MICHAŁ GROCHOWSKI

SYLWIA JEDLAK

 

<< Filipiny to prawdziwy raj dla turystów z całego świata, spragnionych wrażeń i kochających podróże. Kraj ten oferuje nam zarówno uroki natury, jak i ciekawe zabytki, przeżycie ekscytujących przygód i możliwość spokojnego odpoczynku. To tu, na koralowej wysepce Mactan, podczas swojej ostatniej wyprawy zginął sławny portugalski żeglarz Ferdynand Magellan. Tylko tutaj żyje olbrzymi, zagrożony wyginięciem drapieżny małpożer, uznany za narodowego ptaka Archipelagu Filipińskiego, i płynie druga najdłuższa na ziemi podziemna rzeka, ukryta w obszernych jaskiniach z widowiskowymi stalaktytami. Ten południowo-wschodni kraniec Azji bywa jednak wciąż niedoceniany. >>

 FOT. PHILIPPINES DEPARTMENT OF TOURISM
Odnajdą się tu zarówno samotnicy, jak i amatorzy miłego towarzystwa. Zachwyci nas ósmy cud świata, czyli tarasy ryżowe w Banaue, oraz będziemy bez końca delektować się malowniczymi widokami. Filipiny urzekają niezwykłą różnorodnością scenerii i krajobrazów – liczne rzeki i duże jeziora, egzotyczne drzewa i pnącza, strome zbocza i kratery wulkaniczne, tajemnicze jaskinie i groty, a wreszcie przepiękne białe, piaszczyste plaże na pewno zadowolą każdego turystę. Poza tym dzięki lasom tropikalnym (które kiedyś pokrywały cały obszar kraju) i szerokim wybrzeżom (jedna z pięciu najdłuższych na świecie linii brzegowych) archipelag ten jest domem wielu różnych – nieraz bardzo rzadkich – gatunków ptaków i zwierząt. Uważane za najpiękniejsze na świecie rafy koralowe stwarzają znakomite warunki do nurkowania, a lokalne fiesty oraz miejscowa gościnność i serdeczność zapewniają znakomitą rozrywkę.

 

Polacy ciągle jeszcze dość rzadko wybierają Republikę Filipin jako cel swoich wypraw po świecie. Powodem może być znaczna odległość oraz sama podróż, która wydłuża się ze względu na liczbę koniecznych przesiadek w kolejnych portach lotniczych. Za to te początkowe niedogodności nadają naszym wojażom ten jedyny w swoim rodzaju urok oczekiwania, sprawiający, że docelowy kraj staje się wspaniałą nagrodą za wcześniejsze trudy. Filipińskie wyspy nie potrzebują jednak od nas wcale tego typu przygotowania. Już same w sobie są warte każdych poświęceń. Wystarczy tylko, że damy im szansę, aby mogły nas przekonać o swojej wartości.

 

Gdzie Wschód spotyka się z Zachodem

Filipiny to państwo na Archipelagu Filipińskim, położonym na Oceanie Spokojnym, na południowy wschód od wybrzeży Azji. Tworzy je ponad 7 tys. wysp o łącznej powierzchni 300 tys. km2. Jedną trzecią tego obszaru zajmuje największa z nich – Luzon. Na niej właśnie znajduje się stolica kraju Manila. Archipelag ma charakter górzysty, a najwyższe jego wzniesienie stanowi porośnięty wiecznie zielonym lasem wulkan Apo (2954 m n.p.m.), który leży na Mindanao.

            Panuje tu klimat równikowy, gorący i wilgotny, ze średnią temperaturą ok. 26°C. Od czerwca do listopada trwa w tym rejonie pora deszczowa, a od grudnia do maja – pora sucha (mimo swej nazwy okres ten nie jest całkowicie pozbawiony opadów). W czasie od lipca do listopada zdarzają się również burze i tajfuny.

            W 1521 r. do brzegów Filipin przypłynął portugalski odkrywca i żeglarz w służbie hiszpańskiej Ferdynand Magellan (1480–1521), który przyłączył wyspy do królestwa Hiszpanii. Kolonizacja kraju na dobre rozpoczęła się dopiero w 1565 r. wraz z przybyciem w te strony Miguela Lópeza de Legazpiego (1502­–1572). Po ponad 300 latach obcego panowania w 1896 r. wybuchło powstanie przeciw Hiszpanom. Niestety, po zwycięstwie Stanów Zjednoczonych w wojnie amerykańsko-hiszpańskiej w 1898 r. kontrolę nad Filipinami przejęli Amerykanie. Kolejne próby uzyskania niepodległości w latach 30. XX w. zniweczył atak Cesarstwa Japonii na początku II wojny światowej. Z pomocą wojsk alianckich Filipińczykom udało się jednak odeprzeć siły japońskie i proklamować niepodległość w 1946 r.

            Obecnie cały kraj zamieszkuje prawie 100 mln ludzi. Ok. 90 proc. tej populacji to chrześcijanie (w większości katolicy), jednak wiele grup i rdzennych plemion nadal praktykuje równocześnie tradycyjne kulty filipińskie, często łącząc je z elementami zaczerpniętymi z chrześcijaństwa i islamu. Animizm, religia ludowa i szamanizm wciąż występują tu jako pewne prądy w obrębie powszechnego wyznania. Kultura Filipin stanowi zatem swoistą mieszankę tendencji wschodnich i zachodnich, choć trzeba przyznać, że szczególnie widoczne są wśród nich wpływy hiszpańskie i amerykańskie. Świadczy o tym choćby zasób językowy Filipińczyków. Drugim językiem urzędowym obok filipińskiego (filipino) jest angielski, jednak dużą popularnością na wyspach cieszy się również hiszpański. Turyści, którzy potrafią posługiwać się dwoma ostatnimi, nie będą mieli trudności w porozumieniu się z mieszkańcami kraju. Dotyczy to szczególnie angielskiego, którym mówi tu prawie każda osoba, bez względu na wiek. Sam filipino, którego podstawę stanowi tagalski (tagalog), należy do grupy językowej austronezyjskiej, tak jak języki rdzennych ludów Indonezji, Malezji czy Polinezji. 

            Wpływy kultury zachodniej można również dostrzec w życiu codziennym wyspiarzy. Filipińczycy uwielbiają wszystko, co jest związane ze światem Zachodu – filmy, muzykę, jedzenie, rozrywki, sport czy modę. Często próbują na różne sposoby upodabniać się do mieszkańców zachodnich metropolii. Do najpopularniejszych sportów na archipelagu należą boks i koszykówka.  Obecnie bardzo ważną postacią w wyobraźni społecznej stał się znany bokser, ośmiokrotny mistrz świata Manny Pacquiao. Krajanie są dumni ze swojego bohatera i często w dyskusjach poświęcają mu więcej uwagi niż innym tematom, np. politycznym. Mimo iż fascynują się nowoczesnością, Filipińczycy zachowują jednak swoje oryginalne rodzime zwyczaje i tradycje, do których zalicza się np. walki kogutów.

 

Taniec, jedzenie i śpiew

Z reguły bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów Filipińczycy przyjmują ich z pogodnym uśmiechem i niezmiennie okazują gotowość do niesienia pomocy. Zwykle też, zwiedzając Filipiny, nie narażamy się na niebezpieczeństwo, choć przed każdą wyprawą należy zasięgnąć informacji (w ambasadzie lub konsulacie), czy w miejscu, do którego akurat się wybieramy, nie trwa jakiś konflikt. W czasie wycieczek trzeba natomiast uważać na kieszonkowców oraz unikać niepotrzebnego ryzyka, jakie nierzadko niesie ze sobą zapuszczanie się w nieznane rejony po zmroku.

            Mieszkańcy archipelagu uwielbiają popisy w ramach turniejów karaoke, ale nade wszystko kochają urządzać fiesty, tańczyć, pić oraz jeść. Przez cały rok odbywają się tutaj przeróżne imprezy, organizowane najczęściej dla upamiętnienia patronów miast, ku czci świętych, z okazji nadejścia pory deszczowej bądź też z powodów bardziej osobistych, np. aby świętować ukończenie szkoły. Będąc na Filipinach, z pewnością natrafimy na jakieś przyjęcie albo zabawę. Obcokrajowcy są na tych fiestach zawsze mile widziani i traktowani ze specjalnymi względami. Jako goście mamy wtedy możliwość bliżej poznać miejscowych, zrozumieć ich zwyczaje, a także spróbować lokalnych specjałów kulinarnych. W kuchni filipińskiej przeważają ryby i inne stworzenia morskie, drób oraz owoce, ale warto spróbować również pieczonego prosięcia, przez wielu uważanego za prawdziwy przysmak. Większość potraw ma smak słodko-pikantny. Filipińczycy uwielbiają też słodycze, a najbardziej popularnym deserem jest tutaj halo-halo, czyli oryginalna kombinacja mleka, lodów oraz przeróżnych owoców (kiwi, mango, awokado, kokosa, banana, papai, dżakfruta), niekiedy nawet z dodatkiem soczewicy. Połączenie tak różnorodnych składników, charakterystycznych dla dań kuchni chińskiej, indyjskiej czy hiszpańskiej, odzwierciedla, zdaniem wielu osób, wspomniane zespolenie wpływów wschodnich i zachodnich w kulturze archipelagu.

 

Tam i z powrotem

Aby dotrzeć na Filipiny z Polski, obecnie najwygodniej najpierw polecieć z Warszawy do Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich lub Dohy w Katarze. Stamtąd dostaniemy się do Manili odpowiednio samolotami linii Emirates i Qatar Airways. Jeśli nie przeszkadza nam trochę więcej przesiadek (dwie), korzystną opcją może być także podróż do Hongkongu albo Bangkoku. Atrakcyjne cenowo połączenia oferują zazwyczaj Aeroflot i Finnair. Drugi etap naszej wyprawy najlepiej wówczas odbyć samolotem tanich filipińskich linii lotniczych Cebu Pacific Air. Ten przewoźnik realizuje kursy m.in. na dwa główne lotniska na Filipinach – w Manili oraz Cebu. Koszt podróży z Polski w obie strony wynosi ok. 3000–4500 zł (oczywiście, jeżeli wykupimy bilety z odpowiednim wyprzedzeniem, mamy większą szansę na uzyskanie lepszej ceny).

Na miejscu bez problemu wymienimy euro lub dolary amerykańskie na filipińskie peso (PHP), którego obecna wartość to mniej więcej 7–8 groszy. Europejskie karty bankomatowe oraz kredytowe działają we wszystkich punktach usługowych, ale czasami na mniejszych wyspach pojawia się  problem z dostępnością bankomatów. Należy więc zawczasu zaopatrzyć się w gotówkę. Obywatele polscy, którzy przyjeżdżają na Filipiny, nie potrzebują wizy na okres do 21 dni. Musimy tylko posiadać bilet powrotny lub na dalszą podróż do innego kraju oraz paszport ważny jeszcze przynajmniej 6 miesięcy.

            Zarówno miejscowi, jak i turyści do poruszania się po archipelagu mają do dyspozycji różne rodzaje bardzo tanich środków transportu: samoloty, statki, autobusy czy taksówki. Dużą popularnością cieszą się promy, które kursują z dwóch głównych miast Filipin – Manili oraz Cebu – do każdego zakątka kraju. Wiele osób korzysta również z tzw. jeepneyów, czyli zmodyfikowanych modeli jeepa. Po II wojnie światowej pozostało tu wiele wojskowych samochodów amerykańskich, które posłużyły za podstawę do stworzenia tych niezmiernie kolorowych pojazdów, produkowanych w fabryce w Las Piñas pod Manilą.

 

Luzon – początek podróży

Filipiny oferują turystom wiele atrakcji. Do głównych form aktywności należą nurkowanie pośród przepięknych raf koralowych, uprawianie sportów wodnych (windsurfing, surfing) i trekkingu czy wspinaczki górskiej. Jeżeli jednak zmęczymy się aktywnym sposobem spędzania czasu, możemy zrelaksować się kąpielą w lazurowym morzu oraz odpocząć w ciszy i spokoju na białych, piaszczystych plażach. Także amatorzy połowów znajdą tu coś dla siebie, gdyż wody archipelagu pełne są różnego rodzaju morskich stworzeń. Złowimy w nich np. olbrzymiego tuńczyka, makrelę, barrakudę, rybę piłę czy marlina. Na wyspach zaczyna się również rozwijać turystyka uzdrowiskowa. Coraz więcej ludzi przybywa na nie w celu leczenia różnych schorzeń, gdy tradycyjna medycyna nie jest im w stanie pomóc.

            Warto też poświęcić nieco czasu i energii na zwiedzanie miejscowych zabytków, podziwianie cudów natury oraz poznawanie zwyczajów i kultury. Jedną z głównych atrakcji Filipin są tarasy ryżowe w prowincji Ifugao na wyspie Luzon, liczące ok. 2 tys. lat i wpisane w 1995 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Filipińczycy uważają je za ósmy cud świata. Powstały one bez użycia specjalnego sprzętu i są wytworem jedynie rąk ludzkich. Odpowiedni do uprawy roślin poziom nawodnienia zapewniał im system doprowadzania wody z lasów deszczowych. W sąsiedniej Prowincji Górskiej (Mountain Province), w paśmie Kordyliery Centralnej, leży miejscowość Sagada, która słynie z trumien wiszących na skałach. Na uwagę zasługują też obchody Wielkiego Tygodnia na Filipinach. Wierni urządzają wtedy niezmiernie barwne i wystawne procesje. Jednak na całym świecie znane są one przede wszystkim z obrzędu rytualnego samobiczowania oraz zgłaszania się na ochotnika do zawiśnięcia na kilka minut na krzyżu.

FOT. PHILIPPINES DEPARTMENT OF TOURISM
Pola ryżowe na północy wyspy Luzon

Na Luzon w regionie Ilocos warto odwiedzić również Vigan – najlepiej zachowane hiszpańskie miasto w Azji. Tutejsza kolonialna architektura robi ogromne wrażenie, zwłaszcza gdy podczas spaceru brukowanymi uliczkami wśród kolorowych domów uświadomimy sobie, że nie znajdujemy się w żadnym z krajów Ameryki Południowej, lecz nad brzegiem Morza Południowochińskiego. W 1999 r. historyczne zabudowania Vigan wpisano także na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.   

            W stołecznej Manili (będącej ważnym ośrodkiem dla rdzennej ludności jeszcze przed kolonizacją) nie wolno nam ominąć barokowego Kościoła św. Augustyna, pochodzącego też z czasów kolonialnych. Wyjątkowo urokliwie prezentuje się również rezydencja prezydenta – biały Pałac Malacañan nad brzegiem rzeki Pasig, zbudowany w połowie XVIII w. jako letnia posiadłość bogatego hiszpańskiego arystokraty. Ci, którzy interesują się etnografią, powinni natomiast zajrzeć do oddziału Narodowego Muzeum Filipin (National Museum of the Philippines), czyli Muzeum Ludu Filipino (Museum of the Filipino People).

Ważnym fragmentem tzw. Intramuros – najstarszej, otoczonej murami części Manili, jest Fort Santiago, wzniesiony przez wspomnianego już Miguela Lópeza de Legazpiego. To w nim stracono w 1896 r. filipińskiego bohatera narodowego José Rizala (1861–1896). Dziś na terenie tej cytadeli, w budynkach, gdzie spędził ostatnią noc, funkcjonuje poświęcone mu muzeum. Upamiętnia go także monument w miejskim Parku Rizal, popularnym miejscu odpoczynku manilczyków. Ciekawostką podczas wycieczki po stolicy będzie z pewnością placówka muzealna Bahay Tsinoy, przedstawiająca dzieje chińskiej mniejszości na Filipinach, której początki sięgają czasów przedkolonialnych.

 

Wśród błękitnych fal oceanu

 

FOT. PHILIPPINES DEPARTMENT OF TOURISM

Niezwykłe Wzgórza Czekoladowe na Bohol

Oprócz wyspy Luzon archipelag posiada wiele innych niezwykłych i przepięknych miejsc. Należy do nich m.in. wyspa Bohol, gdzie zobaczymy malownicze Wzgórza Czekoladowe o kształcie stożków lub kopców. Porasta je szorstka trawa, w porze suchej brązowiejącą pod wpływem słońca (ich nazwa pochodzi właśnie od barwy, którą wtedy przybierają). Niepowtarzalnym urokiem wyróżnia się też wyspa Cebu, znana z licznych wodospadów i przyciągająca miłośników górskiej wspinaczki. Na jej terenie założono wiele parków narodowych. Najlepiej przyjechać tu w styczniu, aby zobaczyć największy w kraju festiwal Sinulog, gromadzący tysiące artystów i tancerzy na wielkich paradach ku czci cudownej figurki Dzieciątka Jezus – Santo Niño. Według miejscowej tradycji bogato zdobiony posążek był podarunkiem od samego Ferdynanda Magellana.

FOT. PHILIPPINES DEPARTMENT OF TOURISM

Festiwal Sinulog w mieście Cebu

Prosto z Cebu możemy udać się na małą wysepkę Bantayan. Na jej cudownych piaszczystych plażach z pewnością oderwiemy się od codziennych problemów oraz towarzyszącego naszemu życiu stresu i pośpiechu. Kilka kilometrów dalej leży Malapascua (Mala Pascua). Otaczające wyspę wody cieszą się największą popularnością wśród amatorów nurkowania na całych Filipinach. Spotkamy tutaj rybę olbrzyma – mantę, zwaną również diabłem morskim, a także wiele wraków z II wojny światowej. Jeśli chcemy spędzić czas tylko na odpoczynku i rozrywkach, wybierzmy Boracay, znaną z najpiękniejszych plaż na całym archipelagu, krystalicznie czystej wody oraz bardzo wysokiego standardu usług.

Nie zapominajmy też o dzikiej Palawan. Zachwyci ona głównie miłośników piękna przyrody. Znajdują się tu aż dwa obiekty wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Pierwszym z nich jest słynny Park Naturalny Tubbataha Reefs (Tubbataha Reefs Natural Park) na morzu Sulu. Tutejsze rafy koralowe zamieszkują liczne gatunki morskiej fauny, np. manty, rekiny, delfiny, wieloryby, żółwie morskie, efektowne, choć jadowite skrzydlice oraz kolorowe błazenki. Amatorzy nurkowania z aparatem w dłoni mają szansę uchwycić w kadrze w tej okolicy takie niezmiernie fotogeniczne okazy, jak np. czarno-żółte idolki i mieniące się wszystkimi kolorami tęczy papugoryby. Drugie warte zainteresowania miejsce to jeden z nowych siedmiu cudów natury – Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa (Puerto Princesa Subterranean River National Park). Jego centrum, jak wskazuje nazwa, stanowi podziemna rzeka o długości 8,2 km, w dużej części żeglowna. Do wyrzeźbionego przez wodę królestwa dostaniemy się od strony Morza Południowochińskiego przez wejście położone niedaleko od miasteczka Sabang. Sam park daje schronienie przede wszystkim różnym gatunkom ptaków. Napotkamy w nim m.in. występującą tylko na archipelagu białą kakadu filipińską z charakterystycznym żółto-pomarańczowym ogonem.

FOT. PHILIPPINES DEPARTMENT OF TOURISM

Szmaragdowa laguna na wyspie Palawan

 

Wyliczanie wspaniałych atrakcji oferowanych przez Filipiny można by ciągnąć jeszcze długo… Popularność tego miejsca wciąż jeszcze nie dorównuje jego rzeczywistym walorom, ale z roku na rok coraz więcej turystów z całego świata, w tym i Polaków, przybywa, aby odkrywać ten magiczny kraj. Gdy więc znów będziemy planować urlop, nie zapomnijmy o tym fascynującym wyspiarskim państwie otwartym na szerokie wody Pacyfiku.


 

 

Artykuły wybrane losowo

Ekwador – kraj zwany Równikiem

ROMAN WARSZEWSKI
www.warszewski.info

<< Gdy spojrzymy na ekwadorskie godło, ujrzymy na nim rzekę otoczoną zieloną równiną na tle ośnieżonej góry. To Guayas, której jedno ze źródeł wypływa ze zbocza pokrytego lodowcami wulkanu Chimborazo. Trudno chyba w tym przypadku o lepsze symboliczne przedstawienie tego pasjonującego regionu kuli ziemskiej, naznaczonego masywami wulkanicznymi Andów i pokrytego różnorodną bujną roślinnością. Tutaj słońce króluje na widnokręgu zupełnie jak na herbowej tarczy. >>

Ekwador to jedyny kraj świata, który swoją nazwą podkreśla fakt, że przez jego terytorium przechodzi linia najdłuższego równoleżnika naszej planety. Hiszpańskie słowo ecuador oznacza właśnie równik. W pobliżu stołecznego Quito, na terenie Mitad del Mundo, czyli Środka Świata, obok monumentalnego pomnika namalowano symboliczną żółtą linię, oddzielającą półkulę północną od południowej. Na tutejszy plac tłumnie ściągają zagraniczni turyści, ale jeszcze chętniej przyjeżdżają w to miejsce sami Ekwadorczycy. Równik stał się ich narodową dumą i dziedzictwem.

Więcej…

Australia – świat do góry nogami

LIDIA MIKOŁAJEWSKA

 

<< Gdy w 2006 r. hinduski reżyser Harry Baweja kręcił sceny do filmu „Love Story 2050”, przyznał w wywiadzie, że południe Australii stanowi znakomity plener zdjęciowy do jego obrazu. Właśnie tu znalazł wszystko to, czego potrzebował: wielkie miasto i małe miasteczko, czerwoną pustynię i słone jezioro, a nawet piękną wyspę. A to przecież jedynie część tego, co ma nam do zaoferowania ten najmniejszy i najbardziej odmienny kontynent świata. Witajcie po drugiej stronie globu! >>

FOT. TOURISM AUSTRALIA IMAGE GALLERY

Dwunastu Apostołów - wapienne kolumny w Parku Narodowym Port Cambell

 

Trzeba przyznać, że w Australii jest coś urzekającego i fascynującego. To prawdziwie filmowy kraj – ogromne i dzikie przestrzenie, ciągnące się po horyzont drogi i bezdroża, piaszczyste plaże i lasy deszczowe, nasłonecznione stoki i pastwiska czy wypalone pustynie… Na dodatek tylko tu ewolucja ssaków przebiegła inaczej niż na całej planecie, dzięki czemu rozwinęły się i przetrwały do naszych czasów gatunki stekowców i torbaczy – dziobaki, kolczatki, wombaty, koale czy kangury.

Więcej…

Nieznany niesamowity Honduras

 

Copan Stairs Day

Imponujące Schody Hieroglifów w Copán mają 62 stopnie o szerokości 10 m

© INSTITUTO HONDUREÑO DE TURISMO (IHT)

 

IZABELA RUTKOWSKA

 

Honduras jako jeden z niewielu krajów na świecie oparł się masowej turystyce i komercjalizacji. Długo okryty był złą sławą, a to ze względu na niestabilną sytuację polityczną i panującą w nim biedę. Według rozpowszechnionych stereotypów wciąż uchodzi za miejsce niebezpieczne. Jednak podczas wizyty w Hondurasie łatwo odczarujemy ten jego wizerunek. Znajdziemy w nim wszystko, co sprawia, że wyjazd staje się podróżą marzeń. Zanurzymy się tu w krystalicznie czystych, turkusowych wodach Morza Karaibskiego, zakochamy się w pięknych złotych plażach, odkryjemy niezliczone gatunki egzotycznej fauny w tropikalnych lasach i pełne tajemnic ruiny miast niezwykłej cywilizacji Majów.

 

Ten niewielki kraj (jego powierzchnia wynosi prawie 112,5 tys. km2) leży w Ameryce Środkowej, w sąsiedztwie Gwatemali, Salwadoru i Nikaragui. Zamieszkuje go ponad 9,1 mln ludzi. Mniej więcej połowa z nich to katolicy, drugą co do wielkości grupą wyznaniową są protestanci (ok. 40 proc.). Hondurasu nie zalała jeszcze masowa turystyka, co stanowi jego ogromny atut. Jest to świetne miejsce na wyjazdy kulturowe i przyrodnicze oraz wyprawy dla osób aktywnych. Tutejsze wybrzeże Morza Karaibskiego uchodzi za prawdziwy raj dla nurków. Na południowym zachodzie kraju znajduje się zatoka Fonseca (Golfo de Fonseca) wychodząca na Ocean Spokojny. Uważa się ją za jeden z najlepszych naturalnych portów na świecie. Prawie 80 proc. terytorium Hondurasu zajmują wyżyny i góry. Karaibski brzeg o długości mniej więcej 670 km porastają gęste lasy.

 

Honduran cechuje skromność i serdeczność, a także wielka miłość do ojczyzny. Ich ulubionym sportem jest piłka nożna. W lipcu 1969 r. rozegrał się konflikt zbrojny między Hondurasem a Salwadorem. Wojna stu godzin, nazwana przez polskiego reportażystę Ryszarda Kapuścińskiego wojną futbolową, pochłonęła ok. 2 tys. ofiar. Walki przerwała interwencja Organizacji Państw Amerykańskich, lecz napięcie w kontaktach obu krajów utrzymywało się jeszcze latami. Zarzewiem konfliktu miała być rzekomo przegrana honduraskiej drużyny w meczu kwalifikacyjnym do Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 1970 odbywającym się 15 czerwca 1969 r. w San Salvadorze (salwadorskiej stolicy). W rzeczywistości jednak stosunki między tymi państwami nie należały do najłatwiejszych już dużo wcześniej. Główny powód wybuchu wojny stu godzin stanowił fakt, że na przygranicznych obszarach Hondurasu masowo osiedlali się salwadorscy rolnicy poszukujący pracy. Honduraskie władze chciały zmusić Salwadorczyków do powrotu do ojczyzny, ale rząd Salwadoru obawiał się, że będą oni żądać reformy rolnej i przydziału ziemi.

 

DZIEDZICTWO MAJÓW

 

Sport, a właściwie sportowe emocje towarzyszyły człowiekowi od zawsze. W Imperium Rzymskim wrażeń dostarczały walki gladiatorów, starożytni Grecy żyli igrzyskami olimpijskimi, natomiast większość ludów prekolumbijskich miała swoją grę w piłkę, czyli juego de pelota.W ruinach majańskich miast w Ameryce Środkowej do dziś zachowały się boiska do grania. Jedno z największych i najbardziej imponujących powstało w Copán, znajdującym się obecnie na zachodzie Hondurasu. Ta mezoamerykańska gra była bardzo trudna i wymagała nie lada umiejętności. Do zawieszonej na wysokości kilku metrów kamiennej obręczy należało trafić podłużną kauczukową piłką (niekiedy nawet 4-kilogramową), którą odbijało się wyłącznie łokciem, kolanem lub biodrem. Gracze używali specjalnych ochraniaczy, często zrobionych z drewna. Z tego, że sport to nie do końca zdrowie, a jego uprawianie może powodować kontuzje i ciężkie obrażenia, Majowie doskonale zdawali sobie sprawę. Oprócz źródła sportowych emocji gra stanowiła też swojego rodzaju rytuał. Często jedna z drużyn składała się z jeńców wojennych i to właśnie ten zespół skazany był na porażkę. Wedle reguł krwawego wariantu rozgrywek kapitan drużyny przegranej tracił głowę. Podczas spaceru po wielkim boisku w Copán łatwo wyobrazić sobie, jak kilkunastu młodzieńców toczy tu walkę na śmierć i życie.

 

Majowie swoje miasta budowali na trudno dostępnym obszarze, w zakątkach głęboko ukrytych wśród gęstych tropikalnych lasów. Dotarcie do nich wymagało znakomitej wiedzy o przyrodzie, tężyzny fizycznej, odwagi i orientacji w terenie. Stanowisko archeologiczne Copán to największe i najlepiej zachowane pozostałości po majańskiej cywilizacji w całym kraju. Koniecznie trzeba je odwiedzić podczas wizyty w Hondurasie. Ruiny zostały odkryte na początku XIX w., ale dopiero w 1841 r. dzięki publikacji amerykańskiego podróżnika Johna Lloyda Stephensa i angielskiego rysownika Fredericka Catherwooda świat dowiedział się więcej o tym niezwykłym miejscu.

 

Tajemniczy Majowie zamieszkiwali półwysep Jukatan i rejony na południe od niego. Do najważniejszych ich ośrodków należały m.in. Chichén Itzá i Palenque (w Meksyku), Tikal (w granicach Gwatemali) czy właśnie Copán. To ostatnie miasto słynie przede wszystkim z najdłuższego znanego majańskiego tekstu utrwalonego pismem hieroglificznym, który opisuje historię jego władców. Znajdziemy go na kamiennych Schodach Hieroglifów prowadzących do centrum ceremonialnego. Składały się na nie świątynie budowane na piramidach schodkowych, zespoły pałacowe, dziedzińce i wspomniane boisko. Na głównym placu mieszkańcy spotykali się w ważnych dla społeczności momentach i z okazji uroczystości religijnych. Znajdowały się tu również stanowiska do prowadzenia niezwykle ważnych dla prekolumbijskich cywilizacji obserwacji astronomicznych. Okres świetności Copán przypada na stulecia od V do VIII. W tym czasie miasto mogło zamieszkiwać nawet 20 tys. osób. Nie bez powodu ośrodek nazywa się Atenami Nowego Świata. Centrum otoczone było dzielnicami mieszkalnymi. W Copán można spędzić cały dzień. Warto przy okazji zajrzeć do tutejszego bardzo ciekawego muzeum archeologicznego.

 

Ten skarb kraju znajduje się jedynie ok. 10 km od gwatemalskiej granicy. Dlatego z Gwatemali często organizuje się fakultatywne wycieczki do Copán. W Hondurasie warto jednak zostać na dużo dłużej.

 

OWOCOWY PORT

 

Na nizinnym obszarze kraju rozciągającym się wzdłuż wybrzeża karaibskiego można spotkać ceibę, w kulturze Majów uważaną za święte drzewo. Jej polska nazwa rodzajowa to puchowiec. Roślina ta występuje licznie w basenie Morza Karaibskiego. Drzewo ma charakterystyczną gładką korę, a z upływem lat pokrywają je gęsto kilkucentymetrowe kolce. Od wieków wykorzystywane jest jako środek leczniczy przy problemach związanych z układem moczowym, jak również przy schorzeniach skóry. Z oleju z nasion ceiby produkuje się mydło. Najcenniejszą jej częścią są jednak włókna nasienne (w formie puchu) o znacznych właściwościach wypornościowych nazywane kapokiem. Wykorzystuje się je w tapicerstwie i jako materiał izolacyjny oraz wypełnia się nimi poduszki i materace (kiedyś używano ich w kamizelkach ratunkowych). Obecnie coraz częściej kapok bywa zastępowany sztucznymi odpowiednikami.

 

Od puchowca pochodzi nazwa trzeciego co do wielkości ośrodka miejskiego Hondurasu. La Ceiba to ponad 200-tysięczne miasto portowe, stolica departamentu Atlántida. Właśnie stąd eksportuje się do Stanów Zjednoczonych owoce z Ameryki Środkowej, m.in. grejpfruty, pomarańcze, cytryny, a przede wszystkim ananasy i banany. Plantacje bananowca są bardzo charakterystycznym elementem krajobrazu północnej i północno-wschodniej części kraju. W 1899 r. powstała spółka United Fruit Company operująca na terenie Ameryki Środkowej i Południowej. Firma była właścicielem największych plantacji i uzależniła Honduras od uprawy bananów, na eksporcie których zarobiła ogromne pieniądze. Miała poza tym znaczący wpływ na politykę w tym kraju i wielu innych, nazywanych z tego względu republikami bananowymi.

 

La Ceiba uchodzi za honduraską stolicę rozrywki. Turyści przyjeżdżają tutaj zwłaszcza w maju na festiwal karnawałowy organizowany ku czci patrona miasta – św. Izydora Oracza.

 

MIESZKAŃCY KARAIBÓW

 

Niedaleko La Ceiby znajduje się Park Narodowy Pico Bonito (Parque Nacional Pico Bonito), drugi co do wielkości w kraju (ok. 1070 km² powierzchni). Majestatyczna góra (Pico Bonito) o charakterystycznym trójkątnym wierzchołku to wizytówka tego portowego miasta. Szczyt położony w paśmie górskim o nazwie Nombre de Dios wznosi się na wysokość 2435 m n.p.m. O wyjątkowości tego obszaru stanowi bogactwo flory i fauny oraz piękno krajobrazu. Na stosunkowo niewielkiej powierzchni rozwinęły się tu różne systemy roślinne, w tym gęste lasy równikowe na wybrzeżu i leśne kompleksy wysokich partii gór. Warto spędzić w tej malowniczej okolicy więcej czasu. Można go poświęcić na wspinaczkę górską, kąpiele w naturalnych akwenach czy obserwowanie ptaków. W tym rejonie występuje ok. 700 ich gatunków! Spotyka się tutaj piękne bławatniki, kolorowe tukany, wielkie czerwone ary i mnóstwo innych fascynujących stworzeń. Rzeka Cangrejal przepływająca przez park idealnie nadaje się na rafting. Jest jednym z najbardziej znanych w Hondurasie miejsc do uprawiania tej aktywności. Obszar parkowy stanowi część mezoamerykańskiego korytarza migracyjnego zwierząt, obejmującego Amerykę Środkową. W krajach leżących w tym regionie występuje mniej więcej 8 proc. znanych na świecie gatunków fauny, w tym wiele endemicznych.

 

Przy opisywaniu tego rejonu naszego globu nie sposób nie wspomnieć o Garifuna, czyli o tzw. Czarnych Karaibach. Ich bardzo liczna społeczność zamieszkuje właśnie tereny nad rzeką Cangrejal w pobliżu Parku Narodowego Pico Bonito. W całym Hondurasie żyje ok. 100 tys. przedstawicieli tej grupy etnicznej, najwięcej spośród wszystkich krajów w basenie Morza Karaibskiego. Garifuna są potomkami rdzennej ludności Karaibów i Afrykańczyków przywiezionych do pracy na plantacjach. Przekazy mówią o dwóch statkach transportujących afrykańskich niewolników, które w 1635 lub 1675 r. rozbiły się w pobliżu wyspy Saint Vincent w archipelagu Małych Antyli. Prawie wszyscy ocaleli i zasymilowali się z miejscowymi Karaibami. Od połowy XVIII w. władzę w rejonie archipelagu zaczęli przejmować Brytyjczycy. Mieszkańcy wysp długo stawiali opór nowym porządkom. Ostatecznie na obszarze brytyjskiej kolonii pozwolono pozostać rdzennej ludności, tzw. Czerwonym Karaibom, resztę zesłano w 1797 r. na wyspę Roatán u wybrzeży Hondurasu. Była ona zbyt mała, aby pomieścić nowych mieszkańców, którzy szybko przenieśli się na kontynent. Kultura dumnych Garifuna rozwija się do dziś i wraz z ich językiem, tańcem i muzyką została wpisana na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Warto spędzić w zamieszkanym przez nich rejonie choć jeden cały dzień i dać się porwać rytmom energetycznych punty i hunguhungu (fedu) czy zagrać w domino przy szklaneczce wyśmienitego honduraskiego rumu. Produkcji tego trunku sprzyjają idealne warunki do uprawiania trzciny cukrowej.

 

AROMATYCZNE PAMIĄTKI

 

Z Hondurasu pochodzi jedna z najlepszych kaw na świecie. Paczka aromatycznych ziaren będzie znakomitą pamiątką lub prezentem z tego kraju. Aby dowiedzieć się czegoś więcej o uprawie kawowców, najlepiej udać się na jedną z licznych plantacji i do palarni kawy. W takich miejscach można spróbować świeżo przyrządzonego napoju i przekonać się, że zazwyczaj różni się on zdecydowanie jakością od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Zmielona kawa w sklepach w Europie często magazynowana bywa nawet ponad rok. O niepowtarzalnym smaku i doznaniach związanych z piciem tego napoju stanowi aromat, a on szybko się ulatnia. Dlatego też zawsze należy kupować kawę w ziarnach. Kawowce uprawiane są w Hondurasie na stokach o odpowiednim nachyleniu i nasłonecznieniu (głównie na terenie departamentu El Paraíso, czyli Raj). Przed palącym słońcem chronią je wysokie drzewa. Od października do stycznia pielęgnowane ręcznie krzewy pokrywają się czerwonymi dojrzewającymi owocami. Po zebraniu przy pomocy prasy pozbawia się je skórki, a następnie płucze i oddziela miąższ w procesie fermentacji. Kolejnym etapem jest suszenie, które niejednokrotnie odbywa się na słońcu. Rozsypane na plandekach ziarna to częsty widok w Hondurasie. Ostatni etap stanowi palenie – końcowe nierzadko odbywa się już w kraju importera. Najwartościowszą honduraską kawę oznacza się symbolem SHG (Strictly High Grown). Pochodzi ona z najlepszych upraw położonych na średniej wysokości ok. 1350 m n.p.m. Za jej kilogram trzeba zapłacić nawet kilkaset złotych.

 

Z Hondurasu warto przywieźć również cygara. W niewielu miejscach na świecie panują sprzyjające warunki do uprawy dobrego tytoniu. Liści z honduraskich plantacji, skoncentrowanych przede wszystkim na żyznym obszarze malowniczej doliny Jamastrán w departamencie El Paraíso, używają najwięksi światowi producenci. Od klimatu, rodzaju gleby, stopnia nasłonecznienia i poziomu wilgotności zależy smak, aromat, rozmiar i kolor cygar. Te z Hondurasu są wyraziste i aromatyczne.

 

KARAIBSKA IDYLLA

 

004PicoBonito
Pico Bonito, motyl Caligo memnon nazywany sową
© INSTITUTO HONDUREÑO DE TURISMO (IHT)

 

Ten środkowoamerykański kraj to mekka miłośników nurkowania i wędkarstwa. Jego nazwa pochodzi od wyjątkowej głębokości wody w okolicy karaibskiego wybrzeża. W języku hiszpańskim hondo znaczy „głęboki”. Honduras leży wzdłuż drugiej co do wielkości na świecie (mającej długość ok. 1 tys. km) rafy koralowej zwanej Wielką Rafą Koralową Majów (Mezoamerykańskim Systemem Rafy Barierowej). Zwykle kojarzy się z nią Belize i głęboka studnia Great Blue Hole, ale prawdziwe bogactwo podwodnego świata kryje się także nieopodal honduraskiego archipelagu Islas de la Bahía. W jego skład wchodzą główne wyspy Roatán, Guanaja i Útila. Są one łatwo dostępne, a pobyt na nich nie kosztuje na ogół zbyt dużo. Z wyjątkiem rajskiego skrawka lądu, za jaki uważa się słusznie Roatán, nie ma tu rozbudowanych luksusowych hoteli i resortów, za to w wielu miejscach możemy spędzić niezapomniane chwile w hamaku na tarasie drewnianego domku na palach lub na dziewiczej plaży. W okolicach Útili znajdziemy jedne z najzdrowszych i najmniej zniszczonych koralowców w Morzu Karaibskim. Poza tym spotyka się w tym rejonie liczne rekiny wielorybie, płaszczki, homary, krewetki czy mureny. Jeśli dopisze nam szczęście, natkniemy się na stado delfinów. Nie bez powodu wyspa ta (jak zresztą cały archipelag Islas de la Bahía!) uchodzi za jedno z najlepszych miejsc do nurkowania na świecie.

 

 MG 7855

Roatán – tzw. Dolphin Encounter zaprasza na spotkanie i pływanie z delfinami 
© INSTITUTO HONDUREÑO DE TURISMO (IHT)

Miłośnicy żeglarstwa, kajakarstwa, wędkarstwa, trekkingu, obserwacji ptaków i ekoturystyki koniecznie muszą odwiedzić jezioro Yojoa usytuowane na zachodzie kraju, na wysokości ok. 630–700 m n.p.m. Leży ono między szczytami wygasłych wulkanów. To największe naturalne jezioro Hondurasu. Znajdują się tu parki narodowe Montaña Santa Bárbara (Parque Nacional Montaña Santa Bárbara) i Cerro Azul Meámbar (Parque Nacional Cerro Azul Meámbar). Na tym obszarze występują np. legwany, węże, małpy, oceloty i pumy.

 

MIASTO W GÓRACH

 

 F3G1132

Kobiety Garifuna tańczące hunguhungu (fedu)
© INSTITUTO HONDUREÑO DE TURISMO (IHT)

 

Tegucigalpę, stolicę kraju, zamieszkuje ok. 1,2 mln osób – to ponad jedna ósma ludności całego Hondurasu. Położona u podnóży wzgórza El Picacho, przed wiekami stanowiła ośrodek wydobycia srebra i złota. Miasto sprawia wrażenie nieuporządkowanego. Warto odwiedzić w nim Muzeum Tożsamości Narodowej (Museo para la Identidad Nacional – MIN). W rejonie historycznego centrum wznosi się XVIII-wieczna barokowa Katedra św. Michała Archanioła i budynek Kongresu Narodowego. Miasto często służy turystom za bazę wypadową, ponieważ właśnie stąd bez problemu dostaniemy się do wszystkich najatrakcyjniejszych miejsc w Hondurasie. Niemal z każdego punktu w Tegucigalpie można dostrzec 30-metrową figurę Chrystusa El Picacho ustawioną na szczycie wzgórza El Picacho. Ma ona przynosić nadzieję na lepszą przyszłość krajowi, który w 1821 r. wyrwał się spod hiszpańskiego jarzma i 17 lat później ogłosił pełną niepodległość (26 października 1838 r.), lecz dopiero od niedawna powoli staje na nogi. Ogromną szansą dla tego państwa jest m.in. rozwój turystyki, a temu sprzyja walka ze stereotypami na temat Hondurasu.

 

Aby wczuć się w atmosferę stolicy, warto przystanąć na chwilę i zjeść sprzedawane na każdym rogu arepas, czyli placki z kukurydzy, smażonych platanów czy fasoli. Honduraska kuchnia niewiele różni się od tej spotykanej w innych krajach Ameryki Środkowej. Jej podstawę stanowi ryż, a także fasola przygotowywana na różne sposoby i tortilla. Na śniadanie jada się zwykle tzw. baleadas, czyli właśnie tortille podawane z fasolą, żółtym serem i kwaśną śmietaną. Dodatki zależą – oczywiście – od upodobania. Kilkadziesiąt lempirów (HNL) kosztuje doskonała wersja z awokado, mięsem i wieloma innymi składnikami. Całość doprawia się zazwyczaj bardzo ostrym sosem na bazie papryki jalapeño. Słynny szkocki szef kuchni Gordon Ramsay, który odwiedził Honduras w marcu 2017 r., tak zachwycił się miejscowymi baleadas, że uznał je nawet za zdecydowanie najlepsze latynoamerykańskie danie.    

 

INDIANIE I KOLONIŚCI

 

Ciudad Blanca, legendarne Białe Miasto, można nazwać Atlantydą Ameryki Środkowej. Według wierzeń to właśnie w nim narodził się Pierzasty Wąż (Quetzalcóatl). Uważany był za boga wiatru, nieba, ziemi, wody i płodności. Ok. 300 km od Tegucigalpy archeolodzy odkryli w 2012 r. interesujący zespół ruin. Wiele artefaktów dowodzi, że mogą być to pozostałości legendarnego ośrodka Ciudad Blanca. Stanowisko archeologiczne, którego powierzchnię szacuje się na mniej więcej 50 km², znajduje się w gęstym tropikalnym lesie w historycznym rejonie La Mosquitia (na Wybrzeżu Moskitów – Costa de Mosquitos), na terenie dziewiczego Rezerwatu Biosfery Río Plátano, wpisanego w 1982 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To pełne tajemnic miejsce do dziś chroni wojsko, aby zapobiec kradzieżom. Odnaleziono tu fragmenty starożytnych struktur, w tym ziemnych piramid i placów, oraz liczne przedmioty codziennego użytku.

 

W wielu honduraskich miejscowościach natkniemy się na ślady kolonialnych czasów. Perełką architektury i niezmiernie ciekawym miejscem jest Gracias, dawna stolica Hondurasu (dzisiaj departamentu Lempira), założona w 1536 r. Do najstarszych tutejszych budynków należy świetnie zachowany Kościół La Merced, który powstał na początku XVII w. Obowiązkowo trzeba wybrać się też na spacer do hiszpańskiego Fortu św. Krzysztofa (Fuerte San Cristóbal), z którego rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki na całą dolinę. Wiele nazw własnych w Gracias nawiązuje do imienia pochodzącego z tego terenu legendarnego Lempiry (ok. 1499–1537), bohaterskiego władcy Indian Lenca (zamieszkujących terytorium dzisiejszego Hondurasu i Salwadoru), walczącego z hiszpańskimi konkwistadorami w latach 30. XVI stulecia. W pobliżu miasta znajdują się najsłynniejsze naturalne gorące źródła w kraju (Aguas Termales „Presidente”).

 

W tej części Ameryki Środkowej jest jeszcze bezsprzecznie mnóstwo do odkrycia. Nie warto się więc zbyt długo zastanawiać nad decyzją o podróży do wciąż raczej nieznanego turystom, lecz niezmiernie fascynującego Hondurasu. Najlepiej po prostu wyruszyć na spotkanie z wielką przygodą.