MARIUSZ KAPCZYŃSKI

autor serwisu Vinisfera o winach, podróżach i kulinariach

 

Republika Południowej Afryki (RPA) ma do zaoferowania nie tylko fantastyczne krajobrazy, wspaniałą faunę i florę, niezapomniane safari oraz niezwykły klimat. Miejsce to uwodzi przybyszów także wyjątkowo smaczną kuchnią i świetnymi winami. Każdy znajdzie tu coś dla siebie – zarówno wyrafinowani smakosze, pospolite łakomczuchy, jak i różnorodni birbanci i gastronomiczni utracjusze.

 

Wino w RPA ma kilkusetletnią historię, a więc dłuższą niż w Kalifornii czy Australii. Jego kolebką jest region Cape Winelands (Winnice Przylądkowe), w którego pobliżu na turystów czekają jeszcze takie perełki, jak Przylądek Dobrej Nadziei i Kapsztad (Cape Town), jedno z najpiękniej położonych miast na świecie. Najstarszą winnicą na tych malowniczych terenach jest Groot Constantia (Wielka Konstancja), założona w 1685 r. Z kolei niedalekie zabytkowe miasto Paarl słynie z ogromnego kompleksu piwnic z winami. Jego łączna powierzchnia wynosi aż 22 ha, co jest światowym rekordem.

Nic więc dziwnego, że region Cape Winelands, leżący w Prowincji Przylądkowej Zachodniej, przyciąga mnóstwo podróżników i smakoszy. Stworzono tu interesujące trasy turystyczne wśród winnic – Wine Routes, czyli „Drogi Winne”. Przepiękne krajobrazy, wyśmienite szlachetne trunki i doskonałe restauracje są niewątpliwą atrakcją tych okolic. Mnóstwo farm położonych na terenie Cape Winelands oferuje degustacje win i specjalne wycieczki po winnicach. Do najpopularniejszych miejscowości, odwiedzanych tłumnie przez turystów z całego świata, należą tutaj Constantia, Stellenbosch, Franschhoek, Paarl, Wellington i Robertson.

 

Winiarska stolica

Przylądek Dobrej Nadziei, Kapsztad czy Przylądek Igielny (Agulhas) – najbardziej wysunięty na południe kraniec Czarnego Lądu – przyciągają do tej części RPA rzesze turystów. My jednak tym razem poświęcimy naszą uwagę głównie winom. W Południowej Afryce produkuje się ogromne ilości tego szlachetnego trunku, co należy podkreślić, przy jednoczesnym szerokim zróżnicowaniu gatunkowym. Działa tu obecnie wielu młodych winiarzy, śmiało podążających za światowymi trendami.

Większość win powstaje w Prowincji Przylądkowej Zachodniej, gdzie panują znakomite warunki do uprawy winorośli (doskonała gleba i klimat). Posiada ona również, o czym już wspominałem, długie tradycje winiarskie, sięgające XVII w. Dzisiaj w RPA znajduje się mniej więcej 112 tys. ha winnic, w których produkuje się ponad 780 tys. litrów wina, co daje temu krajowi 9. miejsce na świecie (dane za 2009 r. przygotowane przez Trade Data and Analysis – TDA). Za winiarską stolicę uważa się obecnie Stellenbosch. Jest to drugie najstarsze miasto w Południowej Afryce (po Kapsztadzie), założone w 1679 r. przez holenderskiego gubernatora ówczesnej Kolonii Przylądkowej – Simona van der Stela. W przeszłości pełniło rolę jednego z głównych centrów kształtowania się afrykanerskiej kultury. Leży ok. 50 km na wschód od Kapsztadu i nazywa się je czasem Eikestad, czyli „Miastem Dębów”, ponieważ pierwsi osadnicy posadzili mnóstwo tych drzew, żeby dodać uroku wytyczanym ulicom i powstającym farmom. Dzisiaj można tu podziwiać wspaniałe, wiekowe szpalery dębowe.

Współcześnie Stellenbosch słynie głównie z wina, dając nawet nazwę całemu obszarowi winiarskiemu. Jego winnice stanowią ok. 18 proc. wszystkich upraw RPA. Kto szuka wygodnej bazy do wypadów enologicznych, powinien wybrać właśnie to miejsce. Miasto ma swój urok – tonące w zieleni eleganckie, zabytkowe budynki (dominują te z XIX w.) utrzymane w stylu przylądkowo-holenderskim, georgiańskim i wiktoriańskim tworzą przyjazną atmosferę spokoju, a otaczające je góry Helderberg, Simonsberg, Stellenbosch czy Jonkershoek stanowią niezmiernie malownicze tło. Mieści się w nim mnóstwo hoteli i pensjonatów oraz wyśmienitych restauracji. Powstała tu trasa winiarska (Stellenbosch Wine Route) była pierwszą w Afryce Południowej. Utworzono ją w 1971 r. i jest obecnie największym tego typu szlakiem na kontynencie – ma ok. 150 członków: winiarnie, punkty degustacji, restauracje itp.

Jak na winiarską stolicę przystało, Uniwersytet Stellenbosch posiada Wydział Kultury Uprawy Winorośli i Enologii (Department of Viticulture and Oenology) kształcący przyszłych winiarzy. Działa tutaj też państwowy Instytut Badań nad Winem i Winoroślą (Viticultural and Oenological Research Institute – VORI). Miejscowe winnice ciągną się na południe – aż do Zatoki Fałszywej (False Bay) i miasta Somerset West. Stellenbosch słynie przede wszystkim z win czerwonych, powstałych z takich odmian, jak np. Cabernet Sauvignon, Merlot, Shiraz czy południowoafrykański szczep Pinotage, a także pochodzących z tych okolic wzmacnianych trunków w stylu porto. Nie brak tu również win białych tworzonych z winorośli typu Chardonnay czy Sauvignon Blanc. Najbardziej znanymi posiadłościami winiarskimi są m.in. Vergelegen, Uitkyk, Jordan, Simonsig, Kaapzicht, Rustenberg, Meerlust, Muratie, Warwick, Overgaauw czy Welmoed.

 

Inne obszary winiarskie

Poza Stellenbosch warto wspomnieć także i o Constantii, ulokowanej malowniczo na wąskim półwyspie – południowych obrzeżach Kapsztadu. Chłodne powietrze znad Atlantyku oraz żyzne ilasto-piaskowe gleby dają idealne warunki do uprawy klasycznych odmian winorośli. To właśnie tutaj w 1685 r. w wyniku starań holenderskiego gubernatora Simona van der Stela założono pierwszą winnicę – słynną Groot Constantia. Na tym obszarze też, w oparciu o odmiany z rodziny muskatów oraz szczep Chenin Blanc (nazywany w RPA Steen), powstaje legendarne południowoafrykańskie słodkie wino deserowe – Constantia.

Niedaleko Constantii znajdują się prawdziwe turystyczne perełki – Kapsztad i Przylądek Dobrej Nadziei. Są to niewątpliwie obowiązkowe pozycje na liście miejsc wartych odwiedzenia w RPA. Koniecznie należy spojrzeć na Kapsztad z dominującej nad całą okolicą Góry Stołowej (Table Mountain, 1086 m n.p.m.). Na jej szczyt można się dostać kolejką linową (Table Mountain Aerial Cableway) lub wejść wytyczonym szlakiem. Przepiękne widoki zapewnia wędrówka 2-kilometrową trasą spacerową po płaskim jak blat kuchenny wierzchołku góry. Na wielobarwną mozaikę Kapsztadu składają się: tzw. Dzielnica Malajska, czyli Bo-Kaap, niesławna wyspa Robben z muzeum w dawnym więzieniu, w którym przetrzymywano Nelsona Mandelę, Victoria & Alfred Waterfront – rozrywkowe i eleganckie Nabrzeże Wiktorii i Alfreda, wycieczki na malowniczy Przylądek Dobrej Nadziei, cudowne krajobrazy towarzyszące 9-kilometrowej drodze widokowej Chapman's Peak Drive położonej na wybrzeżu Atlantyku, liczne muzea, restauracje, ogrody botaniczne (na czele z Kirstenbosch) czy też małe place targowe pełne lokalnych wyrobów... Wszystkie te atrakcje i wiele innych tworzą egzotyczną mieszankę, która przyciąga turystów niczym magnes.

Kolejnym ważnym obszarem w regionie winiarskim Cape Winelands jest Paarl, zróżnicowany zarówno pod względem gleb, jak i wysokości, na jakich usytuowane są winnice. W II połowie XVII w. ziemie te zasiedlili holenderscy osadnicy oraz francuscy hugenoci, którzy zaczęli tworzyć tutaj farmy. Dziś po obu stronach góry Paarl rozciągają się malownicze winnice, a miejscowe domy zachwycają elegancką architekturą i stylowymi, bardzo charakterystycznymi zwieńczeniami dachów. Znajduje się tu sporo znanych posiadłości, jak np. Backsberg, Boland, Laborie, Simonsvlei, Vendome, Rhebokskloof czy Fairview.

Za serce regionu Winnic Przylądkowych uchodzi również pobliskie malownicze Wellington, które rozłożyło się w czarującej dolinie nad brzegami rzeki Kromme, u stóp góry Groenberg. Z Kapsztadu dotrzemy tu samochodem zaledwie w 45 min. Uprawę winorośli na tych ziemiach rozpoczęli francuscy hugenoci już pod koniec XVII w. Miejscowy interesujący szlak winny – Wellington Wine Route – jest jednak jednym z młodszych w RPA, gdyż powstał w połowie lat 90. ubiegłego stulecia. Pełno tu uroczych winnic i odrestaurowanych zabytkowych budynków w stylu przylądkowo-holenderskim. Będąc w Wellington, warto odwiedzić m.in. następujące posiadłości: Diemersfontein, Doolhof czy Nabygelegen.

Nadzieją RPA są nowe obszary winiarskie, takie jak Elgin, Walker Bay czy Hermanus. Tutejsze nowoczesne wina mają strukturę lżejszą od tradycyjnych, nieco ciężkich południowoafrykańskich szlachetnych trunków. Zawdzięczają to dobrym szczepom Pinot Noir, Chardonnay czy Sauvignon Blanc. Z kolei wina czerwone z Cape Winelands najlepiej udają się w Tulbagh i Swartland. W tym ostatnim miejscu znajduje się jedna z najciekawszych, stosunkowo młodych winiarni – Sadie Family. Prowadzący to rodzinne przedsięwzięcie Eben Sadie został wybrany winiarzem 2010 r. w RPA. Świetne trunki z jego winnicy pokazują dbałość o siedliskowy, daleki od masowego charakter win oraz naprawdę wielki talent tego winiarza.

 

Drogi winne

Podróżowanie winnymi szlakami Afryki Południowej to wielka przyjemność, wszystko jest doskonale przygotowane na przyjęcie spragnionych winiarskich wrażeń gości. Czekają tu na nich wspaniałe sale degustacyjne w licznych winiarniach oraz urozmaicone, często bardzo oryginalne programy całych wizyt. W Bilton Wines w regionie Stellenbosch można podziwiać kolekcje starych samochodów oraz wziąć udział w modnych ostatnio eksperymentach łączenia różnych win z rozmaitymi rodzajami czekolady. Niepowtarzalne wrażenia smakowe są gwarantowane! W Ernie Els Wines obejrzymy pamiątki dokumentujące wielką karierę właściciela winiarni – Erniego „The Big Easy” Elsa, najsłynniejszego golfisty RPA (warto odwiedzić też jego cenioną restaurację Big Easy w Stellenbosch). Golf jest zresztą niezmiernie popularną dyscypliną sportu w Afryce Południowej. Jego miłośnicy będą czuć się tutaj jak w raju, ponieważ odkryją dla siebie wiele znakomicie przygotowanych profesjonalnych pól. Połączenie przyjemności gry w golfa z degustacjami w winnicach nie stanowi więc problemu, a chętni powinni odwiedzić Devonvale Golf & Wine Estate. Ta ekskluzywna, wspaniale położona w dolinie Bottelary posiadłość zadowoli nawet najbardziej wybredne gusta. Ciekawostką może być winiarnia Fairview w regionie Paarl, należąca do Charlesa Backa II – ważnej postaci winiarstwa RPA, potomka litewskich emigrantów. Nie tylko produkuje się tu doskonałe wina, lecz także wytwarza wyborne sery kozie (ponad 20 gatunków), które komponuje się odpowiednio ze sobą podczas degustacji, żeby zapewnić gościom niepowtarzalne doznania smakowe.

Znajdziemy też winiarnie organizujące pikniki w najbardziej urokliwych zakątkach regionu, prowadzące stadniny koni itd. Wszystkie te atrakcje to tylko niektóre z możliwości, jakie mogą zaoferować południowoafrykańskie farmy. Warto również wspomnieć, że poza pięknie położonymi winnicami enoturystów urzec może architektura winiarni. Wśród nich znajdują się piękne, stare (czasem 400-letnie) posiadłości w stylu przylądkowo-holenderskim, które zachowały swój dawny, kolonialny urok (np. Vergelegen, Morgenster w Somerset West, Meerlust, Rustenberg czy Uitkyk w Stellenbosch). Inni turyści wolą podziwiać modernistyczne winiarnie, gdzie dominuje współczesna architektura i najnowocześniejszy sprzęt do wytwarzania wina, np. Eikendal, Dornier Wines i Tokara w „Mieście Dębów”.

 

Południowoafrykańska kuchnia

Podobnie jak ludność RPA jest zróżnicowana pod względem etnicznym, tak samo urozmaicona jest kuchnia tego kraju. Przybywający tu przez wieki emigranci zostawili ślady swojej kultury nie tylko w wielkim bogactwie gatunków produkowanych win, ale również w sferze kulinariów, gdzie spotkać możemy obecnie wpływy francuskie, holenderskie, niemieckie, brytyjskie czy indyjskie (widoczne najwyraźniej w okolicach Durbanu).

Mieszkańcy Południowej Afryki uwielbiają spotkania przy grillu, nazywanym tu braai. To doskonała okazja do spędzenia czasu z rodziną i znajomymi podczas świąt i dni powszednich. Zaproszeni na braaia goście mogą poznać tutejsze zwyczaje i kulinaria od mniej formalnej strony. Dania przygotowywane są zazwyczaj niezmiernie starannie, palenisko rozpala się z odpowiednich rodzajów drewna, a na ruszcie znajdziemy smaczne gatunki mięs. Gospodarz za punkt honoru uważa jak najlepsze przyrządzenie potraw. Jada się przede wszystkim wołowinę, jagnięcinę, ale też typowo lokalne rodzaje mięsiwa, np. z kudu czy springboka, oraz różnego typu wędliny z nich wyprodukowane.

O ile Stellenbosch uchodzi za winiarskie centrum RPA, o tyle smakosze nie mogą ominąć Franschhoek, uznanego za kulinarną stolicę kraju. To nazwane „Francuskim Rogiem” miasteczko stało się w swoim czasie schronieniem dla hugenotów uciekających przed prześladowaniami z Francji w XVII w. Franschhoek to niewielka miejscowość, tak naprawdę prowadzi przez nią jedna, główna droga, ale ze względu na rozpościerające się tu widoki i wspaniałą kuchnię zasługuje na szczególną uwagę turystów. To tutaj znajduje się prawdziwe zagłębie wiodących restauracji w RPA. Wiele z nich zdobyło najwyższe wyróżnienia w światowych rankingach kulinarnych. Można tu skosztować najlepszych dań wszelkiego rodzaju – od wybitnie lokalnych po najbardziej wyrafinowane i nowoczesne pochodzące z tzw. kuchni fusion. Do zamawianych potraw koniecznie należy spróbować znakomitych miejscowych win z szerokiego wachlarza proponowanych gatunków. Wspaniałe, niemal pocztówkowe krajobrazy Franschhoek Wine Valley dodają dziełom tutejszych szefów kuchni magicznej oprawy. Na tym malowniczym obszarze znajdują się też uznane winiarnie, jak choćby Boekenhoutskloof, Graham Beck, La Roche, Mont Michele, Plaisir de Merle oraz La Motte.

RPA oferuje również coś dla miłośników mocniejszych trunków – szlaki brandy, a wśród nich R62 Brandy Route (ponad 300 km drogi z Worcester do De Rust), w okolicach której ulokowane są destylarnie (np. Klipdrift), oraz Western Cape Brandy Route – uroczą trasę prowadzącą wokół Stellenbosch, Paarl, Franschhoek, Wellington i Elgin. Dla turystów, którzy chcą wybrać się na tego typu wycieczkę, przygotowano specjalne foldery i mapy z zaznaczonymi miejscami do zwiedzania i degustacji.

Niestety, nie da się opisać smaku win, zapachu, koloru i soczystości potraw, czaru wielu miejsc i serdeczności mieszkańców regionu Winnic Przylądkowych... Widziałem już ogromną liczbę winnic na świecie, przetarłem mnóstwo enologicznych szlaków na różnych kontynentach, ale nie mam wątpliwości, że to właśnie w RPA odkryłem jeden z najpiękniejszych winiarskich zakątków na naszym globie.


 

 

Artykuły wybrane losowo

Sycylia od kuchni

Stragany na uliczce w Palermo uginają się od świeżych warzyw
food-and-wine-palermo-street-markets

© WWW.SICILY.CO.UK

Dominika Friedrich

www.sycyliabocznymidrogami.pl


Sycylia należy do tzw. Mezzogiorno, południowych regionów Włoch. To najbardziej odległy od kontynentalnej Europy zakątek kraju, oddzielony od niej Cieśniną Mesyńską, i najbliższy reszcie świata. Trójkątny ląd otaczają trzy morza – Jońskie, Tyrreńskie i Śródziemne.

Więcej…

Podróż przez Mozambik

JERZY PAWLETA

 

Choć nie należy do największych państw Afryki, pod względem powierzchni nie może się z nim równać żaden europejski kraj oprócz Rosji (ma aż ponad 800 tys. km²). Turystów przyciąga szczególnie jego stolica – Maputo, gdzie powstały budynki zaprojektowane przez francuskiego inżyniera Gustawa Eiffla – znanego na całym świecie twórcy obiektów z żelaza i stali. Popularnością cieszy się też nieduża wyspa Mozambik, położona na Oceanie Indyjskim, na której portugalski żeglarz Vasco da Gama zbudował fortecę. Jeśli będziemy jednak postrzegać ten kraj jedynie przez pryzmat związków z Europejczykami, popełnimy duży błąd. Jego prawdziwa dusza jest na wskroś afrykańska, a wyczuć ją możemy wśród drewnianych nadmorskich chat pokrytych słomianymi dachami i w twarzach uśmiechniętych mozambickich kobiet ubranych w niezmiernie kolorowe stroje. Warto więc zdobyć się na odrobinę odwagi, aby poznać prawdziwy Mozambik.

 FOT. BENGUERRA LODGE

Więcej…

Urlop w słonecznej Toskanii

ALEKSANDRA SEGHI

www.aleksandraseghi.com

 

<< Po zimie, która na jeden dzień pojawiła się w Pistoi, innych toskańskich miastach i na Elbie i spowodowała, że zamknięto nawet szkoły, region szykuje się do wiosny. Temperatury podskoczyły do 16°C. W powietrzu wyczuwa się nadchodzące ciepłe dni. Toskania budzi się do życia. >>

 

W Toskanii można zatrzymać się na wypoczynek w urokliwej wiejskiej willi

© VISIT TUSCANY/KINZICA SORRENTI SMT TUSCANY

 

 

W barze, przy cappuccino z dużą pianką, ludzie zaczynają rozmawiać o wycieczkach i wypoczynku. Nie tylko turyści zagraniczni czy Włosi z dalszych części kraju wybierają się na wyprawy po Toskanii. Również sami Toskańczycy lubią wyskoczyć gdzieś niedaleko na weekend i skorzystać z cudownego klimatu tego regionu. Nie brakuje w nim w końcu niczego. Dlatego warto wcześniej zaplanować, jak spędzimy tutaj czas.

Toskania rozciąga się wzdłuż Morza Liguryjskiego i Tyrreńskiego. Jej terytorium znaczą też zbocza Apeninów Północnych z najwyższym szczytem Monte Cimone (2165 m n.p.m.). W granicach tego regionu administracyjnego Włoch znajdują się poza tym m.in. Wyspy Toskańskie z Elbą na czele.

 

PRAWDZIWA SIELANKA

Na początek należy się zastanowić, gdzie zatrzymać się na noc. Jednymi z najprzyjemniejszych miejsc noclegowych w Toskanii są obiekty agroturystyczne. Usytuowane zazwyczaj w malowniczych okolicach i z dala od zgiełku miast idealnie nadają się dla osób marzących o błogim odpoczynku. Wokół nich rozpościerają się naturalne krajobrazy, czasem otaczają je zielone wzgórza lub winnice czy gaje oliwne. Nikt nie zakłóca spokoju wczasowiczom, a w letnie noce słychać tylko cykanie świerszczy. Nie wiem dlaczego, ale w takich miejscach niebo jest prawie zawsze gwieździste. Żeby się zrelaksować, wystarczy położyć się na leżaku i wpatrywać w te miliony świateł nad naszymi głowami.

                Coraz więcej obiektów agroturystycznych decyduje się na zakładanie basenów. Dzięki nim przyciągają przede wszystkim rodziny z dziećmi. Maluchy trudno wyciągnąć na całodniowe zwiedzanie miast turystycznych. Dlatego dobrym pomysłem jest spędzenie części dnia na poznawaniu okolicy, a reszty na odpoczynku nad basenem. Większość właścicieli tego rodzaju miejsc zajmuje się nie tylko wynajmem apartamentów czy pokoi, ale również rolnictwem. Prawie wszyscy uprawiają własne oliwki i winogrona, a niektórzy także warzywa i owoce. Jeśli mieszkają blisko lasu, zbierają też jagody lub jeżyny oraz grzyby, przyrządzane później na różne sposoby. Gospodarze nierzadko hodują również kozy czy owce. W gospodarstwach agroturystycznych często można wykupić posiłki na cały dzień. Same śniadania serwowane są w obiektach typu bed and breakfast (z pokojami do wynajęcia). Goście mogą liczyć na wspaniałe poranne uczty. Na stole nie brakuje domowych wypieków, takich jak crostata (tradycyjne włoskie kruche ciasto) z dżemem lub kremem orzechowym czy mięciutka ciambella (obwarzanek, babka w kształcie wieńca) ze świeżą ricottą. Niektórzy właściciele na życzenie przygotowują śniadanie na słono, na które składają się jaja na twardo lub jajecznica, wędliny, masło oraz sery. W obiektach agroturystycznych z apartamentami wynajmujący mogą przyrządzać jedzenie sami, gdyż kuchnie są w pełni wyposażone. Wśród sprzętów domowych znajduje się – oczywiście – włoska moka (kawiarka), niezbędna do zaparzenia prawdziwego, mocnego espresso. Gospodarze to zazwyczaj ludzie bardzo serdeczni. Często panuje u nich rodzinna atmosfera. Swoich gości z ochotą zapraszają na wspólnego grilla lub pieczenie pizzy. Z radością pokazują, czym zajmują się na co dzień. Poza tym chętnie odpowiadają na wszystkie pytania, pomagają w rozwiązywaniu problemów. Znakomicie znają także okolicę, więc potrafią powiedzieć, gdzie najlepiej pojechać i co warto zwiedzić. Są zatem zawsze do naszej dyspozycji.

 

ZABYTKOWE MIASTA

Kiedy mamy już wybrane miejsce do zakwaterowania, pozostaje nam szczegółowo zaplanować pobyt. Jeśli odwiedzamy Toskanię pierwszy raz, to – oczywiście – musimy udać się do Florencji, Sieny, Lukki czy Pizy. Tym dwóm ostatnim miastom wystarczy poświęcić jeden dzień. Do Lukki najlepiej wybrać się rano, aby spokojnie obejść centrum historyczne znajdujące się za starymi miejskimi murami. Warto rozważyć też wycieczkę rowerową. Po wspomnianych murach można chodzić, biegać albo jeździć na jednośladzie. Ich obwód wynosi ok. 4,25 km. W centrum znajdują się wypożyczalnie zarówno zwykłych rowerów, jak i tandemów. Udostępnia się je na godziny lub dni.

                Podczas wizyty w Lukce nie wolno zapomnieć zajrzeć do cukierni „Buccellato Taddeucci” (Piazza San Michele), gdzie sprzedaje się słynne buccellato, ciasto drożdżowe z rodzynkami i anyżem. W środku na ścianie wisi zdjęcie przedstawiające właścicieli z papieżem Janem Pawłem II, który dostał od nich właśnie ten specjał. Tuż obok lokalu, przy ulicy Santa Lucia znajduje się piekarnia oferująca schiacciatę (płaski toskański chlebek). Zawsze ustawia się do niej kolejka, ale warto odczekać swoje, żeby spróbować tego smakołyku.

                Z Lukki polecam udać się do Pizy. Mimo tłumu turystów da się w niej znaleźć miejsce postojowe na płatnym parkingu tuż przy placów Cudów (placu Katedralnym). Oprócz zwiedzenia Katedry i Baptysterium św. Jana Chrzciciela czy wejścia na Krzywą Wieżę warto przejść się uliczkami miasta, np. wzdłuż rzeki Arno. W tej okolicy właśnie wznosi się jeden z najmniejszych kościołów we Włoszech – Chiesa di Santa Maria della Spina. Został erygowany w 1230 r. i nazwany Chiesa di Santa Maria di Pontenovo, gdyż w jego pobliżu znajdował się most łączący dwie ulice: Sant’Antonio i Santa Maria. Jak podają źródła, od 1333 r. w gotyckiej świątyni był przechowywany cierń z korony Jezusa (wł. spina oznacza „cierń”, „kolec”). W XIX w. relikwię przeniesiono do Kościoła św. Klary (Chiesa di Santa Chiara).

 

Baptysterium na obszernym placu Cudów w Pizie

© VISIT TUSCANY

 

WYPOCZYNEK NAD MORZEM

Z Pizy w mgnieniu oka dotrzemy nad samo morze. Nie ma nic wspanialszego od spaceru wzdłuż morskiego brzegu. Poza sezonem parkowanie jest darmowe. Parkometry zdejmuje się i pozostają po nich same słupki. W sezonie natomiast obowiązują taryfy godzinne, na pół dnia lub na cały dzień. Warto mieć przy sobie drobne pieniądze, gdyż parkometr nie przyjmuje banknotów czy kart płatniczych, a najbliższy bar bądź kiosk znajduje się często bardzo daleko i zapłacenie za postój może stanowić problem. Z Pizy szybko dostaniemy się do Mariny di Pisa lub Mariny di Vecchiano. Ta druga miejscowość szczyci się szerszą plażą. Niestety, poza sezonem wybrzeże bywa pokryte wszystkim, co zdołało wyrzucić morze. Dopiero tuż przed przybyciem wczasowiczów na plażach zaczynają się generalne porządki.

                Z Mariny di Vecchiano w niecałą godzinę dotrzemy pieszo do Torre del Lago (Torre del Lago Puccini). Miejscowość żyje zazwyczaj również poza sezonem. Działają w niej bary lub małe restauracyjki. Przy samym rondzie otwarty jest lokal gastronomiczny, w którym sprzedaje się pizzę na kawałki (pizza al taglio). Możemy wybrać ulubione smaki, a właścicielka pizzerii odgrzeje nam je w piecu.

                W sezonie wszystkie plaże są oblegane przez wczasowiczów. W takich miejscowościach jak Viareggio czy Lido di Camaiore (Camaiore) trudno o wolne miejsce. W tej pierwszej darmowa plaża jest bardzo mała (znajduje się tuż przy molo). Wielbicielom morskich i słonecznych kąpieli pozostaje opłacenie leżaka na płatnej plaży. Ceny są wysokie i zróżnicowane. Najlepiej rozejrzeć się po okolicy, aby móc wybrać najlepszą ofertę. Opłaty różnią się w zależności od tego, czy chcemy korzystać z plaży przez pół dnia, czy cały dzień.

Z Viareggio można przejść się deptakiem aż do samego Lido di Camaiore. W lato warto pamiętać o okularach przeciwsłonecznych, gdyż białe płyty chodnikowe tak mocno odbijają promienie słoneczne, że wręcz oślepiają. Poza tym trzeba koniecznie chronić głowę przed słońcem. W lipcu czy sierpniu temperatury są bardzo wysokie. Przy deptaku znajdują się bary, restauracje i sklepy odzieżowe największych włoskich stylistów. Należy pamiętać, że wymienione miasta odwiedzają chętnie celebryci. Dlatego działają w nich drogie sklepy i luksusowe hotele. W Viareggio mieszka m.in. Marcello Lippi, były trener włoskiej reprezentacji w piłce nożnej (w latach 2004–2006 i 2008–2010). Miasto słynie także z jednego z najważniejszych karnawałów we Włoszech, porównywanego do tego organizowanego w samym brazylijskim Rio de Janeiro. Platformy karnawałowe przygotowywane są przez cały rok w ogromnych halach na peryferiach Viareggio. Całe wydarzenie transmituje telewizja. W 2018 r. padł rekord popularności – organizator zabawy zarobił 2,352 mln euro, czyli o 1 mln euro więcej niż w 2014 r.

 

JACHTY I MARMUR

W Toskanii można również aktywnie spędzać czas na pływaniu jachtem. Na stronach internetowych znajdziemy informacje o wszystkich portach w regionie oraz wypożyczalniach łodzi. Do wyboru jest wynajęcie samej jednostki lub wraz z kapitanem. Ceny są bardzo zróżnicowane i dochodzą nawet do 1 tys. euro za osobę. W Toskanii funkcjonują liczne firmy specjalizujące się w organizacji wycieczek na morzu. W swojej ofercie mają rejsy jednodniowe, weekendowe czy tygodniowe. Poza tym można także wybrać się na pobliską Korsykę albo malownicze Wyspy Toskańskie (np. Elbę, Giglio albo Capraię). W internecie sprawdzimy też aktualną sytuację pogodową oraz kierunek i siłę wiatru.

Jeśli będziemy w okolicach wybrzeża, powinniśmy podjechać również do Carrary i Pietrasanty. Pierwsze miasto słynie z najlepszego i najpiękniejszego marmuru na świecie, który wydobywa się w tej okolicy od czasów Etrusków. To tu przyjeżdżał Michał Anioł, aby wybrać materiał do swoich rzeźb takich jak Pieta watykańska (1498–1500) czy Dawid (1501–1504). W Carrarze znajduje się wiele warsztatów obrabiających marmur. Działa w niej także Miejskie Muzeum Marmuru (Museo Civico del Marmo). Na turystów czeka tutaj jeszcze jedna atrakcja – zwiedzanie kamieniołomu wraz z przewodnikiem. Oferują je prywatne firmy, zajmujące się wydobywaniem marmuru. Wycieczkę po kopalni odkrywkowej należy zarezerwować z wyprzedzeniem, szczególnie w okresie letnim.              

                Pietrasanta bliska jest sercom Polaków, gdyż mieszkał w niej i pracował polski rzeźbiarz Igor Mitoraj (1944–2014). Swoje dzieła tworzył też w marmurze karraryjskim. W mieście znajdziemy wiele śladów po słynnym artyście. Niemalże na każdym kroku można tu natknąć się na jego rzeźby. Warto zajrzeć na miejski cmentarz i odwiedzić grób Igora Mitoraja – usytuowany jest tuż przy wejściu, po prawej stronie. Polecam przejść się po całej nekropolii i przyjrzeć się nagrobkom i rzeźbom. Cmentarz robi ogromne wrażenie, ponieważ pomniki na nim zostały wykonane w cennym białym marmurze karraryjskim.

 

GÓRSKIE WĘDRÓWKI

Podczas pobytu w Toskanii można nie tylko zwiedzać jej miasta i miasteczka. Osoby lubiące aktywne wakacje powinny rozważyć wyprawy trekkingowe. Region pokrywają wzgórza, kręte drogi czy lasy. Wędrówkom towarzyszą wspaniałe widoki. Na terenach górskich wytyczono wiele szlaków. W księgarniach dostępne są ciekawe książki dotyczące tras spacerowych. Toskanię pieszo uwielbiają przemierzać nie tylko turyści, lecz także jej mieszkańcy. W weekendy miejscowi często wybierają się na wycieczki. W rejonie Pistoi wiele osób jeździ do miejscowości Doganaccia, gdzie zostawia auto i udaje się o własnych siłach nad jezioro Scaffaiolo. Wprawdzie znajduje się ono częściowo już na terytorium Emilii-Romanii, ale można się do niego dostać również od strony toskańskiej. Jezioro magazynuje wodę pochodzącą z opadów deszczu i stopniałego śniegu. Leży ono na wysokości 1775 m n.p.m. W okolicy rozciągają się lasy, w których rośnie bardzo dużo owoców. Tereny te słyną m.in. ze znakomitych jagód, wykorzystywanych przez miejscowych do produkcji dżemów i likierów. Koło Scaffaiolo znajduje się nieduże schronisko (istniejące już od 1878 r. Rifugio Duca degli Abruzzi, 1787 m n.p.m.), oblegane szczególnie w sezonie letnim. Można w nim zjeść gorący posiłek lub lody i wypić kawę. Nad samym jeziorem Toskańczycy i turyści chętnie urządzają pikniki z rodziną albo przyjaciółmi.

Jednym z moich ulubionych rejonów trekkingowych są okolice Pomarance w prowincji Piza. Niedaleko miasteczka biegnie ścieżka, którą najpierw dotrzemy do opuszczonych term San Michele alle Formiche, a następnie do ruin opactwa celestynów z 1377 r. San Michele alle Formiche. Trasa jest łatwa i przyjemna. Przy termach znajduje się duży drewniany stół i ławy idealne na piknik.

                Trekking można uprawiać też wzdłuż Drogi Franków (Via Francigena). To historyczny transalpejski szlak komunikacyjny, ciągnący się od Canterbury w Anglii po Rzym. Kiedyś pielgrzymi podróżowali nim do grobu św. Piotra. Trasa liczy w sumie ok. 1610 km, przez Toskanię biegnie odcinek o długości 380 km. Szlak cieszy się obecnie dużą popularnością, szczególnie wśród ludzi młodych. Na stronie internetowej regionu (www.regione.toscana.it/via-francigena) znajduje się interaktywna mapa z zaznaczonymi poszczególnymi fragmentami trasy oraz ważnymi informacjami dotyczącymi np. noclegów i miejsc odpowiednich na posiłki. Niektóre fragmenty Drogi Franków pokrywa asfalt, na tych odcinkach jeżdżą również samochody. Kamienne trakty na szlaku można przemierzać pieszo, rowerem lub konno.

 

NA ROWERZE I NA KONIU

Toskania stanowi też świetny region do uprawiania sportów rowerowych. Zawodowi kolarze ćwiczą się w niej w pokonywaniu wzgórz. Na dwóch kółkach chętnie przemierzają ją także amatorzy. Na górskich drogach często zauważymy zorganizowane grupy cyklistów. Uczestnicy wycieczek są w różnym wieku. Podczas podróży po Toskanii przekonamy się, że sport ten uprawiają również starsi ludzie. Wysportowani mężczyźni często ścigają się z młodszymi, mało doświadczonymi rowerzystami. Jedna ze znanych tras wiedzie z Pistoi do San Baronto. Obowiązkowo trzeba sobie na niej zrobić przystanek przy źródle bijącym przy samej drodze. Po krótkim odpoczynku jedni zjeżdżają do pobliskiego miasteczka Lamporecchio, a inni zmierzają albo do Vinci, w którym urodził się 15 kwietnia 1452 r. Leonardo da Vinci, albo aż do Empoli. Grupy pasjonatów tego sportu częściej spotkamy w weekendy niż w ciągu tygodnia. Od poniedziałku do piątku na drogach trenuje więcej zawodowych kolarzy.

                Kolejnym pomysłem na aktywne spędzanie czasu w Toskanii jest jazda konna. W regionie nie brakuje stadnin, bo Toskańczycy lubią jeździectwo. Ten rodzaj sportu cieszy się zainteresowaniem nie tylko wśród dorosłych. W wielu obiektach prowadzi się też lekcje dla dzieci. Do 8. roku życia nasze pociechy mogą jeździć na kucach. Starsze dzieci wsiadają na duże konie. Przed odwiedzeniem stadniny warto dowiedzieć się, jaki styl jest w niej praktykowany (angielski czy westernowy). Wizytę umawia się zwykle z kilkudniowym wyprzedzeniem. W niektórych obiektach czasem istnieje możliwość wykupienia jednorazowej przejażdżki.

                W Toskanii działa stadnina prowadzona przez mieszane małżeństwo – Polkę i Włocha. Centro Ippico Pegaso znajduje się w Collesalvetti w prowincji Livorno. Specjalizuje się w jeździe amerykańskiej, inaczej westernowej (monta americana). Ze względu na to, że właściciele organizują wiele wyjazdów trekkingowych w teren, wizyta w ośrodku możliwa jest tylko po wcześniejszym uzgodnieniu. Zainteresowani mogą wykupić nocleg w pobliskim obiekcie agroturystycznym. Obecnie Agnieszka i Toni oferują przede wszystkim trekkingi konne w regionie Garfagnana w prowincji Lukka, nad morzem, na wzgórzach Livorno czy w okolicach Collesalvetti, a także na północy Włoch, np. w prowincji Trydent. Konie zawożone są w konkretne miejsce i stamtąd rozpoczyna się wyprawa. Takie wycieczki trwają nawet cztery dni. Oferta skierowana jest do osób powyżej 16. roku życia, które jeździły już wcześniej konno. Wyjazdy nad morze są zazwyczaj dwudniowe. Uczestnicy wyprawy nocują w dużym namiocie wojskowym ustawionym na terenie Parco dei Poggetti na wzgórzach powyżej Rosignano Marittimo w prowincji Livorno. Takie wycieczki stanowią niezapomniane przeżycie. Oprócz regularnie oferowanych trekkingów Agnieszka i Toni organizują indywidualnie zamawiane grupowe wyjazdy konne.

                Jeśli nie interesuje nas jeździectwo, ale lubimy konie, możemy wybrać się na tor Ippodromo Sesana do Montecatini Terme w prowincji Pistoia. Odbywają się tu widowiskowe wyścigi kłusowe dwukołowymi zaprzęgami o nazwie sulki. Konie biegną z maksymalną prędkością 55 km/godz. i pokonują dystans od 1,6 tys. do 2,4 tys. m. Podczas jednego biegu startuje co najwyżej 16 zawodników.

 

Wulkaniczna Capraia – trzecia co do wielkości w archipelagu Wysp Toskańskich

© VISIT TUSCANY

 

CHWILA RELAKSU

Po aktywnym spędzaniu czasu warto nieco odpocząć. W Toskanii można zrelaksować się w termach oraz ośrodkach spa i wellness. W regionie występują liczne gorące źródła. Wypływające spod ziemi wody osiągają temperaturę od 25 do 52°C. Jednym z najpiękniejszych miejsc na kąpiel są termy koło miejscowości Saturnia znajdującej się na nizinie Maremma w prowincji Grosseto. Naturalne baseny wypełniają wody o dużym stężeniu siarkowodoru i dwutlenku węgla. Z części term (Cascate del Mulino i Cascate del Gorello) można korzystać za darmo. Pozostały fragment należy do luksusowego hotelu – Terme di Saturnia Spa & Golf Resort, oferującego liczne zabiegi.

                Na kolejne źródła trafimy w Bagno Vignoni w prowincji Siena. W samym centrum miasteczka znajduje się duży zbiornik z parującą wodą. Nie wolno do niego wchodzić. Nogi można zanurzyć na obrzeżach Bagno Vignoni. Przez miejscowość biegną kanały, w których płynie gorąca (52°C), siarczana woda. W miasteczku funkcjonuje – oczywiście – płatny kompleks termalny, gdzie wykonuje się zabiegi estetyczne i lecznicze (zalecane w przypadku osteoporozy i artretyzmu).

                Niedaleko Bagno Vignoni znajdują się darmowe Terme di San Filippo (Bagni San Filippo), które są zawsze oblegane przez turystów. Warto odwiedzić je w lecie, mimo iż trudno wtedy o miejsce parkingowe. Wapienne zbiorniki robią duże wrażenie. Temperatura wody dochodzi do 48°C. Ludzie relaksują się tu godzinami, po prostu siedzą w basenach i rozmawiają ze znajomymi.

                Grotta Giusti w Monsummano Terme to dwa w jednym: łaźnie termalne i spa. W XIX w. postawiono w tym miejscu budynek, w którym znajduje się dziś luksusowy hotel. Temperatura lokalnych wód nie przekracza 35°C. Kąpiel w nich stymuluje mikrokrążenie i metabolizm komórkowy. Można tutaj również wykupić różnego rodzaju masaże, począwszy od indyjskich (ciepłymi olejkami), chińskiego i shiatsu, a skończywszy na masażu z peelingiem.

Wspomniana miejscowość Montecatini Terme słynie z czterech źródeł leczniczych: Regina, Tettuccio, Rinfresco i Leopoldina. Na bazie tych wód powstała seria kosmetyków Terme di Montecatini. W miejscowości oprócz dobroczynnych kąpieli termalnych można skorzystać z masaży (m.in. kamieniami wulkanicznymi), sauny, terapii błotnych, zabiegów rehabilitacyjnych, usług gabinetów kosmetycznych oraz programu ćwiczeń wyszczuplających.

                To – oczywiście – nie wszystkie toskańskie źródła termalne. Na zainteresowanie zasługują jeszcze np. Terme di Petrolio, Terme di Chianciano, ośrodki w Rapolano Terme i San Casciano dei Bagni (wszystkie w prowincji Siena), Terme di Sassetta w prowincji Livorno czy Terme San Giovanni w Portoferraio na wyspie Elba.

 

Basen termalny w eleganckim resorcie Grotta Giust

© ITALIAN HOSPITALITY COLLECTION

 

***

Ten ogromnie zróżnicowany region Włoch przyciąga tyloma atrakcjami, że jedna wyprawa w te strony to zdecydowanie za mało. Z Toskanią jest jak z pierwszą miłością – nigdy się jej nie zapomina. Wystarczy tylko raz przekroczyć jej granice, aby wciąż chcieć do niej wracać po więcej. Sama coś o tym wiem. Mieszkam tu już od 20 lat.

 

 

Wydanie Wiosna 2018