ALINA WOŹNIAK

Ten „kraj zachodzącego słońca” smagany jest bryzą znad Morza Śródziemnego i suchymi wiatrami Sahary, doświadczony burzliwą historią – zarówno starożytną, jak i współczesną, przepełniony tradycją, ale i otwarty na świat, pulsujący życiem kurortów i gwarem w medinach, uśpiony ciszą bezkresnych piasków. Tunezja mieni się w promieniach słonecznych, uwodząc całą paletą kolorów, dla których przybywali tu poeci i malarze, później filmowcy, a wraz z nimi rzesze turystów z całego globu. Niestety, ostatnie zawirowania w tym regionie świata studzą nieco zapał do jego odwiedzenia. Republika Tunezyjska jest jednak nadal bezpieczna dla gości, którzy – jak zresztą zawsze – są mile widziani w jej gościnnych progach.

W 2010 r. ten kraj w Afryce Północnej odwiedziło 7 mln turystów. Ich liczba spadła wyraźnie po tzw. rewolucji jaśminowej (17 grudnia 2010 r. – 14 stycznia 2011 r.). W pierwszym kwartale tego roku przybyło do Tunezji 2,6 mln gości zza granicy. Zaczęło to wyglądać optymistycznie, ale w wyniku doniesień prasowych o burzliwych wydarzeniach w pobliskim Egipcie liczba rezerwacji znów się zmniejszyła. Obecnie trwa walka o powrót wczasowiczów, bowiem turystyka stanowi niezmiernie ważną gałąź tunezyjskiej gospodarki (zapewnia 7 proc. dochodu narodowego brutto, daje pracę dla ok. 400 tys. osób).

 

Nic dziwnego, że władze Tunezji dbają bardzo o ten sektor. Mimo obecnego kryzysu ekonomicznego i zawirowań politycznych, nie zaprzestano inwestycji hotelowych, modernizowane są starsze obiekty. Trwają też kampanie marketingowe mające przywrócić wizerunek Republiki Tunezyjskiej jako kierunku wakacyjnego przyjaznego i bezpiecznego dla turystów. Tunezja została krajem partnerskim listopadowych XXI Międzynarodowych Targów Turystycznych TT Warsaw. Z tej okazji zaplanowano wizytę w Warszawie tunezyjskiego ministra turystyki. Polacy, którzy jeszcze nie tak dawno licznie (w liczbie 200 tys. rocznie) odwiedzali to pełne atrakcji państwo w Afryce Północnej, znów zaczynają do niego wracać.  

 FOT. BANQUE IMAGE TUNISIE Śnieżnobiałe zabudowania Hammametu na tle Morza Śródziemnego

 

Morski raj

Od Tabarki na północnym zachodzie, poprzez półwysep Cap Bon (Al-Watan al-Kibli), wschodnie wybrzeże, aż po wyspę Dżerba (Jerba), Tunezja kusi miłośników plaż, słońca, sportów wodnych, golfa, rozrywek i zabiegów spa. Tutejsze hotele, otoczone wspaniałymi ogrodami, nawiązują do lokalnych tradycji architektonicznych, oszałamiają stylem, ogromną przestrzenią, oferują wszystko to, czego dusza zapragnie: piękne wnętrza, malownicze otoczenie, komfortowe warunki, bogate zaplecze sportowe, rekreacyjne i gastronomiczne. Ich gość ma się czuć niczym prawdziwy sułtan… Rzuca się to w oczy zwłaszcza w luksusowych obiektach. Przy wielu z nich powstały ośrodki talasoterapii (z gr. thalassa, czyli „morze”), w których zregenerujemy siły witalne, wzmocnimy organizm, staniemy się zdrowsi, zrelaksowani, młodsi i piękniejsi. Wszystko to za sprawą dobroczynnego działania morza, basenów, hammamów (łaźni tureckich), masaży, hydromasaży, okładów, gimnastyki, naparów i rozmaitych zabiegów spa. Lista tych ostatnich jest naprawdę długa… Wystarczy choćby wymienić peeling w hammamie, arabską depilację pastą cukrową czy relaksujący masaż z użyciem olejku z jaśminu (narodowego kwiatu Tunezji).

Polecam szczególnie kilkudniowe serie zabiegów (np. przeciwreumatycznych, antycellulitowych, wyszczuplających, relaksujących itp.), wówczas korzyści z nich płynące będą bardziej widoczne. W doborze najlepszych dla nas terapii pomoże profesjonalny personel – fizjoterapeuci, dietetycy, kosmetyczki i lekarze.  

Fantazyjne wnętrza ośrodków talasoterapii przywodzą na myśl antyczne termy i arabskie pałace. W ten sposób tradycji staje się zadość, wszak starożytni Rzymianie uwielbiali dbać o ciało i spotykać się w łaźniach. Natomiast Arabowie uczynili z hammamu prawdziwy symbol kultury islamskiej. Dziś tradycyjne łaźnie cieszą się nadal wielkim powodzeniem. Te znajdujące się w centrach talasoterapii wyróżniają się bardzo wysokim standardem i towarzyszącym im bogatym zapleczem, choćby w postaci basenów z wodą morską czy gabinetów odnowy biologicznej. Można w nich natknąć się na znanych biznesmenów, polityków i osobistości z pierwszych stron europejskich gazet. Zawinięci w ręczniki, w szlafrokach i klapkach są tu trudno rozpoznawalni przez pozostałych gości. 

 

Plażowe fascynacje

Kurorty tunezyjskie nie stanowią sztucznych enklaw, są zlokalizowane na obrzeżach miast lub sąsiadują bezpośrednio z nimi, stanowiąc nierzadko ich część. Tak jest choćby w przypadku najstarszego ośrodka wypoczynkowego – Hammametu, którego piękne wybrzeże styka się z zabytkowymi murami obronnymi. Turyści wprost z plaży i nadmorskich knajpek przenoszą się tu do starej mediny, na brukowane placyki i wąskie uliczki, aby kupić (oczywiście, po uprzednim targowaniu się) pachnidła, bębenki, ceramiczne naczynia albo tutejsze specyfiki, jak np. zachwalane jako najlepszy podarunek dla teściowej suszone skorpiony.

W Hammamecie bywali m.in. szwajcarsko-niemiecki malarz Paul Klee (1879–1940), francuski prozaik André Gide (1869–1951), irlandzki poeta i dramatopisarz Oskar Wilde (1854–1900), słynny brytyjski polityk Winston Churchill (1874–1965) czy aktorki Greta Garbo (1905–1990) i Sophia Loren. Inni zaś przeprowadzili się tutaj na stałe, biorąc przykład z rumuńskiego arystokraty i milionera Georgesa Sebastiana, który postawił okazałą willę w latach 20. XX w. (dziś dom kultury). W równie eleganckiej rezydencji mieszkał były włoski premier Bettino Craxi (1934–2000).

Najnowszą dzielnicą, turystyczną wizytówką miasta jest Yasmine, położona ok. 10 km od historycznego centrum. Znajdują się tu prestiżowe pola golfowe (również akademia golfa), korty tenisowe, port jachtowy, ośrodki jazdy konnej, wypożyczalnie sprzętu sportowego, park rozrywki Carthage Land, liczne komfortowe hotele przy plaży oraz restauracje i kawiarnie przy promenadzie.

Wyjątkowej urody jest pas wybrzeża w okolicach Susy (Sousse) i Monastyru (Monastir). Oba miasta mogą się pochwalić urokliwymi medinami, zabytkowymi ribatami (ufortyfikowanymi klasztorami muzułmańskimi), ciekawymi muzeami, eleganckimi dzielnicami willowymi czy gwarnymi promenadami charakteryzującymi się wielkomiejskim stylem i wakacyjnym luzem. Zarówno miejscowi, jak i turyści przesiadują do późnych godzin nocnych w kafejkach, zajadają tradycyjny kuskus, palą (w przypadku mężczyzn) fajki wodne, oglądają telewizję i komentują wydarzenia polityczne albo mecze piłki nożnej.

Perłę tunezyjskiej turystyki nad Morzem Śródziemnym stanowi malowniczy Port El Kantaoui (Marsa al-Kantawi) z dużą przystanią jachtową, podświetlanymi fontannami, hotelami przy rozległej plaży i dziesiątkami uroczych knajpek. To dobre miejsce dla osób lubiących aktywny wypoczynek. Są tu korty tenisowe, stadniny koni, wypożyczalnie sprzętu wodnego (w tym desek windsurfingowych), ośrodek nurkowy,pole golfowe z piękną panoramą morza – El Kantaoui Golf Course – uważane za jedno z najlepszych w Afryce Północnej. Warto wybrać się w rejs wycieczkowy katamaranem, żaglówką, łodzią ze szklanym dnem albo repliką statku z komedii przygodowej Piraci Romana Polańskiego. W tych malowniczych okolicach kręcono wiele filmów, choćby ostatnio sceny do Maryi, matki Jezusa z tunezyjskimi aktorami-amatorami w rolach głównych.  

 

W stolicy

Tunis to metropolia pełna majestatycznych, secesyjnych kamienic, zabytkowych budowli, eleganckich butików, kafejek i kwiaciarni przy wysadzanym palmami bulwarze. Największym jej skarbem jest jednak medina wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Dziś – podobnie jak w średniowieczu – tętni życiem, cieszy zmysły kolorami i zapachami. Można tutaj skosztować kawy z kardamonem, miętowej herbaty, migdałowych rogalików, zwanych rożkami gazeli, włóczyć się po sukach (bazarach) i przyglądać pracy rzemieślników. W gąszczu zaułków i wąskich uliczek wyrastają wiekowe mury meczetów, szkół koranicznych, grobowce, stare bramy, a także rezydencje, w których obecnie mieszczą się muzea i eleganckie restauracje (np. Dar El Jeld z zadaszonym dziedzińcem, balkonem i patiami).   

Na obrzeżach stolicy, w dawnym pałacu bejów, znajduje się Muzeum Narodowe Bardo z największą na świecie kolekcją mozaik rzymskich. Poza tym zgromadzono tu przedmioty pochodzące z tunezyjskich stanowisk archeologicznych: ceramikę, amulety, maski, figurki, posągi, wczesnochrześcijańskie nagrobki, chrzcielnice, krzyże i wiele innych. Są to naprawdę unikatowe kolekcje, w dodatku prezentowane w przepięknych wnętrzach. Warto choćby dla samego tego muzeum zawitać do Tunisu.

Jeżeli kogoś zmęczy gwar tuniskiej mediny i ogrom muzealnych skarbów w Bardo, niech wybierze się 20 km na północ od stolicy – do Sidi Bou Saïd, pocztówkowego miasteczka zawieszonego na urwistym zboczu. Znajdzie w nim wąskie brukowane uliczki, białe mury z niebieskimi muszarabami, żeliwne bramy, balkony z kutego żelaza, kamienne schodki, misterne patia i placyki, girlandy hibiskusów, klimatyczne knajpki z tarasami, na których wylegują się koty, a także lazurową zatokę i port jachtowy. Zauroczenie tym miejscem jest gwarantowane!  

Magią Sidi Bou Saïd, tutejszą atmosferą, mnogością barw i subtelną grą światła zachwycali się niegdyś Paul Klee, André Gide, niemiecki malarz August Macke (1887–1914), powieściopisarz i filozof francuski Jean-Paul Sartre (1905–1980) i jego towarzyszka życia Simone de Beauvoir (1908–1986). Przesiadywali oni w Café des Nattes, gdzie i dziś, popijając herbatę z orzeszkami pinii, można dumać nad losami awangardy artystycznej z początku XX w.

 

Dziedzictwo Dydony

Na przedmieściach Tunisu leży Kartagina, do której łatwo dostać się kolejką TGM. To ogromny teren (kilka stacji) z eleganckimi dzielnicami tonącymi w eukaliptusach i mimozach, pałacem prezydenckim, a przede wszystkim ruinami punickiego, a potem rzymskiego miasta. Kartagina powstała w IX w. p.n.e., w czasach, gdy Fenicjanie osiedlali się w zachodniej części basenu Morza Śródziemnego. Według legendy osadę założyła Elissa (później zwana Dydoną, upamiętniona przez Wergiliusza w Eneidzie), która po ucieczce z Tyru zwróciła się o azyl do berberyjskiego władcy Jorbasa. Wyraził on zgodę na oddanie jej tyle ziemi, ile zdoła objąć skóra z bawoła. Sprytna kobieta pocięła skórę na cieniutkie paski, otoczyła nimi wzgórze i wraz z grupą osadników zbudowała Quart Hadasht (z połączenia tych słów powstała łacińska nazwa Carthago).

Dzięki zdolnościom organizacyjnym, handlowym, budowniczym i silnej flocie Kartagina stała się potęgą, co – oczywiście – nie było na rękę Rzymowi, który w III wojnie punickiej zrównał ją z ziemią (w 146 r. p.n.e.). Wiek później na jej zgliszczach powstała stolica rzymskiej prowincji Africa Proconsularis (w 697 r. zniszczona ostatecznie przez Arabów).   

Po imperium punickim zachowały się tylko szczątki ogromnego niegdyś portu, świątyń bogini Tanit i boga Baala Hammona (w tutejszych jamach odkryto cmentarzysko dzieci składanych mu w ofierze). Najwięcej pamiątek przetrwało po rzymskiej Kartaginie: ruiny amfiteatru, stajni, cystern, willi z kolumnami i rzeźbami oraz słynnych Term Antoniusza. Są tu również chrześcijańskie ślady: fragmenty bazyliki kartagińskiej, gdzie biskupem w III w. n.e. był św. Cyprian, oraz cela, w której więziono św. Perpetuę i św. Felicytę przed męczeńską śmiercią na arenie amfiteatru. To tutaj modlił się Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Tunezji w 1996 r. Nad wykopaliskami góruje XIX-wieczna Katedra św. Ludwika. Wzniósł ją kardynał Charles Martial Lavigerie (1825–1892), prymas Afryki, w miejscu domniemanej śmierci króla Francji Ludwika IX Świętego (1214–1270). Dziś pełni ona rolę placówki kulturalnej. Warto odwiedzić pobliskie muzeum, gdzie znajduje się bezcenna kolekcja ceramiki punickiej, rzymskich mozaik i pamiątek chrześcijańskich.

 

Antyczna spuścizna

Północny-zachód i centrum Tunezji to tereny idealne dla miłośników historii i architektury starożytnej. Są tu zarówno duże, popularne miejsca, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO – Kartagina, Al-Dżamm (El Jem), Karkawan (Kerkouane), jak i nieco zapomniane, położone z dala od głównych szlaków turystycznych, ale równie ciekawe. Będąc np. w Kartaginie, warto odwiedzić usytuowaną niedaleko, starszą od niej aż o 300 lat, Utykę (Utica), dawną kolonię fenicką. W czasie III wojny punickiej stanęła ona po stronie Rzymu, co wynagrodzili jej później cesarze licznymi przywilejami. Zachowały się tu domy, termy, teatr i przechowywane w miejscowym muzeum starożytne przedmioty codziennego użytku.

Jednym z najsłynniejszych stanowisk archeologicznych jest Dougga (Thugga) – dawna stolica państwa libijsko-punickiego, a później ważny ośrodek w czasach rzymskich. Miejsce to nazywa się tunezyjskimi Pompejami. Z kolei w centrum kraju, pośród zielonych równin, wznosi się miasteczko Sbeïtla (Subajtila) z malowniczymi ruinami świątyń, łuku triumfalnego, twierdzy bizantyjskiej i kilku kościołów, spośród których najlepiej zachowała się Bazylika Witalisa z V w. z ogromną, obudowaną pięknymi mozaikami chrzcielnicą.

FOT. BANQUE IMAGE TUNISIE

Stanowisko archeologiczne z ruinami w Sbeïtli (Subajtili)

 

Wędrówkę rzymskimi śladami możemy zakończyć w Al-Dżamm (El Jem), gdzie znajduje się trzeci co do wielkości (148 m długości, 122 m szerokości) starożytny amfiteatr na świecie, po Koloseum w Rzymie i teatrze w Capui. To prawdziwy majstersztyk budowlany, symbol potęgi i ekspansji w Afryce Cesarstwa Rzymskiego. Na jego trybunach mogło zasiadać nawet 35 tys. widzów. Dziś to duma Tunezji, jedna z najważniejszych atrakcji turystycznych kraju, ulubione miejsce filmowców poszukujących autentycznych plenerów z epoki rzymskiej (kręcono tutaj m.in. sceny do Żywota Briana, Gladiatora i Quo Vadis).Latem w amfiteatrze odbywająsię koncerty muzyki klasycznej.

Do wielu z wymienionych przeze mnie powyżej miejsc można dojechać komunikacją publiczną, wziąć udział w wycieczkach do nich organizowanych przez biura podróży albo dotrzeć na własną rękę wynajętym samochodem. Nawet ci, którzy zbyt rozleniwieni wylegiwaniem się na plaży nie chcą ruszać się daleko, zetkną się ze starożytnym światem niemal na rogatkach kurortów. Niedaleko Hammametu leży punickie miasto Karkawan (Kerkouane). Natomiast w Susie (Sousse)  możemy zwiedzić katakumby z wczesnochrześcijańskimi grobami.    

 

Saharyjska przygoda

Gdy u nas prószy śniegiem, łamiemy się opłatkiem i śpiewamy kolędy, południe Tunezji przygotowuje się do corocznego Międzynarodowego Festiwalu Sahary w Duz (Douz), podczas którego odbywają się wyścigi koni i wielbłądów, występują zespoły ludowe, a oczy cieszy nieprawdopodobna wręcz feeria kolorów na tle pustynnych krajobrazów (jego najbliższą, 46. już edycję zaplanowano od 26 do 29 grudnia 2013 r.). Do Duz można przyjechać autobusem z Monastyru i rozpocząć tu przygodę z pustynią, wynajmując jeepa albo… wielbłąda. Najbezpieczniej jest jednak wziąć udział w zorganizowanej wycieczce lub skorzystać z usług miejscowego przewodnika.

 FOT. BANQUE IMAGE TUNISIE

Pokazy konne podczas Międzynarodowego Festiwalu Sahary w Duz

 

Pobyt tutaj pozwala choć przez chwilę znaleźć się w krainie baśni i magii. Stanowi duże przeżycie dla osób tęskniących za obrazami niczym z filmu, co zresztą nie może dziwić, bo twórcy kinowi upodobali sobie okoliczne pejzaże (znajdziemy je w Gwiezdnych wojnach, W pustyni i w puszczy, Angielskim pacjencie czy Poszukiwaczach zaginionej Arki). Zachwycają tutejsze wschody i zachody słońca na tle bezkresnego piachu, spalone słońcem skały i falujące wydmy, malownicze wąwozy górskie, zielone oazy zawieszone na stokach kanionów, gaje daktylowe, róże pustyni (fantazyjne formy z kryształków gipsu), szoty (płytkie, słone jeziora), nad którymi można doświadczyć zjawiska fatamorgany, oraz berberyjskie wioski, wyglądające też niczym wytwory wyobraźni. Najbardziej niezwykłą z nich jest Matmata. Jej mieszkańcy żyją w wydrążonych w skałach domach. Podążając jeszcze bardziej na południe, wśród urwisk i wzgórz ujrzymy kilkukondygnacyjne, wyżłobione w piaskowcu ufortyfikowane spichlerze z wnękami i zewnętrznymi schodami (tzw. ghorfas). To szlak unikatowych ksarów, zwanych niegdyś pałacami pustyni.

FOT. BANQUE IMAGE TUNISIE

Lot balonem nad Saharą dostarcza niezapomnianych przeżyć

 

Największe miasto regionu stanowi Tauzar (Tozeur) z międzynarodowym lotniskiem (połączenia z Tunisu i kilku miast europejskich, m.in. Paryża, Lyonu, Nicei czy Madrytu), przepiękną mediną, polem golfowym (Golf Oasis) i ciekawym muzeum (częściowo pod gołym niebem) Dar Cheraїt. Wśród piaszczystych i kamienistych bezdroży południa Tunezji wyrastają ogromne gaje palmowe, po których można przejechać się dorożką lub rowerem. Inni korzystają tu z możliwości lotu motolotnią lub balonem albo zjazdu na specjalnie przygotowanej desce z wydm, czyli sandboardingu. Spotkamy tutaj również śmiałków pędzących na desce z żaglem po słonym jeziorze oraz turystów podziwiających okoliczne wąwozy podczas podróży zabytkowym pociągiem Lézard Rouge (Czerwona Jaszczurka) pokonującym starą trasę kolejową zbudowaną dla transportu fosforanów.

Pustynna baza noclegowa sprosta każdym gustom i różnym portfelom. Na południu Tunezji na gości czekają luksusowe hotele z basenami, fontannami i centrami spa, a także skromne hostele, na ogół prowadzone przez miejscowe rodziny, oraz romantyczne biwaki pod rozgwieżdżonym niebem, w otoczeniu wielbłądów i niewidzialnych dżinnów. Czegóż chcieć więcej...?


 

Artykuły wybrane losowo

Bliższe spotkanie z Węgrami

ANNA BUTRYM

www.annabutrym.pl

 

<< Na pytanie, co szczególnie zachwyca mnie w Węgrzech, odpowiadam niezmiennie od lat: przyroda, zabytki i kuchnia. Wydaje się, że to klasyczna trójka, jednak my, Polacy, znamy smaki Włoch, krajobrazy Grecji i atrakcje Hiszpanii, a o skarbach kraju tak bliskich nam Madziarów nie wiemy zbyt wiele. Dlatego jeśli ktoś marzy o odwiedzeniu miejsca, gdzie odpocznie w otoczeniu natury, pozna inspirującą kulturę oraz rozsmakuje się w lokalnych daniach i wyśmienitym winie, a przede wszystkim spotka ludzi o sercach otwartych dla polskich braci, powinien już teraz zacząć planować niezapomnianą i pełną wspaniałych odkryć podróż do niespełna dziesięciomilionowej ojczyzny Węgrów. >>

 

Widok na most Łańcuchowy (Széchenyiego) z balkonu Pałacu Greshama w Budapeszcie

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

Ciepłe relacje między naszymi narodami nie są kwestią jedynie zgodności charakterów. Gdy w 1370 r. w katedrze wawelskiej koronowano na króla Polski władcę Węgier Ludwika I Wielkiego (znanego u nas jako Ludwika Węgierskiego), oba kraje złączone zostały unią personalną. I choć niewiele osób pamięta o tym fakcie, warto mieć świadomość, że losy Węgrów i Polaków przeplatały się w przeszłości wielokrotnie.

Od Budapesztu, jednej z najpiękniejszych stolic świata, której urokiem zachwycają się rzesze turystów, dzieli nas niespełna półtoragodzinny lot z Krakowa lub Warszawy. Czy trzeba lepszego pretekstu, aby zaplanować choćby weekendowy pobyt na gościnnych Węgrzech? Naszą przygodę zacznijmy zatem od samego Budapesztu, którym nie sposób się rozczarować.

 

ZACHWYCAJĄCY BUDAPESZT

Najważniejsze zabytki i atrakcje węgierskiej stolicy, podzielonej Dunajem na górzystą, spokojną Budę i płaski, rozrywkowy Peszt, znajdują się w centrum miasta, zwiedzać warto więc głównie na piechotę, żeby móc dobrze przyjrzeć się zbliżonej do wiedeńskiej architekturze. Na wznoszącą się nad rzeką sylwetkę Budy składa się przede wszystkim rozległe Wzgórze Zamkowe z urokliwymi kamieniczkami starówki, białą Basztą Rybacką (Halászbástya) i Kościołem Macieja (Mátyás-templom), krytym kolorową dachówką, a także Wzgórze Gellérta (Gellérthegy), skąd rozciąga się najpiękniejsza panorama miasta i słynnych mostów. Magicznie oświetlone centrum warto podziwiać również wieczorami, spacerując naddunajskim bulwarem lub delektując się węgierską kolacją przy świecach na pokładzie rejsowego statku.

Szczególne wrażenie po stronie peszteńskiej robi Parlament (Országház), należący do największych na świecie. Jego jasna sylwetka pojawia się na większości zdjęć ze stolicy. Na lewym brzegu Dunaju znajduje się także druga największa na naszym globie i największa w Europie synagoga, a obok niej bije turystyczne i rozrywkowe serce miasta – dzielnica klubów, pubów i restauracji. Trzecia ikona Pesztu to Bazylika św. Stefana (Szent István-bazilika), wyznaczająca maksymalną wysokość budynków w centrum – Budapeszt zaskakuje brakiem drapaczy chmur i uporządkowaną zabudową. Jednak i po stronie peszteńskiej można podziwiać panoramę stolicy, np. z wieży bazyliki, licznych sky-barów czy wagonika BudapestEye.

Peszt słynie też z popularnych ulic. Równoległa do Dunaju Váci (Váci utca) jest ponad kilometrowym, turystycznym deptakiem, kuszącym tysiącami mniej lub bardziej oryginalnych pamiątek i przysmaków. Prawdziwą perełkę stanowi długa aleja Andrássyego (Andrássy út), wiodąca do placu Bohaterów (Hősök tere) i Lasku Miejskiego (Városliget), pełnego atrakcji dla całej rodziny. Do tych dwóch miejsc warto jednak podjechać najstarszym metrem na kontynencie, które zachowało swój urok sprzed ponad 120 lat.

Po intensywnym dniu można odpocząć na Wyspie Małgorzaty (Margitsziget) – to prawdziwa oaza zieleni pośrodku Dunaju, idealna na piknik, z przyciągającą turystów grającą fontanną. Słodkiemu lenistwu oddamy się też w zabytkowych kąpieliskach (Széchenyi gyógyfürdő, Gellért gyógyfürdő, Király gyógyfürdő). Z całą rodziną warto udać się do jednego z największych krytych parków wodnych w Europie, należącego do nowoczesnego kompleksu Aquaworld Resort Budapest, gdzie czeka na nas 19 basenów i 11 zjeżdżalni. Gdy dzieci będą szaleć w wodzie, dorośli mogą skorzystać z luksusowego, trzypoziomowego Oriental Spa. Chwila odpoczynku przyda się z pewnością przed odkrywaniem kolejnych atrakcji Węgier.

 

Pięknie oświetlone Zamek Budański na Wzgórzu Zamkowym i most Łańcuchowy

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

WAKACJE MARZEŃ

Jest coś, czego Węgrzy zazdroszczą Polakom – to dostęp do morza. Nie wiem jednak, czy w referendum nie oddalibyśmy im chłodnego i kapryśnego Bałtyku za największe (ok. 600 km² powierzchni) jezioro Europy Środkowej: ciepły, czysty i szmaragdowy Balaton, cel letnich wycieczek Madziarów, nazywany przez nich samych węgierskim morzem. Gdy w dodatku weźmiemy pod uwagę, że średnia temperatura wody w lecie wynosi w nim 23°C, a pod względem liczby słonecznych godzin ten region nie ustępuje Riwierze Francuskiej, to wakacje na Węgrzech zaczynają plasować się na szczycie podróżniczej listy marzeń. Co więcej, niejednokrotnie znajdziemy w tym rejonie oferty pobytu korzystniejsze cenowo niż w przypadku polskiego wybrzeża czy pojezierzy.

Zróżnicowana głębokość Balatonu sprawia, że panują tu idealne warunki zarówno dla miłośników sportów wodnych, żeglarzy czy wędkarzy, jak i rodzin z dziećmi (w południowej części płycizna sięga nawet 300 m w głąb jeziora). Pomysłów na spędzenie niezapomnianych, spokojnych lub szalonych wakacji w tej okolicy jest tak wiele, że nigdy nie potrafię polecić konkretnej miejscowości. Jezioro okala cały łańcuch miast i miasteczek, w których znajdziemy mnóstwo zróżnicowanych atrakcji, kilka perełek postaram się jednak wyłowić.

Nad Balatonem koniecznie trzeba skosztować miejscowej zupy rybnej (halászlé), bo przepis na ten niekwestionowany symbol madziarskiej kuchni różni się w zależności od regionu. Na deser proponuję zjeść „łabędzia” (hattyú). Pod tą nazwą kryje się rodzaj pączka o kształcie tych powszechnie zdobiących jezioro ptaków, których karmienie staje się niemal codziennym rytuałem dla wielu rodzin podczas długich, relaksujących spacerów.

 

Dzieje neobarokowego pałacu Festeticsów w Keszthely nad Balatonem sięgają 1745 r.

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

MORZE ATRAKCJI

Szczególnie wartym uwagi rejonem w tych stronach jest zachodnia część Balatonu, gdzie znajduje się choćby słynne Keszthely, nierozerwalnie związane z dziedzictwem jednego z najznamienitszych węgierskich rodów arystokratycznych – rodziną Festeticsów. Nieprzypadkowo jego miasto partnerskie stanowi m.in. Łańcut, także słynący z wyjątkowej rezydencji magnackiej i angielskiego parku. Neobarokowy pałac w Keszthely (Festetics-kastély), w którym mieści się dziś muzeum (Helikon Kastélymúzeum) i zachowała się niespotykana w skali kraju biblioteka, to najczęściej odwiedzany tego typu obiekt na Węgrzech. W tutejszym mauzoleum znajdziemy kolejny akcent polski: spoczywają w nim szczątki arystokratki z Polski, Marii von Haugwitz (1900–1972), matki jednego z ostatnich żyjących potomków Festeticsów. W całym mieście i okolicy istnieje niewiele takich zabytków czy miejsc, których powstania nie zainicjowałby słynny magnacki ród. Na terenie pałacowego parku rozpoczyna się również trasa kulturalno-historycznego spaceru, prezentującego losy i spuściznę ośmiu pokoleń rodziny Festeticsów, wiodąca przez Keszthely i nad brzeg Balatonu. W jego trakcie mamy możliwość podążać śladami, jakie zostawili po sobie członkowie rodu, poznać historię ich życia i dowiedzieć się, jak znaczącą rolę odgrywali na Węgrzech. Nie brakuje opowieści o wspaniałych ślubach, znamienitych gościach, wspieraniu nauki czy magnackich rozrywkach.

W Keszthely nie ma czasu na nudę. Po zwiedzeniu pałacu i przygotowanych przez Muzeum Pałacowe Helikon (Helikon Kastélymúzeum) ekspozycji – wystawy powozów (hintókiállítás), wystawy myśliwskiej (vadászati kiállítás) i wystawy historycznych modeli kolejek (történelmi modellvasút kiállítás) – oraz odnowionego zaledwie kilka lat temu historycznego centrum czeka na nas ogrom fascynujących muzeów: Cadillaca (Cadillac Múzeum), Zabawek (Játékmúzeum), Marcepana (Marcipán Múzeum), Tortur (Horrorárium és Kínzó múzeum), Nostalgii i Kiczu (Nosztalgia Múzeum – Látványtár és giccs múzeum), Lalek i Strojów Ludowych (NépviseletesBabamúzeum), Radia i Telewizji (Rádió és Televízió Múzeum). Są tu również panoptika: historyczne i erotyczne oraz wyjątkowa w skali światowej makieta budapeszteńskiego Parlamentu, budowana przez 14 lat z 4,5 mln ślimaczych muszli (Csigaparlament).

W samym Keszthely i jego sąsiedztwie nie tylko przeniesiemy się do przeszłości, ale także wypoczniemy aktywnie na wysokim poziomie. I to dosłownie, bo tutejsze gęsto zalesione pogórze usiane jest licznymi wieżami obserwacyjnymi, z których podziwiać można piękno całej okolicy. Dobrze oznakowane szlaki wiodą od jednego punktu widokowego do drugiego – w trakcie takiej wyprawy koniecznie trzeba wejść na wieżę noszącą znane nam już nazwisko Festeticsów, z której rozpościera się wspaniała panorama balatońskiej zatoki. Warto odszukać również punkt Szép-kilátó. Przymiotnik „piękny” (szép) w swojej nazwie zawdzięcza on rozciągającemu się stąd zachwycającemu widokowi, stanowiącemu natchnienie dla niejednego poety i malarza.

 

WERSJA MINI

Z ogromnym Balatonem sąsiaduje jego miniatura, czyli Mały Balaton (Kis-Balaton), którego obszar w większości został objęty ochroną, głównie ze względu na występujące tu ptactwo. W okolicy jeziora zobaczymy całoroczną stację obrączkowania, ptasią klinikę oraz unikatowe zbiory gniazd i jajek. Ze ścieżek edukacyjnych i punktów widokowych można obserwować nie tylko ptaki, ale też wiele innych gatunków zwierząt, zamieszkujących okoliczne dziewicze lasy.

Mały Balaton nie byłby jednak prawdziwie węgierski, gdyby w jego rejonie nie znajdowały się gorące źródła. W niedalekim miasteczku Zalakaros działa kompleks basenów z wodami termalnymi o wyjątkowym na skalę europejską składzie i właściwościach leczniczych. To znakomite miejsce dla całej rodziny – czekają w nim zarówno atrakcje dla maluchów, jacuzzi dla marzących o relaksie dorosłych, jak i zjeżdżalnie (Magic Tunnel, Rafting-Inga, Ufo, Kamikaze i Turbo), które powinny zadowolić nawet najbardziej wybrednych miłośników wrażeń podnoszących poziom adrenaliny.

 

WIZYTA W JASKINIACH

Na stosunkowo niewielkich Węgrzech istnieje tak dużo możliwości zrelaksowania się w ciepłych bądź zimnych wodach, że jeśli wpiszemy w wyszukiwarkę hasło „Tapolca” i „jaskinie”, to na liście wyników znajdziemy dwa różne miejsca: termalne baseny w grotach w Miszkolcu (Miskolc-Tapolca) oraz nadbalatońskie miasteczko Tapolca, idealne na niezapomniany odpoczynek. W tym drugim można nie tylko skorzystać z kąpieli w gorących źródłach, ale również przeżyć wyjątkową przygodę – wyprawę łódką po podziemnym jeziorze, położonym w rozciągającym się pod miejską zabudową systemie jaskiń. Towarzysząca tej atrakcji wystawa pozwala lepiej poznać tajemnice tego ukrytego świata. Dzień spędzony w Tapolcy warto zwieńczyć lampką regionalnego wina w jednej z piwniczek ulokowanych pod domami w centrum miasta.

 

ZAPACH LAWENDY

Miejscem, gdzie powracam podczas każdej, nawet najkrótszej wycieczki nad Balaton, jest miasteczko Tihany, nieodłącznie związane z dwoma symbolami regionu – górującym nad okolicą opactwem benedyktynów i polami lawendy. Miejscowość zachwyca imponującym widokiem na jezioro, które stąd rzeczywiście wygląda jak morze. Tihany kusi echem odbijającym się od murów klasztoru, wiankami papryczek, oryginalną ceramiką, bogactwem obłędnie pachnących produktów z lawendą i warzonym przez zakonników lawendowym piwem.


RAJ DLA ROWERZYSTÓW

Balaton powinien koniecznie znaleźć się na liście marzeń rowerzystów. Całe jezioro okala świetnie przygotowana i chwalona przez cyklistów trasa, ciągnąca się przez ok. 200 km. Wycieczkę wokół Balatonu można rozszerzyć o wyprawy po okolicznych winnicach (należących m.in. do słynnego obszaru winiarskiego Badacsony, porównywanego przez wielu do Toskanii) i na liczne festiwale.

Dla tych, którzy wolą mniej intensywne przejażdżki, w zachodnim regionie balatońskim przygotowano wyjątkową w skali kraju ofertę. W biurach informacji turystycznej (Tourinform) można wypożyczyć rower, który po zwiedzaniu miasta lub okolicy oddaje się w tym samym lub kolejnym punkcie informacyjnym. Stacje rozmieszczono w atrakcyjnych dla turystów lokalizacjach, punkty serwisowe zorganizowano w przyjaznych cyklistom miejscach, takich jak restauracje czy pensjonaty, stworzono 12 oznaczonych szlaków, udostępniono darmowe mapy i specjalną infolinię telefoniczną, postawiono tablice informacyjne oraz zadbano o schronienie w razie deszczu. Dzięki takim udogodnieniom aż trudno nie skusić się na aktywne spędzanie czasu i odkrywanie nadbalatońskich krajobrazów na dwóch kółkach. Warto więc zostawić samochód i wyruszyć rowerem na wyprawę od plaży do plaży i od muzeum do muzeum, w okolicy wielkiego Balatonu i jego miniatury, Małego Balatonu.

 

WYJĄTKOWA ATRAKCJA

Wspomniana trasa dla rowerzystów zawiedzie nas także do Hévíz, położonego zaledwie kilka kilometrów od wspaniałego Keszthely i również związanego z Festeticsami. Miasteczko słynie jednak przede wszystkim ze stworzonej przez naturę wyjątkowej atrakcji, przyciągającej rocznie milion gości z 42 krajów, czyli największego na świecie dostępnego dla kąpielowiczów naturalnego jeziora termalnego o powierzchni 4,44 ha. Można z niego korzystać o każdej porze roku: zimą temperatura wody wynosi ok. 24°C, a latem dochodzi nawet do 38°C.

Nie wszyscy lubią kąpiel w jeziorze z powodu powolnej wymiany wody. Hévíz to jednak nie dotyczy, ponieważ ciągłe wirowanie w zbiorniku zapewnia całkowitą jej wymianę co 72 godz. Dodatkowo nieustanne wzbijanie się ciepłej wody do góry daje przyjemne uczucie naturalnego masażu. Ze względu na sprzyjającą kąpielom temperaturę jeziora cieszy się ono popularnością przez cały rok. Niektórzy turyści chętniej ściągają tu w chłodniejsze miesiące, gdy kąpielisko spowijają obłoki pary, bo wdychanie unoszącego się nad taflą powietrza wypełnionego mikroelementami ma dobroczynny wpływ na organizm.

 

Hévíz, największe na świecie dostępne dla kąpielowiczów naturalne jezioro termalne

© HÉVÍZI TURISZTIKAI NONPROFIT KFT.

 

BŁOGI WYPOCZYNEK

Nad Hévíz w nie mniejszym stopniu przyciąga jego przepiękne położenie oraz fakt, że lecznicze kąpiele bierze się wśród kwiatów, a dokładniej – indyjskich czerwonych lilii wodnych. Warto jednak pamiętać, że to naturalny zbiornik, którego głębokość sięga 38 m i już nawet 2 m od brzegu woda potrafi nas zakryć po czubek głowy, dlatego ta atrakcja nie jest polecana dla dzieci. Rodzinom tę niedogodność wynagrodzi wizyta w kompleksie spa. Można w nim zrelaksować się w jacuzzi, oddać się w ręce jednego ze 100 masażystów, wyspecjalizowanych w technikach z całego świata, uprawiać sporty wodne czy skorzystać z oferty nowoczesnej strefy wellness, gdzie czekają kriokomory i zabiegi laserowe.

Wybór obiektów hotelowych odpowiednich na dłuższy odpoczynek jest naprawdę szeroki. W bazie noclegowej znajduje się ok. 10 tys. miejsc, które oferowane są zarówno przez pensjonaty, jak i 5-gwiazdkowe hotele. Po uzdrawiających ciało i duszę kąpielach w jeziorze (ze względu na temperaturę wody nie powinny przekraczać półtorej godziny w ciągu dnia) można przedłużyć chwile relaksu muzycznymi seansami w saunie, zajęciami jogi, wizytą w parku linowym, wycieczkami po okolicy (pieszymi, rowerowymi lub segwayem) czy nawet lotami balonem. Idealnym zwieńczeniem dnia będzie z pewnością typowo węgierska atrakcja, czyli degustacja win z całego kraju i samego regionu balatońskiego.

 

WIELOWIEKOWA TRADYCJA

Podczas poznawania uroków okolicy warto zainteresować się początkami uzdrowiska. Swój rozwój zawdzięcza ono hrabiemu Györgyowi Festeticsowi (1755–1819), który w 1795 r. rozpoczął jego budowę w oparciu o kuracyjne właściwości tego miejsca. Kąpielisko stopniowo zdobywało coraz większe uznanie, a wzrostowi popularności towarzyszyło ciągłe poszerzanie i uwspółcześnianie oferty leczniczej i wypoczynkowej, nierozłącznie związanej z największą tutejszą naturalną atrakcją, jaką jest jezioro termalne. Dziś Hévíz to współczesny, komfortowy kurort, w którym gdzieniegdzie znajdziemy jeszcze pamiątki z przeszłości. Niezmienna pozostała choćby część elementów architektonicznych uzdrowiska, jak strzegące wejścia dwa gryfy, wykonane na zlecenie rodziny Festeticsów. Jak głosi legenda, rzeźby przemówią, jeśli pomiędzy nimi przejdzie ktoś, kto nie przeżył miłosnej przygody podczas pobytu w tej miejscowości – to jednak, zdaniem miejscowych, nigdy jeszcze się nie zdarzyło.

 

CUDOWNA MOC

Z jeziorem związanych jest też kilka innych legend i podań o cudownych właściwościach lokalnych wód. Jedna z nich, pochodząca jeszcze z czasów rzymskich, głosi, że dające początek Hévíz źródło wytrysnęło dzięki modlitwie pewnej chrześcijanki, piastunki sparaliżowanego dziecka. Lecznicze wody uzdrowiły chłopca – był nim sam Teodozjusz I Wielki (347–395), ostatni władca wschodniej i zachodniej części cesarstwa rzymskiego, który uczynił chrześcijaństwo religią państwową. Wiele innych podań, zarówno z czasów starożytnych, jak i średniowiecznych, przywołuje kolejne przykłady uzdrawiających i odmładzających mocy jeziora. Nieustannie narzekająca na reumatyzm żona rzymskiego skryby Dubiusa pozbyła się nie tylko tej dolegliwości, ale i innych oznak upływającego czasu dzięki kąpieli w Hévíz, do której namówił ją mąż, obserwujący wcześniej na spacerach, jak okoliczne zwierzęta leczą obolałe kończyny w charakterystycznie pachnącej wodzie. Kilkanaście wieków później zastępca kapitana na zamku Pápa usłyszał od Cyganki, że bitwę z Turkami wygra tylko wtedy, jeśli uprzednio wykąpie się w niezwykłym jeziorze. Péter Huszár poszedł za radą kobiety i rzeczywiście pokonał niełatwego przeciwnika. Cudowne właściwości tutejszych wód uratowały też małżeństwo sparaliżowanej od pasa w dół Kláry Pethő i Sándora Reziego. Im również z pomocą przyszła pewna Cyganka, doradzając młodej mężatce częste kąpiele w jeziorze, dzięki którym dziewczyna całkowicie ozdrowiała.

RELAKS W TERMACH

Nieustającą popularnością wśród Polaków cieszy się od wielu lat słynne uzdrowisko Hajdúszoboszló. Ja jednak uważam, że warto wciąż odkrywać inne, nie mniej atrakcyjne węgierskie kurorty, takie jak choćby drugi największy w kraju kompleks basenów termalnych w miejscowości Bük. Jeśli ktoś chce z kolei połączyć odpoczynek w gorących źródłach, korzystanie z leczniczego wpływu uzyskanych z nich kryształków i zabawę w parku wodnym ze zwiedzaniem świetnie zachowanego średniowiecznego zamku, powinien koniecznie odwiedzić Sárvár.

 

TO NIE WSZYSTKO

Po spędzeniu kilku dni na podziwianiu zabytków stolicy i odwiedzinach w mniejszych miastach, relaksie w łaźniach termalnych i wypłynięciu na wody węgierskiego morza wydawać by się mogło, że poznaliśmy Węgry już dość dobrze. Nic bardziej mylnego – te doświadczenia odsłaniają zaledwie ułamek bogactwa, jakim wita nas kraj bratanków. Przyjrzyjmy się więc jeszcze kilku atrakcjom, choć zapewniam, że do ojczyzny Madziarów można powracać wiele razy i podczas każdej wizyty odkrywać kolejne powody do zachwytu i ponownego przyjazdu.

 

NIEZAPOMNIANE SMAKI

Magiczną siłę przyciągania ma w sobie chociażby węgierska kuchnia – nielekka, to prawda, bo wykorzystująca smalec i pełnotłustą śmietanę, za to pełna aromatycznej, słodkiej czerwonej papryki (pikantną każdy dodaje według swojego gustu) i dojrzewających w słońcu warzyw, najczęściej duszonych lub gotowanych, stawiająca na sycące potrawy i pyszne desery. Tradycyjna zupa gulaszowa (gulyásleves), pörkölt (nazywany w Polsce gulaszem) oraz dobrze nam znane leczo (lecsó) to zaledwie początek listy dań, których koniecznie trzeba spróbować. Nie należy jednak szukać tutaj placka po węgiersku, bo to nasz rodzimy wymysł – jeśli chcemy chwycić na szybko coś treściwego, powinniśmy sięgnąć po madziarski fast food, czyli langosza (lángos). Smakowity węgierski obiad warto zakończyć słodkimi naleśnikami à la Gundel, purée z kasztanów lub tortem Dobosa, a jeśli je się w biegu, można kupić kurtoszkołacza (kürtőskalács) – kominowe ciasto obtoczone w różnych posypkach.

 

WINO KRÓLÓW

Na liście największych skarbów Madziarów bogactwo kulinarnych tradycji ustępuje pierwszeństwa jedynie mnogości wspaniałych win, wytwarzanych z miłością w 22 regionach winiarskich dzięki sprzyjającemu klimatowi, odpowiednim glebom i dużemu nasłonecznieniu. Każdy z łatwością odnajdzie na Węgrzech swój ulubiony trunek, jednak prawdziwą perłą w koronie jest tokaj aszú (tokaji aszú). Jeżeli ktoś gustuje w mocnych alkoholach, powinien spróbować węgierskiej wódki na owocach – palinki – oraz Unicum, gorzkiego likieru ziołowego o magicznej mocy, który można pić i jako aperitif, i jako lekarstwo, gdy zje się zbyt wiele dokładek madziarskich przysmaków.

 

FASCYNUJĄCY BEZKRES

Wytrawny podróżnik sprytnie połączy rozsmakowywanie się w lokalnej kuchni z poznawaniem kolejnych atrakcji Węgier. W jego planach znajdzie się więc prawdopodobnie wycieczka do największego (zajmującego powierzchnię 82 tys. ha) i najstarszego w kraju (założonego w 1973 r.) Parku Narodowego Hortobágy (Hortobágyi Nemzeti Park). Można w nim podziwiać bezkresną równinę, zwaną pusztą, i przenieść się w czasie dzięki kultywowanym tu zwyczajom węgierskich pasterzy. Kto zawita do tej krainy, spotka madziarskich kowbojów, da się omamić fatamorganie, będzie miał szansę obserwować mnóstwo gatunków ptaków i zobaczy słynne węgierskie zwierzęta hodowlane, m.in. bydło węgierskie szare (magyar szürkemarha), długowłose świnie – mangalice – czy znane na całym świecie rasy psów, spośród których serca Polaków niejednokrotnie już podbił puli, czyli pokryty dredami pies mop.

 

MIASTA I GÓRY

Z regionu Hortobágy w kilka chwil można dotrzeć do Debreczyna (Debrecen), drugiego największego miasta Węgier, które już na początku zaskoczy nas niewielką liczbą mieszkańców (nieco ponad 200 tys.) w porównaniu do stolicy (niemal 2 mln ludzi). Kolejny urok tego kraju polega właśnie na tym, że znajduje się w nim dużo niewielkich miast i miasteczek. Segedyn (Szeged), Pecz (Pécs), Székesfehérvár, Veszprém, Eger, Vác, Szentendre czy Ostrzyhom (Esztergom) to tylko kilka miejsc idealnych dla tych, którzy cenią połączenie bogatej historii i spokojnej atmosfery niezatłoczonych miejscowości.

Jeśli jednak po płaskim i nizinnym krajobrazie puszty będziemy mieli ochotę na pewną odmianę, zawsze możemy wybrać się na wycieczkę do Wyszehradu (Visegrád). Z murów tutejszego zamku, który odegrał znaczącą rolę w dziejach Polski i Węgier, rozpościera się przepiękna panorama Zakola Dunaju (Dunakanyar). Ciekawą propozycją jest też trekking po paśmie Mátra lub Górach Bukowych. Choć nie są tak wysokie jak polskie (najwyższy szczyt Węgier – Kékes – wznosi się na 1014 m n.p.m.), potrafią zachwycić niejednego miłośnika górskich wędrówek.

 

NA POŻEGNANIE

Do domu warto zabrać ze sobą z Węgier takie przysmaki i pamiątki, które już za chwilę skłonią nas do planowania kolejnej wizyty w kraju Madziarów. Aromatyczne salami, butelka wspaniałego i niedrogiego wina, łagodna lub pikantna, ale zawsze soczyście czerwona papryka, fantazyjne marcepany, przepiękna porcelana z Herend, słynne na cały świat hafty z naddunajskiej Kalocsy czy bogracz (bogrács), kociołek do powieszenia nad ogniskiem, sprawią, że powracanie w te strony stanie się uzależnieniem i największą przyjemnością. Dlaczego jestem tego tak pewna? Bo moja miłość do węgierskiej kultury, kuchni i krajobrazów pozostaje głęboka i niezmienna od kilkunastu lat, a i tak każdego dnia przekonuję się, jak wiele mam jeszcze do odkrycia.

 

Wydanie Lato 2018

Sardynia – kraina sprzyjających wiatrów

ELŻBIETA PAWEŁEK

                                                                                                             FOT. FOTOTECA ENIT/SANDRO BEDESSI
<< Ta piękna wyspa miała wielu sławnych wielbicieli wśród elit politycznych i arystokracji. Dziś jest rajem żeglarzy, nurków oraz wind- i kitesurferów. Turystów szukających błogiego wypoczynku kusi błękitną wodą, kilometrami uroczych plaż i luksusem Costa Smeralda (Szmaragdowego Wybrzeża). >>

Druga po Sycylii największa wyspa Morza Śródziemnego posiada status regionu autonomicznego Włoch. To poczucie odrębności to zapewne dziedzictwo po historycznym Królestwie Sardynii, które choć w ciągu setek lat istnienia zmieniało swoje granice i przechodziło z rąk do rąk, zakończyło swój żywot dopiero w 1861 r. po włączeniu do Królestwa Włoch. Potwierdza je także język sardyński, nadal używany przez mieszkańców wyspy.

Więcej…

Litewska przygoda

GRZEGORZ MICUŁA

 

<< Kraj ten słynie z wydobywanego w nim od setek lat bursztynu (po litewsku „gintaras”), tkanin z lnu, wód mineralnych i torfu wykorzystywanego w coraz liczniejszych obiektach spa oraz tradycyjnego litewskiego jedzenia – ciemnego chleba pieczonego na tataraku, wędlin, sera i śmietany, blinów, cepelinów i „šakotisa”, znanego u nas jako sękacz. Litwa ma też kilka uzdrowisk, do których chętnie jeździmy ze względu na znakomite kuracje lecznicze, czyste środowisko oraz fakt, że jest w nich wciąż taniej niż u nas. Dysponujące doskonałą bazą Druskienniki i Birsztany to ciągle miejsca na kieszeń przeciętnego turysty z Polski, podobnie jak litewskie nadbałtyckie miejscowości wypoczynkowe, mniej zatłoczone w sezonie letnim niż ich polskie odpowiedniki. >>

Więcej…