MAJA ZAWIERZENIEC

 

Kraj ten, należący do pierwszej dwudziestki największych państw świata, powszechnie kojarzy się z kukurydzą, tequilą i kulturą prekolumbijską. Turyści odwiedzają Meksyk, aby podziwiać zarówno dawną monumentalną architekturę, jak i przepiękną przyrodę. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że można i warto zejść z utartych szlaków i spojrzeć na tę część Ameryki Łacińskiej z innej perspektywy. Wystarczy wykupić bilet na przejazd koleją z Chihuahua do Topolobampo, aby w trakcie takiej wycieczki odkrywać nieznane oblicza Meksyku stacja po stacji…

 

Polska sieć kolejowa liczy prawie 20 tys. km, średnio Polak odbywa rocznie 7 podróży pociągiem, zaś plan dla transportu kolejowego w Polsce do 2030 r. przewiduje dalsze zmiany infrastrukturalne mające na celu m.in. rozwój kolei dużych prędkości. W odległym Meksyku stworzenie zintegrowanej sieci transportowej ze względu na skomplikowane ukształtowanie terenu nigdy nie było łatwe. niemniej jednak państwo to stało się jednym z pierwszych krajów Ameryki Łacińskiej, który rozpoczął budowę linii kolejowych. Ich sieć jest porównywalna długością do polskiej (ponad 17 tys. km). Po przeprowadzonej pod koniec lat 90. XX w. prywatyzacji kolei najważniejszy stał się jednak transport towarowy. Aktualnie w Meksyku istnieją dwa popularne wśród turystów pociągi pasażerskie: Chepe (o którym poniżej) oraz Tequila Express z Jalisco, stanu słynącego z tego meksykańskiego trunku z agawy.

Chepe (zwany też El Chepe, dziś należący do grupy Ferromex) łączy północno-meksykański stan Chihuahua z Pacyfikiem (nazwa pochodzi od pierwszych liter tych nazw własnych: Ch– P). W 2011 r. ten słynny pociąg obchodził oficjalnie 50-lecie swojego istnienia. Jednakże jego historia sięga tak naprawdę wiosny 1872 r., kiedy to amerykański inżynier Albert Kimsey Owen (1847–1916) przybył do Meksyku do pracy w jednej z ówczesnych firm kolejowych. Przemierzając wybrzeże Pacyfiku, dotarł on do zatoki Ohuira, co w lokalnym języku cáhitas oznacza „urzekające miejsce”. Zafascynowany korzyściami, jakie mógł przynieść rozwój kolei na terenach północno-meksykańskich, jako pierwszy wpadł na pomysł połączenia kolejowego pomiędzy zachodnimi stanami USA a zatoką (portem Topolobampo) i postanowił założyć Texas, Topolobampo and Pacific Railroad and Telegraph Company. Od tego czasu zaczął szukać wsparcia finansowego zarówno wśród amerykańskich inwestorów, jak i u meksykańskiego rządu. Realizacja jego projektu napotykała jednak wciąż nowe przeszkody i wymagała coraz większych nakładów pieniężnych. Na szczęście plan budowy kolei na północy Meksyku spodobał się prezydentowi Porfirio Díazowi. Dopiero kilkanaście lat później amerykański inżynier otrzymał koncesję na budowę sieci kolejowej na odcinku od ówczesnego Presidio del Norte (dziś na terenie miasta Ojinaga) do wybrzeża Pacyfiku w stanie Sinaloa. Z powodu niepowodzeń Owena rząd meksykański wydał zgodę na stworzenie 259-kilometrowego połączenia między Ciudad Juárez a Casas Grandes Fosterowi Higginsowi z Rio Grande, Sierra Madre and Pacific Railway Company. W 1897 r. pozwolenie na położenie linii kolejowej od miasta Chihuahua do wybrzeża Pacyfiku dostali również Enrique Creel Cuilty i Alfred Spendlove. Na początku XX w. podczas kolejnej kadencji Porfirio Díaza  północnoamerykańska firma Kansas City, Mexico and Orient Railway Company wybudowała dodatkowe odcinki torów w stanach Sinaloa i Chihuahua. Dalsze prace wstrzymała tzw. rewolucja meksykańska (1910–1917). W 1940 r. rząd meksykański wykupił od Amerykanów wybudowany przez Kansas City, Mexico and Orient Railway Company odcinek kolejowy i połączył go z odzyskaną również linią eksploatowaną przez The Mexican Northwestern Railway Company, tworząc w 1955 r. spółkę Ferrocarril Chihuahua al Pacífico. Otwarcie brakującej części aktualnej trasy pomiędzy Creel i El Fuerte nastąpiło w 1961 r.

Obecnie za ok. 120 euro (trochę ponad 2000 peso meksykańskich) można odbyć kilkunastogodzinną podróż w pierwszej klasie (tzw. Primera Express) tego wyjątkowego pociągu. Niezapomniana wycieczka rozpoczyna się już o godz. 6 rano… 

 

Stacja Chihuahua – wspomnienie Pancho Villi

Ponad 14-godzinną podróż Chepe rozpoczynamy w Chihuahua, stolicy stanu o tej samej nazwie, największego pod względem powierzchni w Meksykańskich Stanach Zjednoczonych, obejmującego prawie 250 tys. km2 (czyli ok. 80 proc. powierzchni Polski i 8 razy więcej niż zajmuje terytorium Belgii). Od północy Chihuahua graniczy z Nowym Meksykiem i Teksasem należącymi do USA. To tutaj działają maquiladoras, czyli zwykle przygraniczne fabryki amerykańskie na terytorium Meksyku, które zajmują się przetwarzaniem i eksportowaniem surowców. Ich właściciele korzystają ze strefy wolnego handlu krajów należących do układu NAFTA oraz taniej meksykańskiej siły roboczej.

Jednocześnie Chihuahua to tętniące życiem piękne kolonialne miasto, w którym zwiedzić możemy stanowiącą siedzibę archidiecezji barokową Katedrę Metropolitalną, budowaną przez sto lat i konsekrowaną w 1826 r., o charakterystycznym kolorze ochry. Jej wnętrze kryje m.in. kapliczkę czarnego Chrystusa z Mapimí, będącego staranną kopią oryginału przekazaną przez rodzinę Irigoya z miasta Cuencamé w stanie Durango, do którego figura przybyła prawie 300 lat temu. Poza tym warto odwiedzić Muzeum Rewolucji Meksykańskiej (Museo de la Revolución Mexicana) poświęcone José Doroteo Arango Arámbuli (1878–1923). Przeszedł on do historii jako Pancho Villa i był jednym z najsłynniejszych, najbardziej temperamentnych przywódców partyzantki chłopskiej oraz generałem w okresie tzw. rewolucji meksykańskiej (1910–1917).

Na północy stanu Chihuahua (ok. 50 km na południe od Ciudad Juárez) podziwiać można słynący z ruchomych wydm malowniczy obszar pustynny, zwany Dunas de Samalayuca (Médanos de Samalayuca). W tym rejonie, nierzadko nawiedzanym przez burze piaskowe, żyją kojoty, pumy oraz grzechotniki. Posłużył on również za scenerię kilku filmów, m.in. Conana Niszczyciela (kontynuacja Conana Barbarzyńcy)z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej.

 

Stacja Cuauhtémoc – w krainie mennonitów

Nazwa tego miasta pochodzi od imienia ostatniego władcy państwa-miasta Azteków Tenochtitlan. Cuauhtémoc uważa się za bramę do górskiego regionu Sierra Tarahumara.   

Mieszka tu najliczniejsza społeczność mennonitów w Ameryce Łacińskiej. Założycielem tego odłamu anabaptystów był Menno Simmons z Fryzji (1496–1561), od którego imienia wziął on swoją nazwę, a jego powstanie datuje się na XVI w. Mennonici prześladowani w Europie zarówno przez katolików, jak i protestantów, wyemigrowali do Ameryki Północnej, a następnie trafili m.in. do Meksyku, gdzie żyje ich aktualnie ok. 100 tys. (większość na terenach północnych, lecz niektóre mniejsze grupy także w Guanajuato, Quintana Roo czy Campeche). Prowadzą prosty tryb życia, uważają, że ludzie powinni dbać o pokój na świecie, dlatego im samym nie wolno posiadać broni. Protestancką grupą religijną wywodzącą się ze wspólnoty mennonitów są amisze. Poza tym okoliczny region słynie z serów wytwarzanych przez potomków emigrantów z Europy oraz produkcji jabłek.

 

Stacja Creel – ludzie o lekkich stopach

Tutejsze okolice zamieszkiwane są przez rdzenną ludność nazywaną przez Europejczyków Tarahumara. Jej przedstawiciele sami mówią o sobie Rarámuri, co dosłownie oznacza lekkie stopy (Indianie ci słyną z tego, że są doskonałymi biegaczami). Ich przodkowie przybyli prawdopodobnie z terenów dzisiejszej Mongolii poprzez Cieśninę Beringa. Obecnie społeczność ta liczy ok. 100 tys. osób. Posługują się językiem należącym do grupy uto-azteckiej (z której wywodzi się również język mieszkańców Tenochtitlan, czyli nahuatl). Wielu Rarámuri zachowało tradycyjny sposób życia i nie przyjmuje wpływów kultury zachodniej – mieszkają w lepiankach bądź jaskiniach łańcucha górskiego Sierra Madre Zachodnia. Ważną funkcję pełnią wśród nich szamani, będący stróżami tradycyjnego porządku rzeczy i dbający o zachowanie równowagi pomiędzy ciałem a wszechświatem. Niektórzy wykorzystują w celach leczniczo-magicznych híkuli, roślinę zwaną powszechnie pejotlem (łacińska nazwa gatunkowa Lophophora williamsii). Kult z nią związany opisał Carlos Castaneda (amerykański antropolog urodzony w Peru) w swojej książce Nauki Don Juana, która została sprzedana w 8 mln egzemplarzy i przetłumaczona na 17 języków. Podstawą do jej napisania były spotkania autora z szamanem z plemienia Yaqui (jednej z grup Indian Rarámuri), który wprowadzał go w tajniki magii i rytuałów. Do dziś badacze nie są zgodni co do tego, czy publikacja ta nie jest w dużej mierze fikcją literacką…

W okolicach Creel można wybrać się także nad mające kształt podkowy i powierzchnię 40 ha malownicze jezioro Arareko, zrelaksować się dzięki wodom termalnym w Recohuata (Recowata) czy też podziwiać drugi pod względem wielkości wodospad Meksyku – 246-metrowy Basaseachi (Basaseachic). Wysokością bije go jedynie Piedra Volada, kaskada mająca aż 453 metry, znajdująca się również w stanie Chihuahua, niedaleko miasta Ocampo.

 

Stacja Divisadero – widok na Miedziany Kanion

Kolejny przystanek w naszej podróży znajduje się naprzeciwko grupy wąwozów Barrancas del Cobre (Barranca del Cobre), znanych też jako Copper Canyon. Nazwa ta pochodzi od miedzianego koloru ścian skalnych (cobre oznacza po hiszpańsku miedź). Miedziany Kanion, jeden z niewątpliwych cudów przyrodniczych Ameryki Północnej, powstał w wyniku działalności sześciu rzek. Ten zespół wąwozów ma długość 600 km oraz 250 km szerokości i głębokość dochodzącą aż do 1879 metrów – tym samym jest większy niż słynny Wielki Kanion Kolorado. Na powierzchni ok. 60 tys. km2 napotykamy na ukryte pośród sosnowych lasów widowiskowe wodospady, skały o niesamowitych formach oraz malownicze jeziora.

Obszar otaczający Barrancas del Cobre stanowi doskonałe miejsce dla miłośników aktywnego wypoczynku i kontaktu z przyrodą oraz osób szukających spokoju z dala od zgiełku cywilizacji. Wycieczki na rowerach górskich, wyprawy konne, wspinaczki skalne, obserwowanie ptaków oraz łowienie ryb – to tylko niektóre z wielu atrakcji czekających na podróżników, którzy zamiast meksykańskich plaż wybiorą tajemnicze góry Sierra Tarahumara.

 

Stacje Témoris i Los Mochis

Godzinny przejazd na odcinku Bahuichivo–Témoris wzbudza najwięcej emocji wśród pasażerów Chepe. W tym miejscu można podziwiać trzy poziomy torów kolejowych, jeden z najbardziej spektakularnych mostów na świecie oraz 86 tuneli.

Naszą podróż kończymy nad niewielką zatoką Topolobampo. Warto tu odwiedzić samo Topolobambo – jeden z portów meksykańskich Zatoki Kalifornijskiej leżący w stanie Sinaloa i osadę założoną w 1884 r. przez Alberta Kimseya Owena, pomysłodawcę trasy pociągu Chepe. Topolobampo to również miejsce pierwszej kolonii utopijnych socjalistów północnoamerykańskich, którzy sprowadzeni tu przez amerykańskiego inżyniera, przenieśli się z czasem w głąb lądu do późniejszego Los Mochis (powstałego w 1903 r.).

Północ Meksyku, ze stanem Chihuahua zajmującym niemal 13 proc. terytorium tego rozległego i zróżnicowanego państwa, to obszar, który powinien zainteresować każdego globtrotera. Znajdziemy tu przepiękne krajobrazy, licznych przedstawicieli rdzennej ludności oraz zabytki kultury kolonialnej i ślady rewolucji meksykańskiej. Zaproszenia do tak ciekawej podróży po prostu nie sposób odrzucić!


 

Artykuły wybrane losowo

Madagaskar – ósmy kontynent

34651030336 fa80c82240 k

Ścisły rezerwat przyrody Tsingy de Bemaraha

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

EWA JERMAKOWICZ

www.ruszwpodroz.pl

 

Parki narodowe z niespotykanymi formacjami skalnymi, skaczące lemury, olbrzymie baobaby, zielone pola ryżowe, lasy równikowe, sawanny i pustynie – to wszystko znajdziemy na Madagaskarze, czwartej pod względem wielkości wyspie świata. Nieoficjalny status ósmego kontynentu zyskała ona dzięki ogromnej bioróżnorodności i występującym na niej niezwykłym gatunkom roślin i zwierząt. To nieodkryty jeszcze przez tłumy turystów raj dla miłośników natury, słońca i kuchni łączącej w sobie elementy pochodzące z Azji Południowo-Wschodniej, Afryki, Indii, Chin i Europy.

 

Położona na Oceanie Indyjskim u południowo-wschodnich wybrzeży Afryki wyspa zajmuje obszar nieco większy niż Francja metropolitarna (ma ok. 587 tys. km² powierzchni), a ze względu na fakt, że przez miliony lat pozostawała w izolacji, jest unikatowa w skali świata. Aż ok. 90 proc. roślin i zwierząt tu występujących nie znajdziemy nigdzie indziej na naszym globie. Do tej niesamowitej różnorodności przyrodniczej trzeba dodać piękne i zróżnicowane krajobrazy – po pokonaniu niecałych 300 km można przenieść się z terenów pustynnych do wilgotnych lasów deszczowych.

 

Madagaskar to świetne miejsce na urlop marzeń, choć podróżowanie po nim wymaga wytrwałości i cierpliwości i jest przygodą samą w sobie. Przed wyjazdem do tego kraju należy się więc nieco lepiej przygotować niż w przypadku innych, bardziej popularnych rejonów świata. Warto jednak podjąć ten trud, bo z pewnością nie ma drugiego takiego zakątka na ziemi.

 

HISTORIA I WĄTEK POLSKI

 

Według jednej z teorii pierwsi ludzie przybyli na Madagaskar przypuszczalnie między IV w. p.n.e. a I w. n.e. z Archipelagu Malajskiego. Wcześni osadnicy głównie wycinali i wypalali lasy, aby uzyskać tereny pod uprawę roślin i hodowlę zwierząt. Takie działania i polowania przyczyniły się do wyginięcia niektórych gatunków zamieszkujących wówczas wyspę: olbrzymich lemurów (Archaeoindris) i foss (Cryptoprocta spelea) czy hipopotamów malgaskich.

 

W VII stuleciu na Madagaskar przybyli Arabowie omańscy, którzy utworzyli tu kolonie handlowe. Niedługo później z Afryki Wschodniej dotarli przedstawiciele grupy Bantu. Przywieźli oni ze sobą zebu – gatunek udomowionego bydła, którego mięso do dzisiaj jest podstawą diety miejscowych. Same zwierzęta wykorzystuje się także jako pociągowe w rejonach wiejskich. Z czasem na wyspę zaczęli przybywać kolejni Arabowie, Persowie oraz Hindusi i Chińczycy. Każda z tych grup miała istotny wkład w życie kulturalne Madagaskaru. Wpływy wielu kultur i wierzeń można tutaj dostrzec do dziś. Również w wyglądzie mieszkańców kraju da się zauważyć cechy charakterystyczne dla ludzi z innych zakątków świata.

 

Portugalczycy byli prawdopodobnie pierwszymi Europejczykami, którzy trafili na wyspę (kapitan Diogo Dias przybił do jej brzegów w sierpniu 1500 r.). Początkowo traktowali ją jako przystanek w drodze do Indii, ale wraz ze wzrostem wpływów francuskich wyspiarze stali się źródłem taniej siły roboczej i – niestety – niewolnikami, których w XVII i XVIII w. wywozili stąd także piraci.

 

W czasie kiedy Francja starała się wzmocnić swoją pozycję na Madagaskarze, na jego południowo-wschodnie wybrzeże przybył Maurycy August Beniowski (1746–1786). Uciekł z rosyjskiej niewoli, do której został wzięty za udział w konfederacji barskiej (1768–1772). Z Kamczatki wydostał się okrętem Św. Piotr i Paweł i dotarł nim do Makau. Po sprzedaniu statku na pokładzie francuskiej jednostki dopłynął do Fort-Dauphin(dziś Tôlanaro) położonego na południu Madagaskaru. Na wyspę wrócił z polecenia króla Ludwika XV (1710–1774) kilka lat później, w 1774 r. Stosując nierzadko drakońskie metody, podporządkował sobie miejscową ludność. W październiku 1776 r. Beniowski został obwołany przez nią królem Madagaskaru. Przez 10 lat zabiegał we Francji i Stanach Zjednoczonych o stworzenie własnego królestwa. Plan ten jednak się nie powiódł. Beniowski zginął w maju 1786 r. podczas ataku oddziału francuskiej ekspedycji wojskowej.

 

W historii Madagaskaru epizod polski pojawił się po raz drugi na krótko przed II wojną światową. Kraj ten był wówczas brany pod uwagę przez Francję jako możliwy cel przesiedlenia europejskich Żydów. Polska zaczęła zabiegać o przejęcie kolonii. W niektórych źródłach znaleźć można informację, że pomysł przekazania wyspy Polakom wyszedł ze strony francuskiej. Ostatecznie, ze względu na wybuch II wojny światowej, negocjacje zostały wstrzymane.

 

Od przełomu XIX i XX stulecia na Madagaskarze rozwijały się ruchy wyzwoleńcze, nasilone po 1945 r. i w końcu w 1960 r. kolonia uzyskała niepodległość od Francji. Od tego czasu w kraju doszło do czterech zamachów stanu spowodowanych kryzysem gospodarczym i konfliktami etnicznymi. Ostatni z nich wydarzył się w 2009 r. W jego następstwie na Madagaskarze zmalał poziom bezpieczeństwa. W ostatnich latach sytuacja uległa jednak zdecydowanej poprawie.

 

TABU I KULT ZMARŁYCH

 

W wyniku tych wszystkich zawirowań historycznych wyspa stała się prawdziwym tyglem kulturowym. W kraju oficjalnie uznanych jest 18 grup etnicznych, choć według antropologów istnieje ich 19. Każda ma własne tradycje i wierzenia. Językami urzędowymi są malgaski i francuski.

 

W życiu Malgaszy dużą rolę odgrywa kult zmarłych. Wielu z nich całe życie odkłada na godny, zgodny ze zwyczajem pochówek. Żyją w małych domach, często w kilka pokoleń, ale stawiają ogromne, bogate grobowce. Nagrobki poszczególnych grup etnicznych różnią się wielkością, kształtem i wykonaniem. Przykładowo Mahafaly wznoszą betonowe konstrukcje z oknami, zdobieniami i rzeźbami zwanymi aloalo przedstawiającymi głównie ludzi, ptaki, zebu i inne zwierzęta, używają też zwierzęcych czaszek i szkieletów. Sakalawa ozdabiają groby figurkami nawiązującymi do sfery seksu. Z kolei na południu wyspy można podziwiać nagrobki w kształcie statków czy samolotów, prezentujące niezrealizowane marzenia zmarłego.

 

Kolejnym istotnym elementem malgaskiej kultury są fady, czyli tabu. Każda z grup etnicznych ma swoje zakazy kulturowe, często wzajemnie się wykluczające. Malgasze nierzadko próbują jednak obejść te zasady. Jeśli w jednej społeczności nie wolno zabijać konkretnego gatunku lemura, a w innej spożywać jego mięsa, przedstawiciele tej drugiej mogą upolowane przez siebie zwierzęta sprzedać ludziom, u których obowiązuje tabu na uśmiercanie tych stworzeń. Gdy fady przeszkadzają w pracy zarobkowej, np. zabraniają podróżowania w konkretny dzień tygodnia albo wchodzenia do lasu turystom, można odprawić rytuał i dogadać się z duchami przodków, aby na pewien okres zawiesić zakaz.

 

Czasami tabu ma swoje korzenie w historii lub legendach. Żyjący w okolicach miasta Antsiranana (Diego-Suarez) lud Antankarana (Antakarana) musiał chronić się w przeszłości w jaskiniach przed grupą Merina. Szczątki jego przodków znajdują się ponoć do dzisiaj w korytarzach tych grot. Merina nie mogą więc wchodzić do jaskiń Parku Narodowego Ankarana. Antambahoaka wierzą, że bliźnięta (kanamba) przynoszą nieszczęście rodzinie. Według legendy kiedy w jednej z wiosek wybuchł pożar, matka bliźniąt próbowała uratować życie obojga swoich dzieci, zamiast jedno z nich poświęcić, przez co zginęła w płomieniach. Do niedawna zdarzało się, że w przypadku bliźniaczej ciąży jedno z niemowląt zabijało się od razu po urodzeniu lub porzucało w lesie. Obecnie jednak w zdecydowanej większości oddaje się je do sierocińców. Rodziny chcące zachować przy sobie również drugie z bliźniąt muszą opuścić wioskę.

 

Wielkie zróżnicowanie kulturowe Madagaskaru sprawia, że turyście trudno jest się dobrze przygotować do wyjazdu. Jak w przypadku każdej podróży warto jednak poświęcić trochę czasu i zaznajomić się z najważniejszymi zwyczajami, aby uniknąć postawienia kogoś w niezręcznej sytuacji i móc łatwiej nawiązywać przyjazne relacje z miejscowymi.

 

Masonjoany

Tabàky – malgaski naturalny kosmetyk

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

ARKA NOEGO

 

Gospodarka rolna na wyspie nie zmieniła się zbyt wiele od czasów pierwszych osadników. Ze względu na nieefektywne metody upraw i wyjałowienie ziemi wypala się coraz więcej lasów, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na żywność. To z kolei przyczynia się do zmian klimatu, które nie sprzyjają rozwojowi rolnictwa. Najbardziej cierpi na tym wszystkim przyroda i – niestety – co chwilę możemy usłyszeć, że kolejne endemiczne gatunki roślin i zwierząt stają się zagrożone wyginięciem.

 

Madagaskar dzięki swojemu odizolowaniu od innych kontynentów i panującym na jego obszarze warunkom klimatycznym jest prawdziwą arką Noego. Na wyspie, w przeciwieństwie do wielu innych miejsc na świecie, turystyka nie stanowi głównego zagrożenia dla przyrody, zapewne dlatego, że nadal zbytnio się nie rozwinęła. Warto tu więc przyjechać, żeby podziwiać piękno dziewiczej natury, zanim będzie za późno.

 

Lemury, z których Madagaskar słynie, przetrwały na nim dzięki brakowi konkurencji ze strony lepiej przystosowanych małp i relatywnie małej liczbie naturalnych wrogów. Do tych ostatnich zaliczają się niektóre ptaki drapieżne i fossa, największy na wyspie ssak mięsożerny, sam również zagrożony wyginięciem. Wokół lemurów powstało wiele fady. Do dzisiaj niektóre grupy etniczne wierzą, że czarny aj-aj (palczak madagaskarski) przynosi nieszczęście, a wygrzewający się w promieniach słonecznych wari, rozkładający szeroko ramiona, modli się do boga-słońca.

 

Na usłyszenie tych wyjątkowych zwierząt ma się największe szanse, jeśli odwiedzi się któryś z parków narodowych wcześnie rano lub przed zmierzchem. Lemury porozumiewają się ze sobą za pomocą dźwięków, a głos niektórych z nich rozchodzi się nawet w promieniu 3 km, co pomaga w tropieniu. Te odgłosy przypominają czasem pieśni wielorybów, śmiejące się dzieci, a nawet policyjną syrenę. Do lemurokształtnych należy kilkadziesiąt gatunków małpiatek. Osobniki osiągające najmniejsze rozmiary (mikruski malutkie) ważą tylko ok. 30 g i prowadzą nocny tryb życia. Większe lemury są aktywne za dnia, ale zwykle kryją się w koronach drzew w godzinach południowych ze względu na upał.

 

Kolejne zwierzęta, z których znany jest Madagaskar, a które najlepiej wypatrywać po zmierzchu, to kameleony. Czasem przy parkach narodowych zamykanych po zapadnięciu zmroku przewodnicy organizują spacery wzdłuż granic. Wypatrzenie tych kolorowych gadów bywa jednak niełatwe, bo doskonale się maskują. Wbrew powszechnemu poglądowi nie dostosowują koloru skóry do otoczenia, a zmieniają go m.in. w reakcji na zagrożenie i gdy chcą wysłać innym konkretny komunikat. Najłatwiej się o tym przekonać, gdy w nocy oświetli się kameleona latarką.

 

Choć wiele tutejszych endemicznych zwierząt można również obserwować w niewoli – w zoo i prywatnych parkach na terenie całego kraju – to tropienie tych, które żyją na wolności, sprawia zdecydowanie więcej radości i na takie poznawanie przyrody na Madagaskarze warto się zdecydować. Mimo iż natura bywa nieprzewidywalna, to tak naprawdę przy odrobinie cierpliwości i szczęścia niemal zawsze udaje się trafić na tropione stworzenia. Wybierając ten sposób zwiedzania wyspy, pokazujemy także jej mieszkańcom, że doceniamy niezwykłe piękno ich ojczyzny. Może dzięki zyskom, jakie przynosi zainteresowanie turystów, miejscowi zdecydowanie chętniej będą dbać o dziką przyrodę, zamiast niszczyć ją na potrzeby rolnictwa.

 

Lemur

Wari czarno-biały żywi się na ogół owocami

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

NAJPIĘKNIEJSZE PARKI

 

Atrakcji na Madagaskarze jest tak wiele, że nie sposób zobaczyć wszystkiego podczas jednego wyjazdu. Ze względu na ogromną różnorodność parków narodowych, mnóstwo dróg niemal stworzonych dla miłośników off-roadu, aż 4828 km linii brzegowej i setki okolicznych wysepek trudno ograniczyć się wyłącznie do jednego regionu.

 

Amatorzy błogiego wypoczynku na plaży i nurkowania najpiękniejsze miejsca znajdą dla siebie w okolicy zachodniego wybrzeża. Na północnym zachodzie leży wyspa Nosy Be – największa (oprócz głównej) z należących do kraju i jednocześnie najlepiej przystosowana do potrzeb turystów. Na gości czekają resorty o wysokim standardzie. Można na niej skorzystać z ofert jednodniowych wycieczek po malowniczej okolicy, uprawiać snorkeling i nurkować w pobliskich wodach, wspinać się na wzniesienia, odwiedzić plantacje przypraw, rośliny ylang-ylang, z której kwiatów powstaje aromatyczny olejek ilangowy (używany do produkcji perfum), czy trzciny cukrowej. Atrakcji wystarczy nawet na dwa tygodnie, które da się spędzić, nie docierając na sam Madagaskar.

 

Poza tym u południowo-zachodnich wybrzeży wyspy znajduje się jedna z największych raf koralowych świata. Ciągnie się przez ponad 450 km, a prawdopodobnie najciekawszy jej fragment leży pomiędzy punktami na wysokości miejscowości Andavadoaka i Itampolo. To tutaj działają pracownicy organizacji pozarządowych utrzymujący rafę w doskonałym stanie. Zapaleni nurkowie powinni szczególnie zainteresować się podwodną „katedrą” w okolicach wiosek Ifaty i Mangily koło miasta Toliara (Tuléar). Trzeba jednak pamiętać, że na Madagaskarze infrastruktura do obsługi nurkujących nie charakteryzuje się tak wysokim poziomem jak w innych rejonach świata, a najbliższa komora dekompresyjna znajduje się na francuskiej wyspie Reunion, oddalonej o niecałe 2 godz. lotu ze stołecznej Antananarywy.

 

Mniej uczęszczane, odrobinę słabiej rozwinięte, ale równie piękne jest wschodnie wybrzeże. Do najbardziej wyjątkowych miejsc należy tu położony na północnym wschodzie Park Narodowy Masoala (Parc National Masoala). Rozciąga się on na półwyspie Masoala i pobliskiej wysepce Nosy Mangabe, które stanowią odrębny świat ze wszystkim, co najlepsze na Madagaskarze. Można poczuć się tutaj niemal jak na innej, całkowicie dziewiczej planecie. Do znajdującego się na półwyspie luksusowego ośrodka (Masoala Forest Lodge) jego gości przewozi się łodzią lub helikopterem z najbliżej położonej drogi, która kończy się kilkadziesiąt kilometrów od resortu. Na miejscu mają oni zapewnione wszystko, co potrzebne jest do spędzenia udanych wakacji, a oferta obejmuje również wycieczki po okolicy.

 

W głębi lądu nie wolno pominąć najpiękniejszych parków narodowych. Po odwiedzeniu każdego z nich będziemy chcieli wrócić na Madagaskar i zobaczyć jeszcze więcej. Jedynie kilka godzin jazdy na wschód od stolicy (ok. 150 km), Antananarywy, znajduje się miejscowość Andasibe sąsiadująca z popularnym Parkiem Narodowym Andasibe-Mantadia (składającym się z dwóch, oddalonych od siebie o kilkanaście kilometrów obszarów chronionych: Réserve Spéciale Analamazaotra i Parc National Mantadia). Dojazd do Andasibe jest znacznie łatwiejszy i nie wymaga samochodu z napędem na cztery koła, a niewielki rozmiar Rezerwatu Specjalnego Analamazaotra sprawia, że większość turystów kieruje się właśnie tutaj. W Mantadii z kolei trzeba poświęcić więcej czasu na tropienie dzikich zwierząt, ale można je podziwiać niemal w odosobnieniu, ponieważ dociera tu niewiele osób. Oba te miejsca znane są z dużej populacji największych indrisowatych zamieszkujących Madagaskar – indrisów krótkoogonowych. Najlepiej wypatrywać te lemury w godzinach wczesnoporannych, gdy las deszczowy nadal spowija mgła, a płaczliwe głosy tych stworzeń słychać z odległości wielu kilometrów. Poza indrisami krótkoogonowymi w tym regionie spotkać można m.in. palczaki madagaskarskie (aj-aj), awahi wełniste, wari czarno-białe, lemurie płowe i sifaki diademowe o wyjątkowo ciekawym umaszczeniu.

 

Najprawdopodobniej najpopularniejszym parkiem na Madagaskarze jest Ranomafana (Parc National Ranomafana), w którym wytyczono mnóstwo szlaków o zróżnicowanej trudności. Występuje w nim aż 13 gatunków lemurokształtnych, na czele z makim złotym. Szczególnie popularne są w tej okolicy nocne spacery na obrzeżach parku. To właśnie tutaj zobaczyć można jedne z najmniejszych lemurów nocnych i wiele gatunków kameleonów ukrytych na gałęziach i wśród liści drzew. Dobry miejscowy przewodnik w tym przypadku będzie nieocenioną pomocą.

 

W południowej części wyspy są co najmniej dwa parki, które koniecznie trzeba odwiedzić: Andringitra i Isalo. Dotarcie do pierwszego z nich wymaga cierpliwości, dobrego samochodu i odpowiedniej pogody. Nie zaleca się tu jazdy w porze deszczowej ze względu na warunki na trasie – drogi zostają wówczas rozmoczone przez wodę, a mosty przerzucone przez strumyki i rzeki bywają zalane. Park Narodowy Andringitra (Parc National Andringitra) jest chyba najlepszym miejscem na kilkudniowy trekking na Madagaskarze. Można w nim zdobyć drugi co do wysokości szczyt w kraju – Boby (Imarivolanitra, 2658 m n.p.m.), z którego roztaczają się przepiękne widoki na okolicę. Pokonanie najpopularniejszego szlaku zajmuje dwa dni i najlepiej wybrać się na niego pod opieką miejscowego przewodnika. Taka osoba zajmuje się również wyposażeniem turystów w namioty i zaopatrzeniem ich w prowiant. Dba też o to, aby uczestnicy trekkingu poznali najciekawsze atrakcje w tym rejonie.

 

Na zachód stąd leży Park Narodowy Isalo (Parc National Isalo), w którym także warto spędzić minimum jeden pełny dzień. Najdłuższa i najciekawsza trasa prowadzi do jego najpiękniejszych zakątków przez formacje z piaskowca, głębokie kaniony, oazy palmowe, sawannę i las deszczowy. W ciągu kilku godzin można tu poczuć się jak w podróży przez cały Madagaskar, a zachód słońca oglądany z jednego z okolicznych hoteli z widokiem na park zapiera dech w piersiach.

 

Podczas pobytu na tropikalnej Nosy Be najlepiej skupić się na poznawaniu północnej części kraju. W tym regionie pogoda w porze deszczowej bywa mniej przewidywalna niż na południu Madagaskaru i zdarza się, że z położonej w centrum lądu stolicy nie udaje się dotrzeć tutaj drogą lądową.

 

Najbardziej oddalonym od cywilizacji parkiem, dla odwiedzenia którego warto poświęcić każdą godzinę spędzoną na wyboistych drogach, jest Park Narodowy Marojejy (Parc National de Marojejy). Poza porą suchą można się do niego dostać jedynie samolotem (Air Madagascar lata z Antananarywy do Sambavy, skąd należy wziąć taksówkę lub wyruszyć wynajętym samochodem). Występujący tu rozległy las deszczowy to prawdziwa plątanina gałęzi, korzeni i gęstego listowia, poprzecinana wodospadami pojawiającymi się w najmniej spodziewanych miejscach. Przez park prowadzi tylko jedna trasa trekkingowa, przechodząca przez trzy bazy wiodące na szczyt masywu Marojejy (2132 m n.p.m.). Rejon ten zamieszkują sifaki jedwabiste (sifaki jedwabne) i 10 innych gatunków lemurów, 149 gatunków płazów i gadów (w tym gekony i kameleony) czy 118 gatunków ptaków.

 

Znacznie bardziej dostępne są parki narodowe Ankarana i Montagne d’Ambre, leżące na północny wschód od Nosy Be. Pierwszy z nich (Parc National Ankarana, Réserve Spéciale Ankarana) słynie przede wszystkim ze spektakularnych formacji skalnych zwanych tsingy. Sąsiadują one z gęstym wiecznie zielonym lasem tropikalnym. Park znany jest również z największej w Afryce sieci jaskiń (o łącznej długości ok. 100 km), które można zwiedzać z przewodnikiem. Na osoby lubiące atrakcje podwyższające im poziom adrenaliny czeka most zawieszony ponad koronami drzew.

 

Park Narodowy Montagne d’Ambre (Parc National Montagne d’Ambre) przyciąga turystów ogromną bioróżnorodnością, wieloma spektakularnymi wodospadami i jeziorami w kraterach. Ze względu na położenie na masywie wulkanicznym jest tu znacznie chłodniej niż w innych miejscach w regionie, dzięki czemu wycieczka do tego zakątka Madagaskaru może stanowić odpoczynek od wszechobecnych upałów. Warto jednak pamiętać, że w tym rejonie pada niemal codziennie, także w porze suchej, trzeba więc odpowiednio przygotować się na takie warunki przed wizytą.

 

Reine de lIsalo - Queen of Isalo

Formacja skalna Królowa Isalo przypomina profil siedzącej kobiety w koronie

© OFFICE NATIONAL DU TOURISME DE MADAGASCAR

 

PRZYDATNE INFORMACJE

 

Na koniec zostawiłam jeszcze kilka praktycznych uwag. Osoby chcące podróżować po wyspie, powinny zdecydować się na wynajęcie samochodu z doświadczonym kierowcą, który jest zazwyczaj doskonałym przewodnikiem. Większość tutejszych wypożyczalni ze względu na bardzo zły stan dróg nie zgadza się na wynajem auta bez kierowcy. Przy planowaniu trasy należy zostawić sobie wystarczającą ilość czasu na przemieszczanie się pomiędzy poszczególnymi atrakcjami i pamiętać o tym, żeby nie jeździć po zmroku. Polecam również z rezerwą podchodzić do narodowego przewoźnika Air Madagascar. Został on co prawda usunięty z listy linii lotniczych objętych zakazem operowania na terytorium Unii Europejskiej, ale przy wykupywaniu oferowanego przez niego lotu trzeba liczyć się z możliwością nawet kilkudniowych opóźnień, odwołania kursu i braku rekompensaty za noclegi czy utracone rezerwacje.

 

Niebezpiecznie bywa głównie w stołecznej Antananarywie i większych miastach. Jednak jeśli zachowamy podstawowe zasady bezpieczeństwa (nie będziemy wybierać się samotnie w nieznane rejony po zapadnięciu zmierzchu i zostawiać bagażu bez nadzoru itp.), nic złego nie powinno nam się przydarzyć. Madagaskar jest naprawdę wymarzonym miejscem na podróż i chce się do niego wracać wielokrotnie.

 

Dominikańska przygoda

ŁUKASZ KUDELSKI


Ten wyspiarski kraj położony na Karaibach na wyspie Hispanioli (to używana w Polsce do XIX w. nazwa Haiti) kojarzy mi się przede wszystkim z wyśmienitym rumem, wyborną kawą, motocyklami, pięknymi plażami i kobietami, gorącą muzyką, a także górami, jeziorami, wodospadami, sawannami i pustynią. Gdy rzucimy okiem na mapę świata i dostrzeżemy sąsiadów Dominikany – Haiti, Kubę, Jamajkę i Portoryko – nie będziemy mieć wątpliwości. To musi być wyjątkowo egzotyczne i pełne ciekawych niespodzianek miejsce. 

Więcej…

Łatwo zakochać się w Wenezueli

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Tym, co najbardziej przyciąga do tego południowoamerykańskiego kraju, kojarzonego obecnie w Polsce przede wszystkim z kontrowersyjnym prezydentem Hugo Chávezem, wielkimi złożami ropy naftowej, najpiękniejszymi kobietami na świecie (aż 6 tytułów Miss World i Miss Universe!) i porywającą tłumy widzów, niezrównaną Orkiestrą Symfoniczną Simóna Bolívara pod dyrekcją młodego geniusza muzycznego, 31-letniego Gustavo Dudamela, jest bezsprzecznie wielkie bogactwo tutejszej przyrody. Odważniejsi turyści eksplorują deltę rzeki Orinoko, krainę Indian Warao, podróżując szlakiem słynnego niemieckiego geografa, przyrodnika i podróżnika Aleksandra von Humboldta (1769–1859). Miłośników gór przyciągają dostojne Andy, na czele z najwyższym szczytem Wenezueli – Pico Bolívar (4978 m n.p.m.). Amatorzy ciszy i spokoju oraz zapierających dech w piersiach widoków odpoczywają na rajskim archipelagu Los Roques i u stóp potężnego wodospadu Salto Ángel. A to przecież tylko kilka spośród wielu zachwycających atrakcji tego pasjonującego kraju...

Więcej…