m_151551.jpg

Park Kakuzan w mieście Tsuyama z uroczo kwitnącymi drzewami wiśniowymi

© OKAYAMA-KEN KANKO RENMEI/JNTO

 

Anna Bielak

WWW.JAPONIA-ONLINE.pl

 

Zanim miałam okazję postawić pierwsze kroki na japońskiej ziemi, interesowałam się Krajem Kwitnącej Wiśni przez wiele lat. Jego obraz w mojej głowie wykreowały książki, filmy, zdjęcia, relacje znajomych. Kiedy więc zbliżał się upragniony dzień wylotu, z jednej strony byłam bardzo podekscytowana, z drugiej – obawiałam się, czy moje wyobrażenia nie okażą się błędne, a oczekiwania nazbyt bajkowe. W końcu każdy ląd wygląda podobnie, jedne drzewa przypominają inne drzewa, ludzie nie różnią się aż tak od siebie nawzajem, a niebo nad nami jaśnieje to samo... Nie zawiodłam się jednak.


Japonia jest miejscem niezwykłym, w którym nawet przestrzeń odczuwa się inaczej, a wszystko to za sprawą przenikających się kontrastów. Wszechobecne góry mieszczą się w jednym kadrze z zachodami słońca nad morzem, drewniane budynki z wielopoziomowymi dachami stoją obok majestatycznych wieżowców, ciasne uliczki giną w ogromie nowoczesnych miast, osoby w tradycyjnych kimonach mijają się z wielbicielami najnowszych trendów mody, piękno minimalizmu miesza się z kolorową i uroczą stylistyką kawaii, ceremonie picia herbaty odbywają się, gdy współczesny świat wciąż pędzi przed siebie, a tradycje ojczyzny samurajów przeplatają się ze zjawiskami wykreowanymi przez nowinki technologiczne. To wszystko czyni ten kraj lądem nieodgadnionym, który nieraz w opowieściach urasta do rangi krainy egzotycznej i dziwnej, prawie mitycznej.

Tymczasem, przy całej swojej niezwykłości, Japonia stała się obecnie osiągalna niemal na wyciągnięcie ręki. Wystarczy kupić bilet lotniczy, wsiąść do samolotu i dać się porwać przygodzie. Teraz sami możemy spotkać Japończyków, zmierzyć się ze stereotypami o nich i ich ojczyźnie i poczuć atmosferę tego świata kontrastów. Co jeszcze przeżyjemy, zależy od tego, czego oczekujemy po naszej wyprawie. 

Tysiące wysp, tysiące kilometrów

m_180895.jpg

Efektowna czerwona brama chramu Itsukushima na wyspie Miyajima

©HIROSHIMA PREFECTURE/JNTO



Zanim wysiądziemy z samolotu, zachwyci nas widziana z lotu ptaka japońska przyroda, która tylko zyskuje przy bliższym poznaniu. Kilka tysięcy górzystych wysp i wysepek rozsianych na długości ponad 3 tys. km szczyci się malowniczymi brzegami – oglądany z nich zachód słońca ma swój niepowtarzalny urok. W dużej mierze to za sprawą wyspiarskiego położenia kultura Kraju Kwitnącej Wiśni zyskała tak fascynujący charakter, a okresy izolacji jedynie uczyniły ją bardziej wyjątkową. Po dziś dzień w społeczeństwie Japonii można obserwować niezwykłą umiejętność czerpania z innych kręgów kulturowych i zmieniania pochodzących z nich elementów w coś własnego, jedynego w swoim rodzaju, przesiąkniętego rodzimą tradycją.

               
Przy odrobinie szczęścia to właśnie z okien samolotu po raz pierwszy ujrzymy majestatyczną górę Fudżi, której charakterystyczna sylwetka dominuje w krajobrazie. Ten znany na całym świecie wulkan jest popularnym punktem wypraw, a wielu turystów decyduje się na wspinaczkę w nocy po to, aby móc podziwiać niemal magiczny wschód słońca z najwyższego, sięgającego 3776 m n.p.m., szczytu archipelagu.

               
Wokół Fudżi znajduje się też mnóstwo miejsc, z których nacieszymy się jej widokiem. W pogodne dni, gdy powietrze staje się przejrzyste, widać ją nawet z odległego o ponad 90 km Tokio, dobrze jednak wybrać się także poza miasto, np. w okolicę bajkowo położonych Pięciu Jezior Fudżi: Kawaguchi, Motosu, Sai, Yamanaka i Shōji. Warto również odwiedzić popularną miejscowość wypoczynkową Hakone, gdzie można nie tylko zachwycać się zniewalającą panoramą z wulkanem i pięknymi krajobrazami czy wybrać się na spacer cedrową aleją, ale i poznać inne, mroczniejsze oblicze japońskiej natury. Leżąca w tym rejonie dolina Ōwakudani słynie z siarkowych wulkanicznych oparów oraz czarnych jaj, których skorupka zawdzięcza swój kolor gotowaniu w tutejszych gorących źródłach. Chętni mogą spróbować tego przysmaku.

              
Niezależnie od tego, z jakiej perspektywy będziemy podziwiać Fudżi, warto pamiętać, że dla Japończyków stanowi ona świętą górę, symbol żywych sił przyrody, które ludzie od wieków darzyli szczególnym szacunkiem. Gdy żyje się i buduje swoje domy w jednym z najbardziej aktywnych sejsmicznie regionów na ziemi, w sąsiedztwie potężnych wulkanów, inaczej postrzega się nie tylko naturę, lecz także każdy nowy dzień. Ta pokora wobec świata, pogodzenie się z ulotnością chwili oraz hart ducha nie pozwalający dać się pokonać przeciwnościom losu mocno zakorzeniły się w świadomości tego narodu i również dziś dostrzeżemy je w postawie mieszkańców Kraju Wschodzącego Słońca.

               
W Japonii istnieje o wiele więcej miejsc, które mogą oczarować wielbicieli pięknych krajobrazów. Wśród niezliczonych wzniesień, lasów, pól ryżowych, szlaków spacerowych i wkomponowanych w nie świątyń, kryją się takie perełki, jak trzy widoki uważane za najwspanialsze na wyspach: zniewalająca wąska mierzeja Amanohashidate, porośnięty sosnami (matsu) malowniczy archipelag Matsushima oraz położony niemal na wodzie chram Itsukushima (na wyspie Miyajima, inaczej Itsukushima) z największą japońską czerwoną bramą, tzw. torii, mierzącą ok. 16 m. Szukającego ciekawych okolic turystę do wielu magicznych zakątków doprowadzą natomiast wodospady. W pobliżu jeziora Chūzenji mamy szansę znaleźć ich co najmniej kilka, w tym Kegon, który zapiera dech w piersiach zarówno w lecie, gdy spieniona woda spada z jego 97-metrowego progu, jak i zimą, kiedy na skałach formują się lodowe sople. Podczas wizyty w tym rejonie nie sposób nie odwiedzić klimatycznego Nikkō. Wzniesiony w nim chram Tōshōgū, poświęcony Ieyasu Tokugawie (1543–1616), założycielowi dynastii szogunów Tokugawa, urzeka m.in. barwną architekturą oraz słynnymi rzeźbami śpiącego kota i trzech małp, z których jedna zakrywa uszy, druga – usta, a trzecia – oczy, żeby nie słyszeć, nie mówić i nie widzieć nic złego.

               
Z kolei ci turyści, którzy chcieliby odpocząć od klasycznych japońskich krajobrazów, powinni udać się na wysuniętą na południe Okinawę. Podobnie jak pozostałe wyspy archipelagu Riukiu, charakteryzuje się ona niemal tropikalną scenerią, niesamowicie szerokim wachlarzem barw egzotycznych roślin, wielkim bogactwem zwierząt i pięknymi plażami. Poza tym powstało tu niezwykłe akwarium Churaumi (Okinawa Churaumi Aquarium) – jedno z największych na świecie, w którym można podziwiać także majestatyczne rekiny wielorybie.

Metropolia z japońską duszą

m_164793.jpg

Wiszący Tęczowy Most łączący brzegi Zatoki Tokijskiej ma dwa poziomy

©MIKE LUK/JNTO



Między tysiącami porośniętych lasami wzniesień rozciągają się japońskie miasta. Góry zajmują olbrzymią większość terytorium archipelagu, przez co Japończycy nauczyli się oszczędnie gospodarować pozostałymi, bardzo cennymi gruntami. Takie ukształtowanie terenu wymusiło specyficzną zabudowę. Małe mieszkania, niewielkie, wąskie domy, stojące jeden obok drugiego, które dla nas stanowią raczej ciekawostkę architektoniczną niż odpowiednie do zastosowania rozwiązanie, dla wielu tutejszych rodzin są całym światem. I choć, gdy wyobrażamy sobie japońskie ogrody, przychodzą nam na myśl zazwyczaj te przy rezydencjach cesarskich i olbrzymich świątyniach buddyjskich, to niejeden przydomowy ogródek czy miniaturowe drzewo bonsai może nas zaskoczyć i równie szczerze zachwycić. W nich również czuć ducha perfekcjonizmu, cierpliwości, precyzji i umiejętności cieszenia się drobnymi rzeczami.

               
Mimo wszystko Japonia kojarzy się nam także z nowoczesnością i wielkimi miastami, pełnymi nowinek technicznych, wysokich wieżowców i skomplikowanych szlaków komunikacyjnych. Jak ich budowniczowie radzą sobie z brakiem miejsca? Jednoszynowa kolej rozciągająca się na wysokich słupach nad Kobe, olbrzymi Międzynarodowy Port Lotniczy Kansai obok Osaki, położony na usypanym na Morzu Wewnętrznym lądzie, popularna wśród turystów duża sztuczna wyspa Odaiba w Zatoce Tokijskiej czy wreszcie dwupoziomowy Tęczowy Most (Rainbow Bridge) łączący ją z resztą Tokio – to tylko nieliczne przykłady sposobów na zagospodarowanie przestrzeni w gęsto zaludnionych japońskich metropoliach. Niektóre z tych rozwiązań same w sobie stanowią atrakcje turystyczne, a inne pozwalają na swobodne zwiedzanie i wygodny dojazd do kolejnego celu na mapie naszej podróży. Szczególnym przypadkiem tych drugich jest z pewnością tokijskie metro, tworzące sieć o łącznej długości ponad 310 km. Dzięki godnej Japończyka punktualności, dokładnym opisom (nie tylko w znakach kanji) i takim udogodnieniom, jak np. specjalne karty zamiast biletów, ten świetnie zorganizowany system komunikacyjny pozwala całemu miastu na sprawne funkcjonowanie. Dzięki precyzji, z jaką działa, niemal moglibyśmy stanąć z zamkniętymi oczami na peronie w oczekiwaniu na pociąg i po jego nadjechaniu po prostu zrobić krok przed siebie, mając pewność, że wsiądziemy do właściwego wagonu.

               
Samemu Tokio trzeba poświęcić więcej uwagi – nie tylko jako pomnikowi japońskiej nowoczesności. Przypomina ono mozaikę z kalejdoskopu złożoną z wielu obliczy kraju. Zobaczymy w nim monumentalne wieżowce, wielkie ulice obok starych świątyń i symbol narodowej tradycji – Pałac Cesarski, w którym po dziś dzień mieszka cesarz Japonii, niegdyś uważany za boga i nadal cieszący się olbrzymim szacunkiem swoich rodaków. Warto wjechać na jeden z licznych punktów obserwacyjnych, takich jak 333-metrowa wieża telewizyjna Tokyo Tower lub jej nowe wcielenie – najwyższa na świecie wieża Tokyo Skytree (mająca aż 634 m!), z których można podziwiać sięgającą po horyzont panoramę największej japońskiej metropolii. Rozmaite twarze stolicy najlepiej jednak poznać podczas spaceru po różnych jej dzielnicach. W jego trakcie z pewnością kupimy upragnione pamiątki przy otoczonej setkami straganów buddyjskiej świątyni Sensō-ji w Asakusie, odwiedzimy Akihabarę, będącą ziemią obiecaną fanów anime i mangi, spotkamy nietuzinkowych ludzi ubranych w bajkowe kreacje w krainie mody ulicznej Harajuku czy urocze zwierzęta zamieszkujące niecodzienne kawiarnie z kotami, królikami, sowami, a nawet wężami... Im bardziej otworzymy się na tego rodzaju zwiedzanie Tokio, tym więcej niespodzianek na nas czeka. Brama torii na ulicy, niewielka stara drewniana księgarnia między wysokimi drapaczami chmur, klimatyczna restauracja w niepozornym zaułku, pies witający klientów w okienku małego kiosku ulicznego z papierosami (koło stacji Musashi-Koganei) – takie właśnie atrakcje znajdziemy w tym fascynującym mieście, trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać, lub cierpliwie odkrywać tajemnice tokijskiej betonowej dżungli.

               
Można sobie wyobrazić, ile pracy i perfekcyjnej koordynacji różnych zadań potrzeba, aby w tak wielkim i zróżnicowanym miejskim mechanizmie wszystko chodziło jak w zegarku. W zrozumieniu tego fenomenu pomaga przyjrzenie się podejściu Japończyków do pracy. I nie mam tu na myśli tylko poświęcenia dla dobra ogółu, słynnych japońskich nadgodzin czy stawiania obowiązków zawodowych na pierwszym miejscu. W Japonii każde zajęcie uznaje się za ważne. Kelnerka uśmiecha się zawsze do klientów, kasjerka przelicza na głos kwoty za poszczególne produkty, pakuje zakupy do reklamówki, kierowca autobusu ostrzega pasażerów przed zakrętem itd. To, co nam może wydawać się zbędne, sztuczne i nieszczere, stanowi tutaj wyraz wiary w założenie, że każda praca jest istotna, trzeba się do niej przykładać i należy się jej szacunek. Japończycy są mistrzami dostosowywania się do sytuacji, zakładanie odpowiedniej maski przychodzi im naturalnie i okazuje się, że potrafi się to udzielać. Wśród moich znajomych nie brakowało osób, które po powrocie z Japonii kłaniały się podczas... rozmowy przez telefon. W końcu uprzejmość to uprzejmość i nie ma tu znaczenia, czy druga strona widzi nasz gest.

Dawna Japonia dziś

Żeby zanurzyć się w świecie pełnym ducha japońskiej tradycji, należy jednak opuścić Tokio i odwiedzić też inne miejsca, w szczególności te związane z dawnymi stolicami Kraju Kwitnącej Wiśni – miastami Nara, Kamakura i Kioto. To w nich niejedna budowla przywodzi na myśl czasy sprzed otwarcia się Japonii na Zachód. W miasteczku Ikaruga w prefekturze Nara i w samej Narze znajdziemy dwie słynne świątynie: Hōryū-ji z jednym z najstarszych oraz Tōdai-ji z zaliczanym do największych drewnianych budynków na ziemi. W tej ostatniej warto zatrzymać się chwilę dłużej, aby ujrzeć oblicze umieszczonego w głównym pawilonie ponad 15-metrowego Wielkiego Buddy z brązu i odpocząć w okolicznym parku znanym z sympatycznych, choć natarczywie upominających się o ryżowe ciastka senbei jeleni. Co ciekawe, w Kamakurze również czeka na nas Wielki Budda, tym razem prawie 14-metrowy, stojący na wolnym powietrzu. Można go nie tylko oglądać z zewnątrz, ale i zwiedzać w środku.

               
Jednak to Kioto, które straciło w 1869 r. status stolicy kraju na rzecz Tokio, urosło niemal do symbolu japońskiej tradycji. W czasie naszej wizyty z pewnością udzieli się nam niezapomniana atmosfera tego miasta. Tworzą ją świątynie, których naliczono kilka tysięcy, wąskie uliczki wytyczone wśród historycznej zabudowy, setki sklepów z tradycyjnymi wyrobami i pamiątkami. Tutaj też obejrzymy np. jakby przeniesione z przeszłości zawody strzeleckie, założymy prawdziwe kimono, a także mamy największe szanse, aby uchwycić na zdjęciu ulotnego ducha dawnej Japonii – spacerującą po nastrojowych uliczkach dzielnicy Gion piękną gejszę. Kioto jest jednym z tych rejonów, gdzie nawet na pierwszy rzut oka można dostrzec to wyjątkowe japońskie zjawisko współistnienia dwóch pozornie zupełnie odmiennych światów: kulturowego dziedzictwa i nowoczesności. Podczas zwiedzania trudno nam będzie wybrać między urokliwymi parkami i zabytkami, wśród których znajdziemy efektowny Złoty Pawilon (Kinkaku-ji), chram Heian (Heian-jingū) z jedną z największych w kraju bram torii, długi na 120 m pawilon Sanjūsangendō z 1001 posągów bogini Kannon, przesycony minimalistyczną estetyką zen kamienny ogród przy świątyni Ryōan-ji czy wreszcie położony wysoko na zboczu kompleks buddyjski Kiyomizu-dera, skąd roztacza się malownicza panorama miasta. A to tylko kilka z miejsc, które warto odwiedzić, żeby poczuć niepowtarzalny klimat dawnej stolicy. Co więcej, pełne magii Kioto stanowi również świetny punkt do rozpoczęcia dalszych wędrówek. Wyruszymy stąd m.in. do chramu Fushimi Inari, znanego z alejek z tysiącami czerwonych bram torii, pawilonu Byōdōin, leżącego w japońskim zagłębiu herbacianym Uji, lub szczególnie mi bliskiej Arashiyamy ze świątyniami, ogrodami, bambusowym lasem w Sagano i słynnym drewnianym mostem nad malowniczo wijącą się wśród górskich zboczy rzeką Ōi – ten rejon o każdej porze roku odkrywać można od nowa.

               
Dla odmiany, samuraje w nieunikniony sposób kojarzą się z zamkami Japonii. Budowle te warte są uwagi nie tylko ze względu na swoją charakterystyczną architekturę, ale i spektakularne widoki, jakie zazwyczaj rozpościerają się z nich na całą okolicę. Jeden z nielicznych oryginalnych zabytków tego typu znajdziemy w Himeiji. Nad miastem góruje sylwetka olbrzymiego i wyjątkowo fotogenicznego Zamku Białej Czapli (Shirasagi-jō), który oszczędziły zniszczenia wojenne. Jeśli natomiast mielibyśmy ochotę poczuć się jak aktorzy na planie historycznej produkcji, powinniśmy zajrzeć do wioski filmowej Toei Kyoto Studio Park, gdzie nadal kręci się wiele filmów o samurajach. Można w niej przez chwilę uwierzyć, że czas się zatrzymał.

Chwila zapomnienia

m_162709.jpg

Makaki japońskie w gorących źródłach w Parku Małp Jigokudani

©YAMANOUCHI TOWN/JNTO



Każdy, nawet najbardziej wytrwały podróżnik, potrzebuje w pewnym momencie odrobiny wytchnienia. W Japonii żaden gość nie powinien mieć problemu ze znalezieniem dobrego miejsca na odpoczynek, niezależnie od trwającej właśnie pory roku czy regionu, w którym akurat przebywa. Szczególnie zachęcająco przedstawiają się pod tym względem wiosna i jesień. Wtedy to obcokrajowcom trafia się niezapomniana okazja do zatrzymania się i kontemplowania ulotnego spektaklu japońskiej przyrody – obsypanych różowymi kwiatami drzew wiśniowych sakura, gdy przyroda budzi się do życia, oraz mieniących się czerwienią liści klonów, kiedy wszystko przygotowuje się do zimowego snu. Japończycy do tego stopnia pokochali to pierwsze zjawisko, że w okresie wiosennym całe firmy, klasy, rodziny spotykają się na hanami („oglądanie kwiatów”) na wspólnych piknikach, a krajowe media przygotowują specjalne prognozy dotyczące przesuwania się swoistej fali kwitnienia przez archipelag. Latem japoński klimat utrudnia podróżowanie z powodu panujących wysokich temperatur i wilgotności, lecz jednocześnie właśnie wtedy turyści ściągają licznie na leniwe plaże Okinawy otoczone przez lazurowy błękit Oceanu Spokojnego. Zimą dobrze zatrzymać się choćby na chwilę w gorących źródłach (jap. onsen), które choć kuszą relaksującymi kąpielami przez okrągły rok, to otulone śniegiem zyskują niepowtarzalny czar. W Parku Małp Jigokudani (Jigokudani Yaen-koen) w trakcie takiego błogiego wypoczynku spotkamy nawet makaki japońskie (nazywane śnieżnymi małpami).

               
Jeśli chcemy uciec od turystycznego zgiełku, powinniśmy spędzić niezapomnianą noc w klasztorze buddyjskich mnichów w górach Kōya w atmosferze medytacji i wyciszenia. Koniecznie trzeba też wziąć udział w ceremonii herbacianej, niezależnie od tego, gdzie i przy jakiej okazji będzie nam to dane. Niezwykły nastrój spotkania, delikatny zapach kadzidła, cichy dźwięk przelewanej wody i tlących się węgli, aromat niepowtarzalnej zielonej herbaty matcha, możliwość trzymania w dłoniach pięknych czarek oraz spokój i duch japońskiej gościnności widoczny w każdym geście gospodarza pozwolą nam zapomnieć o trudach wędrówki i choć na chwilę wszystkimi zmysłami poczuć istotę tradycji tego kraju.

               
Nawet najcudowniejsza i najbardziej kojąca dla duszy podróż nie obejdzie się jednak bez pokarmu dla ciała. Tutaj z pomocą przychodzi nam kuchnia mieszkańców Japonii, mająca tyle smaków, ile rozmaitych regionów występuje na archipelagu. Aby ją naprawdę poznać, nie wystarczy spróbować znanego na całym świecie sushi, perfekcyjnie wykonanych i pięknie podanych posiłków kaiseki albo szybkich ulicznych przekąsek, takich jak takoyaki (kulki z ciasta z ośmiornicą), soba (makaron z mąki gryczanej), toriyaki (grillowane kawałki kurczaka), okonomiyaki (rodzaj placków z różnych składników) czy rāmen (rosół z wieloma dodatkami). W Kraju Kwitnącej Wiśni dokądkolwiek byśmy pojechali, znajdziemy charakterystyczne dla tego miejsca odmiany wielu dań oraz regionalne specjały, których nie zjemy nigdzie indziej. Dla Japończyków takie lokalne smakołyki są nie tylko warte skosztowania, ale i stanowią idealny prezent z podróży. W trakcie odkrywania Japonii dobrze więc brać przykład z jej mieszkańców i zostawić sobie nieco czasu na spokojne delektowanie się przysmakami tutejszej sztuki kulinarnej.

               
Poznanie tak różnorodnych i oddalonych od siebie rejonów w ciągu jednej podróży byłoby niemożliwe, gdyby nie liczne środki transportu, które mają do dyspozycji turyści odwiedzający archipelag. Bogata siatka wewnętrznych połączeń lotniczych, nocne autobusy, promy i – oczywiście – słynne na całym świecie linie kolejowe pozwalają przebyć Kraj Wschodzącego Słońca wzdłuż i wszerz bez większego wysiłku. Niezmiernie nowoczesna, wygodna, czysta, punktualna i perfekcyjna w każdym calu kolej jest jedną z rzeczy, z których Japończycy z pewnością mogą być dumni. Dotyczy to zarówno superszybkich pociągów Shinkansen, jak i dużej liczby mniejszych, nieraz jednowagonowych regionalnych składów, w których nierzadkim widokiem będzie maszynista w białych rękawiczkach.

       
Osobom wychowanym w europejskim kręgu kulturowym próba zrozumienia ducha Japonii może zająć całe życie. Jestem jednak przekonana, że warto podjąć to wyzwanie i zanurzyć się w atmosferze tego niezwykłego państwa choćby na chwilę. Jeśli się otworzycie i uda Wam się znaleźć tu cząstkę świata, której brakuje Wam w Waszej codzienności, ta nieodgadniona kraina prawdopodobnie rozkocha Was w sobie na zawsze. Jeżeli odmienność japońskiej kultury potraktujecie po prostu jako zbiór dziwactw, przeoczycie prawdziwy obraz archipelagu i jego mieszkańców i zniechęcicie się do nich. Niezależnie natomiast od tego, czy od udanej podróży oczekujecie zapierających dech w piersiach krajobrazów, odkrywania niecodziennych miejsc, zrobienia pięknych zdjęć, dobrej zabawy, czy odpoczynku i wyciszenia, o ile dobrze poszukacie, z pewnością odnajdziecie to wszystko w Japonii. Warto więc odwiedzić ten niezmiernie pasjonujący kraj i wyrobić sobie na jego temat własne zdanie – kto wie, może i Wasze życie zmieni on nie do poznania…

Artykuły wybrane losowo

Rajskie wyspy Indonezji

 Prambanan temple

Hinduistyczny kompleks Prambanan na Jawie

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

MAJA KAŹMIERCZAK-BARTHEL

www.TRAVELINGROCKHOPPER.COM

 

Według mnie Indonezja słynie z licznych wulkanów, tradycyjnego dania „nasi goreng”, orangutanów z Sumatry i Borneo oraz waranów z Komodo. Choć każdy z moich przykładów da się uzasadnić, większość osób kojarzy ją jednak z rajską Bali. Czy właśnie ta wyspa najlepiej reprezentuje cały kraj? Zdecydowanie nie i… trochę tak.

 

Indonezja leży w Azji Południowo-Wschodniej i częściowo Oceanii. To największe wyspiarskie państwo na świecie (o powierzchni ponad 1,9 mln km²). Swoimi granicami obejmuje 17 508 wysp, z czego mniej więcej 6 tys. pozostaje zamieszkanych. Ten rozległy kraj oddziela Pacyfik od Oceanu Indyjskiego.

 

Przy tak dużym wyborze naprawdę trudno zdecydować, gdzie zawitać podczas podróży po Indonezji. Mnóstwo jej wysp kusi turystów obietnicą rajskich wakacji. W tym ogromie znajduje się wiele prawdziwych perełek.

 

KRAINA BOGÓW

 

Bali z jednej strony jawi się jako turystyczny eden, egzotyczna kraina o wyjątkowej kulturze, z cudowną przyrodą, piaszczystymi plażami i idealną pogodą. Z drugiej strony wiele osób mówi, że wyspa jest przereklamowana, zatłoczona czy wręcz niewarta odwiedzenia, ponieważ w Indonezji znajduje się mnóstwo ciekawszych miejsc. Obie te opinie są słuszne. Na Bali funkcjonują rewelacyjne resorty, ale także kiepskiej jakości hotele. Rozwinęła się tu interesująca kultura i balijska odmiana hinduizmu, przetrwał odrębny język (balijski, basa bali), jednak inne rejony kraju też są wyjątkowe. Na wyspie leży dużo pięknych plaż, lecz wiele z nich jest zatłoczonych. W tym regionie panuje klimat równikowy z dwoma porami w roku: suchą i deszczową. W trakcie trwania tej drugiej (zazwyczaj od października do kwietnia) nie należy raczej spodziewać się idealnej pogody. Mnóstwo miejsc na Bali ma charakter typowo turystyczny, komercyjny, ale nie wszystkie, uchowało się tutaj również wiele urokliwych zakątków. Choć to nieduża wyspa (ma ponad 5,5 tys. km² powierzchni), jednak jest na tyle rozległa, że dzięki sporemu zróżnicowaniu prawie każdy znajdzie na niej coś dla siebie. Zdecydowanie warto ją odwiedzić i poznać rozmaite jej oblicza. W końcu nie bez przyczyny nazywana bywa krainą bogów.

 

Jednym z powodów, dla których turyści udają się na Bali, są jej przepiękne plaże. Wybrzeże wyspy w wielu miejscach pokrywa biały piasek. Natkniemy się też na czarne, wulkaniczne brzegi (plaża Lovina na północy), także bardzo malownicze. Amatorzy wszelkich sportów wodnych poczują się tu jak w raju. Ogromną popularnością cieszą się surfing i nurkowanie. Ciekawą atrakcję stanowi poza tym obserwowanie delfinów.

 

Indonezja jest w większości muzułmańska (powyżej 87 proc. ludności), jednak Balijczycy wyznają przede wszystkim lokalną odmianę hinduizmu (ok. 83,5 proc. mieszkańców wyspy), co w dużej mierze sprawiło, że kultura balijska tak bardzo różni się od tej z innych rejonów kraju. Na Bali znajduje się ponad 6 tys. świątyń hinduistycznych! Nie sposób ich wszystkich odwiedzić, ale do kilku koniecznie należy się wybrać, gdyż są dość specyficzne. Jedne z piękniejszych to np. Besakih na zboczu góry Agung (3031 m n.p.m.), Tirta Empul i Gunung Kawi w mieście Tampaksiring, sanktuarium Goa Gajah (Jaskinia Słonia) koło Ubud, zbudowana na klifie XI-wieczna świątynia Uluwatu (zwana również Luhur Uluwatu) oraz dwie najchętniej fotografowane budowle: Ulun Danu Bratan nad brzegiem jeziora Bratan i usytuowana na skale Tanah Lot niedaleko Denpasar.

 

Zwiedzanie obiektów sakralnych na wyspie można połączyć z oglądaniem przedstawienia muzyczno-tanecznego. Mimo iż takie spektakle bywają zwykle przeznaczone głównie dla turystów, warto je zobaczyć, gdyż prezentują interesujące elementy balijskiej kultury. Do typowych widowisk należy pokaz tańca lwa (barong), ilustrującego wieczną walkę dobra ze złem.

 

Podczas pobytu na Bali albo w innej części Indonezji polecam zainteresować się także batikiem. To technika malowania tkanin polegająca na nakładaniu wielu warstw wosku na materiał, a następnie zanurzaniu go w barwniku, który farbuje jedynie nie pokryte niczym miejsca. Aby uzyskać rozmaite efekty, proces woskowania i farbowania powtarza się wielokrotnie. Ta metoda zdobienia znana jest w różnych krajach, np. w Indonezji, Malezji, Singapurze, Indiach, Bangladeszu, Nigerii, Senegalu, Mali, Chinach, Japonii, Iranie, na Sri Lance i Filipinach. Historia batiku sięga starożytności, już w IV w. p.n.e. w Egipcie używano podobnie dekorowanych tkanin do owijania zwłok. Co ciekawe, ten indonezyjski uchodzi za zdecydowanie najsłynniejszy. W 2009 r. batik z Indonezji wpisano na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od tego czasu tutejszy rząd zachęca obywateli, aby w piątki nosili ubrania wykonane z tak zdobionych tkanin, a 2 października obchodzi się w kraju Dzień Batiku.

 

Ciekawą atrakcją Bali jest również Małpi Las Ubud (Ubud Monkey Forest). To park o powierzchni ok. 12,5 ha. Żyje w nim mniej więcej 700 małp (makaków krabożernych), występują tutaj rozmaite gatunki roślin i znajdują się trzy świątynie. Wizyta w tym miejscu powinna być doznaniem duchowym, przynieść nam spokój i równowagę.

 

Jeden z moich ulubionych rejonów na wyspie stanowią tarasy ryżowe (Tegallalang lub Jatiluwih). Ryż jest podstawowym produktem spożywczym na Bali (jak i w całym kraju), częścią tutejszej kultury. Co więcej, jego uprawa to ważny element indonezyjskiej gospodarki. Indonezja znajduje się na trzecim miejscu wśród największych światowych producentów ryżu (po Chinach i Indiach). Niestety, uprawianie tej rośliny stanowi skomplikowane i trudne zajęcie. W Azji rolnicy coraz częściej rezygnują z pracy na polu, gdy widzą, że łatwiej czerpać dochody z branży turystycznej. Trudno im się dziwić, ale żal patrzeć na niszczejące tarasy ryżowe.

 

Bali szczyci się też typowo indonezyjską atrakcją, jaką są wulkany. Dwa najsłynniejsze to Batur (1717 m n.p.m.) i Agung (3031 m n.p.m.). Ze szczytu pierwszego z nich turyści często podziwiają zachwycający wschód słońca. Góra Agung jest wyższa i wspinaczka na nią wymaga dużo więcej wysiłku. Na dodatek od sierpnia 2017 r. aktywność tego wulkanu bardzo wzrosła i w listopadzie doszło do kilku znacznych wybuchów. Z tego powodu odwołano wszystkie loty z i na Bali, a wiele osób ewakuowano. Większa erupcja może całkowicie odmienić oblicze wyspy...

 

RAJ BEZ TURYSTÓW

 

Jeżeli wakacje na Bali ciągle nie brzmią do końca przekonująco, polecam wybrać się na Lombok. Obie wyspy są do siebie podobne pod względem przyrodniczym (niektóre miejsca nawet mają takie same nazwy, np. plaża Kuta). Lombok bywa jednak słusznie nazywana Bali bez tłumów. Warto się spieszyć, żeby ją odwiedzić, bo każdego roku przybywa na nią coraz więcej turystów.

 

Na wyspie znajdują się wspaniałe plaże (w tym wyjątkowa różowa Tangsi), piękne wodospady (Benang Kelambu i Senaru), góry i wulkany. Jej okolica świetnie nadaje się do surfowania i nurkowania. Lombok to również znakomite miejsce na romantyczną podróż dla nowożeńców. Tutejsze tradycje i kulturę można poznać bliżej w wiosce grupy etnicznej Sasak.

 

Na północy wyspy wznosi się jeden z najwyższych i najbardziej aktywnych indonezyjskich wulkanów – Rinjani (3726 m n.p.m.). Wyprawa na jego szczyt zajmuje ok. dwa–trzy dni, mimo to przyciąga on wielu chętnych. Z góry rozpościera się wspaniała panorama na całą Lombok, widać nawet pobliską Bali.

 

U północno-zachodnich wybrzeży leżą tu trzy małe wysepki Gili. Dość długo ten archipelag był uznawany za rajski, idealny na idylliczne wakacje dla mniej zamożnych turystów. Obecnie wszystko się zmienia, jednak wysepki Gili ciągle wydają się być ciekawą propozycją turystyczną.

 

SEN NA JAWIE

 

bromo

Rozległa kaldera Tengger z dymiącym kraterem czynnego wulkanu Bromo

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

Najbardziej zaludnioną wyspę na świecie stanowi indonezyjska Jawa. Zamieszkuje ją aż ok. 145 mln osób. Zdecydowanie nie brzmi to jak zachęta do jej odwiedzenia, ale jest tutaj kilka wspaniałych miejsc, bez zobaczenia których wizyta w Indonezji byłaby niepełna. To właśnie na Jawie znajdują się mistyczne świątynie Borobudur i Prambanan, zachwycające okolice z wulkanami Bromo (2329 m n.p.m.) i Ijen (2443 m n.p.m.) oraz Madakaripura – wodospad pozostający na długo w pamięci. Tutejsze cuda wbrew nazwie wyspy wydają się jak ze snu.

 

Zwiedzanie najlepiej zacząć od ponad 400-tysięcznej Yogyakarty (Jogyakarty). Uchodzi ona za centrum kultury i sztuki jawajskiej. Miasto jest warte zobaczenia, a do tego tutejsze restauracje kuszą smaczną kuchnią. Z Yogyakarty obowiązkowo trzeba wybrać się do wspomnianych wyjątkowych zabytków sakralnych.

 

Borobudur należy do największych buddyjskich świątyń na świecie. Pochodzi według szacunków z VIII–IX w. W 1991 r. obiekt ten został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Moim zdaniem to najpiękniejsza i najciekawsza świątynia w Indonezji, nie tylko ze względu na detale architektoniczne, liczne rzeźby (m.in. 504 posągi Buddy) i płaskorzeźby (2672 reliefy). Zachwyca także jej okolica. Jedynie ogromna popularność tego miejsca, a co za tym idzie, ściągające tu codziennie tłumy turystów, mogą odstręczać od wizyty. Co ciekawe, kompleks Borobudur przez kilka stuleci był ukryty pod pyłem wulkanicznym i porośnięty bujną roślinnością. Został opuszczony prawdopodobnie na przełomie X i XI w., ale dopiero w 1814 r. natrafiono na pierwsze ślady budowli. Przez kolejne lata odkrywano ją po kawałku, a obecnie jest jedną z głównych atrakcji kraju.

 

Prambanan to hinduistyczny zespół świątynny z połowy IX w. Ten największy tego typu obiekt w Indonezji umieszczono zresztą w 1991 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Niestety, w wyniku trzęsień ziemi, zwłaszcza ostatniego z maja 2006 r., wiele miejscowych świątyń zostało zniszczonych. Niektóre z nich odbudowano, ale część nadal czeka na renowację. Prambanan również uchodzi za jedną z ważniejszych atrakcji kraju. Każdego dnia odwiedzają go rzesze turystów. Jednak i tu można znaleźć spokój i miejsce tylko dla siebie.

 

W Indonezji jest prawie 130 czynnych wulkanów. Na Jawie, o ile pozwalają na to względy bezpieczeństwa, polecam odwiedzić okolice Bromo i Ijen. Czasem z powodu dużej aktywności nie zaleca się wycieczek w ich rejony. Należy więc wcześniej sprawdzić aktualną sytuację.

 

Najpopularniejszy w Indonezji Bromo wchodzi w skład masywu Tengger. Najaktywniejszym i najwyższym wulkanem na Jawie jest jednak Semeru (zwany też Mahameru, 3676 m n.p.m.). Od 1967 r. regularnie (co ok. 20 min.) wydobywa się z niego dym, a czasem wydostają się również chmury pyłu lub kamienie. Bromo i Semeru położone są wewnątrz kaldery o średnicy mniej więcej 10 km i otoczone przez tzw. morze piasków (z drobnego piasku wulkanicznego). Okolica wulkanów stanowi popularne miejsce na podziwianie wschodu słońca. Jakkolwiek banalnie to brzmi, zapewniam, że jest cudownym doświadczeniem. Wyłaniający się spod pierzyny chmur krajobraz wygląda niesamowicie. Po przeżyciach natury estetycznej można pokrążyć w pobliżu i nawet zajrzeć do krateru. W drodze powrotnej trzeba koniecznie zobaczyć Madakaripurę – według mnie jeden z najwspanialszych wodospadów w Azji.

 

Równie wyjątkowo prezentuje się zespół czynnych wulkanów Ijen (Kawah Ijen, Gunung Iljen). W jednym z kraterów znajduje się największe na świecie kwaśne jezioro charakteryzujące się pięknym turkusowym kolorem. Ijen często bywa celem nocnych wycieczek, których uczestnicy chcą zobaczyć tzw. niebieski płomień. Zjawisko to zachodzi na skutek wysokiego stężenia związków siarki. Nie jest to jedyne miejsce na naszym globie, gdzie można je obserwować, jednak w Indonezji widuje się największe niebieskie ognie. Niestety, okolica słynie także z niezmiernie ciężkich warunków pracy. Mężczyźni wydobywający siarkę wspinają się po zboczu, aby dostać się do złóż. Nie mają żadnego specjalistycznego sprzętu, strojów ochronnych czy chociażby masek przeciwgazowych. Rozłupują ogromne bloki, a potem układają żółte bryły w dwóch sporych koszach i niosą je na plecach stromą i długą ścieżką. Mimo włożonego wielkiego wysiłku nie zarabiają zbyt dużo. Na ten temat nakręcono kilka filmów dokumentalnych, m.in. Śmierć człowieka pracy (Workingman’s Death) z 2005 r. w reżyserii Austriaka Michaela Glawoggera.

 

Na Jawie znajduje się również stolica, a zarazem największe miasto Indonezji – ponad 10-milionowa Dżakarta. Nie jest ona jednak zbyt ciekawa. Właściwie warto polecić w niej jedynie piękny park Taman Mini Indonesia Indah, który prezentuje w miniaturze rozmaite atrakcje kraju. Wizyta w nim może być swojego rodzaju inspiracją do odwiedzenia poszczególnych wysp. Dżakarta sprawia też wrażenie najbardziej holenderskiego miejsca w Indonezji. Przez kilka wieków nazywana była Batawią (od 1619 do 1949 r.) i stanowiła stolicę Holenderskich Indii Wschodnich (od 1800 do 1949 r.). Dziś w Holandii działa wiele restauracji indonezyjskich. W Indonezji można za to spotkać Holendrów i znaleźć wiatraki.

 

 Sunrise at Kawah Ijen

Turkusowe kwaśne jezioro wulkaniczne w aktywnym kraterze Kawah Iljen

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

U ORANGUTANÓW

 

Sumatra to szósta pod względem wielkości wyspa na świecie (ma powierzchnię ponad 443 tys. km²) i największa należąca w całości do Indonezji. Słynie ona przede wszystkim z przepięknej przyrody. Znajdziemy tutaj tropikalne lasy, wulkany i jeziora. Poza tym wyspę zamieszkuje także endemiczny gatunek orangutana (orangutan sumatrzański). Polecam szczególnie dwa akweny na Sumatrze – Toba i rzekę Bahorok.

 

Pierwszy z nich to największe jezioro wulkaniczne na świecie, które powstało po wybuchu ogromnego wulkanu, prawdopodobnie ok. 75–80 tys. lat temu. Toba ma powierzchnię 1130 km². Znajduje się na nim wyspa o nazwie Samosir. Okolica cieszy się dużą popularnością wśród Indonezyjczyków, ale niewielu obcokrajowców słyszało o tym miejscu. Muszę przyznać, że otoczenie jeziora wygląda całkiem przyjemnie, wokół wznoszą się majestatyczne góry, jest tu spokojnie (prawie nie ma turystów) i można wypocząć. Jednak bardzo rozczarowała mnie jakość wody. Niestety, obecnie Toba nie nadaje się nawet do pływania. Widok ludzi myjących w nim kanistry na benzynę zdecydowanie nie polepsza sytuacji. Może kiedyś się to zmieni.

 

Lasy deszczowe na Borneo i Sumatrze zamieszkują orangutany. Te wyjątkowe zwierzęta są dziś zagrożone wyginięciem. Ich populacja zmniejsza się ze względu na wycinanie drzew i wypalanie skupisk leśnych (często nielegalne). Uważam, że podczas podróżowania po świecie trzeba zachowywać się odpowiedzialnie i starać się jak najmniej wpływać na miejsca, do których się trafia. Dotyczy to szczególnie środowiska naturalnego. Polecam więc odwiedzać rezerwaty (a nie ogrody zoologiczne), gdzie można nauczyć się czegoś o ich mieszkańcach i dowiedzieć się, jak pomóc przetrwać zagrożonym gatunkom. Jednym z takich obszarów specjalnej ochrony jest sanktuarium w miejscowości Bukit Lawang na Sumatrze. Ośrodek nad rzeką Bahorok został założony w 1973 r. właśnie z myślą o osieroconych, rannych lub urodzonych w niewoli orangutanach. To wspaniałe centrum rehabilitacji leży na wschodnim skraju Parku Narodowego Gunung Leuser.

 

NA GRANICY

 

Trzecią co do wielkości wyspę na świecie stanowi Borneo (ma blisko 750 tys. km² powierzchni). Jej terytorium jest podzielone między trzy kraje: Malezję, Brunei i Indonezję. Do tego ostatniego należy największy obszar (ok. 73 proc. powierzchni wyspy). Borneo po indonezyjsku nazywa się Kalimantan. Co ciekawe, nie ma na niej wulkanów (z wyjątkiem Bombalai w malezyjskiej części), nie występuje również zagrożenie tsunami. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyspę pokrywały głównie lasy deszczowe. Niestety, ten stan bardzo drastycznie się zmienił. Niemniej dla turystów Borneo wciąż jest wielkim tropikalnym lasem z rozmaitymi gatunkami roślin i zwierząt. W indonezyjskiej części wyspy obowiązkowo trzeba odwiedzić Park Narodowy Tanjung Puting słynący z ochrony orangutanów i nosaczy sundajskich.

 

WSPANIAŁY OGRÓD

 

Sulawesi (Celebes) leży między Borneo i Molukami (Wyspami Korzennymi). Jest jedną z głównych wysp Indonezji (ma ponad 180 tys. km² powierzchni), ale ciągle pozostaje niemal nieodkrytą perełką. Znajdują się na niej piękne plaże, góry, tarasy ryżowe czy lasy deszczowe. Rozwinęła się tutaj także bogata kultura i tradycje. Na Sulawesi można spotkać wiele endemicznych gatunków zwierząt, np. anoa nizinnego, babirussę sulaweską, łaskuniaka (łaskuna) brązowego, wyraka karłowatego, nogala hełmiastego, makaka czarnego czy makaka czubatego (który przeniósł się też na sąsiednie mniejsze wyspy). Okoliczne wody budzą duże zainteresowanie wśród miłośników nurkowania, ponieważ rozciąga się w nich przepiękna kolorowa rafa koralowa (m.in. w rejonie wysepki Bunaken, archipelagu Wakatobi lub Togian).

 

Sulawesi ma bardzo specyficzny kształt – składa się z czterech półwyspów. Na poszczególnych jej obszarach występuje charakterystyczna dla nich fauna i flora. Mieszkańcy każdego półwyspu wymieniają tysiące powodów, dla których turyści powinni odwiedzić właśnie ich region. Ja jednak ograniczyłabym się do kilku najpiękniejszych miejsc (np. jeziora Tondano, obszaru Tana Toraja), chyba że czas pozwala komuś na dłuższy pobyt.

 

Wyspę zamieszkują różne grupy etniczne, w tym m.in. Toradżowie (Toraja), którzy zajmują się od lat uprawą ryżu, rybołówstwem i myślistwem. Warto rozważyć wizytę w rejonie Tana Toraja, aby poznać zwyczaje jego mieszkańców, ich styl życia czy specyficzne podejście do śmierci i oryginalne tradycje pogrzebowe. Poza tym to wyjątkowo malownicza okolica z zielonymi dolinami i górami.

 

Na Sulawesi nie bez powodu przyciągają wielu turystów dwa obszary chronione. W końcu przyroda jest najpiękniejszym skarbem tej wyspy. W Parku Narodowym Bogani Nani Wartabone żyje mnóstwo endemicznych gatunków zwierząt, w tym anoa nizinny, niezmiernie rzadko widywana sowica cynobrowa, babirussa sulaweska, świnia celebeska czy jego symbol – nogal hełmiasty. Podobnym bogactwem fauny szczyci się pięknie usytuowany Rezerwat Naturalny Tangkoko Batuangus, gdzie ujrzymy choćby makaka czubatego i wyraka upiornego.

 

NIEZNANY SKARB

 

Flores przez wielu uważana jest za najpiękniejszą i najbardziej fascynującą wyspę Indonezji. Długo pozostawała w cieniu np. dużo popularniejszej Bali i dzięki temu nie została jeszcze zalana przez tłumy turystów. Dlatego tym bardziej polecam rozważyć zatrzymanie się na niej podczas planowania wakacji w tym fascynującym kraju. Flores reklamuje się jako wyspa dla osób aktywnych, ze wspaniałymi miejscami do nurkowania i snorkelingu oraz spektakularnymi wulkanami idealnymi na trekkingi. Poza tym kładzie się tu też nacisk na ekoturystykę, promowanie lokalnych tradycji i kultury.

 

Największą atrakcją wyspy jest zdecydowanie góra Kelimutu (1639 m n.p.m.). Zdjęcia prezentujące trzy tutejsze niesamowite wulkaniczne jeziora zdecydowanie zachęcają do odwiedzenia Flores. Widoki w tej okolicy rzeczywiście zapierają dech w piersiach. W przeszłości trzy jeziora w kraterze często zmieniały swój kolor. Obecnie jedno jest czarnobrązowe, drugie – turkusowoniebieskie, a trzecie ma barwę przechodzącą z zielonej w czerwoną. Ich woda wybarwia się prawdopodobnie za sprawą minerałów, które nasycają ją w różnej ilości w zależności od aktywności wulkanu. Ze względu na występowanie tego zjawiska lokalna ludność uważa to miejsce za święte. Okolica wulkanu Kelimutu zachwyca o każdej porze dnia, jednak najwięcej ludzi przyciąga o wschodzie słońca lub wcześnie rano.

 

Aby poznać kulturę Flores i jej mieszkańców, najlepiej wybrać się do wioski Wae Rebo. Żyją w niej przedstawiciele grupy etnicznej Manggarai. Osada jest ukryta wśród malowniczych gór i żeby się do niej dostać, trzeba maszerować przez ok. 3–4 godz. Nagrodę za ten wysiłek stanowi wyjątkowe doświadczenie obcowania z rdzenną ludnością Indonezji. Co więcej, w Wae Rebo można także spędzić noc w charakterystycznym domu w kształcie stożka.

 

Całkowicie inną wioską, niemniej fascynującą, jest Bena. To najbardziej znana i najczęściej odwiedzana tradycyjna osada na Flores. Podobnie jak Wae Rebo ona również leży w pięknej scenerii. Wizyta w niej będzie więc nie tylko poznawaniem kultury grupy etnicznej Ngada (Ngadha), ale też doznaniem estetycznym.

 

Inne ciekawe miejsce na wyspie stanowi jaskinia Liang Bua. Sama w sobie jest warta odwiedzenia, ale cieszy się obecnie zainteresowaniem głównie ze względu na cenne znalezisko. W 2003 r. odkryto tutaj szczątki Homo floresiensis, czyli człowieka z Flores. Naukowcy wciąż spierają się, czy był to osobny gatunek, czy odnaleziony osobnik cierpiał na jakąś chorobę, np. genetycznie uwarunkowany zespół Downa bądź zespół Larona. Niezależnie od tego, jakie okaże się wyjaśnienie tej zagadki, Flores jest dumna ze swojego hobbita, jak potocznie nazywa się hominida, którego szczątki zachowały się w Liang Bua. W okolicy warto również odwiedzić dwie pobliskie jaskinie – Gua Galang i Gua Tanah.

 

 Wae Rebo

Wioska Wae Rebo na wyspie Flores z domami mbaru niang w kształcie stożka

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

INDONEZYJSKIE SMOKI

 

Na zakończenie należy dodać chociaż kilka słów o jednym z symboli Indonezji – waranie (smoku) z Komodo. To największa współcześnie żyjąca jaszczurka. Dorosły osobnik może ważyć ponad 70 kg i osiągnąć 3 m długości. Co ciekawe, warany z Komodo nie mają naturalnych wrogów, przynajmniej wśród innych zwierząt, ale zdarza się, że zjadają młode swojego gatunku. Potrafią być też dość agresywne i choć zdarza się to wyjątkowo rzadko, mogą zaatakować człowieka. Muszę przyznać, że gdy kiedyś spotkałam jednego z nich na plaży (akurat wyszedł zza krzaków, wydając charakterystyczne odgłosy), bardzo szybko przeniosłam się w inne, bezpieczniej wyglądające miejsce. W celu ochrony warana w 1980 r. założono Park Narodowy Komodo (od 1991 r. znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Zajmuje on powierzchnię 1817 km² i obejmuje wiele wysp i wysepek, m.in. Komodo, Padar i Rincę (Rindję).

 

Z wizytą nad Sprewą i Hawelą

JOANNA CZUPRYNA

                                                                                   FOT. GERMAN NATIONAL TOURIST BOARD/KLAUS UND DIRK LEHNARTZ

<< Berlin ze swoją wyjątkową historią i unikalnymi zabytkami od lat stanowi magnes dla turystów z całego świata i systematycznie przyciąga ich coraz więcej. Plan na 2015 r., zakładający przekroczenie sprzedaży 20 mln noclegów rocznie, został ku zdziwieniu ekspertów i radości władz miasta osiągnięty już trzy lata temu. Ze wzrastającego zainteresowania niemiecką metropolią korzysta również Poczdam, jej elegancki sąsiad, którego malownicze położenie zwróciło przed wiekami uwagę członków rodziny panującej z dynastii Hohenzollernów. Dzięki pobudowanym przez nich pałacom otoczonym pięknymi ogrodami słusznie zasłużył on sobie na miano „Wersalu Północy”. Sama Brandenburgia, której jest stolicą, zachwyci natomiast entuzjastów turystyki aktywnej. >>

W Berlinie żyje obecnie ponad 3,5 mln ludności. To prawdziwa europejska metropolia i jedno z największych miast na kontynencie. Leży w samym środku kraju związkowego Brandenburgia. Stolicy Republiki Federalnej Niemiec przysługują jednak prawa autonomicznej jednostki administracyjnej. Pobliski Poczdam uchodzi za ważny ośrodek naukowy – działają tu wyższe uczelnie i instytuty badawcze oraz mieszkają studenci.

Więcej…

Lato nad węgierskim Balatonem

9126_a4.jpg

Rodzinne wakacje nad Balatonem

©MAGYAR TURIZMUS ZRT. FOTOTÁR

 

Sylwia Jedlak-Dubiel

 

Choć Węgry, położone między Austrią, Słowacją, Ukrainą, Rumunią, Serbią, Chorwacją i Słowenią, nie mają obecnie dostępu do morza, znakomicie radzą sobie z tą niedogodnością. Dzięki niej Madziarzy mogą w pełni docenić tutejsze jeziora, rzeki i źródła termalne, a należą one do prawdziwych skarbów tego kraju. W czasach PRL-u, gdy wyjazdy za żelazną kurtynę stanowiły przywilej niewielu osób, to m.in. węgierski Balaton robił prawdziwą furorę wśród kierunków urlopowych. Mimo iż dziś granice są już otwarte, a wycieczki na słoneczne południowe wybrzeża Europy wcale nie kosztują dużo, wciąż cieszy się on niesłabnącym zainteresowaniem turystów z zagranicy, w tym Polaków. 

Więcej…