy z historią zaratusztrianizmu, jednej z najstarszych religii monoteistycznych świata, która upowszechniła się na obszarach Persji przed islamem. Znajdują się tu dwa niezmiernie ważne miejsca z nią związane – świątynia ognia i wieża milczenia. Na szczycie tej ostatniej odbywały się tzw. powietrzne pogrzeby zaratusztrian (zwłoki wystawiano na żer ptakom).

 

Z Jazdu kierujemy się już na północ, ku stolicy. Robimy jeszcze krótki przystanek w mieście Kaszan, gdzie podziwiać można niezwykłe rezydencje i ogrody oraz pełen życia bazar. Powrót do Teheranu to ponownie bardzo interesujące, a zarazem ciężkie przeżycie. Gęsty smog i zapach spalin znów zwala nas z nóg i zmusza do powtórnej aklimatyzacji do tutejszych warunków.

 

Informacje praktyczne

 

Iran jest obecnie świetnie połączony z Europą. Wygodne i niedrogie loty odbywają się z takich miast jak Frankfurt nad Menem i Monachium (Lufthansa), Wiedeń (Austrian Airlines), Londyn (British Airways), Rzym (Alitalia), Amsterdam (KLM), Paryż (Air France), Stambuł (Turkish Airlines) czy Kijów (Ukraine International Airlines – UIA). Możemy też wybrać np. podróż z Warszawy liniami Emirates z międzylądowaniem w Dubaju albo samolotem Qatar Airways z przystankiem w Dosze. Poza tym – co najważniejsze dla turystów z Polski – Polskie Linie Lotnicze LOT planują w najbliższym czasie uruchomienie nowego bezpośredniego połączenia z Warszawy do Teheranu. Ostatnio nastąpiła również duża liberalizacja przepisów wizowych, dlatego wielu zagranicznych gości decyduje się na uzyskanie wizy tuż po wylądowaniu, na lotnisku w stolicy Iranu (visa on arrival).

 

Przed podróżą warto zaopatrzyć się w odpowiednią ilość gotówki na bieżące wydatki i jej zapas na wszelki wypadek, gdyż nadal nie ma możliwości płacenia na miejscu kartami kredytowymi i płatniczymi, co jest skutkiem wieloletnich sankcji i odcięcia od międzynarodowego systemu bankowego. Najbezpieczniejszymi walutami na wymianę są dolary amerykańskie i euro, przy czym należy pamiętać, że banknoty (szczególnie dotyczy to dolarów) muszą być w idealnym stanie, aby zostały zaakceptowane w kantorach. Jeżeli chodzi o koszty pobytu, to niejeden turysta będzie zaskoczony faktem, iż ceny hoteli i dań w restauracjach bywają raczej dosyć zbliżone do tych w Polsce.

 

Podróżowanie po Iranie nie jest skomplikowane. Kraj oplata sieć bardzo dobrych dróg, można korzystać z niezłych połączeń autobusowych i kolejowych. Nadal trudno tu jednak o dostęp do internetu. Transfer danych bywa wolny i często bez użycia specjalnych aplikacji nie wejdziemy na najpopularniejsze serwisy społecznościowe.

 

Irańczycy są niezmiernie przyjaznymi ludźmi, dlatego pod względem bezpieczeństwa Iran należy do jednych z najlepszych regionów do organizowania samodzielnych wypraw. Aby zrozumieć nieraz bardzo zaskakujące zachowania miejscowych, warto zapoznać się z pojęciem ta’arof. Jest to dość skomplikowana formuła grzecznościowa praktykowana przez mieszkańców tego kraju od wieków. Jej zastosowanie najlepiej wytłumaczyć na przykładzie. Po odwiezieniu nas pod wskazany adres taksówkarz może odmówić przyjęcia pieniędzy. Tak naprawdę nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy zapłacić za jego usługę, wręcz przeciwnie, trzeba nalegać, aż w końcu kierowca skapituluje. Podobnie jeśli Irańczyk oferuje nam coś za darmo, wcale nie świadczy to o tym, iż chce nam tę rzecz zwyczajnie podarować. Z takimi sytuacjami spotkamy się na targach, w sklepach, restauracjach czy wielu innych przypadkach. Należy pamiętać o tym, jak zareagować na tego typu bardzo specyficzną grzeczność. Jeżeli nie zapłacimy za usługę lub towar, wprawimy drugą stronę w ogromne zakłopotanie. Żeby lepiej zrozumieć Iran, warto sięgnąć po książki o tym kraju, w szczególności polecam pozycje autorstwa irańsko-amerykańskiego dziennikarza Hoomana Majda (Ajatollah śmie wątpić, Demokracja ajatollahów czy Ministerstwo Przewodnictwa uprasza o niezostawanie w kraju), który urodził się w Teheranie w 1957 r.

 

Beneluks – prekursor Unii Europejskiej

PAWEŁ PAKIEŁA

 

Belgia kojarzy się nam przede wszystkim z centrum Unii Europejskiej. Podróż po tym zróżnicowanym etnicznie, językowo i kulturalnie kraju turyści często zaczynają od jego stolicy – Brukseli, stanowiącej jeden z trzech regionów państwa według podziału dokonanego w 1963 r. Na południe od niej rozciąga się francuskojęzyczna Walonia, z mnóstwem wartych zobaczenia miejsc, takich jak Durbuy, Tournai, Namur, Dinant, Bastogne, Liège czy Mons. Przemieszczając się z belgijskiej metropolii na północ, znajdziemy się w niderlandzkiej strefie językowej, Regionie Flamandzkim, gdzie do miejsc najczęściej odwiedzanych należą Brugia i Antwerpia. Historyczna kraina Flandria rozciąga się też dalej na zachód wzdłuż wybrzeża Morza Północnego i wchodzi m.in. w skład kolejnego z państw Beneluksu – Holandii. Zwiedzając ten kraj, oprócz słynnych atrakcji Rotterdamu, Hagi czy Amsterdamu, nie wolno zapomnieć o farmach serowarskich. Kończąc naszą podróż w Wielkim Księstwie Luksemburga, powinniśmy w naszych planach uwzględnić jego stolicę – miasto Luksemburg, malowniczą miejscowość Vianden czy dolinę rzeki Mozeli oraz zielone Ardeny.  

Więcej…

Pasjonująca Dominikana

 

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Nowożytna historia Republiki Dominikańskiej (Dominikany), znanej dziś jako „raj Karaibów”, zaczyna się 5 grudnia 1492 r., kiedy Krzysztof Kolumb odkrył wyspę La Española (po angielsku Hispaniola, po polsku Haiti). Ujrzawszy ją, miał stwierdzić, że „jest to najpiękniejsze miejsce, jakie ludzkie oko widziało”. To właśnie tutaj rozpoczęła się kolonizacja Ameryki przez Europejczyków. Na tej ziemi Bartłomiej Kolumb, brat Krzysztofa, założył w 1496 r., na wschodnim brzegu rzeki Ozama, Santo Domingo – pierwsze europejskie miasto w Nowym Świecie, obecną stolicę Dominikany. Wznoszą się tu m.in. najstarsza katedra, uniwersytet, klasztor i zamek w Ameryce. Turyści mogą je dzisiaj podziwiać w Ciudad Colonial (Kolonialnym Mieście), historycznym centrum dominikańskiej metropolii, wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To stąd wyruszano niegdyś na podbój Nowego Świata. Warto poznać bliżej to wyspiarskie państwo, a poczujemy wówczas z pewnością wszechobecną tutaj karaibską atmosferę luzu, relaksu, dobrej zabawy i zadowolenia z życia oraz odkryjemy pasjonującą historię Republiki Dominikańskiej.

Więcej…