MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Ten mało znany w Polsce kraj uważa się za jeden z najpiękniejszych w Ameryce Środkowej, a jednocześnie niezadeptany przez turystów i ciągle dziewiczy. Serca podróżników zdobywają w nim malownicze, soczyście zielone góry porośnięte gęstymi lasami, rwące rzeki, bezcenne zabytki Majów, rajskie wyspy na Morzu Karaibskim, przepiękna rafa barierowa, olbrzymia dziewicza tropikalna dżungla, sympatyczni i gościnni mieszkańcy czy też wyśmienita miejscowa kawa… Doskonale czują się tutaj miłośnicy prekolumbijskich kultur, latynoskiej muzyki, plażowania oraz amatorzy raftingu, nurkowania i trekkingu. O jakim kraju mowa? O tajemniczym i zapierającym dech w piersiach Hondurasie…

 

Państwo to znajdziemy w samym sercu Ameryki Środkowej, pomiędzy Morzem Karaibskim a Oceanem Spokojnym (zatoką Fonseca). Graniczy na zachodzie z Gwatemalą, a na południu – z Nikaraguą i Salwadorem. Na jego terytorium (112 492 km2) zamieszkuje ponad 8 mln ludzi – dominują Metysi (ok. 77 proc.). Poza tym żyją tutaj także biali, przedstawiciele rdzennych indiańskich plemion (Lenca, Miskito, Tolupan, Chortí, Pech lub Paya, Sumo lub Tawaka), Garifuna, czyli „Czarni Karibowie”, grupa etniczna pochodzenia afrykańskiego, oraz angielskojęzyczni Kreole. Stolicę Republiki Hondurasu tworzą miasta Tegucigalpa i Comayagüela (tzw. Dystrykt Centralny). Większą część powierzchni kraju zajmują góry (powyżej 65 proc.), które ciągną się od Zatoki Honduraskiej nad Morzem Karaibskim aż po zatokę Fonseca nad Pacyfikiem. Najwyższym szczytem jest tutaj Celaque (2849 m n.p.m.). Honduras może się pochwalić cudownym 850-kilometrowym wybrzeżem, drugą co do wielkości rafą barierową na świecie i przepięknymi wyspami, na czele z archipelagiem Wysp Zatokowych (Islas de la Bahía).

O kraju tym mówi się, że tutaj jest wszystko (todo está aqui). Tymi słowami stara się m.in. promować Honduras jako atrakcyjny kierunek turystyczny Honduraski Instytut Turystyki (Instituto Hondureño de Turismo). Tylko tutaj możemy poczuć się niczym prawdziwi odkrywcy, przemierzając ogromną tropikalną dżunglę, która pokrywa aż jedną trzecią terytorium całego państwa. To właśnie w Hondurasie czeka na nas okazja do bliższego poznania interesujących kultur sześciu indiańskich plemion oraz „Czarnych Karibów”. Wszyscy podróżnicy, którzy mieli już przyjemność odwiedzić ten tajemniczy kraj, potwierdzają jego naprawdę dużą atrakcyjność. Warto tu zawitać dosyć szybko, zanim dziewiczy Honduras nie przeobrazi się w popularny kierunek turystyczny z tłumami gości z całego świata. A może tak się stać wkrótce, czego najlepszym przykładem jest modna już wyspa Roatán. Pierwsi turyści zrozumieli, w tym gwiazdy światowego formatu, że tutaj jest wszystko…

 

COŚ DLA MIŁOŚNIKÓW EKOLOGII I ARCHEOLOGII…

Honduras jest wręcz wymarzonym miejscem dla amatorów ekoturystyki. Posiada mnóstwo dziewiczych lasów i plaż, rafy koralowe i wielką różnorodność chronionych obszarów przyrody. Ocenia się, że na jego terenie żyje aż 8 tys. gatunków roślin, ok. 250 – gadów i płazów, ponad 700 – ptaków i 110 – ssaków.

            Turystów przyciągają tu przede wszystkim przepiękne rafy koralowe w okolicach Wysp Zatokowych (Islas de la Bahía), idyllicznych Cayos Cochinos czy rajskie plaże na Roatanie. Kolejnym coraz popularniejszym kierunkiem staje się jednak Rezerwat Biosfery Rzeki Bananowej, czyli Reserva de la Biosfera de Río Plátano. Miejsce to zostało wpisane w 1982 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ten niepowtarzalny rezerwat leży w dolinie rzeki Plátano i chroni jeden z nielicznych już w Ameryce Środkowej dziewiczych tropikalnych lasów deszczowych. Słynie z bogatej i różnorodnej fauny i flory. Na jego górzystym terenie, rozciągającym się aż do wybrzeża Morza Karaibskiego, żyje powyżej 2 tys. Indian (Miskito, Pech i Sumo) oraz przedstawiciele ludności Garifuna. Co najważniejsze, zachowali oni swoją kulturę, dawne tradycje i zwyczaje.

            Turyści z całego świata ściągają także do wspaniałego stanowiska archeologicznego w Copán położonego na zachodzie kraju, koło granicy z Gwatemalą. Znajdują się tutaj ruiny prekolumbijskiego miasta Majów z licznymi świątyniami, ołtarzami, stelami i boiskiem do gry w pelotę. Bez wątpienia – razem z wyspami Roatán i Utila – jest to najsłynniejsze miejsce w Hondurasie. Starożytny Copán, usytuowany malowniczo nad brzegiem rzeki o tej samej nazwie, między V a IX w. stanowił stolicę państwa Majów, którzy dotarli w te rejony ok. IV stulecia. Odkryto tutaj łącznie aż ponad 4,5 tys. budowli. Szacuje się, że w VIII w., w okresie największego rozkwitu miasta, mieszkało w nim ponad 20 tys. ludzi. Wtedy też powstały najbardziej okazałe schody prowadzące do centrum ceremonialnego – do świątyni-piramidy 26, zwane Schodami Hieroglifów (Escalinata de los Jeroglíflicos), które słyną z ok. 2500 wyrytych znaków (glifów). Jest to najważniejszy znany nam zabytek piśmiennictwa Majów. Nic więc dziwnego, że w 1980 r. bezcenne stanowisko archeologiczne w Copán zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Odwiedza je obecnie ponad 100 tys. turystów rocznie, którzy przy okazji docierają także na ogół do pobliskiego ponad 50-tysięcznego zabytkowego miasta w stylu kolonialnym – Santa Rosa de Copán. Słynie ono z uroczych brukowanych uliczek, jak również z wyrabianych tutaj wyśmienitych cygar (puros), produkcji kawy, rękodzieła artystycznego i doskonałych rzeźbiarzy, którzy robią wspaniałe reprodukcje dawnych steli Majów.

 

RAJ DLA GWIAZD, NURKÓW I MIŁOŚNIKÓW PIRATÓW Z KARAIBÓW

Największą wyspą w archipelagu Wysp Zatokowych jest Roatán (125 km2 powierzchni), położony ok. 55 km od kontynentalnego wybrzeża Hondurasu. Druga co do wielkości rafa barierowa na świecie, brak tłumów turystów, rajskie plaże i dziewicza dżungla są „winne” temu, że coraz więcej sław odwiedza tę karaibską wyspę. Jako przykład można podać znanych amerykańskich aktorów – Michaela Douglasa, Richarda Gere’a, Kevina Costnera, Sylvestra Stallone’a, Ashley Judd, najbogatszego człowieka świata – Meksykanina Carlosa Slima Helú czy miliardera Billa Gatesa. Można ich tu spotkać w jednej z licznych restauracji na pocztówkowych plażach West Bay (Zachodniej Zatoki) jedzących pyszne langusty po kreolsku (enchilada de langusta) i pijących Monkey La-La – najpopularniejszy miejscowy koktajl na bazie wódki, likieru kawowego, lodów i kremu kokosowego.

Roatán, razem z sąsiednimi wyspami Utila i Guanaja, to modny kierunek turystyczny wśród miłośników nurkowania, a także surfingu, kolarstwa górskiego i wspinaczki. Istnieje tu rozbudowana i nowoczesna infrastruktura hotelowa wspaniale wtopiona w otaczającą ją przyrodę. Co najważniejsze dla wymienionych przeze mnie powyżej gwiazd, miejscowe luksusowe ośrodki wypoczynkowe są niezatłoczone i oferują im spokojny wypoczynek w wysokim standardzie z zapierającymi dech w piersiach widokami. Roatán utrzymał nadal klimat dzikiej, pirackiej wyspy – jedynie jej 10 proc. jest zamieszkanych, a resztę, czyli aż 90 proc., pokrywa bujna, soczyście zielona roślinność wciśnięta między malownicze góry. To odróżnia tę honduraską mekkę dla nurków od innych komercyjnych karaibskich kurortów, gdzie często możemy zobaczyć jeden hotel obok drugiego... Dodatkowym atutem wyspy jest utrzymujący się tutaj przez cały rok przyjemny tropikalny klimat. Nic więc dziwnego, że posiadłości na Roatanie kupili słynni hiszpańscy piosenkarze – Julio Iglesias i David Bustamante. Natomiast sławna niemiecka modelka Claudia Schiffer nabyła dom na jednej z sąsiednich idyllicznych wysepek. Także Michael Douglas i Catherine Zeta-Jones już nie zadowalają się wakacjami na Majorce – serce tej aktorskiej pary zdobył właśnie ostatnio Roatán.

Widać więc, że ta karaibska wyspa z długimi, białymi, piaszczystymi plażami przeobraziła się z dawnej kryjówki piratów w ekskluzywne miejsce spotkań sław światowego formatu. Mało kto wie, że to właśnie tutaj w 1683 r. odbył się wielki zjazd korsarzy, na który przybyło ok. 5 tys. osobników o wątpliwej reputacji. Na Roatanie stawili się wówczas tłumnie na wspólne obrady francuscy, brytyjscy i holenderscy piraci. O tym wydarzeniu wspominają do dzisiaj mieszkańcy wyspy. Zresztą Islas de la Bahía były schronieniem dla wielu najsłynniejszych XVII-wiecznych korsarzy, w tym dla Henry’ego Morgana i Johna Coxena (Coxona). Ślady po piratach z Karaibów znajdziemy teraz w nazwach wielu miejscowych hoteli, barów i restauracji, biur podróży, szkół nurkowania, atrakcji turystycznych, a nawet lokalnych potraw, m.in. Henry Morgan Hotel & Beach Resort (4-gwiazdkowy hotel typu all inclusive), La Pirata Bar, Pirates of the Caribbean Canopy, Perla Negra (profesjonalne, 18-dołkowe pole golfowe) etc. Najlepszy przykład stanowi jednak gwarna stolica Roatanu – kilkunastotysięczne miasto Coxen Hole. Nazwano je tak na cześć słynnego korsarza Johna Coxena (Coxona) i jego domniemanego skarbu ukrytego gdzieś tutaj pod koniec XVII stulecia… Nadal nie brakuje zresztą śmiałków, którzy w nadziei na szybki zysk i na sławę szukają go w okolicy, odwiedzając tajemnicze miejsca na wyspie i nurkując w wodach otaczających Roatán czy też sąsiednie Utilę i Guanaję. Skojarzenia z burzliwymi pirackimi czasami mogą przywoływać także cztery zatopione tu nie tak dawno statki – Prince Albert (w 1985 r.), El Águila (w 1997 r.), Odyssey (w 2002 r.) i Mr. Bud (w 2004 r.). Spoczywają one u wybrzeży Roatanu i są dzisiaj wielką atrakcją dla miłośników tzw. nurkowania wrakowego.

Nikogo nie dziwi więc fakt, że scenarzyści Piratów z Karaibów – Ted Elliott i Terry Rossio – spędzili na Wyspach Zatokowych dosyć wiele czasu, przygotowując tutaj niesamowitą historię przygód kapitana Jacka Sparrowa, granego w tym kinowym hicie przez Johnny’ego Deppa. Na tym honduraskim archipelagu czeka na nas jeszcze więcej wspaniałych niespodzianek, choćby fascynujący Park Gumbalimba w West Bay… Jedno jest pewne – to wciąż niezmiernie dziewiczy fragment Karaibów. Fascynujące miejsce, w którym możemy poczuć się jak w raju.

 

JAK NAJLEPIEJ DOTRZEĆ DO HONDURASU I NA ROATÁN?

Na międzynarodowe lotnisko Toncontín w Tegucigalpie dotrzemy najszybciej, lecąc np. do Londynu – Heathrow, a stamtąd liniami Continental Airlines do Houston w Teksasie w Stanach Zjednoczonych (czas lotu wynosi ok. 10 godz.), skąd czeka nas 3-godzinny lot do stolicy Hondurasu. Niestety, w tym wypadku potrzebujemy mieć wizę tranzytową. Koszt biletu w obie strony wynosi zazwyczaj ok. 3,5–4,5 tys. zł (w zależności od terminu podróży). Możemy też lecieć Lufthansą do Frankfurtu nad Menem albo Düsseldorfu, a stamtąd do Houston czy Miami w USA, skąd już liniami Continental Airlines lub Grupo TACA dotrzemy do Tegucigalpy. Wówczas ceny za lot w obie strony wahają się także na ogół między 3,5 a 4,5 tys. zł (wszystko zależy od daty). Trzecią interesującą opcją, choć nie ostatnią, jest przelot naszym LOT-em do Frankfurtu nad Menem, stamtąd podróż liniami United Airlines do Houston, a następnie do Tegucigalpy. W tym przypadku zapłacimy za bilet w obie strony – w zależności od terminu – ok. 3,5–4 tys. zł. A jak najlepiej dotrzeć na rajski Roatán? Obecnie nie ma bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski na tę przepiękną honduraską wyspę. Można skorzystać np. z podróży przez Włochy. Ciekawe wyjazdy z jednym lub dwoma noclegami w Rzymie lub Mediolanie, a następnie lot stamtąd samolotem czarterowym na Roatán proponuje warszawskie biuro podróży Varsavolo, które wprowadziło na polski rynek nową markę – Alba Tour & Varsavolo.

 


 

 

 

Artykuły wybrane losowo

W Gruzji jak w raju

MATEUSZ BAJEK

 

U zarania dziejów Bóg zebrał wszystkie narody, aby podzielić między nie ziemię. Ustawiła się długa kolejka, a każdy chciał być pierwszy. Tylko Gruzini uznali, że zamiast czekać godzinami na słońcu, lepiej usiąść w cieniu, wznosić winem toasty, radośnie śpiewać, tańczyć i oddać się ucztowaniu. Kiedy już ostatnie narody otrzymały w posiadanie swój kawałek ziemi, Bóg usłyszał odgłosy wesołych pieśni i słowa kwiecistych przemów dobiegające spod drzewa. Stwórcy zrobiło się żal pogodnych i uśmiechniętych Gruzinów. Przywołał ich do siebie i powiedział: Wprawdzie, podzieliłem już całą planetę między inne narody, ale pozostał mi jeszcze najpiękniejszy zakątek – kipiący zielenią, pełen żyznych pól i malowniczych gór. To istny raj na ziemi, dlatego chciałem zatrzymać go dla siebie, abym miał gdzie odpoczywać. Jednak gdy was zobaczyłem, uznałem, że ta rajska kraina stanie się waszym domem.

Legenda o powstaniu Gruzji, położonej na dzielącym Europę i Azję Kaukazie, w pełni oddaje piękno tego miejsca i charakter jego mieszkańców. Choć przez długie lata ten targany konfliktami kraj wydawał się zapomniany przez Boga, dziś odradza się w zawrotnym tempie, zyskując miano Perły Kaukazu.

Różnorodność krajobrazów jest tu ogromna. Wiecznie zielone lasy Adżarii, herbaciane pola Gurii, cytrusowe gaje Niziny Kolchidzkiej, półpustynne równiny Dżawachetii, winnice Kachetii, a także wiecznie białe szczyty Kaukazu tworzą niezwykłą mozaikę na terytorium odpowiadającym ok. 22 proc. powierzchni Polski. Jednak to zaledwie ułamek tego, co może zaoferować nam Gruzja.

Więcej…

Iran – oaza w niespokojnym świecie

 

Marcin Wesołowski

www.wesolowski.co

 

Fantazyjne formacje skalne w pobliżu niezmiernie gorącego miasta Szahdad

kalout-kerman-iran-001

 © MR HASSANI/GOLDENDAYS TRAVEL GROUP/WWW.KERMAN.IRANGOLDENDAYS.COM

 

Współcześnie trudno ignorować kwestie bezpieczeństwa. Strach coraz częściej wpływa na decyzje o podróżach, a miejsca uchodzące jeszcze nie tak dawno za idealny cel wakacyjnych wyjazdów, takie jak Tunezja, Egipt czy Turcja, przestały się cieszyć dużą popularnością. W niezwykle interesującym świecie islamu na pierwszy plan zaczął wysuwać się jednak w ostatnim czasie kraj, który choć kiedyś został uznany za państwo osi zła przez prezydenta USA George’a W. Busha, dziś jawi się jako oaza spokoju na Bliskim Wschodzie. Co sprawia, że Iran kusi coraz większe rzesze podróżnych? Wpływa na to z pewnością kilka czynników. Oficjalną religią w tej teokratycznej republice jest islam szyicki, nurt, który ma zdecydowanie mniej wyznawców na świecie i w tym jego regionie niż sunnizm. Wiele osób fascynuje niezmiernie długa i ciekawa historia dawnej Persji, a także sami jej mieszkańcy, różniący się znacznie od Arabów. Ten bezpieczny i przyjazny dla zagranicznych gości kraj staje się dzisiaj znakomitą alternatywą dla osób interesujących się wyprawami na Bliski Wschód.

 

Pierwsze miesiące 2015 r. wyznaczały nowy kierunek, w którym podążać miał Iran. Wzdłuż alei Ferdousiego, jednej z głównych ulic jego stolicy Teheranu, codziennie zbierały się tłumy ludzi nerwowo sprawdzających kursy walut. Trwały właśnie intensywne negocjacje władz państwa z przedstawicielami mocarstw nuklearnych w sprawie zamrożenia irańskiego programu atomowego, otwarcia się na świat i anulowania nałożonych przed laty sankcji spowalniających rozwój gospodarki. Zanim podpisano ostateczne porozumienie normalizujące stosunki między zainteresowanymi stronami, w tym przede wszystkim z USA, pojawiły się pojedyncze znaki wskazujące na to, że w Iranie nadchodzą zmiany. Dzięki liberalizacji przepisów wizowych, braku nie tak dawnych długich kontroli na granicy i wciąż zwiększającej się liczbie tanich lotów z Europy do Teheranu o tym kraju mówiło się coraz lepiej i więcej.

 

My w naszą podróż ruszaliśmy z mnóstwem pytań, na które odpowiedzi szukaliśmy z pomocą jednego z tutejszych najbardziej znanych prywatnych przewodników. W młodości, za panowania ostatniego szacha Mohammada Rezy Pahlawiego (1919–1980) latał wojskowymi myśliwcami. Po irańskiej rewolucji islamskiej z 1979 r. postanowił jednak nie wiązać się z władzami i przez całe swoje życie konsekwentnie pracował jako mały przedsiębiorca. Podczas zwiedzania najpopularniejszych miejsc w Iranie poznawaliśmy ten kraj dzięki długim rozmowom z Alim i spotkaniom z Irańczykami, w trakcie których nasz towarzysz służył za tłumacza.

 

Miasto kontrastów

 

Trudno opowiadać o Teheranie jak o klasycznej atrakcji turystycznej. Jest inny od pozostałych tutejszych miast i regionów, podobnie jak Nowy Jork nie przypomina reszty Stanów Zjednoczonych, Taszkent – Uzbekistanu, a Moskwa – Rosji. To miejsce, które przyjezdni często po prostu omijają i od razu wyruszają na poszukiwania Persji z Księgi tysiąca i jednej nocy. Mimo wielu negatywnych opinii o irańskiej metropolii, jej złej jakości powietrzu i ogromnym ruchu samochodowym, zdecydowanie warto zostać w niej choć na chwilę, gdyż taka wizyta pozwoli nam lepiej zrozumieć współczesny Iran.

 

Wszystkie zmiany w kraju zawsze rozpoczynają się w Teheranie i nic nie dzieje się tu bez ostatniego słowa teherańczyków. W mieście współistnieją ze sobą równoległe, a przy tym bardzo odmienne światy. Z jednej strony stanowi ono centrum reżimu ajatollahów, ale z drugiej uchodzi za najbardziej tolerancyjne i otwarte na różnorodność miejsce w Iranie. Stolicę charakteryzują bardzo widoczne granice – północna jej część to oaza bogatych i liberalnych mieszkańców, w rejonie południowym żyją biedni obywatele o najczęściej konserwatywnych poglądach. Niełatwo jest poznać i zrozumieć Teheran, podobnie jak i się po nim poruszać. Jego główne atrakcje są znacznie od siebie oddalone, dlatego warto przemieszczać się pociągami teherańskiego metra i od czasu do czasu skorzystać z usług taksówkarzy.

 

Na początku podróży po tym kraju nic nie będzie bardziej wymowne i symboliczne niż wizyta przed byłą amerykańską ambasadą. Jej zajęcie w trakcie irańskiej rewolucji islamskiej przyczyniło się do zerwania stosunków dyplomatycznych między oboma państwami. Spacer wzdłuż murów, na których wymalowano antyamerykańskie hasła, przypomina o ostatnich trudnych dziesięcioleciach i uświadamia, jak długą drogę Iran przebył od tamtego czasu do dziś.

 

W Teheranie pełno jest muzeów i pałaców, jednak o wiele ciekawsze wydaje się obserwowanie życia jego mieszkańców. Odwiedziny na Wielkim Bazarze są idealną okazją, aby zobaczyć Irańczyków w codziennych sytuacjach, a nic nie prezentuje lepiej kultury i zasad ta’arofu, czyli irańskiej etykiety, niż zachowania i rozmowy teherańczyków na tym targowisku leżącym w sercu miasta. Żeby podejrzeć, jak miejscowi spędzają czas wolny, warto z kolei wybrać się do znajdującego się na wzgórzu Darbandu, jednej z najpopularniejszych oaz w stolicy, która dzięki położeniu na dużej wysokości pozwala schronić się przed smogiem i zgiełkiem.

 

Przed wyruszeniem w dalszą podróż należy zatrzymać się na chwilę przed teherańską Wieżą Azadi. Paradoksalnie w kraju, gdzie nadal niektóre wolności bywają ograniczane, najważniejszym symbolem jest właśnie 45-metrowa Wieża Wolności. Zbudowano ją w 1971 r. z okazji obchodów 2500-lecia imperium perskiego. To miejsce było jedną z głównych aren irańskiej rewolucji, która obaliła rządy ostatniego szacha i ustanowiła Islamską Republikę Iranu. Pod nią też w 2009 r. zbierali się protestujący, gdy w wyniku sfałszowanych wyborów Mahmud Ahmadinedżad (Mahmud Ahmadineżad) wybrany został na drugą kadencję prezydencką.

 

Północny Teheran osłaniany przez imponujące pasmo górskie Elburs

DSCF8854

 

 

Święte miasto

 

W czerwcu 2009 r., podczas kampanii prezydenckiej jeden z najbardziej konserwatywnych szyickich duchownych kraju – ajatollah Mohammad Tagi Mesbah-Jazdi – wydał podobno fatwę (religijne rozporządzenie mające moc prawną) stanowiącą, że ludzie odpowiedzialni za przeprowadzanie wyborów mogą nimi manipulować tak, aby wygrał kandydat najwierniejszy zasadom islamu. Zwyciężył wspomniany bardzo niepopularny MahmudAhmadinedżad, człowiek, który konsekwentnie utwierdzał Zachód w przekonaniu, że Iran jest państwem terrorystycznym, a samych Irańczyków pchał (jak się zdawało, wbrew ich własnej woli) w objęcia fundamentalizmu religijnego nakazującego kontrolować każdy aspekt życia ludzkiego.

 

W trakcie lądowania na Międzynarodowym Lotnisku ImamaChomejniego można zauważyć biegnącą w nieskończoność, dziwną jasną nitkę pośród całkowitej ciemności. Jeśli przyjrzymy się jej dokładnie, zdamy sobie sprawę z tego, że to droga. Ta rzęsiście oświetlona autostrada łączy Teheran z oddalonym od niego o ok. 125 km na południowy zachód miastem Kom (Ghom). Jedzie nią każdy udający się na zwiedzanie Iranu turysta. Ma ona pokazywać, jak ważne miejsce na tutejszej mapie stanowi ten niepozorny ośrodek. Jeden z naszych rozmówców powiedział, że Kom słynie z produkcji dwóch rzeczy – świetnych słodyczy i licznych mułłów, szyickich duchownych, którzy trzymają w ryzach cały kraj.

 

W Iranie popularna była jeszcze niedawno opowieść o tym, jak diabeł spędza swój tydzień. Z reguły cztery dni w tygodniu przebywa w USA, czasem wejdzie do głowy prezydenta Baracka Obamy, czasem namiesza w umysłach republikanów, bo z nimi ma łatwiej. Na pozostałe trzy dni wraca natomiast na szkolenie do Kom. To jedno z najświętszych i najważniejszych miast dla szyitów. Odwiedziny w nim i poznanie jego historii pomagają zrozumieć specyfikę regionu, w jakim znajduje się Iran.

 

Islam szyicki, religia dominująca w państwie od czasów panowania dynastii Safawidów (1501–1736), jest inny niż sunnicki. Oprócz różnic w doktrynie, które pojawiły się już po śmierci proroka Mahometa w 632 r., odmienne zasady dotyczą też życia codziennego. Gdy Persja została podbita przez Arabów, przyjęła nowy system religijny, ale bardzo szybko dostosowała go do swojej starej i bogatej kultury. Nie zaakceptowano m.in. reguły nakazującej niszczenie wizerunków ludzi i zwierząt. Irańczycy nie mogą zapomnieć o tym, że najeźdźcy zdewastowali mnóstwo perskich zabytków w pierwszych dziesięcioleciach swojego panowania. Co ważniejsze jednak, szyizm uznaje, iż tekst Koranu podlega interpretacjom, które opracowują szyiccy duchowni. Sunnici, czyli 87–90 proc. muzułmanów na świecie, uważają szyitów za heretyków. Niechęć i nieufność są szczególnie widoczne między Irańczykami i Arabami, ale wynikają one nie tylko z różnic religijnych, lecz także uwarunkowań historycznych i kulturowych. Persowie (stanowiący większość w Iranie – ok. 65 proc. populacji) to dumny i bardzo stary naród, który ludy arabskie uważa za prostych mieszkańców pustyni żyjących w sztucznych krajach stworzonych przez kolonialne potęgi i utrzymujących się wyłącznie dzięki wydobywaniu ropy. Napięcia między zwolennikami szyizmu i sunnizmu istniały od zawsze. Jednak współcześnie stały się jeszcze bardziej jaskrawe ze względu na działalność Państwa Islamskiego, którego Irańczycy są wielkimi przeciwnikami.

 

Kom jest miastem niezmiernie konserwatywnym. Pielgrzymują do niego ogromne rzesze wiernych nie tylko z Iranu. Mimo to szyicki fundamentalizm wciąż pozostaje bardzo daleki od ideologii terrorystycznego Państwa Islamskiego.

 

W perskiej baśni

 

Po opuszczeniu Teheranu i Komu podróżnicy przemierzają coraz bardziej pustynne krajobrazy kraju i powoli wkraczają w baśniowy świat Persji, o którym marzyli przed wyjazdem. Po wjechaniu do miasta Isfahan trafia się w końcu do tej fantastycznej krainy. Plac Nagsz-e dżahan, inaczej zwany też placem Imama, stanowi pępek irańskiego wszechświata. To przy nim znajdują się najpiękniejsze zabytki perskiej architektury – Meczet Szejka Lotfallaha, pałac Ali Kapu (Ali Ghapu) i Meczet Imama. Ich widok zapiera dech w piersiach. Turystów zachwyca także pełen życia bazar, którego bramy przylegają do rozległego placu Imama. Niesamowitych wrażeń dostarcza również oaza spokoju, jaką jest dziedziniec Hotelu Abbasi. Tutaj mogliśmy wypić najpiękniej podaną herbatę w cudownych wiosennych promieniach słońca. Taką chwilę trudno zapomnieć.

 

Warto jednak zdawać sobie sprawę, że Isfahan nie należy do spokojnych miejsc. Łatwo zaobserwować w nim wzrost ruchu turystycznego, a co za tym idzie, postępującą komercjalizację i napływ tanich pamiątek. Miasto było popularne na długo przed niedawnym otwarciem się Iranu na świat, dlatego jeśli ktoś planuje kupić rękodzieło, nie powinien raczej robić tego na fascynującym isfahańskim bazarze, lecz skorzystać z takiej okazji w Szirazie.

 

Wspomnienie imperium

 

Plac Nagsz-e dżahan w centrum Isfahanu

Isfahan 2

© PARS TOURIST AGENCY/KEY2PERSIA.COM

 

Z Isfahanu większość turystów wybiera się na południe, do ruin antycznego Persepolis położonych obok wspomnianego miasta Sziraz. W tym ostatnim urodził się w pierwszej połowie XIV stulecia jeden z najzdolniejszych i najbardziej podziwianych poetów perskich Hafiz (Hafez). Sziraz fascynuje swoją ciekawą historią. Poza tym produkowano w nim kiedyś najlepsze wino na Bliskim Wschodzie. Dziś jest miastem uczciwych handlarzy, szczyci się pięknym Różowym Meczetem, wspaniałymi świątyniami i majestatyczną Cytadelą Karima Chana, w której obecnie mieszczą się pracownie lokalnych artystów. Choć w porównaniu z wcześniej odwiedzonymi przez nas dużymi ośrodkami to prawdziwa oaza, jako miłośnika historii ciągnęło mnie do pobliskich słynnych ruin starożytnego miasta Persepolis. W końcu słyszałem i uczyłem się o nim, będąc jeszcze dzieckiem.

 

W już niemal letnich promieniach słońca wkraczaliśmy do miejsca, które było świadkiem wielkiej historii. Aby do niego dotrzeć, przemierza się bajkowe krajobrazy rozpościerające się wokół drogi łączącej Isfahan z Szirazem i wspina się na wysokie wzniesienia gór Zagros (z najwyższym punktem Zard Kuh – 4548 m n.p.m.). W ten sposób trafia się do prawdziwego serca Persji. Stąd wywodzi się wszystko, co w tej krainie najważniejsze, łącznie z jej nazwą. Ostan (rodzaj jednostki administracyjnej) Fars, stanowi region symboliczny, z którym związane są pasjonujące dzieje narodzenia i upadku imperium. Nazwa ta pochodzi od staroperskiego słowa „Pârs”, została zmieniona przez Arabów ze względu na brak głoski „p” w języku arabskim.

 

Równie piękne słońce jak podczas naszej wizyty świeciło nad całym tym rejonem, gdy w połowie października 1971 r. ostatni irański szach, Mohammad Reza Pahlawi, postanowił zwrócić oczy świata na swoją ojczyznę i pokazać wszystkim, że Iran jest potężny, ale również szczyci się niezmiernie bogatą kulturą i długą historią. Jak opowiadają Irańczycy, Amerykanie z wielkich firm zatrudnieni w tych stronach powszechnie żądali dodatków za pracę w tym „dzikim kraju”. Ówczesny władca chciał więc przekonać światową opinię publiczną, że jego państwo to spadkobierca wspaniałej cywilizacji. Okazją do tego miały być obchody 2500. rocznicy powstania imperium Persów z pięciodniową uroczystością w Persepolis. Mohammad Reza Pahlawi wiedział, że może sobie pozwolić na każdą formę ekstrawagancji. Petrodolary stale zasilały budżet Iranu, który wciąż się rozwijał. Mimo to nie robiono zbyt wiele, aby poprawić los zwykłych ludzi. W społeczeństwie narastało niezadowolenie, coraz większe wpływy zaczynali zyskiwać szyiccy mułłowie. W październiku 1971 r. świat miał być świadkiem ponownego narodzenia imperium, odrodzenia Persji. Przygotowania do obchodów trwały 10 lat. Wybudowano nowe drogi i lotniska i stworzono całą niezbędną infrastrukturę. Jednak wszystkie te starania tak naprawdę przyczyniły się jedynie do upadku władzy. Najgłośniej grzmiał ajatollah Ruhollah Chomejni (1902–1989) nazywający całe przedsięwzięcie festiwalem diabłów. Inni wypominali szachowi marnotrawienie publicznych pieniędzy, opowiadali o luksusowych namiotach przeznaczonych dla prawie 60 przywódców z całego świata, w których łazienki wykonano z marmuru. Natomiast wykwintne jedzenie i wina dla gości miały być transportowane z paryskiej restauracji „Maxim’s”. Choć Iran rzeczywiście olśnił wszystkich swoim bogactwem, wśród jego obywateli wzrastało oburzenie. Ta fala powoli wzbierała przez kilka lat, aż do chwili, gdy rewolucja islamska zakończyła rządy ostatniego szacha.

 

Kiedy odwiedzamy różne miejsca w kraju, z ich historii układamy sobie współczesny obraz tego regionu i jego mieszkańców. Persepolis nie po raz pierwszy odegrało rolę w spektaklu o upadku władzy. Niegdyś, przed wieloma wiekami marzenia Persów o wiecznym i potężnym imperium zniweczył Aleksander Wielki, który najechał, zdobył i spalił tę starożytną stolicę w 330 r. p.n.e. Płomienie strawiły bajeczny pałac Dariusza I Wielkiego (ok. 550–486 r. p.n.e.), bo choć zbudowany został z kamienia, wszystkie jego stropy były drewniane. Płonące elementy konstrukcyjne uszkadzały kamienne kolumny i ściany, a te przewracały się i burzyły kolejne części budowli. Mimo ogromnych zniszczeń ruiny i pozostałe piękne płaskorzeźby nadal pozwalają wyobrazić sobie, jak niezwykłe musiało być Persepolis niemal 2,5 tys. lat temu.

 

Oślepiające blaskiem wnętrze w mauzoleum Szach Czeragh w Szirazie

DSCF9147

© MARCIN KAWA/CZAJKA TRAVEL (CZAJKAPODROZE.PL)

 

Na środku pustyni

 

Po wizycie w Szirazie i starożytnej stolicy Persów warto skierować się na północny wschód do miasta Jazd, położonego na granicy Wielkiej Pustyni Słonej i Wielkiej Pustyni Lota. To podróż z rejonów pustynnych do krainy jeszcze surowszej i mniej przyjaznej człowiekowi. Samotne ostre szczyty wznoszą się na płaskiej przestrzeni. Podczas jazdy autem mamy wrażenie, że prowadząca przez pustynię szosa ciągnie się w nieskończoność i gdzieś przed nami rozmywa się pod wpływem wysokiej temperatury. Jednak różne miasteczka mijane po drodze pełne są życia, a my z fascynacją podziwiamy architektoniczne perły miejscowej architektury. Wyróżniają się tutaj różnego rodzaju wieże, np. ta w Abarkuh – ogromna konstrukcja, która w upalne miesiące pozwalała na przechowywanie powstałego w zimie lodu, służącego do chłodzenia napojów mieszkańcom tych niezwykle gorących i suchych terenów.

 

Jazd, typowo pustynne miasto, kryje w sobie wiele więcej, niż wydaje się turystom patrzącym na jego kolejne piękne meczety i inne ciekawe budowle. Ponieważ panuje w nim prowincjonalny spokój (mimo ponad 500 tys. mieszkańców), trudno uwierzyć, że ta ziemia wydała dwóch prezydentów wrogich sobie państw, którzy pełnili swoje funkcje w tym samym czasie. Historia ta pokazuje dobitnie, jak bardzo złożonym i niejednoznacznym miejscem jest Iran.

 

Rodzina Mosze Kacawa, prezydenta Izraela w latach 2000–2007, opuściła Jazd w 1951 r. Z każdym rokiem społeczność żydowska tego miasta kurczyła się coraz bardziej. Obecnie wynosi jedynie kilkanaście osób. Mosze Kacaw obejmował swoje stanowisko 3 lata po tym, jak kadencję prezydencką zaczął w Iranie Mohammad Chatami, urodzony w Ardakanie w ostanie Jazd. Przedstawiciele obu zwaśnionych krajów mieli okazję się spotkać, gdy przybyli do Watykanu pożegnać zmarłego papieża Jana Pawła II. Na placu św. Piotra 8 kwietnia 2005 r. zgromadziła się większość przywódców państw świata. Pod koniec uroczystości pogrzebowej Mohammad Chatami, który ze względu na rozmieszczenie gości według alfabetycznej listy nazwisk siedział dość blisko Mosze Kacawa, wyciągnął do niego dłoń i pozdrowił go w języku perskim (farsi). Choć po powrocie do Iranu prezydent temu zaprzeczał, świadkowie zajścia potwierdzali, że ta sytuacja naprawdę się wydarzyła.

 

Jazd wypełniają wspaniałe zabytki architektury: począwszy od Meczetu Zgromadzenia (Masdżid-e Dżame) przez ogromną liczbę wież wiatrowych zwanych badgirami po kompleks Amira Chakmagha (Amira Czakmagha). Także w tym mieście zapoznać się możemy z historią zaratusztrianizmu, jednej z najstarszych religii monoteistycznych świata, która upowszechniła się na obszarach Persji przed islamem. Znajdują się tu dwa niezmiernie ważne miejsca z nią związane – świątynia ognia i wieża milczenia. Na szczycie tej ostatniej odbywały się tzw. powietrzne pogrzeby zaratusztrian (zwłoki wystawiano na żer ptakom).

 

Z Jazdu kierujemy się już na północ, ku stolicy. Robimy jeszcze krótki przystanek w mieście Kaszan, gdzie podziwiać można niezwykłe rezydencje i ogrody oraz pełen życia bazar. Powrót do Teheranu to ponownie bardzo interesujące, a zarazem ciężkie przeżycie. Gęsty smog i zapach spalin znów zwala nas z nóg i zmusza do powtórnej aklimatyzacji do tutejszych warunków.

 

Informacje praktyczne

 

Iran jest obecnie świetnie połączony z Europą. Wygodne i niedrogie loty odbywają się z takich miast jak Frankfurt nad Menem i Monachium (Lufthansa), Wiedeń (Austrian Airlines), Londyn (British Airways), Rzym (Alitalia), Amsterdam (KLM), Paryż (Air France), Stambuł (Turkish Airlines) czy Kijów (Ukraine International Airlines – UIA). Możemy też wybrać np. podróż z Warszawy liniami Emirates z międzylądowaniem w Dubaju albo samolotem Qatar Airways z przystankiem w Dosze. Poza tym – co najważniejsze dla turystów z Polski – Polskie Linie Lotnicze LOT planują w najbliższym czasie uruchomienie nowego bezpośredniego połączenia z Warszawy do Teheranu. Ostatnio nastąpiła również duża liberalizacja przepisów wizowych, dlatego wielu zagranicznych gości decyduje się na uzyskanie wizy tuż po wylądowaniu, na lotnisku w stolicy Iranu (visa on arrival).

 

Przed podróżą warto zaopatrzyć się w odpowiednią ilość gotówki na bieżące wydatki i jej zapas na wszelki wypadek, gdyż nadal nie ma możliwości płacenia na miejscu kartami kredytowymi i płatniczymi, co jest skutkiem wieloletnich sankcji i odcięcia od międzynarodowego systemu bankowego. Najbezpieczniejszymi walutami na wymianę są dolary amerykańskie i euro, przy czym należy pamiętać, że banknoty (szczególnie dotyczy to dolarów) muszą być w idealnym stanie, aby zostały zaakceptowane w kantorach. Jeżeli chodzi o koszty pobytu, to niejeden turysta będzie zaskoczony faktem, iż ceny hoteli i dań w restauracjach bywają raczej dosyć zbliżone do tych w Polsce.

 

Podróżowanie po Iranie nie jest skomplikowane. Kraj oplata sieć bardzo dobrych dróg, można korzystać z niezłych połączeń autobusowych i kolejowych. Nadal trudno tu jednak o dostęp do internetu. Transfer danych bywa wolny i często bez użycia specjalnych aplikacji nie wejdziemy na najpopularniejsze serwisy społecznościowe.

 

Irańczycy są niezmiernie przyjaznymi ludźmi, dlatego pod względem bezpieczeństwa Iran należy do jednych z najlepszych regionów do organizowania samodzielnych wypraw. Aby zrozumieć nieraz bardzo zaskakujące zachowania miejscowych, warto zapoznać się z pojęciem ta’arof. Jest to dość skomplikowana formuła grzecznościowa praktykowana przez mieszkańców tego kraju od wieków. Jej zastosowanie najlepiej wytłumaczyć na przykładzie. Po odwiezieniu nas pod wskazany adres taksówkarz może odmówić przyjęcia pieniędzy. Tak naprawdę nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy zapłacić za jego usługę, wręcz przeciwnie, trzeba nalegać, aż w końcu kierowca skapituluje. Podobnie jeśli Irańczyk oferuje nam coś za darmo, wcale nie świadczy to o tym, iż chce nam tę rzecz zwyczajnie podarować. Z takimi sytuacjami spotkamy się na targach, w sklepach, restauracjach czy wielu innych przypadkach. Należy pamiętać o tym, jak zareagować na tego typu bardzo specyficzną grzeczność. Jeżeli nie zapłacimy za usługę lub towar, wprawimy drugą stronę w ogromne zakłopotanie. Żeby lepiej zrozumieć Iran, warto sięgnąć po książki o tym kraju, w szczególności polecam pozycje autorstwa irańsko-amerykańskiego dziennikarza Hoomana Majda (Ajatollah śmie wątpić, Demokracja ajatollahów czy Ministerstwo Przewodnictwa uprasza o niezostawanie w kraju), który urodził się w Teheranie w 1957 r.

 

Nasze piękne tureckie wakacje

IZABELA MISZCZAK

www.turcjawsandalach.pl

                                                                                                 FOT. BIURO RADCY DS. KULTURY I INFORMACJI AMBASADY TURCJI/ÝBRAHÝM ZAMAN
 << Turcja, kraj położony na półwyspie Azja Mniejsza, nazywanym też Anatolią, czyli Krainą Wschodzącego Słońca, oblewany wodami czterech mórz, to idealne miejsce zarówno na błogie wakacyjne lenistwo, jak i aktywny wypoczynek. Można tu podążać śladami dawnych cywilizacji i podziwiać niezwykłe krajobrazy z perspektywy łodzi kołyszącej się na błękitnych falach lub z balonu wznoszącego się o poranku nad przepiękną Kapadocją. >>

W większości wyżynne terytorium państwa otaczają wody mórz Czarnego, Marmara, Egejskiego i Śródziemnego. Linia brzegowa ma ponad 7 tys. km długości, a rozmieszczone wzdłuż niej kurorty są głównymi ośrodkami rozwijającej się dynamicznie turystyki. To one są najczęściej głównym celem letnich wyjazdów mieszkańców Europy.

Więcej…