KAROLINA SYPNIEWSKA
www.karolinasypniewska.pl

<< Jednym z języków używanych w Namibii obok urzędowego angielskiego (od 1990 r.), afrikaans i niemieckiego jest np. owambo. Wielokulturowość tego kraju zachwyca turystów, chociaż spotkać w nim ludzi wcale nie tak łatwo. Na obszarze ponad 825 tys. km2 (2,5 razy większym od terytorium Polski) mieszka jedynie 2,1 mln ludności, a więc przypada tu zaledwie ok. 2,5 osoby na 1 km2. Odległości do pokonania są w tym państwie gigantyczne (dominują drogi szutrowe), a atrakcji znajdziemy co niemiara. Przyjacielska, bezpieczna i niezmiernie malownicza Namibia uchodzi za Afrykę dla początkujących. Czeka w niej na nich uważana za najstarszą na świecie pustynia Namib, pozostałości po kulturze pierwszych jej mieszkańców Buszmenów, różnorodna dzika przyroda, piaszczyste wybrzeże usiane licznymi wrakami statków i okupowane przez sympatyczne uchatki karłowate oraz rdzenne ludy, które po dziś dzień zachowały swoje zwyczaje i tożsamość. >>

Ten młody kraj uzyskał niepodległość 21 marca 1990 r. W latach 1884–1915 tereny te należały do niemieckiej kolonii zwanej Niemiecką Afryką Południowo-Zachodnią (Deutsch-Südwestafrika). W 1915 r. wkroczyły tutaj wojska Związku Południowej Afryki, będącego dominium brytyjskim, i dopiero w latach 60. XX w. Organizacja Ludu Afryki Południowo-Zachodniej (SWAPO – South West Africa People's Organization) rozpoczęła walki o wyzwolenie. Nazwa Namibia pochodzi od pustyni Namib (w tłumaczeniu z języka nama „miejsce, gdzie nie ma nic” lub „olbrzymi”).

Mimo zaledwie ćwierćwiecza swojego istnienia państwo to stanowi drugi najbogatszy kraj w Afryce pod względem dochodów per capita, zaraz po RPA. Tę wysoką pozycję zawdzięcza głównie wydobyciu rud uranu i diamentów. Właśnie stąd pochodzi ok. 2 proc. światowej produkcji tych drogocennych kamieni szlachetnych, co daje Namibii ósmą pozycję na międzynarodowym rynku. Największy znaleziony tutaj okaz miał prawdopodobnie 246 karatów, czyli prawie 50 g. Równie wspaniałym bogactwem szczyci się namibijski świat flory i fauny.

OLBRZYMI KANION
Większość turystów przybywających do Namibii ląduje w stolicy kraju i jego największym mieście Windhuk (ponad 320 tys. mieszkańców), skąd rozpoczyna swoją przygodę w Afryce Południowo-Zachodniej. Ja przekroczyłam granicę od południa: wyruszyłam z Kapsztadu, następnie trasą wzdłuż rzeki Oranje dotarłam do niedużego kurortu Ai-Ais przyciągającego turystów swoimi gorącymi źródłami. Urzekającą atrakcję tego regionu stanowi namibijski brat słynnego Wielkiego Kanionu Kolorado w USA – trochę od niego krótszy Kanion Rzeki Rybnej (Fish River Canyon), największy wąwóz na kontynencie afrykańskim, o długości 160 km, niemal 550 m głębokości i szerokości sięgającej nawet 27 km. Dla porównania jego amerykański odpowiednik w najszerszym punkcie ma 29 km, ale jest prawie 3 razy dłuższy i ponad 3 razy głębszy. Nie zmienia to faktu, że widoki z tutejszych krawędzi ukształtowanych ok. 650 mln lat temu zapierają dech w piersiach i wzbudzają szacunek dla sił natury. Koryto rzeki Rybnej napełnia się wodą okresowo, więc wytrwali i lubiący wyzwania podróżnicy mogą wybrać się na kilkudniową wędrówkę z plecakiem jej dnem. Zazwyczaj taka wyprawa trwa 4–5 dni, a jej uczestnicy pokonują mniej więcej 90 km. Należy pamiętać, że odpowiedni na nią będzie okres tylko pomiędzy początkiem maja a połową września, kiedy temperatury nie są tu zbyt wysokie. Poza tym kilka firm turystycznych oferuje także w tym regionie wycieczki konne czy trekkingi z mułami, które niosą nasze bagaże.

MIASTO DUCHÓW
Pierwszą większą miejscowością, którą napotkałam na swojej drodze w Namibii, było smutne i wietrzne 13-tysięczne Lüderitz, położone na najbardziej nieprzyjaznym wybrzeżu Afryki Południowo-Zachodniej. Niegdyś stanowiło największy port i ośrodek rybacki w tym rejonie, a potem nawet centrum wydobycia diamentów. Dziś uporządkowane, czyste miasto swoimi wystawnymi willami i kościołami przypomina o świetności dawnej niemieckiej kolonii. Życie toczy się w nim wokół portowej restauracji serwującej świeże ryby i owoce morza, codziennie przyciągającej nie tylko turystów, ale i mieszkańców.

FOT. NAMIBIA TOURISM/WWW.FOTOSEEKER.COM

Opuszczone domy w Kolmanskop, mieście poszukiwaczy diamentów


Na pobliskim niedużym półwyspie Shark Island od 1905 do 1907 r. działał obóz koncentracyjny (Shark Island Concentration Camp) dla rdzennej ludności Herero i Nama zmuszonej przez Niemców do pracy przy układaniu torów kolejowych i stawianiu budynków w Lüderitz. Ok. 10 km za miejscowością leży okrzyknięte mianem „miasta duchów” Kolmanskop (Kolmannskuppe). Założono je, gdy robotnik Zacharias Lewala przy dopiero powstającej trasie kolei znalazł w 1908 r. mały błyszczący kamień. W zaprojektowanym w europejskim stylu ośrodku wzniesiono m.in. ogromne wille, salę balową, elektrownię, szkołę, teatr, kasyno, fabrykę lodu, a nawet szpital z pierwszym w Afryce urządzeniem do prześwietleń rentgenowskich. W latach 20. XX w. Kolmanskop zamieszkiwało 300 poszukiwaczy diamentów, 40 dzieci i 800 przedstawicieli ludu Owambo (Ovambo). Miasteczko zaczęło podupadać po I wojnie światowej, kiedy to odkryto bogatsze złoża tych drogocennych minerałów w innej części Namibii. Ostatecznie zostało całkowicie opuszczone w 1954 r. Dziś podczas spaceru po zasypanych przez piach ulicach Kolmanskop można jedynie wyobrazić sobie jego dawny splendor.

NIEGOŚCINNY PRZYLĄDEK
Przez wiele lat odkrywcy z Europy omijali Namibię z powodu jej trudno dostępnego skalistego brzegu Oceanu Atlantyckiego, wysokich wydm i pasm górskich. Nic dziwnego, że miejsce, gdzie zatonęło bądź utknęło na mieliźnie powyżej tysiąca statków, nazwano Wybrzeżem Szkieletowym – Skeleton Coast (ma długość ponad 500 km). Mimo bliskości pustyni Namib nie panują tu typowo suche i gorące warunki klimatyczne. Zimny Prąd Benguelski płynący od Antarktydy wraz z bryzą wiejącą od chłodnego Atlantyku powodują tworzenie się gęstej mgły, która unosi się nad regionem. Dzięki niej wiele roślin i zwierząt daje radę przeżyć na pustynnym obszarze, z drugiej strony to ona oraz silny prąd morski doprowadziły do śmierci setek marynarzy. Osiadłe na tutejszych plażach wraki najlepiej oglądać z okien awionetki albo samochodu z napędem na 4 koła. Poza tym podczas eksplorowania tej okolicy natkniemy się również na strusie, springboki (antylopy skoczki), hieny, szakale, pawiany, a nawet żyjące na pustyni słonie, żyrafy, lwy lub nosorożce.
Ciekawym punktem na Wybrzeżu Szkieletowym jest Przylądek Krzyża (Cape Cross), do którego w styczniu 1486 r. dopłynął portugalski odkrywca Diogo Cão (ok. 1440–1486). Postawił on tu kamienny krzyż na cześć ówczesnego króla Portugalii Jana II Doskonałego (1455–1495). Z planów budowy portu w tym rejonie nic jednak nie wynikło, a to ze względu na brak źródeł wody pitnej w pobliżu. Upodobały go sobie za to uchatki karłowate (kotiki afrykańskie), których miejscowa kolonia liczy ok. 210 tys. osobników. Przyglądać można im się niemal bez końca.

TAM, GDZIE NIC NIE MA
Położona wzdłuż wybrzeża Atlantyku pustynia Namib to wyjątkowy zakątek na ziemi. Nigdzie indziej nie znajdziemy tak wysokich wydm (300 m) w kolorach od soczyście morelowego przez krwistą czerwień aż po ciemnobordowy. Wyglądają niezwykle bajecznie i wydaje się, że ciągną się w nieskończoność (nawet ponad 30 km). Namib, zajmująca obszar o wielkości porównywalnej do terytorium Republiki Czeskiej – aż 81 tys. km², uchodzi za najstarszą pustynię na świecie – ma podobno ok. 80 mln lat. Występuje na niej wiele endemicznych gatunków fauny i flory, w tym najdłużej żyjąca roślina na ziemi welwiczja przedziwna (Welwitschia mirabilis), nazywana żywą skamieliną. Wiek najstarszych okazów szacuje się na powyżej 2 tys. lat. Stanowi ona niesamowity pomnik natury i jednocześnie symbol Namibii, a odkrył ją w 1859 r. austriacki botanik Friedrich Welwitsch (1806–1872). Co ciekawe, welwiczja, aby przetrwać na nieprzyjaznym pustynnym terenie, czerpie wilgoć nawet z mgieł za pomocą swoich poplątanych liści.
Część pustyni Namib wchodzi w skład Parku Narodowego Namib-Naukluft (Namib-Naukluft National Park), jednego z największych chronionych terenów na świecie (niemal 50 tys. km² powierzchni!). W trakcie wizyty w jego granicach możemy nie tylko wspiąć się na słynną, ponad 170-metrową wydmę Dune 45 (najlepiej o wschodzie słońca), ale również przejść kanionem Sesriem czy Deadvlei – popękanym suchym dnem jeziora z wyschniętymi pniami drzew. Widoki są tu spektakularne. W niewielkiej osadzie Solitaire (z fr. Samotny), a właściwie na stacji benzynowej ze wszystkimi udogodnieniami, zrobimy sobie zdjęcie w kultowym samochodzie i zamówimy świeży jabłecznik prosto z pieca, prawie jak w europejskiej kawiarni...

CENNE PETROGLIFY
Podczas podróży po tych stronach warto odwiedzić region Damaraland, który należy do jednej z kilkunastu grup etnicznych zamieszkujących kraj – ludu Damara. Oprócz najwyższego namibijskiego szczytu Königstein (2606 m n.p.m.) w masywie Brandberg znajduje się tutaj malownicza góra Spitzkoppe (1784 m n.p.m.), zwana również Matterhornem Namibii, gdyż sylwetką przypomina trochę ten najpiękniejszy wierzchołek Alp Pennińskich. Polecam szczególnie nietypowy nocleg u jej podnóży. Śpiwór rozkłada się w tym miejscu w szczelinie pomiędzy skałami. Nie ma tu dostępu do bieżącej wody, ale jest toaleta. U lokalnego farmera kupimy jagnię, aby przyrządzić je wieczorem na ognisku. W nocy słychać odgłosy dzikich zwierząt, a czasem uda się spojrzeć w oczy dzikiej zebrze… Nieco dalej, w granicach stanowiska archeologicznego Twyfelfontein obejrzymy prehistoryczne rysunki naskalne, z których najstarsze mogą pochodzić nawet sprzed ok. 10 tys. lat. To jedyny obiekt związany z kulturą ludów zbieracko-łowieckich wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Petroglify przedstawiają zwierzęta, a także ślady ludzkich stóp i zwierzęcych łap.

RDZENNI MIESZKAŃCY
Mówi się, że największym klejnotem Namibii obok diamentów są kobiety z plemienia Himba – niezwykle proporcjonalnie zbudowane, o pełnych, jędrnych piersiach, wydatnych ustach, smukłych sylwetkach i nieprawdopodobnym rdzawoczerwonym kolorze skóry, który zawdzięczają nakładanej codziennie rano ochrze. Do elementów ich porannej toalety należą również okadzanie całego ciała i wcieranie we włosy tłuszczu zwierzęcego oraz wspomnianej ochry. Te zabiegi chronią je przed palącym słońcem i owadami, a równocześnie nadają im atrakcyjny i zdrowy wygląd. Przedstawicielki płci pięknej noszą też biżuterię wykonaną z metalu, muszli i drewna – towar pożądany przez wielu turystów.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Przedstawicielki ludu Himba posmarowane rdzawoczerwoną ochrą


Plemię Himba nie miesza się z innymi ludami i skutecznie opiera się nawet wpływom cywilizacji zachodniej, dlatego wciąż pozostaje jedną z najbardziej pierwotnych grup afrykańskich. Zamieszkuje głównie region Kunene (dawniej nazywany Kaokoland), gdzie zajmuje się hodowlą krów i kóz oraz uprawą kukurydzy, a spokrewnione jest ze społecznością Herero, której kobiety chodzą w słynnych sukniach wiktoriańskich i nakryciach głowy przypominających krowie rogi. Podczas wizyty w wioseczce Himba trzeba najpierw przywitać się z wodzem i podarować mu ryż, wodę i puste butelki potrzebne do przynoszenia jej ze studni czy rzeki. Życie tego ludu nie zmieniło się od wieków, a jego przedstawiciele są dumni ze swojej kultury. Warto ich bliżej poznać, a pomoże nam w tym lokalny przewodnik, który zwykle pochodzi z danej grupy etnicznej.

Z MYŚLĄ O TURYSTACH
W określeniu Namibii mianem Afryki dla początkujących nie ma zbyt wiele przesady. Na drogach krajowych nie spotkamy zazwyczaj nikogo. Widok innego samochodu szczególnie na południowym zachodzie raczej zaskakuje, a jeśli w ciągu jednego dnia miniemy 30 aut, oznacza to, że podróżujemy po bardzo zatłoczonej trasie. Co więcej, wyposażenie pól kempingowych spełnia wręcz wysokie europejskie standardy. Organizatorzy wycieczek zaopatrują turystów praktycznie we wszystko: od śpiwora i namiotu do łóżka polowego i – oczywiście – kuchni na kółkach. Wybierane przez kierowcę czy wcześniej miejscowe biuro kempingi są niezmiernie malowniczo położone, a kolacje przy ognisku pod rozgwieżdżonym namibijskim niebem zachwycają romantyzmem i pozwalają całkowicie zapomnieć o przyziemnych sprawach. Dużą popularnością w Namibii cieszą się wyprawy typu self-drive. Ich uczestnicy otrzymują samochód, mapę i wszelkie informacje o zarezerwowanych noclegach. Niejednokrotnie w czasie takiej eskapady sypia się w namiocie rozkładanym na dachu auta – najbezpieczniejszym miejscu ze względu na drapieżniki. Taka podróż to świetna propozycja dla osób znających język angielskich i lubiących samodzielne odkrywanie różnych zakątków kraju. Musimy jednak pamiętać, żeby uważać na drogach, przestrzegać ograniczeń prędkości, rozglądać się za zwierzętami oraz w miarę możliwości nie przemieszczać się po zmroku.

NA TROPIE DZIKICH ZWIERZĄT
W końcu docieramy do Parku Narodowego Etosza (Etosha National Park) w poszukiwaniu Wielkiej Piątki Afryki, czyli lwa, lamparta, słonia, nosorożca czarnego i bawoła. Podczas safari wśród dzikiej przyrody towarzyszy nam doświadczony kierowca, który tropi dla nas zwierzęta i pokazuje nam a to stado żyraf, a to kąpiące się słonie czy też polujące lwy. Warunki zakwaterowania na parkowym terenie przypominają te w wielkich kompleksach turystycznych. Znajdziemy tu baseny, restaurację, pocztę, sklepy z pamiątkami, całorocznie dostępne namioty i bungalowy. Na dodatek do pobliskiego sztucznego jeziorka Okaukuejo codziennie przychodzą antylopy, żyrafy, słonie, a nocą nawet zagrożone wyginięciem nosorożce. Po zapadnięciu zmroku sztuczne światło delikatnie oświetla taflę wody, aby turyści mogli oglądać niezwykły spektakl natury. Każdy z nas, całej gromady obserwatorów, wyłącza lampę błyskową w swoim aparacie i w napięciu oczekuje na rozwój akcji...  Takie właśnie wspaniałe emocje przeżyjemy w Parku Narodowym Etosza.

FOT. KAROLINA SYPNIEWSKA/WWW.KAROLINASYPNIEWSKA.PL

Słonie korzystają z każdej okazji, żeby się ochłodzić w wodzie


Moje zwiedzanie Namibii urozmaicił także niecodzienny pobyt na farmie Otjitotongwe (Otjitotongwe Bungalows & Camping Site), gdzie na wielkiej wolnej przestrzeni mieszkają gepardy. Niektóre z nich wymagają stałej opieki ludzi, inne czekają na wybiegu na porę karmienia. Goście ośrodka dostają jedyną w swoim rodzaju szansę, aby pogłaskać dzikiego kota, zobaczyć jak bawi się ze szczeniakiem lub zdejmuje komuś kapelusz z głowy i gryzie go zadowolony ze swojej sztuczki.

 

***

Namibia to niezwykle ciekawy i różnorodny kraj, w którym wypoczniemy i nabierzemy sił do pracy przez kolejne miesiące po powrocie do domu. Słoneczna pogoda utrzymuje się w nim praktycznie przez 300 dni w roku, dlatego możemy go odwiedzić o każdej porze. Popularnymi wśród turystów kurortami są Swakopmund czy Walvis Bay, gdzie organizuje się rejsy z karmieniem pelikanów, kormoranów oraz uchatek, które wślizgują się na pokład i same szukają pożywienia w torbach. To właśnie bogata fauna i flora, a także niesamowite krajobrazy i interesująca kultura rdzennych mieszkańców Namibii czynią z niej idealny kierunek na podróż życia.

Artykuły wybrane losowo

Turystyczne perełki dzięki soli

MICHAŁ DOMAŃSKI

ALEKSANDRA PAKIEŁA

 

Miasta mające na swoim terenie dawne kopalnie soli, które zostały udostępnione zwiedzającym, są obecnie niezmiernie popularne wśród turystów, potrafią ich przyciągnąć niczym magnes. „Białe złoto” jest dzisiaj doskonałym produktem turystycznym i narzędziem międzynarodowej promocji. Światową sławą cieszą się nasze dwie perełki – Wieliczka i Bochnia – oraz takie cuda, jak np. Katedra Soli w Zipaquirze w Kolumbii czy Salina Turda i Salina Praid w Siedmiogrodzie (Transylwanii) w Rumunii… Jeśli jesteśmy spragnieni niezapomnianych wrażeń, w dawnych kopalniach soli przygotowano interesujące trasy turystyczne, które mogą się pochwalić nie lada atrakcjami.

Sól to naturalne bogactwo, które występuje na wszystkich kontynentach. Jest cennym kruszcem, ponieważ posiada zdolności konserwujące i lecznicze. W starożytności i średniowieczu była używana jako środek płatniczy w formie tzw. krusz solnych, zastępując pieniądz metalowy (w Etiopii i Tybecie wybijano z niej nawet monety!). Pierwotnie sól otrzymywano ze słonych źródeł metodą warzelniczą. Polega ona na odparowywaniu wody. Początki eksploatacji soli kamiennej nie są znane. Najprawdopodobniej przy pogłębianiu studni solankowych natrafiono na jej złoża, które zaczęto wydobywać za pomocą prymitywnych narzędzi. Od tego momentu upłynęło wiele wieków, a biały kruszec ma nadal ogromną wartość… Dzisiaj na terenie zabytkowych kopalni soli tworzy się niezwykle ciekawe trasy turystyczne, specjalne programy zwiedzania, które przyciągają rocznie miliony gości z całego świata.

Więcej…

Odkryj Wenezuelę!

 

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Wenezuela staje się coraz popularniejszym kierunkiem turystycznym wśród Polaków. Szczególnie modna jest jej największa wyspa – Margarita, nazywana „Perłą Karaibów”. Łączy ona dzikość wenezuelskiej przyrody z rajskim krajobrazem tropikalnych plaż. To także doskonały punkt wypadowy do odkrywania wspaniałych atrakcji pięknego kraju Simóna Bolívara i kontrowersyjnego prezydenta Hugo Cháveza. Dla turystów z Europy przygoda z niepowtarzalną Wenezuelą bardzo często zaczyna się właśnie od Margarity.

Więcej…

Hakuna matata – Kenia dla każdego

1212_Segera_MP2_3255_HDR.jpg

Sanktuarium dzikiej przyrody Segera Retreat w sercu płaskowyżu Laikipia

©AFRICA LINE ADVENTURE

 

Karolina Sypniewska-Wida 

www.karolinasypniewska.pl


Kto na safari wybiera się do Kenii, może mieć pewność, że czekają go najlepsze warunki do obserwowania dzikich zwierząt oraz podziwiania gigantycznych przestrzeni i krajobrazów niczym z najpiękniejszych snów. Przy okazji pozna też afrykańskie ludy i dowie się, że Masajowie uważają się za właścicieli wszystkich krów na ziemi, język żyrafy mierzy prawie pół metra, z drzewa kiełbasianego (kigelii afrykańskiej) robi się piwo, a zebra jest czarna w białe paski. Co więcej, pod względem infrastruktury turystycznej to państwo należy do najbardziej rozwiniętych w Afryce. To prawda, że turyści z całego świata przybywający każdego roku w ogromnej liczbie na ten fascynujący kontynent zmienili na dobre obraz dzisiejszego Czarnego Lądu, ale odwiedziny w objętych ochroną parkach narodowych i rezerwatach przyrody w dalszym ciągu są jedyną w swoim rodzaju atrakcją.

Więcej…