TOMASZ ŁADA
www.najamajke.pl

<< Na hasło „Jamajka” wyobraźnia najczęściej podsuwa nam obraz egzotycznego, porośniętego palmami kraju, leżącego gdzieś na końcu świata i zamieszkanego przez wyluzowanych, beztroskich i kolorowo ubranych ludzi z dredami i tlącym się w ustach papierosem z marihuany. Poza tym ta karaibska wyspa kojarzy się także z Bobem Marleyem, muzyką reggae, rajskimi plażami, piratami i najszybszymi sprinterami na ziemi (na czele z Usainem Boltem, rekordzistą na dystansie 100 i 200 m). Taki właśnie jej wizerunek jest bardzo bliski rzeczywistości, z którą spotykają się każdego roku przybywający tu turyści. Zapraszamy na krótką podróż po liczącej blisko 3 mln mieszkańców Jamajce, odkrytej w 1494 r. przez Krzysztofa Kolumba i uznanej przez niego za najpiękniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek widział. >>

To karaibskie państwo, zajmujące jedną z wysp Wielkich Antyli (do archipelagu należą też Kuba, Hispaniola – Haiti i Portoryko), uzyskało niepodległość dopiero w sierpniu 1962 r. Dzisiaj znaczące dochody przynosi mu turystyka. Funkcje stolicy pełni w nim Kingston, założone na południowo-wschodnim wybrzeżu Jamajki pod koniec XVII w. Oficjalny język kraju to angielski, ale Jamajczycy posługują się najczęściej kreolskim Jamaican Patois (jamajski patois).

FOT. JAMAICA TOURIST BOARD/FOTOSEEKER.COM

Kolorowy lokalny jamajski bar


Niesamowitych wrażeń dostarcza nam już spektakularne lądowanie na międzynarodowym jamajskim lotnisku w Montego Bay (Sangster International Airport). Samolot szybko zbliża się do lekko falującej powierzchni Morza Karaibskiego, jakby pilot chciał posadzić go wprost na przezroczystej wodzie. Podróżni z lekkim niepokojem obserwują to wszystko przez okna, gdy nagle, nieomal w ostatniej chwili, pod kołami maszyny pojawia się pas startowy. Po kilku standardowych procedurach lotniskowych i popularnym radosnym powitaniu słowami Welcome to Jamaica! stajemy w progach karaibskiego raju i rozpoczynamy naszą przygodę z tą roztańczoną, słoneczną i egzotyczną krainą, zamieszkiwaną przez gościnnych i przyjaznych Jamajczyków, zachwycającą olśniewająco piękną przyrodą i kuszącą przysmakami swojej oryginalnej kuchni.

PRAWDZIWY SKARB
Pierwsze dni spędzamy na odpoczynku po długim przelocie i dostosowaniu się do 6-godzinnej różnicy czasu oraz przywyknięciu do 30-stopniowej temperatury i wszechobecnego słońca. Do lokalnych warunków aklimatyzujemy się w spokojnej wiosce o wdzięcznej nazwie Treasure Beach, którą serdecznie polecam jako miejsce pobytu i bazę wypadową do dalszego odkrywania cudów Jamajki. Leży ona na południowym wybrzeżu wyspy w regionie administracyjnym St. Elizabeth przy 4 uroczych piaszczystych i rzadko uczęszczanych plażach, z daleka od popularnych szlaków turystycznych. Centralnym jej punktem jest jedna ze wspomnianych plaż i kilka przyległych do niej lub sąsiadujących z nią barów, sklepików i restauracji. W kilkunastu małych hotelikach, domach gościnnych i kwaterach w Treasure Beach zatrzymuje sie niewielu przyjezdnych, którzy szybko integrują się z jej mieszkańcami, otwartymi i chętnie nawiązującymi przyjacielskie kontakty z obcymi, i zaczynają uczestniczyć w życiu wioski. Znajdziemy tutaj zarówno tanie pokoje do wynajęcia, jak i ekskluzywne hotele oraz prywatne wille z całodobową obsługą.

PIERWSZE KROKI NA WYSPIE
Po rozgoszczeniu się w naszym tymczasowym domu ruszamy na jednodniową wyprawę do oddalonych o 1,5 godz. jazdy samochodem malowniczych Wodospadów YS (YS Falls). Tworzy je 7 połączonych ze sobą kaskad na krystalicznie czystej rzece, wijącej się wśród niezliczonych gatunków drzew, krzewów i pnączy. Różnokolorowe kwiaty chętnie częstują słodkim  nektarem stołujące się wśród ich kielichów kolibry oraz rozmaite owady. Możemy tu skakać do wody, pływać w naturalnie wyrzeźbionych basenach, zjeżdżać na długiej linie ponad spienionym nurtem i relaksować się na miękkiej trawie przy akompaniamencie ptasiego chóru. Wodospady YS dzieli jedynie kilkanaście minut drogi od słynnej fabryki rumu Appleton Estate (działającej już od 1749 r.), dokąd zmierzamy po kilkugodzinnym pobycie w tym naturalnym parku wodnym. W destylarni odbywamy godzinną wycieczkę edukacyjną, podczas której poznajemy historyczny oraz współczesny sposób produkcji tego najpopularniejszego na Karaibach trunku. Na koniec bierzemy udział w degustacji wybornych alkoholi marki Appleton. Do Treasure Beach wracamy zabytkową Aleją Bambusową (Bamboo Avenue), będącą niechlubną pamiątką po czasach niewolnictwa.

KROKODYLE, DELFINY I BAR NA WODZIE
Kolejnego dnia wybieramy się na niezapomniany rejs łodzią po Morzu Karaibskim oraz pełniej krokodyli rzece Czarnej (Black River). W jego trakcie mamy okazję podziwiać Jamajkę z nieco innej perspektywy i obserwować życie drapieżnych gadów, delfinów oraz wielu innych przedstawicieli naziemnego i podwodnego świata fauny. Wreszcie docieramy do niesamowitej knajpki położonej z dala od lądu – Pelican Bar. Można tutaj zjeść świeże ryby lub homara, ponurkować z morskimi zwierzętami, zagrać w domino z rybakami i zostawić po sobie trwały ślad na drewnianej konstrukcji w postaci wydrapanego lub namalowanego pamiątkowego napisu. Naszą wycieczkę kończymy na plaży w Treasure Beach kolacją ze złowionych pod naszą nieobecność owoców morza. Pełen wrażeń dzień żegnamy tradycyjnym ogniskiem na piaszczystym brzegu, takim samym, jakie rozpalali kiedyś żeglarze i piraci, aby ułatwić nawigację przypływającym z daleka statkom.

BOB MARLEY WIECZNIE ŻYWY
Zwiedzania Jamajki nie wolno uznać za kompletne bez choćby powierzchownego zapoznania się z charakterystycznym dla niej gatunkiem muzycznym, czyli reggae. Podbiło ono serca ludzi na całym świecie, także w Polsce liczne festiwale tego rodzaju muzyki przyciągają kilkunastotysięczne tłumy i cieszą się wciąż rosnącą popularnością. Nasze dokształcanie się w tym temacie rozpoczęliśmy w Kingston w Muzeum Boba Marleya (Bob Marley Museum) – niekwestionowanego króla tego stylu, postaci uwielbianej wśród Jamajczyków, a nawet czczonej, stanowiącej niezbywalny element tutejszej barwnej kultury. Same utwory reggae mocno wpływają na zbiorową świadomość jamajskiego społeczeństwa i spełniają bardziej rolę edukacyjną niż rozrywkową. Wielu mieszkańców wyspy wciąż pozostaje niepiśmiennych i nie ma możliwości zdobycia wykształcenia. Wiedzę o świecie, zasadach moralnych, wartościach i historii od zawsze czerpią więc głównie z muzyki. Dlatego teksty piosenek są dla nich tak ważne i uchodzą często za niebezpieczne dla władzy. Mikrofon jest naszą bronią – śpiewają ze sceny liczne gwiazdy reggae.

FOT. JAMAICA TOURIST BOARD/FOTOSEEKER.COM

Rastafarianie stworzyli własną charakterystyczną kulturę

 

Boba Marleya (1945–1981) Jamajczycy uważają za swojego nauczyciela, reformatora i nie dającego się przecenić propagatora jamajskiej kultury w świecie. Podczas wyprawy na tę karaibską wyspę zachęcam do poznania przynajmniej w pewnym stopniu jego życia, twórczości i wpływu społecznego, jaki wywarł na swoich rodaków.

PIRACI, KOLONIZATORZY I NIEWOLNICY
W czasie wizyty w stołecznym, niemal 1-milionowym Kingston warto odwiedzić także sąsiedni Port Royal, założony w 1518 r., znany chociażby z filmów z serii Piraci z Karaibów. Historię tej pierwszej stolicy Jamajki tworzyli piraci, dezerterzy i banici ze wszystkich zakątków ziemi, a także Hiszpanie, Anglicy i Afrykańczycy. Kolonizatorzy praktycznie unicestwili rdzennych mieszkańców wyspy (Tainów), a ją samą zamienili w największy w regionie targ niewolników. W 1692 r. w wyniku trzęsienia ziemi i fali tsunami fragment wybrzeża wraz z częścią Port Royal został zalany i osunął się do morza. Do dziś zachowały się bardzo nieliczne pozostałości zabudowań sprzed katastrofy. Obecne jamajskie społeczeństwo to właśnie głównie potomkowie afrykańskich plemion i przybyszów z Europy. W tym tyglu kultur mieszają się ze sobą różne tradycje, zwyczaje, wierzenia i religie. Ten stan rzeczy świetnie oddaje motto kraju, które brzmi Out of Many, One People („Z wielu – jeden lud”).  

MAGICZNE GÓRSKIE PEJZAŻE
Z Kingston udajemy się na północ w Góry Błękitne (Blue Mountains) z najwyższym szczytem wyspy Blue Mountain Peak, wznoszącym się na 2256 m n.p.m. Z tego regionu pochodzi uznawana przez wielu smakoszy za najlepszą na świecie kawa Jamaica Blue Mountain Coffee. Szczegółów dotyczących jej uprawy i produkcji dowiemy się podczas odwiedzin w jednej z licznych tutejszych plantacji. Góry te zachwycają również zapierającymi dech w piersiach widokami oraz porastającą je bujną roślinnością. To także raj dla miłośników ptaków, występujących tu w zadziwiającej liczbie gatunków, oraz wielbicieli bajecznie kolorowych motyli. Wiele roślin i zwierząt, które spotkamy na wyspie, jest dla niej endemicznych (np. hutia Browna, nazywana górskim królikiem, czy też boa jamajski). W tym górzystym rejonie, wśród tajemniczych zalesionych zboczy, unosi się w powietrzu zapach kawy, ziół i kwiatów, a pogoda potrafi zmieniać się kilka razy w ciągu dnia. Na wycieczkę do tego zdecydowanie najchłodniejszego miejsca na Jamajce powinniśmy wziąć ze sobą długie spodnie i cieplejszą bluzę. W Górach Błękitnych zaglądamy jeszcze do leżącej w ich wyższych partiach i nieco ukrytej wioski, zamieszkiwanej przez kilkadziesiąt rodzin rastafariańskich, które żyją w zgodzie i harmonii z naturą.

FOT. JAMAICA TOURIST BOARD

Spektakularne widoki na Góry Błękitne z hotelowego tarasu

Zaraz po drugim noclegu w jednym z baśniowo położonych górskich hoteli wracamy do naszej bazy w Treasure Beach. Czekają tutaj już na nas zaprzyjaźnieni Jamajczycy, dzika plaża nad ciepłym morzem i pyszne posiłki ze świeżo złowionych ryb, słodkich owoców i soczystych warzyw. Podczas następnych kilku dni błogiego odpoczynku przygotowujemy się na kolejne atrakcje, czyli wyprawę na zachodnie wybrzeże wyspy.  

MIASTO, KTÓRE NIE ZASYPIA
Znajdujące się na zachodzie Negril stanowi modny turystyczny kurort z mnóstwem barów, hoteli i restauracji. Szczyci się cudowną, ocienioną palmami Siedmiomilową Plażą – Seven Mile Beach z białym piaskiem, uznaną przez znane amerykańskie czasopismo National Geographic za jedną z najpiękniejszych na naszej planecie. Leniwie falujące morze przybiera tu chyba wszelkie możliwe odmiany błękitu, szafiru, lazuru i szmaragdu. W tym popularnym wśród turystów 7-tysięcznym mieście na osoby lubiące dobrą zabawę każdego dnia czekają koncerty i kluby otwarte do rana oraz kulturalne wydarzenia z udziałem światowej sławy gwiazd muzyki reggae. Amatorzy aktywnego wypoczynku mogą uprawiać rozmaite sporty wodne, a nawet skakać z wysokich, kilkunastometrowych klifów West End wprost do wody. Poza tym w tej okolicy pojeździmy konno po plaży, popływamy w delfinarium Dolphin Cove z jego sympatycznymi mieszkańcami i weźmiemy udział w szalonej imprezie na katamaranie. W miejscowych sklepikach zakupimy pamiątki, a w knajpkach zjemy przepyszny posiłek w międzynarodowym towarzystwie. W Negril zatrzymamy się również w jednym z kilkudziesięciu najwyższej klasy hoteli oferujących pełen pakiet usług all inclusive, który zadowoli nawet najbardziej wymagających gości.

MIEJSKI KURORT LUB SPOKOJNA WIOSKA
Zróżnicowana pod względem przyrodniczym i kulturowym Jamajka przyciąga w swoje gościnne progi ludzi ciekawych świata i szukających prawdziwych doznań dzięki kontaktom z lokalną społecznością. Miłośników wakacji w formie all inclusive zaprasza z kolei do znakomicie wyposażonych kompleksów hotelowych, zapewniających gościom odpoczynek w luksusowych warunkach i mnóstwo atrakcji. Osobiście mocno zachęcam wszystkich do spędzenia przynajmniej kilku dni w jakiejś małej wiosce oddalonej od popularnych turystycznych szlaków. Mieszkańcy takich osad, choć zwykle biedni i niewykształceni, potrafią czerpać wyjątkową radość z dnia codziennego i obdarzają innych rzadko spotykanymi życzliwością i szacunkiem. Możemy się od nich nauczyć harmonijnego współżycia z drugim człowiekiem bez względu na to, jakie posiada przekonania polityczne czy status społeczny oraz jaką wyznaje religię.
Kiedyś mój jamajski przyjaciel na podsumowanie dyskusji o tragicznej historii wyspy i jej wpływie na obecny stan jego ducha powiedział: Tommy, przy tej całej krzywdzie, jaką mojemu narodowi wyrządził Krzysztof Kolumb, jestem mu wdzięczny za to, że europejscy kolonizatorzy porwali nas akurat na Jamajkę – najpiękniejsze miejsce na ziemi.

Artykuły wybrane losowo

Malawi, czyli nie tylko jezioro

ROBERT GONDEK „GERBER”
www.stronagerbera.pl


<< Malawi, położone w południowo-wschodniej części Czarnego Lądu, bywa często nazywane „gorącym sercem Afryki”, choć temperatury panują w nim niższe niż w innych okolicznych państwach w rejonie klimatu podrównikowego. Dzieje się tak dlatego, że znaczną jego część stanowią wyżyny i płaskowyże wznoszące się na wysokość ponad 1000 m n.p.m. Te warunki upodobały sobie szczególnie zwierzęta, których różnorodność gatunkowa w tym regionie potrafi zaskoczyć niejednego wytrawnego miłośnika podróży. >>

Więcej…

Zimowe szaleństwo w austriackich Alpach

ELŻBIETA PAWEŁEK

<< Są tu najlepsze stoki narciarskie i słynne trasy Pucharu Świata, którym trudno się oprzeć, całoroczny śnieg na lodowcach i mnóstwo atrakcji. Zbocza Alp w niewielkiej Austrii to istny raj dla wielbicieli białego szaleństwa. Przyjeżdżają oni do tego kraju nie tylko z Europy, lecz także z całego globu, i nigdy nie opuszczają go zawiedzeni. >>

Austriacy wiedzą, jak zadbać o narciarzy. To dla nich przygotowują bezpieczne, ubite szlaki oraz tereny do uprawiania stylu freeride. Z myślą o snowboardzistach otwierają snowparki, aby przyciągnąć rodziny z dziećmi, organizują szkółki dla najmłodszych z dodatkowym programem rozrywkowym. Miejscowe ośrodki słyną ze znakomitej infrastruktury, a zaplecze gastronomiczne jest w nich na naprawdę wysokim poziomie. Zagranicznych gości zapraszają do siebie malowniczo położone hotele, modne pensjonaty, przytulne zajazdy i tradycyjne schroniska. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Więcej…

Słoneczna Tajlandia pachnąca przyprawami

MS Borsang s umbrellas-Chiang Mai-036BB

Tajki malujące wzory kwiatowe na parasolkach w wiosce Bo Sang pod Chiang Mai

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

 

MAGDALENA PINKWART

www.turystyka24.tv

 

Głośna Tajlandia z powietrzem przepełnionym egzotycznymi zapachami ma ponad 3,2 tys. km linii brzegowej. Plaże są tu zwykle usłane białym piaskiem i otoczone wysokimi palmami. Ten obraz rajskiej krainy dopełniają setki malowniczych wysepek, tysiące błyszczących złotem buddyjskich świątyń i dziko żyjące zwierzęta.

 

Wody w zatokach Tajlandii czasem przybierają kolor lazurowy, innym razem bardziej przypominają opalizujący w promieniach słonecznych szafir. Wszystko zależy od tego, czy patrzymy na nie rankiem czy o zachodzie słońca, z wysypanej drobnym piaskiem plaży czy pokładu jachtu, i – oczywiście – od pory roku. Tylko jedno się nie zmienia. Oblewające tajlandzkie wybrzeże wody są zawsze czyste i rozkosznie ciepłe, a kąpiel w nich jest jak seans w luksusowym gabinecie odnowy biologicznej.

 

Podróż po Tajlandii warto rozpocząć właśnie od wizyty w spa. Słynne na cały świat tajskie masaże relaksują jak nic innego. Wystarczy godzina czy dwie terapeutycznego dotyku doświadczonej masażystki, która ugniata skórę rękami albo delikatnie wciera w nią ciepłe, aromatyczne olejki, aby ciało stało się rozluźnione i wypoczęte, a dusza – lekka. Salony oferujące takie usługi znajdziemy tu niemal przy każdej ulicy, w eleganckich willach, ale także na licznych bazarach. Dla turysty z Europy tajskie masaże nie są zbyt dużym wydatkiem. Tutejsi masażyści stosujący wiedzę opartą na wielowiekowej tradycji potrafią zdziałać cuda.

 

RĘCE, KTÓRE LECZĄ

 

Takie właśnie cuda z pewnością będą nam potrzebne po długiej podróży. Jak każda droga do raju wyprawa do Tajlandii nie należy do najłatwiejszych. Ten kraj dzieli od Polski ponad 8 tys. km. Na razie nie ma regularnych bezpośrednich połączeń tradycyjnych linii lotniczych z żadnego polskiego miasta do Bangkoku, choć biura podróży organizują – oczywiście – loty czarterowe: Rainbow do tajskiej metropolii, a Itaka do miasta Krabi (ich ceny zaczynają się od ok. 2800 zł za jedną osobę w obie strony). Polacy muszą zatem na ogół lecieć z przesiadką np. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – Dubaju (Emirates), Katarze (Qatar Airways), Niemczech (Lufthansa), Francji (Air France), Szwajcarii (SWISS), Holandii (KLM), Austrii (Austrian Airlines z Wiednia) czy Rosji (Aeroflot). Ta sytuacja może się wprawdzie niedługo zmienić, bo tajlandzki tani przewoźnik Thai AirAsia X planuje wprowadzić bezpośrednie kursy do Warszawy z lotniska Bangkok-Don Mueang, ale póki co trzeba się pogodzić z tym, że podróż z naszego kraju do tej części Azji trwa zazwyczaj kilkanaście godzin. Do tego dochodzi zmiana strefy czasowej. Pomiędzy Polską a Tajlandią różnica czasu wynosi 5 godz. w okresie letnim i 6 godz. w okresie zimowym. Pierwszego dnia będziemy więc musieli przestawić swoje zegarki do przodu i zmierzyć się z przykrymi objawami jet lagu. Na takie dolegliwości nie ma na nic lepszego niż właśnie relaksujący tajski masaż i filiżanka rozgrzewającej zielonej herbaty z dodatkiem imbiru i mieszanki miejscowych ziół. Potem z nowymi siłami można rozpocząć zwiedzanie, a zdecydowanie jest tu co oglądać. Tajlandia to duży kraj (o powierzchni ponad 510 tys. km²) z wieloma zabytkami i bogatą kulturą. Poza tym znajdują się w nim również rajskie plaże, na których chciałoby się odpoczywać bez końca. Już sam gigantyczny wielopoziomowy Port Lotniczy Bangkok-Suvarnabhumi stanowi przedsmak głośnego, kolorowego, egzotycznego świata, w jakim mamy się zanurzyć. Co chwilę odlatują stąd samoloty do najciekawszych miast i regionów Tajlandii: Chiang Mai, Chiang Rai, Hat Yai, prowincji Krabi czy na wyspę Phuket. Zanim wybierzemy się do jednego z tych wakacyjnych rajów, warto poświęcić trochę czasu, żeby poznać tętniącą życiem stolicę kraju.

 

AZJATYCKIE MIASTO ANIOŁÓW

 

Bangkok to najgorętsza stolica świata, a zarazem obecnie najchętniej odwiedzane miasto na ziemi (przed Londynem i Paryżem). Jego pełna nazwa w języku tajskim brzmi Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Ayuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit, w skrócie Krung Thep, czyli Miasto Aniołów. Żyje tu niemal 9 mln ludzi. Metropolia wystrzela w niebo setkami szklanych wieżowców, które mieszczą klimatyzowane biura i luksusowe hotele. Nad głowami przechodniów śmigają nowoczesne pociągi naziemnej kolei zwanej Skytrain. Tylko one i łodzie na rzece Menam (Chao Phraya) są w stanie uniknąć ciągłych korków. Warto pamiętać o tym, że Bangkok jest także drugim najbardziej zakorkowanym miastem świata (zaraz po stolicy Meksyku). Po plątaninie ulic w gigantycznych zatorach wolno przesuwają się tysiące samochodów. Pomiędzy nimi na pełnym gazie bohatersko przeciskają się setki skuterów i tuk-tuków. Jako kierowca zjeździłam wiele krajów, ale trzy razy zastanowiłabym się, zanim wyruszyłabym na przejażdżkę po tajlandzkiej metropolii. Poruszanie się po Bangkoku wymaga nie tylko niezwykłej sprawności i znajomości topografii miasta, ale też straceńczej odwagi. Z pewnością nie brakuje jej właścicielom tuk-tuków – małych, kolorowych trójkołowych pojazdów z pasażerską przyczepką. Choć niektórzy uważają jazdę pędzącą zmotoryzowaną rikszą bez pasów bezpieczeństwa za czyste szaleństwo, to zdecydowanie obowiązkowa atrakcja podczas każdej wycieczki do Tajlandii, zwłaszcza jeśli podróżujemy większą grupą. Gdy wyruszymy w trasę kilkoma tuk-tukami, ich kierowcy z dziką radością będą się ścigać, wyprzedzać i pogłaśniać azjatycką muzykę rozbrzmiewającą z małych radyjek. To przeżycie jedyne w swoim rodzaju, a koszt przejazdu jest niewygórowany. Trzeba jednak pamiętać, aby ostro negocjować cenę jeszcze przed zajęciem miejsca na siedzeniu pasażera, szczególnie w popularnych wśród turystów rejonach. Kierowców tuk-tuków ponosi nie tylko na drodze, ale także przy podawaniu początkowej kwoty opłaty za swoją usługę.

 

ULUBIENIEC NARODU

 

Pierwsze kroki kierujemy do największej atrakcji turystycznej miasta. Wielki Pałac Królewski jest sercem Bangkoku i stanowi obowiązkowy punkt wycieczki do stolicy. Zdobiony złotymi dachami, okazały kompleks był oficjalną rezydencją królów Tajlandii w latach 1782–1925. Leży w zakolu rzeki Menam, w samym centrum starej części miasta. Warto wybrać się tutaj do Wat Phra Kaew, aby zobaczyć słynnego Szmaragdowego Buddę wykonanego z zielonego jadeitu. Komnata, w której się znajduje, to najświętsze miejsce w kraju, a sama figura – choć niewielka (66-centymetrowa) – robi duże wrażenie. W tym rejonie Bangkoku pełno jest zabytkowych budowli i świątyń. Obok tłumnie odwiedzanych przez turystów obiektów wznoszą się zatopione w zieleni budynki rządowe i rezydencja króla Tajlandii (Amphorn Sathan Residential Hall).

 

Warto pamiętać, że w 2016 r. w wieku 88 lat zmarł ukochany władca narodu. W październiku, w rok po jego śmierci, odbędą się państwowe uroczystości pogrzebowe. Bhumibol Adulyadej, król Rama IX, rządził przez 70 lat, był wielkim reformatorem i dobroczyńcą swoich poddanych. Traktowano go tu jak dobrego ojca, a jego wspomnienie wywołuje u Tajów szczere łzy smutku. Od roku w całym kraju trwa żałoba narodowa, na ulicach rozstawione są zdjęcia władcy przepasane żałobnym kirem, a miejscowi noszą przypięte na piersi czarne wstążeczki. W samolotach tajskich przewoźników puszczane przed lotem komunikaty dotyczące bezpieczeństwa poprzedza informacja o pogrążonym w smutku narodzie. Turyści bywają zaskoczeni tym, że czasem nawet niewinna rozmowa na temat zmarłego króla może doprowadzić rozmówcę do płaczu. Dlatego w trakcie wizyty w Tajlandii należy okazywać szacunek zarówno samemu władcy, jak i wszystkim członkom rodziny panującej.

 

CHRUPIĄCE TARANTULE

 

Choć zajmujący ogromną powierzchnię Bangkok (niemal 1,6 tys. km², czyli mniej więcej trzy razy tyle co Warszawa) nie ma jednego wyraźnego centrum, wszystkie drogi prowadzą turystów odwiedzających miasto na Khao San. Ta głośna, zatłoczona ulica tętni życiem o każdej porze dnia i nocy. Można tu kupić pamiątki, ubrania i biżuterię, pyszne i bardzo tanie jedzenie przyrządzane na miejscu, owoce i świeże soki. Dla śmiałków znajdą się stragany ze smażonymi w głębokim tłuszczu larwami, skorpionami, szarańczami, chrupiącymi świerszczami i olbrzymimi tarantulami. Ci, którzy chcą poczuć dreszcz emocji, ale nie są gotowi na spróbowanie wielkiego pająka, mogą podjąć podobne kulinarne wyzwanie na targu owoców. Sprzedaje się na nim inną ciekawą osobliwość z tej części świata – kolczastego duriana. Ten nazywany królem owoców specjał wydziela mieszaninę woni z publicznej toalety i męskiej szatni pełnej graczy po wyczerpującym meczu. Nieprzyjemny zapach czuć już przez twardą skórę, dlatego sprzedawcy pracujący przy stoisku z durianami zakładają maseczki i rękawiczki, a dojrzałość towaru sprawdzają, tłukąc w niego kijem. Linie lotnicze zakazują przewożenia tego owocu w bagażu podręcznym. Hotelarze twierdzą, że jeśli ktoś zje go w pokoju, to pomieszczenie przez tydzień jest nie do użytku. Mimo tych przykrych doznań zapachowych durian uchodzi za wyjątkowo smaczny specjał wart wszelkich poświęceń… Według mnie przyjemność z jego jedzenia przypomina doznania przy delektowaniu się budyniem waniliowym z czosnkiem, ale najlepiej spróbować owocu samemu i wyrobić sobie własne zdanie.

 

AMERYKAŃSCY ŻOŁNIERZE I ŁAGODNE TAJKI

 

Bangkok- Chakri Maha Prasat Throne Hall

Kompleks Wielkiego Pałacu Królewskiego w Bangkoku

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

 

Kiedy już nacieszymy się atmosferą Bangkoku, możemy ruszać na spotkanie z największymi atrakcjami kraju. Turyści lubiący plażowanie i luksusowy wypoczynek powinni wybrać się do pobliskiego miasta Pattaya położonego nad Zatoką Tajlandzką. Dziś to nowoczesny kurort z setkami hoteli na wybrzeżu, ale jeszcze w latach 60. XX w. był jedynie skromną wioską rybacką. Potem zaczęli tu przyjeżdżać amerykańscy żołnierze zwolnieni ze służby po walkach w Wietnamie. Chętnie zostawali na długie miesiące skuszeni ciepłymi wodami, świecącym przez cały rok słońcem, ciągnącą się wzdłuż miejscowości plażą w kształcie księżyca, pokrytą drobnym, białym piaskiem, i – oczywiście – niezwykłą urodą i łagodnym charakterem Tajek. Z czasem miejsce przekształciło się w popularny ośrodek turystyczny. W okolicy można nurkować, surfować, pływać na nartach wodnych, żeglować, wędkować, a także wybrać się łodzią na wycieczkę na pobliskie wyspy. Kilkugodzinne rejsy organizują touroperatorzy z Ocean Marina Yacht Club, jednej z najlepszych przystani w całej Azji. Wyprawy luksusowymi jachtami są tutaj znacznie tańsze niż w Europie. Katamaran kołysze się na falach i zawija do cichych zatoczek, gdzie można zeskoczyć do wody i poczuć na własnej skórze jej przyjemne ciepło. Jeśli podpłyniemy bliżej do jednej z zielonych wysepek, spotkamy dziko żyjące małpy, które z wdzięcznością przyjmą od nas podarki w postaci świeżych owoców serwowanych na pokładzie.

 

W Pattai koniecznie trzeba odwiedzić uważany za największy na świecie targ wodny (floating market). Na targowisko składają się łodzie wypełnione po burty owocami i drewniane budynki, w których można spróbować specjałów tajskiej kuchni. Kupimy tu też pamiątki wykonane ręcznie zgodnie z miejscową tradycją. Jeśli zechcemy nieco odetchnąć od upałów, powinniśmy odwiedzić miasteczko FROST Magical Ice of Siam. Pospacerujemy w nim wśród misternych rzeźb z lodu, a przy lodowym barze napijemy się drinków w lodowych szklankach, które możemy potem stłuc o lodową ścianę. Ta atrakcja nie będzie pewnie zbyt zaskakująca dla większości Europejczyków, ale przyjemnie jest popatrzeć na rozemocjonowanych Tajów po raz pierwszy widzących lód nie w szklance z whisky.

 

Chon Buri-Pattaya Beach

Oblegany przez turystów kurort Pattaya nad Zatoką Tajlandzką

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

 

OŚWIECENIE I WINO

 

Jedną z wizytówek Pattai stanowi bogate życie nocne. Nieopodal centrum miasta rozciąga się ponad 3-kilometrowa plaża (Pattaya Beach). To zagłębie rozrywki z hotelami, restauracjami i galeriami handlowymi. W okolicy leży dzielnica Walking Street z setkami barów i dyskotek, słynąca również z usług erotycznych. Wbrew pozorom w Pattai znajdziemy coś nie tylko dla ciała, ale i dla ducha. Koniecznie trzeba odwiedzić ogromne ekumeniczne Sanktuarium Prawdy, poświęcone różnym odmianom buddyzmu i hinduizmu. Tę bogato zdobioną tysiącami rzeźb budowlę w całości wykonano z drewna, bez użycia gwoździ. Obiekt budowany jest od lat 80. XX w., wciąż jednak nie został ukończony. Zwiedzający muszą zakładać kaski, żeby wejść do środka, a przed sanktuarium mogą z pomocą pracujących tu cieśli wyrzeźbić dłutem własny wzór i pozostawić swój ślad w tym miejscu.

 

Pattaya potrafi także zaskoczyć atrakcjami unikatowymi w skali kraju. Tajlandia nie słynie wszak z regionów winiarskich, nic więc dziwnego, że większość turystów z lokalnych trunków zna jedynie whisky Mekhong (w rzeczywistości bliższą rumowi) czy orzeźwiające piwo Chang. Jednak od kilku lat rozwija się tu produkcja wina, a prawdziwym klejnotem w tym rejonie jest winnica znajdująca się niedaleko Pattai, czyli Silverlake Vineyard. Leży ona w dolinie w cieniu Khao Chi Chan (Góry Buddy) – olbrzymiej skały ze złotym wizerunkiem Buddy. W jej centrum stoi tonąca w kwiatach willa w stylu toskańskim. W tutejszej restauracji serwowane są dania kuchni tajskiej i europejskiej, do których podaje się świetne lokalne wina. Gospodynią winnicy jest znana tajska aktorka Supansa Nuangpirom, a oprócz degustacji urządza się tu wspaniałe imprezy muzyczne. Tuż obok znajduje się otwarty w maju 2016 r. park wodny – Ramayana Water Park, niezwykły kompleks ze zjeżdżalniami, sztucznymi falami, malowniczymi kanałami i wymyślnymi konstrukcjami. Można w nim spędzić relaksujące rodzinne popołudnie.

 

Ko Phi Phi

Widok na niewielką malowniczą zatokę Ton Sai na Ko Phi Phi Don

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

 

WYSPY ROZKOSZY

 

Zupełnie inna atmosfera panuje w wyspiarskiej części kraju. Do Tajlandii należy kilkaset wysp i wysepek. Są one bardzo zróżnicowane, przyciągają więc rozmaitych turystów. Znajdą tutaj coś dla siebie wielbiciele luksusu, wytrawni backpackerzy, rodziny z dziećmi, osoby spragnione duchowych przeżyć i chcące wypocząć w spokoju w otoczeniu dziewiczej przyrody, a także imprezowicze. Jedną z najsłynniejszych wysp jest Ko Phi Phi Le położona w cieśninie Malakka, łączącej Morze Andamańskie z Południowochińskim. W 1999 r. kręcono na niej sceny do hollywoodzkiej produkcji Niebiańska plaża z Leonardem DiCaprio w roli głównej. Zachęcone tym filmem rzesze turystów zaczęły tu przyjeżdżać w poszukiwaniu raju na ziemi. Tym, którzy preferują gwarną wakacyjną atmosferę, spodoba się pobliska Ko Phi Phi Don, która składa się z dwóch grup wapiennych skał wyrastających z morza, połączonych ze sobą wąskim piaszczystym przesmykiem. Działa na niej mnóstwo hoteli, restauracji, barów, szkół sportów wodnych i dyskotek. Dla osób lubiących ciszę i kontakt z naturą idealna będzie Ko Muk, której nazwa w tłumaczeniu brzmi Wyspa Perłowa. Nie dotarła na nią jeszcze masowa turystyka. Znajdują się tutaj śnieżnobiałe plaże, skały porośnięte dziką roślinnością, plantacje kauczukowców i podwodne jaskinie, do których można dostać się łodzią. Na wyspie leży wioska rybacka, a świeże ryby i owoce morza są na niej znacznie tańsze niż w bardziej zatłoczonych rejonach popularnych wśród turystów.

 

TANIEC W ŚWIETLE KSIĘŻYCA

 

Miłośnicy dzikiej przyrody powinni odwiedzić Ko Phra Thong. Nie ma na niej utwardzonych dróg ani samochodów, a mieszkańcy żyją w tradycyjnych domach wtopionych w naturalne otoczenie. Brak rozwiniętej infrastruktury turystycznej wynagrodzi nam bogactwo fauny i flory. W Parku Narodowym Mu Ko Ra – Ko Phra Thong spotkamy żółwie morskie i makaki, zobaczymy lasy namorzynowe i zanurkujemy w lagunie kryjącej nietkniętą przez cywilizację rafę koralową. Osobom planującym wakacje z dziećmi przypadnie do gustu Ko Lanta. W tej okolicy nie ma głośnych barów i dyskotek, jest za to mnóstwo miejsc, które zachwycą najmłodszych – należą do nich wodospady, jaskinie czy gaje bananowe. Można też przejechać się na słoniu albo odwiedzić bajecznie kolorową farmę motyli.

 

Dla odmiany na Ko Pha Ngan, piątej co do wielkości wyspie Tajlandii (o powierzchni 125 km²), nie spotkamy raczej rodzin z dziećmi, ale natkniemy się na rzesze imprezowiczów. Raz w miesiącu odbywa się na niej największa na świecie i słynna w całej Azji impreza przy pełni księżyca (Full Moon Party). Młodzi ludzie przybywają wówczas z najbliższej okolicy i odległych rejonów kraju, a nawet naszego globu, żeby wziąć udział w tym niezwykłym święcie radości, tańca i muzyki. Nieco skromniejsze imprezy organizuje się na tutejszych plażach każdego dnia.

 

Królową tajlandzkich wysp jest z pewnością najsłynniejsza z nich, czyli Phuket. Jej największe miasto noszące tę samą nazwę (leżące w dystrykcie Mueang Phuket) to najpopularniejszy i chyba najbardziej zatłoczony kurort w Tajlandii. Pełno w nim eleganckich hoteli, klubów, restauracji i... domów uciech. Jednak nawet w tym królestwie cielesności Tajowie nie zapominają o sprawach duchowych. Nad miastem góruje Wat Khao Rang, świątynia z potężną, wysoką na 9 m złotą statuą siedzącego Buddy groźnie spoglądającego na położone w dole zabudowania. Na wyspie Phuket warto również zobaczyć Sanktuarium Dzikiej Przyrody Khao Phra Thaeo, chroniące dziewiczy las deszczowy. Można się tu zagubić w labiryncie egzotycznej roślinności pod koronami drzew sięgających nawet 50 m wysokości. Teren ten zamieszkują m.in. makaki, lamparty czy warany.

 

JEDWAB I SŁONIE

 

Jednak Tajlandia to nie tylko plaże i rajskie wysepki. Aby poznać zupełnie inne jej oblicze, warto wybrać się na północ do Chiang Mai. To jedno z największych miast w kraju (200-tysięczne) różni się zdecydowanie od Bangkoku – czas płynie w nim wolniej, a ludzie żyją znacznie spokojniej. Jego zabudowa w niczym nie przypomina lasu wieżowców typowych dla stolicy. W Chiang Mai większość mieszkańców nadal utrzymuje się z rolnictwa i rzemiosła. Na obrzeżach miasta znajdziemy zakłady, w których ręcznie wytwarza się papierowe parasolki i wachlarze malowane w misterne wzory. Natkniemy się tu także na fabryki słynnego tajskiego jedwabiu, gdzie na własne oczy zobaczymy, jak wygląda proces jego produkcji: od karmienia liśćmi morwy larw, poprzez gotowanie kokonów, aż po ręczne tkanie materiału na drewnianych krosnach. Historyczną część Chiang Mai otaczają pozostałości murów obronnych z bramami skierowanymi w różne strony świata. Nad miastem góruje ukryta wśród tropikalnej roślinności świątynia – Wat Phra That Doi Suthep. To prawdziwe cudo architektury, pełne przepychu, złota i misternych ozdób, a zarazem ważny ośrodek pielgrzymkowy. Z tutejszego tarasu rozciąga się szeroki widok na otoczoną górami równinę, na której leży Chiang Mai, a pomiędzy budynkami przechadzają się mnisi w ceglastoczerwonych szatach. W Tajlandii tradycja nakazuje, aby każdy mężczyzna przynajmniej raz w życiu wstąpił do klasztoru i został wyświęcony na mnicha. W klasztornych murach może spędzić całe życie albo tylko kilka miesięcy. Dopiero po tym doświadczeniu uznaje się go za dojrzałego i zdolnego do zawarcia związku małżeńskiego. Tradycji tej wierni są też tajlandzcy królowie. Mnisi żyją w ascezie, korzystają z darów dostarczanych im przez wiernych.

 

Ponad godzinę drogi od Chiang Mai znajduje się sanktuarium słoni. Elephant Nature Park zajmuje duży teren otoczony zalesionymi wzgórzami, po którym przechadzają się te majestatyczne zwierzęta. Żyją tu na wolności i to one są gospodarzami. Pod okiem opiekunów można karmić słonie świeżymi owocami albo brać udział w ich kąpieli w rzece. W parku dowiemy się także wiele o zwyczajach jego dostojnych mieszkańców. Sanktuarium działa charytatywnie na rzecz ratowania tych pięknych ssaków i dzikiej przyrody.

 

PIEKIELNIE SMACZNE

 

Na koniec kilka słów o tajskiej kuchni, która nie ma sobie równych na świecie i jest jedną z najlepszych i najzdrowszych na naszym globie. Jej podstawą są świeże przyprawy, zioła i warzywa. Niemal w każdym przepisie ważny składnik stanowią mleczko kokosowe, trawa cytrynowa, chili, liście limonki, imbir i kolendra. Naulicznych straganach wszystkie te cuda można kupić za grosze. W upalne dni zamiast niezdrowych przekąsek Tajowie (i odwiedzający Tajlandię turyści) raczą się soczystymi przysmakami wprost z drzewa. Spotkamy tu dziesiątki gatunków dziwnych, egzotycznych owoców, a niektóre nazwy trudno nawet wymówić. Na targach sprzedaje się kolczaste duriany, różowo-zielone pitaje, słodko-kwaśne longany, soczyste mangostany, orzeźwiające rambutany, ciężkie od mleka kokosy, delikatne pomelo i chyba najlepsze na świecie mango. Z tych ostatnich Tajowie robią rewelacyjny deser, niezwykle słodki, choć bez dodatku cukru. Pokrojone w kostkę mango podają z klejącym się ryżem zatopionym w mleczku kokosowym. Zresztą wszystko, co serwuje się w Tajlandii, zarówno na ulicznych straganach, jak i w wykwintnych restauracjach, jest po prostu obłędnie smaczne, czy to piekielnie pikantna zupa tom yum, smakowity makaron pad thai podawany ze słodkawymi orzeszkami, czy różne rodzaje ostrych curry lub dopiero co złowione i szybko przyrządzone owoce morza. Dzięki świeżym składnikom i lokalnym aromatycznym przyprawom potrawy tajskiej kuchni na długo zapadają w pamięć. Dla wielu osób są później jednym z ważnych powodów, aby odwiedzić ten azjatycki kraj ponownie...