MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Ten mało znany w Polsce kraj uważa się za jeden z najpiękniejszych w Ameryce Środkowej, a jednocześnie niezadeptany przez turystów i ciągle dziewiczy. Serca podróżników zdobywają w nim malownicze, soczyście zielone góry porośnięte gęstymi lasami, rwące rzeki, bezcenne zabytki Majów, rajskie wyspy na Morzu Karaibskim, przepiękna rafa barierowa, olbrzymia dziewicza tropikalna dżungla, sympatyczni i gościnni mieszkańcy czy też wyśmienita miejscowa kawa… Doskonale czują się tutaj miłośnicy prekolumbijskich kultur, latynoskiej muzyki, plażowania oraz amatorzy raftingu, nurkowania i trekkingu. O jakim kraju mowa? O tajemniczym i zapierającym dech w piersiach Hondurasie…

 

Państwo to znajdziemy w samym sercu Ameryki Środkowej, pomiędzy Morzem Karaibskim a Oceanem Spokojnym (zatoką Fonseca). Graniczy na zachodzie z Gwatemalą, a na południu – z Nikaraguą i Salwadorem. Na jego terytorium (112 492 km2) zamieszkuje ponad 8 mln ludzi – dominują Metysi (ok. 77 proc.). Poza tym żyją tutaj także biali, przedstawiciele rdzennych indiańskich plemion (Lenca, Miskito, Tolupan, Chortí, Pech lub Paya, Sumo lub Tawaka), Garifuna, czyli „Czarni Karibowie”, grupa etniczna pochodzenia afrykańskiego, oraz angielskojęzyczni Kreole. Stolicę Republiki Hondurasu tworzą miasta Tegucigalpa i Comayagüela (tzw. Dystrykt Centralny). Większą część powierzchni kraju zajmują góry (powyżej 65 proc.), które ciągną się od Zatoki Honduraskiej nad Morzem Karaibskim aż po zatokę Fonseca nad Pacyfikiem. Najwyższym szczytem jest tutaj Celaque (2849 m n.p.m.). Honduras może się pochwalić cudownym 850-kilometrowym wybrzeżem, drugą co do wielkości rafą barierową na świecie i przepięknymi wyspami, na czele z archipelagiem Wysp Zatokowych (Islas de la Bahía).

O kraju tym mówi się, że tutaj jest wszystko (todo está aqui). Tymi słowami stara się m.in. promować Honduras jako atrakcyjny kierunek turystyczny Honduraski Instytut Turystyki (Instituto Hondureño de Turismo). Tylko tutaj możemy poczuć się niczym prawdziwi odkrywcy, przemierzając ogromną tropikalną dżunglę, która pokrywa aż jedną trzecią terytorium całego państwa. To właśnie w Hondurasie czeka na nas okazja do bliższego poznania interesujących kultur sześciu indiańskich plemion oraz „Czarnych Karibów”. Wszyscy podróżnicy, którzy mieli już przyjemność odwiedzić ten tajemniczy kraj, potwierdzają jego naprawdę dużą atrakcyjność. Warto tu zawitać dosyć szybko, zanim dziewiczy Honduras nie przeobrazi się w popularny kierunek turystyczny z tłumami gości z całego świata. A może tak się stać wkrótce, czego najlepszym przykładem jest modna już wyspa Roatán. Pierwsi turyści zrozumieli, w tym gwiazdy światowego formatu, że tutaj jest wszystko…

 

COŚ DLA MIŁOŚNIKÓW EKOLOGII I ARCHEOLOGII…

Honduras jest wręcz wymarzonym miejscem dla amatorów ekoturystyki. Posiada mnóstwo dziewiczych lasów i plaż, rafy koralowe i wielką różnorodność chronionych obszarów przyrody. Ocenia się, że na jego terenie żyje aż 8 tys. gatunków roślin, ok. 250 – gadów i płazów, ponad 700 – ptaków i 110 – ssaków.

            Turystów przyciągają tu przede wszystkim przepiękne rafy koralowe w okolicach Wysp Zatokowych (Islas de la Bahía), idyllicznych Cayos Cochinos czy rajskie plaże na Roatanie. Kolejnym coraz popularniejszym kierunkiem staje się jednak Rezerwat Biosfery Rzeki Bananowej, czyli Reserva de la Biosfera de Río Plátano. Miejsce to zostało wpisane w 1982 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ten niepowtarzalny rezerwat leży w dolinie rzeki Plátano i chroni jeden z nielicznych już w Ameryce Środkowej dziewiczych tropikalnych lasów deszczowych. Słynie z bogatej i różnorodnej fauny i flory. Na jego górzystym terenie, rozciągającym się aż do wybrzeża Morza Karaibskiego, żyje powyżej 2 tys. Indian (Miskito, Pech i Sumo) oraz przedstawiciele ludności Garifuna. Co najważniejsze, zachowali oni swoją kulturę, dawne tradycje i zwyczaje.

            Turyści z całego świata ściągają także do wspaniałego stanowiska archeologicznego w Copán położonego na zachodzie kraju, koło granicy z Gwatemalą. Znajdują się tutaj ruiny prekolumbijskiego miasta Majów z licznymi świątyniami, ołtarzami, stelami i boiskiem do gry w pelotę. Bez wątpienia – razem z wyspami Roatán i Utila – jest to najsłynniejsze miejsce w Hondurasie. Starożytny Copán, usytuowany malowniczo nad brzegiem rzeki o tej samej nazwie, między V a IX w. stanowił stolicę państwa Majów, którzy dotarli w te rejony ok. IV stulecia. Odkryto tutaj łącznie aż ponad 4,5 tys. budowli. Szacuje się, że w VIII w., w okresie największego rozkwitu miasta, mieszkało w nim ponad 20 tys. ludzi. Wtedy też powstały najbardziej okazałe schody prowadzące do centrum ceremonialnego – do świątyni-piramidy 26, zwane Schodami Hieroglifów (Escalinata de los Jeroglíflicos), które słyną z ok. 2500 wyrytych znaków (glifów). Jest to najważniejszy znany nam zabytek piśmiennictwa Majów. Nic więc dziwnego, że w 1980 r. bezcenne stanowisko archeologiczne w Copán zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Odwiedza je obecnie ponad 100 tys. turystów rocznie, którzy przy okazji docierają także na ogół do pobliskiego ponad 50-tysięcznego zabytkowego miasta w stylu kolonialnym – Santa Rosa de Copán. Słynie ono z uroczych brukowanych uliczek, jak również z wyrabianych tutaj wyśmienitych cygar (puros), produkcji kawy, rękodzieła artystycznego i doskonałych rzeźbiarzy, którzy robią wspaniałe reprodukcje dawnych steli Majów.

 

RAJ DLA GWIAZD, NURKÓW I MIŁOŚNIKÓW PIRATÓW Z KARAIBÓW

Największą wyspą w archipelagu Wysp Zatokowych jest Roatán (125 km2 powierzchni), położony ok. 55 km od kontynentalnego wybrzeża Hondurasu. Druga co do wielkości rafa barierowa na świecie, brak tłumów turystów, rajskie plaże i dziewicza dżungla są „winne” temu, że coraz więcej sław odwiedza tę karaibską wyspę. Jako przykład można podać znanych amerykańskich aktorów – Michaela Douglasa, Richarda Gere’a, Kevina Costnera, Sylvestra Stallone’a, Ashley Judd, najbogatszego człowieka świata – Meksykanina Carlosa Slima Helú czy miliardera Billa Gatesa. Można ich tu spotkać w jednej z licznych restauracji na pocztówkowych plażach West Bay (Zachodniej Zatoki) jedzących pyszne langusty po kreolsku (enchilada de langusta) i pijących Monkey La-La – najpopularniejszy miejscowy koktajl na bazie wódki, likieru kawowego, lodów i kremu kokosowego.

Roatán, razem z sąsiednimi wyspami Utila i Guanaja, to modny kierunek turystyczny wśród miłośników nurkowania, a także surfingu, kolarstwa górskiego i wspinaczki. Istnieje tu rozbudowana i nowoczesna infrastruktura hotelowa wspaniale wtopiona w otaczającą ją przyrodę. Co najważniejsze dla wymienionych przeze mnie powyżej gwiazd, miejscowe luksusowe ośrodki wypoczynkowe są niezatłoczone i oferują im spokojny wypoczynek w wysokim standardzie z zapierającymi dech w piersiach widokami. Roatán utrzymał nadal klimat dzikiej, pirackiej wyspy – jedynie jej 10 proc. jest zamieszkanych, a resztę, czyli aż 90 proc., pokrywa bujna, soczyście zielona roślinność wciśnięta między malownicze góry. To odróżnia tę honduraską mekkę dla nurków od innych komercyjnych karaibskich kurortów, gdzie często możemy zobaczyć jeden hotel obok drugiego... Dodatkowym atutem wyspy jest utrzymujący się tutaj przez cały rok przyjemny tropikalny klimat. Nic więc dziwnego, że posiadłości na Roatanie kupili słynni hiszpańscy piosenkarze – Julio Iglesias i David Bustamante. Natomiast sławna niemiecka modelka Claudia Schiffer nabyła dom na jednej z sąsiednich idyllicznych wysepek. Także Michael Douglas i Catherine Zeta-Jones już nie zadowalają się wakacjami na Majorce – serce tej aktorskiej pary zdobył właśnie ostatnio Roatán.

Widać więc, że ta karaibska wyspa z długimi, białymi, piaszczystymi plażami przeobraziła się z dawnej kryjówki piratów w ekskluzywne miejsce spotkań sław światowego formatu. Mało kto wie, że to właśnie tutaj w 1683 r. odbył się wielki zjazd korsarzy, na który przybyło ok. 5 tys. osobników o wątpliwej reputacji. Na Roatanie stawili się wówczas tłumnie na wspólne obrady francuscy, brytyjscy i holenderscy piraci. O tym wydarzeniu wspominają do dzisiaj mieszkańcy wyspy. Zresztą Islas de la Bahía były schronieniem dla wielu najsłynniejszych XVII-wiecznych korsarzy, w tym dla Henry’ego Morgana i Johna Coxena (Coxona). Ślady po piratach z Karaibów znajdziemy teraz w nazwach wielu miejscowych hoteli, barów i restauracji, biur podróży, szkół nurkowania, atrakcji turystycznych, a nawet lokalnych potraw, m.in. Henry Morgan Hotel & Beach Resort (4-gwiazdkowy hotel typu all inclusive), La Pirata Bar, Pirates of the Caribbean Canopy, Perla Negra (profesjonalne, 18-dołkowe pole golfowe) etc. Najlepszy przykład stanowi jednak gwarna stolica Roatanu – kilkunastotysięczne miasto Coxen Hole. Nazwano je tak na cześć słynnego korsarza Johna Coxena (Coxona) i jego domniemanego skarbu ukrytego gdzieś tutaj pod koniec XVII stulecia… Nadal nie brakuje zresztą śmiałków, którzy w nadziei na szybki zysk i na sławę szukają go w okolicy, odwiedzając tajemnicze miejsca na wyspie i nurkując w wodach otaczających Roatán czy też sąsiednie Utilę i Guanaję. Skojarzenia z burzliwymi pirackimi czasami mogą przywoływać także cztery zatopione tu nie tak dawno statki – Prince Albert (w 1985 r.), El Águila (w 1997 r.), Odyssey (w 2002 r.) i Mr. Bud (w 2004 r.). Spoczywają one u wybrzeży Roatanu i są dzisiaj wielką atrakcją dla miłośników tzw. nurkowania wrakowego.

Nikogo nie dziwi więc fakt, że scenarzyści Piratów z Karaibów – Ted Elliott i Terry Rossio – spędzili na Wyspach Zatokowych dosyć wiele czasu, przygotowując tutaj niesamowitą historię przygód kapitana Jacka Sparrowa, granego w tym kinowym hicie przez Johnny’ego Deppa. Na tym honduraskim archipelagu czeka na nas jeszcze więcej wspaniałych niespodzianek, choćby fascynujący Park Gumbalimba w West Bay… Jedno jest pewne – to wciąż niezmiernie dziewiczy fragment Karaibów. Fascynujące miejsce, w którym możemy poczuć się jak w raju.

 

JAK NAJLEPIEJ DOTRZEĆ DO HONDURASU I NA ROATÁN?

Na międzynarodowe lotnisko Toncontín w Tegucigalpie dotrzemy najszybciej, lecąc np. do Londynu – Heathrow, a stamtąd liniami Continental Airlines do Houston w Teksasie w Stanach Zjednoczonych (czas lotu wynosi ok. 10 godz.), skąd czeka nas 3-godzinny lot do stolicy Hondurasu. Niestety, w tym wypadku potrzebujemy mieć wizę tranzytową. Koszt biletu w obie strony wynosi zazwyczaj ok. 3,5–4,5 tys. zł (w zależności od terminu podróży). Możemy też lecieć Lufthansą do Frankfurtu nad Menem albo Düsseldorfu, a stamtąd do Houston czy Miami w USA, skąd już liniami Continental Airlines lub Grupo TACA dotrzemy do Tegucigalpy. Wówczas ceny za lot w obie strony wahają się także na ogół między 3,5 a 4,5 tys. zł (wszystko zależy od daty). Trzecią interesującą opcją, choć nie ostatnią, jest przelot naszym LOT-em do Frankfurtu nad Menem, stamtąd podróż liniami United Airlines do Houston, a następnie do Tegucigalpy. W tym przypadku zapłacimy za bilet w obie strony – w zależności od terminu – ok. 3,5–4 tys. zł. A jak najlepiej dotrzeć na rajski Roatán? Obecnie nie ma bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski na tę przepiękną honduraską wyspę. Można skorzystać np. z podróży przez Włochy. Ciekawe wyjazdy z jednym lub dwoma noclegami w Rzymie lub Mediolanie, a następnie lot stamtąd samolotem czarterowym na Roatán proponuje warszawskie biuro podróży Varsavolo, które wprowadziło na polski rynek nową markę – Alba Tour & Varsavolo.

 


 

 

 

Artykuły wybrane losowo

Zaginione skarby Brytyjskich Wysp Dziewiczych

Michał Wangrat

Krzysztof Wacławek

www.w80dni.pl

 

<< Gdy przychodzą nam na myśl karaibskie wakacje, wyobrażamy sobie tropikalny raj na ziemi, gdzie wzdłuż białej plaży skąpanej w słońcu stąpamy po miękkim, koralowym piasku w cieniu kokosowych palm, podziwiając błękitne niebo i przejrzyste, lazurowe morze. Jego łagodny szum oraz odgłosy przyrody dochodzące z oddali sprawiają, że zapominamy o wszelkich doczesnych troskach, szarej rzeczywistości, pośpiechu, stresie i ponurej pogodzie w kraju. Te wspaniałe odczucia stają się rzeczywistością na pewnym zniewalającym archipelagu na Karaibach... >>

Wyspy Dziewicze znajdujące się na Morzu Karaibskim należą do Małych Antyli. Ich obszar został podzielony między wpływy brytyjskie i amerykańskie. W efekcie powstały dwa terytoria zależne: Brytyjskie Wyspy Dziewicze (British Virgin Islands) z czterema głównymi Tortolą, Anegadą, Virgin Gordą i Jost Van Dyke oraz Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych (United States Virgin Islands) z trzema głównymi Saint Croix, Saint Thomas i Saint John. Niektórzy do archipelagu zaliczają także tzw. Hiszpańskie Wyspy Dziewicze (Spanish Virgin Islands, Islas Vírgenes Españolas) przyłączone do Portoryko – Culebrę i Vieques2.

Więcej…

Île-de-France, czyli wokół stolicy Francji

ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

<< Paryż nie bez powodu zajmuje pierwsze miejsce na podróżniczej liście wielu turystów zarówno z Europy, jak i całego świata. Tu, pod żelazną Wieżą Eiffla odkrywają oni swoje ulubione zakątki, które wspominają później po powrocie do domu. I choć niektórym z nich wydaje się, że w tej części Francji widzieli już chyba wszystko, na pewno się mylą. Przed nimi zostało jeszcze wiele do zobaczenia. >>

Île-de-France to najbardziej zaludniony francuski region (12-milionowy), którego centrum stanowi jedno z najchętniej odwiedzanych europejskich miast – Paryż. Tłumaczenie nazwy tego obszaru brzmi Wyspa Francji i trzeba przyznać, że w pełni zasługuje on na swoje miano. Nigdzie indziej w tym kraju nie znajdziemy tak wielkiej liczby francuskich zabytków, muzeów, galerii, teatrów, kin i innych centrów rozrywki, jak właśnie tutaj.

Więcej…

W Wietnamie, krainie czerwonego smoka

MAGDALENA BARTCZAK

 

<< Pełen smaków, zapachów, barw i magii Wietnam wydaje się stanowić idealny cel podróży zarówno dla osób dopiero rozpoczynających przygodę z Azją, jak i dla tych, którzy już znają ten kontynent dość dobrze. Jeśli ktoś chce spróbować dań pysznej kuchni, odkryć liczne zabytki, przejechać się z kilkoma współpasażerami jednym skuterem lub po prostu zrelaksować na jednej z tropikalnych plaż, powinien postawić właśnie na ten kraj. Tutaj to wszystko jest możliwe. >>

 

Noworoczne lampiony w kolorze czerwonym przynoszącym szczęście

© MAGDALENA BARTCZAK

 

Przez długi czas, zanim jeszcze wybrałam się w pierwszą podróż do Azji, wiedzę na jej temat czerpałam głównie z reportaży i filmów, zarówno dokumentalnych, jak i fabularnych. Jednym z moich ulubionych azjatyckich twórców stał się Trần Anh Hùng, wietnamski reżyser mieszkający od 1975 r. we Francji, gdzie wyemigrował wraz z rodzicami pod koniec wojny wietnamskiej (II wojny indochińskiej). Oglądając Zapach zielonej papai (1993 r.), Rykszarza (1995 r.) czy Schyłek lata (2000 r.), wyobrażałam sobie jego ojczyznę jako kraj pełen soczystych kolorów, intensywnych zapachów, ulicznego gwaru i ciężkiego, tropikalnego powietrza. Jak przyznaje w wywiadach reżyser, w swoich produkcjach często powraca do Wietnamu z czasów własnego dzieciństwa – przedstawia go więc takim, jakim go zapamiętał przed emigracją. Jego filmy, nostalgiczne i zmysłowe, zachęciły mnie, żeby odwiedzić ten kraj. Szybko zagościł więc na mojej liście wymarzonych miejsc do zobaczenia i długo nie pozwalał mi o sobie zapomnieć.

Gdy marzenie wreszcie się spełniło i po raz pierwszy wybrałam się do ojczyzny Trần Anh Hùnga, już po wyjściu z potężnego lotniska w Ho Chi Minh przekonałam się, że wilgotne i lepkie powietrze, które przenikało jego filmowe opowieści, stanowi stały element klimatu Wietnamu, szczególnie na południu. Wszystko tu niemal od pierwszej chwili wydało mi się intensywne, aromatyczne, przesycone dźwiękami i kolorami. Szybko też okazało się, że ten piękny i długi kraj pełen jest skarbów przyrody oraz zniewalających smaków, które jeszcze długo po podróży pozostają w pamięci.

 

BOGATA HISTORIA

Wietnam leży na Półwyspie Indochińskim, od północy graniczy z Chinami, a od zachodu – z Kambodżą i Laosem. Choć pod względem powierzchni nieco przewyższa Polskę (zajmuje powyżej 331 tys. km²), to mieszka w nim ponad dwa razy więcej ludzi niż w naszym kraju (ok. 95 mln) i żyją co najmniej 54 mniejszości etniczne, które mają własne pismo, tradycje i język. Także dialekty w obrębie wietnamskiego znacznie różnią się od siebie – często te same słowa oznaczają coś zupełnie innego na północy, w centrum i na południu. Regiony charakteryzują się również odmiennymi warunkami pogodowymi. W północnych rejonach występuje klimat wilgotny podzwrotnikowy, w środkowej części – zwrotnikowy z porą deszczową i suchą, a na południowym obszarze – zwrotnikowy w odmianie monsunowej. Warto o tym pamiętać przy planowaniu podróży. Różnice w temperaturze między północą i południem mogą sięgać nawet 15–20°C. Wietnam jest też wyjątkowo różnorodny pod względem kultury, która przez wieki czerpała inspiracje m.in. z Chin, Indonezji i Francji. Specyfikę tego kraju stanowi jednak fakt, że dzięki silnemu zakorzenieniu w lokalnych tradycjach Wietnamczycy nie ulegli znacząco wpływom z zewnątrz. Przyswoili je w zmodyfikowanej formie i wzbogacili tym samym własne dziedzictwo kulturowe, oparte na wzorcach zaczerpniętych z buddyzmu, konfucjanizmu i taoizmu.

Według legend państwo wietnamskie, określane mianem krainy smoka (ze względu na rolę, jaką to stworzenie odgrywa w jego mitologii), zostało założone prawie 5 tys. lat temu przez dynastię Hồng Bàng (ok. 2879 r. p.n.e.). Od tego czasu wielokrotnie musiało bronić swoich ziem przed podbojami. Przez ponad tysiąc lat (od 111 r. p.n.e. do 938 r. n.e.) znajdowało się pod chińską okupacją. Potem kilkukrotnie było najeżdżane przez wojska mongolskie, w drugiej połowie XIX w. stało się częścią Indochin Francuskich, a w 1940 r. kontrolę nad jego terytorium przejęła Japonia. Po II wojnie światowej o swoją dawną kolonię upomnieli się Francuzi, co doprowadziło do wybuchu I wojny indochińskiej (1946–1954). W jej wyniku kraj podzielono na północną komunistyczną Demokratyczną Republikę Wietnamu i południową Republikę Wietnamu. Wkrótce potem między oboma państwami wybuchł konflikt zbrojny (wojna wietnamska 1955–1975), który okazał się jednym z najdłuższych i najkrwawszych w regionie.

 

ŚWIAT DUCHÓW I PRZODKÓW

Ze względu na trudną przeszłość i konieczność częstego konfrontowania się z innymi narodami, próbującymi narzucić im swój porządek, Wietnamczycy charakteryzują się dumą z własnych tradycji i patriotyzmem. Poza tym do ich głównych cech należy zaliczyć też niewątpliwie zamiłowanie do targowania się, które – szczególnie w mniejszych sklepikach i na targach – jest tu uważane za naturalny element zakupów. Jeśli ktoś nie podejmuje próby zbicia ceny, wzbudza podejrzenia, a w najlepszym wypadku wywołuje rozbawienie lub niedowierzanie wśród miejscowych. Chcesz kupić kilogram bananów, a sprzedawca życzy sobie 30 tys. dongów (w przeliczeniu na złotówki ok. 4,50 PLN)? Najprawdopodobniej kosztuje on nie więcej niż 10 tys. dongów, więc śmiało możesz powiedzieć quá đắt, czyli „zbyt drogo”, i rozpocząć negocjacje. Nie należy przy tym zapominać o uśmiechu, cenionym przez Wietnamczyków tym bardziej, że jako naród mają również opinię pomocnych, radosnych i uprzejmych ludzi.

Miejscowych cechuje także przywiązanie do przesądów, chroniących przed nieszczęściem i pozwalających (przynajmniej pozornie) utrzymać kontrolę nad otaczającą rzeczywistością, w postrzeganiu której zdroworozsądkowe myślenie często miesza się z fantastycznymi wyobrażeniami i wiarą w magię. Warto wymienić choć kilka popularnych zasad i zwyczajów. Wietnamczycy nie zostawiają pałeczek wetkniętych w jedzenie, ponieważ w ten sposób umieszczają je tylko w posiłku stawianym na ołtarzykach dla zmarłych. Źle widziane jest też otwieranie parasola w domu, gdyż może to doprowadzić do uwolnienia przyczepionych do niego duchów i sprowadzić nieszczęście. Z podobnego powodu nie należy sprzątać ani tym bardziej zamiatać domu pierwszego dnia Nowego Roku (Tết Nguyên Đán, w skrócie Tết), świętowanego przez trzy dni i celebrowanego w Wietnamie, zgodnie z kalendarzem księżycowo-słonecznym, zwykle między drugą połową stycznia a połową lutego (w 2019 r. wypadnie on 5 lutego). Wysprzątanie domowych pomieszczeń oznacza pozbycie się dobrych duchów i szans na pomyślność w kolejnych miesiącach.

Z Nowym Rokiem wiąże się zresztą wiele innych przesądów. Przed jego końcem trzeba zwrócić wszystkie długi – w przeciwnym razie w nadchodzącym roku będziemy mieć problemy finansowe. Podczas noworocznych wizyt rodzinnych nie należy mieć na sobie stroju w jednolitym kolorze, ponieważ to przynosi pecha. Dla Wietnamczyków Nowy Rok to najważniejsze święto ze wszystkich, przygotowują się do niego bardzo skrupulatnie. Około tygodnia wcześniej odwiedzają groby bliskich, gdzie palą kadzidła i modlą się, zachęcając duchy przodków, aby zeszły na ziemię i towarzyszyły im w świętowaniu. Przez trzy świąteczne dni, po okresie zakupowej gorączki i przygotowań, wszystkie sklepy są już zamknięte, a ulice i skwery przyozdobione kwiatami, dekoracjami i lampionami. Ulicami przechodzą parady z tańczącym smokiem i towarzyszeniem muzyki. Nowy Rok jest jednak głównie czasem spotkań z najbliższymi, pogłębiania więzi i oddawania czci duchom przodków. Nieodłączny element świętowania stanowi rodzinna kolacja, na której nie może zabraknąć jednego z najbardziej tradycyjnych dań podawanych na tę okazję – bánh chưng (ciasta z ryżu kleistego, wieprzowiny i fasoli mung, gotowanego w bananowych liściach).

 

Wietnamka przygotowująca pyszną zupę pho na ulicznym stoisku w Hanoi

© MAGDALENA BARTCZAK

 

CAŁA PALETA SMAKÓW

Skoro mowa o kuchni, warto wspomnieć o tym, że Wietnamczycy przejawiają również poważne podejście do gotowania, które uchodzi za ważną część codziennego życia. Widać to zresztą w misternie przygotowywanych potrawach – choćby sajgonkach, czyli starannie zawijanych krokietach z papieru ryżowego z farszem z makaronu ryżowego z dodatkiem mięsa, warzyw lub krewetek, doprawionym kolendrą. W Wietnamie podaje się je nie tylko w wersji smażonej, ale też na surowo (gỏi cuốn). W tym drugim wariancie są zdrowsze i orzeźwiają w tropikalne upały. Warto zresztą dodać, że pełna smaków i kolorów kuchnia Wietnamu jest uważana za jedną z najzdrowszych na świecie. Jej dania powstają zgodnie z założeniami zbilansowanej diety, komponuje się je według reguły pięciu smaków (słodkiego, kwaśnego, gorzkiego, ostrego i słonego) oraz koncepcji yin-yang – dwóch uzupełniających się przeciwieństw. W potrawach używa się dużej ilości świeżych przypraw i ziół, takich jak kolendra, trawa cytrynowa czy mięta. Często występującymi w nich składnikami są ryż, limonka, sos rybny i sojowy.

                Wietnamską kuchnię – podobnie jak w wypadku pogody czy przyrody – cechuje różnorodność, a jej regionalne odmiany różnią się między sobą m.in. z powodu klimatu, dostępności produktów i przyswojonych tradycji. Nawet najpopularniejsze tutejsze danie – zupa pho (phở), czyli rosół z makaronem ryżowym, kawałkami wołowiny lub kurczaka, kolendrą, imbirem, sosem rybnym i limonką – ma swoje rozmaite wersje w zależności od regionu. Choć obcokrajowiec nie poczuje dużej różnicy pomiędzy nimi, to według Wietnamczyków pho smakuje zupełnie inaczej w Hanoi niż w Ho Chi Minh. Warto przy tej okazji dodać, że północna część kraju pozostaje pod wpływem chińskich tradycji kulinarnych – przyrządza się tu wiele potraw smażonych (m.in. różnych rodzajów makaronu czy pierożków bánh gối), obficie polewanych sosem sojowym. W menu południa, które czerpie inspiracje ze zwyczajów kolonialnej Francji, znajdziemy więcej ryb, warzyw i owoców morza. Z kolei kuchnia centralnego Wietnamu, wywodząca się z kręgu cesarskiego, uchodzi za najostrzejszą, a przy tym najbardziej wykwintną, kolorową i wytwornie podawaną. Do klasycznych dań należą w tym rejonie m.in. chrupiące naleśniki z ryżowego ciasta, wypełnione wieprzowiną, krewetkami i kiełkami, ozdobione bazylią, kolendrą i miętą (bánh xèo).

 

Malownicze tarasowe pola ryżowe w górzystej okolicy miejscowości Sa Pa

© TITC – WWW.VIETNAMTOURISM.COM

 

BARWNA STOLICA

Terytorium Wietnamu, które zdaje układać się w kształt litery s, przez samych mieszkańców bywa porównywane do smoka. Według legendy głowę tego stworzenia stanowi północ, a jego oko – leżące w delcie Rzeki Czerwonej Hanoi. To centrum polityczne, kulturalne i gospodarcze współczesnego kraju. Miasto jest różnorodne, pełne kontrastów, z jednej strony przywiązane do tradycji, z drugiej – otwarte na zmiany. Choć przy pierwszej wizycie ta 8-milionowa metropolia może przytłoczyć i oszołomić hałasem i energią, to trudno oprzeć się jej urokowi. Mnie od pierwszego wejrzenia zauroczyło przede wszystkim historyczne centrum, od którego zaczęłam włóczęgę po Hanoi. Stanowi ono prawdziwy żywioł: zatłoczone uliczne restauracyjki i bary sąsiadują tu z warsztatami, sklepikami i bazarami, gdzie wśród przepełnionych stoisk znajdziemy worki ryżu, mięsa, ziół, owoców i warzyw. Między nimi manewrują sprzedawcy oferujący świeże owoce, różnego rodzaju przekąski czy turystyczne pamiątki. Nad wąskimi ulicami z kolonialną architekturą królują malownicze plątaniny kabli, które są jednym z tych widoków, do jakich należy się przyzwyczaić w Wietnamie. Stanowią one równie naturalny element miejskiej tkanki jak gwar, tłok i wszechobecne skutery, nierzadko zajęte przez kilku pasażerów naraz.

Jeśli będziemy chcieli odpocząć od zgiełku, powinniśmy wybrać się do otoczonej ogrodami Świątyni Literatury (Văn Miếu), barwnego konfucjańskiego kompleksu, w którym w drugiej połowie XI w. założono pierwszy uniwersytet w całym Wietnamie. Inną wartą odwiedzenia atrakcją jest liczące ok. 700 m długości Jezioro Zwróconego Miecza (Hồ Hoàn Kiếm), usytuowane w centrum miasta. Jego nazwa pochodzi od legendy o wyłowionym z niego mieczu, dzięki któremu przyszły cesarz i założyciel dynastii, Lê Lợi (ok. 1384–1433), miał pokonać przeciwników i wyzwolić ojczyznę spod chińskiego panowania. Pewnego dnia po broń zgłosił się jednak jej prawowity właściciel, czyli… wielki żółw mieszkający w wodach jeziora. Miecz sam wrócił do zwierzęcia, a władca uznał je za opiekuńczego ducha tego miejsca i aby oddać mu cześć, kazał postawić na tutejszej wysepce Wieżę Żółwia (Tháp Rùa), która stała się symbolem pokoju oraz samego Hanoi.

Podczas pobytu w wietnamskiej stolicy nie można także przegapić innej historycznej ciekawostki, jaką jest monumentalne Mauzoleum Ho Chi Minha, działacza komunistycznego i przywódcy Demokratycznej Republiki Wietnamu, przez jednych kochanego, a przez innych nienawidzonego wujka Ho (1890–1969). Obiekt otwarto w 1975 r. w samym sercu dawnej Dzielnicy Francuskiej na placu Ba Đình. Właśnie w tym miejscu, otoczonym dziś szerokimi bulwarami, eleganckimi willami i ambasadami, Ho Chi Minh ogłosił we wrześniu 1945 r. niepodległość kraju. Mauzoleum stanowi atrakcję również dla samych Wietnamczyków, którzy chętnie je odwiedzają. Ubrani skromnie, ale odświętnie, ustawiają się w kilometrowych kolejkach do wejścia. Czekają wyciszeni i podekscytowani perspektywą ujrzenia z bliska grobu dawnego bohatera.

 

Zatoka Hạ Long od 1994 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO

© TITC – WWW.VIETNAMTOURISM.COM

 

MAGICZNA PRZYRODA

Północny Wietnam fascynuje nie tylko widocznymi na każdym kroku śladami historii, ale też wspaniałą przyrodą, którą można podziwiać m.in. w licznych parkach narodowych. Najstarszym z nich jest założony w 1986 r. Park Narodowy Cát Bà, rozciągający się na prawie całej powierzchni wyspy o tej samej nazwie. Turystów przyciąga on lasami, wodospadami, jeziorami i jaskiniami skrywającymi się w wapiennych górach. Leży w południowym rejonie malowniczej zatoki Hạ Long. Na jej dnie według legendy śpi smok, który w przeszłości miał pomagać Wietnamczykom w zmaganiach z najeźdźcami. Słynna zatoka, uważana za jeden z największych skarbów przyrodniczych Wietnamu, ma powierzchnię ponad 1,5 tys. km². W jej granicach znajduje się ok. 2 tys. skalistych wysp i wysepek. Na wizytę w okolicy warto przeznaczyć przynajmniej jeden lub dwa dni. Najlepiej zwiedzać ją podczas rejsu, który można zorganizować nawet z Hanoi – zatoka wraz z parkiem narodowym położone są mniej więcej 170 km na wschód od miasta.

Z kolei ok. 300 km na północny zachód od stolicy, tuż przy granicy z Chinami, znajduje się górzysty Park Narodowy Hoàng Liên (utworzony w 2002 r.) – jeden z moich ulubionych, a to ze względu na rześkie powietrze, soczystą zieleń i unoszące się tu melancholijne mgły. Rozciąga się on w pobliżu pasma górskiego Hoàng Liên Sơn, którego najwyższą górą (a zarazem najwyższym szczytem Wietnamu i całych Indochin) jest Fansipan (Phan Xi Păng, 3143 m n.p.m.). W okolicy leżą pola ryżu, należącego do kluczowych produktów eksportowych kraju. Malownicze tarasy ryżowe można podziwiać m.in. z zagubionej wśród deszczowych lasów górskiej miejscowości Sa Pa, cieszącej się zasłużoną popularnością wśród turystów dzięki rozpościerającym się wokół wspaniałym krajobrazom i panującemu w tym rejonie przyjemnemu, choć dość deszczowemu, klimatowi. Najlepiej wybrać się tutaj w porze suchej (która wypada od listopada do maja), aby w pełni móc cieszyć się widokiem na pobliskie tarasowe pola uprawne. Warto także zajrzeć na lokalny targ w Sa Pa – spotkamy na nim m.in. przedstawicieli górskich grup etnicznych Hmong i Dao (Yao), będących jednymi z wielu mniejszości zamieszkujących wielokulturowy Wietnam.

 

ZAPACH TROPIKÓW

Jeśli wymieniamy skarby wietnamskiej przyrody, to nie możemy nie wspomnieć o ciągnącym się przez niemal 3,5 tys. km wybrzeżu, należącym do najpiękniejszych i najdłuższych w regionie. Znajdziemy na nim wiele pięknych, złocistych plaż, choćby w okolicy portowego Đà Nẵng w środkowej części kraju (takich jak zapełnione bungalowami An Bang i Cửa Đại). Osoby chcące odpocząć od chaosu dużych miast powinny odwiedzić Mũi Né. Ta niegdyś niewielka osada rybacka w połowie lat 90. XX w. zaczęła zamieniać się w kurort turystyczny. Leży tutaj przepiękna 15-kilometrowa plaża, którą otaczają niezwykłe wydmy i laguny.

Jeżeli pojedziemy dalej na południowy zachód, dotrzemy do delty rzeki Mekong – miejsca, gdzie odnogi jednej z największych rzek świata tworzą jeziora i kanały wpadające do Morza Południowochińskiego. Oplatają one wyspy i wysepki, których mieszkańcy całe swoje życie związali z wodą. Pływające domy, szkoły, świątynie, urzędy i sklepy stoją na samym brzegu lądu lub bezpośrednio na wodzie. Transport lądowy właściwie tu nie istnieje, do większości wiosek można się dostać tylko łodzią. Okolica robi niesamowite wrażenie i stanowi jeden z najbardziej niezwykłych rejonów w Wietnamie.

Osoby mające więcej czasu mogą zajrzeć na położony ok. 80 km na południe od delty archipelag Côn Đảo. Składa się on z 16 tropikalnych wysepek (o łącznej powierzchni 75,15 km²), z których większość do dziś nie jest na stałe zamieszkana. Ponieważ utworzono tutaj w 1993 r. park narodowy, ruch turystyczny podlega kontroli. Dzięki takim warunkom archipelag zachował swój prawdziwie rajski charakter. Wydaje się, że nigdzie indziej w Wietnamie nie znajdziemy plaż, które byłyby równie czyste i jasnozłote, ani tak błękitnej wody. Na największej z wysp, Côn Sơn (51,52 km² powierzchni i ok. 4 tys. mieszkańców), działa lotnisko. Można na niej m.in. uprawiać trekking i nurkowanie. Pobliskie rafy koralowe uważa się za najpiękniejsze w kraju.

 

KRÓLEWSKE MIASTA

Na wielką atrakcyjność środkowo-południowych rejonów Wietnamu wpływają też wspaniałe miasta i miejscowości, przypominające o tym, że jego kultura jest jedną z najstarszych i najbogatszych w Azji Południowo-Wschodniej. Podczas wizyty tutaj nie wolno ominąć Huế – dawnej stolicy imperium dynastii Nguyễn (1802–1945), leżącej nad Rzeką Perfumową. Miasto dość mocno ucierpiało w trakcie wojny wietnamskiej. Jeden z zabytków, które udało się odrestaurować, stanowi Zakazane Purpurowe Miasto – otoczona potężnymi murami cytadeli dawna siedziba cesarza z rozległym kompleksem świątyń i pałaców. Warte uwagi są również położone w okolicy Huế buddyjskie grobowce cesarzy. Najłatwiej dotrzeć do nich skuterem lub łodzią.

Z kolei ok. 130 km na południowy wschód stąd znajduje się jedno z moich ulubionych azjatyckich miast, senne Hội An, uchodzące za najbardziej urokliwe w Wietnamie. W XVI–XVIII stuleciu należało do najważniejszych portów na jedwabnym szlaku, ściągającym kupców z całego świata, czemu zawdzięcza niepowtarzalny styl i atmosferę. Obce wpływy dostrzega się w nim do dziś. Między niskie budynki mieszkalne z piękną ceramiczną dachówką wciśnięte są chińskie domy zgromadzeń i świątynie, a jedną z największych atrakcji jest zabytkowy kryty Most Japoński. Nie można także zapomnieć o ważnym polskim akcencie związanym z najnowszą historią tego miejsca. W połowie lat 90. XX w. władze Hội An przedstawiły plan wyburzenia starszej jego części i wzniesienia w jej rejonie nowoczesnych bloków mieszkalnych. Do odstąpienia od tego pomysłu namówił jednak włodarzy miasta Kazimierz Kwiatkowski (1944–1997), architekt i konserwator zabytków pochodzący z Lublina, który od początku lat 80. minionego stulecia mieszkał i pracował w Wietnamie, gdzie był znany jako Kazik. Z pomocą Polaka udało się odrestaurować historyczne centrum. Dzięki temu trafiło ono w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wdzięczna społeczność Hội An nazwała imieniem Kazimierza Kwiatkowskiego miejscowy park, a w 10. rocznicę jego śmierci postawiła mu pomnik.

Na koniec naszej podróży po Wietnamie docieramy do jego dawnej stolicy i największej metropolii – Ho Chi Minh, które do dziś wielu mieszkańców nadal nazywa Sajgonem. W tym potężnym i głośnym ośrodku żyje obecnie blisko 9 mln ludzi, a miasto wciąż się rozrasta i wystrzeliwuje w niebo ostrzami nowych drapaczy chmur. To jedna z tych metropolii, które nigdy nie zasypiają i zdają się odnajdywać równowagę w swoim gwarnym chaosie. Warto odkrywać ją powoli, a jeśli damy jej szansę, z pewnością wyczujemy przyjemną, swojską, nieco nostalgiczną atmosferę dawnego Sajgonu. Ho Chi Minh pełne jest zieleni, galerii, muzeów, targowisk, klimatycznych zaułków i placyków z kawiarniami, chyba najlepszymi w całym kraju.

                Gdybym zresztą musiała wybrać jeden zapach, którym pachnie dla mnie ten Paryż Orientu lub Perła Dalekiego Wschodu, to niewątpliwie byłaby to właśnie kawa (cà phê), kolejny obok ryżu popularny towar eksportowy Wietnamu. Jej uprawę wprowadzili tu w połowie XIX w. Francuzi i od tego czasu stała się prawdziwym skarbem narodowym. Wietnamczycy wypracowali swój niepowtarzalny sposób jej przyrządzania, który ma zarówno gorących zwolenników, jak i przeciwników. Warto samemu wyrobić sobie zdanie na ten temat. Okazji z pewnością nie zabraknie, bo Wietnam jest prawdziwym rajem dla kawoszy. Kawy można tutaj spróbować praktycznie wszędzie: od przenośnych straganów, przez budki i sklepiki, po eleganckie kafeterie i restauracje. Jednym z najlepszych do tego miejsc są kawiarnie przy placu Lam Sơn w Ho Chi Minh. Po jednej jego stronie wznosi się gmach Opery, a po drugiej – historyczny Hotel Continental Saigon. Nad okolicą góruje neoromańska Katedra Notre-Dame, ukończona w 1880 r., obok której stoi jeden z najpiękniejszych budynków w mieście, czyli Poczta Główna, zaprojektowana przez Alfreda Foulhoux. Przez chwilę można się tu poczuć jak w Paryżu, ale to tylko złudzenie. Lekki podmuch tropikalnego powietrza i widok unoszących się liści pobliskich palm przypomina nam o tym, że znajdujemy się w Wietnamie – kraju pełnym kolorów i serdecznych ludzi, stanowiącym wyjątkowo smaczną esencję Azji Południowo-Wschodniej.

 

Wydanie Wiosna 2018