DSC_0561.jpg

Stare Miasto w Hội An na północnym brzegu rzeki Thu Bồn

©POLKA TRAVEL/MAJKA SZURA

 


MAGDALENA BARTCZAK

 

Wietnamczycy tworzą jedną z najliczniejszych mniejszości narodowych mieszkających w Polsce. Jeśli wierzyć aktualnym statystykom, ich populacja w naszym kraju sięga dziś ponad 50 tys. osób. Mimo tego wydaje się, że większość Polaków nadal niewiele wie o tym narodzie oraz jego fascynującej ojczyźnie, pełnej kontrastów i emanującej zauważalną na każdym kroku energią. 

Sapa-Trekking-Sercrets-of-Hight-Tonkin-18-days-9.jpg

Wyprawa trekkingowa w rejonie pasma górskiego Hoàng Liên Sơn 

©GREEN TRAIL TOURS LTD/VIETNAMTREKKINGTOURS.ASIA


Pierwsza fala emigracji Wietnamczyków do Polski przypadła na lata 50. XX w. i wiązała się z wymianą studentów, prowadzoną w ramach podtrzymywania socjalistycznej przyjaźni między dwoma oddalonymi od siebie o prawie 10 tys. km państwami. Jeszcze liczniejsze ich grupy zaczęły do nas docierać w latach 90., tym razem głównie z powodów ekonomicznych i politycznych. Szukający azylu bądź przyjeżdżający za chlebem emigranci długo stanowili zamkniętą społeczność, co jednak od pewnego czasu się zmienia. Coraz swoich nowych sąsiadów. Świadczy o tym choćby powiększająca się liczba festiwali poświęconych ich kulturze oraz ogromna popularność wietnamskiej kuchni, która bywa już identyfikowana nie tylko z prostym fast foodem, lecz także z tradycyjnymi i wykwintniejszymi restauracjami.

Mimo to Wietnam wciąż pozostaje dla nas państwem pod wieloma względami nieznanym. Jak powiada wietnamskie przysłowie: raz zobaczyć znaczy więcej niż sto razy usłyszeć. Zgodnie z nim, jeśli chcemy dowiedzieć się o tym kraju czegoś więcej, powinniśmy skorzystać z jednej z licznych promocji biletów lotniczych i ujrzeć go na własne oczy. Ojczyzna Wietnamczyków spójnie wiąże tradycję z nowoczesnością i stanowi fascynującą mieszankę kolorów, zapachów i dźwięków. Niczym popularna w azjatyckiej kuchni przyprawa pięciu smaków, łączy w sobie najrozmaitsze, często kontrastujące ze sobą barwy i aromaty. Tym bardziej więc warto wyruszyć w daleką podróż i przekonać się o tej różnorodności na własnym… podniebieniu.

Smak gorzki – dawniejsza historia

Wietnam leży w Azji Południowo-Wschodniej, na Półwyspie Indochińskim. Od północy graniczy z Chinami, a od zachodu z Laosem i Kambodżą. Jego wydłużone terytorium rozciąga się na kilka stref klimatycznych: północny rejon charakteryzuje się klimatem wilgotnym podzwrotnikowym, środkowa część – zwrotnikowym z porą deszczową i suchą, zaś tropikalny południowy kraniec – zwrotnikowym w odmianie monsunowej. Podobnym bogactwem szczyci się tutejsza przyroda. W tym kraju świetnie odnajdą się zarówno wielbiciele trekkingu, jak i miłośnicy wędrówek po dżungli czy wypoczynku na długich, śnieżnobiałych plażach.

Kraina czerwonego smoka – jak często określa się Wietnam – słynie też z fascynującej, lecz trudnej historii. Kluczowe jej rozdziały stanowiły ponadtysiącletnia chińska okupacja (od 111 r. p.n.e. do 938 r. n.e.) i szczególnie znacząca dla późniejszych losów państwa francuska kolonizacja. Jak pisał pionier studiów postkolonialnych Edward Said (1935–2003): francuskie imperium, choć nie mniej zainteresowane było zyskiem, plantacjami i niewolnikami niż brytyjskie, motywowane było ideą prestiżu. Ślady tego modelu rządów są w tym kraju stale widoczne m.in. we wspaniałej kolonialnej architekturze, dobrych drogach czy gęstej sieci kolei. W 1858 r. pod pretekstem ochrony przebywających na tym obszarze katolickich misjonarzy wojska Francuzów zajęły Tourane (dziś Đà Nẵng),a później południowe prowincje Wietnamu. Od tego momentu trafił on pod panowanie francuskie na niemal 100 lat, aż do 1940 r., gdy wkroczyła tu armia japońska.

W 1945 r. do istnienia powołano Demokratyczną Republikę Wietnamu, na której czele stanął działacz komunistyczny Ho Chi Minh (1890–1969). Wkrótce potem o terytorium dawnej kolonii upomniała się Francja, czym doprowadziła do I wojny indochińskiej (1946–1954). W jej efekcie wyzwolony kraj podzielono na komunistyczną Demokratyczną Republikę Wietnamu (Wietnam Północny) i Republikę Wietnamu (Wietnam Południowy). Mieszkańcy nie mogli jednak zbyt długo cieszyć się wolnością. Niedługo później znaleźli się w ogniu wojny wietnamskiej (II wojny indochińskiej 1955–1975), która okazała się jednym z najdłuższych i najbardziej krwawych konfliktów w historii regionu. W zachodnim świecie od lat wiele mówi się o tym, jak dramatycznie doświadczyła ona Amerykanów, ale rzadziej wspomina się o traumie, jaką przyniosła Wietnamczykom. To ci drudzy ponieśli znacznie więcej ofiar w żołnierzach (ponad milion, podczas gdy po amerykańskiej stronie liczba nie przekraczała 60 tys.) oraz cywilach, których zginęło niemal 70 tys. Skutki stosowanej przez siły amerykańskie broni chemicznej są odczuwalne do dziś, np. wywołane przez nią choroby genetyczne dziedziczą kolejne pokolenia.

Zjednoczone w 1976 r. państwo przyjęło nazwę Socjalistyczna Republika Wietnamu i zaczęło stopniowo stawać na nogi m.in. za sprawą kultywowanego przez jego mieszkańców etosu pracy, ich pragmatyzmu oraz przedsiębiorczości. Dziś to jeden z najprężniej rozwijających się krajów Azji Południowo-Wschodniej, w czym zresztą również widać swoistą różnorodność. Współczesny Wietnam, podobnie jak Chiny, stanowi ciekawą syntezę komunizmu i drapieżnego kapitalizmu. Ta dynamika rozwoju ekonomicznego daje o sobie znać głównie w dużych miastach, zdominowanych przez wszechobecny tłum, który jest pierwszym elementem wietnamskiego pejzażu rzucającym się przyjezdnym w oczy. Zagęszczenie ludzi na jednostkę powierzchni odczuwa się niemal na każdym kroku: w sklepach, na ulicach, targach czy autobusowych przystankach. Warto przy tym dodać, że o wiele popularniejszym środkiem transportu niż autobusy są tu skutery – nimi znacznie szybciej można przejechać przez zakorkowane wąskie uliczki lub rozległe aleje. Zresztą same w sobie sprawiają one wrażenie przepełnionych, ponieważ często jeżdżą nimi całe rodziny bądź 4-, a nawet 5-osobowe grupy przyjaciół.

Ten powszechny tłok nie powinien jednak dziwić. W Wietnamie na terytorium nieznacznie większym od Polski (ponad 330 tys. km²) mieszka 2,5 razy więcej ludzi niż u nas (niemal 95 mln). Gdziekolwiek spojrzeć – nic tylko ludzie, ludzie i ludzie. Ludzie piłujący, machający młotkiem, spawający, szyjący, gotujący, jak gdyby wszyscy zaciekle walczyli o przetrwanie – tak w połowie lat 90. XX w. pisał o wietnamskiej przestrzeni włoski mistrz reportażu Tiziano Terzani (1938–2004). Wydaje się, że od czasów jego azjatyckich wojaży niewiele się pod tym względem zmieniło, a jeśli nawet, to zrobiło się jeszcze tłoczniej.

4.jpg

Statek Paradise Privilege podczas rejsu po zatoce Ha Long

©PARADISECRUISES.VN



Smak kwaśny – współczesna sytuacja polityczna

Są takie miejsca, które stanowią odstępstwo od tej niepisanej reguły wszechobecnego tłumu. Należy do nich bez wątpienia położona w północnej części kraju zatoka Ha Long (rozległa na ponad 1,5 tys. km2) – jeden z jego największych skarbów przyrodniczych, wpisany w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Najlepiej jest ją zwiedzić podczas przynajmniej jednodniowego rejsu. W jej granicach znajduje się ok. 2 tys. wapiennych wysepek, wystających z wody skalnych rzeźb oraz tajemniczych grot, które można podziwiać godzinami. Całą okolicę porastają gęste lasy deszczowe pełne dzikich zwierząt. Region ten nosi też miano „Zatoki Lądującego Smoka”. Według legendy niesamowity archipelag został stworzony właśnie za sprawą tego baśniowego zwierzęcia, które zanurzyło się w wodzie po tym, jak zwyciężyło wrogów wietnamskiego narodu. Choć nietrudno zakochać się w spokojnej, kontemplacyjnej naturze krainy Ha Long, to równie łatwo zauważyć, że to jeden z najchętniej odwiedzanych przez turystów zakątków w Wietnamie – ich liczba rocznie sięga 3 mln.

Wielki tłok jest znacznie bardziej zauważalny w politycznym sercu kraju, czyli ponad 7-milionowym Hanoi. Chaotyczne, deszczowe i zanurzone w smogu miasto ma przy tym swój nieodparty urok: wydaje się kwintesencją tego, czego podróżnicy szukają w każdej azjatyckiej metropolii. Na jego ścieżkę dźwiękową składają się donośne klaksony, nawoływania sklepikarzy czy gwarne rozmowy studentów, bo właśnie ten ośrodek stanowi naukową stolicę Wietnamu, a liczbą uczelni przewyższa większe od niego niemal dwukrotnie Ho Chi Minh (dawniej Sajgon). Tu znajduje się najstarszy wietnamski uniwersytet, będący zarazem najsłynniejszą miejscową świątynią konfucjańską. Kompleks zwany Świątynią Literatury (Văn Miếu) ufundował w 1070 r. król Lý Nhân Tông. Utrzymane w klasycznym chińskim stylu budynki są otoczone ogrodem i odgrodzone od reszty zabudowań miejskich grubym murem, dzięki czemu można wśród nich na chwilę zapomnieć o tym, jaki hałas panuje w Hanoi. Bardziej typowe i niewątpliwie głośniejsze oblicze miasta prezentuje jego najstarsza część, czyli Stare Hanoi, utkane z kolonialnej, przyprószonej przez czas architektury oraz plątaniny wąskich uliczek, których nazwy pochodzą od rzemiosł uprawianych przez mieszkających przy nich mistrzów.

Kolejnym kluczowym elementem krajobrazu stolicy jest… woda. Oprócz płynącej przez nią Rzeki Czerwonej, na jej terenie znajdziemy ponad 100 jezior. Za najbardziej reprezentacyjne uchodzi liczące 700 m długości Hoàn Kiếm, czyli Jezioro Zwróconego Miecza. U źródła tej poetyckiej nazwy leży – oczywiście – legenda. Na początku XV w., podczas okupacji chińskiej, ubogi rybak Lê Lợi otrzymał od żyjącego w tym akwenie Złotego Żółwia magiczny miecz, który uczynił go niepokonanym. Wykorzystał go w walce z armią dynastii Ming i został królem, a po zwycięstwie udał się nad brzeg, aby podziękować za swój sukces bogom. Wówczas z głębin ponownie wynurzył się Złoty Żółw i zażądał od mężczyzny zwrotu broni. Miecz sam wysunął się z pochwy i zamienił w smoka, który wzleciał nad taflę i chwilę potem zniknął na zawsze w falach. Król uznał tajemnicze stworzenie za opiekuńczego ducha jeziora i na pamiątkę kazał wybudować na leżącej na nim wysepce Wieżę Żółwia (Tháp Rùa), która stała się symbolem miasta. Budowla szczególne wrażenie robi wieczorem, gdy rozpromieniają ją blaski kolorowych świateł, dodające temu miejscu jeszcze większego uroku.

Drugą wizytówką Hanoi pozostaje Mauzoleum Ho Chi Minha – monumentalny gmach, gdzie spoczywa wielki przywódca i bohater Wietnamu. Jego zabalsamowane ciało umieszczono w centralnej sali budynku, przy którym wartę pełni straż honorowa. Zarówno tam, jak i na całym terenie otaczającym gigantyczny grobowiec, łatwo uświadomić sobie, że przebywa się w państwie rządzonym twardą ręką – żołnierze surowo egzekwują zasady zwiedzania i każde odstępstwo od nich może się spotkać z groźnym spojrzeniem, uwagą bądź stanowczą interwencją. Podczas wizyty w tym prężnie rozwijającym się kraju, pełnym pracowitych, serdecznych i uśmiechniętych ludzi, nietrudno zapomnieć o ponurych stronach tutejszej rzeczywistości, choćby ostrej cenzurze, represjach stosowanych wobec przeciwników politycznych czy prześladowaniach religijnych, które dotykają m.in. buddyjskich mnichów.

Ofiarami polityki komunistycznego rządu są też przedstawiciele mniejszości narodowych. Spotkamy ich np. na terenach leżących na północ od Hanoi, tuż przy granicy z Chinami. Wielu z nich mieszka wśród gór Hoàng Liên Sơn, których najwyższym szczytem (a zarazem najwyższą górą Wietnamu i całych Indochin) jest liczący 3143 m n.p.m. Phan Xi Păng (Fansipan), wiecznie osnuty mgłą i pokryty soczystą zielenią. W jego pobliżu znajduje się chętnie odwiedzana przez turystów miejscowość Sa Pa, słynąca ze wspaniałych widoków na tarasowe pola ryżowe. W samych jej granicach mieszkają Hmongowie, Daowie (Yaowie) oraz Tayowie, których można od siebie rozróżnić po niezwykłych, kolorowych strojach. Jako osoby należące do mniejszości etnicznych, najczęściej nie posiadają oni jednak prawa do swoich ziem, nauki języka ojczystego w szkołach i kultywowania własnych tradycji. Władze Wietnamu zdecydowanie dążą do ujednolicenia narodu i nie potrafią wykorzystać ani docenić skarbu, jaki stanowi wielokulturowość jego obywateli.

Smak ostry – pejzaż kulinarny

Wspomnianą różnorodność widać również w sztuce kulinarnej tego kraju, uważanej za jedną z najlepszych na świecie i podbijającej serca smakoszy na równi z chińską czy tajską. Najpopularniejszym daniem narodowym jest bez wątpienia zupa pho (Phở), czyli rosół z makaronem ryżowym zwykle z kawałkami wołowiny lub kurczaka. Wietnamczycy ochoczo jadają ją nie tylko na obiad, ale też na śniadanie bądź kolację, czemu ciężko się dziwić, bo od jej aromatycznego smaku (w odpowiednio przyprawionej pho składa się na niego m.in. kolendra, imbir, sos rybny i limonka) naprawdę łatwo się uzależnić. Poza tym popularnością cieszą się nem, znane w Polsce jako sajgonki, złożone z farszu (najczęściej mięsnego, krewetkowego lub warzywnego) zawiniętego w papier ryżowy. Kolejny ważny element lokalnej kuchni, na który natkniemy się dosłownie wszędzie, stanowi mocna ca phe, czyli kawa. Wietnam to zresztą drugi po Brazylii największy jej producent na świecie

Poza daniami rozpowszechnionymi w całym kraju każdy region ma również własne przysmaki. Potrawy z rejonu północnego charakteryzują się prostotą przygotowania, stosowaniem smażenia jako ostatecznej obróbki produktów i wykorzystywaniem dużych ilości sosu sojowego, co wiąże się z wpływami chińskiej sztuki kulinarnej. W menu mieszkańców z południa zauważymy natomiast ślady czasów kolonialnych, a także popularność ryb, warzyw oraz owoców. Posiadający niemal 3,5 tys. km linii brzegowej, obdarzony licznymi zatokami i potężnymi deltami Rzeki Czerwonej oraz Mekongu, Wietnam obfituje też w owoce morza. Najsmaczniejsze z nich znajdziemy właśnie na południowym wybrzeżu. Z kolei za najbardziej finezyjną w smaku uważa się mającą cesarskie korzenie kuchnię środkowego obszaru państwa – znacznie ostrzejszą, a przy tym bardziej kolorową i dbającą o wytworniejszą formę podania od pozostałych. Do jej typowych dań należą m.in. bún bò Huế – pikantna zupa z makaronem ryżowym z wołowiną – czy bánh xèo – chrupiące naleśniki z ryżowego ciasta, wypełnione krewetkami, wieprzowiną i kiełkami, przykryte kolendrą, miętą oraz bazylią.

Jeśli zapragniemy spróbować tego rodzaju wietnamskich smakołyków w najlepszym wydaniu, powinniśmy wybrać się do jednej z licznych restauracji lub ulicznych knajpek w Huế – dawnej stolicy (1802–1945), która zachwyca Cytadelą (Hoàng Thành), niegdyś siedzibą władców całego Wietnamu. Na jej terenie zwiedzić można pałac cesarski, świątynie, muzea i Zakazane Purpurowe Miasto, nazwane tak ze względu na surowe reguły dotyczące wizyt za jego murami – przekroczenie ich bez specjalnych uprawnień groziło śmiercią.

Drugą niewątpliwą atrakcją środkowej części kraju jest przepiękne portowe Hội An, którego zabytkowa zabudowa została uratowana przed zniszczeniem przez polskiego architekta Kazimierza Kwiatkowskiego (1944–1997). Wśród Wietnamczyków był on znany jako Kazik. W połowie lat 90. XX w. sprzeciwił się planom władz, które chciały wyburzyć starsze budynki i w ich miejsce postawić nowoczesne bloki mieszkalne. Za jego namową historyczne centrum odrestaurowano i przystosowano je do obsługi ruchu turystycznego. W 1999 r., głównie za sprawą zasług Polaka, Hội An wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wdzięczni mieszkańcy po śmierci Kazimierza Kwiatkowskiego uczcili go w 2007 r. pomnikiem w środku miasta. Bogactwa tutejszej architektury trudno nie docenić nawet podczas jednodniowego spaceru – przez wieki ośrodek ten pozostawał jednym z najważniejszych portów w Azji Południowo-Wschodniej, ściągającym kupców z całego świata, co wpłynęło na jego niepowtarzalny styl i atmosferę.

Smak słony i słodki – skarby południa

phuquoctourism.jpg

Idylliczne domki na wyspie Phú Quốc w Zatoce Tajlandzkiej

©PHUQUOCTOURISM.ORG



Jeżeli z Hội An przejedziemy wzdłuż wybrzeża nieco bardziej na południe, znajdziemy długie na wiele kilometrów plaże – zarówno w pobliżu samego miasta, jak i w okolicy kolejnych kurortów. Najbardziej urokliwy z nich stanowi miejscowość Mũi Né, która z nieznanej wioski rybackiej w ciągu ostatnich lat zmieniła się w niezmiernie popularne nadmorskie centrum wypoczynkowe. Złociste wybrzeże, kosmiczny pejzaż pobliskich Czerwonych Wydm, pełen kolorowych łodzi port rybacki oraz świetne warunki do nurkowania, surfowania, kite- i windsurfingu – to wszystko sprawia, że klimatyczne miasteczko idealnie nadaje się na złapanie oddechu po zwiedzaniu większych ośrodków. Podróżnicy, którzy chcą spędzić więcej czasu w południowym regionie kraju, koniecznie powinni wybrać się także na największą wietnamską wyspę Phú Quốc (ok. 590 km²), słynącą z prawdziwie rajskich, niemal bezludnych plaż, wysokich palm kokosowych oraz produkcji sosu rybnego (nước mắm) i upraw czarnego pieprzu.

Po wypoczynku nad morzem czeka nas jeszcze najważniejszy miejski skarb południa Wietnamu, czyli Ho Chi Minh, dawniej Sajgon (jak nadal nieformalnie określają go sami mieszkańcy). Ta niemal 13-milionowa metropolia tętni życiem i olśniewa monumentalną urodą. Aż trudno uwierzyć, że zanim rozpoczęła swoją karierę, była ledwie zauważalną na mapie wioską rybacką, którą w XVII w. zaczęli zaludniać uchodźcy z Chin. Wkrótce potem została przejęta przez wietnamską dynastię Nguyễn i otrzymała nazwę Gia Đinh. Jednak największy wpływ na jej obecne oblicze mieli Francuzi. To oni przemianowali ją na Sài Gòn i uczynili z niej stolicę i prawdziwą perłę Indochin. Kolonialna architektura, znacznie lepiej zachowana niż w bardziej zniszczonym Hanoi, największe wrażenie robi w Pierwszej Dzielnicy, sercu Sajgonu. Znajdziemy tu wiele zadbanych XIX-wiecznych kamienic, ogromny budynek Poczty Głównej ze stalową konstrukcją zaprojektowaną przez samego Gustave’a Eiffela (1832–1923), sąsiadującą z nim strzelistą neoromańską Katedrę Notre-Dame czy neoklasycystyczny gmach Opery. Bez wątpienia właśnie ta część miasta jest najbardziej zadbana i wytworna, pełna luksusowych sklepów, wykwintnych kawiarni i restauracji. Zdecydowane jej przeciwieństwo stanowi Chinatown (znane również jako Cholon) z kolorowymi buddyjskimi świątyniami, wiecznie zapełnionymi targami, warsztatami rzemieślniczymi, pachnącymi sklepikami z przyprawami i chińskimi (a jakżeby inaczej!) restauracjami. Przy wąskich i klimatycznych uliczkach stoją całymi rzędami stare chińskie kamienice, nadające tej dzielnicy osobliwego charakteru, który znacznie trudniej dostrzec w typowo wietnamskiej części metropolii – najmniej interesującej pod względem architektury, nowoczesnej, ale dość chaotycznej.

Kolejne miejsce, którego nie wolno ominąć podczas pobytu w Ho Chi Minh, to Muzeum Pozostałości Wojennych, prezentujące wstrząsające świadectwa wojny wietnamskiej. Na zewnątrz budynku zobaczyć można autentyczne helikoptery, czołgi i samoloty wojskowe, wykorzystywane w okresie konfliktu. Jeszcze większe wrażenie robią ekspozycje mieszczące się w środku, m.in. zdjęcia przedstawiające zbrodnie, jakich dopuszczało się amerykańskie wojsko czy zachowany z tamtych czasów sprzęt, za pomocą którego Amerykanie rozpylali broń chemiczną. Świetnym uzupełnieniem wizyty w muzeum będzie wycieczka do położonych pod miastem tuneli Củ Chi, wybudowanych w trakcie wojny przez żołnierzy Wietkongu. Pierwotnie liczyły one niemal 250 km długości i okazały się niezmiernie przydatne w walkach. Partyzanci należący do Narodowego Frontu Wyzwolenia Wietnamu Południowego wykorzystywali podziemną sieć jako mieszkania, szpitale, kuchnie, arsenały, a także drogę transportu i przede wszystkim pułapkę na wroga. Zwiedzający Củ Chi mogą poznać mechanizmy groźnych zasadzek, które czyhały na nieproszonych gości, a nawet przeczołgać się przez słynne tunele, które mają zaledwie 60 cm wysokości – jest to więc zadanie tylko dla największych śmiałków.

Po powrocie do Ho Chi Minh warto odpocząć po tej ekscytującej wyprawie w jednej z ulicznych kawiarni – najlepiej przy pobudzającej do życia mocnej wietnamskiej kawie czy orzeźwiającym piwie Sajgon oraz obowiązkowych sajgonkach – i poddać się urokowi tropikalnej metropolii, która zdaje się żyć przez całą dobę. Być może zasypia tylko na chwilę przed samym świtem, aby o poranku znów się obudzić i rozpocząć nowy, pracowity dzień. Jakże inaczej powinno się go przywitać, jeśli nie kultowym filmowym powitaniem Good morning, Vietnam! (używanym oryginalnie na antenie Radia Amerykańskich Sił Zbrojnych przez Adriana Cronauera, granego przez nieodżałowanego Robina Williamsa), zapowiadającym nie tylko piękną przygodę, ale też tęsknotę za tym fascynującym krajem, którą na pewno poczujemy, gdy już zakończymy naszą wietnamską podróż.

Artykuły wybrane losowo

Katalonia – więcej niż region

Kurort Tossa de Mar na Costa Brava
151126 MAALV 1208

© AGENCIA CATALANA DE TURISME

ANETA KOTARSKA


Katalonia to część Hiszpanii, która kryje w sobie wiele przeciwieństw. Katalończycy obrali za swój symbol osła reprezentującego mądre i spokojne, lecz uparte dążenie do celu, Hiszpanie natomiast – byka ucieleśniającego temperament i siłę. Katalońskie tradycje mieszają się tu z hiszpańskimi, obok siebie współistnieją też dwa języki, kosmopolityzm łączy się z nacjonalizmem, sztuka z przemysłem, ruiny rzymskie z modernizmem. Nawet pod względem geograficznym region charakteryzują kontrasty – morze przeplata się w nim z górami.

Więcej…

Współczesne uzdrowiska – połączenie tradycji z nowoczesnością

 

BARBARA TEKIELI

 

Regeneracja sił w bliskości z naturą, podziwianie wyjątkowych krajobrazów i pięknej architektury przy jednoczesnym dbaniu o zachowanie harmonii ciała i ducha, a do tego aktywny udział w wydarzeniach kulturalnych – oto nowe spojrzenie na leczenie uzdrowiskowe w Polsce oraz u naszych sąsiadów i bratanków: na Litwie, Słowacji, Węgrzech i w Czechach. Odpoczynek w miejscowościach kuracyjnych, najczęściej malowniczo położonych, nabiera dziś nieco innego charakteru. Współczesne uzdrowiska znakomicie łączą dwie funkcje: leczenie wielu schorzeń i chorób cywilizacyjnych oraz oferowanie zabiegów odnowy biologicznej. Kuracjusze nie ograniczają się wyłącznie do korzystania z terapii rekomendowanych przez lekarzy. Chcą odbyć kurację w miejscach atrakcyjnych turystycznie i połączyć ją z wypoczynkiem, poznawaniem historii regionu, dbaniem o kondycję fizyczną czy urodę, a nawet delektowaniem się specjałami lokalnej kuchni. Mnóstwo komfortowych ośrodków oferuje swoim gościom popularne ostatnio pakiety ekologiczne i usługi z zakresu medycyny naturalnej. W większości uzdrowisk powstają luksusowe centra spa i wellness proponujące zabiegi na najwyższym światowym poziomie. Poza tym w wielu z nich odbywają się ciekawe wydarzenia kulturalne lub sportowe.

Więcej…

Najpiękniejsze miejsca do nurkowania na Ziemi

opracował:

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

W tym wydaniu magazynu All Inclusive mamy obszerny artykuł Darka Sepioły, ilustrowany jego niezwykłymi zdjęciami, poświęcony magii wielkiego błękitu. Ten podróżnik, dziennikarz, fotograf i filmowiec, a przede wszystkim znany w Polsce nurek, który spędził pod wodą aż 2 tys. godzin, opowiada o najwspanialszych miejscach na świecie, jakie można znaleźć w głębinach mórz i oceanów. Jego tekst, będący cudowną podróżą po 7 kontynentach, zainspirował nas do przygotowania większego materiału na temat prawdziwych rajów dla miłośników podwodnych przygód. Postanowiliśmy zapytać kilku wybranych ekspertów i pasjonatów nurkowania o ich ulubione, najpiękniejsze miejsca pod wodą na Ziemi, jakie do tej pory odwiedzili. Dzięki nim odbywamy wspaniałą podróż po morskich głębinach…   

Więcej…