KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA
www.karolinasypniewska.pl

 

<< Podobnie jak sąsiednia Kenia, Tanzania od zawsze była jednym z najczęściej odwiedzanych afrykańskich krajów i to nie tylko przez zorganizowane wycieczki, ale również przez indywidualnych turystów. Podróżników przyciągają tutaj dziewicza przyroda, rdzenne ludy, rozległe przestrzenie i krajobrazy jak z marzeń sennych. Afryka rządzi się jednak swoimi prawami, którym musimy po prostu się podporządkować. Jeśli tylko uzbroimy się w cierpliwość, z uśmiechem na twarzy zniesiemy kilkukrotne zmiany koła dziennie, długotrwałe wypatrywanie dzikich zwierząt czy biurokrację różnych instytucji… Pod względem infrastruktury turystycznej Tanzania to jedno z najlepiej rozwiniętych miejsc na Czarnym Lądzie. Przeważająca większość odwiedzających ją gości podczas swojego pobytu decyduje się połączyć ekscytujące safari w parku narodowym z błogim wypoczynkiem na rajskim Zanzibarze. Zapraszam zatem do mojego magicznego afrykańskiego zakątka. >>

Położona w środkowo-wschodniej części Afryki Zjednoczona Republika Tanzanii graniczy z Mozambikiem, Malawi, Zambią, Demokratyczną Republiką Konga, Burundi, Rwandą, Ugandą i Kenią. Przy jej wschodnim wybrzeżu, które oblewa Ocean Indyjski, znajdują się wyspy Zanzibar (Unguja), Pemba i Mafia. Ponad 1,4 tys. km linii brzegowej, najwyższy szczyt kontynentu Kilimandżaro (5895 m n.p.m.), liczne parki narodowe (w tym ten najbardziej znany, czyli Park Narodowy Serengeti wpisany w 1981 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO) i tzw. Wielka Migracja to najwspanialsze tanzańskie atrakcje. Większość Tanzańczyków używa suahili, językiem urzędowym jest tu jednak też angielski, a na ulicy usłyszymy wiele innych dialektów ok. 125 grup etnicznych. Funkcję głowy państwa pełni prezydent (obecnie piastujący to stanowisko już drugą kadencję Jakaya Mrisho Kikwete), który stoi na czele jednoizbowego parlamentu – 357-osobowego Zgromadzenia Narodowego (Bunge).
Jamhuri ya Muungano wa Tanzania (Zjednoczona Republika Tanzanii w języku suahili) powstała w kwietniu 1964 r. po połączeniu podległych Brytyjczykom Tanganiki i Zanzibaru. Z dwóch pierwszych sylab tych toponimów: tan- i zan-, utworzono nazwę nowego państwa. Niedawno w kraju świętowano 50. rocznicę uzyskania niepodległości. Przez pół wieku zaszły w nim liczne zmiany. Przede wszystkim znacznie zwiększyła się liczba jego obywateli: z kilku milionów do mniej więcej 47,5 mln mieszkańców. Jeżeli ten wysoki przyrost naturalny się utrzyma, w niedługim czasie Tanzania dołączy do grona najbardziej zaludnionych państw świata. Wzrost populacji nie idzie w parze z poprawą jakości życia. Ponad 50 proc. Tanzańczyków żyje za mniej niż 1,5 dolara dziennie. Tym bardziej zdumiewa fakt, że pod ochroną znajduje się niemal 40 proc. terytorium kraju. Wciąż zakłada się tutaj nowe parki narodowe, a dbanie o przyrodę należy do priorytetów.

 

KOLEBKA LUDZKOŚCI I JEJ SKARBY
W latach 50. XX w. dwoje pasjonatów archeologii Mary i Louis Leakey rozpoczęło wspólne badania, które doprowadziły do odnalezienia prehistorycznych narzędzi, kości i czaszki australopiteka w wąwozie Olduvai w 1959 r. Po pierwszym sensacyjnym odkryciu nastąpiły kolejne. W listopadzie 1960 r. para znalazła szczątki przodka Homo sapiens, nazwanego Homo habilis – „człowiek zręczny”, ponieważ był pierwszym hominidem, który wytwarzał narzędzia i ich używał. Żył ok. 1,75 mln lat temu. Wiele lat po tym wydarzeniu, w 1978 r. na terenie stanowiska archeologicznego Laetoli, leżącego 45 km na południe od Olduvai, Mary Leakey (1913–1996) odkryła odciśnięte i zakonserwowane ślady dwóch innych hominidów. Dzieje tych ziem i dokonanych tu ważnych odkryć można dziś podziwiać w usytuowanym na granicy wąwozu interesującym muzeum. Warto dodać, że nazwa Olduvai (Oldupai) wywodzi się z języka Masajów i oznacza roślinę spotykaną w tym miejscu (Sansevieria ehrenbergii).
     Z Tanzanii pochodzi także jeden z najdroższych kamieni szlachetnych na świecie – tanzanit. Ma on niepowtarzalną niebieską barwę i jest rzadszy od diamentów. Wydobywa się go tutaj tylko w kopalni niedaleko Aruszy i Kilimandżaro, a niektóre źródła podają, że złoża zostaną wyeksploatowane w ciągu 10 lat. Ten kraj to również czwarty po RPA, Ghanie i Mali producent złota w Afryce. Poza tym wydobywa się w nim też inne drogocenne kamienie, takie jak diamenty, rubiny czy szafiry. Podstawę tanzańskiej gospodarki stanowi mimo to przede wszystkim rolnictwo. Obok kawy i herbaty uprawia się tu np. agawę sizalową (2. miejsce pod względem plonów na świecie) oraz słynne goździki.

 

KLEJNOT W KORONIE
Za największy skarb Tanzanii uważa się jednak niewątpliwie najwyższy afrykański szczyt – Kilimandżaro. Oszołomiony jego widokiem pisarz Ernest Hemingway (1899–1961) tak go scharakteryzował: Jest to góra szeroka jak świat, potężna, wysoka i niewiarygodnie biała w promieniach słońca. Nazywano ją m.in. „Górą Złych Duchów”, „Górą Źródlaną”, „Górą Światłości” lub „Białą Górą”. Europejczycy długo nie mogli uwierzyć, że w Afryce znajdują się wierzchołki pokryte śniegiem (początkowo sądzono, że to osady solne lub złoża kwarcu odbijające światło). W 1889 r. sprawdzili to po raz pierwszy Niemiec Hans Meyer (1858–1929) i Austriak Ludwig Purtscheller (1849–1900). Z kolei pierwszym Polakiem, który wspiął się na Kilimandżaro, był zoolog Antoni Jakubski (1885–1962). Dokonał tego w 1910 r.
     Trekking na szczyt trwa zazwyczaj 5 dni i stanowi prawdziwe wyzwanie dla miłośników górskich wędrówek. Trasa nie należy do prostych, ale wszystkie trudy wynagradza panorama rozpościerająca się z wysokości 5895 m n.p.m. Podziwiając ją, można poczuć się prawdziwie wolnym człowiekiem. W końcu najwyższy wierzchołek góry nosi nazwę Uhuru, czyli „Wolność”, a otrzymał ją po uzyskaniu niepodległości przez Tanganikę. Jeśli samo wejście na „Dach Afryki” to dla kogoś zbyt mały wysiłek, zostaje mu jeszcze udział w corocznym Maratonie Kilimandżaro (Kilimanjaro Marathon, kolejny bieg 28 lutego 2016 r.). Odbywa się on co roku pod koniec lutego lub na początku marca, a nagroda pieniężna przyciąga wielu zainteresowanych.
     Za klejnoty kraju uchodzą też jego wielkie jeziora: Tanganika, Jezioro Wiktorii czy Manyara. Pierwsze z nich, otoczone wysokimi górami, jest najdłuższym słodkowodnym zbiornikiem świata. Ciągnie się przez 673 km (dla porównania Wisła ma 1048 km) na granicy Tanzanii, Burundi, Demokratycznej Republiki Konga i Zambii. Położona na wysokości 773 m n.p.m. w strefie ryftu wschodnioafrykańskiego Tanganika to najgłębsze jezioro kontynentu (1470 m). Żyje w nim ponad 300 gatunków ryb oraz hipopotamy i krokodyle. Aby zobaczyć te wszystkie cuda, najlepiej wybrać się na safari.

 

NA TROPIE
Podróż do Afryki nie byłaby pełna bez safari. Oglądanie zwierząt w ich naturalnym środowisku przenosi turystę w świat pionierów, którzy odkrywali Czarny Ląd na przełomie XIX i XX w. Specjalnie przystosowane samochody z otwieranym dachem pozwalają przyjrzeć się przepięknej sawannie z bliska. Zazwyczaj są to niezniszczalne land-rovery, nazywane potocznie „landrynami”. Jednak gdy człowiek przypatruje się z nich dzikim stworzeniom, zastanawia się, kto kogo obserwuje – on je czy może na odwrót…? Tysiące antylop gnu razem z zebrami pasą się na trawie. Niedaleko dumnie kroczy stado siedmiu żyraf, a kawałek dalej w małym bajorku kąpie się kilkutonowy słoń. Ciszę przerywa jedynie dźwięk dobywający się z radia, przez które nasz kierowca dowiaduje się o gepardzicy z młodymi nieopodal nas. Jedziemy! Kto pierwszy raz zobaczy z bliska lwa albo zebrę na wolności, nie zapomni tego widoku do końca życia.

 

ORGANIZACJA SAFARI
Przy planowaniu takiej wyprawy najbezpieczniej skorzystać z pakietów sprawdzonych biur podróży z Polski. Ich wieloletnie doświadczenie i nawiązane kontakty z miejscowymi usługodawcami są gwarancją sukcesu. Wyjazd organizują z uwzględnieniem przelotów i dodatkowych opłat. Z drugiej strony, w internecie znajdziemy bardzo dużo konkurencyjnych ofert tego typu. Trudno jednak sprzed ekranu komputera ocenić ich wiarygodność. Często trzeba mieć sporo doświadczenia albo niezawodny instynkt, żeby nie dać się oszukać. Najkorzystniej jest wybrać kogoś wcześniej poleconego lub poczytać na forach internetowych o najlepszych lokalnych przewodnikach. Warto zwrócić uwagę na to, czy cena safari zawiera koszty transportu, noclegów (w hotelach, lodżach bądź na biwakach), wyżywienia, wynajęcia kierowcy oraz opłaty za wstęp do parków lub rezerwatów, a potem wszystko przeliczyć i nie pozwolić się ponieść zbędnym emocjom. Wielu Polaków chwali sobie wyjazdy za granicę z polskojęzycznym pilotem, który zatroszczy się o każdy detal podróży i ułatwi poznanie kraju od podszewki.

 

ETYKIETA NA SAWANNIE
Leave no trace but memories (z ang. „nie pozostawiaj za sobą nic oprócz wspomnień”) – taki napis widnieje u wejścia do jednego z tanzańskich parków narodowych. Turyści muszą pamiętać, że z samochodu nie wolno wysiadać pod żadnym pozorem. Lew, patrząc na nas, widzi o wiele większe zwierzę od siebie: auto na 4 kołach, i dlatego nas nie atakuje. Samotnie na sawannie stajemy się dość łatwym i pysznym kąskiem. Tylko w nielicznych wyznaczonych miejscach można opuścić pojazd. Dzięki otwieranemu dachowi z lornetką w ręku wypatrzymy orzełka afrykańskiego na drzewie czy nadlatujące stado sępów. Cel safari stanowi przede wszystkim poznanie królestwa dzikich zwierząt przez obserwację, czyli nie zakłócanie ich spokoju. Nie wolno więc krzyczeć do nich ani wpływać w żaden sposób na ich zachowanie, nie wspominając już o wyrzucaniu śmieci za okna… Obowiązuje zasada niezbliżania się do mieszkańców parku bądź rezerwatu na odległość mniejszą niż 20 m, chociaż oni sami często potrafią nas zaskoczyć, gdy z ciekawości podchodzą do samochodów.

 

KIEDY JECHAĆ
Sawanna żyje przez okrągłe 12 miesięcy i zawsze wygląda inaczej. Powszechnie uważa się, że sezon na safari trwa od listopada do końca marca, ale trzeba pamiętać o tym, że w Afryce Wschodniej występują dwie pory: sucha i deszczowa – każda z nich przypada dwukrotnie w ciągu roku. Pierwsza pora deszczowa panuje od kwietnia do końca maja, druga – od października do ostatnich dni grudnia. Pora sucha zaczyna się w styczniu i kończy wraz z marcem, aby znowu powrócić od czerwca do września. Zdarza się, że opady pojawiają się niespodziewanie, poza ramami wyznaczonymi przez meteorologów, i wtedy przyjdzie nam nauczyć się afrykańskiej cierpliwości. Najlepiej poczekać, aż przeminie wysoki sezon, trwający zawsze od Nowego Roku do końca lutego. Turystom zainteresowanym kwitnącymi baobabami i niesamowicie zieloną sawanną polecam okres deszczów. Jedno jest pewne – niezależnie od tego, kiedy będziemy w Afryce, czeka nas wspaniała przygoda.

 

„ZIEMIA BEZ KOŃCA”
Istnieje kilka miejsc w Tanzanii, które zawładną każdym, nawet już doświadczonym podróżniczo sercem. Zalicza się do nich Park Narodowy Serengeti słynący z niezwykłego cudu natury – Wielkiej Migracji. Siringet w języku Masajów oznacza „ziemię bez końca”, gdyż po horyzont ciągnie się tu gigantyczna płaska równina niczym morze traw. Od milionów lat życie toczy się na niej niezmienionym rytmem, wyznaczanym przez deszcze i porę suchą. Razem z opadami wędrują zwierzęta. W czerwcu lub lipcu wielkie stada gnu pręgowanych wyruszają z południowej części Serengeti na zachód i północ, aby dotrzeć do słynnej rzeki Mara, gdzie czekają na nie wypatrujące pożywienia krokodyle. Zawrócić nie mogą, gdyż oznaczałoby to dla nich śmierć z głodu. Podczas przeprawy ginie ok. 200 tys. antylop, aby wiosną urodziło się kolejne 400 tys. młodych. Najbardziej wytrwałe gnu po przeprawieniu się na drugi brzeg do końca października pasą się na świeżej trawie Rezerwatu Narodowego Masai Mara w Kenii. W listopadzie zbierają się do drogi powrotnej na tanzańską równinę.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Gnu pręgowane żyje w dużych stadach


Moim największym przeżyciem znad rzeki Mara był nieprawdopodobny widok wielkiego stada hipopotamów, liczącego ok. 50 sztuk, które całą grupą zaczęły biec w kierunku naszego samochodu. Tupot kopyt po wodzie wszystkich osobników naraz (każdy waży mniej więcej 1,5 t) to niesamowicie przerażający, dudniący w uszach dźwięk. Na szczęście, te ssaki raczej się nie wspinają, zatem ich obserwacja z góry przebiegła spokojnie. Co ciekawe, wyglądające na potulne i leniwe „hipcie”, jak zwą je pieszczotliwie dzieci, należą do najbardziej niebezpiecznych zwierząt Afryki. Wtargnięcie na ich terytorium oznacza szybką śmierć, zazwyczaj poprzez rozerwanie nieproszonego gościa (krokodyla czy człowieka) na kawałki jednym klapnięciem wielkiej szczęki.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Hipopotamy na terenie krateru Ngorongoro

 

AFRYKA W PIGUŁCE
Dumę Tanzanii – Obszar Chroniony Ngorongoro – w 1979 r. wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z geologicznego punktu widzenia jego teren tworzy rozległe zagłębienie w szczycie stożka wulkanu, który 2–3 mln lat temu wybuchł, pozostawiając gigantyczną kalderę o średnicy mniej więcej 20 km. Dno krateru znajduje się na wysokości 1800 m n.p.m. i jest osłonięte wysokimi, stromymi zboczami wznoszącymi się na ok. 600 m. Przez wiele lat pozostawało w ukryciu, a myśliwym nie chciało się pokonywać trudnej i niebezpiecznej drogi w dół, aby tu polować. Nosorożce czarne, hipopotamy, słonie, lwy, zebry i antylopy żyły więc jak w raju, niczym na swoistej arce Noego. To jedyne miejsce na świecie, gdzie słonie nie atakują ludzi, gdyż nie mają złych wspomnień z nimi związanych. Podróżnicy mogą podziwiać w rezerwacie jedne z najpiękniejszych widoków, jakie będzie im dane zobaczyć w życiu. Ngorongoro stanowi prawdziwy raj dla fotografów, a jednocześnie – olbrzymi wodopój dla roślinożerców i magazyn pożywienia dla mięsożerców. Czas zamyka się w nim w pętlę życia i śmierci, która tworzy specyficzną harmonię tego wyjątkowego zakątka. Co więcej, obserwować toczące się tutaj życie można nawet nocą praktycznie z okna swojego pokoju w jednej z miejscowych lodży.  

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Masajowie przypływają na Zanzibar sprzedawać turystom pamiątki

 

„ZIEMIA CZARNYCH”
Po trudach i niezwykłych emocjach safari warto wysiąść na dobre z samochodu i z małego lotniska w Aruszy polecieć do… raju, w którym urodził się w 1946 r. wokalista zespołu Queen – Freddie Mercury (Farrokh Bulsara). To w tym miejscu po raz pierwszy w Afryce wprowadzono kolorową telewizję (w 1974 r.). Jego nazwa pochodzi od dwóch słów – zendż (zenj, jak określano czarnych mieszkańców Afryki Wschodniej) oraz arabskiego i perskiego oznaczenia lądu (ziemi) albo wybrzeża (końcówka -bar). Zanzibar, czyli „Ziemię Czarnych”, nazywa się „wyspą przyprawową” lub „korzenną”. W XIX w. był on największym producentem i eksporterem goździków na świecie. Do dziś przyjrzymy się na nim, jak rośnie pieprz, wanilia lub gałka muszkatołowa, jakiego koloru są liście cynamonu i w jaki sposób wytwarza się kardamon. Z zanzibarską historią wiążą się wpływy arabskie (terytorium należało do sułtanatu Omanu) i, co za tym idzie, muzułmańskie. Poza tym na wyspie funkcjonowało duże centrum handlu niewolnikami.

FOT. WWW.PALMS-ZANZIBAR.COM

Tradycyjna arabska łódź dau (dhow) napędzana za pomocą żagla

 

WYSPIARSKIE ŻYCIE
W X w. będący pod wpływem kultury Suahili Zanzibar skolonizowali Arabowie i Persowie. Na samym początku XVI w. opanowali go Portugalczycy, a blisko 200 lat później, bo w 1698 r., władzę nad nim objął sułtan Omanu. W 1890 r. kontrolę nad tymi terenami przejęli Brytyjczycy. Dopiero w 1963 r. kolonia uzyskała niepodległość. Po rewolucji i połączeniu się z Tanganiką znalazła się w granicach Zjednoczonej Republiki Tanzanii, chociaż dziś stanowi autonomiczny region tego kraju z własnym prezydentem, rządem i 82-osobowym jednoizbowym parlamentem (Baraza la Wawakilishi).
     Zanzibar (Unguja) jest największą z wysp archipelagu o tej samej nazwie. Ma powierzchnię 1660 km² i żyje na nim ponad 900 tys. mieszkańców. Historyczna część stolicy autonomii – Stone Town (z ang. „Kamienne Miasto”) zachwyca i zarazem szokuje. Niejednego przybysza urzekają w niej przepiękne rzeźbione drzwi. Zgodnie z tradycją budowanie domu w tym rejonie rozpoczynano od tego właśnie jego elementu. Najstarsze zachowane dzieło sztuki tego typu pochodzi z 1694 r. i służy dziś jako wejście do Peace Memorial Museum. Zdobienia na zanzibarskich ościeżnicach często nawiązują do handlu i wykorzystują motywy morskie. Na framugach w całym Stone Town znajdziemy kształty ryb, łusek, falujących linii, które uświadamiają nam rolę, jaką odgrywa ocean w życiu Zanzibarczyków. Szokująco wygląda natomiast fakt, że każdego roku w „Kamiennym Mieście” zapada się przynajmniej jeden budynek. Przez 10 lat od 1982 r. ze względu na brak prac konserwacyjnych zawaliło się ich 85. Szacuje się, że tylko niespełna 15 proc. zabudowań tego fragmentu stolicy jest w dobrym stanie. Niestety, czasy świetności sułtańskiej Zanzibar ma już za sobą.
     Na miejscu warto zwiedzić niegdysiejszą rezydencję sułtana, czyli Beit-al-Ajaib – House of Wonders (Dom Cudów), a także wybudowany w XVII w. Stary Fort. O smutnym rozdziale historii regionu przypomina dawny rozległy targ niewolników, w centrum którego stoi teraz anglikańska katedra z XIX stulecia. Widok ciasnych pomieszczeń piwnicznych, gdzie przetrzymywano kiedyś „żywy towar”, przyprawia o gęsią skórkę. Ciekawostką jest fakt, że w Stone Town o powierzchni ok. 1 km2 i populacji porównywalnej do ludności Wieliczki (20 tys. mieszkańców) odbywa się coroczny Międzynarodowy Festiwal Filmowy Zanzibar (Zanzibar International Film Festival – ZIFF). Wydarzenie łączy ze sobą różne dziedziny: film, muzykę, taniec i teatr. W trakcie jego trwania odbywają się też warsztaty i panele dyskusyjne na Zanzibarze oraz sąsiedniej Pembie. Najbliższa edycja festiwalu odbędzie się w dniach od 18 do 26 lipca 2015 r.

 

RAJ NIESKAŻONY
Turyści ściągają tutaj, aby odpocząć na bialutkim piasku, zanurzyć się w turkusowej wodzie czy ponurkować (z maską i rurką) na rafie koralowej. Co ciekawe, mieszkańcy wschodniej części wyspy uprawiają wodorosty. Codziennie podczas odpływu kobiety w pięknych kolorowych sukniach wchodzą do Oceanu Indyjskiego podwiązać wyrzucone przez wodę algi. Każda z nich pielęgnuje swoje poletko, żeby po kilku tygodniach wysuszyć na brzegu glony i sprzedać je za krocie na targu w Stone Town. Chociaż żyją bardzo skromnie, wiedzą, że turystyka przynosi ich krajowi duże dochody. Przestają więc dziwić je roznegliżowani turyści na plaży, mimo iż ich rzeczywistością rządzą zasady konserwatywnego islamu.
     Na Zanzibarze, a w szczególności na sąsiednich wyspach Pembie i Chumbe wciąż jeszcze znajdziemy wiele nieskażonych cywilizacją miejsc. Za najlepszy ekologiczny ośrodek wypoczynkowy w tej części Afryki uznaje się ten na koralowej Chumbe, leżącej 12 km na zachód od zanzibarskich brzegów. Tworzy go tylko 7 bungalowów stojących na samej plaży. Park Koralowy Wyspy Chumbe (Chumbe Island Coral Park) ze swoim 3-kilometrowym półwyspem bialutkiego piasku, turkusową wodą oblewającego go Oceanu Indyjskiego, licznymi baobabami i gigantycznymi krabami palmowymi nieodparcie przypomina raj. W domkach do wytworzenia prądu wykorzystuje się energię słoneczną, a toalety są w pełni ekologiczne, bo kompostujące. Z kolei dania tutejszej kuchni to mieszanka afrykańsko-indyjsko-arabska. W tym samym czasie na terenie obiektu może przebywać jedynie 14 gości, dlatego to świetna propozycja dla tych, którzy szukają ciszy, spokoju i odrobiny samotności.

***

Tanzański klejnot Zanzibar zachwyca przybyszów z Europy strudzonych wędrówką przez parki narodowe i afrykańskie miasteczka oraz wspinaczką na najwyższy szczyt Czarnego Lądu. Trzeba jednak pamiętać o tym, że śniegi Kilimandżaro topnieją z roku na rok, a wpływ człowieka na wspaniałą przyrodę Tanzanii wciąż się zwiększa. Spieszmy się więc zobaczyć ten urzekający i wyjątkowy świat, bo czasu na to pozostało nam naprawdę niewiele...

Artykuły wybrane losowo

Off-road – ekscytujące podróże po bezdrożach

WOJCIECH KUDER

 

                                                                                                             FOT. TOURISM QEENSLAND

<< Zawrotna prędkość, zwiększony poziom adrenaliny i chęć zmierzenia się z własnymi ograniczeniami to główne powody, dla których wielu Polaków coraz częściej zamienia ekskluzywne hotele w formule all inclusive na wypełnione mułem koryta rzek, niedostępne grzęzawiska, bezkresne piaski pustyni, mroźne lodowce czy kamienne bezdroża. Moda na pełne wrażeń wyprawy off-roadowe ma się znakomicie! Oczarowani ekstremalną jazdą pasjonaci samochodów z napędem na cztery koła odnajdują w nich poczucie wolności oraz okazję do wygrania z samym sobą i odwiecznymi siłami dzikiej przyrody. A wszystko to w tumanach kurzu i przy akompaniamencie warczących silników… Ubłoceni, pogryzieni przez komary, skrajnie wyczerpani, lecz niewiarygodnie dowartościowani i szczęśliwi uczestnicy wypraw off-roadowych tworzą nowy, ekscytujący kierunek z pogranicza sportów ekstremalnych, motoryzacji i turystyki. Jeżdżą zdobywać bezdroża oraz poznawać piękne zakątki Europy, Afryki, Azji, Australii czy Ameryki Południowej. >>

Off-road, czyli w największym skrócie sport motorowy, który polega na pokonywaniu specjalnie przygotowanym samochodem terenowym nieutwardzonych dróg i trudno przejezdnych terenów, pozwala naprawdę uwierzyć w siebie. Docierając tam, gdzie nie zapuszczają się zwykli turyści, przeprawiając się przez rwące potoki, pokonując strome polodowcowe wąwozy i wspinając się przeciążonym do granic fabrycznych możliwości jeepem na nieprzyjazne kamieniste zbocza czy wysokie piaszczyste wydmy, każdy może poczuć się jak nieustraszony podróżnik i odkrywca.

Więcej…

Japonia dla początkujących

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

U wschodnich wybrzeży Azji, na Wyspach Japońskich i kilku mniejszych archipelagach leży kraj dość osobliwy z punktu widzenia Europejczyków. Z jednej strony jest zupełnie wyjątkowy pod względem kultury, z drugiej chętnie czerpie ze zwyczajów popularnych w Stanach Zjednoczonych, położonych po drugiej stronie Oceanu Spokojnego. W Japonii niesamowicie wyraźnie daje się odczuć, że nasz świat to miejsce różnorodne, mozaika rozmaitych rzeczywistości współistniejących ze sobą i wchodzących w zaskakujące relacje.

 

Przed wyjazdem w te strony warto zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Taka wiedza z pewnością ułatwi pierwszy kontakt z tym krajem. Cztery główne wyspy archipelagu – Hokkaido, Honsiu, Kiusiu i Sikoku – układają się w kształt ćwierćokręgu rozciągniętego południkowo, co sprawia, że klimat jest tu zróżnicowany. Ze względu na położenie na styku płyt tektonicznych w Japonii występują częste trzęsienia ziemi, jednak na ogół nie są zbyt silne i bywają nawet nieodczuwalne. Oprócz tego obserwuje się też dużą aktywność wulkaniczną. To azjatyckie państwo ma prawie 378 tys. km2 powierzchni, czyli nieco więcej niż np. Niemcy, ale jego obszar zamieszkuje aż ponad 127 mln ludzi (dla porównania w Polsce żyje ich niemal 38,5 mln). Tę wyjątkową gęstość zaludnienia (ok. 336 osób/km²) najbardziej odczuwa się w większych miastach. Poza tym dobrze pamiętać, że obowiązuje tutaj ruch lewostronny.

 

Na podróż do Japonii zdecydowaliśmy się, ponieważ nigdy nie byliśmy jeszcze w tej części Azji i tak odległa wyprawa wydała nam się niezmiernie ekscytująca. Na wybór tego właśnie miejsca wpłynął również fakt, że nasz kolega właśnie kończył swój doktorat na tutejszej uczelni i jako osobom nieznającym japońskiego mógł służyć nam pomocą. Na dodatek od 2015 r. Polskie Linie Lotnicze LOT obsługują bezpośrednie połączenie między warszawskim Lotniskiem Chopina a Międzynarodowym Portem Lotniczym Narita koło Tokio. Za bilety trzeba co prawda zazwyczaj zapłacić więcej niż w przypadku lotu z przesiadką w Katarze (liniami Qatar Airways) lub Dubaju (Emirates), jednak ze względu na komfort podróży (nie musimy czekać na następny samolot ani martwić się, czy nasz bagaż dotrze do celu) i jej czas (ok. 11 godzin zamiast nawet ponad 20) warto ponieść ten koszt.

 

Plantacje herbaty położone w pobliżu nadal czynnego wulkanu Fudżi

Tea Plantation and Mt

© JNTO

 

SKOK NA GŁĘBOKĄ WODĘ

 

Na początek chciałabym wspomnieć, czego obawialiśmy się przed wyjazdem. Problemem dla nas była głównie bariera językowa. Jak się później okazało, martwiliśmy się niepotrzebnie. Na lotnisku i większych stacjach kolejowych z obsługą komunikowaliśmy się po angielsku. Zakup biletów nie stanowił więc wielkiego wyzwania. W Tokio korzystaliśmy za to z wszechobecnych automatów biletowych opatrzonych także napisami w języku angielskim. Trochę inaczej sytuacja wyglądała w sklepach. Ekspedienci w Japonii podczas odbierania towaru przy kasie, oprócz używania standardowych zwrotów grzecznościowych, informują klienta o wszystkich wykonywanych czynnościach: o sczytywaniu kolejnych produktów, wartości przyjętej gotówki, nominałach przy wydawanej reszcie. Oczywiście, wszystkie kwestie wypowiadają po japońsku. Tak naprawdę przez cały proces można przejść bezboleśnie bez użycia żadnego słowa, na koniec wystarczy się lekko pokłonić i uśmiechnąć. Czasem jednak dochodzi do interakcji. Przy kupowaniu alkoholu w samoobsługowym sklepie niekiedy trzeba potwierdzić, że ma się przynajmniej 20 lat, np. wciskając odpowiedni przycisk na ekranie. Do gotowych dań do odgrzania w domu pracownik przy kasie proponuje pałeczki. Z naszych doświadczeń wynika, że ostatecznie zawsze udaje się porozumieć. Japończycy wykazują po prostu dużą determinację, żeby sprawę zakończyć pomyślnie. W większych restauracjach i lokalach często goszczących turystów złożymy natomiast zamówienie po angielsku. W mniejszych barach z kolei zwykle przy wejściu umieszczone są automaty do zamawiania jedzenia i wystawy prezentujące przykładowe dania wykonane z… tworzywa sztucznego. Oczywiście, jeśli chcemy porozmawiać z Japończykami, musimy znaleźć wspólny język.

 

Pewnym kłopotem dla Europejczyków bywa orientowanie się w układzie urbanistycznym. Japoński system adresowy jest z naszego punktu widzenia dość trudny do opanowania. Wystarczy wspomnieć, że większość ulic w Japonii nie ma nazw. Tutaj największą pomocą była dla nas po prostu nawigacja w telefonie, która ustalała nasze położenie i pokazywała nam drogę do punktu docelowego. Dlatego polecamy na czas podróży zaopatrzyć się w pakiet internetowy. Odpowiadającą nam kartę do telefonu można kupić na miejscu. Ceny w ofertach roamingowych europejskich operatorów bywają zazwyczaj wysokie. Do atrakcji turystycznych prowadzą zwykle dość czytelne oznaczenia. Z pewną satysfakcją mogę też przyznać, że ani razu się nie zgubiliśmy i zawsze udawało nam się dotrzeć do celu, nawet mimo drobnych trudności.

 

METROPOLIA PO JAPOŃSKU

 

Lubię zwiedzać duże miasta. Jest w nich coś wyjątkowo przyciągającego, ponieważ swoim układem, architekturą, rodzajem sieci komunikacyjnej oddają charakter żyjącej w nich społeczności. Dlatego wielką przyjemność podczas pobytu w Japonii sprawiały mi spacery po Tokio, położonym na wyspie Honsiu, której powierzchnia wynosi niemal 228 tys. km². W stolicy kraju wraz z jej obszarem metropolitalnym mieszka ponad 13,6 mln ludzi (w uproszczeniu można powiedzieć, że na Tokio składają się 23 okręgi administracyjne tworzące Tōkyō-to oraz miasta i miejscowości na zachód od niego). To sprawia, że w jej krajobrazie dominuje głównie gęsta zabudowa poprzecinana ciągami komunikacyjnymi. Mamy tu osiedla z blokami, niskie domki ustawione jeden obok drugiego, wysokie błyszczące wieżowce z biurami i apartamentami, a obok nich małe i większe świątynie, sklepy spożywcze, domy towarowe i punkty czy wręcz całe kompleksy z automatami do gier.

 

Aby uświadomić sobie wielkość tego miasta (ok. 2190 km² powierzchni), należy wybrać się na jeden z punktów widokowych. Za najpopularniejsze uchodzą Tokyo Skytree (najwyższa wieża na świecie – 634 m) i Tokyo Tower (333 m). Wejście na nie jest płatne i w przypadku tego pierwszego obiektu dość kosztowne, bo zwykły bilet dla osoby dorosłej na niższą galerię (350 m) kosztuje 2060 jenów (za wjazd na wyższą galerię na 450 m trzeba zapłacić dodatkowo 1030 jenów). Jeśli ktoś nie uważa się za amatora takich atrakcji i postanowił przeznaczyć swój budżet wyjazdowy na inne cele, może wybrać się na darmowy taras widokowy np. w budynku tokijskich władz w dzielnicy Shinjuku (Tokyo Metropolitan Government Building) lub gmachu Bunkyo Civic Center w Bunkyō. Polecam szczególnie podziwianie panoramy Tokio po zmroku – robi niesamowite wrażenie.

 

Zwiedzanie stolicy Japonii zdecydowanie trzeba sobie zaplanować tak w dzień, jak i w nocy. Po zapadnięciu zmierzchu polecam udać się w okolice sztucznej wyspy Odaiba, aby zobaczyć podświetlony Tęczowy Most (Rainbow Bridge). W pobliżu Parku Shiokaze stoi nawet mała amerykańska Statua Wolności. W tej okolicy warto wsiąść do jednego z pociągów kursujących na trasie Tokyo Monorail, kolei jednoszynowej, której pojazdy poruszają się na pewnej wysokości nad ziemią. Po drodze mija się m.in. szklane ściany wieżowców, a między nimi da się nawet dostrzec oświetloną sylwetkę Tokyo Tower. Gdy patrzy się na rozpościerające się z okna wagonu widoki, trudno nie odnieść wrażenia, że trafiło się do miasta przyszłości.

 

Do największych turystycznych atrakcji Tokio należą niewątpliwie Pałac Cesarski, szintoistyczna świątynia Meiji, buddyjski kompleks Sensō-ji czy rozległy park Shinjuku Gyoen. Obcokrajowcy chętnie wybierają się także na niemal zawsze zatłoczone skrzyżowanie koło stacji Shibuya, aby obserwować tłum pieszych wkraczających na nie jednocześnie ze wszystkich stron, gdy zapala się zielone światło. Na skwerze przy jednym z wejść na wspomnianą wyjątkowo ruchliwą stację postawiono pomnik psa Hachikō (popularnej w Japonii rasy akita), który czekał tu codziennie na swojego właściciela, profesora uniwersyteckiego, wracającego do domu. Pewnego dnia jego pan dostał w pracy udaru mózgu i zmarł. Nie pojawił się jak zwykle na stacji, ale Hachikō przez kolejnych ponad 9 lat wciąż przychodził o tej samej porze i go wypatrywał. Wykonany z brązu pomnik jest dziś popularnym miejscem spotkań Japończyków.

 

Na zainteresowanie zasługują też z pewnością dzielnica Akihabara i luksusowy region Ginza w dzielnicy Chūō. W niedzielę ich główne arterie zostają zamknięte dla ruchu samochodowego i udostępnione pieszym (w Ginzie również w sobotę). Akihabara, obecnie w znacznym stopniu nastawiona na turystów, przyciąga głównie amatorów anime (japońskich filmów animowanych), sprzętu elektronicznego i gier komputerowych. Spotkać w niej można dziewczyny poprzebierane za bohaterki animowanych seriali. Funkcjonują tu także maid cafés, czyli kawiarnie, w których gości obsługują kelnerki w strojach pokojówek. W Ginzie dla odmiany działa wiele butików znanych światowych marek modowych takich jak Chanel, Dior, Carolina Herrera, Gucci, Louis Vuitton czy Furla. W tej okolicy znajdują się też luksusowe domy towarowe Wako i Mitsukoshi. Na zakupy przychodzą tutaj eleganckie Japonki.

 

Swoistą atrakcję turystyczną Tokio stanowi metro. Na peronach oznaczone są punkty, w których otwierają się drzwi do wagonu (pociąg zawsze ustawia się zgodnie z tym układem), a przed nimi często znajdziemy wytyczone linie dla oczekujących osób formujących kolejkę do wejścia. Podczas jazdy Japończycy zwykle drzemią lub wpatrują się w ekran swojego smartfona. Bardzo nietaktownym zachowaniem jest rozmawianie przez telefon w pociągu czy prowadzenie głośnej dyskusji ze znajomymi. Należy jednak pamiętać, że w godzinach porannego i popołudniowego szczytu wagony i stacje bywają wypełnione po brzegi.

 

Wiszący Tęczowy Most nad północną częścią Zatoki Tokijskiej

Rainbow bridge

© YASUFUMI NISHI/JNTO

 

WIDOK NA SZCZYT

 

Za jeden z najważniejszych symboli Japonii za granicą uchodzi góra Fudżi (3776 m n.p.m.). Niestety, jej szczyt często kryje się za chmurami. Najlepszym okresem do podziwiania tego czynnego stratowulkanu np. z Tokio są miesiące zimowe, kiedy powietrze bywa zwykle najbardziej przejrzyste. Zazwyczaj góra Fudżi jest najwyraźniej widoczna w godzinach porannych. Zobaczymy ją m.in. z tarasów widokowych Tokyo Skytree i Bunkyo Civic Center.

 

Słynny japoński szczyt górski udaje się dostrzec również z wypoczynkowej miejscowości Hakone, położonej na południowy zachód od stolicy (ponad 80 km). W tym rejonie specjalnie z myślą o turystach przygotowano Hakone Freepass – karnet uprawniający do przejazdu kolejką górską, kolejką linowo-terenową i gondolową, rejsu statkiem po malowniczym jeziorze Ashi oraz poruszania się niektórymi autobusami kursującymi do stacji kolejowej. Z przystani w Hakone-machi przez zrekonstruowany punkt kontrolny z okresu Edo (1603–1868) można przejść na półwysep z punktem widokowym, a potem dotrzeć do Alei Cedrowej. Stąd najlepiej udać się jeszcze do chramu Hakone (Hakone Jinja), którego jedna z bram (torii) wznosi się w wodach jeziora. W niedalekim 200-tysięcznym mieście Odawara na uwagę zasługuje otoczony parkiem zamek obronny.

 

Z Hakone nie zawsze udaje się jednak dostrzec Fudżi. Jeśli ktoś postawił sobie właśnie taki cel podróży po Japonii, polecam wybrać się nad jedno z pięciu jezior znajdujących się w pobliżu wulkanu, np. Yamanaka, Kawaguchi lub Motosu. Na sam szczyt można wejść kilkoma szlakami, a sezon wspinaczkowy wypada w lipcu i sierpniu. Zarówno Japończycy, jak i obcokrajowcy decydują się często na wędrówkę popołudniową i wieczorną, aby wyprawę zakończyć oglądaniem wschodu słońca. Osoby, które źle znoszą szybkie zmiany wysokości, powinny najpierw zaaklimatyzować się do takich warunków.

 

WYPRAWY PO HONSIU

 

Naszą bazą wypadową podczas pobytu w Japonii było Tokio. Odwiedziliśmy więc nowoczesną Jokohamę, gdzie wybraliśmy się na spacer po porcie i zajrzeliśmy do kolorowej chińskiej dzielnicy (Chinatown). Poza tym pojechaliśmy na niewielką wyspę Enoshima, na której czci się występującą w mitologii japońskiej buddyjską boginię urody, bogactwa i muzyki Benzaiten. W okolicy nad głowami przechodniów latają liczne kanie czarne. W tym rejonie warto zwiedzić także Kamakurę, miasto znane ze swoich świątyń (w tym Kōtoku-in z wielkim brązowym posągiem Buddy Nieograniczonego Światła – Daibutsu), które pełniło funkcję stolicy w okresie Kamakura (szogunatu Kamakura, przypadającego od 1185 do 1333 r.).

 

Nie mogliśmy też odmówić sobie podróży shinkansenem, japońskim superszybkim pociągiem. Jednym z nich pokonaliśmy część drogi do Nikkō, położonego ok. 140 km na północ od Tokio. Ludzie odwiedzają je najczęściej ze względu na trzy cenne kompleksy świątynne, z których najsłynniejszy jest zespół chramów szintoistycznych Tōshō-gū poświęcony Ieyasu Tokugawie (założycielowi dynastii szogunów Tokugawa, żyjącemu w latach 1543–1616). Aż 103 tutejsze obiekty sakralne i ich naturalne otoczenie wpisano w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od stuleci stanowiły dla Japończyków święte miejsce, znane z prawdziwych arcydzieł architektury i sztuki zdobniczej. Na zwiedzanie zabytkowego sanktuarium Tōshō-gū trzeba przeznaczyć kilka godzin. Budowle robią bardzo duże wrażenie na oglądających ze względu na bogate zdobienia. Cały czas można odkrywać tu nowe płaskorzeźby. Przewodniki zwykle wspominają o trzech mądrych małpach umieszczonych nad drzwiami stajni, ale warto z uwagą przyglądać się każdej bramie i ścianie. W najwyższym punkcie Tōshō-gū znajduje się grobowiec Ieyasu Tokugawy. Wspina się do niego po schodach wśród olbrzymich drzew. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi wizyta w Yakushi-dō. Gdy opowiadający o świątyni mnich klaszcze w dłonie, dźwięk rezonuje i zgromadzonym wydaje się, że namalowany na suficie smok ryczy. Od 2007 r. w całym kompleksie prowadzone są prace renowacyjne, które potrwają do 2024 r. Musimy się więc liczyć z tym, że nie wszystkie obiekty bywają udostępnione do zwiedzania, a pewne z nich zasłaniają rusztowania. Niedaleko Nikkō leży poza tym urokliwe jezioro Chūzenji (11,62 km² powierzchni). Wypływająca z niego rzeka Daiya tworzy liczne wodospady, w tym malowniczy 97-metrowy Kegon. W okolicy znajdują się również źródła termalne, dlatego powstały tu onseny – japońskie publiczne kąpieliska z łaźniami i basenami. Cały region słynie z wyjątkowo pięknych krajobrazów. Jesienią Japończycy podziwiają w nim zabarwione na głęboką czerwień liście klonów. To zjawisko cieszy się podobnym zainteresowaniem co wiosenne kwitnienie drzew wiśniowych. W samym Nikkō przez rzekę Daiya przerzucono uroczy czerwony Święty Most (Shinkyō), należący do założonego w 767 r. chramu Futarasan (Futarasan jinja).

 

Także shinkansenem wyruszyliśmy z Tokio do Sendai, a stąd lokalnym pociągiem do miejscowości Matsushima sąsiadującej z archipelagiem o tej samej nazwie. Wznoszą się tutaj zabudowania Zuigan-ji – ważnej japońskiej świątyni zen (nurtu buddyzmu). Należą do niej też liczne jaskinie, w których składano prochy zmarłych. Archipelag Matsushima składa się z ok. 260 małych wysepek porośniętych sosnami. Z pobliskiej przystani odbijają statki zabierające turystów w rejs wokół nich. Na Fukuurę, gdzie znajduje się m.in. mały ogród botaniczny, prowadzi długi czerwony most. Z wybrzeża pieszo dostaniemy się również na niewielką Oshimę. Jeszcze niedawno takich drewnianych mostków było więcej, ale region ten bardzo ucierpiał w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami w marcu 2011 r. Archipelag wygląda niezmiernie malowniczo zwłaszcza o zachodzie słońca.

 

Zabytkowe świątynie i sanktuaria w Nikkō

Nikko Toshogu Shrine1 2

© JNTO

 

HISTORIA DAWNIEJSZA I NOWSZA

 

Na Honsiu warto zatrzymać się także w położonej nad zatoką Osace. Stąd można zaplanować np. wycieczki do Kioto, nad Morze Wewnętrzne czy na wyspę Sikoku, a nawet Kiusiu. Tokio zostało niemal całkowicie zniszczone pod koniec II wojny światowej. Nocny nalot dywanowy z 9 na 10 marca 1945 r. wywołał wielki pożar. Dlatego zabudowa japońskiej metropolii jest dosyć nowa. Tego losu uniknęło Kioto. W tej dawnej stolicy Japonii i siedzibie cesarzy (od 794 do 1868 r.) spotkamy się z ogromnym zagęszczeniem zabytków. Jej zabytkowy zespół urbanistyczno-architektoniczny z wieloma pięknymi świątyniami, z Kinkaku-ji i Ryōan-ji na czele, wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zarówno pierwsza, czyli Świątynia Złotego Pawilonu stojąca nad stawem w parku, jak i druga, z charakterystycznym kamiennym ogrodem do medytacji, przynależą do nurtu buddyzmu zen. Do najbardziej znanych miejsc w Kioto zaliczyć wypada na pewno sanktuarium zwane Fushimi Inari Taisha, do którego prowadzi 4-kilometrowa droga wyznaczona przez tysiące torii. Ponieważ trasa wiedzie w większości pod górę, trzeba założyć wygodne buty i wziąć ze sobą butelkę wody. Kompleks poświęcono japońskiemu bóstwu płodności, ryżu, herbaty, sake, rolnictwa, przemysłu, powodzenia i sukcesu Inari, przedstawianemu w różnych postaciach. Jego posłańcami są dobre białe lisy.

 

W mieście Himeji, leżącym ok. 120 km na południowy zachód od Kioto, warto natomiast zobaczyć piękną budowlę nazywaną Zamkiem Białej Czapli (Shirasagi-jō). To przykład japońskiej architektury obronnej. Jednak zabudowania zamkowe na Europejczykach robią wrażenie finezyjnych i delikatnych. Na zachodnim krańcu Honsiu, na wyspie Itsukushima (Miyajima) znajduje się z kolei Itsukushima Jinja. Imponująca brama tego szintoistycznego chramu stoi w wodach Morza Wewnętrznego. W czasie odpływu można podejść do niej po odkrytym piaszczystym dnie.

 

Osoby, które lubią zwiedzać mniej typowe miejsca, powinny wybrać się do Hiroszimy. To na to miasto 6 sierpnia 1945 r. Stany Zjednoczone zrzuciły bombę atomową. Hiroszimę odbudowano, a o samym wydarzeniu i ofiarach ataku przypomina kompleks parkowy z zachowanymi ruinami dawnego centrum wystawowego, obecnie zwanego Kopułą Bomby Atomowej. W pobliżu działa również Muzeum Pokoju, które utworzono w sierpniu 1955 r. Oprócz tego w mieście funkcjonuje warta uwagi sieć tramwajowa. Po szynach jeżdżą tu m.in. pojazdy produkowane w poprzednim stuleciu w Japonii, a nawet Europie. Tramwaje o numerach 651 i 652 jako jedyne przetrwały wybuch bomby atomowej i wciąż pozostają w użyciu.

 

Tak naprawdę nie ma idealnej instrukcji podróżowania. Każdy musi znaleźć swój sposób na zwiedzanie. Podczas wizyty w tak odmiennym od naszego kraju jak Japonia warto jednak paradoksalnie odstawić na bok wszystkie rzeczy, które o nim przeczytaliśmy bądź usłyszeliśmy. Choć nie da się z pewnością zapomnieć opinii i wrażeń innych ludzi, spróbujmy nie odtwarzać ich doświadczeń, a przeżyć własne. Na każde miejsce spójrzmy ze swojej perspektywy. Prawdopodobnie wtedy dużo łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, że Japonia może być tym wszystkim, czym jest w oczach innych, a nawet czymś jeszcze odmiennym. Każdy punkt widzenia tworzy kolejny jej obraz. Ja tak właśnie zapamiętałam ten kraj i w taki sam sposób chcę go poznawać znowu, gdy zawitam do niego po raz kolejny.

 

Ponad 16-metrowa brama Itsukushima Jinja w portowym mieście Hatsukaichi

l 180895

© HIROSHIMA PREFECTURE/JNTO

 

 

Cztery światy, jeden Ekwador

AR PN COSTA06 PLAYAS DEPORTES SURF 087

Wybrzeże Pacyfiku w Ekwadorze jest idealne do uprawiania surfingu

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

Aleksandra Świstow

www.pojechana.pl 

 

Jest taki kraj w Ameryce Południowej, w którym występują aż cztery regiony fizyczno-geograficzne – Amazonia, góry („sierra”), wybrzeże („costa”) i słynny archipelag Galapagos, 15 proc. wszystkich gatunków ptaków żyjących na naszej planecie, 6 tys. gatunków motyli i aż 3 tys. odmian storczyków, mimo iż zajmuje on powierzchnię mniejszą niż Polska. Stąd pochodzi aż 10 proc. wszystkich gatunków roślin i 8 proc. wszystkich gatunków zwierząt na świecie. To właśnie Ekwador – najmniejsze z andyjskich państw. „Ecuador” oznacza po hiszpańsku „równik”. Linia najdłuższego równoleżnika Ziemi przecina północną część kraju.

Więcej…